tenniedobry2 napisał/a:po pierwsze musisz się zastanowić co dla Ciebie jest ważniejsze, może trzeba zrobić ten 101 raz i trzeba będzie 102, 103
czasem aż do końca życia trzeba
odpuszczać
Chodziło tylko o to, że nie wiedziałem czy jest w tym związku szczęśliwa czy nie. Nie wykazywała jakiegoś wielkiego zainteresowania związkiem ze mną - raz zaprosiłem ją do siebie na herbatę - odmówiła. Próbowałem się umówić - ale nic z tego. To dlatego chciałem sobie odpuścić.
tenniedobry2 napisał/a:chłopie wyluzuj, wydaje Ci się że ktoś brał, to i Ty chcesz brać?? jakby Ci na niej zależało to byś nie miał tego problemu
Chyba troszkę za dużo sobie wyobrażasz
to nie jest tak, że chodzę wkurzony cały czas i robię jej wyrzuty, jestem niemiły itd. Nie. Raczej nie daję po sobie poznać, że coś mnie w danej chwili gryzie 
tenniedobry2 napisał/a:musisz chyba poszerzyć zakres, okazywania uczuć i miłości, o kilka innych "czynności"
Haha
uważasz, że mnie chodzi tylko o to jedno tak?
Tak się składa, że ja okazuję jej to na wszystkie możliwe sposoby od miłych słówek poprzez namiętne pocałunki, komplementy, pomoc we wszystkim czym mogę pomóc, kupowanie małych pierdółek jak kwiaty, organizowanie wspólnych wieczorów, wyjazdów, ogólnie dni.
tictac1991 napisał/a: A wiem, że tamtemu frajerowi chodziło właśnie tylko o jedno i gdyby nie to to razem długo by nie byli.
tenniedobry2 napisał/a:ciekawi mnie na czym opierasz te myśli, na swoim odbiorze, konkretnych stwierdzeniach, czy tylko na swojej wyobraźni!!!
... chyba nie myślisz, że pisałbym takie GŁUPOTY bo coś sobie wymyśliłem. Trochę chyba mnie nie doceniasz. To ona sama mi o tym powiedziała, tak wyszło w jednej z naszych rozmów. Nie znam szczegółów jej byłego związku, ale niestety wiem jak to wyglądało...
tictac1991 napisał/a: Ja już mam traumę i boję się do niej zbliżyć, tego, że albo mnie odrzuci albo jeśli nie, to będzie się stresować i płakać po.
tenniedobry2 napisał/a:tak to w życiu bywa, że często coś nie osiągalne wzbudza negatywne emocje, ale trauma od razu
najlepiej by wymienić partnerkę na nową, bo i tak źle i tak nie dobrze, albo Cię odrzuci, albo Ci się popłacze, a Tobie ciężko się odnaleźć a takiej sytuacji, chyba nie wygodne to 
ja osobiście zmieniłbym podeście jeśli na tej akurat kobiecie Ci zależy, zmienisz podejście a czarodziejska różdżka rozwiąże Twoje problemy
kareninka napisał/a:Dziewczyna Ci powiedziała jak będzie: albo tak, albo tak. Musisz sam coś wybrać i nie liczyłabym na jej zmianę zdania. Jeśli ten problem jest dla Cb nie do przejścia to masz przecież prawo odejść.
Słuchaj, ona jest młoda. Pewnie jak się spotykała z tym dziadem to jeszcze głupsza była niż teraz (nie, że ją obrażam, tylko chodzi mi o to, że się człowiek na błędach uczy). Założę się, że było tak: On jej namącił w głowie, ona się zaangażowała, wtedy on postawił jej ultimatum: albo seks albo koniec z nami. Ona chciała ratować to za wszelka cenę, bo bała się, ze nikogo innego nigdy nie znajdzie/ wydawało jej się, ze on jest fajny, więc dała się zmuszać do seksu. Pytałeś ją kiedykolwiek co nią kierowało? Pewnie nie. Zrozumiałam, że ona nadal była z tamtym typem, gdy zaczęła kręcić z Tb i dopiero jak sm miękkie lądowanie zapewniła u Cb, to zerwała z tamtym. Zgadza się? Jesli się zgadza, to mogę się założyć, ze mam rację, że ona bała się samotności.
Z Tobą robiła to co robiła, bo też tego od niej wymagałeś, ale ewidentnie tego nie chciała. Zobaczyła, ze jesteś leszy od tego dziada i Ty nie będziesz jej szantażował zerwaniem jesli "Cię do łóżka nie wpuści", więc powiedziała szczerze, że nie chce. Pewnie liczy, że zrozumiesz.
Słuchaj, choćby ona była wczesniej prostytutką i miała na pęczki takich starych dziadów, ona ma prawo zmienić zdanie i postanowić, ze do ślubu nic. Każdy ma do tego prawo, by naprawiać swoje błędy i nie podążać ścieżką, którą uznało się w pewnym momencie za złą. Ty masz prawo tego nie akceptować, ale nie masz prawa jej męczyć dupy o to i wymuszać czegokolwiek. Po prostu odejdź, jeśli nie jesteś w stanie zaakceptować jej wyborów.
A dziewczyna niech idzie do specjalisty. Im dłuzej będzie zwlekać, tym może być gorzej, stwierdzam na moim przykładzie. Ktoś ją musi naprostować, żeby słuchała swoich potrzeb, a nie potrzeb mężczyzn.
Hmm, w sumie to było dokładnie tak, jak napisałaś, ale nie we wszystkim. Oczywiście, że z nią rozmawiałem na ten temat, co nią kierowało, chodziło o to, że "próbowała się do niego przekonać, nie chciała żeby ją zostawił" i tak jak napisałaś - stwierdziła, że nikogo sobie już nie znajdzie.
JA JEJ NIGDY NIE ZMUSZAŁEM DO NICZEGO. Nie wymagałem od niej tego. Nie robiłem nic wbrew jej woli. Do tak podłych sztuczek jak szantaż wobec niej nigdy bym się nie posunął. Tak więc, nie męczę jej dupy i nie wymuszam niczego. To tyle sprostowania. W sumie to od 2 miesięcy nasze życie "łóżkowe" nie istnieje, bo ją szanuję i nie bd do niczego zmuszał. Wg. mnie tego typu rzeczy mają sens tylko wtedy gdy oboje tego NAPRAWDĘ chcemy. Działanie z powinności tutaj jest wręcz.. okropne.
Wytłumaczyła mi, że to, że płacze, nie zależy od niej. W sumie to ciekawe zjawisko które nie do końca rozumiem, ale okej.
Cyngli napisał/a:Szczerze, to moim zdaniem sam spowodowałeś jej obecny wstręt do seksu.
tictac1991 napisał/a:Problem tkwi w tym, że ja nie mogę się pogodzić z jej przeszłością - z tym, że była z tym typem... Mianowicie chodzi o seks. Wiem, że uprawiała z nim seks regularnie i że był jej pierwszym.
Ona to czuje po prostu i zapewne ją to blokuje.
Powinieneś ją zaakceptować taką, jaka jest - jeśli ją kochasz.
Jeśli wiesz, że nie uda Ci się pogodzić ze stanem rzeczy - odpuść i pozwól jej odejść, by mogła znaleźć sobie kogoś, kto ją w pełni zaakceptuje.
Ona nie ma wstrętu to seksu.. bez przesady
jeśli coś się między nami działo, to wtedy, gdy oboje tego chcielismy. Kiedyś nawet pamiętam, że zaproponowałem jej, że jeśli chce, to możemy przez pewien czas nic nie robić w tym kontekście, odparła, że nie, bo będzie jej tego brakować.
Chodzi mi o to, że to wszystko się naprawdę kiepsko łączy. Najpierw to co było z tym typem, a teraz ultimatum i nic do ślubu. Mnie potrafi postawić takie ultimatum i wprowadzić jakieś zmiany powiedzmy nieprzychylne mi w życie, a z nim nie umiała? A powinna była z nim to zrobić, co teraz robi ze mną... Ja wiem o tym, że każdy ma prawo zmienić zdanie, ale to było dość.. drastyczne? W ogóle zaplanowała to sobie, jakieś 3 mies. temu wymyśliła sobie, że będziemy się rzadziej widywać i rzadziej będzie u mnie spać, bo tak będzie lepiej, bo jeszcze zdążymy sie sobą nacieszyć itd... Nigdy nie myślałem, że ona wymyśli coś jak czekanie do ślubu, bo powiedziała mi o tym dopiero jakieś 3 miesiące temu, wtedy gdy się też przyznała, że mnie okłamała itd..
Zdaję sobie sprawę z tego, że muszę podjąć decyzję i albo się z nią rozstać albo.. czekać do ślubu, który prędko nie nastąpi. Problem w tym, że mnie gryzie to co o czym wiem i jakoś nie daje mi to spokoju... ani trochę. Ciężko się z tym pogodzić. Z tym, że mnie okłamała również..
Dziękuję wszystkim za odpowiedzi 