Od wielu już lat mam taki zwyczaj że w starym kalendarzu (chyba z roku 2000) zapisuję plan na kolejny rok. Tak, około10 punktów. Różne już tam rzeczy bywały: a to pójść na operację, a to założyć sprawę w sądzie, albo zrobić remont łazienki, albo wymienić okna, zainstalować aparat ortodontyczny, nauczyć się TAROTA, więcej jeździć na rowerze, pić mniej piwa ... Obok postanowienia stawiam zawsze szacunkową datę np. maj i ewentualnie koszt. Żeby plan łatwiej było zrealizować i przyjemniej czytać wpisuję tam również nagrody np. pojechać do Pragi, spędzić weekend w aquaparku, zrobić imprezę dla starych znajomych... Zanim zacznę pisać ten plan wcześniej robię podsumowanie poprzedniego roku, analizuję, przeprawiam daty, formuły postanowień, zastanawiam się nad minionym czasem. Do zapisków wracam kilka razy w roku, staram się trzymać harmonogramu, ale życie nie raz go weryfikuje. Jeżeli czegoś nie udało się zrobić ze względu na siłę wyższą albo moją świadomą decyzję zmiany - jest dobrze, jeżeli przez zwykłe zaniedbanie - to źle. Wtedy przepisuję ten punkt na kolejny rok jako jeden z pierwszych do wykonania. Na początku nie było lekko, ale z każdym rokiem osiągam coraz więcej. Mogę dumnie stwierdzić że realizuję już swój plan w około 70%.Jeśli naprawdę tego chcę i mam na to realny wpływ- nie ma siły by się nie spełniło. Coraz częściej jednak przy pisaniu mojego planu pojawia się pytanie zasadnicze: Czy ja naprawdę tego chcę? I czego chcę naprawdę?
Podobne tematy
Zainteresowałam się takim sposobem na przyszły rok. Zawsze mam rzeczy, które chciałabym zrobić w przyszłym roku ale albo zapominam o nich i tak gdzieś uciekają. Taki plan jest świetnym pomysłem. Nagrody za wykonanie punktu są motywujące. Muszę to koneicznie wypróbować w nadchodzącym nowym roku. Tylko ciekawe czy uda mi się być konsekwentną ?? ![]()