Hej.
Czy ktoś z Was zmaga się może z tym problemem? Bo ja mam już serdecznie dosyć ciągłego kręcenia się w głowie, bólu głowy i konieczności tachania kontenera chusteczek. Leczę, a raczej próbuję leczyć zatoki od dawna, ale jeśli cokolwiek pomaga, to doraźnie - np. antybiotyk przy ostrzejszym zapaleniu, a na stałe i tak jest kiepsko. Nie pamiętam już jak to jest się obudzić bez uczucia ucisku w głowie.
Po niezliczonych rentgenach, po antybiotykach, naświetlaniach lampami i płukaniu zatok, po tym jak pani laryngolog uznała, że mam za mało ukrwioną śluzówkę nosa i przepisała leki na zmienienie tego stanu, a na kontroli uznała, że mam potwornie przekrwioną śluzówkę nosa, musi mi zapisać coś żeby zbladła (do tej pani laryngolog już więcej nie poszłam) - poddaję się.
Chciałabym zrobić sobie punkcję, ale następca specjalistki od ukrwienia błon powiedział, że on jeszcze by się wstrzymał, nie zrobi mi zabiegu dopóki nie wyczerpie wszystkich metod. Zastanawiam się co jeszcze pozostało, oprócz wizyty u szamana.
Doradźcie, proszę!