Jeżeli chodzi o mnie, to ja nie lubię się obnosić z uczuciami jakimikolwiek. Nie jestem zbyt dużą optymistką jeżeli chodzi o miłość, nie lubię jakiś gołąbków gruchających w parku, weźcie to odrażające. Ja tam wolę porządny seks w domu niż jakieś czułości publicznie.
Ale coś innego, na tym forum natknęłam się na watek, http://www.netkobiety.pl/p2182081.html#p2182081 (nie chcę tu ublizac autorce jej ujmować albo coś w tym stylu). Chodzi o to, ze po przeczytaniu tego wątku byłam w szoku. Ja marudzę o wiele rzeczy, wiele rzeczy mi się nie podoba nie umiem optymistycznie patrzeć na rzeczy które mi się nie podobają za wszelką cenę muszę je zmienić. W ogóle jak natrafiłam na temat ,,dzień z życia na wesoło'' to już mi się coś nie zgadzało w sensie, ,,na wesoło'' znaczy co? Nie wiem dla mnie dzień z życia na wesoło to jak ktoś opowiada o niezwykłej podróży, o ślubie, o wygranej w lotto, o nagłym spadku od ,,ciotki'', o awansie, lepszej pracy, skończonych studiach wg mnie to są dni na wesoło. No ale wchodzę w wątek autorki czytam i oczom nie dowierzam najpierw myślę oj chyba pomyliłam wątki. Ale nie, post który przeczytałam dla mnie brzmiał jak tragedia, jak nieszczęście, raczej nie miałam ochoty się śmiać z ,,dnia na wesoło'' a rozpaczać ze smutnego losu autorki. Ja czarno to widzę... to jej życie. Ja na jej miejscu to dawno bym chyba sobie strzeliła samobója z rozpaczy. (ALE Na SZCZĘŚCIE NIE JESTEM NIE OCENIAM, MÓWIĘ TYLKO CO JA BYM ZROBIŁA) W każdym razie, doszłam do wniosku, że autorka albo nie wie co to prawdziwe szczęście, ale to wykluczyłam (bo w końcu szczęście to dla każdego coś innego) albo po prostu dziewczyna jest cholerną optymistką, i widzi wszystko przez różowe okulary. Skoro nawet tragedie przekształca w komedie. Nawet z najgorszego czasu w życiu potrafi się cieszyć, wynaleźć jakieś pozytywy. Nie wiem gdybym ja miała w tm opowiadaniu znaleźć jakieś plusy to nie znalazłam ani jednego. Za to kartki by brakło ile minusów. Już ułożyłam anegdotę ze gdy ja idę na cmentarz widzę same krzyże a beatka87 widzi same plusy 
. Ja tu nie stawiam autorki w negatywnym świetle tylko po prostu, JESTEM W SZOKU jej podejścia, jak tak w ogóle można. Pisze o tym wątku bo dzięki temu wątki zrozumiałam, że ja mam dobre życie a narzekam, a inni mają takie nieszczęśliwe i znajdują pozytywy. No i jak poczytałam o synu autorki to od razu zrobiłam się bardziej wyrozumiała dla partnera i moich dorosłych dzieci, mój syn jest dorosły a przez tyle lat nie wyrządził tyle złego co syn autorki z opowiadania 
A ja na skarba narzekam. I sama zauważyłam pozytywne strony, mam kochane dzieci zawsze mogły mi se trafić takie wyrodne jak tamten. Mam odpowiedzialnych ludzi w domu nikt nigdy nie zalał sąsiada, nigdy nie musiałam się zamęczać sprzątaniem, gotowaniem. Po prostu dzięki autorce doceniłam jeszcze bardziej niektóre rzeczy.