Podjęłam wreszcie tą decyzję,rzucam czlowieka ,którego kocham! Po 4latach wspólnego życia dojrzałam u niego wyrachowanie i egoizm,trochę za pózno,prawda?. Wiem ,byłam zbyt uległa i spolegliwa,ale przelała się czara goryczy i odchodze.. Oczywiscie, że będę płakac ,juz płaczę...,przeboleje jakos . Zapytacie,skoro był zły ,to dlaczego rozpaczam? Bo mimo wszystko,to cudowny facet,inteligentny ,przy nim czulam się dobrze,ale odkad zaczął mnie olewać ,sprytnie wykorzystywac,tydzien nie odp.na sms poczułam się strasznie,może on mnie już nie kocha? Nie interesuje mnie juz to,zbieram w sobie siły by móc dalej zyc... Radzę wam dziewczyny,odejdzcie od facetów ,ktorzy was ranią,mysle ,ze lepiej byc samemu niz cierpiec nawet przy najprzystojniejszym facecie.
Podobne tematy
Jesteście małżeństwem??
nie,nie jestesmy małzenstwem..Wspominam początki...,taka bylam szczesliwa az trudno uwierzyc ,że kochając można zniesc tyle upokorzenia..Zalewam się łzami ,ale przeżyje to..
Bardzo ciężko zdecydować się na taki krok. Ale ten najtrudniejszy masz już za sobą ![]()
Na tym forum wiele kobiet cierpi, nie potrafiąc znaleźć sił by odejść. Dlatego Twoje zdeterminowanie tak bardzo mnie ucieszyło
Twoja postawa będzie motywować inne dziewczyny do walki o własne szczęście.
Życzę dalszej wytrwałości w dążeniu do celu, wiary we własne możliwości i od teraz samych pogodnych dni, na które w pełni zasłużyłaś ![]()
Trzymam kciuki. Bylebyś wytrwała w swoim postanowieniu. Ja "niewolnikiem" jestem od dłuższego czasu-ale też dojrzewam do pewnych decyzji i przekonań. Podziwiam takie kobiety jak Ty. Wiele babeczek będzie na pewno czerpać z Ciebie wzór.
I ja również trzymam kciuki - będzie dobrze!!!
Masz rację, lepiej być samemu, niż cierpieć. Teraz też cierpisz, ale z czaem się pozbierasz i znowu zaświeci dla Ciebie słońce. ![]()
8 2009-07-27 14:42:35 Ostatnio edytowany przez MortarChaos (2009-07-27 14:43:30)
Też zostawiłam faceta po prawie 2 latach.. W tym czasie dochodzi wojsko i jego wyjazd za granicę. Po prost był nie słowny i dążył tylko do jednego. Miałam wtedy 14 lat ale głupia to ja nie byłam i wiedziałam, że chodzi mu tylko o jedno. Jestem pewna, że za granica miał inną
a mnie tylko jak odwiedzał rodzinę w pl.
Tez odeszlam- po 12 latach zwiazku i 2 latach malzenstwa. Jestem swieza rozwodka i lepiej mi z tym, niz z tamtym ![]()
jestes dzielna... ja jeszcze nie potrafie odejsc.... ale mam nadzieje ze kiedys to nastapi
gratuluję podjęcia decyzji, ja kiedyś też myślałam żeby odejść, jednak zostałam , teraz jestem bardzo szczęśliwa, bo on się zmienił, jednak za miesiąc czeka nas próba czasu. Mam nadzieję, że uda Ci się znaleźć szczęście i nie płakać, bo żaden facet nie jest wart kobiecych łez
Wiem żw trudno Ci teraz w to uwierzyc ale kiedys powiesz ...ale bylam glupia ze płakałam. Czas goi rany... wiem ze to banalne ale naprawde tak jest . Zdecydowanie lepiej odejsc niz trwać w beznadziei. gratuluje odwagi i trzymam kciuki...Bedzie dobrze , poradzisz sobie ![]()
Ciesze sie ze kolejna kobieta zdecydowala ze nie bedzie w chorym zwiazku!
Ja tez odchodze!
eh... hej dziewczyny, ja też właśnie próbuję znaleźć siłę żeby odejść... po 3 latach, muszę wreszcie to zakończyć. gratuluję tym które miały tak wiele siły żeby zamknąć rozdział w którym cierpiały, dawały z siebie wszystko i nie dostawały nic. Jutro kończę to co zaczęło się 3 lata temu. mam nadzieje że znajdę tyle sił i nie stchurzę znowu...
Czasem się zastanawiam czy mój mężczyzna mnie rani czy to tylko moje chore wymysły. Jeśli On zrobi coś złego, jest tego świadom i wynagradza mi to po stokroć. Więc nawet jeśli wczoraj wylałam morze łez przez Niego, dziś tryskam euforią którą mnie oblał...
Witam Alusiu! Ja odeszłam po 11 latach i wiem co czujesz! Jedno jest pewne uczucie żalu szybko nie minie! Toksyczne związki mają to do siebie, że powodują ogromne spustoszenie w naszym sercu i mózgu! Musisz byc teraz bardzo silna! Życzę wytrwałości!
Witam!
Masz rację lepiej przerwać trudny związek i być spokojną ,wyluzowaną kobietą niż cierpieć.
Ja też przeżyłam rozczarowanie ,ale mówiłam sobie ,że jestem KIMŚ , a on niczym i nie będę po nim płakała.-pomogło.
Tobie również życzę :mów jestem najważniejsza na świecie i żaden "cymbał" mnie nie skrzywdzi -pomaga.
Wyję ..,ale żyje! dzięki za wsparcie dziewczyny
Gratuluję silnej woli i słusznej decyzji,ja nadal tkwię w chorym związku,jeśli to jeszcze można nazwać związkiem,ale nie mam odwagi by odejść,choć wiem,że na lepsze się nie zapowiada.Pozdrawiam cieplutko,trzymaj się alusia4.
Witam Wszystkich!
Jestem tutaj Nowa, ale mam ten sam problem co wiekszość z Was(Nas), byłam z Factem przez 10 lat, było bardzo burzliwie, na początku oczywiście sielanka ,zaręczyny,mogłam na niego liczyć,póżniej zazdrość pierwsze rozstanie-moja ucieczka,poźniej inny nieudany związek, znowu razem z Ex i tak juz zostalo, moje studia później emigracja "razem" ale mnie zostawił bo to nie jest życie dla Niego pozniej wracał , znowu razem powrót do Polski(wymuszony, ja nie miałam perspektyw) jak rodzice mówili dziecko marnujesz najlepsze lata swojego życia nie wierzyłam, a może nie docierało do mnie że życie jest takie krótkie i zanim się oglądne za siebie minie 10 lat. Zawsze zabiegał o mnie , jakoś tak pierwszy wyciągał do mnie rękę na zgodę, wiem ze ten związek był toksyczny ale coś mnie do Niego ciągnie, rozstaliśmy sie już 1.5 roku temu na 6 m-cy ale wróciłam do niego i nie wiem po co?Było juz tylko gorzej, nawet ze sobą nie rozmawialiśmy, on nie odbierał ode mnie telefonów.Więc ja przestałam do niego dzwonić i z nim rozmawiać, mieszkaliśmy razem a byliśmy sobie obcy,jak on dzwonił to miałam stresa ze znowu coś nie tak zrobiłam albo dlaczego jeszcze nie ma mnie w domu,teraz mam do tego lekki dystans, czuje sie bezpiecznie, wróciłam do rodziców, mam swój pokój nikt mi nie mówi co mam robić.Nie chce sie zalic w rodzinie nikogo martwić.Wyprowadziłam sie od niego 2 tyg temu i nie mam z nim kontaktu, może tez zrozmiał ze to nie miało sensu, a może to jego kolejna zagrywka, da mi trochę spokoju i znowu sie zacznie, tylko ja juz niemam siły.Chce normalnie żyć.Przepraszam że tak się rozwlekłam z tym pisaniem, ale czy któraś z Was wyszła juz na prostą po czymś takim?
Wiele osób ma pewnie za sobą bolesne rozstania. Ja również odeszłam z toksycznego związku po 2 latach i absolutnie nie żałuję. Była to właściwa decyzja, choć kosztowała mnie bólu, płaczu i przepychanek z rodziną byłego. Z perspektywy kilku lat uważam że decyzja była słuszna, gdyż mój były nie zmienił się na lepsze (z czego wyciągam wnioski że faceci nie zmieniają się zasadniczo, tylko sa tacy jak ich poznajemy na pierwszych spotkaniach czy przez 1 pół roku, chyba ze co niektórzy grają). Załuje tylko że nie odeszłam wcześniej.
Przez pewien czas po tym byłam sama, ale wychodziłam do ludzi i poznałam pewnego człowieka, z którym zaiskrzyło, zostaliśmy przyjaciółmi a dziś jesteśmy razem już 5 lat ![]()
Super Gratuluję,
Ja w dalszym ciągu nie mam z nim kontaktu ale jakos sie jeszcze trzymam, najpierw nie mogłam spać a teraz rano nie mogę wstać
Pozdrawiam
Witam Wszystkich! Moja obecnosc tutaj nie jest przypadkowa. Jak wiekszosc z Was podjełam decyzję o rozstaniu po 4 latach związku- związku na odległość. I pewnie niejedna z was dziwi sie dlaczego teraz, ale uświadomiłam sobie ze to nie ma sensu. Trochę późno, za późno ale wiem ze tak będzie lepiej. Zycie przepłynęlo mi pomiedzy palcami, ciągle czekanie kiedy On wróci, udawanie ze wszystko jest ok, a kiedy jechał zostawałam sama z problemami. Wszystko pewnie dałoby się jakoś przezyć, ale mój EkS nie miał zamiaru wracać do kraju, chciał pracować zagranicą a jakby tego bylo malo nie chciał mnie ze sobą zabrać.
Kiedy po raz n-ty dobitnie powiedziałam, ze taka sytuacja mi nie pasuje on ze zdziwieniem odpowiedział: " nie wiedziałem ze Ci to przeszkadza". Czad.
Dziś żyję samotnie, i czekam na Wielką Miłość.
Moja przyjaciółka miała podobną sytuację jak ty. Była w związku 5 lat, mieli się pobrać, byli bardzo szczęśliwi. On traktował ją jak księżniczkę, był nią zafascynowany. Od podstawówki się w niej kochał i walczył o nią. Był typem takiego bardzo ciepłego i dobrego człowieka. Kiedy ona zgodziła się z nim być on płakał ze szczęścia.. potem spędzili cudowne pięc lat razem. Nagle jednak dostał propozycję pracy w Niemczech, jako prawnik.. Długo walczył ze sobą, nie chciał jechać.. miał tam być pół roku na kontrakcie aby jedną sprawę poprowadzić. Ona nie mogła jechać z nim ale nalegała aby on wykorzystał swoją szansę. W tym czasie przygotowywała się do wesela.. była cała stęskniona i rozpromieniona... schudła parę kilogramów aby zrobić mu niespodziankę. Pojechała do niego na weekend bez zapowiedzi. Jeszcze z lotniska do niego dzwoniła i jakby nigdy nic pytała o jego plany na wieczor itd.. On powiedział, że tęskni więc zostanie w domu i pójdzie wcześniej spać bo i tak nie mógłby się bawić bo ciągle o niej mysli.. Więc ona wsiadła szczęśliwa do samolotu i pogdnała do niego.. Niestety w mieszkaniu go nie zastała, telefon nie odpowiadał.. spędziła noc po jego drzwiami. W końcu wrócił. Bardzo ją przepraszał, powiedział że jednak poszedł do kumpla.. przekonał ją. Niestety kłamał już wtedy.. i potem byłol tylko gorzej. Nie wrócił po pół roku, po roku.. .przełożyli wesele. Ona wciąż czekała, tęskniła.. płakała.. współczuła mu, że tak cięzko pracuje, chciała do niego przyjechać.. a on ciągle się upierał, ze to nie ma sensu, bo nigdy go w domu nie ma. Ciągle jej mówił że ją kocha.. że wariuje z tęsknoty, przysyłał nawet drogie prezenty, przyjeżdżał od czasu do czasu.. coraz rzadziej.. .Aż nie dostała maila od jego nowej narzeczonej, która zdążyła w tym czasie urodzić im dziecko.
Moja przyjaciółka wiele miesięcy leczyła się z szoku i depresji..
DObrze zrobiłaś że odeszłaś. Jeśli facet nie jest w stanie się zdecydować to nic z tego nie będzie. Uwierz mi, że jak mężczyźnie zależy to zrobi wszystko aby mieć kobietę przy sobie.
25 2012-11-11 11:55:13 Ostatnio edytowany przez Lianka (2012-11-11 12:26:35)
Zazdroszcze Ci odwagi. Ja jestem po slubie prawie 20 lat ,mamy dwoje dzieci i nie potrafie odejsc od meza do ktorego nic nie czuje. Jeszcze nie. Najpierw corcia byla mala , teraz synus 10 latek, ktory na sama mysl o naszym rozwodzie placze az torsji dostaje.Szczerze ci zazdroszcze tej odwagi mi jej ewidentnie brakuje. Nie sypiam z mezem juz dosyc dlugo , unikam tego jak ognia. nie jestem oziebla , ale on o siebie nie dba a kiedy go poprosze >> zadbaj choc troszke o siebie >>> zostaje zwyzywana i kaze mi sie odpindolic w ordynarny sposob.Walczylam o nasze malrzenstwo nie raz , nie raz wiele musialam wybaczyc , a ze wyplakalam nie jedna noc to juz inna para kaloszy. Poraz pierwszy przed rozwodem powstrzymmal mnie moj ukochany dziadek i tata, pozniej mama i babcia, ale przysiegam nie mam juz sily skladac tego malrzenstwa od nowa i nie chce juz tego robic. Jednak pozostaje we mnie strach przed skrzywdzeniem mojego syna , ktory ma bardzo fajne relacje z tata i go kocha.Czuje sie tak cholernie rozdarta i nieszczesliwa. Probowalam z mezem rozmawiac , ale za kazdym razem konczy sie to awantura i jak twierdzi wszystko to z mojej winy. Strasznie ci zazdroszcze tej odwagi i sily , dzieki ktorej podjelas ta decyzje . Mam nadzieje ze i ja dojrzeje w koncu do tej decyzji . Pozdrawiam cieplutko
Moja sytuacja jest i była dramatyczna. Najgorsze jest to, ze nie dał mi nigdy do zrozumienia, ze jestem wazniejsza niz jego praca. Zawsze wydawalo mi sie ze jestem tą drugą. Jednak gwioździem do trumny bylo to, ze sie nie okreslil ile jeszcze chce pracowac za granicą. Zawsze, gdy o to pytalam bylo milion powodów a decyzji zadnej.
Jedyne co czuje to żal, i ogromny smutek ktory potęgują moi znajomi. Jedni zapraszają na wesela, inni planują wesela, jeszcze inni chwalą się zaręczynami lub po prostu kogoś mają. A we mnie narasta smutek i niepewność, bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo jak sie zycie potoczy a nigdy nie chciałabym przegapić swojej szansy.
Ale czekam, czekam....
Claire1983: nie wykluczam możliwosci, ze on tam kogoś ma. byc moze jest cos podobnego, jak w opisanym przypadku. Nie wiem, i nie wiem czy chce wiedzieć.
Dziękuję Wam.
Ja bylam w zwiazku 4 lata, po 3 latach-zareczyny. Odeszlam bo jego matka sie wtracala, a nie bylo mowy o wspolnym mieszkaniu. Cierpialam tylko dlatego, ze nie moglam sobie nikogo znalezc, samotnosc mi doskwierała.
Witam! Jestem nowa, nigdy nie pisałam na żadnym forum.Jestem w związku (tak zwanym) 5 lat.Mamy 4 letniego syna.postanowiłam odejść. Ciągle poniżna,wyzywana od najgorszych,kontrolowana i śledzona. Wiecznie awantury przemoc!słyszałam ze spotyka sie z jakimiś nawet osoby które mnie nie znały nie wiedziały kim jestem dla niego mówiły ze ma ich po tad. Nie odzywa sie tygodniami nie odbiera nawet blokuję moje połączenia. Od 2 lat nie mieszkamy razem tłumaczy ze pieniędzy nie ma nawet alimentów nie płaci bo ja nie chciałam ślepa wierząc ze zmieni sie na lepsze. Poprzedni rok był dla mnie trudny ponieważ wpadlam w długi sama utrzymac dziecko rachunki banki 3 komorników.w dodatku on powiedział ze mnie nie kocha nie chce być ze mną. Z płaczem poniżona szłam w nocy do domu. 2 miesiące nie odzywal sie dopiero kiedy widział mnie z przyjacielem który mi pomagal w trudnej sytuacji. Nagle miłość a potem stwierdził ze go zdradziłam. Jak?! Przecież nie byliśmy razem, a to tylko człowiek który mi pomagal.do dziś mówi ze miałam kochanka a tak wcale nie było.śledzil mnie w drodze do pracy z pracy też pod praca były bojki z jego udziałem ze niby go zdradzam. Człowiek którego z całego serca kocham obwinia mnie za wszystko psychicznie nie wytrzymuje. Muszę radzic sobie z praca cały czas na noc bo nie mam nikogo by rano mógł mi syna prowadzić do przedszkola. Ojciec jedynie może ale tylko na noc bo też pracuje. Rodzice sie rozwidli więc na matkę też nie mam co liczyć bo jej nie ma.zostałam sama. muszę dać radę bo mam dla kogo żyć! Przepraszam ze sie żale ale nie mam z kim porozmawiać. Dziękuję ze chociaż tu moge. Życzę dużo szczęścia Wam kobiety które dajecie radę z takimi facetami.
Ja sie dzisiaj rozstalam i wyprowadzilam. Juz dosc
i wlasnie wyje ale zyje
bedzie dobrze tylko na razie boli
Zaczne od tego, ze bez wzgledu na to, czy w Waszym zwiazku istnieje cos takiego jak wzajemna milosc i szacunek, to z cala stanowczoscia stwierdzam ,ze obu tych okreslen nie ma! Strata czasu by bylo szukanie ich nawet pod mikroskopem.
Tkwicie w czyms co sie nazywa toksycznym zwiazkiem, Ty jestes jego ofiara a Twoj partner bezdusznym i bezwzglednym szantazysta emocjonalnym i manipulantem do kwadratu. Mimo tego ze uwazasz tez i siebie za winna rozpadu zwiazku.
Znam ten schemat z wlasnej autopsji. Ale problem nie lezy w Tobie a w nim.
Wiecie dlaczego tak jest? Dlaczego uwazasz sie za winna?
Bo zerwanie uwazacie jak odstawienie narkotyku. Zrobiliscie niby blad, bo zerwalas z "nalogiem" - psycholog o takim odczuciu mowi tak:
Toksyczne związki są bardzo uzależniające, są jak narkotyk. Twoja separacja - o ile do niej dojdzie, nawet poprzez czasowe rozstanie - jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co was uzależniło. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojego partnera. Teraz brakuje Ci po prostu czynnika, który (paradoksalnie) nadawał Twojemu życiu kierunek. Teraz jest czas, żebyś rozpoczął swoje życie na nowo...
Otworz oczy i ogarnijcie sie zanim z milosci do niego zycie sobie odbierzecie, bedac tak zaslepione tym jego wyimaginowanym uczuciem...
Ten Wasz zwiazek to fikcja, farsa do kwadratu a Wy -chyba - nie macie go za bozka na piedestale. Jesli tak - masakra!!!
Zanim zaczniecie analizowac swoj zwiazek i partnera, to musicie wziac pod uwage poza toksykiem jeszcze jedno, ze on stosuje wobec Was przemoc psychiczna - szantaz emocjonalny i manipulacje.
Jesli chcesz sie jakos z tego zwiazku uwolnic, to musisz nauczyc sie stawiac granice, mowic zdecydowanie i stanowczo NIE i nie wdawac sie w dyskusje - nawet poprzez sms - odpowiadajac zdawkowo. Stosowac technike ignorancji.
Bezsilnosc, idealizacja, poczucie odrzucenia, przyjmowanie na siebie winy za rozpad zwiazku, "spitolenia" pewnch spraw jest dzialaniem toksycznym, destrukcyjnym. Byc moze - swiadomie lub tez nie w takich relacjach byliscie.
Tego na pierwszy rzut oka nie idzie wyczuc jak i sam partner nie ma tej pelnej swiadomosci, ze jest toksykiem lub ma takowe zapedy. To jest objaw, ktory chyba najlepiej pasuje pod pojecie efektu odstawienia jak to ma miejsce z alkoholem czy narkotykami.
Nie jestesmy jedynymi - bo tez to przerabialem, ktorzy to przechodza i tak sie czuja czy tez to odczuwaja.
Odczucia zalamania, gorszej "jakosci" Naszej osobowosci, ktore sa oznaka stania na progu u drzwi zwanych depresja sa jej poczatkowym stadium. Z tym trzeba walczyc, by nie popasc w dlasze, negatywne w skutkach skrajnosci. Jak to mi ktos tu kiedys powiedzial "wyjdziesz z tego z twarza ale skopanym tylkiem", bo:
Toksyczny, oparty na uzależnieniu związek często się rozpada. Mężczyzna, albo nie mogąc znieść ciągłej dominacji kobiety i z chęci odzyskania kontroli nad własnym życiem, albo po tym, jak ją skutecznie upokorzył, odczuwając do niej niechęć i brak szacunku ? odchodzi. Inicjatorką rozstania bywa też kobieta, która nie może już dłużej wytrzymać zadawanych przez mężczyznę cierpień, rozczarowana tym, że jej całkowite poświęcenie się związkowi zostało niedocenione i że jej wysiłki, by partner się zmienił, nie przyniosły żadnych efektów.
Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że po takiej nauczce kobieta, dotknięta syndromem ?kochania za bardzo? zdrowieje - nie ma mężczyzny, to nie ma uzależnienia. Niestety, tak nie jest. Po pierwsze, gdy toksyczny związek się rozpada, cierpienie kobiety trwa nadal. Teraz dopiero przeżywa prawdziwe katusze. Na przemian odczuwa złość, wręcz nienawiść do swojego ex oraz tęsknotę, połączoną z nadzieją, że znowu będą razem. Jej życie znów przepełnia mężczyzna, choć nieobecny ciałem, to obecny duchem. Nie jest w stanie normalnie funkcjonować, odczuwać żadnej przyjemności, robić żadnych planów - wciąż myśli o nim. Często jej obsesja prowadzi do prób nawiązywania kontaktu, różnych rodzajów agresji, śledzenia go, niekiedy do błagalnych próśb o powrót. Jeśli mężczyzna wciąż jest od kobiety uzależniony, bywa, że po jakimś czasie rozłąki ponownie do siebie wracają i na nowo rozpoczynają swój toksyczny ?taniec?.
Jest też inny scenariusz ? kobieta, by przerwać swoje cierpienie, tworzy nowy związek. Niestety, jeśli nie zrozumiała swojego syndromu, to najprawdopodobniej znów w nim będzie ?kochać za bardzo? i uzależniać się od mężczyzny. Jej głód miłości wciąż przecież nie został zaspokojony, a lęk przed samotnością stłamszony. Nałóg rozwija się, tylko narkotyk zmienił swoją fizyczną postać.
Kobieta, która uświadomiła sobie swoje uzależnienie od mężczyzny, zrobiła już pierwszy krok. Pojęła, dlaczego tak naprawdę jest nieszczęśliwa i że droga do wyzdrowienia jest tylko jedna ? mozolna praca nad sobą. Mozolna i bardzo trudna, ponieważ gdy na nią wstąpi, co i raz dopadają ją wątpliwości, czy jest ona słuszna.
Zobacz, jak to jest - zaczynasz z kimś być i tak naprawdę od razu wiadomo z czym będzie problem. Czasami tylko wydaje nam się, że problem nie jest aż tak wielki, albo, że możemy go akceptować - zwłaszcza przez wzgląd na piękną resztę. A po czasie się okazuje, że to co było problemem na początku, jest nim wciąż po wielu latach.
Sztuka jest z tego sie wyrwac, najlepiej nogami do przodu. A potem to juz z gorki...
Zyc "jutrem" i nie wracac do "wczoraj".
31 2013-05-13 07:02:01 Ostatnio edytowany przez MrWestin (2013-05-13 07:04:49)
najlepiej nogami do przodu
W moich czasach to znaczyło to samo co przekręcić się, kopnąc w kalendarz, wąchać kwiatki od spodu, itp.
Asiula4 jestem teraz na tej samej drodze co ty, uwoliniłam sie chociaz teraz powiem ze probuje uwolnic sie od toskycznego zwiazku. Damy radę !!!jakbyś potrzebowała się wypłakać albo chciała pogadac to pisz justynas221@wp.pl
Bags masz rację tkwiłam w takim związku. przeczytałam Twoj post kilka razy i dopiero teraz widze jak bardzo on mnie niszczył. Jak byłam uzależniona od P. teraz jest mi cięzko bo odcięłam nałóg. Będzie ciężko ale zawsze po burzy wychodzi słońce i wiem że nadejdzie taki dzień gdy obudze się i powiem jestem wolna dałam radę. Masz rację nie można pozwolić aby Cię zniszczył drugi człowiek. Ciężka droga przede mną ale wierze że się uda chce w to wierzyć... Razem zawsze jest raźniej...
bags napisał/a:najlepiej nogami do przodu
W moich czasach to znaczyło to samo co przekręcić się, kopnąc w kalendarz, wąchać kwiatki od spodu, itp.
ironie tego zwrotu jak widac omylnie zrozumiales, co znajduje przelozenie zgodne z moim zastosowaniem go na tym forum.
justynas29 watkiem piotrusia Pana sie zainteresuj i wieloma podobnymi, bo jest tu tego sporo o tej toksycznej tematyce.
Poczytaj sobie bloga na necie "moje dwie glowy" Maji Hirsch, "apel do pani ropuchowej", "Wrednych ludzi" Jay Cartera.
W razie czego pomoge w tym temacie na forum.