Naprawdę mam taki uraz do lekarzy,że boję sie duzo bardziej leczenia od choroby. Totalnie stracilam do nich zaufanie
Pierwszy raz to bylo kilka lat temu,gdy podczas rutynowej cytologii wykryto mi komorki nowotworowe CIN 3 i mialam miec zabieg LLETZ. Poszlam. Dostalam takiego krwotoku po nim, ze ledwo go przeżyłam. Potem jeszcze dlugo krwawilam. I od tamtego czasu przez te kilka lat mialam taka traume,żeby znowu robic cytologie, ze nie robiłam jej az do zeszlego roku. Wyniki cytologii mam obecnie w normie
Potem zaczelo sie to latanie po lekarzach z powodu chronicznego zmeczenia. Najpierw podejrzewali,ze jest ono wynikiem wirusa EBV,ale,gdy juz wirus przestal byc aktywny i ja nadal mialam(i mam) to zmęczenie to zaczelo sie robienie innych badan. Wyniki tarczycy w normie-wyrownane, badania krwi,badania u neurologa itd, badania nerek itd
I przez wiele tych wizyt u lekarzy takie podstawowe bledy popelniali lekarze, ze naprawde strach pomyslec jak oni by mnie leczyli na jakas poważna chorobe
Po pierwsze wszystko gubia,nie wiedza,gdzie polozyli, nawet nie maja pojecia po co przyszlam na wizyte w recepcji,mimo,ze sami mi te wizyte zabukowali, wszystko im przylazi z opoznieniem
Na wszystko przepisuja antybiotyki,no dosłownie jakby to byly cukierki. Na guzka mi pierwsza ginekolog przepisala antybiotyk. Nie bralam ich,bo sobie myślę "jak to przecież antybiotyki są na bakterie,a nie na guzki" . Poczekałam.poszlam do innej ginekolog i chwalą Bogu nie brałam tych antybiotyków,bo mi ta druga powiedziała "ze tu potrzeba biopsji, a nie antybiotyku" . Biopsja wyszla w normie
Zdobili tez inne,glupie błędy, ktorych zrobic nie powinni
Ciągłe latam do nich w duzym stresie,czy czegoś jeszcze nie odpierdziela. Im to strach kota pod opieke powierzyc, a co dopiero siebie sama. Naprawde ja jak idę do lekarza to odmawiam modlitwy,żeby te slimoki wszystko dobrze zrobily
Ale najgorsze bylo jak weszlam w opinie mojego lekarza rodzinnego i az zbladlam ile negatywnych komentarzy, a jeden to byl taki"ze jedna lekarka co tam pracuje korzysta z czata GPT,zeby zdiagnowac chorobe i kobieta pisala,ze sprawa trafi do sadu"... to jak ja sie mam nie bać chodzić do lekarza, przecież mnie nawet to zmęczenie tak nie wykonczy co oni
I teraz najlepsze przed Wielkanoca pisalam ,ze spoznia mnie sie okres 3 miesiące, poszlam do lekarza i powiedziała, ze wysle skierowanie do specjalisty na USG. Okres dostałam, ale trwal tylko 2 dni, ale w maju juz znowu nie dostałam okresu. No I dostalam w koncu list z kierowaniem na USG. Wchodze z ciekawosci w opinie i myslalam ,ze sie lewa nogom przezegnam "lekarze nawet bez rekawiczek chodza,rak nie myja" byly przypadki zle postawionych diagnoz" "kobiety pisaly,ze sa bolesne procedury " "ze maja komplikacje po biopsji" "poszły na USG i nawet im lekarz nie chciał powiedzieć co im dolega,tylko powiedzial"ze wyślę wyniki do lekarza rodzinnego " i lekarz rodzinny do dzis nie ma wyników itd ... I ja się pytam jak ja się mogę bezstresowo położyć na łóżku lekarskim,by miec USG jajników jak mi te matoły nawet nie powiedzą wyników badań, tylko je wyśla(o ile to zrobia) do slimokow, a slimoki znowu zapewne je zgubia... to na kija moje latanie tam,stresowanie się ataki paniki wsrod tlumu ludzi
Nie ludzie ja juz przestaje latac po lekarzach. Rozważam prywatne badania i w tym miesiącu zrobię jedne właśnie na jajniki. Znalazłam takie fajne badanie prywatne,gdzie kobieta przyjezdza do domu pacjenta to by było super rozwiązanie dla mnie przy mojej agarofobii badanie takie jajników i też innych kobiecych narządów kosztuje £175 tylko plus raport sie dostaje najczesciej w ciągu 24 godzin i czytalam opinie i ma w 99% same pozytywne opinie. No myślę,ze zdrowie nie ma ceny i spróbuję z badaniem prywatnym,bo ja juz do publicznej sluzby zdrowia to juz kompletnie stracilam zaufanie
Ja tak nie ufam juz lekarzom w publicznej sluzbie zdrowia i ich leczeniu, ze gdybym uslyszla,ze mam raka to ja bym duzo bardziej panikowala nie na sama diagnozę, tylko na to wlasnie jak i czym by mnie oni leczyli. I serio wam pisze po tym co oni odpierdzielali przez te wszystkie miesiace badan to bym odmowila leczenia ... oczywiscie nie mam raka tak tylko teoretycznie pisze,zebyscie wiedzieli jak silna jest moja skala nieufnosci do lekarzy z publicznej sluzby zdrowia w Anglii,ze bym predzej sie bala ich leczenia,niz tego raka,gdybym go miala
A co wy o tym myslicie?