netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Upolowałam go i mam za swoje

5 odpowiedzi2 535 wyświetleńzałożony przez Atmaca, 16.11.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Upolowałam go i mam za swoje

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

1

Temat: Upolowałam go i mam za swoje

Z moim obecnym chłopakiem poznaliśmy się, gdy miał jeszcze świeżą ranę po poprzednim, 3-letnim związku. Na początku bezustannie opowiadał mi o swojej byłej dziewczynie, o ich relacji, a nawet o jej rodzinie, przez co w ogóle nie traktowałam go poważnie, w takim sensie, że dużo ze sobą rozmawialiśmy, spotykaliśmy się, ale wszystko na stopie czysto koleżeńskiej. Owszem, bardzo podobał mi się wizualnie (w końcu mogłam ubrać szpilki i facet nie wyglądał przy mnie jak krasnal ogrodowy :) ), miał pozytywne usposobienie, ale widmo byłej było dla mnie taką lampką ostrzegawczą, że to nie ten czas, aby wybić tą znajomość na poziom bardziej zaawansowany.

Wówczas singielką byłam od 1,5 roku i z perspektywy czasu stwierdzam, że zaczęłam szukać faceta trochę na siłę. Wtedy oczywiście wydawało mi się, że wolność mi służy i żaden facet do szczęścia nie jest mi potrzebny, ale teraz wiem, że wmawiałam to sobie, aby złagodzić tęsknotę za wspólnym oglądaniem telewizji w grubych skarpetach, za romantycznymi spacerami, czułymi gestami, wspólnym piciem grzańca i milionem innych rzeczy, które można robić razem. W moim przypadku znajomi nie byli lekarstwem na tę tęsknotę - czasem nieświadomie sprawiali mi przykrość. Przychodzili na spotkania parami, zakochani, szczęśliwi, a ja wtedy po prostu nie mogłam na nich patrzeć... Chciałam koniecznie kogoś mieć. Wymagania malały z dnia na dzień, poznawałam jakiś beznadziejnych kolesi, którzy summa summarum i tak szybko ode mnie uciekali, bo najzwyczajniej wyczuwali moją frustrację.

Lampka ostrzegawcza, o której pisałam w pierwszym akapicie, to rozsądek. Moje postępowanie opisane w drugim akapicie, nie ma z rozsądkiem nic wspólnego, ale to ono wzięło górę. Postanowiłam, że zabawię się w samarytankę i pokażę G. jak wygląda partnerski związek z prawdziwego zdarzenia. I to nic, że nie znając jego byłej wiedziałam o niej tyle, że mogłabym napisać biografię. To nic, że nadal bywał w jej domu rodzinnym, rozmawiał z jej rodzicami, odżywały wspomnienia... Nie działał na mnie żaden argument obstawiający za tym, aby dać spokój chłopakowi, bo to nie jest dla niego dobry moment na nowy związek. Szybko zaczęłam działać i - o dziwo - on również podjął inicjatywę i równie szybko zostaliśmy parą.

Miałam tego swojego chłopa i generalnie zamiast być lepiej, to było tylko gorzej. Popełniłam jeden z podstawowych błędów: nie dałam mu możliwości zawalczenia o mnie, o nas - sama powzięłam starania o niego i nasz związek. Jednym słowem, wykastrowałam chłopa, bo jak chłop nie zapoluje i nie upoluje, to nie doceni - najprawdziwsza z prawd, stara jak świat. Pozbawiłam jeden z najpiękniejszych etapów związku czaru i magii. Nie było romantycznych spacerów, wyjść do przytulnych knajpek, długich rozmów przy świetle księżyca na plaży, za to były moje zmarnowane godziny w kuchni i łazience. Biegałam pomiędzy jednym pomieszczeniem a drugim, aby mógł nacieszyć oko i zapełnić żołądek, a na koniec z wywieszonym jęzorem biegłam do pokoju, aby wszystko lśniło na błysk. Znosiłam porównywanie mnie do jego byłej, a nawet cieszyłam się, gdy zauważył korzystną dla mnie różnicę. Wyznałam zasadę: "najpierw obowiązki, a potem przyjemności", czyli że pierw nad nim popracuję, a potem będę zbierała plony swojej pracy.

3 dni temu minęło 9 miesięcy odkąd jesteśmy razem, a do mnie dopiero niedawno dotarło co narobiłam i za cholerę nie znam sposobu, aby to wszystko zmienić, bo zamiast soczystych plonów, mam takie oto zmizerniałe coś..:

Przez 9 miesięcy G. zabliźniły się rany. Mówi, że jest ze mną szczęśliwy i nie ma do mnie żadnych zarzutów. Wywalczyłam, że nie jeździ do domu rodzinnego byłej dziewczyny, a o niej samej wspomina sporadycznie... Wczoraj wybraliśmy nawet nasze nowe mieszkanko - przeprowadzka zaplanowana na styczeń... I teraz, gdy wszystko zaczyna się rozwijać, ja zaczynam się zwijać. Nie chce mi się już starać. Czuję się jak dziecko, które samo zbudowało wierzę z klocków i samo chce ją rozdupczyć. Mówiłam G. o tym ostatnio, a on tylko powiedział, że rozstaniem bym go zabiła. Wie, że w takim momencie nie myślałabym o nim, ale zaczęłabym myśleć, gdybym zobaczyła jego twarz...

Sęk w tym, że ja nie chcę tego zakańczać. Chcę, żeby nasz związek stał się w końcu partnerski, abyśmy mieli równy wkład w naszą relację. Chcę, żeby stał się wobec mnie bardziej czuły. Aby od czasu do czasu przeszło mu przez myśl, że w towarzystwie znajomych też może mnie przytulić, czy pocałować... To jeden z wielu aspektów, który mnie nurtuje: w towarzystwie zero kontaktu fizycznego, zaczyna się on dopiero po powrocie do domu. Nie jestem jedną z tych dziewczyn, które chciałyby być uwieszone na partnerze non stop, ale on ostatnio nie dał mi nawet buziaka na powitanie, gdy dołączyłam do niego i jego znajomych na piwko. Chciałabym, aby wyzbył się takich zachowań, poprzez które sugeruje, że tylko on ma rację i co tam sobie nie myślę, to on i tak zrobi to co uważa za stosowne. Chciałabym, aby czasem powstrzymał emocje, dał sobie coś przetłumaczyć i abyśmy podejmowali decyzje razem, partnersko.
Chciałabym, aby w końcu określił swoje uczucia. Bardzo często mówię mu, że go kocham, a on mi powiedział to zaledwie dwa razy: pierwszy raz na ślubie kolegi w kościele, w takiej tonacji, że mogłam to uznać za żart. Drugi raz, przy życzeniach urodzinowych. W tym przypadku z kolei poczułam się tak, jakbym na nim te słowa wymusiła. Powiedziałam ja, to on też musi, bo tak wypada. :(
Podobna sytuacja jest z komplementami. Nigdy nie usłyszałam od niego, że ładnie wyglądam, ale każda z pań przykładowo na teledyskach zawsze wygląda rewelacyjnie. Może i wyda się wam to śmieszne, ale strasznie mnie tu wkurza, gdy siedzimy z jego znajomymi, oglądamy telewizję, pojawi się na szklanym ekranie jakaś ładna dziewczyna, a jemu ślina po brodzie cieknie.
Chciałabym, aby był kochany nie tylko wtedy, gdy jestem o coś zła...

Dziewczyny, macie pomysł, jak naprostować sytuację? A może ja w ogóle przesadzam? G. uważa, że trochę demonizuję i zaczęłam się już pomału zastanawiać też nad tym, czy faktycznie nie ma racji... Może to jest normalne, a ja jeszcze nie wyrosłam z ideałów?

Pozdrawiam was ciepło i z góry dziękuję za każdą konstruktywną odpowiedź :)

2

Odp: Upolowałam go i mam za swoje

Wiesz napiszę Ci to co od razu mi się nasunęło jak przeczytałam Twój post...przyzwyczaiłaś go do "dobrego". Jak wiadomo każdy człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego i do wygody. Jest mu z Tobą dobrze, bo w zasadzie on nie musi nic robić, aby ten związek podgrzewać, by walczyć o Ciebie i starać się. Ma zapewnione minimum bez jakiegokolwiek wkładu z jego strony. Teraz rozmowy z nim mogą nic nie dać, bo on nie będzie wiedział co Ci teraz przeszkadza skoro ciągle było tak samo.Wiesz radzę nie podejmować z nim tych rozmów, bo on i tak nie zrozumie o co Ci chodzi. Moja rada to zaplanować pewne działanie. Pokaż mu, że ma o Ciebie zawalczyć, zacząć się starać i zabiegać. Bądź ciągle dla niego miła, ale zacznij wychodzić ze znajomymi sama. Zacznij bardziej dbać o siebie. Kup jakąś fajną sukienkę. Nie zdradzaj dlaczego się zmieniasz. Nich poczuje, że kogoś masz..niech poczuje zazdrość. To najlepsza recepta na miłość smile

3

Odp: Upolowałam go i mam za swoje

Nie stosowałabym żadnych gierek - rozmowa wprost "Nie okazujesz mi czułości, nie zabiegasz o mnie, traktujesz jak niemienny element świata, stracisz mnie w ten sposób".
Jednak napewno trzeba przestać mu nadskakiwać, rozpieściłaś go i przywykł ,że nic nie musi. Pora uciąć mu tą wygodę. Nie czekaj z kolacją,tylko czekaj w ślicznej kiecce i szpilkach,a jak przyjdzie (zmęczony,czy nie) a pewnie zdziwiony powiedz :"słyszałam,że dziś idziemy zjeść na mieście". Przestań ogarniać wszystko dokoła i skup się na sobie, nie na nim i jego potrzebach. Niech nie znajdzie koszuli, ani czystych skarpet, postaw czasem swoje sprawy ponad czas z nim - wtedy dostrzeże jak wiele ma i jak mizernie to docenia.

4

Odp: Upolowałam go i mam za swoje
Atmaca napisał/a:

nie dałam mu możliwości zawalczenia o mnie, o nas - sama powzięłam starania o niego i nasz związek. Jednym słowem, wykastrowałam chłopa, bo jak chłop nie zapoluje i nie upoluje, to nie doceni - najprawdziwsza z prawd, stara jak świat.

Zupełnie nieprawda. Ja szanuję wolność. Nie zdobywam, nie nagabuję, nie walczę, nie staram się o związek. Związek dwojga ludzi to robienie małych kroczków w swoją stronę, coraz bliżej i bliżej, a gdy intencje są jasne, to wtedy w końcu można się przytulić (że tak przenośnią to ujmę). Przytulić razem, bo tak chcemy, a nie dlatego że drapieżca przydusił ofiarę do trawnika.




Znosiłam porównywanie mnie do jego byłej

Co za straszna głupota. Porównać jedną kobietę do drugiej...



Sęk w tym, że ja nie chcę tego zakańczać.

On nie chce zakańczać, Ty nie chcesz zakańczać. Kto robi problemy?



że w towarzystwie znajomych też może mnie przytulić, czy pocałować... To jeden z wielu aspektów, który mnie nurtuje: w towarzystwie zero kontaktu fizycznego, zaczyna się on dopiero po powrocie do domu.

Zaprawdę, zaprawdę powiadam Ci! Przytulanie, całowanie, namiętności w towarzystwie przyjaciół nie zawsze jest dobre, bo np. może tam być jakaś samotna dziewczyna i źle się z tym poczuje. Strasznie głupio wygląda jak rozmawiają ze sobą dwa małżeństwa, a jedna para jest przytulona, a druga osobno. Jeszcze bardziej głupio wygląda jak zaczynają się prześcigać w czułościach -- jedna usiądzie na kolanach mężowi, za chwilę druga, jedna przytuli, druga nie chce być gorsza. W towarzystwie oczywiście można okazywać sobie uczucia, ale tak aby innych nie ranić...



ostatnio nie dał mi nawet buziaka na powitanie, gdy dołączyłam do niego i jego znajomych na piwko.

U nas jest tak, że osoba, która przychodzi podchodzi do tej osoby, która już siedzi i dajemy sobie oficjalne buzi.



siedzimy z jego znajomymi, oglądamy telewizję, pojawi się na szklanym ekranie jakaś ładna dziewczyna, a jemu ślina po brodzie cieknie.

Mi też to żona zarzuca(ła). Wiem że, nie ma racji, to raczej jej wymysły, bo jest chorobliwie zazdrosna. Wtedy robisz się zła, on to widzi, i w ten sposób psujesz związek.



Chciałabym, aby był kochany nie tylko wtedy, gdy jestem o coś zła...

Też tak mojej żonie się wydawało. Chciała mnie zmienić na drodze wielu godzin rozmów, a potem się skarżyła, że na nic poszły te rozmowy. Sorki! Nie da się zmienić osoby tak, aby pasowała tej drugiej. W końcu doprowadziła do tego, że kupując kwiaty wydawało mi się, że robię to tylko dlatego, że ona tak chciała, co było poniżające.



Dziewczyny, macie pomysł, jak naprostować sytuację? A może ja w ogóle przesadzam? G. uważa, że trochę demonizuję i zaczęłam się już pomału zastanawiać też nad tym, czy faktycznie nie ma racji... Może to jest normalne, a ja jeszcze nie wyrosłam z ideałów?

Tak! Nie wyrosłaś z ideałów. On nie będzie doskonały. Z kolei on zachowuje się jak słoń w sklepie z porcelaną (porównuje Cię do byłej, komentuje babę na ekranie). Trzeba iść RAZEM przez życie a nie ciągle stawiać wymagania.

Moja rada -- wrzuć na luz. Druga rada -- zacznij dbać o siebie -- praca/nauka, fitness, fryzjer, solarium, paznokcie, prysznic full serwis rano i wieczór, a mniej przejmuj się facetem. Trzecia rada -- przestań być zazdrosna i zaborcza.

Jeśli się kochacie, to poczujecie jaka mocna więź was łączy. Jak więź nie jest mocna, to naturalnie od siebie odejdziecie.

5

Odp: Upolowałam go i mam za swoje

Jest takie przysłowie, że nawet kota można zagłaskać na śmierć i Ty to chyba chcesz zrobić.Zajmij się wkońcu sobą , a nie tylko nim. Trzeba mieć troche dystansu do tego. Zacznij wychodzić bez niego, a kiedy tak robisz to ubierz się tak, że padnie z zachwytu. On musi dostrzec jaki skarb ma w domu, że robisz wszystko dla niego, ale nie tylko jesteś kurą domową a atrakcyjną kobietą. Jeżeli tego nie zmienisz jak najszybciej on będzie w widziała w Tobie tylko Panią Domu,a nie atrkacyjną kobietę na widok której faceci się ślinia.

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Upolowałam go i mam za swoje

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026