(I trochę o harmonii życia i wyborze życia bez związku)
Jak się okazuje jest to możliwe do zrealizowania,a przede wszystkim dopuszczalne przez Kościół Katolicki o ile nie zaniedba się obowiązków swojego stanu
Dzisiaj po cwiczeniach psychoterapii i rozmowie na grupie doszlam do wniosku, że ja w związkach nie jestem szczęśliwa(no może tylko na początku) i, że życie w spokoju, naturze i harmonii daje mi najwiecej korzysci jezeli chodzi o zdrowie psychiczne i ogólne szczęście. Po rozmowie zrozumialam,że dom w ktorym mieszkam jest moim terytorium, urzadzonym jak ja chce,w stylu minimalistycznym,harmonijnym,moze skromnym,nie drogim,ale dajacym taki spokoj i czystośc i gdyby nagle pod mój dach wprowadzil się facet razem ze swoim dobytkiem,klamotami,plytami,grami itd i zaczął by się w domu robić bajzel na kolkach, to bardzo źle by to wplynelo.na moja psychike. To tak jakby ktos naruszyl moja przestrzeń i zaczął ukladac w niej swoje życie spychajac moje na dalszy plan. Przyroda to kolejna rzecz,ktora daje mi radość i odstresowuje-nie oglądam w domu od dawna TV,nie słucham radia-szczerze to nie mam pojecia jakie hity muzyczne sa teraz na topie,jakie filmy lub seriale. A niestety wiem,ze wraz z facetem zaczęły by sie mecze,filmy jakies i pewnie muzyka prawie non stop i to zapewne taka co idzie po glosnikach. No w skrocie obecność faceta pod moim dachem zaburzyla by moj spokoj i harmonie
Tak myślałam o tym i doszlam do wniosku,że moje życie juz jest podobne do życia zakonnego. Gdy na spotkaniach Wspólnoty siostra zakonna zaczela opowiadac jak wyglada typowy,zwykły dzień w zakonie to duzo elementow pasowalo do mojego planu dnia.
Życie zakonne to nie tylko życie duchowe, ktore jest dla mnie bardzo ważne,ale przede wszystkim pomoc innym, harmonia,spokój,kontakt z przyroda,brak gonitwy za materializmem,relaks i odpuszczenie sobie rywalizacji i ambicji, przyjaźń i wsparcie miedzy siostrami zakonnymi-zupelnie inny świat, tak jakby przedsionek Nieba na ziemii. Juz samo myslenie o takim życiu mnie odstresowuje i takie życie mnie przyciaga coraz to bardziej,a im bardziej mnie przyciąga tym bardziej pragne wstąpić do zakonu... niestety przez moja agarofobie zamknięto mi konto na grupie Wspolnoty,ale ja się nie poddalam i zaczelam w wolnym czasie szukać dalej aż trafilam na zagraniczny artykul z biskupem,który opowiadal o tym jak ludzie pragna zakonnego życia,ale ze względu na różne przeszkody nie moga pojsc do zakonu zaczynaja wzorowac swoje życie na wzór życia zakonnego. I napewno nie wszystkie elementy sa możliwe do wprowadzenia np habit,ale zamiast habitu kobiety nosza dlugie,luźne sukienki, nie jest możliwa Liturgia Godzin ze wzgledu na prace i inne obowiązki,ale jest np możliwe odmowic dziesiątke Rozanca Swietego, nie jest możliwe wyjechac na misję,bo ma sie np małe dzieci pod opieka, ale jest np możliwe organizować zbiorke dla potrzebujacych itd. Tak odkrylam, że żyje coraz wiecej kobiet. I zaczelam się zastanawiac dlaczego kobiety uciekaja od zwiazkow,coraz bardziej cenia sobie zycie singielki. Dlaczego coraz wiecej ludzi ucieka z miasta. Mieszkam na wsi,ale idac na spacery regularnie widze w weekendy ludzi z miasta,ktorzy uciekaja od betonu calymi rodzinami na wieś, by pobyc wsrod przyrody. Ostatnio poznałam kogos na spacerze, kto prowadzi swoją firme w centrum miasta,ale uciekl na wieś,bo ma juz dość życia w ciaglym pospiechu. Tak sobie myślę,że coraz wiecej ludzi tak ma,o ile jeszcze kilkanascie lat temu, gdy bylam nastolatka zycie na wsi to byl obciach i wstyd i kazdy kto myslal inaczej jak tylko by zamieszkac w wielkim miescie i co weekend chodzić na imprezy byl wysmiewany o tyle teraz zauwazylam od dluzszego czasu odwrotny trend,że ludzie coraz chetniej i odwaznie mowia o potrzebie życia wsrod natury z daleka od miasta. Kobiety coraz bardziej wybieraja zycie w harmonii bez zwiazku, cenia sobie relaks i spokoj bardziej od np randek. Wiele z nich ma tak poukladane życie,że z panika i strachem reaguje na kazda możliwość zwiazku,ktora by to zaburzala, a niektore z nich to wrecz odczuwaja paralizujacy strach na sama myśl, ze jakis facet moglby zamieszkac pod ich dachem i to cale piekne,spokojne,harmonijne życie zaburzyc.
I ja mam to samo ostatnio tak sobie lezalam i patrzylam na swoj pokój i myslalam ile w nim harmonii i porzadku i spokoju dzieki stylowi minimalistycznemu. Tak samo z reszta domu i tak sobie pomyslalam "że nagle kręci się po domu jakiś facet,ma ciągle o coś pretensje,syfi i nie sprzata po sobie,wywala na szafkach pełno swoich rzeczy" i wiecie co aż mnie przeszedl zimny dreszcz na samą tylko wyobraźnię o tym,bo ja doszłam do wniosku,że mnie wogole nie jest facet do szczęścia potrzebny. Bo tak naprawdę to ja nic od nich nie potrzebuje, nawet no seksu nie potrzebuje serio pisze juz wytrzymuje dlugo bez niego od kiedy zerwałam z ex i naprawde z tym da się żyć i nawet szczerze to ostatnia rzecz o jakiej myślę,nawet mnie sie nie chce tak szczerze. Dziecko juz mam,a zawsze chciałam tylko jedno. Pieniedzy nie potrzebuje,bo mam swoje zasilki,za które jestem w stanie się utrzymac(ostatnio nawet dostalam podwyzke)-no po prostu po co mi być w związku? Dla bliskości? Od tego mam np innych ludzi,którzy mnie odwiedzaja i corke przede wszystkim. Dla miłości? A czy miłość może być tylko ta małżeńska? A co z innymi typami miłości? Nie potrzebuje być w związku,by poznać miłość i bliskość,ba moim zdaniem obecnie przyjaźń jest dużo wieksza wartością niż związek z facetem
Która kobieta czuje to samo co ja po kilku nieudanych, stresujących związkach?
Tak samo kto z was czuje potrzebę spokojnego,harmonijnego życia,wśród piękna przyrody tak jak ja?
Kto z was czuje potrzebę Boga,modlitwy,ucieczki od miasta,od biznesu,od materializmu,tak jak ja ?
Dzisiejsza rozmowa na grupie psychoterapii otworzyła mi oczy na to jaki styl życia da mi prawdziwe szczęście i po długim rozmyslaniu doszłam do wniosku ,że jest to życie swieckie na wzór życia zakonnego i tutaj bede o nim pisać w wolnym czasie. Będę tu pisac jakie zmiany w zyciu stopniowo wprowadzam, by moje życie przypominało to zakonne/klasztorne