Witam forumowiczów. Jestem w kropce. Rzuciła mnie kobieta po 7 latach, ale może od początku.
Jest to moja pierwsza miłość ta prawdziwa. Byliśmy w związku prawie 7 lat pod koniec lutego, a znamy się ponad 7 lat.Nasz związek może nie był idealny, ale starałem się, jak najlepiej aby był. Osobiście mam 25 lat moja ukochana 23. Wszystko zaczęło się około pół roku temu, gdy zaczęła wyjeżdżać na studia na weekendy (zaocznie). Była ona osobą skrytą jakoś nie brnęła do ludzi ja wręcz przeciwnie. Zbiegiem lat to się wyrównało. Po tym jak zaczęła jeździć na studia w końcu się rozkręciła. Nawet na początku było jej głupio, że rozmawiała z kolegą. Ja jej powiedziałem przecież to nie zdrada, więc wszystko jest ok. Dni leciały a ona się zmieniła. Ma tam swoje koleżanki też z nią jeżdżą do szkoły i zaczęły chodzić do klubów, jeśli im na to czas pozwalał no i rozkręciła się kobieta.
Tygodnie mijały a ona się zmieniała. Ja oczywiście byłem zadowolony do czasu Sylwestra. Kilka dni przed powiedziała, że rozmyślała aby mnie rzucić. Myślała o tym podobno już pół roku wcześniej. A jakie powody były tego. Napisze później aby się nie powtarzać.
W końcu nastał Sylwester. Na tej imprezie byliśmy z jej znajomymi, czyli tymi jej koleżankami i kolegami ze studiów. Jej zachowanie było karygodne. Zachowywała się, jak, by nie była tą samą osobą. W tedy również się pokłóciłem z nią dla tego, że nie zwracała na mnie uwagi a bardziej zajmowała się koleżankami i kolegami, a ja byłem 5 kołem u wozu. Również informacja którą usłyszałem kilka dni prędzej jakoś mnie nie nastroiła do zabawy, ale się starałem. Wróciliśmy z sylwestra oczywiście były ciche dni. Ona oczywiście nie widziała żadnego problemu w swoim zachowaniu.
Po kilku dniach się spotkaliśmy. Czułem, że coś jest nie tak i wiedziałem, że mnie rzuci.
Powiedziała mi, że to już koniec. Podobno już widziała o tym jak wracaliśmy z Sylwestra. No świat mi się zawalił dosłownie. Oczywiście jej zachowanie na Sylwku według niej było ok, a jak jej powiedziałem jak było to zmieniła rozmowę i dumnie powiedziała, że ona nie pamięta i, że się zmieniła otworzyła się na ludzi. Oczywiście moja mina była w tym momencie dziwna. Dlaczego mnie rzuciła a dla tego, że nie otwieram się na ludzi, nie mam stałej pracy albo jej brak (no są ciężkie czasy) i, że nie zdobywałem jej nadal ;/.
Nie mieszkamy razem, ale widywaliśmy się dziennie. Powiedziała, że w przyszłości jak stracę pracę z kąt ona będzie widzieć czy ją znajdę, że będzie żyłą w niepewności. Są to główne powody. Ja się przyznam nie wszystko robiłem dobrze. Oczywiście tu najlepsze wszyscy wokół, czyli jej koleżanki jej rodzina wiedziała o jej rozmyślaniu co, by mnie nie rzucić te pół roku prędzej. Oczywiście dowiedziałem się ostatni o tym plus na dobitkę mnie rzuciła. Człowiekiem idealnym nie jestem, ale dbałem o nią jak tylko potrafiłem z resztą sama mi to powiedziała.
Idąc dalej nasz związek opierał się o szczerość. Prowadziliśmy szczere rozmowy na temat naszego związku, ale jak widać wyszło jak wyszło. Nawet nie dała mi szansy żadnej. W tym wszystkim dużą rolę odgrywają koleżanki. Z resztą nie zaprzeczyła, że ważniejsze są dla niej koleżanki niż nasza miłość w tym momencie. Również powiedziała mi, że nie chce ratować naszego związku ani dawać mi szansy. Nie chce i koniec. Wszystko mówione pod wpływem focha i swojej dumy co ma większą niż tuzin facetów.
Widzę i wiem, że ma puszczonego focha, że robi to na złość i na przekór mi i sobie. Powiedziała, że chce się ode mnie odciąć i jak wyżej nie chce ratować naszego związku. Napisałem czemu mnie zablokowała na fejsie a ona wyskoczyła, bo mnie szpiegujesz ona potrzebuje czasu. Następnego dnia poszedłem z rana do niej, bo jechała na studnia. I się pytam czy mnie kocha i co powiedział, że mnie kocha no i ja byłem zbity z tropu oraz dodała, że nie chce ratować naszego związku. Ja jej powiedziałem,że chcę ratować nasz związek nie mam zamiaru rezygnować z naszej miłości dla jej koleżanek.
Po przyjeździe z weekendu o dziwo doszło do spotkania chodź nie chciała ze mną rozmawiać przez tel. tylko sms. Ok spotkaliśmy się i chciałem zadać jej kilka pytań no, bo po za tymi wyżej nic nie wiedziałem a najważniejsze było to czy ma kogoś. Usłyszałem, że nie ma nikogo i nie szuka. Teraz pytanie czy jej wierzę. Tu są wątpliwości zawsze, bo nasz związek opierał się o szczerość, a jest jak jest. Zadałem kilka mniej lub ważniejszych pytań, ale bardziej było to potwierdzenie moim domyśleń. Oczywiście traktuje mnie jak ostatniego śmiecia. Jak bym ją bił i zdradzał. Po spytaniu się czy mnie kocha nagle ona powiedziała nie. 3 dni wcześniej jak rozmawiała ze mną normalnie bez emocji powiedziała, że tak. Wpływ koleżanek jest bardzo duży. Ja jej powiedziałem, że jej nie wierzę i nie wiem, co w niej pękło takiego, że traktuje mnie jak śmiecia i mnie rzuciła. Z resztą nie dała mi nawet szansy.
Nie rozumiem jej postępowania ani logiki myślenia. Wiem, tyle że mnie kocha i ktoś ma na nią duży wpływ
. Znam ją ponad 7 lat,ale nie potrafię przebić bariery jej złości/focha. Z drugiej strony nie chcę popełnić błędu. Od tamtej pory nie rozmawiam z nią był to 7 stycznia. Tylko napisałem raz sms co tam słychać i tyle. Odpisała że wszystko ok i, że ma dużo nauki. Co mam robić w tej sytuacji?. Tym bardziej pytam kobiet, o co jej chodzi, a raczej jak to rozegrać aby było dobrze. Nie chcę jej stracić, bo ją kocham. Ja już myślałem o ślubie a tu taki problem. Sam mam w tej chwili złość. Nie rozumiem dlaczego mnie tak traktuje. Nie napiszę, że to ideał kobiety, bo taki nie jest, ale po prostu wiem, że to ta jedyna. Nikt nikogo nigdy nie zdradził byliśmy sobie wierni. Nawet, jeśli chodzi o seks nie było problemu wręcz przeciwnie. Nawet jakiś rok temu sama mówiła, że kocha mnie bardziej niż ja ją a ona była dla mnie całym życiem. Nie wiem czy ona mnie teraz testuje czy wyżywa się na mnie. Po prostu jestem w kropce. Co sądzicie. Co byście zrobili. Pomocy.
Zozpaczony Misiek666