netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Epatowanie szczęściem

42 odpowiedzi6 413 wyświetleńzałożony przez Vian, 05.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Epatowanie szczęściem

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 43 ]

1

Temat: Epatowanie szczęściem

Był temat o marudach i malkontentach, a ja jestem ciekawa, jaki jest Wasz stosunek do osób zachłyśniętych swoim szczęściem? Najczęściej chyba to dotyczy zakochanych - wiadomo, miłość, motylki w brzuchu i potrzeba dzielenia się swoim szczęściem z całym światem powoduje, że niektóre zakochane pary swoje uczucia okazują i mówią o nich zawsze i wszędzie. Wchodzicie na jakiś portal społecznościowy a tam ich wyrazy wzajemnej miłości i posty o tym, jak bardzo są szczęśliwi. Idziecie wspólnie na piwo - ciągłe całuski, gruchanie i opowiadanie każdemu, kto zechce słuchać o ich miłości. Próbujecie pogadać z każdym z osobna, a tam temat w kółko schodzi na niesamowite spełnienie ich związku.

Byliście kiedykolwiek w takiej sytuacji? Jak się wtedy czuliście? Jak sądzicie, wypada zwrócić w takim wypadku uwagę, że takie epatowanie miłością może stawiać innych w niekomfortowej sytuacji, czy lepiej zacisnąć zęby żeby nie wyjść na zazdrosnego zgreda?

Co w ogóle sądzicie o takim zachowaniu i takich osobach?

Zapraszam do dyskusji. ^^

Oczywiście epatować można nie tylko miłością, ale i np. radością z nowego stanowiska, nowego domu, samochodu, jakiegoś osiągnięcia. Grunt, że chodzi o sytuację, kiedy ktoś jest szczęśliwy z dowolnego powodu i mówi o tym o wiele za dużo. ;-)

2

Odp: Epatowanie szczęściem

Tacy Radośni ludzie mogą nas zarażać swoim szczęściem , jednak zależy jak tą radość uzewnętrzniają, bo jeśli nie zważają na to co dzieje się wokół to mogą też łatwo wpędzić kogoś w kompleksy czy ranić, ukazując jakby swą wyższość.

Jeśli potrafią się dzielić swym szczęściem, rozdawać uśmiechy, być miłym dla otoczenia, to są żywym przykładem niesienia nadziei ku pokrzepieniu serc smile

3

Odp: Epatowanie szczęściem

Nie wiem z czego to wynika, ale poza pojedynczym przypadkiem nadmiernego (irytująco-męczącego) epatowania szczęściem z powodu zakochania oraz, też pojedynczym, obnoszeniem się pieniędzmi (znajoma szybko się ich dorobiła, a dotąd żyła dosyć skromnie), wszystkie pozostałe, które w tej chwili przychodzą mi na myśl, dotyczą... dzieci.

Są osoby, i wcale nie jest to rzadki przypadek, które potrafią tym tematem zmęczyć, a nawet zamęczyć do tego stopnia, że człowiek boi się otworzyć lodówkę. Każde spotkanie i każda rozmowa schodzi na zupki, kupki, pieluszki i postępy potomka. Człowiek chce potem odpocząć, włącza komputer, a tam na FB milion fotek, na których to samo dziecię pokazane jest w stu pozach i przy każdej możliwej czynności. Wszystko ma swoje granice, dlatego choć staram się rozumieć to szczęście (nie wytykam go i nie umniejszam), to jednak mając na uwadze własne zaczynam unikać spotkań, które w zasadzie służą jednemu celowi. Nie, nie z zazdrości big_smile.

4

Odp: Epatowanie szczęściem

Generalnie bardzo miło mi się patrzy na szczęśliwych ludzi, zwłaszcza jeśli ich lubię. Pewnie jest jakiś zgrzyt jeśli szczęście wynika z czegoś z czym mnie samej się nie powiodło, ale raczej krótkotrwale. Nawet jeśli reakcja jest przesadzona, to mam świadomość że to tymczasowa sytuacja i nie ma po co sprowadzać tej osoby na ziemię, tylko cieszyć się kiedy jest z czego.

Z gruchaniem i obcałowywaniem - to zależy, jeśli np. zostałabym zaproszona przez parę na obiad, a później nie zwracali by na mnie uwagi, to czułabym się z tym niekomfortowo - ale taka sytuacja się jeszcze nie zdarzyła.

5

Odp: Epatowanie szczęściem

Na portalach i w pracy mi to nie przeszkadza, a wręcz zazdroszczę takim ludziom, że, po pierwsze, potrafią być zadowoleni nawet gdy układa im się tylko jeden "wycinek" życia, ze potrafią się cieszyć z tego co mają, a po drugie że nie boją się mówić o tym głośno. Natomiast jak chodzi o spotkania face to face, to nawet ci najbardziej epatujący, po jakiejś godzinie zwykle orientują się, że też są inne aspekty życia, więc nie ma dramatu, przynajmniej jak chodzi o moich znajomych, którzy są raczej empatycznymi ludźmi smile zresztą, jak chodzi o ludzi których lubię to też się zawsze cieszę że im się układa i że chcą się tym ze mną dzielić. normalne.

6

Odp: Epatowanie szczęściem

Ja mam taki przypadek wśród znajomych - wyznają sobie miłość wylewnie, często, gęsto i publicznie. Każda okazja, np. nowe zdjęcie na facebooku, jest świetnym pretekstem do przepychanek, kto kogo bardziej kocha. Powoli wypadałoby się spotkać na piwko albo kilka czy wyskoczyć wspólnie do restauracji, a ja sie wykręcam, bo nawet na odległość nie czuję sie komfortowo z taką ilością publicznego kochania się.

Ja jestem raczej osobą, dla której takie wyznania w ogóle są mocno intymną sprawą, teraz czuję się trochę podobnie jakby publicznie uprawiali seks albo wrzucali swoje erotyczne zdjęcia. Cieszę się, że się kochają i są szczęśliwi tak jak cieszyłabym się, że mają fenomenalny seks, ale nie chcę się znajdować "w środku" tej ich miłości tak jak nie chciałabym być świadkiem seksu.

Nie wiem, czy ktoś mnie rozumie..? ^^

Dzieci! Własnie, Olinko, zapomniałam o dzieciach! big_smile Tylko zauważyłam, że coraz częściej wypada powiedzieć "nie mam już ochoty słuchać o Twoim dziecku, pogadajmy o czymś innym", a powiedzieć "nie mam już ochoty słuchać o Twojej miłości" ciągle jest dużym faux pas.

7

Odp: Epatowanie szczęściem
Vian napisał/a:

Tylko zauważyłam, że coraz częściej wypada powiedzieć "nie mam już ochoty słuchać o Twoim dziecku, pogadajmy o czymś innym", a powiedzieć "nie mam już ochoty słuchać o Twojej miłości" ciągle jest dużym faux pas.

Hmmm, Vian, a nie myślałaś, żeby powiedzieć "no dobra kochani, zanim stanę się świadkiem waszej kopulacji, może porozmawiamy o tym co u mnie???" ... big_smile

8

Odp: Epatowanie szczęściem

Mnie takie epatowanie szczęściem zakochanych może nie drażni, ale wzbudza smutne zażenowanie.
Zwłaszcza od czasu, gdy pewna para znajomych mojego syna, tak jak on, trzydziestokilkulatków, w ciągu kilku miesięcy z pary gruchających publicznie młodych ludzi zmienili się w bezlitosnych dla siebie nawzajem, również publicznie, szyderców.
I jak tu nie myśleć, z gorzkim tym razem zażenowaniem: "I co zostało z waszej wielkiej miłości...?"

9

Odp: Epatowanie szczęściem
Vian napisał/a:

Nie wiem, czy ktoś mnie rozumie..? ^^

Rozumie, rozumie wink. Nawet nie wiesz jak bardzo - wspomniana przeze mnie parka zachowywała się łudząco podobnie. Na szczęście byłam na nich "skazana" tylko sporadycznie.
Jednym słowem zachowanie znajomych żenujące, a Ty zostałaś wciągnięta w tę grę niejako mimowolnie. Mało tego, tutaj nie tylko nikt nie dba o Twój komfort, ale też nie zastanowi się, że sam staje się zwyczajnie śmieszny.

Swoją drogą zastanawiam się co ma na celu takie nachalne obwieszczanie całemu światu swojej miłości? Bo to, że kiedy człowiek jest szczęśliwy i chce się tym szczęściem dzielić z najbliższymi, jest dla mnie całkiem zrozumiałe i naturalne, ale żeby robić to tak uporczywie i na oczach wszystkich?

Wracając jeszcze do moich dzieciatych koleżanek, które uważają, że ich dziecko jest siódmym cudem świata, więc świat innych ludzi też powinien kręcić się wokół niego. Jakiś czas temu z jedną z nich, z którą notabene pół roku się nie widziałam, więc liczyłam, że może w międzyczasie znalazła już jakieś inne tematy do rozmowy, umówiłam się na kawę. Jakież było moje zdziwienie, kiedy ta zadzwoniła oznajmiając, że jest już przed moim domem, ale nie umie sobie sama poradzić, więc prosi o pomoc. Zeszłam na dół i cóż się okazało? Pomimo że miałyśmy iść do kafejki, to ona zabrała ze soba dwoje malutkich dzieci yikes, choć podobno mąż zaoferował, że się nimi bez problemu zajmie. W tej sytuacji ostatecznie wylądowałyśmy u mnie w domu, ale o rozmowie nie było mowy, bo jak nie jedno coś chciało, to drugie zaczynało wrzeszczeć. Odpowiedź na pytanie po co to zrobiła do tej pory jest dla mnie zagadką, mogę się za to domyślać i chyba rzeczywiście się domyślam.

10

Odp: Epatowanie szczęściem

Owszem, bywa irytujące. Nie dlatego, że się zazdrości, po prostu każdy temat wałkowany X razy, a który nie byłby związany z obiema stronami rozmowy, taki by się stał. Co robię? Dalszych znajomych czy osób, na których mi kompletnie nie zależy i których zdanie mnie nie obchodzi, zwyczajnie nie słucham, zresztą nie mam sposobu bycia zachęcającego do jakichś zwierzeń/opowieści, więc nie mam z tym problemu. Z kolei bliskie mi osoby znają mnie na tyle, że jak powiem "ekhem, wiesz, że nie lubię dzieci", "zamknęłabyś się już, co? Życia nie masz poza nim?" czy "Przestań w kółko gadać o tym samym, bo mam dość", to się nie obrażą, bo wiedzą, jaka jestem i że to tylko ee... ekspresyjne big_smile wyrażenie niechęci do słuchania o tym, a nie jakieś złości, zazdrości czy niechęci do nich samych. Generalnie też wiedzą, że w takich sprawach nie jestem cierpliwa i o ile jestem w stanie się "poświęcić" i wysłuchiwać marudzenia, jak im źle, że je rzucił/zdradził/coś tam, bo uważam, że powinnam, skoro im źle, to jak im dobrze, to mogą się trochę opanować. big_smile

11 Ostatnio edytowany przez Summerka (2014-10-06 07:50:21)

Odp: Epatowanie szczęściem

Uważam, że nadmierne epatowanie szczęściem jest nienaturalne i  zalatuje fałszem. Przeczytałam o zakochanych  i szczęśliwych matkach. A ja spotkałam osobę, która epatowała szczęściem z powodu wiary, a nawet z powodu szczupłej sylwetki. Jak widać wszystkim można się cieszyć. Jeśli  epatowanie nie jest przesadne i narzucające się, to może być  sympatyczne.

12

Odp: Epatowanie szczęściem
Summerka napisał/a:

Uważam, że nadmierne epatowanie szczęściem jest nienaturalne i  zalatuje fałszem. Przeczytałam o zakochanych  i szczęśliwych matkach. A ja spotkałam osobę, która epatowała szczęściem z powodu wiary, a nawet z powodu szczupłej sylwetki. Jak widać wszystkim można się cieszyć. Jeśli  epatowanie nie jest przesadne i narzucające się, to może być  sympatyczne.

No właśnie. Lepiej dla tego społeczeństwa jest aby hamować to co szczęśliwe i na maxa epatować tylko tym co smutne, dobijające.
Nie zgadzam się z taką opinią. To społeczeństwo musi nauczyć się cieszyć szczęściem innych, nawet tym bardzo wylewnym. Może się wreszcie coś zmieni.

13

Odp: Epatowanie szczęściem
onTAKIsobie napisał/a:

No właśnie. Lepiej dla tego społeczeństwa jest aby hamować to co szczęśliwe i na maxa epatować tylko tym co smutne, dobijające.
Nie zgadzam się z taką opinią. To społeczeństwo musi nauczyć się cieszyć szczęściem innych, nawet tym bardzo wylewnym. Może się wreszcie coś zmieni.

To nie całkiem tak, jak opisujesz.  Ktoś, kto przy każdej okazji podkreśla jaki jest szczęśliwy, staje się monotematyczny. Owszem, cieszę się, że widzę uśmiech, zadowolenie, bo to zawsze przyciąga, ale nawet przedawkowanie witamin może  zaszkodzić.

14

Odp: Epatowanie szczęściem
Summerka napisał/a:
onTAKIsobie napisał/a:

No właśnie. Lepiej dla tego społeczeństwa jest aby hamować to co szczęśliwe i na maxa epatować tylko tym co smutne, dobijające.
Nie zgadzam się z taką opinią. To społeczeństwo musi nauczyć się cieszyć szczęściem innych, nawet tym bardzo wylewnym. Może się wreszcie coś zmieni.

To nie całkiem tak, jak opisujesz.  Ktoś, kto przy każdej okazji podkreśla jaki jest szczęśliwy, staje się monotematyczny. Owszem, cieszę się, że widzę uśmiech, zadowolenie, bo to zawsze przyciąga, ale nawet przedawkowanie witamin może  zaszkodzić.

Może więc warto brać przykład z takiej osoby? To jest lepszy kierunek.

15

Odp: Epatowanie szczęściem

Lubię ludzi radosnych, szczęśliwych, promiennych. Czasem jestem świadkiem, gdy 'dopada' innych jakaś wieść wywołująca szeroki uśmiech na ich twarzy, gdy z jej powodu podskakują do góry, gdy chcą swą radością dzielić się. Nie przeszkadza mi to, nie jestem zazdrosna, ba, lubię uczestniczyć w szczęśliwych chwilach innych osób. Są jednak granice. Gdy ktoś, podczas naszego spotkania po kilku tygodniach/miesiącach/latach od owego szczęśliwego wydarzenia nie mówi o niczym innym, nie zwraca uwagi na mnie i na moje sprawy, czuję ? jak to określił już Excop ? zażenowanie i smutek. I wówczas zastanawiam się, co człowiekowi musi się stać z jego wrażliwością, by stracić drugą osobę z oczu.

Inną kategorią są pary, które nie bacząc na mnie zachowują się tak, jakby byli t?te-?-t?te. Trójkąt nie jest moją ulubioną figurą.

Zauważyłam też, że osoby szczęśliwe, po chwili zrozumiałej euforii, chętnie z innym rozmawiają, są wobec nich życzliwe i serdeczne. 

Jest znaczna różnica między byciem szczęśliwym a, jak to określiła Vian, epatowaniem szczęściem.
Zastanawiam się więc, czemu ta ostentacja niektórych, to epatowanie ma służyć. Czemu ma służyć, co jest pod nim ukrywane?

16

Odp: Epatowanie szczęściem
Vian napisał/a:

Ja mam taki przypadek wśród znajomych - wyznają sobie miłość wylewnie, często, gęsto i publicznie. Każda okazja, np. nowe zdjęcie na facebooku, jest świetnym pretekstem do przepychanek, kto kogo bardziej kocha. Powoli wypadałoby się spotkać na piwko albo kilka czy wyskoczyć wspólnie do restauracji, a ja sie wykręcam, bo nawet na odległość nie czuję sie komfortowo z taką ilością publicznego kochania się.

Ja jestem raczej osobą, dla której takie wyznania w ogóle są mocno intymną sprawą, teraz czuję się trochę podobnie jakby publicznie uprawiali seks albo wrzucali swoje erotyczne zdjęcia. Cieszę się, że się kochają i są szczęśliwi tak jak cieszyłabym się, że mają fenomenalny seks, ale nie chcę się znajdować "w środku" tej ich miłości tak jak nie chciałabym być świadkiem seksu.

Nie wiem, czy ktoś mnie rozumie..? ^^

Dzieci! Własnie, Olinko, zapomniałam o dzieciach! big_smile Tylko zauważyłam, że coraz częściej wypada powiedzieć "nie mam już ochoty słuchać o Twoim dziecku, pogadajmy o czymś innym", a powiedzieć "nie mam już ochoty słuchać o Twojej miłości" ciągle jest dużym faux pas.

Rozumiem, jak najbardziej! smile
Aczkolwiek lubię patrzeć na zakochane pary, dopóki nie wciskają sobie języków do gardeł i nie macają się na widoku - to akurat mnie obrzydza, gdyż są to bardzo intymne sprawy, tak samo, jak wyznania.

17

Odp: Epatowanie szczęściem

Szczęśliwych ludzi to ja lubię. Fajnie jest brać udział w czyjejś radości smile

Natomiast egocentrycy, którzy w kółko paplają o samych sobie (i to nieważne czy na nutę radosną czy negatywną) są po prostu nudni, a tak poza tym niegrzeczni, bo rozmowa to wymiana poglądów obu stron, a nie monolog punktowany potakiwaniem. Co do par, nie mam generalnie problemów z nimi, no chyba, że faktycznie liżą sobie migdałki i się obmacują sypialniowo- czuję się wtedy jak piąte koło u wozu i nie wiem co mam ze sobą zrobić.

18

Odp: Epatowanie szczęściem

Cieszyć się czyimś szczęściem to rzecz wspaniała, aż się serduszko radosne robi smile Ale muszę przyznać, że bardzo porusza mnie widok pary spacerujacej radośnie za rękę i np jak ona ma jeszcze kwiatka w drugiej dloni, albo para idących pod ramię staruszków, niż liżące się nastolatki na stole u mnie w lokalu... Niestety takie widoki są częste u mnie w pracy, aż oczy wznoszę do nieba.

19

Odp: Epatowanie szczęściem
Wielokropek napisał/a:

Lubię ludzi radosnych, szczęśliwych, promiennych. Czasem jestem świadkiem, gdy 'dopada' innych jakaś wieść wywołująca szeroki uśmiech na ich twarzy, gdy z jej powodu podskakują do góry, gdy chcą swą radością dzielić się. Nie przeszkadza mi to, nie jestem zazdrosna, ba, lubię uczestniczyć w szczęśliwych chwilach innych osób. Są jednak granice. Gdy ktoś, podczas naszego spotkania po kilku tygodniach/miesiącach/latach od owego szczęśliwego wydarzenia nie mówi o niczym innym, nie zwraca uwagi na mnie i na moje sprawy, czuję ? jak to określił już Excop ? zażenowanie i smutek. I wówczas zastanawiam się, co człowiekowi musi się stać z jego wrażliwością, by stracić drugą osobę z oczu.

Inną kategorią są pary, które nie bacząc na mnie zachowują się tak, jakby byli t?te-?-t?te. Trójkąt nie jest moją ulubioną figurą.

Zauważyłam też, że osoby szczęśliwe, po chwili zrozumiałej euforii, chętnie z innym rozmawiają, są wobec nich życzliwe i serdeczne. 

Jest znaczna różnica między byciem szczęśliwym a, jak to określiła Vian, epatowaniem szczęściem.
Zastanawiam się więc, czemu ta ostentacja niektórych, to epatowanie ma służyć. Czemu ma służyć, co jest pod nim ukrywane?

I wyłazi z ciebie prawdziwy Polak. A dlaczego ma coś być ukrywane? Od razu podejrzenie? A może nic nie ukrywają. Są wobec siebie serdeczni, uśmiechnięci i tylko się od takich uczyć, a nie doszukiwać się drugiego dna.

20

Odp: Epatowanie szczęściem

onTAKIsobie, proszę, przeczytaj mój - przytoczony przez Ciebie - post dokładnie. smile

Jestem osobą szczęśliwą, lubię osoby szczęśliwe. Mam podejrzenia wobec osób szczebioczących non stop o swym szczęściu i nie dopuszczających innych do rozmowy, wobec osób, które nie widzą niczego i nikogo poza sobą. Osób pozostających w takim stanie unikam i odróżniam je od osób szczęśliwych.

21

Odp: Epatowanie szczęściem

Ja akurat jestem zwolennikiem umiarkowania w takich kwestiach. Vian w pierwszym poście opisała miłość wszechobecną i na jej przykładzie się oprę. Gdybym czegoś takiego doświadczył po raz pierwszy to bym wyszedł, za drugim razem zacząłbym im mlaskać przy całowaniu albo przyłączyłbym się do głaskania lub mówienia czułych słówek (w stosunku do dziewczyny i chłopa - kochanie/misiu/pysiu/...). Wszystko ma swoje granice. W innych sytuacjach - dziecko, samochód, pieniądze - zachowałbym się podobnie. Sądzę, że każdy wie, iż ktoś się cieszy z czegoś ale nie trzeba wszędzie tego wciskać i każdemu 10^1.000.000 razy powtarzać. Z czasem robi się to po prostu durne i niesmaczne.

Amen smile

22

Odp: Epatowanie szczęściem

Kerty, w przypadku pary, po prostu zwróciłabym uwagę. W przypadku egocentryka, staram się nie bywać w towarzystwie takich osób.

23

Odp: Epatowanie szczęściem
Olinka napisał/a:

Swoją drogą zastanawiam się co ma na celu takie nachalne obwieszczanie całemu światu swojej miłości? Bo to, że kiedy człowiek jest szczęśliwy i chce się tym szczęściem dzielić z najbliższymi, jest dla mnie całkiem zrozumiałe i naturalne, ale żeby robić to tak uporczywie i na oczach wszystkich?

Wielokropek napisał/a:

Jest znaczna różnica między byciem szczęśliwym a, jak to określiła Vian, epatowaniem szczęściem.
Zastanawiam się więc, czemu ta ostentacja niektórych, to epatowanie ma służyć. Czemu ma służyć, co jest pod nim ukrywane?

Dokładnie o to mi chodzi!
Abstrahując zupełnie od publicznego wpychania sobie języków - ja też bywałam zakochana, szczęśliwa, ale nigdy nie czulam potrzeby co chwila podkreślać publicznie - to mój chłopak, jestem z nim najszczęśliwsza, bo jest najwspanialszy na świecie. Oczywiście zdarzało się od czasu do czasu, ale tu jest właśnie różnica - od czasu do czasu, a nie codziennie czy co drugi dzień.
I tak się też zastanawiam, co kieruje osobami, które czują potrzebę być aż tak... wylewne. Czy to jest tylko kwestia ekstrawertyzmu? Osobiście nie sądzę, bo mnie we wszystkich testach wychodzi bardzo wysoki ekstrawertyzm, a jednak takie zachowanie mnie nie dotyczy.
Mnie osobiście kojarzy się to z jakąś dozą niedojrzałości, bo to cecha nastolatków, takie ciągłe słodzenie sobie i nachalne podkreślanie miłości, albo z niepewnością siebie/związku, bo to też takie zaznaczanie terenu: "mój chłopak/dziewczyna, jesteśmy super szczęśliwi, wara!".
Ale może mnie się tylko tak zdaje, jestem ciekawa, czy są między nami takie osoby, a jeśli tak, to co Wami kieruje?

24

Odp: Epatowanie szczęściem

Myślę, że to fajnie, kiedy nasi znajomi są szczęśliwi. Chyba nikt nie chce być otoczony samymi marudami. Ale z drugiej strony w żadnym wypadku nie można przesadzać. Jeśli ktoś za bardzo obnosi się ze swoim szczęściem, to rzeczywiście może to być przykre dla osób, które takie szczęśliwe nie są. Myślę, że nie jest to kwestia ekstrawersji (czyli otwartości an innych), a raczej neurotyczności (czyli skłonności do przeżywania), a może połączeniu obu tych cech. Po prostu są ludzie, którzy bardzo WSZYSTKO przeżywają i już wink I nie myślą o tym, że swoim szczęściem mogą komuś sprawiać przykrość, i na pewno nie robią tego specjalnie.

25

Odp: Epatowanie szczęściem

Jeżeli chodzi o mnie, to ja nie lubię się obnosić z uczuciami jakimikolwiek. Nie jestem zbyt dużą optymistką jeżeli chodzi o miłość, nie lubię jakiś gołąbków gruchających w parku, weźcie to odrażające. Ja tam wolę porządny seks w domu niż jakieś czułości publicznie.

Ale coś innego, na tym forum natknęłam się na watek,  http://www.netkobiety.pl/p2182081.html#p2182081  (nie chcę tu ublizac autorce jej ujmować albo coś w tym stylu). Chodzi o to, ze po przeczytaniu tego wątku byłam w szoku. Ja marudzę o wiele rzeczy, wiele rzeczy mi się nie podoba nie umiem optymistycznie patrzeć na rzeczy które mi się nie podobają za wszelką cenę muszę je zmienić. W ogóle jak natrafiłam na temat ,,dzień z życia na wesoło'' to już mi się coś nie zgadzało w sensie, ,,na wesoło'' znaczy co? Nie wiem dla mnie dzień z życia na wesoło to jak ktoś opowiada o niezwykłej podróży, o ślubie, o wygranej w lotto, o nagłym spadku od ,,ciotki'', o awansie, lepszej pracy, skończonych studiach wg mnie to są dni na wesoło. No ale wchodzę w wątek autorki czytam i oczom nie dowierzam najpierw myślę oj chyba pomyliłam wątki. Ale nie, post który przeczytałam dla mnie brzmiał jak tragedia, jak nieszczęście, raczej nie miałam ochoty się śmiać z ,,dnia na wesoło'' a rozpaczać ze smutnego losu autorki. Ja  czarno to widzę... to jej życie. Ja na jej miejscu to dawno bym chyba sobie strzeliła samobója z rozpaczy. (ALE  Na SZCZĘŚCIE NIE JESTEM NIE OCENIAM, MÓWIĘ TYLKO CO JA BYM ZROBIŁA) W każdym razie, doszłam do wniosku, że autorka albo nie wie co to prawdziwe szczęście, ale to wykluczyłam (bo w końcu szczęście to dla każdego coś innego) albo po prostu dziewczyna jest cholerną optymistką, i widzi wszystko przez różowe okulary. Skoro nawet tragedie przekształca w komedie. Nawet z najgorszego czasu w życiu potrafi się cieszyć, wynaleźć jakieś pozytywy. Nie wiem gdybym ja miała w tm opowiadaniu znaleźć jakieś plusy to nie znalazłam ani jednego. Za to kartki by brakło ile minusów. Już ułożyłam anegdotę ze gdy ja idę na cmentarz widzę same krzyże a beatka87 widzi same plusy big_smilebig_smile. Ja tu nie stawiam autorki w negatywnym świetle tylko po prostu, JESTEM W SZOKU jej podejścia, jak tak w ogóle można. Pisze o tym wątku bo dzięki temu wątki zrozumiałam, że ja mam dobre życie a narzekam, a inni mają takie nieszczęśliwe i znajdują pozytywy. No i jak poczytałam o synu autorki to od razu zrobiłam się bardziej wyrozumiała dla partnera i moich dorosłych dzieci,  mój syn jest dorosły a przez tyle lat nie wyrządził tyle złego co syn autorki z opowiadania big_smilebig_smile A ja na skarba narzekam. I sama zauważyłam pozytywne strony, mam kochane dzieci zawsze mogły mi se trafić takie wyrodne jak tamten. Mam odpowiedzialnych ludzi w domu nikt nigdy nie zalał sąsiada, nigdy nie musiałam się zamęczać sprzątaniem, gotowaniem. Po prostu dzięki autorce doceniłam jeszcze bardziej niektóre rzeczy.

26

Odp: Epatowanie szczęściem
Beyondblackie napisał/a:

Kerty, w przypadku pary, po prostu zwróciłabym uwagę. W przypadku egocentryka, staram się nie bywać w towarzystwie takich osób.

Zwrócić uwagę? Szkoda słów na takich... Lepiej pokazać im jak to ich zachowanie wygląda - jak kumaci to dobrze. Jak niekumaci to drugie dobrze - dla nas. smile


Vian - takie zaznaczanie, wręcz darcie japy "to mój chłopak/moja dziewczyna, jesteśmy najszczęśliwsi na świecie, gruchamy jak gołąbki, popatrzcie tylko..." raczej dowodzi zupełnie przeciwnej rzeczy. Są sobą znudzeni, związek ledwo się trzyma, wisi na włosku, ta ich "miłość" stoi nad przepaścią i niebezpiecznie przechyla się w stronę urwiska... A tym chcą właśnie wmówić innym jacy to są szczęśliwi. Taka maska. smile Mną a raczej ja - kierowałbym wzrok politowania na takich + mój powyższy post w temacie. smile

27

Odp: Epatowanie szczęściem

Och, uwielbiam ludzi, którzy epatują swoim szczęściem! Dzięki nim zaczyna brakować miejsca dla tych, którzy epatują nieszczęściem.

Z dwojga złego wolę nawet udawaną radość niż robienie z byle głupstwa tragedi po dytułem "Patrzcie jaka jestem nieszczęśliwa".

28

Odp: Epatowanie szczęściem
onTAKIsobie napisał/a:

No właśnie. Lepiej dla tego społeczeństwa jest aby hamować to co szczęśliwe i na maxa epatować tylko tym co smutne, dobijające.
Nie zgadzam się z taką opinią. To społeczeństwo musi nauczyć się cieszyć szczęściem innych, nawet tym bardzo wylewnym. Może się wreszcie coś zmieni.

Wydaje mi się, że mylisz pojęcia. Pokazywanie radości i dzielenie się swoim szczęściem, to nie jest to samo co nachalne narzucanie się i obnoszenie z tymże. Jeśli ktoś osiąga sukces, cieszy się z nowego domu, spełnia w macierzyństwie, jest szczęśliwie zakochany, to ja podzielam tę radość. Szczerze i bez ukłucia zazdrości. Jeśli jednak zaczyna wprawiać mnie w osłupienie, zażenowanie, powodować dyskomfort czy wręcz poczucie bycia gorszą, to stawia mnie w na tyle niezręcznej sytuacji, że raczej trudno tę euforię podzielać. Na pewno nie wtedy, kiedy odbywa się to moim własnym kosztem.

Służyć komuś za wolnego słuchacza, co gorsza, zostać potraktowanym przedmiotowo, tylko po to, aby ktoś inny mógł swojemu szczęsciu dodać blasku? Niekoniecznie jest to przyjemne.

29

Odp: Epatowanie szczęściem

Ja jestem szczęśliwa i nie zamierzam tego ukrywać. Okazujemy sobie z facetem uczucia publicznie, robimy maślane oczy itp., czasem trochę przesadystycznie dla zabawy, czasem zupełnie szczerze. Wśród znajomych się zdarza, to dostajemy "kopa" z tekstem "bo będziemy rzygać tęczą" XD Ale to wszystko jest for fun i na pewno nie chodzimy i nie opowiadamy każdemu jak to nam cudownie, jaka nasza miłość jest wielka itp., to zwyczajnie widać smile Rozmawiamy na wiele innych tematów smile

Natomiast zauważyłam, że ludzie są zazdrośni i jeżeli gdzieś piszę czy mówię o tym jak jest fajnie, to zawsze znajdzie się osoba, która powie coś, co w założeniu powinno mnie ściągnąć na ziemię.

30

Odp: Epatowanie szczęściem
onTAKIsobie napisał/a:
Summerka napisał/a:
onTAKIsobie napisał/a:

No właśnie. Lepiej dla tego społeczeństwa jest aby hamować to co szczęśliwe i na maxa epatować tylko tym co smutne, dobijające.
Nie zgadzam się z taką opinią. To społeczeństwo musi nauczyć się cieszyć szczęściem innych, nawet tym bardzo wylewnym. Może się wreszcie coś zmieni.

To nie całkiem tak, jak opisujesz.  Ktoś, kto przy każdej okazji podkreśla jaki jest szczęśliwy, staje się monotematyczny. Owszem, cieszę się, że widzę uśmiech, zadowolenie, bo to zawsze przyciąga, ale nawet przedawkowanie witamin może  zaszkodzić.

Może więc warto brać przykład z takiej osoby? To jest lepszy kierunek.

Nie będę brała przykładu z osoby, która popisuje się swoim "szczęściem". Natomiast ludzie autentycznie szczęśliwi przyciągają sami swoim optymizmem i automatycznie dzielą się   dobrą energią.

31

Odp: Epatowanie szczęściem
Teo napisał/a:

Ja jestem szczęśliwa i nie zamierzam tego ukrywać. Okazujemy sobie z facetem uczucia publicznie, robimy maślane oczy itp., czasem trochę przesadystycznie dla zabawy, czasem zupełnie szczerze. Wśród znajomych się zdarza, to dostajemy "kopa" z tekstem "bo będziemy rzygać tęczą" XD Ale to wszystko jest for fun i na pewno nie chodzimy i nie opowiadamy każdemu jak to nam cudownie, jaka nasza miłość jest wielka itp., to zwyczajnie widać smile Rozmawiamy na wiele innych tematów smile

Natomiast zauważyłam, że ludzie są zazdrośni i jeżeli gdzieś piszę czy mówię o tym jak jest fajnie, to zawsze znajdzie się osoba, która powie coś, co w założeniu powinno mnie ściągnąć na ziemię.

Bo wbrew wszystkiemu, w Polsce nie wolno być szczęśliwym.

32

Odp: Epatowanie szczęściem
onTAKIsobie napisał/a:
Teo napisał/a:

Ja jestem szczęśliwa i nie zamierzam tego ukrywać. Okazujemy sobie z facetem uczucia publicznie, robimy maślane oczy itp., czasem trochę przesadystycznie dla zabawy, czasem zupełnie szczerze. Wśród znajomych się zdarza, to dostajemy "kopa" z tekstem "bo będziemy rzygać tęczą" XD Ale to wszystko jest for fun i na pewno nie chodzimy i nie opowiadamy każdemu jak to nam cudownie, jaka nasza miłość jest wielka itp., to zwyczajnie widać smile Rozmawiamy na wiele innych tematów smile

Natomiast zauważyłam, że ludzie są zazdrośni i jeżeli gdzieś piszę czy mówię o tym jak jest fajnie, to zawsze znajdzie się osoba, która powie coś, co w założeniu powinno mnie ściągnąć na ziemię.

Bo wbrew wszystkiemu, w Polsce nie wolno być szczęśliwym.

Wolno, tylko u nas jest zimno i zbyt dużo nieszczęść w ogóle i ludzie są tym zmęczeni, więc wcale się nie cieszą z czyjegoś szczęścia, bo co im to da?

33

Odp: Epatowanie szczęściem
onTAKIsobie napisał/a:
Teo napisał/a:

Ja jestem szczęśliwa i nie zamierzam tego ukrywać. Okazujemy sobie z facetem uczucia publicznie, robimy maślane oczy itp., czasem trochę przesadystycznie dla zabawy, czasem zupełnie szczerze. Wśród znajomych się zdarza, to dostajemy "kopa" z tekstem "bo będziemy rzygać tęczą" XD Ale to wszystko jest for fun i na pewno nie chodzimy i nie opowiadamy każdemu jak to nam cudownie, jaka nasza miłość jest wielka itp., to zwyczajnie widać smile Rozmawiamy na wiele innych tematów smile

Natomiast zauważyłam, że ludzie są zazdrośni i jeżeli gdzieś piszę czy mówię o tym jak jest fajnie, to zawsze znajdzie się osoba, która powie coś, co w założeniu powinno mnie ściągnąć na ziemię.

Bo wbrew wszystkiemu, w Polsce nie wolno być szczęśliwym.

Nie radzę Ci w takim razie emigrować do Anglii. Tam gruchanie zakochanych, publiczne wzruszanie się, okazywanie czułości uchodzi za brak taktu lub totalny infantylizm. Przechodnie i znajomi mogliby wręcz podejrzewać, że jesteś nieokrzesany albo lekko opóźniony w rozwoju.

Kompletnie nie rozumiem komentowania czyjejś nieprzychylności "zazdrosną polskością".


Kiedyś na spotkanie klasowe "po latach" były kolega przyszedł ze swoją dziewczyną. Nie przedstawił jej nauczycielce ani reszcie towarzystwa, nie uczestniczyli w żadnych rozmowach. W zasadzie jedyne, co robili, to łasili się do siebie. W tamtej chwili kolega miał w sobie coś ze słabo zsocjalizowanego  sześciolatka, który odłączył się od grupy, zaaferowany nową zabawką. Właściwie z taką postawą dziś kojarzy mi się epatowanie "szczęściem w miłości".

Nie przepadam też za "szczęśliwymi parami" w autobusach. Nie jestem zazdrosna, ale nie lubię tych charakterystycznych mlaśnięć przy francuskich pocałunkach. wink Jednak w przeciwieństwie do mojej licealnej nauczycieli od fizyki publicznie nie rugam robiących "jamochłona". wink

Osobna kategoria osób epatujących szczęściem to kobiety, na które wraz z miłością spływa fascynacja hobby/narodowością/wyznaniem/stylem chłopaka. (W drugą stronę to jakoś nigdy nie działa. Nie wiem czemu.) Jeśli ktoś np. szczęśliwie zwiąże się z Iwanem, szybko daje temu wyraz w sygnaturkach, awatarach, opisach na komunikatorze itd. Nie znajdzie się też temat, na który szczęśliwie zakochania wypowiedziałaby się bez aluzji do swojego związku. Nie jest to specjalnie irytujące, ale osobiście wolę wymieniać poglądy z autonomicznym bytem, a nie kimś, kto za swoją "połówkę jabłka" przehandlował połówkę mózgu.

34

Odp: Epatowanie szczęściem

Ja bardzo lubię, kiedy ludzie pokazują, że jest im dobrze i są szczęśliwi, chodzi wyłącznie o to, aby nie przekraczać tej granicy, za którą zaczyna się robić niesmacznie i/lub niekomfortowo.

Pamiętam na przykład taką sytuację, kiedy moja "dorobkiewiczowa" znajoma w obecności innej, wspólnej znajomej, wiedząc, że ta jest sama i ma ogólnie ciężką sytuację materialną, rzucała tekstami typu "pani x.y. nadal jest mi winna pieniądze, ale przecież nie będę upominać się o jakieś głupie 5 tysięcy" albo "pani y.z. naciągnęła mnie na firmowe notesiki za tysiąc złotych, niech ma, co tam tysiąc za notesiki" yikes. Przy czym jej naprawdę nie chodziło o fakt pieniędzy jako takich, ale podkreślenie jak to jej teraz dobrze i ile nie zarabia. Żenujące zachowanie. Nie chcielibyście też widzieć miny upokorzonej kobiety, która za 1200 zł musiała przeżyć cały miesiąc.

35

Odp: Epatowanie szczęściem

Ja też nie lubię "mlaskania" w autobusach i siadania na kolanach jak wszystkie miejsca wolne. Sama tego nie robie, a na kolanach usiąde jak faktycznie jest ciasno i jedno miejsce  i w ogóle jakoś mi słabo.
Dla mnie miłosne epatowanie szczęściem, to trzymanie za ręce, skradzione całusy w policzek, patrzenie sobie w oczy, śmianie się razem, fascynowanie się czymś i ciągłe, nieprzerwane rozmowy. Nie stoimy na środku chodnika i nie macamy się liżąc jakby od tego nasze życie zależało ;/ TO jest obrzydliwe.

36

Odp: Epatowanie szczęściem

Dla mnie zbyt duże 'epatowanie szczęściem', nie tylko tym stricte miłosnym jest wręcz obrzydliwe. Bo jest duża i zasadnicza różnica pomiędzy tym że ktoś jest szczęśliwy - z jakiegokolwiek powodu a inną rzeczą jest 'epatowanie zajebistością' które objawia się mniej lub bardziej celowym pisaniem czy tam okazywaniem jaka to dana osoba jest och i ach. No po prostu słodkości do porzygania mówiąc bez ogródek.

Ja najczęściej to zauważam wśród dziewczyn / rzadziej wśród kobiet ale także u facetów a konkretniej objawia się to czymś na zasadzie 'MAM faceta / narzeczonego / męża więc już jestem och i ach, wielka pani i w ogóle chodząca alfa omega i miss w jednym' za to u facetów to samo ale z męskiej strony na zasadzie 'ja mam coś / kogoś czego nie masz Ty więc jestem lepszy'.

Jasssne.

37

Odp: Epatowanie szczęściem

A mnie się wydaje, że istnieją osoby przewrażliwione, dla których każdy objaw szczęścia innych ludzi jest jak prywatna obelga. Nawet trzymanie się za ręce odbierają jako epatowanie, a nie daj Boże jak im ktoś powie, że w życiu mu się powodzi, to ich obraża. Poza tym w Polsce też jest taka mentalność, że się o sukcesach nie rozmawia, że tylko jojczenie i dzielenie się tematami do narzekania jest normalne.

38

Odp: Epatowanie szczęściem

To prawda ale wszystko powinno mieć swoje granice. Narzekania w wielkim skrócie można mieć tak samo dość jak słuchania enty raz tej samej pozytywnej śpiewki od danej osoby.

39

Odp: Epatowanie szczęściem

Takie przesadne demonstrowanie uczuć to staje się chyba na czasie. Słyszałam o zaręczynach  w autobusie MPK. Oczywiście wszyscy przypadkowi świadkowie tych zaręczyn podobno bili brawo, a gazeta nie omieszkała wspomnieć o  tym wydarzeniu. W innym wątku pisałam o transparencie  na ścianie domu z wyznaniem miłości i serduszkami. Przesadne obejmowanie  się i całowanie typowe dla nastolatków  nie  zwraca mojej uwagi. Zauważyłam, że okazywanie uczuć przez pary po 40-ce w miejscach  publicznych  zaskakuje ludzi.  Kiedyś staliśmy w długiej kolejce po bilety  do kina, a właśnie zdarzyła się taka para obnosząca się publicznie z gorącymi uczuciami. To chyba rzadziej spotykane?

40

Odp: Epatowanie szczęściem
Beyondblackie napisał/a:

A mnie się wydaje, że istnieją osoby przewrażliwione, dla których każdy objaw szczęścia innych ludzi jest jak prywatna obelga. Nawet trzymanie się za ręce odbierają jako epatowanie, a nie daj Boże jak im ktoś powie, że w życiu mu się powodzi, to ich obraża.

Tak sobie myślę, że coś w tym jest. Jeśli ktoś ma kompleks na danym punkcie, to niewątpliwie będzie wyczulony na cudze szczęście i jego przejawy, wtedy też wszystko, co jest z danym tematem związane, będzie zwyczajnie razić. I tak ktoś, kto pragnie miłości, będzie wyczulony na cudzą miłość, ktoś, kto ma kompleks niższego stanu posiadania, będzie zwracał uwagę na cudze bogactwo. I tak dalej. Tu w grę może już wchodzić czysta zazdrość.

Mam zresztą koleżankę, która swego czasu każdy miły gest skierowany w stronę partnera, w tym zwykłe trzymanie się za ręce czy choćby delikatne muśnięcie w policzek, odbierała jak ostentacyjne obnoszenie się w uczuciem. Negowała to i krytykowała. Co wydaje się istotne, koleżanka w tamtym czasie była sama, samotna i nieszczęśliwa. Kiedy jednak znalazła własną miłość, to jej myślenie również przestawiło się o 180 stopni. Nagle te wszystkie gesty zaczęły jej się wydawać zupełnie naturalne.

41

Odp: Epatowanie szczęściem
Beyondblackie napisał/a:

A mnie się wydaje, że istnieją osoby przewrażliwione, dla których każdy objaw szczęścia innych ludzi jest jak prywatna obelga. Nawet trzymanie się za ręce odbierają jako epatowanie, a nie daj Boże jak im ktoś powie, że w życiu mu się powodzi, to ich obraża. Poza tym w Polsce też jest taka mentalność, że się o sukcesach nie rozmawia, że tylko jojczenie i dzielenie się tematami do narzekania jest normalne.

To pewnie czasem też. Wiadoma sprawa.

Jednak, ja w przypadku chłopaka np mam tak jak Teo, żadne np epatowanie na ulicy czy autobusie, tylko te skradzione całusy, zakochane spojrzenie, trzymanie za ręce. No całowanie się po francusku w miejscu publicznym u mnie na pewno nie! Są granice, rzecz jasna.

A piszecie często o wałkowaniu jednego i tego samego, wklejaniu setki zdjęć no i często jest tak z dziećmi faktycznie, że mama wstawia tyle zdjęć dziecka ale i np mam znajomą, która codziennie wstawia jakieś zdjęcie swoich psów i co chwilę pisze jakie są wspaniałe. Jasne, we wszystkim warto zachować umiar i o to w tym chodzi wink Wiadomo, że nie każdy ma ochotę codziennie oglądać takie same zdjęcia, ale niektórzy pewnie nie rozumieją tongue

42

Odp: Epatowanie szczęściem
truskaweczka19 napisał/a:

Jasne, we wszystkim warto zachować umiar i o to w tym chodzi wink Wiadomo, że nie każdy ma ochotę codziennie oglądać takie same zdjęcia, ale niektórzy pewnie nie rozumieją tongue

I to jest właśnie to magiczne słowo - umiar smile.

Posty [ 43 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Epatowanie szczęściem

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026