Często, także tu na forum, stykam się z pomysłem "zamiast do psychologa, idź do swojego księdza i pogadaj", albo "ZANIM pójdziesz do psychologa, idź do księdza".
Jak sądzicie, jakie są wady, a jakie zalety takiego podejścia? Czy uważacie je za słuszne?
Podobne tematy
2 2015-01-13 08:21:44 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-01-13 08:47:33)
Często, także tu na forum, stykam się z pomysłem "zamiast do psychologa, idź do swojego księdza i pogadaj", albo "ZANIM pójdziesz do psychologa, idź do księdza".
Jak sądzicie, jakie są wady, a jakie zalety takiego podejścia? Czy uważacie je za słuszne?
Wszystkie drogi, które przywracają "spokój duszy" są właściwe.
Tajemnica spowiedzi, gdy już pokona się barierę wstydu daje gwarancję, przynajmniej w założeniu, że problem pozostanie wyłącznie między księdzem i penitentem, a rozgrzeszenie daje ulgę pozbycia się wstydliwych lub traumatycznych tajemnic.
Pamiętam z nastoletnich lat, że pomagało.
Z drugiej strony ksiądz to "teoretyk" w wielu sprawach, ale też człowiek z własnymi, często równie doskwierającymi problemami, z którymi sam sobie nie radzi.
Od kiedy to rozumiem, nie obarczam księży swoimi sprawami.
dla mnie to bez sensu. Co ksiądz może wiedzieć o życiu? Może gdyby trafił na mądrego księdza...Ale tych jest niewielu.
A może tak - zamiast do psychologa czy księdza - idź do człowieka, który Cię wysłucha i poradzi...
Nie każdy psycholog jest empatyczny i kompetentny i nie każdy ksiądz jest nawiedzony.
Akurat, kiedy kiedyś potrzebowałam pomocy i rady poszłam do księdza. Ale nie dlatego, że był księdzem, tylko dlatego, że był fajnym, dobrym i mądrym człowiekiem.
Chociaż czasem zwrócenie się w kierunku religii jest prostsze - religia ma jasno wyznaczone zasady i reguły ![]()
Z jednej strony uważam podobnie jak Excop:
Wszystkie drogi, które przywracają "spokój duszy" są właściwe.
Z drugiej strony w praktyce wszystko zależy od człowieka: zarówno wśród psychologów, jak i księży można spotkać osoby z powołaniem i osoby, które przez swój brak kompetencji i napompowane ego bardziej szkodzą niż pomagają. Mimo to sądzę, że psycholog ma tę wyższość nad księdzem, że posiada teoretyczną i praktyczną wiedzę na temat pomocy osobom w kryzysie i nie wolno mu przemycać osobistych poglądów w rozmowie z pacjentem. Uważam, że pewne idee kościoła są bardzo szkodliwe dla zdrowia psychicznego: człowiek, któremu wmawia się (bezpośrednio lub pośrednio, w nieco bardziej zawoalowanej formie) "jesteś grzesznikiem, proś o wybaczenie", nie ma szansy zachować zdrowego poczucia własnej wartości i doprowadzić do rozwiązania swoich problemów.
zastanowiło mnie
i chyba o efekt chodzi,
rzeczywiście ksiądz potrafi pomóc, jeżeli łatwiej iść do księdza czemu nie,
ja wybrałabym zdecydowanie psychologa, on jest przecież w pewien sposób również "spowiednikiem", może tylko rozgrzeszenia nie daje ![]()
w jednym przypadku pomaga wiara w Boga w drugim w ... naukę?
Jestem swiadkiem szkod jakich narobil katolicki psycholog i stanowczo odradzam.
człowiek, któremu wmawia się (...) "jesteś grzesznikiem, proś o wybaczenie", nie ma szansy zachować zdrowego poczucia własnej wartości i doprowadzić do rozwiązania swoich problemów.
Ja myślę, że człowiek który idzie do spowiedzi wie, że złamał zasady /uniwersalne/ i ma możliwość pozbycia się poczucia winy w dość łatwy sposób. I to nie ujmuje mu wartości, wręcz przeciwnie.
Naprawdę wierzący człowiek jest radosny, bo wie, że Bóg kocha go jak nikt na świecie i chce dla niego jak najlepiej i ma w sobie pokój /spokój wewnętrzny/. Nie wiem czemu polski katolicyzm jest taki smutny /te pieśni w kościele... masakra/.
Owszem, trudno znaleźć dobrego księdza /ale oni nie biorą się z księżyca - są "produktem" polskich rodzin/, więc i dla psychologa jest miejsce.
Generalnie uważam, że wystarczy trafić na mądrego i dobrego człowieka...
9 2015-01-13 13:05:00 Ostatnio edytowany przez Iceni (2015-01-13 13:20:17)
Zalezy jaki ksiadz, zalezy jaki psycholog.
Mam kuzynke-psychologa - do niej bym nawet wroga nie poslala, ona swojego wlasnego zycia nie ogarnia ![]()
Kazdy powinien wybierac to, co dla niego najlepsze. Sama jestem niewierzaca, wiec do pierwszego z brzegu klechy pewnie bym nie poszla, bo bym nie wytrzymala tej religijnej gadki, ale do takiego "oswieconego" ksiedza - czemu nie. Pomijajac fakt, ze ksiadz moze byc tez po psychologii, a psycholog z przychodni moze byc zatwardzialym katolikiem. Przeciez malo kto sie pyta jaka religie praktykuje psycholog z przychodni. Owszem, wprost katolickich nauk taki stosowal nie bedzie, ale przemycac je w swojej terapii moze jak najbardziej.
Czy ksiadz jest "teoretykiem"? Pewnie tak, ale psycholog tez. Przeciez zaden psycholog nie doswiadcza na sobie wszystkich fobii, uzaleznien, molestowania, anoreksji, bulimii, problemow z dzieckiem, zona, szefem itd. Psycholog tez w wiekszosci opiera sie na obserwacji i wiedzy zdobytej z ksiazek. Wielu z nich tez nie ma rodziny, dzieci itp.
Za to ksiadz spotyka sie z mnostwem osob - tym bije na glowe kazdego psychologa ![]()
Na dodatek jest doatepny za darmo i bez umawiania sie na miesiac w przod.
Sama kiedys poszlam do ksiedza z osobistym problemem - nie bylo wtedy internetu w kazdym dowolnym miejscu, a z bliskimi o tym nie chcialam rozmawiac, na psychologa od reki nie bylo mnie stac, a czekac miesiac na wizyte to musztarda po obiedzie - wiec poszlam do spowiedzi. Nawet tej formulki nie pamietalam, nie spowiadalam sie sensu stricto tylko powiedzialam mu, ze mam problem. Pogadalismy sobie pol godzinki, a ja wstalam od konfesjonalu o pol kilo lzejsza, bogatsza o spojrzenie osoby postronnej i jednak bardziej ode mnie doswiadczonej zyciowo. Nie czulam potrzeby odprawiania pokuty
ale poczulam sie lepiej.
Ja myślę, że człowiek który idzie do spowiedzi wie, że złamał zasady /uniwersalne/ i ma możliwość pozbycia się poczucia winy w dość łatwy sposób. I to nie ujmuje mu wartości, wręcz przeciwnie.
Naprawdę wierzący człowiek jest radosny, bo wie, że Bóg kocha go jak nikt na świecie i chce dla niego jak najlepiej i ma w sobie pokój /spokój wewnętrzny/. Nie wiem czemu polski katolicyzm jest taki smutny /te pieśni w kościele... masakra/.
Właśnie o tę różnicę pomiędzy polskim katolicyzmem a radosną wiarą mi chodzi. Sama nie jestem wierząca, ale uważam, że ludzie autentycznie wierzący (z naciskiem na autentycznie - czujący to, świadomi, radośni i niekierujący się ślepo wytycznymi religii) mogą być szczęśliwsi i ta wiara może im pomóc w radzeniu sobie z życiowymi przeszkodami. Ale to, co miałam na myśli pisząc swoją wypowiedź to ślepe podążanie za tym, co wmawia nam kościół i kler: że trzeba ciągle pracować nad tym, by zadowolić Boga (nie by samemu stawać się lepszym, ale by Bóg był z nas bardziej zadowolony!), że trzeba gorzko żałować za grzechy, których popełniania jednocześnie nie jesteśmy w stanie uniknąć, bo urodziliśmy się grzesznikami (sic!), że trzeba kochać innych a nie siebie (duży błąd, bo nie można kochać innych, dopóki nie pokocha się siebie). To ze zdrowiem psychicznym nie ma nic wspólnego, może tylko szkodzić.
Sama kiedys poszlam do ksiedza z osobistym problemem - nie bylo wtedy internetu w kazdym dowolnym miejscu, a z bliskimi o tym nie chcialam rozmawiac, na psychologa od reki nie bylo mnie stac, a czekac miesiac na wizyte to musztarda po obiedzie - wiec poszlam do spowiedzi. Nawet tej formulki nie pamietalam, nie spowiadalam sie sensu stricto tylko powiedzialam mu, ze mam problem. Pogadalismy sobie pol godzinki, a ja wstalam od konfesjonalu o pol kilo lzejsza, bogatsza o spojrzenie osoby postronnej i jednak bardziej ode mnie doswiadczonej zyciowo. Nie czulam potrzeby odprawiania pokuty
ale poczulam sie lepiej.
Ten sam efekt można osiągnąć zwierzając się przyjacielowi lub innej bliskiej osobie, a nie trzeba przy tym klęczeć przed obcym, wygodnie sobie siedzącym mężczyzną
Czym innym jest zresztą wygadanie się i otrzymanie szybkiej porady, a czym innym jest docieranie do głębokich źródeł problemu i uczenie się technik radzenia sobie z nim pod opieką specjalisty.
11 2015-01-13 13:52:06 Ostatnio edytowany przez Iceni (2015-01-13 13:54:14)
To wtedy sobie mozna wybrac ksiedza-psychologa czy terapeute.
Tak jak napisalam powyzej - trafic mozna na kiepskiego psychologa tak samo jak na kiepskiego ksiedza. Nie sadze, zeby jakis ksiadz w konfesjonale bral sie za leczenie arachnofobii.
Z drugiej strony na samym tym forum widzialam calkiem sporo wpisow, gdzie autor pisal, ze wizyty u psychologa nic nie daly.
Dlatego uwazam, ze kazdy powinien wybierac to, co jest dla niego najlepsze, a sam fakt, ze ksiadz jest ksiedzem jeszcze nie czyni go potworem chcacym robic pranie mozgu kazdemu kto do niego trafi. Nie bede nobilitowac psychologow tylko dlatego, ze jestem niewierzaca. Wybrac nalezy kogos skutecznego. Dla mnie moze byc to nawet mnich buddyjski.
P.S. Nie dalaby mi tego samego rozmowa z przyjacielem, bo nie chcialam obciazac czyms takim bliskiej mi osoby - ksiedza (jak i psychologa) obowiazuje tajemnica.
Myślę, że to zależy od tego jakiego kalibru masz problem. Jednak jedno drugiego nie wyklucza - zawsze można szukać pomocy wszędzie tam gdzie chce się ją odnaleźć ![]()
Nie bardzo chce o tym pisac, to problem przyjaciela, ale wyglada na to, ze psycholog kurialny rozwalil malzenstwo bo niesakramentalne i wpedzil czlowieka w depresje.
Wiec nie jest tu wazne czy dobry psycholog - mysle ze dobry bo mu szybko poszlo, rozwalic malzenstwo z dwudziestopiecioletnim stazem. Problem pogladow i wiary.
Ten sam efekt można osiągnąć zwierzając się przyjacielowi lub innej bliskiej osobie, a nie trzeba przy tym klęczeć przed obcym, wygodnie sobie siedzącym mężczyzną
No tak, to musi być straszne: obcy, mężczyzna, siedzi sobie wygodnie, a ty na kolanach. Nie to co: znajoma psycholog, kobieta, siedzi wygodnie ale ty jeszcze wygodniej leżysz na sofie. Jak tu wybrać księdza?! A jednak. Założę się, że dla wielu ludzi zachętą jest pewna anonimowość w konfesjonale, choćby iluzja odgrodzenia od osoby, której się zwierzamy. Po to zostało to tak wymyślone. Bo przecież w tym strasznym kraju gdzie by tam komuś wpadło do głowy, że można zwyczajnie pójść do księdza na plebanię pogadać albo zaprosić go do siebie na herbatkę i wtedy się wyżalić...
Pomijam to, że w programie kształcenia księży jest i odpowiedni zakres psychologii. Zresztą o ile wiem psycholog nie oznacza psychoterapeuty i są to dwa różne zawody i przygotowanie do nich.
Ksiądz oczywiście nic o życiu nie wie, bo spadają na parafie z głębokiego kosmosu. Po pierwsze widać nie wiecie w ilu trudnych życiowych sprawach księża są proszeni o pomoc, rozmowę, czy nawet tą spowiedź. Wysłuchują tylu historii, że nie jeden psycholog czy psychoterapeuta by osiwiał. Po drugie ksiądz i ksiądz, to nie to samo. Część księży faktycznie kończy swą edukację na seminarium i zapewne tacy trafiają na większość parafii. Są jednak nawet zwykli księża, a już na pewno wśród zakonników, którzy kończą drugi fakultet i nierzadko są to właśnie studia w kierunkach psychologicznych. Ja przez 10 lat mieszkałem w parafii zakonników i to byli bardzo fajni goście, którzy zawsze zapraszali do siebie jak ktoś chciał się wygadać. Przy kawie niekoniecznie na kolanach...
Ja uważam, że jak komuś pozwoli wyjść na prostą rozmowa z drugim człowiekiem, to czy to będzie ksiądz, czy psycholog, czy w ogóle ktokolwiek inny, to nie ma znaczenia, ważne żeby pomogło. Zwłaszcza, że psychologowie i księża to też tylko ludzie - mogą być fajni, zaangażowani w to co robią, mądrzy, a mogą być kompletnymi oszołomami i nie nadawać się do pracy, którą wykonują.
Ja jak mi coś leży na wątrobie i chcę życiowo pogadać, to idę pogadać z trenerem. Bo zna mnie i moje słabości, mam do niego zaufanie, jest też dla mnie w pewien sposób autorytetem, szczery z niego facet.
Co prawda nie jestem katoliczką, więc ksiądz nie wchodzi w rachubę. Znam jednak przypadki, że rzeczywiście wiara w Boga, modlitwa i towarzystwo zaufanych współwyznawców może zdziałać bardzo dużo dobrego i pomóc uporać się w trudnych chwilach. I za tym obstaję. Jednak, gdy mimo tego ktoś nadal sobie nie radzi, może to świadczyć o poważniejszych problemach z psychiką i wtedy pomoc psychologa czy psychiatry jest niezbędna. Może się okazać, że osoba taka potrzebuje wsparcia farmakologicznego.
Jak dla mnie ksiądz to jest jedna z ostatnich jak nie ostatnia osobą z którą bym miał się spotkać by rozwiązać jakikolwiek swój problem. Nie mam przekonania do tej grupy społecznej choć być może jacyś dobrzy, konkretni i potrafiący pomóc drugiemu człowiekowi ludzie by się tej grupie zawodowej znaleźli. ![]()
Myślę podobnie jak Metyl poza tym ksiądz mógłby mieć problem z relacjami w związku bo sam żyje w celibacie nie rzadko wybiera taką drogę z powodu zawiedzenia się na żonie.
Jeśli ktoś jest wierzący i uważa, że ksiądz mu pomoże, to czemu nie, niech idzie. Ale niech wybierze odpowiedniego księdza, kogoś, kto się zna na sprawach związanych z życiem świeckim, a nie byle jakiego wikarego z pierwszej z brzegu parafii.
Myślę też, że w błahych sprawach ksiądz może coś zdziałać, ale pomocy terapeuty nie zastąpi. Wiem, w seminarium uczą psychologii, ale cóż z tego? Ja także miałam na studiach najpierw rok psychologii, potem rok pedagogiki i nie czuję się upoważniona do udzielania komuś fachowych porad. Od poradnictwa jest psycholog i psychiatra.
Anemonne napisał/a:Ten sam efekt można osiągnąć zwierzając się przyjacielowi lub innej bliskiej osobie, a nie trzeba przy tym klęczeć przed obcym, wygodnie sobie siedzącym mężczyzną
No tak, to musi być straszne: obcy, mężczyzna, siedzi sobie wygodnie, a ty na kolanach. Nie to co: znajoma psycholog, kobieta, siedzi wygodnie ale ty jeszcze wygodniej leżysz na sofie.
To był tylko przykład, obrazujący uniżoność przeciętnego parafianina w relacji z duchownym, nakazaną przez ogólnie obowiązującą konwencję przyjętą w Kościele (a przynajmniej w polskim). Ja, grzesznik, podchodzę do konfesjonału, klękam i wyjawiam swoje najskrytsze, najwstydliwsze tajemnice obcemu człowiekowi, który ocenia, jak bardzo jestem winna i zadaje mi pokutę. W relacji pacjenta z psychoterapeutą tej uniżoności nie ma, mówimy to co chcemy powiedzieć, a nie to co musimy. Jak już wspomniałam, nie jestem cięta na księży, poznałam kilku wspaniałych, ciepłych ludzi wykonujących ten zawód (czy też, w tym przypadku, wypełniających swe powołanie) i daleka jestem od twierdzenia, że z księżmi nie warto rozmawiać czy szukać u nich wsparcia i porady. Po prostu uważam, że Kościół jako instytucja postawił wszystko na głowie i niestety nie ma na celu pomagania ludziom.
Pomagać też trzeba umieć. Czasem niestety nawet najlepsze chęci i intencje to za mało, aby pomoc okazała się skuteczna, a ponadto (a może przede wszystkim) nie wyrządziła krzywdy. Powtórzę z całą odpowiedzialnością: krzywdy.
Nie wiem co prawda jaki program realizuje się w seminariach i jak duży nacisk kładzie się na umiejętność rozmowy z drugim człowiekiem, ale jeśli wziąć pod uwagę, że duchowni w oczach wielu ludzi pełnią rolę terapeuty i powiernika, to powinni mieć na tyle umiejętności i kompetencji, aby tę rolę móc pełnić należycie.
Rola, jaką postawiono duchownym jest ogromna, mają oni zresztą do spełnienia swego rodzaju misję, ale tak jak nie każdy nauczyciel, pomimo posiadania wiedzy, potrafi przekazywać ją we właściwy sposób, jak nie każy psychoterapeuta z każdym klientem będzie potrafił znaleźć właściwą nić porozumienia, tak ksiądz, pomimo zaufania jakim zostanie obdarzony oraz znajomości zasad wiary, miłości i pomocy bliźniemu, niekoniecznie będzie potrafił wykorzystać swój potencjał. Jeśli do tego dodać predyspozycje osobowościowe, a właściwie (w tym kontekście) ich brak, to sam fakt otrzymania święceń nie wystarczy, aby pomagać we właściwy sposób.
22 2015-01-13 21:31:28 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-01-13 22:18:32)
Post poniżej poziomu forum
Wg mnie pytanie to jest równoważne z "czy w przypadku choroby iść najpierw do lekarza, czy do przedstawiciela koncernu farmaceutycznego?"
Księża są przedstawicielami konkretnej organizacji religijnej, czerpiącej niemałe profity z kieszeni ludzi. Ich PODSTAWOWYM zadaniem jest MISJONARSTWO, a więc nie mniej, nie więcej, a duchowa akwizycja. Ich wszelkie porady będą oparte o dogmatyczne przykazania, oraz zawsze będą zachęcały do "pogłębiania wiary", a więc jeszcze większego uzależniania psychicznego od kościoła, a w konsekwencji zwiększenia datków na rzecz kościoła. Ksiądz ma za wszelka cenę zatrzymać delikwenta w kościele, jego porady więc będą zawsze priorytetowo nastawione na ten cel. Mogą wprawdzie przynieść skutek odwrotny, ale nie w sposób zamierzony.
Próbuję sobie wyobrazić poradę księdza w sprawach łóżkowych pary żyjącej bez ślubu
Z resztą , osobiście znam fatalne skutki porad księży u ludzi omamionych ich "wszechwiedzą".
Zbyś, weź ogarnij pisownię, raz, że wulgaryzmy są wbrew regulaminowi, a dwa - totalnie nie da się zrozumieć Twojego postu, szczególnie końcówki.
Ja ogólnie nie jestem osobą praktykującą, nie czuję potrzeby chodzenia do spowiedzi, etc. Dlatego z problemem poszłabym do psychologa/psychiatry - miałam już w życiu parę takich sytuacji.
Ale, tak na chłopski rozum - załóżmy, osoba uzależniona od seksu, idzie do księdza na rozmowę. I co tam usłyszy? Masturbacja, fe, seks pozamałżeński, fe, bdsm - fe, bo nie po bożemu... Usłyszy, że jest wynaturzeniem jakimś. To może lepiej od razu sobie odpuścić..
Zbyś, weź ogarnij pisownię, raz, że wulgaryzmy są wbrew regulaminowi, a dwa - totalnie nie da się zrozumieć Twojego postu, szczególnie końcówki.
Ja ogólnie nie jestem osobą praktykującą, nie czuję potrzeby chodzenia do spowiedzi, etc. Dlatego z problemem poszłabym do psychologa/psychiatry - miałam już w życiu parę takich sytuacji.
Ale, tak na chłopski rozum - załóżmy, osoba uzależniona od seksu, idzie do księdza na rozmowę. I co tam usłyszy? Masturbacja, fe, seks pozamałżeński, fe, bo nie po bożemu... Usłyszy, że jest wynaturzeniem jakimś. To może lepiej od razu sobie odpuścić..
Jak chcesz największą panienę w okolicy mogę być Ty maleńka nigdy nie zrozumiesz Zbysia tak jak ciebie bardzo lubię jesteś moją idolką KOCHAM CIEBIE I TO CO CZUJESZ Zbyś.
Cynicznahipo napisał/a:Zbyś, weź ogarnij pisownię, raz, że wulgaryzmy są wbrew regulaminowi, a dwa - totalnie nie da się zrozumieć Twojego postu, szczególnie końcówki.
Ja ogólnie nie jestem osobą praktykującą, nie czuję potrzeby chodzenia do spowiedzi, etc. Dlatego z problemem poszłabym do psychologa/psychiatry - miałam już w życiu parę takich sytuacji.
Ale, tak na chłopski rozum - załóżmy, osoba uzależniona od seksu, idzie do księdza na rozmowę. I co tam usłyszy? Masturbacja, fe, seks pozamałżeński, fe, bo nie po bożemu... Usłyszy, że jest wynaturzeniem jakimś. To może lepiej od razu sobie odpuścić..
Jak chcesz największą panienę w okolicy mogę być Ty maleńka nigdy nie zrozumiesz Zbysia tak jak ciebie bardzo lubię jesteś moją idolką KOCHAM CIEBIE I TO CO CZUJESZ Zbyś.
Nachlałeś się?
do ksiega bym nie poszla, nie ufam im, szczególnie po ostatnio naglosnionych sprawach.
po drugie - co taki ksiądz może wiedzieć o życiu? ok ma rodzine, mame, tatę może rodzenstwo, ale nie ma żony, dzieci (raczej) nie ma rozsterek sercowych (prawdopodobnie) a z nimi sie najczęsciej borykamy. z probleme albo do psychologa albo do kogoś mądrego, kogoś komu ufamy, z kim mozemy porozwamiwać i kto może nam pomóc. Zdecydowanie nie poszlabym do ksiedza.
To był tylko przykład, obrazujący uniżoność przeciętnego parafianina w relacji z duchownym, nakazaną przez ogólnie obowiązującą konwencję przyjętą w Kościele (a przynajmniej w polskim). Ja, grzesznik, podchodzę do konfesjonału, klękam i wyjawiam swoje najskrytsze, najwstydliwsze tajemnice obcemu człowiekowi, który ocenia, jak bardzo jestem winna i zadaje mi pokutę. W relacji pacjenta z psychoterapeutą tej uniżoności nie ma, mówimy to co chcemy powiedzieć, a nie to co musimy. Jak już wspomniałam, nie jestem cięta na księży, poznałam kilku wspaniałych, ciepłych ludzi wykonujących ten zawód (czy też, w tym przypadku, wypełniających swe powołanie) i daleka jestem od twierdzenia, że z księżmi nie warto rozmawiać czy szukać u nich wsparcia i porady. Po prostu uważam, że Kościół jako instytucja postawił wszystko na głowie i niestety nie ma na celu pomagania ludziom.
Nic nie postawił na głowie tylko nie wiem czemu mieszać instytucję spowiedzi, która ma konkretny cel z szukaniem porady? Chcesz pogadać z kimś obcym kto nie pójdzie paplać wszystkim o czym rozmawialiście, to nie musisz iść zaraz do spowiedzi. Możesz po prostu poprosić księdza o rozmowę.
Poza tym strasznie mieszacie. Do psychiatry po poradę w problemach życiowych? Psychiatra jest od leczenia chorób, a nie rozwiązywania życiowych problemów. Z psychologiem można pogadać ale nie ma on uprawnień do prowadzenia psychoterapii. Poza tym rozumiem, że piszecie o ludziach majętnych z dużych miast? Bo właściwie tylko tam ktoś szukający takiej pomocy znajdzie od ręki fachowca, który oczywiście skasuje go na konkretną gotówkę. O jej naprawdę udzieli porady za pieniądze? A to nie jest domena tych strasznych księży? Proponuję spróbować umówić się na wizytę u psychologa z NFZ-u, szczególnie w małym mieście. Moja żona poszła ze 2 razy i machnęła ręką. Szkoda czasu. To już chyba lepiej faktycznie jakiegoś księdza poszukać ![]()
Jeśli chodzi o spowiedź, to uważam wręcz, że jest ona niejednokrotnie szkodliwa społecznie. Często osoby idą do spowiedzi, bo czują się źle z tym co zrobiły i rozgrzeszenie traktują jako USPRAWIEDLIWIENIE. Spotkałem człowieka deklarującego się jako katolik, który twierdził że gdyby miał jakiekolwiek poczucie winy w swoim postępowaniu, to nie mógłby być prawdziwym katolikiem. Twierdził, że po to jest spowiedź, by nie mieć poczucia winy. Efekt był taki, że był skłonny dopuścić się z niewinną minką największych podłości i w głębi duszy czuł się dobrym człowiekiem (bo prawdziwy katolik = dobry człowiek wg niego).
To mniej więcej tak, jak ludzie przyznają się przed partnerem do zdrady - robią to nie dlatego, że chcą być przed nim uczciwi, tylko liczą, że im wybaczy i zniweluje tym samym ich poczucie winy.
30 2015-01-13 23:17:30 Ostatnio edytowany przez kicur (2015-01-13 23:18:27)
Anemonne napisał/a:To był tylko przykład, obrazujący uniżoność przeciętnego parafianina w relacji z duchownym, nakazaną przez ogólnie obowiązującą konwencję przyjętą w Kościele (a przynajmniej w polskim). Ja, grzesznik, podchodzę do konfesjonału, klękam i wyjawiam swoje najskrytsze, najwstydliwsze tajemnice obcemu człowiekowi, który ocenia, jak bardzo jestem winna i zadaje mi pokutę. W relacji pacjenta z psychoterapeutą tej uniżoności nie ma, mówimy to co chcemy powiedzieć, a nie to co musimy. Jak już wspomniałam, nie jestem cięta na księży, poznałam kilku wspaniałych, ciepłych ludzi wykonujących ten zawód (czy też, w tym przypadku, wypełniających swe powołanie) i daleka jestem od twierdzenia, że z księżmi nie warto rozmawiać czy szukać u nich wsparcia i porady. Po prostu uważam, że Kościół jako instytucja postawił wszystko na głowie i niestety nie ma na celu pomagania ludziom.
Nic nie postawił na głowie tylko nie wiem czemu mieszać instytucję spowiedzi, która ma konkretny cel z szukaniem porady? Chcesz pogadać z kimś obcym kto nie pójdzie paplać wszystkim o czym rozmawialiście, to nie musisz iść zaraz do spowiedzi. Możesz po prostu poprosić księdza o rozmowę.
Poza tym strasznie mieszacie. Do psychiatry po poradę w problemach życiowych? Psychiatra jest od leczenia chorób, a nie rozwiązywania życiowych problemów. Z psychologiem można pogadać ale nie ma on uprawnień do prowadzenia psychoterapii. Poza tym rozumiem, że piszecie o ludziach majętnych z dużych miast? Bo właściwie tylko tam ktoś szukający takiej pomocy znajdzie od ręki fachowca, który oczywiście skasuje go na konkretną gotówkę. O jej naprawdę udzieli porady za pieniądze? A to nie jest domena tych strasznych księży? Proponuję spróbować umówić się na wizytę u psychologa z NFZ-u, szczególnie w małym mieście. Moja żona poszła ze 2 razy i machnęła ręką. Szkoda czasu. To już chyba lepiej faktycznie jakiegoś księdza poszukać
Bzdura Snake bzdura pisał tu kiedyś czytałem archiwalne posty Dr burn ja mam takie samo zdanie. Psychiatra zaczyna tam gdzie kończy psycholog. Psychoterapia jest 100 razy lepsza od terapii. Psychiatra to nie zwykły humanista a lekarz + humanista. Amerykanie jak chcesz wiedzieć co chodzą do psychiatry a niziny i biedne szkoły wysyłają do psychologów. Może ejszcze ateiści mają iść do księży ![]()
Księża mają jednak ograniczenia nakładane przez zasady Kościoła i czasami nie są dobrymi osobami by iść po poradę.
Przykład - Gdybym poszedł do spowiedzi i się wyspowiadał, że czasami nakrzyczę na partnerkę z którą mieszkam, lub powiem coś niemiłego to nie dostanę rozgrzeszenia mimo iż żałuję, bo mieszkam z partnerką.
Trudna sytuacja bo się grzeszy bo mieszka z kimś, a i księdzu trudno doradzać, bo wie, że ten ktoś grzeszy w sumie...
32 2015-01-13 23:19:51 Ostatnio edytowany przez kicur (2015-01-13 23:24:53)
Nie ładnie często(jak wnioskuję) krzyczeć na partnerkę mi się to zdarzyło góra 4 razy w ogóle a ona na mnie krzyczała z 2 razy a nie jestem osobą wierzącą, może to ma coś do tego ...
Nic nie postawił na głowie tylko nie wiem czemu mieszać instytucję spowiedzi, która ma konkretny cel z szukaniem porady? Chcesz pogadać z kimś obcym kto nie pójdzie paplać wszystkim o czym rozmawialiście, to nie musisz iść zaraz do spowiedzi.
Snake, nie osłabiaj mnie
W tamtej wypowiedzi odniosłam się bezpośrednio do tego co napisała Iceni, a napisała, że poszła kiedyś do spowiedzi z chęcią zrzucenia z siebie problemu.
nie dostanę rozgrzeszenia mimo iż żałuję, bo mieszkam z partnerką.
Ale przecież MIESZKAĆ możesz, chyba że jakiś nowy zakaz wprowadzili ![]()
Swoją drogą dla mnie to zawsze było nie do ogarnięcia. Idzie ktoś do spowiedzi mając nieślubnego partnera z którym uprawia seks. Aby ta spowiedź była ważna, nie może niczego zataić i powinien szczerze żałować za grzechy i postanowić prawdziwą poprawę. A więc idąc do spowiedzi w takim wypadku, powinien żałować, że współżyje z ukochaną osobą przed ślubem, a po spowiedzi powinien zaprzestać tego procederu. W innym wypadku ta spowiedź nie jest szczera, jest nieważna i zwyczajnie mija się z celem.
Remi napisał/a:nie dostanę rozgrzeszenia mimo iż żałuję, bo mieszkam z partnerką.
Ale przecież MIESZKAĆ możesz, chyba że jakiś nowy zakaz wprowadzili
Swoją drogą dla mnie to zawsze było nie do ogarnięcia. Idzie ktoś do spowiedzi mając nieślubnego partnera z którym uprawia seks. Aby ta spowiedź była ważna, nie może niczego zataić i powinien szczerze żałować za grzechy i postanowić prawdziwą poprawę. A więc idąc do spowiedzi w takim wypadku, powinien żałować, że współżyje z ukochaną osobą przed ślubem, a po spowiedzi powinien zaprzestać tego procederu. W innym wypadku ta spowiedź nie jest szczera, jest nieważna i zwyczajnie mija się z celem.
Masz rację. Dlatego ludzie, którzy nie chcą czuć się hipokrytami rzucają wiarę, lub tylko samą spowiedź.
36 2015-01-14 15:39:05 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2015-01-14 15:40:58)
Wydaje mi sie, że dochodzi tu do mylenia pewnych pojęć. Ksiądz i psycholog, czyli konfesjonał i kozetka , to są instytucje stworzone do zupełnie innych spraw. Dlaczego więc miałoby się traktować je jako zamienniki służące do tego samego celu? W ogóle ten cel - czyli rozwiązywanie czyichś problemów- jest mocno naciągany. Ani ksiądz , ani psycholog nie jest w stanie tego zrobić a obiecywanie czegoś podobnego pachnie mi manipulacją. Może lepszym słowem byłoby tutaj wsparcie?
Ja czasem chodzę do spowiedzi (średnio 2-3 razy w roku) i regularnie uczęszczam na terapię (która nie jest żadną obietnica rozwiązywania problemów, a raczej formą leczenia traumy). Do głowy by mi nie przyszło, żeby coś tu pozamieniać i zacząć spowiadać sie terapeutce lub leczyć sie u księdza.
Spowiedź jest dla mnie zwyczajnym rytuałem związanym z moim wyznaniem. Nie dorabiam do tego ideologii. Raz na jakiś czas przypominam sobie swoje grzechy, żałuje za nie i i idę je wyznać. Kiedy w konfesjonale mówię - nie chodziłam do kościoła, bo mi sie nie chciało- to oczekuję od księdza, że pogrozi mi palcem, może nawet ochrzani ale na końcu powie, że skoro szczerze żałuję i postanawiam poprawę, to jest ok i mam przebaczone. Nie chciałabym doświadczyć podczas spowiedzi analizy mojej osobowości. To nie to miejsce. Spowiedź jest po to, aby człowiek , który żałuję, że złamał jakieś zasady, mógł uzyskać przebaczenie. To jest akt symboliczny, ma podnieść na duchu i przynieść ulgę, ale nie powinien przypominać pracy terapeutycznej. Taka "terapia" u księdza może przynieść więcej szkód jak korzyści.
Inaczej jest w przypadku tzw luźnych rozmów (żadne konfesjonały, żadne kozetki). Wsparcia można szukać gdziekolwiek. Jeśli ktoś lubi rozmawiać z księżmi i zwierzać sie im , to tylko jego sprawa. Potrafię to zrozumieć, gdyż księża są przeważnie inteligentni i umieją pięknie mówić. Ja osobiście nie ufam im na tym polu, gdyż uważam , że mają oni spore skłonności do manipulacji. Zresztą z psychologami może być podobnie. To jednak dotyczy kontaktów prywatnych. W kwestiach formalnych nie myliłabym tych dwóch spraw, bo ani konfesjonał nie jest kozetką, ani kozetka konfesjonałem
Zgadzam się całkowicie z MamaMamusia. Podstawowa różnica - ksiądz jest osobą duchowną, psycholog swiecką (przynajmniej teoretycznie), więc na logikę z tymi sprawami powinno się do nich zwracać. Jako niewierząca do księdza raczej nie pójdę, do psychologa może isć każdy. Oczywiście może być mądry ksiądz, który porozmawia na inne tematy i doradzi, ale jeśli nie potrzeba komuś korzystać z wiedzy psychologicznej, tylko mądrości innej osoby, to może być to dowolny mądry człowiek, niezależnie od bycia księdzem, lub nie. Chyba, że ktoś potrzebuje pocieszenia czy doradztwa typowo duchowo-religijnego - od tego jest oczywiście ksiądz.
odpowiedź jest prosta - zależy jaki ksiądz i jaki psycholog ![]()