Zastanawiam się, czy praca jest potrzebna dla psychiki, gdy nie są Ci potrzebne pieniądze z tej pracy.
Załóżmy, że masz odziedziczone kilkanaście mieszkan w Warszawie, z wynajmu wpada Ci więcej niż bardzo dobra pensja w super pracy.
Czy i tak chodziłbyś/chodziła do pracy?
Pytam, bo znam sytuacje gdzie chłopak 28 lat ma 25 mieszkań w warszawie, odziedziczył cały budynek z mieszkaniami i wynajmuje wiekszosc, jakis tam pustostan ma, no ale to jest super lokalizacja, nie jakies przedmiescia i wpada mu co miesiąc mega kasa.
I mimo, ze on wynajmuje te mieszkania od 10 lat bo na 18 urodziny je przejął, to co prawda olał szkołe, ale raz czy dwa razy w roku idzie sobie do jakiejs prostej pracy na tydzień dwa.
W zasadzie nie do konca go rozumiem, ale zapytałem po co łazi. To mowi ze mu sie nudzi konsola itp
Mega mnie to dziwi, ja mając tak ogromny dochod miesiąc w miesiac, wprowadził bym się dzrzwi w drzwi obok salonu masarzu, albo otwarłbym prywatny s którego tylko ja bym korzystał.
Ale to ja, można przeciez wiele rzeczy robić, wyjazdy jakieś pasje, zbierać znaczki nie wiem wiele jest opcji.
Czy jednak praca nawet te 2 tygodnie w roku jest potrzebna do utrzymania jakiejs tam dyscypliny nawet jak ktos nie potrzebuje kasy?
Co Ty bys robił na takim miejscu? Poszedł bys do pracy po prostu aby cos robić i nie mysleć o głupotach? czy olał bys robote?