Mój mąż, ojciec dwójki dzieci (3 i 8 lat), znalazł obiekt westchnień w internecie. Problem w tym, że jest to jego już 4 flirt (nieszkodliwy jak to określa), zupełnie nie zagrażający naszemu związkowi?!. Z poprzedniczką rozmawiałam drogą sms-ową - oszukał ją, że jest w separacji i oczywiście nie wspomniał, że oczekuje drugiego dziecka. Od kilku lat nasze małżeństwo się regularnie się wypala. Tkwię w nim dla dobra naszych dzieci. Póki były małe, byłoby mi ciężko wychowywać je w pojedynkę. Ale teraz czuję, że coraz bardziej tracę godność do swojej osoby. A on kompletnie nie widzi problemu - przecież Cię nie zdradzam, pozwól, że chociaż razem wychowamy nasze dzieci.
Nie wiem co robić? Czy tkwić w tym dalej? Czy wybrać separację? Czy dzieci będą szczęśliwe w takim "bezpłciowym związku"? Chociaż tak naprawdę to zawsze były przyzwyczajone do takiego schematu rodziny. Mój mąż nigdy się nie angażował emocjonalnie w nasze relacje, chociaż z obowiazków wychowywania, prowadzenia domu się wywiązywał, ale bez większych uczuć.
Podobne tematy
To nieprawda, ze on Cie nie zdradza!
Oszukuje rowniez inne kobiety.
Twoje dzieci beda robic to samo jesli nie odetniesz ich od zlego przykladu.
Jesli jedyne emocje jakie Cie z nim wiaza to powinnosc wobec dzieci... to daruj sobie! Nie rob dzieciom krzywdy, to nie jest argument za lecz przeciw byciu razem.
On nie widzi problemu? doskonale go widzi...tylko wie, że ty i tak mimo emocjonalnych zdrad z nim będziesz...dla "dobra" dzieci. A takie rozwiązanie nie jest dobre ani dla nich ani dla ciebie. Co to za małżeństwo, w którym jedna strona świadomie i z premedytacja rani drugą i udaje , że przecież nic się nie stało?..ty tracisz szacunek do niego i siebie...a on ma to w d... po prostu dalej się świetne bawi...twoim kosztem. Prawdziwy wzór męża i ojca...Zrób to co uważasz dla ciebie i dzieci będzie najlepsze..nim sie nie martw-tacy szybko znajdują pocieszenie
Matko, jak ja nienawidzę takich facetów. Mają wszystko, fajną żonę, udane dzieci, dom, rodzinę, miłość i ciepło, a oni...Wywal go na zbity pysk. Ty dasz sobie radę, jesteś w końcu KOBIETĄ!
malakobietka witaj
Przeszłam cos podobnego, jednak raz i konkretnie. Mój maz rowniez poznal kobiete przez neta. Niby tez nic szkodliwego. Zapewnial mnie, że przeciez to nie zdrada, ze przez okienko gg posle sie czy to serce czy poprowadzi rozmowę z podtekstem erotycznym. Po pewnym czasie spakował sie i odszedł....do niej, zostawiajac 15 lat malazenstwa i mnie z córką. Nasz zwiazek rozpadl sie definitywnie. Smesznosc sytuacji polegala jednak na tym, ze on pocieszał tam kobietę, której maz odszedł w ten sam sposób do innej, która równiez zapoznał przez neta. Mój wspaniały maz
pocieszyciel, rycerz wielki, pogalopowal ze swoim konikiem, pocieszac nową dame swojego serca.....i koniec bajki:) przynajmiej dla mnie. Sama wiec widzisz, ze net to wcale nie jest taka błaha sprawa, Teraz panuje dziwna ,,moda" na zakochiwanie sie przez internet. To JEST szkodliwe! to JEST grozne. Na Twoim miejscu bym przeprowadziła bardzo powazna rozmowę z meżem, stawiajac warunek. W jego życiu ma byc tylko jedna kobieta, zarówno do pisania z nia, chociazby esów jak i rozmawianiu z nią o sprawach tylko Was tyczących. i to jestes albo Ty albo...one. Czasem lepsza jest separacja niz zaciskanie zębów w nadziei, że nie bedzie zle, bo później można sie gorzko rozczarowac a czas moze wpłynąc tylko na Twoją niekorzyść, Pozdrawiam i życzę sily.
Ty dasz sobie radę, jesteś w końcu KOBIETĄ!
Kocham Cie za to zdanie.... myslalam, ze to tylko ja tak mowie ![]()