Mój chłopak i jego koledzy jak jeden mąż mają takie samo poczucie humoru. Wszystko ich śmieszy, wszystko i wszystkich wyśmiewają, robią "podjazdy" każdemu, kogo spotkają. Tacy chamscy są również wobec siebie, ale nie obrażają się, bo to ich śmieszy. Mają poczucie humoru rodem z podstawówki, chociaż mają już po 21 lat.
Nie miałabym z tym problemu, gdyby nie to, że po prostu ranią i sprawiają przykrość osobom, które nie są przyzwyczajone do tego typu humoru. Pewnie spytacie, czy ja też jestem ofiarą żartów mojego chłopaka. No jasne... Gdy jesteśmy sami, to staram się mieć dystans do siebie i całej sytuacji, bo są to raczej niewinne żarty i "podśmiechunki". Sama często żartuję z mojego chłopaka.
Sprawa zmienia się, gdy jesteśmy w towarzystwie. Mój chłopak nie tylko sam mnie "pojeżdza", ale też pozwala na to swoim kolegom. Zazwyczaj uśmiecham się głupkowato, albo udaję, że mnie to śmieszy, gdy w głębi duszy mam wielki żal do P., że pozwala mnie tak traktować. Kontakt z takim humorem przez 1,5 roku pozwolił mi się trochę do tego przyzwyczaić, ale z natury jestem osobą, którą jest dość łatwo dotknąć słowem. Mój chłopak to wie, już nie raz próbowałam z nim o tym porozmawiać, ale oni zawsze tłumaczą się tym, że nikt oprócz nich nie ma dystansu do świata.
Poza tym chłopak w towarzystwie raczej rzadko mnie przytula, czy bierze na kolana, sama też muszę łapać go za rękę, bo według niego takie zachowanie drażni innych ludzi. Ale lekkie czułości pokazujące, że jesteśmy parą, ważnymi dla siebie ludźmi, nie jest aż takie rażące, prawda? Przecież nie namawiam go do namiętnych pocałunków na środku pokoju...
Przez te jego zachowanie często jest mi wstyd za samą siebie i rzadko chcę spotykać się z innymi ludźmi.
Kochane kobietki, rozpisałam się trochę, żeby dokładnie przedstawić zaistniałą sytuację. Teraz powiedzcie mi, kto przesadza? Ja, czy mój chłopak? Bo albo to ja nie mam poczucia humoru, albo mój chłopak w ogóle nie ma do mnie szacunku, gdy jest w towarzystwie.
1 2014-12-20 01:24:12 Ostatnio edytowany przez casaya (2014-12-20 01:25:03)
Podobne tematy
Tez mam dla nich dowcip- jutro umawiasz sie na spotkanie i mu oznajmiasz przy kolegach: Kochanie, jestes takim chamem, ze mam tego dosc. Zrywam z toba."
Problem rozwiazany.
To by się uśmiał... A tak na serio, to nie mam zamiaru z nim zrywać, bo go kocham, wiem, że on mnie też. Mieszkamy razem, jesteśmy szczęśliwi, dobrze się dogadujemy. Problem pojawia się dopiero przy znajomych i nie wiem jak skutecznie go tego oduczyć.
Cóż, 21-latkowie w grupie właśnie tacy bywają. Z wiekiem im przejdzie. Unikaj przebywania razem z nimi do tej pory.
I niema czegoś takiego jak"nie ma do mnie szacunku gdy jest w towarzystwie". Albo się kogoś szanuje, albo nie. A w tym wypadku to nie tyle ciebie, co nie szanuje twoich uczuć.
I pytanie za 100 pkt: Czy jeżeli się nie zmieni jesteś gotowa od niego odejść?
Na razie studiujemy, P. dużo czasu spędza na uczelni, więc nie mamy czasu na spotkania z jego towarzystwem. Ostatni raz był całkiem sympatyczny, bo było dużo nowych osób poznanych na studiach, ale zastanawiam się co będzie, gdy spotkamy jego starych kolegów. Chyba jedynym wyjściem z tej sytuacji jest unikanie spotkań z nimi, albo poważne zagrożenie lubemu, że jeśli nie zmieni swojego zachowania przy towarzystwie, to będzie mógł szukać nowego lokum.
A bardzo się zmartwi że musi mieszkać sam, czy może bierzesz pod uwagę taką opcje, że odetchnie z ulga, ze ma więcej czadu dla kumpli?
Jestem pewna, że bardzo by to przeżył. Planował ze mną przyszłość, co potwierdza również jego rodzina. Już nie raz udowodnił ,ze jestem ważniejsza od kolegów. Zresztą odkąd jest ze mną i tak zmienił swoje zachowanie i bardzo wydoroślał.
8 2014-12-20 02:51:21 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-12-20 02:52:32)
Cóż, 21-latkowie w grupie właśnie tacy bywają. Z wiekiem im przejdzie. Unikaj przebywania razem z nimi do tej pory.
I niema czegoś takiego jak"nie ma do mnie szacunku gdy jest w towarzystwie". Albo się kogoś szanuje, albo nie. A w tym wypadku to nie tyle ciebie, co nie szanuje twoich uczuć.
I pytanie za 100 pkt: Czy jeżeli się nie zmieni jesteś gotowa od niego odejść?
Mhm, nie zgodze sie. Nie oceniam swojego faceta, bo jest troche starszy, ale patrzac np na kolegow grupy to nigdy nic takiego miejsca nie mialo zeby robili sobie zarty z wlasnej dziewczyny / pozwiolili na to innym. Takze w tym aspekcie sie nie zgodze. A obserwuje wlasnie 21latkow bo to moi rowiesnicy.
A probowalas z nim porozmawiac wprost i dobitnie?
Tak, oczywiście. Próbowałam nawet innej metody pokazania mu co czuję - raz czy dwa odegrałam mu się tym samym i dogadałam mu przy jego kolegach. Oczywiście potem były pretensje i do dziś są wypominki, że ja również potrafię go skompromitować i nie jestem gorsza ![]()
Kiepsko u niego z dojrzałością, skoro tak postępuje, ma gdzieś, że innych rani. Podejrzewam, że skoro tutaj ma gdzieś innych, to na innych polach raczej też jest niedojrzały. No bo raczej wyklucza się, żeby tutaj innych tak źle traktował, był infantylny, a na innych polach dojrzały i pełen empatii. No uważam, że tak raczej nie jest i skoro tutaj jest tak infantylny, robi sobie takie żarty, ma gdzieś innych, to nie jest dojrzałym facetem. Mówisz mu też o tym, a on nic sobie z tym nie robi. No to wybacz dla mnie albo zerwanie albo dalej męczysz się, Twój wybór. Ja wiem, że bym nie mogła, bo dla mnie to pewne niedostosowanie społeczne wręcz tak chamsko żartować i nie rozumieć, że kogoś może to ranić, wręcz olewać to i tak "żartować" dalej. No i tutaj jest to mocno posunięte, skoro to, że rani Ciebie też do niego nie przemawia. Wybacz, ale dla mnie to poziom piaskownicy. Skoro on nie chce tego zmienić, rozmowy nic nie dają, to nikt nie ma czarodziejskiej różdżki. Teraz sama sobie odpowiedź czy będziesz potrafiła z nim być. Jeśli jest tak jak piszesz, nie wyolbrzymiasz, to naprawdę to facet niedojrzały jak dla mnie... Jak dla mnie taki ktoś nie nadaje się na związek, ale Twój wybór. Skoro w tak prostych sprawach nie ma empatii, nie przestaje, mimo że Cię rani, to wątpię, by w innych sprawach był inny.
Uwierz mi, że jest inny i codziennie daje się zauważyć, że jest dojrzały jak na swój wiek. Wiele osób mówiło mi, że to jest po prostu chęć popisania się przed kolegami, żeby nie utracić ich akceptacji, a że takie zachowanie go bawi, to ciągle w to brnie...
Aha, to wtedy lepiej ograniczyć Twój czas spędzany z nimi. No bo jak nie umie się przy nich powstrzymać, to wiesz, lepiej wtedy się z nimi spotykać i możesz to otwarcie powiedzieć, skoro nie umie się przy nich pohamować (słabe to, ale dobra), to Ty z nimi nie chcesz się spotykać, niekomfortowo się czujesz w ich towarzystwie. A jak jesteście we dwoje to już nie żartuje tak głupio?
Jak facet ma Cię szanować skoro Ty sama siebie nie szanujesz?
Widzę, że jesteś kolejną z typu "Wierzę że on się zmieni." Ciekawe ilu lat upokorzeń będziesz potrzebować, by zrozumieć, że ludzie z natury się nie zmieniają.
Mój chłopak i jego koledzy...po prostu ranią i sprawiają przykrość osobom, które nie są przyzwyczajone do tego typu humoru...chłopak w towarzystwie raczej rzadko mnie przytula, czy bierze na kolana...bo według niego takie zachowanie drażni innych ludzi...mój chłopak w ogóle nie ma do mnie szacunku, gdy jest w towarzystwie.
Dobre... Wraz z koleżkami zachowuje sie chamsko i raniąco wobec innych osób - co uznaje za zaje...ste poczucie humoru - i tak samo postępuje wobec Autorki, a jednoczesnie ...przejmuje się tym, że okazywanie Autorce uczuć może kogoś drażnić
Jakaś niespójność tu występuje - czy ktos to zauważył?
...codziennie daje się zauważyć, że jest dojrzały jak na swój wiek. Wiele osób mówiło mi, że to jest po prostu chęć popisania się przed kolegami, żeby nie utracić ich akceptacji...
No fakt, dojrzały jak cholera... No wybacz Autorko, ale juz sam fakt, ze facet 21 letni robi swiadomie z siebie chama, prostaka i dupka, pozwala lekceważyć własna partnerkę i byc wobec niej chamski - oczywiscie w ramach swoiście pojętego "humoru" - tylko po to, by popisywać sie przed kolesiami i mieć ich ...akceptację - TO DOJRZAŁOŚĆ?
Autorko, jesteś w jakims dziwnym związku ze szczylem, który majac 21 lat ma mentalność 14-latka. Według mnie bycie z kims takim to totalne nieporozumienie, ale to zapewne wkrótce sama zrozumiesz...
Wobec tego, co napisałaś o zachowaniu owego mężczyzny także wobec Ciebie, znamiennym jest jedno zdanie. To:
(...)tak na serio, to nie mam zamiaru z nim zrywać, bo go kocham, wiem, że on mnie też. (...)
Jak jesteśmy sami, to też ma takie dziwne poczucie humoru, ale jest to humor na takim poziomie, który rozumiem i z którego potrafię się śmiać.
Ale nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Nie będę zostawiać kogoś tylko dlatego, że czasami nie odpowiada mi jego poczucie humoru. I to też nie jest kwestia tego, czy ja się sama siebie szanuję. Partner nigdy na mnie nie krzyknął, nie robi mi awantur, nigdy mnie nie uderzył, nie zawiódł mojego zaufania. Nie oczekiwałam rad typu "zostaw go, bo to i tamto", bo rozstanie nie zawsze jest receptą na problemy. W niektórych wypadkach jest nawet tchórzostwem, dlatego chciałam tylko poczytać kilka dobrych rad jak utemperować to jego poczucie humoru w towarzystwie, nic więcej.
Drogie kobietki, a co zrobiłybyście, gdyby wasi partnerzy grali całą noc w jakieś gierki z kolegami i tym samym nie dawali wam spać przez całą noc?
Nie mam problemu z tym, że mój partner spędził całą noc z kolegami, bo w końcu jego problem, czy się wyśpi, czy nie, ale krew mnie zalewa jak wspomnę ich zachowanie przez całą noc. Mieszkamy na małej stancji, w naszej sypialni mamy tylko drzwi żaluzjowe, ściany są bardzo cienkie, przez co słychać każde słowo dochodzące z salonu. Trzej cudowni mężczyźni rozmawiali lekko podniesionym głosem, telewizor grał dość głośno. Czekałam do godziny 4 aż partner przyjdzie spać, a wyszło tak, że zasnęłam po 5 (zwróciłam uwagę dla partnera, który ściszył telewizor i zaczął ciszej mówić), a obudziłam się o 8, obudzona kolejną dawką śmiechu panów i braw płynących z telewizora.
Wiem, że to może błahy problem, ale siedzę teraz strasznie wkurzona nie tyle tym, że się nie wyspałam, ale tym, że panowie w ogóle nie pomyśleli o mnie. A mój mąż to w ogóle nawet do mnie teraz nie zajrzał, chociaż wie, że już nie śpię, bo wściekła jak osa poszłam do łazienki.
Kochane kobietki, jak ukarać mojego partnera? A może mu odpuścić i nie robić za to problemów?
Jeśli brak szacunku, poniżanie, nieliczenie się z Tobą, Twymi uczuciami i potrzebami (post powyżej) nazywasz poczuciem humoru, to może zobacz rzeczywistość?
Autorko, ty koniecznie chcesz przeczytać, że to nie twój chłopak jest zły, że on to taki do rany przyłóż, tylko ci jego okropni koledzy?...
No uwzięli się na biednego chłopaka, żeby go prowokować do brzydkiego zachowania... No taki grzeczny synek jak jest sam, a jak przychodzą koledzy, to diabeł w niego wstępuje i mamusi nie słucha...
Nikt Ci nie doradza rozstania, no coś Ty, Autorko. Twoje relacje z tym facetem są jak najbardziej prawidłowe i szablonowe. Każdy udany i kochajacy sie zwiazek tak przecież wygląda. Przez nas być moze przemawia zwykła zawiść, ze jesteś z kims tak Ci pod kazdym wzgledem pasujacym, tak Cię stawiającym na piedestale i robiacym wszystko, by Ci "nieba przychylić"...
Ja tylko od siebie dodam ...ale tak juz w eter, że przed Autorką długie jeszcze lata do zrozumienia "na czym to powinno polegać" ![]()
JA bym mu powiedziała, że albo zacznie się do mnie i do innych ludzi odnosić z szacunkiem albo niech spada. Jego zachowanie jest prymitywne. Musisz uzmysłowić mu, że problem tkwi w nim i jego kolegach, a nie winnych ludziach, którzy nie mają dystansu do świata. Chyba najlepiej byłoby namówić go na wizytę u psychologa, który pomógłby mu w końcu dojrzeć. Bo jak ktoś w tym wieku dalej zachowuje się jak w gimnazjum tzn., że ma jakieś braki rozwojowe.
Twój chłopak jest niedojrzały faktycznie. Ale ma 21 lat i w tym wieku wielu chłopaków się tak zachowuje, a po okresie studenckim część nich poważnieje i się bardzo zmienia.
Nie zmienia to jednak faktu, że o ile niewybredne dowcipy można zignorować, o tyle hałasowanie z kolegami jest niedopuszczalne.
Musisz z nim ustalić pewne zasady i konsekwentnie się ich trzymać. Ja znam kilka dziewczyn, które miały takich facetów i oni z wiekiem spoważnieli i są całkiem fajnymi partnerami, tylko że one jasno stawiały granice i egzekwowały je, nawet za cenę częstych awantur.
Jak został ustalony kompromis to awantury się skończyły.
Ooo, normalnie jestem w szoku, że tyle tu rozsądnych wypowiedzi. Spodziewałabym się raczej komentarzy w stylu "ale jesteś sztywniarą" albo "więcej dystansu do siebie", jak to miało miejsce w podobnym wątku kilka miesięcy temu.
Do autorki: radziłabym poważnie zweryfikować czy takie upokarzanie Ci odpowiada. Na razie masz 21 lat i dobrze byłoby sie zastanowić czego oczekujesz do faceta. Poczucie humoru jest dobre w wieku nastoletnim, ale od dorosłych osób wymaga się zaradności życiowej, powagi i odpowiedzialności. W twoim chłopaku nie widać tych cech, więc może lepiej znaleźć sobie kogoś poważniejszego?
24 2014-12-20 14:03:38 Ostatnio edytowany przez Majki (2014-12-20 14:05:56)
Poczucie humoru jest dobre w wieku nastoletnim
Nie. Poczucie humoru jest dobre w każdym wieku.
Nie wiem co ma wspólnego powaga z poczuciem humoru.. Jedno z drugim nie koliduje.
freckles_laura napisał/a:Poczucie humoru jest dobre w wieku nastoletnim
Nie. Poczucie humoru jest dobre w każdym wieku.
Nie wiem co ma wspólnego powaga z poczuciem humoru.. Jedno z drugim nie koliduje.
Dokładnie. Mozna mieć i lat ...kilkadziesiąt, a jednocześnie poczucie humoru zwalajace z nóg
Myslę, że chłopak Autorki też ma "poczucie humoru", ale tak bardziej dosłownie, bo jest w stylu ...podłożenia nogi na schodach - takie odnoszę wrażenie. A to z dowcipem mało ma wspólnego. Wszystko rozbija sie tu o wyczucie, takt i kulturę, bo nawet będąc z pozoru "sztywniakiem" mozna być niesamowicie dowcipnym człowiekiem...
Moim zdaniem miłość = szacunek. Jeżeli Cię kocha to powinien szanować Ciebie i Twoje potrzeby. Rozumiem, że czasem jego potrzeby mogą się mijać z Twoimi, normalne, że tak się zdarza. Ale z tego powodu nie może wchodzić Ci na głowę. Jeżeli tak się zdarzy raz na czas, to jeszcze ok, bywa, chłopaki się spotkali, było fajnie, trochę się wymknęło spod kontroli - zawsze może przeprosić i Ci to wynagrodzić. Ale jeżeli tak jest co chwilę (a z tego co piszesz to tak jest) to znaczy, że on myśli o sobie, a nie o Tobie. Też tak kiedyś robiłem, więc wiem co mówię. Jeżeli to koledzy są ważniejsi to coś jest nie tak. Powinien dorosnąć do partnerskiego związku albo nie zawracać Ci głowy.
Moja starsza koleżanka twierdzi (tak pół żartem, pół serio), że faceci do 30-tki nie nadają się do żadnych związków, i że jak do jej córki będzie zarywał jakiś taki młokos to od razu go przegoni. Na swoim przykładzie potwierdzam, że tak jest
Bo mam 29 lat i dopiero teraz zaczyna mi się jako tako w głowie układać.
freckles_laura napisał/a:Poczucie humoru jest dobre w wieku nastoletnim
Nie. Poczucie humoru jest dobre w każdym wieku.
Nie wiem co ma wspólnego powaga z poczuciem humoru.. Jedno z drugim nie koliduje.
Dorosły człowiek z pewnych rzeczy wyrasta. Przychodzi taki moment, że pora odłożyć zabawki i wziąć się za życie. Związku ani przyszłości nie zbuduje się na poczuciu humoru. tu jest potrzebna odpowiedzialność, zaradność, samodzielność, wytrwałość.
Ale u TŻ autorki ani poczucia humoru (które niezbędnym nie jest, ale pomocnym nie tylko w związku), ani odpowiedzialności, ani szacunku. O jego zaradności i samodzielności też nic nie wiadomo. Sporo za to wytrwałości w jej poniżaniu i popisywaniu się swym chamstwem.
Majki napisał/a:freckles_laura napisał/a:Poczucie humoru jest dobre w wieku nastoletnim
Nie. Poczucie humoru jest dobre w każdym wieku.
Nie wiem co ma wspólnego powaga z poczuciem humoru.. Jedno z drugim nie koliduje.
Dorosły człowiek z pewnych rzeczy wyrasta. Przychodzi taki moment, że pora odłożyć zabawki i wziąć się za życie. Związku ani przyszłości nie zbuduje się na poczuciu humoru. tu jest potrzebna odpowiedzialność, zaradność, samodzielność, wytrwałość.
Zgoda, co do budowania związku, że te cechy co wymieniłaś są potrzebne. Ale nie można być jednocześnie, odpowiedzialnym, zaradnym, samodzielnym, wytrwałym i mieć poczucie humoru? Wg mnie można;) I na wszystko jest czas w życiu, kiedy można sie wydurniać to można, kiedy pasuje być poważnym i tak sie zachowywać to trzeba. Wszystko sie da jak sie chce;)
Dorosły człowiek z pewnych rzeczy wyrasta. Przychodzi taki moment, że pora odłożyć zabawki i wziąć się za życie. Związku ani przyszłości nie zbuduje się na poczuciu humoru. tu jest potrzebna odpowiedzialność, zaradność, samodzielność, wytrwałość.
Ja mam nadzieję, że się nie wyrasta ![]()
Człowiek dorosły, odpowiedzialny, samodzielny etc. etc. też może mieć poczucie humoru. Wg mnie nawet powinien ![]()
Jedno drugiemu nie przeszkadza, a nawet przeciwnie.
U Autorki jest inny problem. Nie z poczuciem humoru u męża, tylko z poziomem tegoż.
...Dorosły człowiek z pewnych rzeczy wyrasta. Przychodzi taki moment, że pora odłożyć zabawki i wziąć się za życie. Związku ani przyszłości nie zbuduje się na poczuciu humoru. tu jest potrzebna odpowiedzialność, zaradność, samodzielność, wytrwałość.
I w taki to oto sposób rozumując mamy totalnych sztywniaków bez poczucia i bez wyczucia humoru...
Mylisz pojęcia. Poczucie humoru to nie radosna i głupawa zabawa i śmiech ze wszystkiego. To "poczucie humoru" to dystans do samego siebie, do świata, dostrzeganie zabawnych sytuacji, umiejetność żartu (nie typu "końskiego": noga podłożona na schodach), nawet wyrafinowanego żartu. Myslę, że to zostanie przez innych też rozwiniete...
Znam ludzi młodych: 20-, 30 letnich a tak sztywnych, ze aż źle sie czuję w ich towarzystwie i jakikolwiek żart jest dla nich niezrozumiały. A znam i osoby w swoim i starszym wieku, które potrafią serdecznie się zaśmiać z dobrego żartu, potrafią "robić innym zarty" i są naprawdę z humorem, z "jajem", a na pierwszy rzut oka: spokojni, poważni i odpowiedzialni ludzie.
Poczucie humoru nie wyklucza cech charakteryzujących dorosłych ludzi. No nie wiem jak to jeszcze wyjaśnić...
freckles_laura napisał/a:...Dorosły człowiek z pewnych rzeczy wyrasta. Przychodzi taki moment, że pora odłożyć zabawki i wziąć się za życie. Związku ani przyszłości nie zbuduje się na poczuciu humoru. tu jest potrzebna odpowiedzialność, zaradność, samodzielność, wytrwałość.
I w taki to oto sposób rozumując mamy totalnych sztywniaków bez poczucia i bez wyczucia humoru...
Mylisz pojęcia. Poczucie humoru to nie radosna i głupawa zabawa i śmiech ze wszystkiego. To "poczucie humoru" to dystans do samego siebie, do świata, dostrzeganie zabawnych sytuacji, umiejetność żartu (nie typu "końskiego": noga podłożona na schodach), nawet wyrafinowanego żartu. Myslę, że to zostanie przez innych też rozwiniete...
Znam ludzi młodych: 20-, 30 letnich a tak sztywnych, ze aż źle sie czuję w ich towarzystwie i jakikolwiek żart jest dla nich niezrozumiały. A znam i osoby w swoim i starszym wieku, które potrafią serdecznie się zaśmiać z dobrego żartu, potrafią "robić innym zarty" i są naprawdę z humorem, z "jajem", a na pierwszy rzut oka: spokojni, poważni i odpowiedzialni ludzie.
Poczucie humoru nie wyklucza cech charakteryzujących dorosłych ludzi. No nie wiem jak to jeszcze wyjaśnić...
Chyba nie ma co więcej wyjaśniać, po prostu krótko - poczucie humoru nie "gryzie" się z odpowiedzialnością, zaradnością, samodzielnością, itp.
Naprawdę mam nadzieję, że z tego się nie wyrasta jednak... Jak tu np. spotkać się ze znajomymi w takiej sztywnej atmosferze? Jakiś horror.
Gryzie czy nie gryzie, pewnych rzeczy w pewnym wieku nie wypada robić. Nie wiem co jest fajnego w tym, gdy 30-letni, 40-letni czy 50-letni i starszy facet, lub co gorsza kobieta, robią z siebie pajaca, stroją żarty, "wykręcają numery" znajomym itp. Mnie bardziej odpowiadają mężczyźni stanowczy, którzy wzbudzają szacunek, nieraz z ostrym językiem, a nie żartownisie, dbający o to by zabłysnąć jakimś dowcipem czy "tekstem". Ale tak jak mówię, z pewnych rzeczy się wyrasta i to co pasuje do nastolatka, nie pasuje już do człowieka dorosłego, bo wygląda komicznie, groteskowo i żenująco. Znam kobiety w wieku 40+, ktore kłaniając się komuś robią dyg jak prymuski w szkołach. Też się niby nie kłóci z zaradnością, odpowiedzialnością... no ale jak to wygląda.
34 2014-12-20 16:02:41 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-12-20 16:04:05)
...Naprawdę mam nadzieję, że z tego się nie wyrasta jednak... Jak tu np. spotkać się ze znajomymi w takiej sztywnej atmosferze? Jakiś horror.
Owszem
To kwestia osobowosci. W sumie nie sztuka sie śmiac i zartować, gdy brak problemów i luzackie zycie. Sztuka później, gdy to "dorosłe" życie już sie prowadzi...
Przypomniała mi sie anegdota:
Dorośli ludzie, kilkunastoletnie małżeństwo w czasie mocnego kryzysu związku... Czyli nic "do smiechu". Małżonek cierpiacy na bóle kolana dostał receptę na jakąś "maść z jadu żmiji", a że ledwo sie ruszał - poprosił małżonkę, by przy okazji zakupów wstąpiła po nią do apteki... Po powrocie okazało się, że żona zapomniała. Małżonek usłyszawszy to powiedział: no to trudno, w sumie to jak naplujesz - wyjdzie na to samo.
Mnie ta historia (autentyczna, opowiadana w większym gronie) rozbawiła... Fakt, może to i specyficzne poczucie humoru, ale jednak. I nijak sie ma do tego głupawe, szczeniackie naśmiewanie z innych...
...pewnych rzeczy w pewnym wieku nie wypada robić. Nie wiem co jest fajnego w tym, gdy 30-letni, 40-letni czy 50-letni i starszy facet, lub co gorsza kobieta, robią z siebie pajaca, stroją żarty, "wykręcają numery" znajomym itp. Mnie bardziej odpowiadają mężczyźni stanowczy, którzy wzbudzają szacunek, nieraz z ostrym językiem, a nie żartownisie, dbający o to by zabłysnąć jakimś dowcipem czy "tekstem". Ale tak jak mówię, z pewnych rzeczy się wyrasta i to co pasuje do nastolatka, nie pasuje już do człowieka dorosłego, bo wygląda komicznie, groteskowo i żenująco. Znam kobiety w wieku 40+, ktore kłaniając się komuś robią dyg jak prymuski w szkołach. Też się niby nie kłóci z zaradnością, odpowiedzialnością... no ale jak to wygląda.
Szczerze współczuję...
Owszem
To kwestia osobowosci. W sumie nie sztuka sie śmiac i zartować, gdy brak problemów i luzackie zycie. Sztuka później, gdy to "dorosłe" życie już sie prowadzi...
Przypomniała mi sie anegdota:
Dorośli ludzie, kilkunastoletnie małżeństwo w czasie mocnego kryzysu związku... Czyli nic "do smiechu". Małżonek cierpiacy na bóle kolana dostał receptę na jakąś "maść z jadu żmiji", a że ledwo sie ruszał - poprosił małżonkę, by przy okazji zakupów wstąpiła po nią do apteki... Po powrocie okazało się, że żona zapomniała. Małżonek usłyszawszy to powiedział: no to trudno, w sumie to jak naplujesz - wyjdzie na to samo.
Mnie ta historia (autentyczna, opowiadana w większym gronie) rozbawiła... Fakt, może to i specyficzne poczucie humoru, ale jednak. I nijak sie ma do tego głupawe, szczeniackie naśmiewanie z innych...
Bardzo dobre ![]()
Cóż, widocznie każdy ma inne preferencje, normalne. Ja czasem robię z siebie pajaca, tak jak zresztą moi znajomi, ale robię to w gronie przyjaciół, z którymi znamy się jak łyse konie. Dawka humoru w weekend moim zdaniem jest bardzo potrzebna. Każdy ma jakieś problemy w życiu, więc miło się od nich odciąć, zrobić sobie reseta i pozwolić na jakąś głupawkę.
Autorko, a ja myślę, że przede wszystkim popełniasz jeden bardzo duży błąd. Uczysz go, że może Cię ranić. Ja swojemu chłopakowi pozwalałam, potem wylewałam żale na forum, tak samo go broniłam jak inni mi jasno mówili prawdę, granica się przesuwała, a ja zmarnowałam 5 lat i wprawdzie w depresji nie jestem, ale nie jestem też szczęśliwa. Miałam kiedyś identyczny problem jak ty, nie zmieni się jak nie zareagujesz. Musisz być silną kobietą i jasno ustalić granice. Kocham Cię, ale nie życzę sobie, żebyś tak mnie traktował bo to mnie rani. Jeżeli on tego nie zmieni to co, chcesz się dalej dawać kiereszować? Bo jedno Ci mogę powiedzieć. Moje serce jest tak pokiereszowane, że nie wiem, czy będę potrafiła komuś zaufać. Ale to ty podejmujesz decyzje i stawiasz granice.
Trzeba być konsekwentnym. Ja po jednym spotkaniu ze znajomymi, na którym mój nowy chłopak niby sobie ze mnie zażartował, przeprowadziłam poważną rozmowę. Chciałam nawet zerwać. Zrozumiał i potem było już dobrze, a nawet był czuły.
Ty już długo pozwalasz siebie tak traktować, więc nie wiem czy da się coś zrobić...
Robi coś co Ci się nie podoba? Pokaż to i bądź konsekwentna!
Dziewczyny maja racje. Jesli nie postawisz mu granicy, to bedzie sobie pozwalal na coraz wiecej.
A właściwie, to o co chodzi ? O niego, o jego kolegów, czy o ciebie ? Postaw mu pewne granice i zmuś do ich przestrzegania. Jak nie zechce zrozumieć, to być może będziesz miała obraz, jaki może być za lat naście. Nie koniecznie w sprawie żartów.