Witam, mam pytanie do kobiet i do mężczyzn, jak to u Was wygląda w związkach gdy ktoras z osób zachoruje np. przeziębienie, gorączka, czy inne wymioty?. Od razu podam swój przykład: jestem typowa kurą domową ale z wyboru kocham gotowac, wychowuje syna, mój chłop pracuje zawodowo a ja tylko dorywczo tak co 2gi weekend. Sprawa wygląda tak, że ostatnio zachorowałam, wiadomo gorączka, zawroty glowy, boli gardlo zapchany nos,zimne poty, on zawsze reaguje tak samo, ma na mnie "nerwa" chodzi podmninowany. Tylko od razu zaznaczam nie toleruje chamstwa, a już mnie na tym forum to doswiadczylo, proszę mi nie ublizac na temat mojego partnera bo jest dobrym, kochanym, spokojnym czlowiekem. Chodzi mi o taką czystą teorię , gdy go zapytałam czemu tak się zachowuje to powiedział ze sam nie wie. I tak jest zawsze gdy jestem chora od 6 lat mam tak z nim. Można by było pomyslec ze np. jest zly bo w domu nie porobione, czy ugotowane, ale nie ma takiej opcji bo u mnie ZAWSZE jest porządek, nawet jak się słaniam na nogach zawsze jest obiad ugotowany( tak jak w reklamie że mama nigdy nie może wziąć urlopu), wiec skąd u niego taka złość? tzn nie krzyczy na mnie w ogole, nie obraza się tylko jak już czuje albo wiem ze jestem chora to już na samą myśl jest mi przykro bo on będzie zły. Doświadczył ktoś tego??
Podobne tematy
No to fajnie bedziesz miala jak - nie daj Boze - zachorujesz powazniej. Jezeli chodzi o mnie to tak, bylem raz zly. Zaluje tego ale bylem. Mimo, ze pocieszam sie ze cholera wziela mnie nie z powodu osoby tylko bezsilnosci i dotyczylo to kilkumiesiecznej przeplatanki grypy, srypy, anginy i zapalenia pluc - nie jestem z tego dumny.
Można by było pomyslec ze np. jest zly bo w domu nie porobione, czy ugotowane, ale nie ma takiej opcji bo u mnie ZAWSZE jest porządek, nawet jak się słaniam na nogach zawsze jest obiad ugotowany( tak jak w reklamie że mama nigdy nie może wziąć urlopu), wiec skąd u niego taka złość? tzn nie krzyczy na mnie wogole, nie obraza się tylko jak już czuje albo wiem ze jestem chora to już na samą myśl jest mi przykro bo on będzie zły. Doświadczył ktoś tego??
Właśnie dlatego, że zawsze wszystko jest zrobione, koło niego też. Choroba jest sporadycznie, więc sporadycznie grozi to zaburzeniem porządku.
Trochę wyluzuj. Masz prawo (nawet jako "kura domowa") być zmęczona. Nie wykonuj prac domowych na "ostatnich nogach", słaniając się.
Jeżeli teraz przyzwyczaisz męża (i zapewne syna) do takiego stanu rzeczy, to później, nawet gdy będziesz chciała to zmienić - nie uda się.
Masz też prawo (a nawet obowiązek) wymagać pewnej pomocy w domu. Zarówno od męża, jak i od syna (jeżeli przyzwyczaisz syna do takiego stanu rzeczy, jak obecnie - synowa będzie Ci "wdzięczna").
No to fajnie bedziesz miala jak - nie daj Boze - zachorujesz powazniej. Jezeli chodzi o mnie to tak, bylem raz zly. Zaluje tego ale bylem. Mimo, ze pocieszam sie ze cholera wziela mnie nie z powodu osoby tylko bezsilnosci i dotyczylo to kilkumiesiecznej przeplatanki grypy, srypy, anginy i zapalenia pluc - nie jestem z tego dumny.
No dokładnie właśnie o takie cos mi chodzi. Może on jest już mną zmęczony? no bo ja go nie proszę żeby mi robił herbatki czy cos bo wiem ze bardzo ciężko charuje, tez nie leze caly dzień w lózku bo jest przecież syn mam zwierzaki które trzeba oporzadzic pranie tez się samo nie powiesi. A ja jestem zdrowa to jest super a jak chora to mi lzy cisną się do oczu z przykrości bo się nie odzywa tak jak zawsze, takie to wszystko poplątane.
Angela24 napisał/a:Można by było pomyslec ze np. jest zly bo w domu nie porobione, czy ugotowane, ale nie ma takiej opcji bo u mnie ZAWSZE jest porządek, nawet jak się słaniam na nogach zawsze jest obiad ugotowany( tak jak w reklamie że mama nigdy nie może wziąć urlopu), wiec skąd u niego taka złość? tzn nie krzyczy na mnie wogole, nie obraza się tylko jak już czuje albo wiem ze jestem chora to już na samą myśl jest mi przykro bo on będzie zły. Doświadczył ktoś tego??
Właśnie dlatego, że zawsze wszystko jest zrobione, koło niego też. Choroba jest sporadycznie, więc sporadycznie grozi to zaburzeniem porządku.
Trochę wyluzuj. Masz prawo (nawet jako "kura domowa") być zmęczona. Nie wykonuj prac domowych na "ostatnich nogach", słaniając się.
Jeżeli teraz przyzwyczaisz męża (i zapewne syna) do takiego stanu rzeczy, to później, nawet gdy będziesz chciała to zmienić - nie uda się.
Masz też prawo (a nawet obowiązek) wymagać pewnej pomocy w domu. Zarówno od męża, jak i od syna (jeżeli przyzwyczaisz syna do takiego stanu rzeczy, jak obecnie - synowa będzie Ci "wdzięczna").
Dzieki za te słowa ,daja do myslenia, ja wiem ze ja zle robie ze przyzwyczaiłam mojego chłopa do śniadań czy obiadów nawet jak w nocy wraca to mu odgrzewam, ale on jest bardzo wdzięczny to nie jest tak ze on tyran i cham a ja biedna kobita, ja to robie dla niego bo wiem ze ma bardzoi ciezką pracę, robi 18godzin dziennie, chcem mu jakos po prostu sprawić radość ze ma gdzie wrócic ze jest czysto, cieplo i obiadek na niego czeka. Tak samo syn jest naszym jedynym dzieckiem ale tez chcem mu dac wszystko i miłość i poczucie ze nie jest sam i ze mu zawsze pomoge. Wiem ze już pracuje na to ze moja przyszła synowa będzie mieć przekichane ( sama nie lubie jedynaków:-/). Hmmm ale pytanie czy to o to chodzi?czy przez to ma takie nerwy na mnie?
Nie powiem, tez nie jestem maszyna ale nie lubie leniuchować i nie lubie ludzi leniwych, najdłużej potrafie lezec w lozku do 6 rano dluzej nie potrafie nawet czy to niedziela czy inny dzień tygodnia.
6 2014-09-29 16:55:26 Ostatnio edytowany przez karolina444 (2014-09-29 16:57:14)
Mój chłopak ma takie coś ze jak tylko czuje się źle to on od razu zjawia się u mnie w domu, siedzi wtedy ze mną, przynosi herbatki, opiekuje się mną itp
ale po przeczytaniu tego tematu obawiam się że może jemu to z czasem przejdzie i też zacznie się denerwować...oczywiście mówię o czasie kiedy zamieszkamy razem.
Mój chłopak ma takie coś ze jak tylko czuje się źle to on od razu zjawia się u mnie w domu, siedzi wtedy ze mną, przynosi herbatki, opiekuje się mną itp
ale po przeczytaniu tego tematu obawiam się że może jemu to z czasem przejdzie i też zacznie się denerwować...oczywiście mówię o czasie kiedy zamieszkamy razem.
to ci powiem z autopsji ze jak się ze sobą nie mieszka to zawsze tak wygląda ewentualnie jak się nie ma dzieci, zaraz się leci przynosi herbatki, kocyki, ale jak się zaczyna prawdziwe zycie, praca ciagle się goni bo trzeba raty kredytu oplacic to już tylko nerw zostaje nie ma już takiego kiziania i głaskania. No nie mowie ze od razu zle jest ale to już nie to.
Ale są jakieś stany pomiędzy irracjonalnym złoszczeniem się na osobę chorą, a mizianiem, głaskaniem i ogólnie lataniem wkoło przy głupim przeziębieniu. Bo bez przesady, jeżeli ktoś nie jest obłożnie chory, to i tak może normalnie funkcjonować, przecież przeziębienie czy angina nie oznacza tygodni leżenia bez przytomności w łóżku i potrzeby całodobowej opieki; autorka sama pisze, że dużo robi, więc to chyba nie chodzi o brak latania z kocykiem, co może minąć razem z motylami i całą resztą, bo to nie jest potrzebne, natomiast złoszczenie/nerwy na to, że ktoś zachorował? Dla mnie to czysta abstrakcja, specjalnie złapała grypę czy jak?
Autorko, a mężowi się nie zdarza chorować? Potraktuj go wtedy tak samo, skoro w rozmowach mówi, że nie wie, dlaczego tak działa. ![]()
9 2014-09-29 17:38:57 Ostatnio edytowany przez luc (2014-09-29 17:40:18)
ja to robie dla niego bo wiem ze ma bardzoi ciezką pracę, robi 18godzin dziennie, chcem mu jakos po prostu sprawić radość ze ma gdzie wrócic ze jest czysto, cieplo i obiadek na niego czeka.
Ja Cię nie namawiam do buntu na pokładzie, ale do dania sobie lekkiego luzu. I to jak najprędzej, bo za chwilę tego nie zrobisz.
Masz prawo być zmęczona, masz prawo chorować. Nie zawsze musi być wszystko zrobione na błysk (nawet kiedy jesteś zdrowa). Czasem nawet lepiej zrobić coś koło siebie niż koło domu. Także lepiej dla stosunków małżeńskich
Abyś nie kojarzyła się mężowi tylko z czystością w domu i trzydaniowym obiadkiem.
Tak samo syn jest naszym jedynym dzieckiem ale tez chcem mu dac wszystko i miłość i poczucie ze nie jest sam i ze mu zawsze pomoge. Wiem ze już pracuje na to ze moja przyszła synowa będzie mieć przekichane.
Co do syna to już zupełnie inna sprawa.
Każda matka chce dać dzieciom co najlepsze, ale to "najlepsze" nie oznacza, że ma mieć wszystko podane. Wręcz przeciwnie. Ty masz obowiązek przygotować syna do samodzielnego życia. A jeżeli się nie ożeni, to kto będzie koło niego robił? Nawet jeżeli się ożeni, to być może Twoja synowa będzie miała "przekichane" i naprawdę nie będzie Ci wdzięczna lub weźmie Twojego syna do galopu. A to może być dla niego szokiem.
Zależy jak sie zachowujesz jako chora. Często nie sam fakt choroby jest irytujący, tylko to jak chory na to reaguje i czego oczekuje od otoczenia.
Ogólnie w takich sytuacjach czuć bezsilność (przecież on nie jest lekarzem, to Cie nie wyleczy), a mało uczuciowa osoba także nie umie udzielić wsparcia uczuciowego więc ma nerwa ![]()
Zależy jak sie zachowujesz jako chora. Często nie sam fakt choroby jest irytujący, tylko to jak chory na to reaguje i czego oczekuje od otoczenia.
Ogólnie w takich sytuacjach czuć bezsilność (przecież on nie jest lekarzem, to Cie nie wyleczy), a mało uczuciowa osoba także nie umie udzielić wsparcia uczuciowego więc ma nerwa
No jak jestem chora to itak robie dalej to co zawsze, czasami pomdlewam np. wczoraj jak myłam naczynia zjechałam na podloge i wtedy był bardzo zly bo wcale nie kazal mi myc garów, ale tez nie mowi mi ze mam się oszczedzac. Takie to dziwne wszystko, chciałabym już być zdrowa:-/
Takie to dziwne wszystko, chciałabym już być zdrowa:-/
I znów skakać koło męża i syna?
I tak do następnej choroby?
a ja nie zaleznie czy sie mieszkalo oddzielnie czxy razem tez sie dziewyna zajmowalem nie rozumiem zachowania twojego faceta i ze jeszce nie potrafi wytlumaczyc
No jak jestem chora to itak robie dalej to co zawsze, czasami pomdlewam np. wczoraj jak myłam naczynia zjechałam na podloge i wtedy był bardzo zly bo wcale nie kazal mi myc garów, ale tez nie mowi mi ze mam się oszczedzac.
A powinien mówić? A Ty gdzie jako dorosła osoba zgubiłaś rozsądek?
Wiesz dlaczego On się wkurza? Bo zachowujesz się jak cierpiętnica, zamiast omdlewając szorować gary powinnaś jak cywilizowany człowiek położyć pupę do wyra i wylegiwać chorobę.
A Ty czekasz aż Ci łaskawca pozwoli. Taka służalczość wyprowadza z równowagi.
Moim zdaniem dużą winę za zaistaniały stan rzeczy ponosisz Ty sama. Daj sobie powiedzieć, że Ty naprawdę nie musisz nikomu niczego udowadniać, naprawdę świat się nie zawali, jeśli przez dwa, trzy dni dom nie będzie lśnił i naprawdę mężowi nic się nie stanie, jeśli raz czy dwa razy w roku "wykombinuje" dla Was jakiś obiad. Ty masz prawo być chora, masz też prawo oczekiwać wówczas zrozumienia oraz pomocy.
Niemniej słusznie już zauważono - czasem, a nawet często, nasze zachowania są reakcją na postawę i zachowanie drugiej strony. Pomyśl też nad tym.
Doświadczył ktoś tego??
Oczywiście odpowiedzieć mogę tylko za siebie - nie, nie doświadczyłam. Kiedy nie jestem w formie, to mogę liczyć na dobre słowo, spokój i ciepłą herbatę do łóżka. Na pewno też nikt nie ma o to do mnie pretensji. Syna nauczyłam samodzielności, więc i w nim mam pomoc, z kolei mąż sam ogarnie dom oraz ugotuje obiad, nawet jeśli na co dzień jest to raczej moja rola.
16 2014-09-29 21:06:45 Ostatnio edytowany przez kokoss (2014-09-29 21:07:23)
Może on jest już mną zmęczony? no bo ja go nie proszę żeby mi robił herbatki czy cos bo wiem ze bardzo ciężko charuje, tez nie leze caly dzień w lózku bo jest przecież syn mam zwierzaki które trzeba oporzadzic pranie tez się samo nie powiesi. A ja jestem zdrowa to jest super a jak chora to mi lzy cisną się do oczu z przykrości bo się nie odzywa tak jak zawsze, takie to wszystko poplątane.
On to robi całkowicie świadomie, czyli dosadniej mówiąc - celowo. Rozwydrzyłaś go, więc teraz jest jak jest. Piszesz, że nie prosisz go o herbatki, bo wiesz jak ciężko haruje. Ludu. Wychowałaś sobie snoba, króla. On chce tylko brać, nieważne jakim kosztem.
Być może będziesz go bronić i wychwalać pod niebiosy, ale z tego, co tu opisałaś, można śmiało wnioskować, że masz w domu wyzyskiwacza. Zastanów się porządnie i nie idź w zaparte doskonale zdając sobie sprawę, że normalnym to nie jest.
Masz prawo do zmęczenia, masz prawo do odpoczynku, masz prawo do choroby i masz prawo do czasu wyłącznie dla siebie.
Zacznij o siebie dbać, nie rób z siebie podnóżka, to nie średniowiecze.
Serio chcesz wiedzieć, dlaczego on się tak zachowuje? Ponieważ jego sprzęt - inwentarz domowy, się psuje. A żaden facet nie lubi jak mu się sprzęty psują i trzeba je naprawiać, albo na nie uważać. On nie traktuje Cię jak partnerki - swojej miłości, on nie jest za Ciebie odpowiedzialny on się NIE troszczy, bo od kiedy o mikser ktoś się troszczył? Działa to działa, a jak się popsuje to ślemy "kurwami" i kupujemy nowy. Swoją chorobą burzysz mu jego harmonię oczywistości i trwania w przekonaniu co to nie on. Swoją chorobą zmuszasz go do czynności, których w ogóle nie ma ochoty robić - do opiekowania się Tobą. Złości się, bo wie, że teoretycznie powinien, ale mu się nie chce, bo zwykle nie chce nam się opiekować/zajmować czymś na czym nam nie za bardzo zależy. Jesteś matką rozpuszczonego bachora - oczywistą oczywistością i każde odstępstwo od normy go wkurza, bo zmusza go to do robienia rzeczy na które nie ma ochoty.
Ja się nie zgadzam z wcześniejszymi opiniami. Ja znam takie osoby, które się złoszczą na bliskich jak ci są chorzy. Tak mają osoby, które miały rodziców, które reagowały złością na czyjąś chorobę w rodzinie. Taką postawę się przejmuje z rodziny. Choroba, to problem. Jak ojciec się wścieka jak mały syn jest chory, to częsta dlatego, że się martwi, albo bo to psuje jakieś plany rodzinne i jest kłopotem. I syn uczy się, ze choroba to coś wymierzonego przeciwko komuś. I jest to według mnie zupełnie podświadome, choć niewątpliwe irracjonalne. Ja bym tego nie demonizowała.
Szarlotkanagorąco, ale przecież to jest dorosła osoba. Nawet jeśli budzi to w nim negatywne uczucia, to chyba powinien umieć sobie jakoś to poukładać, że nie ma powodu do złości itd. Bo okej, na odczucia może nie mieć wpływu, ale ma na to, co robi i mógłby się opanować.
Ja bym tego nie demonizowała.
W innej sytuacji - nie.
Jednak jak się zbierze razem wszystko o czym pisze Autorka, to obraz jest inny od tego, o którym piszesz.
Ja się nie zgadzam z wcześniejszymi opiniami. Ja znam takie osoby, które się złoszczą na bliskich jak ci są chorzy. Tak mają osoby, które miały rodziców, które reagowały złością na czyjąś chorobę w rodzinie. Taką postawę się przejmuje z rodziny. Choroba, to problem. Jak ojciec się wścieka jak mały syn jest chory, to częsta dlatego, że się martwi, albo bo to psuje jakieś plany rodzinne i jest kłopotem. I syn uczy się, ze choroba to coś wymierzonego przeciwko komuś. I jest to według mnie zupełnie podświadome, choć niewątpliwe irracjonalne. Ja bym tego nie demonizowała.
Też nie do końca, bo z opisów, które przeczytałam, co to człowiek wynosi z rodziny, to na podstawie tego, mój facet powinien w ogóle się mną nie interesować w chorobie zostawiać i absolutnie nie okazywać mi żadnych oznak uczucia. Ale mój facet jest dorosły i ma mózg i troszczy się o osoby, na których mu zależ bez względu na to, jaki wzorzec wyniósł z domu.
Angela24 napisał/a:No jak jestem chora to itak robie dalej to co zawsze, czasami pomdlewam np. wczoraj jak myłam naczynia zjechałam na podloge i wtedy był bardzo zly bo wcale nie kazal mi myc garów, ale tez nie mowi mi ze mam się oszczedzac.
A powinien mówić? A Ty gdzie jako dorosła osoba zgubiłaś rozsądek?
Wiesz dlaczego On się wkurza? Bo zachowujesz się jak cierpiętnica, zamiast omdlewając szorować gary powinnaś jak cywilizowany człowiek położyć pupę do wyra i wylegiwać chorobę.
A Ty czekasz aż Ci łaskawca pozwoli. Taka służalczość wyprowadza z równowagi.
Dokładnie! Zgadzam się z tą wypowiedzią w 100%
Przeczytałam wszystkie wypowiedzi i powiem wam że macie racje , ja naprawdę nie wiem dlaczego tego wszystkiego nie widziałam wcześniej. Zawsze sobie myslalam tak, ze on charuje a ja siedze w domu to będzie normalne ze po pracy on siada w salonie a ja odgrzewam mu obiad i przynoszę pod twarz, on zjada nigdy nie dziekuje ja zabieram talerz ide go umyc zanoszę mu picie i tak samo z obiadem. Ja nie wiem dlaczego tak robiłam? to nie jest tak ze ja musze z nim być bo ja mam gdzie pojsc. Samo to ze ja z domu wyniosłam milosc i ze każdy robil swoje mama z tata na zmiane robili obiady sobie na wzajem nigdy nie nakładali, tata wracal z pracy sam sobie odgrzewal i mama tak samo a u nas w domu 4 dzieci była i nigdy mama z tata się nie klucili. czyli już widać ze glupia jestem, a zawsze myslalam ze jestem z tych kobiet bardziej myslacych a tu taka niespodzianka. A wiecie co mnie najbardziej ruszylo? wczoraj wieczór, syn spi ja leze pod kocem oglądam tv,zdycham, on wchodzi po pracy, wykapal się usiad z paczka czipsow, ja mowie czemu ty nie zjesz czegos pozadnego? a on: a widzisz tu gdzies obiad? musze przez to czipsy jesc taki glodny jestem........................
dziś z tej okazji wogole rano nie wstałam, pierwszy raz chyba od 6 lat lezalam do 9 ! w luzku widziałam sam zrobil sobie jesc i kawe oczywiście bez słowa, i pojechal do pracy i wiem ze będzie cisza dopóki albo ja nie wyzdrowieje i nie zaczne mu robic jesc albo on się nie wkurzy i mi nie wygarnie.
24 2014-09-30 12:24:43 Ostatnio edytowany przez Insurmountable_Woman (2014-09-30 12:38:47)
Angela no ty mnie nie rozśmieszaj, że twój facet Cie naprawdę tak kocha i się o Cb martwi. No nie wiem co to za rodzaj miłości jak nie akceptujemy i denerwujemy się an chorego. W przysiędze małżeńskiej jest coś o ty, ,,że w zdrowiu i chorobie''. Złoszcząc chorego, wpędzając go w poczucie winy, wcale nie pomagamy mu wyzdrowieć. Ja to widzę tak ma w nosie twoje przeziębienie, a lekceważąc przeziębienie bardzo szybko nabywamy się zapalenia oskrzeli potem zapalenia płuc i niewyleczone prowadzi do śmierci. Więc moim zdaniem jak ktoś w związku nie dba o zdrowie drugiej osoby liczy że ta osoba chyba szybko umrze a sam sobie a nowo życie ułoży. Ja sobie nie wyobrażam ja jak jestem chora, to mnie nie wolno denerwować, budzić ani nic wszyscy na palcach. Zresztą ja z każdym przeziębieniem lecę do lekarza, a mój mąż jak widzi że jestem chora to też zaraz pyta czy byłam u lekarza i każe mi leżeć i nic nie robić co u mnie akurat nie ma z tym problemu. Tak samo jak on jest chory, obojętnie czy to grypa, przeziębienie, kac, zatrucie wtedy jestem dla niego szczególnie wyrozumiała. Twój facet zwyczajnie ,,kopie chorego''. Zresztą ja Cb nie rozumiem czego ty tak broisz tego chłopa. Wcale nie jest on ani wyjątkowy, ani czuły. Wręcz uważam, że większość twoich kłopotów jest przez niego, bo a to obmacywanie, a to bójka z sąsiadem i jego reakcja, a to jego rodzina. Po prostu same problemy przez niego masz. Od początku jak Cb czytam ten twój wydaj mi się wyjątkowym nieudacznikiem o wysokiej wartości. Bo ty piszesz, że taki czuły troskliwy opiekuńczy a boisz się przy nim zachorować, z takim tam opiekunem ![]()
Angel ale takie właśnie jest życie kury domowej zero pomocy zero szacunku i zero zrozumienia ale skoro ty je sama wybrałaś twój problem. Tak na moje oko ty przy tym twoim księciu do stracisz nerwy zdrowie i zmarnujesz całe życie. Ale cóż na własne życzenie.
Angela przeczytaj ten wątek http://www.netkobiety.pl/t75801.html
Bo jak nie ustawisz tego twojego chłopa do pionu to możesz skończyć podobnie. Sorry że tka brutalnie ale, jak zaczęłaś pisać o obmacywaniu to już mi się nie podał. Potem dodałaś coś o jego problemach psychicznych. No ale niby się leczy się stara, pomaga. A tu dzisiaj nam opisałaś jak ta jego pomoc i staranie wyglądają. Bo naprawdę ja jestem surowa, ale nie pomóc choremu oskarżać partnera o chorobę to świadczy o tym, ze nam kompletnie nie zależy. Mój mąż jak miał złamaną ręką to go całe dwa miesiące do pracy zawoziłam, był zwolniony ze wszystkich domowych obowiązków i bez słowa, najważniejsze było żeby się ręka dobrze zrosła. W Waszym przypadku najważniejsze powinno być żebyś ty wyzdrowiała a nie żeby obiad był ugotowany. Mi się wydaje, że ten facet potrzebuje Cię do tego żeby wykorzystać seksualnie, mieć darmową służącą i jeszcze wielbicielkę która się nim zachwyca. Jak chorujesz to już wypad, jesteś bezużyteczna dla niego. Kochana gdybym nie była mężatką nie miała dorosłych dzieci i praktyki, gdybym była nastolatką i przeczytała twoje wątki jak wygląda współczesna kochająca się para to chyba wolałabym być do końca życia sama niż taki ,,pan samochodzik'' miałby mi się rządzić.
Angela no ty mnie nie rozśmieszaj, że twój facet Cie naprawdę tak kocha i się o Cb martwi. No nie wiem co to za rodzaj miłości jak nie akceptujemy i denerwujemy się an chorego. W przysiędze małżeńskiej jest coś o ty, ,,że w zdrowiu i chorobie''. Złoszcząc chorego, wpędzając go w poczucie winy, wcale nie pomagamy mu wyzdrowieć. Ja to widzę tak ma w nosie twoje przeziębienie, a lekceważąc przeziębienie bardzo szybko nabywamy się zapalenia oskrzeli potem zapalenia płuc i niewyleczone prowadzi do śmierci. Więc moim zdaniem jak ktoś w związku nie dba o zdrowie drugiej osoby liczy że ta osoba chyba szybko umrze a sam sobie a nowo życie ułoży. Ja sobie nie wyobrażam ja jak jestem chora, to mnie nie wolno denerwować, budzić ani nic wszyscy na palcach. Zresztą ja z każdym przeziębieniem lecę do lekarza, a mój mąż jak widzi że jestem chora to też zaraz pyta czy byłam u lekarza i każe mi leżeć i nic nie robić co u mnie akurat nie ma z tym problemu. Tak samo jak on jest chory, obojętnie czy to grypa, przeziębienie, kac, zatrucie wtedy jestem dla niego szczególnie wyrozumiała. Twój facet zwyczajnie ,,kopie chorego''. Zresztą ja Cb nie rozumiem czego ty tak broisz tego chłopa. Wcale nie jest on ani wyjątkowy, ani czuły. Wręcz uważam, że większość twoich kłopotów jest przez niego, bo a to obmacywanie, a to bójka z sąsiadem i jego reakcja, a to jego rodzina. Po prostu same problemy przez niego masz. Od początku jak Cb czytam ten twój wydaj mi się wyjątkowym nieudacznikiem o wysokiej wartości. Bo ty piszesz, że taki czuły troskliwy opiekuńczy a boisz się przy nim zachorować, z takim tam opiekunem
Angel ale takie właśnie jest życie kury domowej zero pomocy zero szacunku i zero zrozumienia ale skoro ty je sama wybrałaś twój problem. Tak na moje oko ty przy tym twoim księciu do stracisz nerwy zdrowie i zmarnujesz całe życie. Ale cóż na własne życzenie.
Angela przeczytaj ten wątek http://www.netkobiety.pl/t75801.html
Bo jak nie ustawisz tego twojego chłopa do pionu to możesz skończyć podobnie. Sorry że tka brutalnie ale, jak zaczęłaś pisać o obmacywaniu to już mi się nie podał. Potem dodałaś coś o jego problemach psychicznych. No ale niby się leczy się stara, pomaga. A tu dzisiaj nam opisałaś jak ta jego pomoc i staranie wyglądają. Bo naprawdę ja jestem surowa, ale nie pomóc choremu oskarżać partnera o chorobę to świadczy o tym, ze nam kompletnie nie zależy. Mój mąż jak miał złamaną ręką to go całe dwa miesiące do pracy zawoziłam, był zwolniony ze wszystkich domowych obowiązków i bez słowa, najważniejsze było żeby się ręka dobrze zrosła. W Waszym przypadku najważniejsze powinno być żebyś ty wyzdrowiała a nie żeby obiad był ugotowany. Mi się wydaje, że ten facet potrzebuje Cię do tego żeby wykorzystać seksualnie, mieć darmową służącą i jeszcze wielbicielkę która się nim zachwyca. Jak chorujesz to już wypad, jesteś bezużyteczna dla niego. Kochana gdybym nie była mężatką nie miała dorosłych dzieci i praktyki, gdybym była nastolatką i przeczytała twoje wątki jak wygląda współczesna kochająca się para to chyba wolałabym być do końca życia sama niż taki ,,pan samochodzik'' miałby mi się rządzić.
No witam cie Istrumetable Woman tak myslalam ze się wypowiesz i powiem ci ze podoba mi się to co napisałaś bo kurde masz racje i pierwszy raz się z toba zgadzam a dokładniej ruszyly mnie te słowa ze "Mi się wydaje, że ten facet potrzebuje Cię do tego żeby wykorzystać seksualnie, mieć darmową służącą i jeszcze wielbicielkę która się nim zachwyca" i faktycznie ciagle musze go chwalić bo ma 6 ciopak na brzuchu bo przystojny bo szybko biega. Jak nie ma sexu (np.teraz bo choruje i nie mam sily ani ochoty)to jest wojna krzyki i obraza.Faktycznie mnie jeszcze może nie uderzyl ale czemu ja mysle w takich głupich kategoriach?? czy on musi mnie prać jak w jakiejś patologii zebym się ocknęła?? dzięki za te słowa. Sama bym do tego nie doszła tak myśle, bo kto normalny siedzi cicho i dusi w sobie żale żeby tylko druga polowa nie widziala bo będzie zla? często placze po kątach bo czuje się nic nie warta, zero koleżanek przez niego bo moich koleżanek nie lubi i nie mogę się z nimi spotykać, zucilam palenie dokładnie pol roku temu bo czułam się ponizana ze on musi mi dawac na paczke fajek i za każdym razem sadził się do mnie ze mam isc sobie zarobić ze jestem taka i owaka to zucilam nareszcie i już na mnie haka nie ma zadnego o nic go nie proszę, sam kazal mi zucic bo on zucil niby, minelo pol roku a on łże jak pies pali caly czas w pracy nie zamierza zucic.To mnie wkurza bo tyle się nabeczałam jak zucałam nerwica, zyc mi się nie chciało a on csaly czas klamal ze zucil a palil po katach. Faktycznie czuje się nikim i zazdroszczę tobie instrumentable ze jesteś twarda babka ale ja taka nie jestem, mam inny charakter, dużo tragedii rodzinnych przezylam nie potrafie wojować ale tez nie wybaczam, jak ktoś mi zajdzie za skore to już koniec ale mu jakos poblazam i zawsze wybaczam, ciagnie się to już 6 lat, głowa już nie ta, nie chce się nic. Dzięki za wypowiedź.
Angela dobrze że zrozumiałaś że tak jest.Mój mąż kiedyś dawno jak byliśmy młodsi podobnie się zachowywał.Nie lubił moich koleżanek,rodziny.wygadywanie że nic nie robię. A mieliśmy małe dziecko i mieszkanie z wodą ze studni bez kanalizacji.Tylko że ja wtedy nie siedziałam cicho jak ty.Było mnóstwo awantur i powoli to się zmieniło.
Jak nie lubi moich koleżanek to spotykam się z nimi sama,papierosy rzucę jak będę chciała.Jak pisałaś masz kawałek pola, małe dziecko zwierzaki.To pracy masz dosyć i nie daj sobie wmówić że nic nie robisz.Na drugi raz olej jak będzie obrażony że sam sobie musi robić jedzenie.Ja też jestem przewrażliwiona i nie jestem twardą babką.Ale dałam radę to i ty spóubuj!
Angela - nie rozważałaś pójścia do pracy?
Rozumiem, że ktoś może być poirytowany, jeżeli dana osoba ciągle choruje (oczywiście poirytowany na los, a nie na osobę, bo to raczej nie jej wina), ale w każdej sytuacji należy się nieco łagodności. Jeżeli przeziębienie to wypada przynieść ciepłą zupę, chusteczki itd- co wynika ze zwykłej troski. Jak to coś poważniejszego to oczywistym jest, że ta druga osoba robi co może, żeby pomóc.
Możliwe, że Twój facet jest sam bardzo wymagający od siebie, a przez to również wymaga i od Ciebie. Może nie chodzi wcale o to, że on jest przyzwyczajony do obiadu na stole itd, tylko on myśli jak sam by się musiał zachować w takiej sytuacji. Czyli np on nie pokazuje, że źle się czuje, chociaż ledwo chodzi i jak ktoś zachowuje się odmiennie- to wzbudza jego niechęć. Może miał surowych rodziców i okazanie słabości, wzbudza w nim lęk, a sam reaguje niechęcią na "słabych" ludzi. Znam takiego faceta.
29 2014-09-30 16:59:36 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-30 17:00:41)
E tam. Jak dla mnie Angela po prostu mydli sobie oczy, oszukuje sama siebie, bo tak jest latwiej. Zgodzila sie na role kury domowej, wiec uwaza ze tak byc musi, ze tylko na tyle ją stać. Dzis kolezanka wrzucila cos podobnego na fejsa. Oczywiscie nieszczesliwa w związku
https://scontent-b-cdg.xx.fbcdn.net/hphotos-xap1/v/t1.0-9/10665142_1484788641790027_433360099376127342_n.jpg?oh=5eadf3682a5c5057213632389695be46&oe=54B46143
Co to znaczy dla niej? Ano że widzi dobre strony w tym, że ją chłopak wyzwie od szmat. Czemu? Bo ON wie kim ona jest, ona dziekuje mu za to ,że ją uświadamia jaka jest do niczego i nikt jej nie zechce
Typowe.
A to gadanie ze uwazala sie za kobiete bardziej myślącą od innych juz mozna szybko zanegować patrząc na to, że żałowała swojej przeszlosci seksualnej i dzis by była inna gdyby mogła. Dlatego gdzie to myslenie? Ani wtedy ani teraz. Oszukiwanie siebie, w tym kobiety z niska wartoscia przodują, a taki przystojny z szesciopakiem i harujacy bo "co to nie on" jeszcze bardziej jej zaniza. To układ, a nie miłość. Toksyczny zwiazek. Kazdy widzi co chce widziec. Tak jak tego ze wiedziala z gory ze ktos bedzie zle mowil o jej chłopaku, albo o niej samej. Jest swiadomosc wszystkiego, tylko nie dociera bo jest tak naprawde malo szczęścia w tym wszystkim, a jak sie zabierze to "byle co" to uwaza ze jeszcze bedzie gorzej.
E tam. Jak dla mnie Angela po prostu mydli sobie oczy, oszukuje sama siebie, bo tak jest latwiej. Zgodzila sie na role kury domowej, wiec uwaza ze tak byc musi, ze tylko na tyle ją stać. Dzis kolezanka wrzucila cos podobnego na fejsa. Oczywiscie nieszczesliwa w związku
https://scontent-b-cdg.xx.fbcdn.net/hphotos-xap1/v/t1.0-9/10665142_1484788641790027_433360099376127342_n.jpg?oh=5eadf3682a5c5057213632389695be46&oe=54B46143Co to znaczy dla niej? Ano że widzi dobre strony w tym, że ją chłopak wyzwie od szmat. Czemu? Bo ON wie kim ona jest, ona dziekuje mu za to ,że ją uświadamia jaka jest do niczego i nikt jej nie zechce
Typowe.
A to gadanie ze uwazala sie za kobiete bardziej myślącą od innych juz mozna szybko zanegować patrząc na to, że żałowała swojej przeszlosci seksualnej i dzis by była inna gdyby mogła. Dlatego gdzie to myslenie? Ani wtedy ani teraz. Oszukiwanie siebie, w tym kobiety z niska wartoscia przodują, a taki przystojny z szesciopakiem i harujacy bo "co to nie on" jeszcze bardziej jej zaniza. To układ, a nie miłość. Toksyczny zwiazek. Kazdy widzi co chce widziec. Tak jak tego ze wiedziala z gory ze ktos bedzie zle mowil o jej chłopaku, albo o niej samej. Jest swiadomosc wszystkiego, tylko nie dociera bo jest tak naprawde malo szczęścia w tym wszystkim, a jak sie zabierze to "byle co" to uwaza ze jeszcze bedzie gorzej.
No przeczytałam twoja wypowiedź z 5 razy i nadal nie rozumiem o co ci chodzi. Że jestem głupią babą taką typową czy jak? A skąd wiesz że teraz nie dociera?
Nie no dociera teraz, tylko co niby z tym zrobisz? Bo to ze wiesz, ze jest zle, to juz wiedzialas wczesniej.
thepass nie wypominaj mi co pisałam o przeszłości i czy wtedy byłam myśląca czy nie bo gdy mój tata umarł mama poznała nowego i zostawiła mnie i brata samych i zabrala moje dwie siostry 400km dalej, ja jeszcze do szkoły chodziłam, rok starszy brat przepijal wszystko a był gowniarzem musiałam sama o wszystko się martwic, zalatwiac drzewo, robic obiad palic w piecu do tego miałam chłopaka ochleja ale trzymałam się go kurczowo bo się balam ze i on mnie zostawi, zaczelam pic a miałam naście lat, palic, nawet był taki miesiąc ze się sprzedawałam bo nie miałam co jesc. To ze się napisze komus ze był glupi wcale nie pomaga a tym bardziej jak się nie zna całej historii a nikt normalny w wieku 15 lat nie utrzyma domu w ladzie, na*ebanego non stop brata, szkoły, obiadow i gdzie jeszcze zarobić żeby cos do gara wlozyc?. Dobra tylko nic już na ten temat nie napisze z mama mam b,dobry kontakt w tej chwili zostawila tego gościa i temat się skonczyl co do mojej przeszlosci. to co najlepsza opcja to zostawić go? zawsze myslalam ze da się wszystko naprawić, związki i ze nie trzeba od razu się rozchodzić.
Angela, można związek naprawić, ale w tym wypadku, to on powinien go naprawić, a nie Ty. On zachowuje się tak, jakby miał to gdzieś, jak przeczytałam jeden z Twoich ostatnich postów, to nie mogłam uwierzyć, że się na takie coś godzisz. Czy dasz mu szansę, czy nie, to Twoja decyzja, ale nie może być tak, że dajesz szansę i Ty się starasz - nie, Ty musisz w końcu określić swoje wymagania. Tylko kwestia jest taka, że jeśli on ich nie spełni, to wtedy odchodzisz, a nie siedzisz dalej, prosisz, błagasz itd., bo to nic nie da. Może on będzie w stanie "ogarnąć się" dla tego związku, a może nie, tego Ci nikt nie powie. Tak czy siak, jeśli już zaczniesz coś robić, to wóz albo przewóz, musisz być konsekwentna. Nie ma "poprawiłem się na tydzień", czy "to było ostatni raz, daj mi setną szansę". Jeśli uważasz, że sobie poradzisz, to próbuj. Tylko że tutaj najwięcej zależy od niego - jak się nie będzie chciał zmienić, to choćbyś stanęła na głowie, to tego nie naprawisz.
Nie w tym rzecz, w wypominaniu, tylko w uswiadomieniu, ze sie oszukujesz. Pisalas to z 2 dni temu, więc jaka to przeszlosc? Relacja 2 osob zalezy od 2 osob. Nie da sie naprawic, gdy jedna chce, druga nie. Gdy jedna widzi to co złe, a druga nie. Gdy jedna cos narzuca, a druga sie opiera. Albo akceptujesz, albo robisz cos na sile. Jakie sa opcje w takich sytuacjach? Rozmawiac (raczej sie nie sprawdza), zmienic siebie i swoje zachowania (wyzej masz duzo rad) i zobaczyc co sie zmieni w jego zachowaniu. Wg mnie 2 strony w relacji są winne. Nawet jak tylko jedna osoba robi źle, to druga moze sobie po prostu na to nie pozwolić. Pytasz się o rzeczy które Cie bolą, więc jakie mozna dostac odpowiedzi? Albo te, w ktorych zobaczysz ze to "normalne". Uspokaja Cie to? Nie sądze. Albo ze nienormalne i teraz jest szukanie winy + rozwiązania. O rozstaniu nikt nie pisał, tylko o tym bys sobie nie tłumaczyła, że tylko na tyle Cie stać i tak ma być.
thepass nie wypominaj mi co pisałam o przeszłości i czy wtedy byłam myśląca czy nie bo gdy mój tata umarł mama poznała nowego i zostawiła mnie i brata samych i zabrala moje dwie siostry 400km dalej, ja jeszcze do szkoły chodziłam, rok starszy brat przepijal wszystko a był gowniarzem musiałam sama o wszystko się martwic, zalatwiac drzewo, robic obiad palic w piecu do tego miałam chłopaka ochleja ale trzymałam się go kurczowo bo się balam ze i on mnie zostawi, zaczelam pic a miałam naście lat, palic, nawet był taki miesiąc ze się sprzedawałam bo nie miałam co jesc. To ze się napisze komus ze był glupi wcale nie pomaga a tym bardziej jak się nie zna całej historii a nikt normalny w wieku 15 lat nie utrzyma domu w ladzie, na*ebanego non stop brata, szkoły, obiadow i gdzie jeszcze zarobić żeby cos do gara wlozyc?. Dobra tylko nic już na ten temat nie napisze z mama mam b,dobry kontakt w tej chwili zostawila tego gościa i temat się skonczyl co do mojej przeszlosci. to co najlepsza opcja to zostawić go? zawsze myslalam ze da się wszystko naprawić, związki i ze nie trzeba od razu się rozchodzić.
No i cóż z tego? To teraz na kolanach przed Panem i Władcą podłogi froterujesz i uważasz, że to jest ok? Bo?
Usprawiedliwiasz się i tak jak thepass napisał - oszukujesz się.