Na wstępie witam serdecznie wszystkie Net Babeczki
Cóż, czytając zazdroszczę Wam dziewczyny takich relacji i bliskości z mamami. U mnie nigdy tego nie było. Tak samo, jak nigdy nie obchodziło się Dnia Matki, zresztą Dnia Ojca, czy np. Dnia Dziecka również. Hmm w zasadzie to oprócz świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy nie obchodziło się (i nie obchodzi nadal) nic więcej. Rodzice nigdy nie wyprawiali jakiś rocznic ślubu, urodzin czy imienin ani sobie, ani nam, czyli mnie i mojemu o 2 lata młodszemu bratu. Do dziś pamiętam, gdy mając tak z 8-10 lat zawsze w dniu urodzin było mi tak strasznie przykro, że nikt w domu o nich nie pamiętał. Nie było żadnych prezentów, życzeń, ot dzień, jak co dzień. Zresztą podczas swiąt też nie dostawaliśmy z bratem prezentów, bo jak powiedziała moja mama, jesteśmy już na nie za duzi. Tylko, ze trudno było nam zrozumieć w wieku 7-10 lat, że jesteśmy "za duzi" na prezenty pod choinkę. A najgorsze zawsze było potem w szkole, pytania od rówieśników typu "a co dostałaś pod choinkę?", "co dostałaś od rodziców na urodziny?" Trzeba było zagryź zęby, powstrzymać łzy i... po prostu coś wymyślić. Później z wiekiem było już łatwiej. Urodziny, imieniny - nikt o nich nie pamięta-olać to. Nie ma powodu do świętowania, dzień jak co dzień. I chyba z takim nastawieniem żyje do dziś. Po prostu nie obchodzę i tyle. A wracając do Dnia Matki. Pamiętam, jak kiedyś, to była chyba pierwsza klasa gimnazjum w szkole robiliśmy Dzień Matki. Po lekcjach, żeby mamy mogły spokojnie po pracy zdążyć przyjechać. Dużo przygotowań, prób itd. Pamiętam, jak powiedziałam, mojej mamie, że w szkole będzie cos takiego organizowane i że jest zaproszona. Skrzywiła się i ze złością spytała, czy musi na to przyjechać. Widząc jej reakcje już obojętnie odparłam, że jak tam chce. Mówiła, że po co teraz już w gimnazjum cos takiego robią, ze nie ma czasu na takie rzeczy itd. Pojechała, ale przez cały czas miałam wrażenie, że siedzi tam jak za karę, w głębi duszy czując,że tylko traci czas. I szczerze - ode chciało mi się wtedy świętowania Dnia Matki.
Nie mówie, że o mnie nie dbała, bo zawsze obiad był zrobiony, ubrania poprane, dom zadbany ale... No właśnie. Nigdy nie pamiętam, żeby powiedziała mi, że mnie kocha. Takie banalne, zwykłe, a jednak nigdy tego nie usłyszałam. Za to świetnie potrafiła mnie krytykować, że jestem za gruba, ze mam tyle nie jeść, bo się w kieckę nie zmieszczę, ze za grubo kroje marchewke itd. Co bym jej nie powiedziała, to zaraz pół rodziny wiedziało, bo to był świetny temat "przy kawie". A potem był wstyd. Mój wstyd. Z czasem nic jej już nie mówiłam, bo jej nie ufałam. Nie ufałam własnej matce. Z zazdrością słuchałam mojej przyjaciółki, która ze swoją mama razem jeździła na zakupy, rozmawiały o wszystkim, o szkole, chłopakach itp. Bardzo mi brakowało takiej relacji z mama ale z moja było to po prostu niemożliwe. Do dziś, chociaż na co dzień nie mieszkam już z rodzicami, nie mamy sobie za wiele do powiedzenia. Po prostu nie mamy tematów do rozmów i tyle. I to jest tak naprawdę cholernie przykre. Z zazdroscia słucham w pracy moich koleżanek i ich relacji ze swoimi matkami. Niektóre narzekają że teściowa to zło konieczne a matka to jest matka. Może i tak, ale nie zawsze. Jedno wiem na pewno. Jeśli kiedyś będę mieć dzieci to nigdy nie pozwolę, żeby czuły się tak, jak ja. Postaram się być taka matka, jaką moja nigdy nie była, bo wiem, że wtedy będą czuły się szczęśliwe i kochane.