Witam wszystkich. ![]()
Chciałabym abyście spojrzeli na mój problem obiektywnie bo nie wiem właściwie kto zawinił i jak teraz z tego wybrnąć. Mój chłopak kilka dni temu bronił inżyniera. To dla niego bardzo ważne wydarzenie w życiu i chciał abym świętowała z nim w tym dniu, bo jestem wyjątkową osoba w jego życiu. W dzień obrony kiedy miało dojść do spotkania strasznie źle się czułam podejrzewam ze byla to migrena (nie wazne)w każdym razie nie mogłam normalnie wstać z łóżka, było mi niedobrze. Napisałam do chłopaka i przeprosilam ze dzisiaj nic z tego bo czuję się fatalnie i czy możemy nasze świętowanie przełożyć na kolejny dzień. Na początku było ok jakby przyjął to do wiadomości ale wieczorem się zaczęło.... Nie mam pojęcia czy mi nie uwierzył w to że się źle czułam ale usłyszałam takie słowa ze myślę ciągle o swojej dupie a to był najważniejszy dzień w jego życiu a mnie w nim nie było. Próbowałam mu tłumaczyć ze nie zrobiłam tego celowo tylko było to niezależne ode mnie. Niestety to nic nie dało, stwierdził że musi zastanowić się nad związkiem bo on nie ma we mnie oparcia (przypominam że chodzi tu jedynie o ta sytuacje).
Zaskakującym faktem może być to ze jesteśmy razem już 2lata. Zapytałam go czy on przypadkiem nie jest egoista bo trochę wyrozumiałości by się przydało. Nie odzywał się do mnie jeden dzień, wczoraj napisał. Myślałam że zapomniał o tym i wszystko wróciło do normy, myliłam się. Facet jest na mnie wściekły, mówi dalej to samo ze ciągle myślę o sobie i nawet w najważniejszym dla niego dniu nie chciałam sie spotkać. (nie mogłam)
Niby problem infantylny, ale widzę ze jest coraz gorzej, nie dociera do niego co mówię i nawet od czasu jego obrony nie było spotkania. Zerwać myślę nie zerwie ale nasze relacje bardzo się pogorszyły. macie jakiś pomysł jak dojść do porozumienia?