Cześć moje net babeczki.
Mam problem nie od dziś nie od wczoraj. Próbowałam już szukać pomocy w necie, ale jak czytam porady "zabierz ją na basen" to mnie skręca.
Pokrótce określę problem. Zaczęło się dość wcześnie, no w wieku 2 lat potrafiła w parku uciekać i nie reagować na wołania. Zakupiliśmy puszorek i chodziła na smyczy jak piesek. W domu, zawsze dużo mówiła, wszędzie jej było pełno, drzwi do łazienki czy sypialni z dokumentami musiały być zamknięte na klucz, żeby nie poniszczyła. Nigdy po sobie nie sprzątała, w wózku wytrzymywała pół godziny. Z jedzeniem był problem, ponieważ co łyżkę trzeba było upominać. "córcia jedz, córcia jedz" apetyt ma i miała tylko zapominała że musi zjeść.
Z przedszkola przyszły pierwsze sygnały (córcia miała prawie 4 latka) , że nie chce siedzieć na miejscu, że nie kończy zadań, że rezygnuje przed czasem, chodzi po "klasie" setki razy korzysta z toalety, nie sprząta po sobie, podskakuje
Poszła do szkoły zaczęły się sygnały, ze się nie skupia, nie robi zadań, robi brzydkie miny, rozmawia, brzydko się zachowuje ogólnie, rozprasza inne dzieci.
W zeszłym roku miała robione badania pod kątem ADHD. Po kilkunastu spotkaniach z psychologami, testami, obserwacjami (na tych spotkaniach zachowywała się wzorowo...) stwierdzono, że to nie ADHD. Psycholog dwa dni obserwował jej zachowanie w szkole.
Diagnoza "full of live" czyli charakter.
Córcia ma o 3 lata młodszego brata. ![]()
Wiele mam sugeruje mi zaniedbanie córki po przyjściu na świat synka, ale taka sytuacja nie miała miejsca, bo wiele osób uczulało mnie na tym punkcie, żeby nie odsunąć od siebie córci. Rozpieściłam ?
Mieszkamy w Irlandii, jesteśmy tutaj sami, więc dzieci mają tylko nas i siebie.
Do tej pory siedziałam w domu, bo koszty przedszkola dla syna i opieka po szkole dla córki są tutaj bardzo drogie. Syn od września idzie do przedszkola na 3 godziny bezpłatnej opieki , w związku z tym zaczęłam szukać pracy.
Ostatnio byliśmy na wyjeździe z mężem ( wieczór- 8 godzin) dzieci zostawiliśmy znajomej, która miała być opiekunką dla dzieci w takich właśnie nagłych potrzebach.
Żeby szukać pracy też muszę gdzieś synka zostawić, więc dzwonię do opiekunki a ta mi mówi, że musi być ze mną szczera i że z synkiem może zostać, ale z dwoma niestety nie. Przyczyna: zachowanie córki
Kiedy córka jest w szkole syn zachowuje się normalnie, zajmuje się sobą sam, przychodzi do mnie z kolorowankami, pomaga mi przy sprzątaniu czy gotowaniu, bawi się, jest ok. Kiedy jedziemy po córkę do szkoły , "zaczyna" się już w samochodzie. Ona go zaczepia, robi do niego głupie miny, zeza, dotyka go, klepie a ten bardzo głośno daje znać, ze sobie tego nie życzy. Upominam córkę, za pół minuty jest to samo, więc po 5 minutach zatrzymuję samochód żeby uspokoić córkę. Ta zaczyna płakać, "że nie chciała" Syn czerwony ze złości ja tracę głos, bo w końcu zaczynam się drzeć. Mamy jeszcze 5 minut do domu. Sytuacja powtarza się jeszcze dwa razy. Dojeżdżamy do domu, córka pół godziny zdejmuje uniform szkolny. Przy czym ze dwa razy popycha brata, zabiera mu zabawki lub rujnuje "dzieło" z klocków. Przy tym biega wydaje dźwięki "bua ble ble uuuu baga bubu" coś w tym stylu robiąc zeza lub wywalając cały język. Upominam pokazuję lustro i czy się sobie podoba, córka zaczyna płakać i już nic do niej nie dociera.
... i tak dzień w dzień
Córka tak samo zachowuje się u opiekunki, poza tym go bije. Przy mnie tego nie robi. Kiedy bawią się na dworze zaobserwowałam, że go bije pięścią po głowie, lub klepie i popycha, zabiera mu zabawki, rozwala domek z piasku. Wygląda to tak jakby była zazdrosna, że on się ładnie bawi. Z rok temu tego nie robiła, nie zabierała mu nic, nie przeszkadzała.
Mimo iż syn jest młodszy nie faworyzuję go. Każde ma swój pokój jak coś robimy- robimy razem, córka odrabia lekcje syn w tym czasie śpi. Córka nie ma powodów do zazdrości.
W szkole też zachowuje się skandalicznie. Wstyd mi po nią jechać, bo skacze jak małpka krzyczy wywala język i ryczy.
Na gorąco zaczynam rozmawiać o jej zachowaniu, wtedy ona zaczyna płakać, na pytanie dlaczego tak się zachowuje, ona odpowiada "nie wiem" Obiecuje poprawę, przeprasza, ale to tylko słowa.
Miesiąc temu wracaliśmy samolotem do Irlandii i to był horror. Córka miała telefon z gierkami, żeby się zająć, siedzieliśmy z mężem oddzielnie aby nie wzmagać zachowań córki, ale i to nic nie dało. Wstawała, skakała po siedzeniu, kopała siedzenie przed sobą i używała bardzo brzydkich słów. Obca pani w końcu zwróciła jej uwagę," dziecko jak ty brzydko mówisz, jak nieładnie się zachowujesz, a taka ładna dziewczynka".... nic nie pomogło. Mąż bez przerwy ją upominał ale to nic nie pomagało ![]()
Teraz z drugiej strony. Córcia jest kulturalna w mowie jeżeli mogę tak nazwać. Mówi: dzień dobry, przepraszam, proszę, Odpowiada na pytania obcych typu jak się masz, jak masz na imię, ile masz lat "O jaka grzeczna dziewczynka" , po chwili czar pryska ![]()
bardzo ładnie pisze, rysuje ( nie koloruje), ładnie czyta. Wierszyki na pamięć to dla niej nie problem. Ma wyobraźnię i ją wykorzystuje np robiąc kartki urodzinowe dla przyjaciół ze szkoły.
Z zajęć: Raz w tygodniu córka jeździ na zajęcia z hurlingu (taka irlandzka odmiana gry palanta) i raz w tygodniu jeździ na basen. Zajęcia z pływania ma albo w ramach nauki ze szkoły, bądź jedziemy całą rodziną.
Bardzo chętnie chodzi do szkoły, w sobotę jest płacz. Ze sprzątaniem u niej różnie, są dni że w 15 minut wysprząta pokój a są dni, ze tego nie zrobi. płacze skacze, stęka, porządki zajmują jej 3 godziny albo nie sprzątnie wcale. Podobnie jest z odrabianiem lekcji. Jednego dnia robi to ze śpiewem na ustach następnego wyszukuje innych zajęć, śpiewa, rysuje na karteczkach, siadam z nią a ona zaczyna płakać, że ją rozpraszam.
Tak jak już wspomniałam przedszkola są tutaj drogie, to są koszty rzędu 150 euro na dziecko przy standardowej płacy 300 euro. Dlatego ja wciąż siedzę w domu.
Musze też zacząć pracować na swoją emeryturę, siedzę w domu już 7 lat, więc doszliśmy z mężem do porozumienia i nawet jak bedę pracowała tylko na wydatki przedszkolne to jednak pójdę do pracy.
Planowałam dać syna do tej samej szkoły ale zaczynam się zastanawiać czy to nie będzie błąd. Oddzielnie to tylko ona dostaje małpiego rozumu, syn jest spokojny, bawi się tak jak inne dzieci, ładnie je przy stole, sprząta zabawki. Syn od pół roku chodzi raz w tygodniu na 5 godzin do przedszkola i nie ma zastrzeżeń do jego zachowania. Wchodzę po niego grzecznie się bawi, lub koloruje przy stole z innymi dziećmi.
Jeżeli dostanę pracę teraz, to będę musiała oddać dzieci na cały dzień do przedszkola i obawiam się zachowania podobnego jak u opiekunki, czyli że ona będzie go biła dokuczała a on będzie bardzo głośno i wyraźnie protestował.
Proszę o pomoc! jak mogę wpłynąć na zachowanie córki, jakich argumentów użyć aby ją wyciszyć, uspokoić? Nie jedzą produktów "nakręcających, wysokoenergetycznych"
Oraz czy dać dzieci do oddzielnych przedszkoli na wakacje ?
To nie są jakieś tam moje wygórowane ambicje względem dziecka, ale widzę jak zachowują się inne dzieci i widzę, że nikt z nią nie może wytrzymać ![]()
Nie wiem jak na nią wpłynąć, Postawienie do kąta nic nie daje, stoi i płacze, samotne przebywanie w pokoju też nie pomaga, kary typu, że nie wyjdzie na dwór tez nic nie daje, zabawek nie kupowaliśmy już dawno. Za każdą dobrą rzecz i zachowanie jest chwalona, ale zaraz jej zachowanie przekracza wszelkie granice, ja zaczynam płakać z bezradności, syn płacze a córcia biega wariuje.
Mąż pracuje od rana do wieczora, jego obecność nie wpływa na zachowanie dzieci. Jak w niedzielę np pojadę do miasta na zakupy ( z dziećmi się nie da bo wstyd, wszyscy zaczynają nas obserwować, dlatego nie ma sensu zabierać je do sklepu), to z tatą zachowują się tak samo jak ze mną.
POMOCY !!! Poradźcie coś moje drogie