Sama nie wiem jak zdefiniować swój problem, zastanawiam się po prostu czy trwać w tym związku, czy może ja coś źle robię... Nie jestem łatwym człowiekiem we współżyciu, trudno mi utrzymać dłuższe relacje dlatego zastanawiam się w czym tu leży problem... Jestem z K od roku od kilku miesięcy mieszkamy razem. On ogólnie kiedyś tak starał się o mnie, ja aż tak na niego uwagi nie zwracałam, ale widząc , że się stara również otworzyłam się na niego. Natomiast teraz... czuję się bardziej jakbym była singlem niż w związku. Nie czuję jakoś w nim oparcia, swego czasu nie pracowałam bo chorowałam siedziałam w mieszkaniu, on pracował , no kasy nam brakowało on się bardzo tym przejmował, w kłótnie wyzwał mnie od darmozjadów. Przykre to było , później powiedział, że to było w nerwach i tak niby nie myśli. Wracając z pracy o 17 , gdzie ja siedziałam w domu "kurowałam się" no i czekałam na jego powrót, on zamiast spędzać jakoś czas ze mną grał w grę ... o to też się pokłóciliśmy, mówił , że ta gra go odstresowuje.... Teraz gdy ja pracuję, wczoraj wróciłam z pracy dopiero o 22 ,jak wracałam rozmawialiśmy przez telefon i opowiadałam mu jakąs tam sytuację z pracy on się wkurzył powiedział, że "jestem tępa" ja jako osoba wrażliwa rozłączyłam się nie chciało mi się już kontynuować rozmowy. Pózniej dzownił nie odebrałam, to napisał sms-a "to się obrażaj". Wróciłam do domu nie odzywaliśmy się do siebie, chodź mi było bardzo przykro .. Dzisiaj jakieś 2 godziny po przebudzeniu przytulił mnie i mówi , że przeprasza, tylko ja już byłam tak smutna z tymi emocjami, poczuciem odtrącenie , że nic nie odpowiedziałam, poza tym za każdym razem na te jego "przeprosiny" godzę się z nim , a później i tak jest źle. Co zrobił? Oczywiście zaczął grać w grę i palić papierosy w pokoju , gdzie wiele razy prosiłam go o to aby nie palił w pokoju tylko w łazience jak chce. Znów emocje we mnie buzowały , bo ja na telefonie musiałam siedzieć w necie a on sobie gral na moim laptopie, w końcu powiedziałam "możesz mi dać mojego laptopa?" , dał mi go (dlatego teraz piszę) i oczywiście wyszedł wielce obrażony z meiszkania jakbym mu matke zabiła. Ogólnie rzecz ujmując on często mnie takim swoim zachowaniem szantażuje, pokłócimy się , zaczyna się pakować i mówi , że "dzięki mnie został bezdomny", potem piszemy sms-y i jednak wraca. Dziecinne to, ale ja też nie jestem świeta, na początku związku w kłótni często go obrażałam... Ale ta sytuacje po prostu juz mnie dobija, obserwuję inne pary i im po prostu zazdroszcze, on powiedzmy na urodziny woli mi kupić czekoladki , bo "na normalny prezent nie ma kasy", ale na fajki czy alko dla siebie ma... Tak jakby się nie stara... Dyktuje warunki i jest egoistą tak to odbieram.. nie wiem z czego to wynika. czy on mnie już nie kocha i to początek końca czy jak? Nie wiem co w tej sytuacji robić... Chce być szczęsliwa w tym związku ale jak na razie to widzę dużo rozczarowan..
Podobne tematy
Obydwoje Was przerósł związek?Na to wygląda.
Witaj,
dzięki Twojej wypowiedzi poczułam znów wszystko na swojej skórze. Piszę znów...ponieważ miałam identyczną sytuację w moim poprzednim związku. Mieszkałam z facetem i tak jak Wy, mieliśmy masę spięć ale takich podłych, prymitywnych i dziecinnych. Było dobrze, śmialiśmy się a z sekundy na sekundę byliśmy w stanie pokłócić się tak, że on pakował swoje rzeczy, wielka scena odchodzenia, setki sms-ów o wydźwięku, że już nam nie zależy na sobie, ew. wyłączenie telefonu, emocjonalna jazda z często przykrymi i uderzającymi w samo serce słowami. W dalszym etapie wielka odmiana - przytulanie, przepraszanie i znów pierdzenie serduszkami. Wciąż jednak czułam, że to jest tylko na chwilę, że wisi to pozorne szczęście na włosku i w każdym momencie znów może przejść tajfun. Kompletny brak stabilności i poczucia bezpieczeństwa. Wtedy kochałam go i myślałam, że skoro mamy takie charaktery to tak musi wyglądać. Na temperament nic się nie poradzi. Później nasze drogi się rozeszły, ja poznałam mężczyznę z którym jestem w związku już ponad 2 lata i nie ma takich akcji. Nie ma wyprowadzania się, scen, bicia kubków i talerzy. Też się kłócimy wiadomo, ale odbywa się to z kulturą i nie bierzemy każdej kłótni za koniec świata. A w tamtym związku tak miałam.
Z perspektywy czasu wiem, że z poprzednim partnerem nie pasowaliśmy do siebie, była między Nami ogromna przepaść, nie tylko zainteresowań ale przepaść emocjonalna. Niczego Ci nie sugeruję ale pomyśl czy oby na pewno chcesz dalej tkwić w takim związku, bo szczerze mówiąc mare są szansę, że nagle wszystko się odczaruje.
...kiedyś tak starał się o mnie...otworzyłam się na niego...czuję się bardziej jakbym była singlem niż w związku...w kłótnie wyzwał mnie od darmozjadów...on się wkurzył powiedział, że "jestem tępa"...swoim zachowaniem szantażuje, pokłócimy się , zaczyna się pakować...ja też nie jestem świeta, na początku związku w kłótni często go obrażałam...obserwuję inne pary i im po prostu zazdroszcze..Dyktuje warunki i jest egoistą...to początek końca czy jak?... Chce być szczęsliwa w tym związku
W tym związku z takim człowiekiem i będąc też osoba kłótliwą i obrażającą wobec partnera - szczęśliwą nie będziesz. Wiesz, kłótnie - kłótniami, ale nawet i wówczas wypada czasem powściągnąć języka i nie posuwać sie do ublizeń, obraźliwych epitetów czy jakichś szyderczych uwag. To jak sie kłócimy, jak zachowujemy w momencie stresu świadczy o nas. Twój partner wykazuje elementarny brak kultury, no wybacz tekst o "darmozjadzie" jest poniżej czegokolwiek... Sama piszesz, że też go obrażałaś - czarno to widzę. Oboje działacie sobie na nerwy, nie potraficie nad negatywnymi emocjami zapanować i w efekcie stworzyliście sobie takie domowe piekiełko, w którym oboje źle sie czujecie... Brak wzajemnego wsparcia, brak wyrozumiałosci i brak szacunku do drugiej osoby. A to podstawy udanego związku. Czując ciepło od partnera (a nie wyzwiska czy pogardę) zupełnie inaczej funkcjonujemy i inaczej cały związek wygląda... Nic dziwnego, ze zazdrościsz tym, którzy potrafią być z kimś "pomimo" i są szczęśliwi. Każdy ma jakieś wady, słabości i gorszy okres w życiu. Zamiast "skakać po sobie" powinniscie wzajemnie się wspierać i nie szukać powodów do kłótni. Z tego, co opisałaś - a opisałaś własciwie tylko partnera, o sobie tylko napomknąwszy - tworzycie związek o toksycznych cechach, związek, któremu nie wróżę długiego trwania. W pewnym momencie któres z Was przegnie i sie rozstaniecie... Szantaże emocjonalne (wyprowadzki) to zagrania infantylne i świadczące o niedojrzałości do tworzenia harmonijnego i satysfakcjonującego związku. Podejrzewam, że zarówno dla Ciebie Autorko jak i dla niego - to pierwszy w życiu związek i żadnych wcześniejszych doświadczeń w "byciu z kimś" na takich zasadach (nie uważam za związki znajomości z okazjonalnym mieszkaniem na wyjazdach, ograniczających sie do wycieczek i spacerków...). I może ze wzgledu na ten brak doswiadczenia, brak umiejętności znalezienia sie w takim 24 godziny/dobę byciu ze sobą - wyzwala w Was tyle negatywnych emocji... Nie potraficie sie w tym odnaleźć i na zasadzie odreagowania frustracji ...kąsacie się na każdym kroku.
Rossanka trafnie to zdiagnozowała: przerosło Was to niestety...
5 2014-12-06 17:21:34 Ostatnio edytowany przez viola_vip_693 (2014-12-06 17:30:02)
Dziękuje dziewczyny za odpowiedź , jawaisen masz rację różnimy się ogromnie - ja jestem trochę intelektualistką lubię chodzić do teatru, czytać książki, mam marzenia - podróże itp. On - woli chyba prowadzić takie "zbójnickie" życie, byle by było z kim czasami wyjść , popopisywać się , a kasę roztrwonić na imprezie...taki bardziej przyziemny jest. To co tak naprawdę mnie do tej pory przy nim trzymało i trzyma to to , że mimo wszystko trwa przy mnie, wiem mały to sukces może się wydawać,a le poprzedni partnerzy szybko uciekali ; p może nie uciekali ale nie wykazywali zbytnio energii by mnie przy sobie zatrzymać - bo de facto to ja odchodziłam. Teraz chyba zbliża się podobny finał... ja odejdę a on przytaknie. Choć do tej pory było tak, że szantażował samobójstwem itp.-nie wiem może mu przeszło.
Nawet teraz. Wrócił i znów tekst "i co będziemy tak milczeć?" a gdy tylko zaczełam rozmowę tzn. mówić, co mi przeszkadza w obecnej sytuacji to od razu zareagował nerwami wyszedł na fajka i koniec tematu. Można powiedzieć, że teraz on "strzelił focha", no istna dziecinada. Teraz znów wyszedł i nie wiem gdzie, ale wydaje mi się , że pojechał do rodzinnego miasta de facto noc spędzę sama.. Już straciłam nadzieję na ten związek. Najgorsze jest to , że sama nie będę mogła wnajmować kawalerki w mieści w którym mieszkamy bo nie będzie mnie na nią stać, a nie znam nikogo tu jeszcze a z obcymi ludźmi nie chce mieszkac , bo mam złe doświadczenie. De facto rozstanie będzie dla mnie powrotem tam skąd uciekłam , bo dobijała mnie rutyna... Dodatkowo stres związany z rozstaniem bo pewnie będzie mi on "umilał życie" jeśli się na to zdecyduję i pustka na to co dalej... a czy czuje coś do niego? Tego właśnie nie wiem, a chyba tu tkwi klucz czy warto to sklejać. On widzę , że ma chyba podobny stosunek.. woli być ze mną bo też mu to na rękę , ale uczucia chyba przygasły. Nie wiem.
Dopiero teraz przeczytałam ostatnią wypowiedź. Jego to jest trzeci związek. Poprzednie dwa trwały po roku i obie go zdradziły dlatego się rozstali. Tak przynajmniej on mówi. Jeśli chodzi o mnie to ja właśnie bardziej miałam takie "pseudo - związki" a to na odległośc a to ze starszym od siebie znacznie, albo na zasadzie wiecznych "schodzeń-rozchodzeń". Dlatego próbuję znaleźć przyczynę też w sobie, nie wykluczam, że ja mogę równiez być znacznym pwodem tego, że tak to wszystko wygląda. Na ten moment już go nie obrażam w kłótniach, staram się zachowywać spokój, jednak jestem osobą , która lubi mieć 100% uwagi na sobie. Stąd też były klótnie o te jego gry. Później zrozumiałam, że jak faktycznie go to odstresowuje to niech sobie pogra z te dwie godzinki, ale po dwóch dniach mimo tego postaownienia i tak mnie to irytowało , nie dawałam po sobie tego poznać, ale w środku "już się grzałam". Kiedyś ja przeginałam, teraz on przegina ...
To nieprawdopodobne ale miałam identycznie. Z poprzednim chłopakiem zeszłam się w momencie kiedy było mi bardzo źle i on okazał się dla mnie wsparciem. Później, nawet jak chciałam odejść to nie wyobrażałam sobie znów wynajmowania pokoju z jakąś dziewczyną, zaczynania od zera wszystkiego. Wolałam tkwić w tym co było mi dane bo bałam się zmian i czułam się bezpiecznie w tym co już znałam. To smutne i okrutne ale chyba dlatego byłam z nim tak długo w związku, bo kończyłam wtedy studia, już nie chciałam sobie mieszać. Pewnie rozumiesz co mam na myśli.
Wiele złych zachowań przejęłam z tamtego związku - w późniejszych etapach nie dążyłam do zgody bo wiedziałam, że i tak nie ma sensu, czasem podkręcałam atmosferę, nie potrafiłam uciąć kłótni i wykonać jakiegoś gestu od siebie, nawet nie umiałam powiedzieć "Dajmy już temu spokój, to głupie". Tam była walka o każdy punkcik racji. No koszmar,koszmar....
Obecnie jestem bardzo wdzięczna mojemu chłopakowi za pracę jaką wykonał nade mną. Ja nauczona tych złych zachowań, chcąc-nie chcąc wdrażałam je do nowego związku. Wiadomo jak trudno jest się pozbyć okropnych nawyków. A mój chłopak, podczas kłótni cierpliwie do mnie podchodził i przytulał mówiąc "Dajmy już spokój,przecież się kochamy". Początkowo nawet nie potrafiłam mu odwzajemnić przytulenia. Zawsze było jak kłótnia to kłótnia,jak można nagle się tak godzić? I ciężko mi było do tego przywyknąć. Ale mój chłopak konsekwentnie, za każdym razem tak robił i mi coraz bardziej wszystko miękko. To bardzo pomaga- w środku tajfunu i nakręcania się zrobić zupełnie nieoczekiwany krok. Powiedzieć np. Kocham Cię, skończmy to, na chwilę nic nie mów tylko się przytul. To działa!!
7 2014-12-06 18:57:20 Ostatnio edytowany przez viola_vip_693 (2014-12-06 19:02:30)
No dokładnie , ja bardzo ale to bardzo nie lubię zostawać sama na noc w mieszkaniu , w sumie bardzo rzadko do tej pory w życiu mi się to zdarzało ...a teraz on mnie postawił w takiej sytuacji i nic nie mogę zrobić, jutro mam na rano do pracy i muszę tam być tym samym muszę siedzieć tutaj
W takich sytuacjach właśnie człowiekowi przychodzą myśli na temat zdrady.. nie koniecznie fizycznej oczywiście ;p On przyszedł tu mówiąc, że "tylko podładować telefon" ja akurat wychodziłam do sklepu , gdy wróciłam go nie było a telefon leżał na lodówce (pewnie po to abym się z nim nie kontaktowała i dała mu spokój ? nie wiem albo coś innego jeszcze wymyśliłby byleby tylko zagmatwać sytuację bardziej i abym bardziej cierpiała. Nie wiem już co zrobić... chyba czeka mnie powrót na "stare śmieci" i na nowo szukania pracy, wszystkiego... smutne to dla mnie , bo nie lubię się cofać ale chyba nie mam wyjścia.. a 10tego trzeba opłacić stację, oczwyiście nie mam kasy bo dopiero zaczęłam pracować, on miał zapłacić ale co tam, lepiej się pokłócić i mieć wszystko w d.. tym bardziej , że umowa podpisana na mnie... ehh
Jak tu ufać facetom, nie pierwszy raz zostałam wyrolowana
Może nie wszystko jeszcze stracone? Z tego co mi się wydaje to Wy obydwoje jesteście skrajni w działaniu. Puki co skup się na pracy skoro dopiero ją zaczęłaś i spróbuj porozmawiać ze swoim facetem. Nie unoś się honorem, nie ważne już kto ma rację. Spróbuj coś naprawić aby nie mieć później do siebie żalu, że mogłam postąpić tak a nie inaczej...Rozumiesz.
Nie rozumiem jedynie dlaczego Twój facet tak ucieka? Jak ja nie cierpię takich sytuacji! Wrr...Nie ma nic gorszego od takich nie pozałatwianych spraw. Już lepiej zostać i powiedzieć sobie wszystko otwarcie a nie po prostu znikać!
No dokładnie , ja bardzo ale to bardzo nie lubię zostawać sama na noc w mieszkaniu , w sumie bardzo rzadko do tej pory w życiu mi się to zdarzało ...a teraz on mnie postawił w takiej sytuacji i nic nie mogę zrobić, jutro mam na rano do pracy i muszę tam być tym samym muszę siedzieć tutaj
W takich sytuacjach właśnie człowiekowi przychodzą myśli na temat zdrady.. nie koniecznie fizycznej oczywiście ;p On przyszedł tu mówiąc, że "tylko podładować telefon" ja akurat wychodziłam do sklepu , gdy wróciłam go nie było a telefon leżał na lodówce (pewnie po to abym się z nim nie kontaktowała i dała mu spokój ? nie wiem albo coś innego jeszcze wymyśliłby byleby tylko zagmatwać sytuację bardziej i abym bardziej cierpiała. Nie wiem już co zrobić... chyba czeka mnie powrót na "stare śmieci" i na nowo szukania pracy, wszystkiego... smutne to dla mnie , bo nie lubię się cofać ale chyba nie mam wyjścia.. a 10tego trzeba opłacić stację, oczwyiście nie mam kasy bo dopiero zaczęłam pracować, on miał zapłacić ale co tam, lepiej się pokłócić i mieć wszystko w d.. tym bardziej , że umowa podpisana na mnie... ehh
Jak tu ufać facetom, nie pierwszy raz zostałam wyrolowana
To nie partner a dziecko. Znalazł sobie kogos jak "mamusia" Nie tworzycie żadnego związku. Toba skrupulatnie manipuluje przyklad (sms o tresci "to się obrażaj" przeciez on wie ze Ci przejdzie. A jesli przeprosi , poglaszcze to po to bys dala mu troche spokoju) Mu jest tak wygodnie. Kocha otoczke w ktorej sie znajduje a nie Ciebie.
jawaisen
Tak tylko w tej chwili nie ma nawet jak , bo zostawil telefon. Jeżeli nie wróci na noc to myślę, że już moje nerwy tego nie uniosą i będzie to koniec. Teraz nawet zaczynam sobie myśleć, że może kogoś znalazł i poszedł do niej? Kto wie , kto wie...już różne myśli mi do głowy przychodzą. Co do pracy... 10tego muszę zapłacić za stancję a nie mam za co tym samym nie będę mogła tu zostać..
Bronkanet , masz rację. Tak też się czuję.. Od początku nie mogłam go zrozumieć, bo bardzo mocno się na mnie "uwziął", wręcz zanim zaczęliśmy być raz a ja chciałam zerwać zanjomość zrobił taką aferę, szopkę, że chyba wszyscy jego znajomi o tym widzieli.. myślałam sobie "kurde , chyba nie znajdę kogoś komu aż tak zależy na mnie?" ale byłam ciągle tym wszystkim zdzwiona, czemu się tak na mnie uwziął. Teraz widzę, że to chyba było po prostu tak, że coś sobie w głowie ubzdurał a nie uczucia.. tak samo teraz, w jego głowie , pewnie takie "akcje" są fajne, jeszcze opowie o tym znajomym wybielając siebie i jak go z domu wyrzuciłam i z tego pwoodu musi się napić , najlepiej jeszcze pobić z kimś... aby być w centrum, aby się działo, a najlepiej żebym jeszcze go błagała o powrót... masakra, dość mam. Nie wiem co dalej zrobię, ale z niego raczej już nic "nie wycisnę" , on mi tylko może więcej problemów przytworzyć, a szkoda bo jakoś łudziłam sie , że może w końcu to TEN... a to zwykły dzieciak : ( choć ma 26 lat
łatwo powiedziec a trudno zrobic. Przyzwyczailiście sie do siebie, a seks uzaleznia od siebie. A on, nie zniesie rozstania, rozplącze sie jak maly chlopczyk, który nie umie byc sam i bedzie ciebie blagal o szanse. A ty mu ja dasz i tak w kółko.
Seks łączy dwoje ludzi ale nie uzależnia ich od siebie. Skąd ten wniosek? tzn, że jak komuś oddam swe ciało to jestem od niego uzależniona? Nigdy się nie zgodzę z tym stwierdzeniem.
A Tobie viola_vip_693 życzę pomyślności tej sprawy. Jeśli czujesz w sobie siłę i odwagę to zawalcz o siebie. Ja Ci mocno kibicuję ![]()
Oboje jesteście nieźle popaprani i z tego co piszesz, tacy byliście też w poprzednich związkach. Aż trudno stwierdzić, które z Was ma większy kibel w głowie (zacytuję Ciebie: "poprzedni partnerzy szybko uciekali ; p może nie uciekali ale nie wykazywali zbytnio energii by mnie przy sobie zatrzymać - bo de facto to ja odchodziłam" - Jaśnie Pani odgrywająca teatrzyk z odchodzeniem po to by partner za nią biegał, to już o zaburzenie osobowości zahacza).
Albo coś z tym zrobicie, albo będziecie dusić się w tym toksyku. Ewentualnie się rozstaniecie by budować kolejne toksyczne związki.
viola_vip_693 i jak się potoczyły wydarzenia?
jak czytałam opis Twojego związku, to czułam, jakbym ja opisywała swój, też tkwię w podobnym, co prawda nie mieszkamy ze sobą, mój nawet takich myśli nie ma xD jestem z nim ponad 2,5 roku, w czasie związku mocno przytyłam, on przychodzi do mnie, by posiedziec w moim laptopie i mnie irytować, jak się kłocimy (niemal codziennie) to zawsze tak prowadzi kłotnie, że choć on coś zrobi, wmawia mi, że to ja to zrobiłam, istne piekło.. we wześniu chciałam z nim zerwać, to klęczał na chodniku, tyłem ku się zapalił, zaczął pierdzieć serduszkami, przytulać, calować w czółko, przynosić kwiaty.. trwało to miesiąc (?!) znow jest tak jak było, codziennie mówię mu, że już nie daję rady, a on nic.. chcę zerwać, ale on nie dopuszcza takiej mysli.. ;/
Podoba mi sie chłopak ja jestem w gim on jest w liceum . Powiedział ze mnie kocha i jak befe starsza , skończę gimnazjum to będziemy w związku i będziemy sie więcej spotykać teraz od paru lat codziennie piszemy bo on nie ma czasu uprawia sport i nawet ponoć tak do kolegów nie chodzi ma dla mnie bardzo mało czasu na spotkanie . Nie chce sie spotykać bo uważa ze może do czegoś dojść bądź może mi sie znudzić nie wiem . Mowi ciagle zebym była ciepliwa ze to wszystko kwestia czasu żebyśmy zjeli sie teraz
Nauka ... tylko ze ja go strasznie kocham i choelrnie czasem chce sie tylko przytulić ... po prostu. Wierzyć w to co mowi ? Nie potrafi sobie mnie odpuścić . Robiłam mu nie raz cyrki , szlam do innych robiłam wszystko wyzwalałam go , blokowałam . Nie odpuści mowi ze mnie kocha i ze mam byc ciepliwa . Wierzy
17 2014-12-10 20:31:50 Ostatnio edytowany przez viola_vip_693 (2014-12-10 20:34:18)
Jak sie dalej potoczylo? A wiec tego wieczoru , co tutaj opisywalam, wrocil jednak, ja postanowilam sie nie odzywac bo juz dosc mialam teatrzyku chcialam isc spac. On polozyl sie na podlodze , a pozniej przyszedl do mnie chwile pogadalismy na spokojnie i tyle. Na nastepny dzien pisze mi sms ze ukradli mu portfel, ja uwierzylam. Ale potem cos mi zaczelo nie pasowac , sprawdzilam go bo akurat przyszedl na chwile do mnie do pracy, przyparty do muru okazalo sie, ze byl na maszynach i przegral tam 400zl , tak sie wkurzylam ze powiedzialam, ze to koniec i niech idzie do domu sie wyprowadzac. On pozniej mowil, ze bal mi sie prawdy powiedziec. I tu wlasnie jest ten haczyk, jak pisala osoba wczesniej ja tez do konca "normalna" nie jestem, bo kiedys zdarzylo mi sie zagrac i pamietam ze na poczatku wygralam troche a potem nie i w efekcie tez wrzucilam tam 200zl. No i wlasnie dlatego trudno mi sie z nim rozstac bo niektore jego zachowania nawet troche rozumiem. Uwazam, ze to iz moje poprzednie zwiazki nie byly dobre tez pikazuje, ze ze mna jest cos nie tak. Probowalam zarowno panstwowej jak i prywatnej pomocy psychologa , czy psychiatry ale zero efektow. Moje problemy ze soba pojawily sie po jednym z rozstan, gdzie byly powoedzial.mi takie slowa ze zapamietam je na cale zycie, od tamteh pory mialam silne stany lekowe (odkad jestem z obecnym pratnerem sa oje mniejsze). Tu jest wlasnie ten problen. Wiem, zd ten facet to troche zbyt niska polka na mnie, rodzina mi to mowi. Ja wyksztalcona, z normalnego domu, on bez szkoly i bardzo biednej rodziny. Stad tez zawsse miedzy nami beda wielkie roznice. Ale wlasnie, osoby ktore.maja problem z nerwami, lekami , wiedza jakim darem jest chwila spokoju. Jesli przy nim na codzien mam tego spokoju wiecej... a sa takie dni ze nerwow jest wiecej niz wczesniej. Mozna powiedziec ze nerwowo dziala na mnie lepiej ale zyciowo ciagnie do dolu.. moze przy innym chlopaku byloby jeszcze lepiej, ale zastanawiambsie czy taki "normalny" ze mna wytrzyma ... przepraszam za bledy ale pisze z telefonu
Witam ponownie, nie wiem czy jeszcze tu zaglądasz ale jestem ciekawa czy podjęłaś jakieś krowi,jak Wam się dalej wiedzie w życiu? Pozdrawiam ![]()
Cześć jawaisen,
czasami zaglądam i czytuje różne wątki , bo forum strasznie ciekawe i wyciągające a nie jedna historia trzyma w napięciu
, poza tym wiele psychologicznych rad można wyczytać.
Co do nas, w związku jest ok, reszta się posypała, musieliśmy wyprowadzić się i wrócić na stare śmieci (do rodziców) ale to tylko chwilowe, za miesiąc tu wynajmiemy coś (stancje są o wiele tańsze niż w Wwce). Ogólnie po tamtej wielkiej kłótni nie mieliśmy już takich większych sprzeczek, z jednej strony jest mi smutno , ze nam się tam nie udało, ale z drugiej odetchnęłam, bo jednak wiele rzeczy mnie i jego tam stresowało. Co do naszego związku, no cóż powiedzieć, jest dobrze ,generalnie dalej jesteśmy pełni wiary i nadziei , że wszystko będzie dobrze , mamy różne inne plany na przyszłość... Ogólnie często mamy pecha będąc razem, wiele rzeczy nie układa sie tak jak byśmy chcieli , ale mimo to żadne nie odpuszcza, mam nadzieję, że będzie tak dalej. Może to umacnia nasz związek,a może odwrotnie, trudno powiedzieć. Najgorsze są chwile , gdy sobie przypominam jakieś drobne przykrości z przeszłości ,to często powodowało kłótnie, ale teraz staram się skupiać na pozytywach ![]()
A WIĘC DZIŚ NASTAŁ TEN DZIEŃ - ZERWAŁ ZE MNĄ.
Nie dosłownie , ale dał do zrozumienia, nie odbiera telefonów , udawał, że jest w pracy , a jak do niego zadzwoniłam słyszałam muzyke w tle szybko się rozłączył, a potem wyłączył telefon. Taka sytuacja nie zdarzyła się pierwszy raz. Ja zawsze chciałam z nim zrywać, ale on groził samobójstwem - ja miękłam. Mam nadzieję, że tym razem nie zmięknę dlatego też tu piszę. Napisałam mu takiego sms-a , ze raczej na zawsze odechce mu się być ze mną. Chcę dotrwać w tej decyzji, nawet jeśli znów będzie groził samobójstwem, a może tym razem już tak nie będzie, jeśli tak to jeszcze lepiej. Cholernie , bardzo cholernie mi przykro tylko z jednego powodu - że okazał się być taki sam jak każdy mój były facet. To boli najbardziej, bo, że to nie jest MIŁOŚĆ przez duże "M", zdałam sobie sprawę już wcześniej.
On zawsze zapewniał o swojej miłości ,ale ja nigdy jej jakoś nie czułam i to jest w tym wszystkim najdziwniejsze. Nie wiem, co będzie ze mną dalej, bo zostawił mnie, oczywiści - jak każdy- w najgorszym momencie mojego życia. Ale do tego już się przyzwyczaiłam - każdy słaby facet tak robi. Nienawidzę go na ten moment i modlę się , aby to już był naprawdę koniec ![]()
To nie faceci są słabi, tylko ty wadliwa. I takich samych sobie wybierasz. Czas to zrozumieć. Tak samo masz wpływ na jakość związku jak i oni.
Ok , ja wadliwa zgodze się w 100%, ale już nie wiem czym się kierować przy wyborze. Ten związek teraz który miałam kierowałam się w dużej mierze rozsądkiem, bo wydawał się dobrym człowiekiem itp. a wyszło jak zwykle. Więc co polecasz?
Właśnie, ja też ciągle trafiam na niewłaściwych, i każdy powtarza, że jak siebie zmienię to ten pech się skończy. tylko nikt nie mówi co zrobić.
24 2015-04-03 21:33:35 Ostatnio edytowany przez viola_vip_693 (2015-04-03 21:37:20)
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że znów się okazało, że miłości nie ma
. I tak jestem o wiele zimniejsze niż kiedyś, mniej uczuciowa, jednak to skutkuje tym, że nie potrafię się zakochiwać,tak tez było w tym związku , zaangażowałam sie , czułam coś, ale nigdy nie czułam takiej prawdziwej miłości , zavhowywałam dystans.. i to własnie go we mnie pociągało. Tylko ja chcę kochać, ale teraz to już wątpię,że kiedykolwiek będę w stanie sie przed kimś otworzyć. mam tylko nadzieję, że nie wpakuje się w jakieś problemy.
Czytałam kiedyś artykuł, że czlowiek jest się w stanie zakochać w kim chce, kogos sobie wybierze. Nawet ten naukowiec przeprowadził test postanowił spotykać się z pierwsza napotkana kobietą i się w niej zakochać - udało się. Według tego artykuły takie związki z wyboru są szczęsliwsze i trwalsze niż te z "motylków w brzuchu". Popierali małżeństwa aranżowane. Może coś w tym jest?
25 2015-04-03 22:07:19 Ostatnio edytowany przez vidivindi (2015-04-03 23:16:38)
Nikt nie jest wami to i wam nie powie co dokładnie zmienić. Znacie swoje wady, kompleksy, z czym sobie ine radzicie, czego potrzebujecie. Viola sie wydaje desperatką która na 1 miejscu w zyciu postanowiła sobie by mieć miłość i szukać jej wszędzie, tylko nie w sobie. Same bądźcie szczęśliwe, to prędzej kogoś poznacie. Żeby rzucać osądami trzeba byłoby was znać, a to i tak nie byłoby miarodajne.
Dopóki szukacie winy w innych niczego nie ruszycie, a kolejne uczucie będzie powieleniem starych błędów lub przypadkiem. Jak ktoś nie kocha siebie, to się boi, uwiesza na innych, oczekuje zbyt dużo i reaguje zbyt ostro na jakiekolwiek objawy braku uczucia. Nie ma spokoju.
Co do małżeństw aranżowanych. Miłość o której mówiono jest nieegoistyczna, czyli nie nie ktoś wywołuje w nas pożądanie, a sami je dajecie. Kochać a zakochać to różnica dość znaczna.
przyciągamy ludzi podobnych do siebie
Moje Drogie!
Błędem jest zastanawianie się dlaczego znów trafiam na takich samych facetów, czemu mam pecha, jakim prawem znów mnie się to przytrafia?! Otóż...odpowiedź jest bardzo prosta. Kochane, same się do tego przyczyniacie. Dzieje się w Waszym życiu dokładnie tyle na ile sobie pozwalacie. Jeśli kolejny facet robi identyczną akcję, odchodzi z tych samych powodów bądź macie wrażenie, że jest podobny do Waszego byłego to tak naprawdę same się do tego przyczyniacie. Wybieracie (nieświadomie) ten sam typ facetów, zakochujecie się w takich a nie innych i nie dziwcie się później, że sytuacje do Was wracają. Radzę przeanalizować najpierw siebie a później ew. zmienić kierunek zapatrywania.