Zdecydowałam się napisać na forum bo już naprawdę nie wiem co robić.
Ślub za 2 tygodnie, a mnie od miesiąca nachodzą wątpliwości czy ja tego w ogóle chcę.
Jesteśmy razem 4,5 roku, ja mam 26 lat, on 27. Zawsze byliśmy zgodni, kłótnie się zdarzały, ale umieliśmy znaleźć rozwiązanie.
Czy go kocham? Jedyne co czuję to paraliżujący strach przed ślubem, nie mogę jeść, pracować, skupić się na niczym. Denerwuje mnie to, że wszyscy pytają o ślub, jak przygotowania itp. Chciałabym się zdystansować, ale nie umiem.
Zdaję sobie świetnie sprawę, że ślub to zobowiązanie na całe życie i może tu jest źródło problemu, lęk przed wzięciem odpowiedzialnością jaką zobowiązuję się wziąć za partnera i nasze życie.
Nie wiem czy to stres przedślubny czy coś się wypaliło
Podobne tematy
Uważam, że to zdecydowanie stres przed śluby i sama zadręczasz się takimi nękającymi kwestiami jak: o rany, to już na całe życie, a co jeśli po ślubie się rozstaniemy? Tak naprawdę paraliżuje Cię sam strach, że coś pójdzie nie tak
Nie trzeba snuć sobie czarnych scenariuszy. Powiedz sobie, że przecież się kochacie, przez te wszystkie lata było super, chcesz z nim być i jedyne co będziecie musieli, to dalej tak się dobrze dogadywać jak przed ślubem
Nie zadręczaj się tym "zobowiązaniem", bo tak naprawdę niewiele się zmieni, to tylko kontunuacja tego wspaniałego związku, i pójście o krok dalej ![]()
A mi się wydaje, ze to nie "Ten" facet i tyle. Gdyby wszystko Ci w nim pasowało i byłabyś go pewna na 100%, to nie miałabyś takich wątpliwosci tylko cieszyła się z nadchodzącego dnia.
No ale kochasz go?podstawowe pytanie,jak tak to po prostu stres cie dopadl, jak sie wahasz badz odpowiedz brzmi nie to raczej przemysl to dobrze
Teo, ale wszystko ponoć bylo okay aż do 2 tygodni przed ślubem. Może te wszystkie pytania znajomych i rodziny o ślub, wesele, może pytania o ich życie. Jak każdy będzie pytal czy to napewno ten i czy jest pewna, to normalne, że w końcu zacznie to działać na podświadomość wywołując wątpliwości. A co jeśli to jest TEN, a to jedynie stres przedślubny, ona odwoła ślub i wesele, a po czasie stwierdzi, że się myliła, będzie bardzo żałować a jak do kolejnego ślubu będzie miało dojść to wtedy jej narzeczony będzie miał wątpliwości czy ona nie odwali mu kolejnego takiego numeru. I suma sumarum posypie się udany związek...
Mnie kobieta czesto nakierowuje/mowi/prosi zebysmy sie pobrali/zebym sie oswiadczyl - ja oczywiscie uwazam ze to za wczesnie(4 lata zwiazku) - chce ja jeszcze bardziej poznac itd, ale nie mowie ze nie;) Co z tego wynika? Ze ona naprawde tego chce. Mysle ze ty mozesz nie chciec tego, miec watpliwosci. Gdyby bylo idealnie to bys sie cieszyla a zamiast tego jestes zestresowana. Nie napisalas czym sie tak strasznie stresujesz ale z tego co piszesz wynika ze ogolnie z samego faktu ze bedziesz jego zona. Wiec, albo sobie cos wbijasz do glowy, albo to nie ten, albo ty nie jestes gotowa na to.
Absolutnie nie bierz ślubu, jeśli nie masz pewności.
Bo zrobisz krzywdę głównie sobie.
duszyczka tak to właśnie było, te pytania czy to TEN, czy jestem pewna, głupie żarty w pracy, że koniec życia, wolności czy wiem w co się pakuję. Nie wiem czy oni wszyscy na około wpłynęłi na moją podświadomość czy to są prawdziwe wątpliwości...
nie czuję NIC poza niepokojem, wewnętrznym przerażeniem i strachem, NIC.
Ja tego ślubu nigdy jakoś strasznie nie przeżywałam, nie planowałam szczegółów, wszystko konkretnie. Ma być kiecka, obrączki, trzeba kupić to czy tamto, nie przeglądałam forów ślubnych w poszukiwaniu inspiracji, nie jarałam się tym ślubem, traktowałam to jak kolejny etap. A wszyscy na około pytali jaki kolor, jaki fason jakie to czy siamto i nie ukrywam, że mnie to denerwowało, takie przeżywanie bzdetów typu jak to bez podwiązki. Na przymiarce sukni zwracałam uwagę czy dobrze leży, co trzeba poprawić, nie zachwycałam się tym jak to w niej wyglądam. Koleżanki były w szoku, że tak na chłodno do tego podchodzę
Wydaje mi się że bardzo dużo osób przed ślubem wpada w panikę, zaczyna mieć "wątpliwości". To wszystko jest związane z ogromnym stresem. Jeśli wcześniej nie miałaś takich wątpliwości i jeśli nie ma racjonalnych przesłanek, że nie jest to właściwy wybór, to zdecydowanie przypisałabym to nerwom. Zdarza się to nawet najlepszym parom. Nie podejmuj radykalnych decyzji pod wpływem dużego stresu!!! Spróbuj się zrelaksować, porozmawiaj z bliskimi osobami, a na pewno usłyszysz nie jedną opowieść o przedślubnej panice
duszyczka tak to właśnie było, te pytania czy to TEN, czy jestem pewna, głupie żarty w pracy, że koniec życia, wolności czy wiem w co się pakuję. Nie wiem czy oni wszyscy na około wpłynęłi na moją podświadomość czy to są prawdziwe wątpliwości...
nie czuję NIC poza niepokojem, wewnętrznym przerażeniem i strachem, NIC.Ja tego ślubu nigdy jakoś strasznie nie przeżywałam, nie planowałam szczegółów, wszystko konkretnie. Ma być kiecka, obrączki, trzeba kupić to czy tamto, nie przeglądałam forów ślubnych w poszukiwaniu inspiracji, nie jarałam się tym ślubem, traktowałam to jak kolejny etap. A wszyscy na około pytali jaki kolor, jaki fason jakie to czy siamto i nie ukrywam, że mnie to denerwowało, takie przeżywanie bzdetów typu jak to bez podwiązki. Na przymiarce sukni zwracałam uwagę czy dobrze leży, co trzeba poprawić, nie zachwycałam się tym jak to w niej wyglądam. Koleżanki były w szoku, że tak na chłodno do tego podchodzę
Ja też ślubu niby nie przeżywałam, nie snułam masy planów, zarezerwowaliśmy tylko termin, kupiliśmy potrzebne rzeczy,zaprosiliśmy najbliższych i tyle. Ale jakoś mimo wszystko przed ślubem byłam nie do zniesienia i do tej pory nie wiem jak mój mąż to zniósł ![]()
Wcześniej nie miałam...tak mi się wydaje, że nie miałam bo teraz jedyne czego jestem pewna to że za chwilę nabawię się nerwicy.
Nie mam za bardzo z kim o tym pogadać bo jedyna moja koleżanka mężatka mówi, że nie pamięta już jak to było. Właściwie to eks mężatka bo mężulek ją zostawił i nią teraz inne emocje kierują
Wcześniej nie miałam...tak mi się wydaje, że nie miałam bo teraz jedyne czego jestem pewna to że za chwilę nabawię się nerwicy.
Nie mam za bardzo z kim o tym pogadać bo jedyna moja koleżanka mężatka mówi, że nie pamięta już jak to było. Właściwie to eks mężatka bo mężulek ją zostawił i nią teraz inne emocje kierują
mój brat przed ślubem zadręczał mnie telefonami, że może jednak robi błąd, że może to nie to, że może to ostatnia chwila, żeby się wycofać,że może jest jeszcze za młody na takie decyzje - teraz jest 12 lat po ślubie, są dobrym małżeństwem z dwójką uroczych dzieciaków
koleżanka, była w związku przez kilka lat, nawet ze sobą mieszkali, przed ślubem wpadła w totalną panikę, stwierdziła że już go nie kocha, że nie zmarnuje sobie i jemu życia - na szczęście dostała od cioci psychiatry coś na uspokojenie, wzieła ślub - małżeństwo trwa już chyba z 10 lat i z tego co widzę jest ok.
koleżanka nr dwa, przedślubna panika zakończona atakiem wrzodów - szpital, odwołana impreza, potem spokojny cywilny bez większego szoł, niestety nie wiem czy wciąż są razem
i jeszcze masa innych przedślubnych rozmów po cichu: "wiecie, nie jestem już pewna czy to TO" - niektóre małżeństwa przetrwały inne nie
Czyli jednak chyba stres mnie zżera ![]()
Taka natura. Kryzys - panika - zwątpienie - czarne mysli o przyszlosci. Nie mylic z uczuciami do drugiej osoby, choc na pewno takie stresowe sytuacje gdzie trzeba zrzucac odpowiedzialnosc za cos i to tyle lat na pewno zmuszaja do refleksji nad "dopasowaniem ![]()
Uważam, ze jak czujemy taki stres i niepewność i strach przed przyszłością, to to nie jest ta osobo, z którą chcemy do końca życia być.
Nie należy zawazać związku na takim stresie tej jednej sytuacji/wydarzenia zyciowego. Takie stres jest naturalny i bardzo czesty jak już zostały podane przykłady. Ja np też jak myślę o ślubie i zaczynam planowanie to jestem zla na partnera, że ma mniejszy wklad w to, że prawdopodobnie większość będzie na mojej głowie i przez to odechciewa mi się planowania, jednak nie ma to nic wspólnego z tym, że go kocham i chcę z nim być, bo tego jestem pewna
Bo ty tylko jedna taka stuacja, wydarzenie, a przecież w życiu codziennym bardzo dobrze się dogadujemy i mogę na niego liczyć.
Uważam, ze jak czujemy taki stres i niepewność i strach przed przyszłością, to to nie jest ta osobo, z którą chcemy do końca życia być.
Wypadałoby racjonalniej wytłumaczyc czemu tak jest i czy czasem z kazdym partnerem by się nie bała wchodzic w taki zwiazek, czy tez planowac tyle do przodu. W koncu jedyne co napisała to tylko to, ze to jakis strach, stres, blokady.
Rozmawiałaś o tym z narzeczonym? Może to by pomogło.
Też jestem za mega szczerą rozmową.
Stres przedślubny, spokojnie. Zrób sobie dzień wolnego od wszystkich, zrób coś sama dla siebie. Polecam wyjście do SPA, albo weź przyjaciółkę pod pachę i z nią o tym porozmawiaj w tym SPA właśnie. Masaże, basen itp. to Cię troszkę odstresuję, a taki dzień dobrze Ci zrobi. Nie myśl o ślubie jak o więzieniu, tylko jak dalszym związku. Pomyśl, że nic sie nie zmienia, dalej jesteśce jak byliście i tyle. ![]()
Pozdrawiam, głowa do góry! Powodzenia! ![]()
Jakieś dwa tygodnie z nim rozmawiałam. Powiedziałam mu, że przeraża mnie ślub, że się go panicznie boję. W sumie nie wiedziałam jak z nim rozmawiać, żeby nie odebrał tego w sposób, że zastanawiam się czy go kocham i czy chcę z nim być. On twierdzi, że panikuję.