Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SEKS, SEKSUALNOŚĆ, PSYCHOLOGIA » Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 78 ]

1

Temat: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

Cześć,
mam dylemat i chciałem zapytać, jak to wygląda u innych, szczególnie u osób w związkach mieszanych albo mieszkających za granicą.

Od ponad 4 lat mieszkam w Danii. Duńskiego nie znam jakoś bardzo dobrze, raczej podstawy. Na co dzień spokojnie wystarcza angielski – praca, sklepy, lekarz, sprawy urzędowe, wszystko da się ogarnąć. Przez te lata głównie na nim się opierałem.

Próbowałem uczyć się duńskiego, nawet byłem chwilę na kursie, ale szybko się zniechęciłem. Na piśmie jeszcze pół biedy, bo jak ktoś zna angielski albo niemiecki, to część słów da się skojarzyć. Problem zaczyna się przy mówieniu. Wymowa jest kompletnie nieintuicyjna, połowa liter znika, wszystko brzmi bardzo gardłowo. Do dziś mam sytuacje, że coś mówię po duńsku, a rozmowa i tak przechodzi na angielski, bo po prostu szybciej się dogadać.

Rok temu poznałem dziewczynę, Dunkę. Od początku rozmawiamy po angielsku i to działa bez problemów. Od około 3 miesięcy mieszkamy razem. Od kiedy mieszkamy razem, coraz częściej wraca temat, żebyśmy uczyli się nawzajem swoich języków.

Zabrałem ją też do siebie do Polski, bo w sumie Dania i Polska to prawie sąsiedzi, więc jak ma się trochę wolnego, to można dość często przyjeżdżać. Chciałem, żeby poznała moją rodzinę i zobaczyła, jak to wygląda u mnie na co dzień.

I tu wyszło, że język polski jest dla niej tak samo trudny, jak duński dla mnie, a może nawet trudniejszy. Dla mnie duński to głównie ta dziwna, gardłowa wymowa, a dla niej polski to z kolei te wszystkie sz, cz, rz, ś, ć.

Byliśmy w kilku bardziej ruchliwych miejscach, sporo ludzi, rozmowy dookoła. Po chwili powiedziała mi, że dla niej wszystko brzmi jak jedno ciągłe szeleszczenie i że nawet jeśli zna jakieś słowo, to nie potrafi go wyłapać z reszty dźwięków.

Byliśmy też razem w sklepie. Stałem normalnie obok, ale umówiliśmy się, że spróbuje po polsku ogarnąć zakupy, a ja w razie czego pomogę. Wyszła z tego trochę zestresowana, bo nie była pewna, czy dobrze zrozumiała kasjerkę – wszystko szybko, dużo końcówek, odmian, presja kolejki.

Była też sytuacja rodzinna, gdzie kilka osób rozmawiało naraz. Po paru minutach powiedziała mi, że jest strasznie zmęczona, bo zamiast rozmów słyszy raczej jeden duży szum.

Trzeba jej jednak oddać, że bardzo się stara. Na przykład w sylwestra z pamięci próbowała powiedzieć mi „szczęśliwego nowego roku” po polsku. Wyszło trochę krzywo, ale było naprawdę miłe. Na święta napisała mi też kartkę po polsku, z prostymi zdaniami i błędami, ale widać było, że bardzo się przyłożyła. Na urodziny też dorzuciła kilka polskich słów od siebie. Dla niej to nie jest „odklepanie”, tylko coś ważnego.

Różnica między nami jest taka, że ona się tym nie zniechęca. Próbuje i cieszy się z małych postępów. Trochę jednak oczekuje podobnego zaangażowania ode mnie. A ja mam z tym problem, bo szczerze mówiąc wolę mówić po angielsku – to jest język, który znamy oboje dobrze i bez napięcia. Jak ona mówi po polsku, to i tak wychodzi to średnio, jak ja po duńsku, to też nie jest lepiej.

No i tu mam pytanie. Czy w takim związku nauka języka partnera naprawdę jest konieczna? Czy wystarczy ogarniać podstawy i używać wspólnego języka, który działa? Gdzie jest granica między fajnym gestem a uczeniem się czegoś trochę na siłę?

Zobacz podobne tematy :
Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

Nia każdy jest poliglotą. Cieszcie się z małych rzeczy z malych postępów

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

Polski język jest trudny język dla obcokrajowcow.

4

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Julia life in UK napisał/a:

Polski język jest trudny język dla obcokrajowcow.



Co nie znaczy że dla Polaka nie ma trudnych języków.

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Dobosz napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Polski język jest trudny język dla obcokrajowcow.



Co nie znaczy że dla Polaka nie ma trudnych języków.

Dla nas też są to prawda

6

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Dobosz napisał/a:

Cześć,
mam dylemat i chciałem zapytać, jak to wygląda u innych, szczególnie u osób w związkach mieszanych albo mieszkających za granicą.

Od ponad 4 lat mieszkam w Danii. Duńskiego nie znam jakoś bardzo dobrze, raczej podstawy. Na co dzień spokojnie wystarcza angielski – praca, sklepy, lekarz, sprawy urzędowe, wszystko da się ogarnąć. Przez te lata głównie na nim się opierałem.

Próbowałem uczyć się duńskiego, nawet byłem chwilę na kursie, ale szybko się zniechęciłem. Na piśmie jeszcze pół biedy, bo jak ktoś zna angielski albo niemiecki, to część słów da się skojarzyć. Problem zaczyna się przy mówieniu. Wymowa jest kompletnie nieintuicyjna, połowa liter znika, wszystko brzmi bardzo gardłowo. Do dziś mam sytuacje, że coś mówię po duńsku, a rozmowa i tak przechodzi na angielski, bo po prostu szybciej się dogadać.

Rok temu poznałem dziewczynę, Dunkę. Od początku rozmawiamy po angielsku i to działa bez problemów. Od około 3 miesięcy mieszkamy razem. Od kiedy mieszkamy razem, coraz częściej wraca temat, żebyśmy uczyli się nawzajem swoich języków.

Zabrałem ją też do siebie do Polski, bo w sumie Dania i Polska to prawie sąsiedzi, więc jak ma się trochę wolnego, to można dość często przyjeżdżać. Chciałem, żeby poznała moją rodzinę i zobaczyła, jak to wygląda u mnie na co dzień.

I tu wyszło, że język polski jest dla niej tak samo trudny, jak duński dla mnie, a może nawet trudniejszy. Dla mnie duński to głównie ta dziwna, gardłowa wymowa, a dla niej polski to z kolei te wszystkie sz, cz, rz, ś, ć.

Byliśmy w kilku bardziej ruchliwych miejscach, sporo ludzi, rozmowy dookoła. Po chwili powiedziała mi, że dla niej wszystko brzmi jak jedno ciągłe szeleszczenie i że nawet jeśli zna jakieś słowo, to nie potrafi go wyłapać z reszty dźwięków.

Byliśmy też razem w sklepie. Stałem normalnie obok, ale umówiliśmy się, że spróbuje po polsku ogarnąć zakupy, a ja w razie czego pomogę. Wyszła z tego trochę zestresowana, bo nie była pewna, czy dobrze zrozumiała kasjerkę – wszystko szybko, dużo końcówek, odmian, presja kolejki.

Była też sytuacja rodzinna, gdzie kilka osób rozmawiało naraz. Po paru minutach powiedziała mi, że jest strasznie zmęczona, bo zamiast rozmów słyszy raczej jeden duży szum.

Trzeba jej jednak oddać, że bardzo się stara. Na przykład w sylwestra z pamięci próbowała powiedzieć mi „szczęśliwego nowego roku” po polsku. Wyszło trochę krzywo, ale było naprawdę miłe. Na święta napisała mi też kartkę po polsku, z prostymi zdaniami i błędami, ale widać było, że bardzo się przyłożyła. Na urodziny też dorzuciła kilka polskich słów od siebie. Dla niej to nie jest „odklepanie”, tylko coś ważnego.

Różnica między nami jest taka, że ona się tym nie zniechęca. Próbuje i cieszy się z małych postępów. Trochę jednak oczekuje podobnego zaangażowania ode mnie. A ja mam z tym problem, bo szczerze mówiąc wolę mówić po angielsku – to jest język, który znamy oboje dobrze i bez napięcia. Jak ona mówi po polsku, to i tak wychodzi to średnio, jak ja po duńsku, to też nie jest lepiej.

No i tu mam pytanie. Czy w takim związku nauka języka partnera naprawdę jest konieczna? Czy wystarczy ogarniać podstawy i używać wspólnego języka, który działa? Gdzie jest granica między fajnym gestem a uczeniem się czegoś trochę na siłę?

Jak chcecie się dobrze komunikować ze sobą to musicie znać języki partnerów, zwłaszcza jeśli mają być przyjazdy do Polski i rodziny w Polsce. To również oznaka dużego szacunku dla partnera.
Z drugiej strony nie wiadomo jak potoczą się losy związku. Może nie warto się wysilać ?
Jednak skoro ona się już teraz angażuje, to nie masz wyjścia, zwłaszcza że oboje na stałe przebywacie w Danii.

7

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
AdamJeden napisał/a:
Dobosz napisał/a:

Cześć,
mam dylemat i chciałem zapytać, jak to wygląda u innych, szczególnie u osób w związkach mieszanych albo mieszkających za granicą.

Od ponad 4 lat mieszkam w Danii. Duńskiego nie znam jakoś bardzo dobrze, raczej podstawy. Na co dzień spokojnie wystarcza angielski – praca, sklepy, lekarz, sprawy urzędowe, wszystko da się ogarnąć. Przez te lata głównie na nim się opierałem.

Próbowałem uczyć się duńskiego, nawet byłem chwilę na kursie, ale szybko się zniechęciłem. Na piśmie jeszcze pół biedy, bo jak ktoś zna angielski albo niemiecki, to część słów da się skojarzyć. Problem zaczyna się przy mówieniu. Wymowa jest kompletnie nieintuicyjna, połowa liter znika, wszystko brzmi bardzo gardłowo. Do dziś mam sytuacje, że coś mówię po duńsku, a rozmowa i tak przechodzi na angielski, bo po prostu szybciej się dogadać.

Rok temu poznałem dziewczynę, Dunkę. Od początku rozmawiamy po angielsku i to działa bez problemów. Od około 3 miesięcy mieszkamy razem. Od kiedy mieszkamy razem, coraz częściej wraca temat, żebyśmy uczyli się nawzajem swoich języków.

Zabrałem ją też do siebie do Polski, bo w sumie Dania i Polska to prawie sąsiedzi, więc jak ma się trochę wolnego, to można dość często przyjeżdżać. Chciałem, żeby poznała moją rodzinę i zobaczyła, jak to wygląda u mnie na co dzień.

I tu wyszło, że język polski jest dla niej tak samo trudny, jak duński dla mnie, a może nawet trudniejszy. Dla mnie duński to głównie ta dziwna, gardłowa wymowa, a dla niej polski to z kolei te wszystkie sz, cz, rz, ś, ć.

Byliśmy w kilku bardziej ruchliwych miejscach, sporo ludzi, rozmowy dookoła. Po chwili powiedziała mi, że dla niej wszystko brzmi jak jedno ciągłe szeleszczenie i że nawet jeśli zna jakieś słowo, to nie potrafi go wyłapać z reszty dźwięków.

Byliśmy też razem w sklepie. Stałem normalnie obok, ale umówiliśmy się, że spróbuje po polsku ogarnąć zakupy, a ja w razie czego pomogę. Wyszła z tego trochę zestresowana, bo nie była pewna, czy dobrze zrozumiała kasjerkę – wszystko szybko, dużo końcówek, odmian, presja kolejki.

Była też sytuacja rodzinna, gdzie kilka osób rozmawiało naraz. Po paru minutach powiedziała mi, że jest strasznie zmęczona, bo zamiast rozmów słyszy raczej jeden duży szum.

Trzeba jej jednak oddać, że bardzo się stara. Na przykład w sylwestra z pamięci próbowała powiedzieć mi „szczęśliwego nowego roku” po polsku. Wyszło trochę krzywo, ale było naprawdę miłe. Na święta napisała mi też kartkę po polsku, z prostymi zdaniami i błędami, ale widać było, że bardzo się przyłożyła. Na urodziny też dorzuciła kilka polskich słów od siebie. Dla niej to nie jest „odklepanie”, tylko coś ważnego.

Różnica między nami jest taka, że ona się tym nie zniechęca. Próbuje i cieszy się z małych postępów. Trochę jednak oczekuje podobnego zaangażowania ode mnie. A ja mam z tym problem, bo szczerze mówiąc wolę mówić po angielsku – to jest język, który znamy oboje dobrze i bez napięcia. Jak ona mówi po polsku, to i tak wychodzi to średnio, jak ja po duńsku, to też nie jest lepiej.

No i tu mam pytanie. Czy w takim związku nauka języka partnera naprawdę jest konieczna? Czy wystarczy ogarniać podstawy i używać wspólnego języka, który działa? Gdzie jest granica między fajnym gestem a uczeniem się czegoś trochę na siłę?

Jak chcecie się dobrze komunikować ze sobą to musicie znać języki partnerów, zwłaszcza jeśli mają być przyjazdy do Polski i rodziny w Polsce. To również oznaka dużego szacunku dla partnera.
Z drugiej strony nie wiadomo jak potoczą się losy związku. Może nie warto się wysilać ?
Jednak skoro ona się już teraz angażuje, to nie masz wyjścia, zwłaszcza że oboje na stałe przebywacie w Danii.


Znaczy wiesz jak już pisałem to nie wynika z mojej niechęci do nauki nowego języka, bo wiesz gdyby to był np język hiszpański albo włoski no to właściwie nei byłoby problemu bo te języki są proste w wymowie i dosyć melodyjne, natomiast języka duńskiego nie da się nauczyć bez mówienia trudnych słów z chrypką.

8

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

Siedzisz 4 lata i się jeszcze nie nauczyłeś, bo przez początkowe problemy i negatywne nastawienie ci się nie chciało uczyć, a ona zaczyna ogarniać polski.

Nie wstyd ci?

9

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Dobosz napisał/a:
AdamJeden napisał/a:
Dobosz napisał/a:

Cześć,
mam dylemat i chciałem zapytać, jak to wygląda u innych, szczególnie u osób w związkach mieszanych albo mieszkających za granicą.

Od ponad 4 lat mieszkam w Danii. Duńskiego nie znam jakoś bardzo dobrze, raczej podstawy. Na co dzień spokojnie wystarcza angielski – praca, sklepy, lekarz, sprawy urzędowe, wszystko da się ogarnąć. Przez te lata głównie na nim się opierałem.

Próbowałem uczyć się duńskiego, nawet byłem chwilę na kursie, ale szybko się zniechęciłem. Na piśmie jeszcze pół biedy, bo jak ktoś zna angielski albo niemiecki, to część słów da się skojarzyć. Problem zaczyna się przy mówieniu. Wymowa jest kompletnie nieintuicyjna, połowa liter znika, wszystko brzmi bardzo gardłowo. Do dziś mam sytuacje, że coś mówię po duńsku, a rozmowa i tak przechodzi na angielski, bo po prostu szybciej się dogadać.

Rok temu poznałem dziewczynę, Dunkę. Od początku rozmawiamy po angielsku i to działa bez problemów. Od około 3 miesięcy mieszkamy razem. Od kiedy mieszkamy razem, coraz częściej wraca temat, żebyśmy uczyli się nawzajem swoich języków.

Zabrałem ją też do siebie do Polski, bo w sumie Dania i Polska to prawie sąsiedzi, więc jak ma się trochę wolnego, to można dość często przyjeżdżać. Chciałem, żeby poznała moją rodzinę i zobaczyła, jak to wygląda u mnie na co dzień.

I tu wyszło, że język polski jest dla niej tak samo trudny, jak duński dla mnie, a może nawet trudniejszy. Dla mnie duński to głównie ta dziwna, gardłowa wymowa, a dla niej polski to z kolei te wszystkie sz, cz, rz, ś, ć.

Byliśmy w kilku bardziej ruchliwych miejscach, sporo ludzi, rozmowy dookoła. Po chwili powiedziała mi, że dla niej wszystko brzmi jak jedno ciągłe szeleszczenie i że nawet jeśli zna jakieś słowo, to nie potrafi go wyłapać z reszty dźwięków.

Byliśmy też razem w sklepie. Stałem normalnie obok, ale umówiliśmy się, że spróbuje po polsku ogarnąć zakupy, a ja w razie czego pomogę. Wyszła z tego trochę zestresowana, bo nie była pewna, czy dobrze zrozumiała kasjerkę – wszystko szybko, dużo końcówek, odmian, presja kolejki.

Była też sytuacja rodzinna, gdzie kilka osób rozmawiało naraz. Po paru minutach powiedziała mi, że jest strasznie zmęczona, bo zamiast rozmów słyszy raczej jeden duży szum.

Trzeba jej jednak oddać, że bardzo się stara. Na przykład w sylwestra z pamięci próbowała powiedzieć mi „szczęśliwego nowego roku” po polsku. Wyszło trochę krzywo, ale było naprawdę miłe. Na święta napisała mi też kartkę po polsku, z prostymi zdaniami i błędami, ale widać było, że bardzo się przyłożyła. Na urodziny też dorzuciła kilka polskich słów od siebie. Dla niej to nie jest „odklepanie”, tylko coś ważnego.

Różnica między nami jest taka, że ona się tym nie zniechęca. Próbuje i cieszy się z małych postępów. Trochę jednak oczekuje podobnego zaangażowania ode mnie. A ja mam z tym problem, bo szczerze mówiąc wolę mówić po angielsku – to jest język, który znamy oboje dobrze i bez napięcia. Jak ona mówi po polsku, to i tak wychodzi to średnio, jak ja po duńsku, to też nie jest lepiej.

No i tu mam pytanie. Czy w takim związku nauka języka partnera naprawdę jest konieczna? Czy wystarczy ogarniać podstawy i używać wspólnego języka, który działa? Gdzie jest granica między fajnym gestem a uczeniem się czegoś trochę na siłę?

Jak chcecie się dobrze komunikować ze sobą to musicie znać języki partnerów, zwłaszcza jeśli mają być przyjazdy do Polski i rodziny w Polsce. To również oznaka dużego szacunku dla partnera.
Z drugiej strony nie wiadomo jak potoczą się losy związku. Może nie warto się wysilać ?
Jednak skoro ona się już teraz angażuje, to nie masz wyjścia, zwłaszcza że oboje na stałe przebywacie w Danii.


Znaczy wiesz jak już pisałem to nie wynika z mojej niechęci do nauki nowego języka, bo wiesz gdyby to był np język hiszpański albo włoski no to właściwie nei byłoby problemu bo te języki są proste w wymowie i dosyć melodyjne, natomiast języka duńskiego nie da się nauczyć bez mówienia trudnych słów z chrypką.

To wymówki. Nie łam się, staraj się dotrzymywać jej kroku.

10 Ostatnio edytowany przez Dobosz (2026-01-10 22:24:38)

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Farmer napisał/a:

Siedzisz 4 lata i się jeszcze nie nauczyłeś, bo przez początkowe problemy i negatywne nastawienie ci się nie chciało uczyć, a ona zaczyna ogarniać polski.

Nie wstyd ci?

Naprawdę zachęcam do posłuchania tego języka. Wiele wyjaśni wątpliwości. Poza tym ona wcale nie ogarnia polskiego, mówi fatalnie.

11

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

Ale ona się stara, a ty zdaje się nie za bardzo. A mieszkacie w Danii czyli sorki, nie leń się i tyle.
Ona mówi fatalnie, ale...mówi.

12

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Muqin napisał/a:

Ale ona się stara, a ty zdaje się nie za bardzo. A mieszkacie w Danii czyli sorki, nie leń się i tyle.
Ona mówi fatalnie, ale...mówi.

Ja uważam, że ktoś kto powie parę zdań w jakimś języku, zrozumie trochę słówek to jeszcze nie oznacza że mówi. Ja z jej perspetywy też mówię po duńsku kiepsko i wiesz dlaczego to się nie zmieni ? Nie, nie dlatego, że nie chcę się uczyć, a dlatego że moje struny głosowe dostosowały się do mojego języka, a jej struny głosowe dostosowały sie do jej języka i o ile jeszcze jak języki mają zbliżoną wymowę liter, głosek czy sylab to nie ma problemu, ale tutaj to bym chyba musiał przejść operację strun głosowych żeby móc większość duńskich słów poprawnie wypowiedzieć. Ja tut tyle mieszkam i do dnia dzisiejszego nie mogę pojąć jak można tak chrypkowato mówić.

13

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Dobosz napisał/a:
Farmer napisał/a:

Siedzisz 4 lata i się jeszcze nie nauczyłeś, bo przez początkowe problemy i negatywne nastawienie ci się nie chciało uczyć, a ona zaczyna ogarniać polski.

Nie wstyd ci?

Naprawdę zachęcam do posłuchania tego języka. Wiele wyjaśni wątpliwości. Poza tym ona wcale nie ogarnia polskiego, mówi fatalnie.

Co trudnego w duńskim, fińskich, czy holenderskim?

Po prostu się uczysz i tyle. To kolejna umiejętność, którą powinieneś umieć.


"mówi fatalnie" - ale się stara i robi to dla ciebie.
Ty tego nie doceniasz, raczej krytykujesz.

Nie wiem w jakim wieku jesteś, ale zachowujesz się jak stary cap.

14

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Farmer napisał/a:
Dobosz napisał/a:
Farmer napisał/a:

Siedzisz 4 lata i się jeszcze nie nauczyłeś, bo przez początkowe problemy i negatywne nastawienie ci się nie chciało uczyć, a ona zaczyna ogarniać polski.

Nie wstyd ci?

Naprawdę zachęcam do posłuchania tego języka. Wiele wyjaśni wątpliwości. Poza tym ona wcale nie ogarnia polskiego, mówi fatalnie.

Co trudnego w duńskim, fińskich, czy holenderskim?

Po prostu się uczysz i tyle. To kolejna umiejętność, którą powinieneś umieć.


"mówi fatalnie" - ale się stara i robi to dla ciebie.
Ty tego nie doceniasz, raczej krytykujesz.

Nie wiem w jakim wieku jesteś, ale zachowujesz się jak stary cap.


No co za problem naśladować śpiew słowika ? Po prostu wsłuchujesz się i próbujesz odtworzyć, co z tego, że nawet najlepszy śpiewak na świecie nie zaśpiewa tak ładnie jak robi to słowik.

15

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Dobosz napisał/a:
Farmer napisał/a:
Dobosz napisał/a:

Naprawdę zachęcam do posłuchania tego języka. Wiele wyjaśni wątpliwości. Poza tym ona wcale nie ogarnia polskiego, mówi fatalnie.

Co trudnego w duńskim, fińskich, czy holenderskim?

Po prostu się uczysz i tyle. To kolejna umiejętność, którą powinieneś umieć.


"mówi fatalnie" - ale się stara i robi to dla ciebie.
Ty tego nie doceniasz, raczej krytykujesz.

Nie wiem w jakim wieku jesteś, ale zachowujesz się jak stary cap.


No co za problem naśladować śpiew słowika ? Po prostu wsłuchujesz się i próbujesz odtworzyć, co z tego, że nawet najlepszy śpiewak na świecie nie zaśpiewa tak ładnie jak robi to słowik.

Albo sobie jaja robisz albo co jest z Toba nie "teges"

16

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Bert44 napisał/a:
Dobosz napisał/a:
Farmer napisał/a:

Co trudnego w duńskim, fińskich, czy holenderskim?

Po prostu się uczysz i tyle. To kolejna umiejętność, którą powinieneś umieć.


"mówi fatalnie" - ale się stara i robi to dla ciebie.
Ty tego nie doceniasz, raczej krytykujesz.

Nie wiem w jakim wieku jesteś, ale zachowujesz się jak stary cap.


No co za problem naśladować śpiew słowika ? Po prostu wsłuchujesz się i próbujesz odtworzyć, co z tego, że nawet najlepszy śpiewak na świecie nie zaśpiewa tak ładnie jak robi to słowik.

Albo sobie jaja robisz albo co jest z Toba nie "teges"


Absolutnie nie. Z mojej perspetywy jest cała masa słów w języku duńskim których choćby nie wiem co, ale poprawnie nie wypowiem nigdy i do tego nawiązuje. To jest po prostu cecha tego języka, a nie indywidualnego talentu.

17

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Dobosz napisał/a:
Bert44 napisał/a:
Dobosz napisał/a:

No co za problem naśladować śpiew słowika ? Po prostu wsłuchujesz się i próbujesz odtworzyć, co z tego, że nawet najlepszy śpiewak na świecie nie zaśpiewa tak ładnie jak robi to słowik.

Albo sobie jaja robisz albo co jest z Toba nie "teges"


Absolutnie nie. Z mojej perspetywy jest cała masa słów w języku duńskim których choćby nie wiem co, ale poprawnie nie wypowiem nigdy i do tego nawiązuje. To jest po prostu cecha tego języka, a nie indywidualnego talentu.

Chłopie masz sie dogadywać a nie maturę po dunsku napisać

18

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Dobosz napisał/a:
Muqin napisał/a:

Ale ona się stara, a ty zdaje się nie za bardzo. A mieszkacie w Danii czyli sorki, nie leń się i tyle.
Ona mówi fatalnie, ale...mówi.

Ja uważam, że ktoś kto powie parę zdań w jakimś języku, zrozumie trochę słówek to jeszcze nie oznacza że mówi. Ja z jej perspetywy też mówię po duńsku kiepsko i wiesz dlaczego to się nie zmieni ? Nie, nie dlatego, że nie chcę się uczyć, a dlatego że moje struny głosowe dostosowały się do mojego języka, a jej struny głosowe dostosowały sie do jej języka i o ile jeszcze jak języki mają zbliżoną wymowę liter, głosek czy sylab to nie ma problemu, ale tutaj to bym chyba musiał przejść operację strun głosowych żeby móc większość duńskich słów poprawnie wypowiedzieć. Ja tut tyle mieszkam i do dnia dzisiejszego nie mogę pojąć jak można tak chrypkowato mówić.

Sorki, tak to nie jest.
Jedyną rzetelną blokadą w uczeniu się języka mówionego jest brak słuchu muzycznego w sytuacji, w której  ktoś chce się nauczyć mówić w języku tonalnym, a jego język ojczysty tonalny nie jest. Fakt, tu bywa, że się nie da, jak ktoś nie słyszy różnic miedzy tonami to nie słyszy, podobnie jak nie słyszy fałszowania w muzyce.
Ale duński tonalny nie jest.
Gdyby było prawdą to, co piszesz, to po chińsku mówiliby wyłącznie Chińczycy, a już na pewno żaden Japończyk, bo różnice fonetyczne między chińskim a japońskim są totalne. A jakoś ci Japończycy chińskiego mówionego są w stanie się nauczyć. Anglicy, Francuzi, inni też, lepiej/gorzej ale są w stanie, a zapewniam Cię, fonetyka nawet najprostszego oficjalnego dialektu mandaryńskiego stosunkowo łatwa to jest bodaj tylko dla Polaków.
Poza tym poprawność wymowy jest istotna w kontekście komunikatywności, bo język to narzędzie komunikacji. Problem się robi jeśli nieprawidłowa wymowa powoduje, że słowo staje się całkowicie niezrozumiałe, ale w rozmowie nader często da się domyślić w kontekście i są to sytuacje raczej rzadkie, taka totalna niezrozumiałość.
Jeszcze bym pojęła, ze masz problem z mówieniem w którymś z języków khoisan czy el silbo albo jakiegoś innego języka gwizdanego, ale duński? 
Sorki, że się mądrzę, ale akurat wykształcenie kierunkowe posiadam stosowne, nie wmówisz mi, że fonetyka to bariera nie do pokonania i operacja by ci była potrzebna. smile

Duży problem w Twojej sytuacji stanowi angielski, bo zawsze w zasięgu masz język znany, możesz się skutecznie komunikować używając go. Bariera natury czysto psychologicznej.

19

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Dobosz napisał/a:

Znaczy wiesz jak już pisałem to nie wynika z mojej niechęci do nauki nowego języka, bo wiesz gdyby to był np język hiszpański albo włoski no to właściwie nei byłoby problemu bo te języki są proste w wymowie i dosyć melodyjne, natomiast języka duńskiego nie da się nauczyć bez mówienia trudnych słów z chrypką.

Poszukaj samouczka do duńskiego, jeśli nie po polsku to po angielsku, w dobrych samouczkach masz dział dotyczący zasad wymowy. Albo pomyśl o zapisaniu się na kurs podstawowy duńskiego.

Druga sprawa, wg mnie trzeba znać język partnera, żeby móc się z nim komunikować na nieco głębszym poziomie przekazu. Ja bym się uczyła zwłaszcza jeśli partnerka poważna albo jeśli planujesz życie na stałe w Danii. No i kwestia asymilacji z tubylcami.

20

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

Ucz sie ucz. Można uniknąć słodkich pomyłek np. Junge Frau i Jangfrau smile

21

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Bert44 napisał/a:

Ucz sie ucz. Można uniknąć słodkich pomyłek np. Junge Frau i Jangfrau smile

Nie chcę pisać jakie dwa znaczenia ma słowo gift w duńskim.

22

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Samba napisał/a:
Dobosz napisał/a:

Znaczy wiesz jak już pisałem to nie wynika z mojej niechęci do nauki nowego języka, bo wiesz gdyby to był np język hiszpański albo włoski no to właściwie nei byłoby problemu bo te języki są proste w wymowie i dosyć melodyjne, natomiast języka duńskiego nie da się nauczyć bez mówienia trudnych słów z chrypką.

Poszukaj samouczka do duńskiego, jeśli nie po polsku to po angielsku, w dobrych samouczkach masz dział dotyczący zasad wymowy. Albo pomyśl o zapisaniu się na kurs podstawowy duńskiego.

Druga sprawa, wg mnie trzeba znać język partnera, żeby móc się z nim komunikować na nieco głębszym poziomie przekazu. Ja bym się uczyła zwłaszcza jeśli partnerka poważna albo jeśli planujesz życie na stałe w Danii. No i kwestia asymilacji z tubylcami.

Kurs języka duńskiego to ja mam praktycznie codziennie odkąd zamieszałem ze swoją dziewczyną. Co jak co, ale chyba żaden kurs nie może równać ze skutecznością, jestem w stanie zrozumieć coś tam, ale nie wypowiadać się, wolę tutaj używać angielskiego.

Tak związek oczywiście traktuje poważnie, no i na razie planuje tutaj zostać, no bo jednak mimo wszystko jest tutaj lepiej i lepsza jakość życia. Minusem jest niestety ten język, a szczególnie jego wymowa i słuchanie.

23 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2026-01-11 19:15:34)

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

Możesz zapisać się na kurs językowy, a Twoja dziewczyna mogłaby Tobie dodatkowo pomagać w nauce. Poza tym na co dzień słyszysz duński, to zaś jest dodatkowe wsparcie edukacyjne w nauce. Z Twoich wypowiedzi wynika, iż nabrałeś dziwnych uprzedzeń do tego języka. Poznanie języka pomogłoby Tobie chociażby w znalezieniu lepszej pracy.

24

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Muqin napisał/a:
Dobosz napisał/a:
Muqin napisał/a:

Ale ona się stara, a ty zdaje się nie za bardzo. A mieszkacie w Danii czyli sorki, nie leń się i tyle.
Ona mówi fatalnie, ale...mówi.

Ja uważam, że ktoś kto powie parę zdań w jakimś języku, zrozumie trochę słówek to jeszcze nie oznacza że mówi. Ja z jej perspetywy też mówię po duńsku kiepsko i wiesz dlaczego to się nie zmieni ? Nie, nie dlatego, że nie chcę się uczyć, a dlatego że moje struny głosowe dostosowały się do mojego języka, a jej struny głosowe dostosowały sie do jej języka i o ile jeszcze jak języki mają zbliżoną wymowę liter, głosek czy sylab to nie ma problemu, ale tutaj to bym chyba musiał przejść operację strun głosowych żeby móc większość duńskich słów poprawnie wypowiedzieć. Ja tut tyle mieszkam i do dnia dzisiejszego nie mogę pojąć jak można tak chrypkowato mówić.

Sorki, tak to nie jest.
Jedyną rzetelną blokadą w uczeniu się języka mówionego jest brak słuchu muzycznego w sytuacji, w której  ktoś chce się nauczyć mówić w języku tonalnym, a jego język ojczysty tonalny nie jest. Fakt, tu bywa, że się nie da, jak ktoś nie słyszy różnic miedzy tonami to nie słyszy, podobnie jak nie słyszy fałszowania w muzyce.
Ale duński tonalny nie jest.
Gdyby było prawdą to, co piszesz, to po chińsku mówiliby wyłącznie Chińczycy, a już na pewno żaden Japończyk, bo różnice fonetyczne między chińskim a japońskim są totalne. A jakoś ci Japończycy chińskiego mówionego są w stanie się nauczyć. Anglicy, Francuzi, inni też, lepiej/gorzej ale są w stanie, a zapewniam Cię, fonetyka nawet najprostszego oficjalnego dialektu mandaryńskiego stosunkowo łatwa to jest bodaj tylko dla Polaków.
Poza tym poprawność wymowy jest istotna w kontekście komunikatywności, bo język to narzędzie komunikacji. Problem się robi jeśli nieprawidłowa wymowa powoduje, że słowo staje się całkowicie niezrozumiałe, ale w rozmowie nader często da się domyślić w kontekście i są to sytuacje raczej rzadkie, taka totalna niezrozumiałość.
Jeszcze bym pojęła, ze masz problem z mówieniem w którymś z języków khoisan czy el silbo albo jakiegoś innego języka gwizdanego, ale duński? 
Sorki, że się mądrzę, ale akurat wykształcenie kierunkowe posiadam stosowne, nie wmówisz mi, że fonetyka to bariera nie do pokonania i operacja by ci była potrzebna. smile

Duży problem w Twojej sytuacji stanowi angielski, bo zawsze w zasięgu masz język znany, możesz się skutecznie komunikować używając go. Bariera natury czysto psychologicznej.


Jak ktoś chce to proszę bardzo niech się uczy, aczkolwiek nie wmówisz mi teraz, że osoba która się nie urodziła w tym kraju, albo nie wychowywała kiedykolwiek będzie potrafiła wypowiadać słówka czy zdania w tym języku. Sam z doświadczenia wiem, że Duńczycy wolą z obcokrajowcami którzy rzekomo znają ten język gadać po angielsku, bo zaczynają tak kaleczyć ich mowę, że tego się po prostu nie da słuchać. Skoro jesteś taką specjalistką to powinnaś wiedzieć, że przeskok fonetyczny jest potwornie duży po miedzy tymi językami. Duński ma bardzo dużo samogłosek, wiele z tych samogłosek właściwie brzmi tak samo, tylko oni je rozróżniają, język który pracuje w gardle, zwarcia krtaniowe itp. itd. Można się oczywiście w to bawić, ale wbrew pozorom to nie daje żadnej przewagi. Tutaj nawet z 70-latkiem dogadasz się po angielsku, co w Polsce jest jakąś rzadkością i abstrakcją.

25 Ostatnio edytowany przez Dobosz (2026-01-11 19:50:30)

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Alessandro napisał/a:

Możesz zapisać się na kurs językowy, a Twoja dziewczyna mogłaby Tobie dodatkowo pomagać w nauce. Poza tym na co dzień słyszysz duński, to zaś jest dodatkowe wsparcie edukacyjne w nauce. Z Twoich wypowiedzi wynika, iż nabrałeś dziwnych uprzedzeń do tego języka. Poznanie języka pomogłoby Tobie chociażby w znalezieniu lepszej pracy.

Słyszę, ale nie potrafię go poprawnie odtworzyć. i to naprawdę nie wynika z moich uprzedzeń czy niechęci, a z tego, że ogólnie u Skandynawów krtań i struny głosowe trochę inaczej się wyksztaciły niż u nas, a tego choćby nie wiem co już nie zmienię. Dania to też jest mała społeczeność, przecież to są jakieś 3 Warszawy, albo w całye województwo mazowieckie, to nie jest Anglia czy Ameryka fzie mieszka tyle narodów, że dla nich obcy akcent to normalność na którą nie zwracają uwagi, tutaj na takie rzeczy zwracają uwagę i moim zdaniem Duńczycy pod tym względem sami są trochę uprzedzeni do obcokrajowców którzy próbują uczyć się ich języka, z reguły rozmowa przechodzi po prostu na angielski.

26

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Dobosz napisał/a:

Kurs języka duńskiego to ja mam praktycznie codziennie odkąd zamieszałem ze swoją dziewczyną. Co jak co, ale chyba żaden kurs nie może równać ze skutecznością, jestem w stanie zrozumieć coś tam, ale nie wypowiadać się, wolę tutaj używać angielskiego.


Czyi nadal - zapisz się na kurs, bo umiesz wybiórczo. wink

27

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

Dobosz, napisałam Ci w ostatnim zdaniu - Ty masz barierę natury psychologicznej, czy tam psychologiczno/społecznej.
Tu w ogóle nie idzie o fonetykę taką czy inną, przeskok fonetyczny to rzecz do pokonania, jak rodowity to człek nie mówi, ale bez przesady. U większości Rosjan ich język ojczysty słychać w tle, Francuz mówiący po angielsku oraz Anglik po francusku to niemal przysłowiowi są i przykłady można by mnożyć.  Z tymi strunami głosowymi to można między bajki włożyć, słowo honoru. Miałam okazję poznać pana, który w ciągu 3 lat nauczył się biegle mówić po szwedzku. Tylko mówić, czytać po szwedzku nie umie ni w ząb. Jakim sposobem? Zwyczajnie musiał, prosty człek, budowlaniec, angielski na poziomie prawie zerowym, pojechał do Szwecji domy stawiać, jak wielu z rejonów polskiego strukturalnego bezrobocia czyli był w sytuacji  "nauczę się z nimi dogadywać albo wypad z rynku i wracam do polskiej nędzy". Fach znał, Szwedzi zatrudniać go chcieli, no ale..ale jednak jakoś się dogadać trzeba.
Ty możesz skutecznie funkcjonować nie znając duńskiego i tyle. Brak Ci - i to nie wina Twoja, ino sytuacji - skutecznej oraz silnej motywacji. To jedno. Normalne, na Twoim miejscu pewnie też bym jej nie miała.
Znane : ileś osób emigrowało do USA, utykało u rodziny w polskiej dzielnicy i przez następne kilkadziesiąt lat zdołało się angielskiego nie nauczyć praktycznie wcale. Toż samo z innymi grupami emigrantów, Włochami czy Chińczykami w USA. O hiszpańskojęzycznych nie wspominając.
Nie należysz do ludzi, którzy się języków obcych uczą, bo dla nich to fajna zabawa. Ok, takich to jest niewielka grupa, tak statystycznie i do tego to chyba trzeba mieć coś wrodzonego oprócz ogólnodostępnych woli i chęci.

Duńczycy Ci nie ułatwiają, bo tacy najwyraźniej są. Polacy mają zdecydowanie lepszy stosunek do cudzoziemców uczących się polskiego, tak jako nacja.

Masz z tym duńskim problem, ale nie w fonetyce on tkwi ino w czym innym i tyle. I wcale niemały to problem moim zdaniem,  żeby nie było.
Pytanie jak go rozwiązać.
Kursy języka dla cudzoziemców jakieś mają w tej Danii?
Telewizja po duńsku? Jacyś życzliwi znajomi Duńczycy  może by zechcieli współpracować? 
Wiesz, jeśli z tą dziewczyna jest na poważnie, jeśli zamierzacie w tej Danii zostać, jeśli być może kiedyś jakieś dzieci się pojawią, to jakoś się nauczyć powinieneś.
A jeśli nie aż tak poważnie to może sobie odpuść? Bo warunki wyjściowe masz typu "kłody pod nogi".

28

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

Wygląda na trollowanie. Mam koleżankę, radiologa, w rok ogarnęła duński kursami, poliglotką nie jest. Taki warunek postawił pracodawca.

29

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
AdamJeden napisał/a:

Wygląda na trollowanie. Mam koleżankę, radiologa, w rok ogarnęła duński kursami, poliglotką nie jest. Taki warunek postawił pracodawca.

Bardzo mocno w to wątpię. Oczywiście jakieś podstawy mogła ogarnąć, ale żeby mówić poprawnie i z sensem to nie ma szans.

30

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Dobosz napisał/a:
AdamJeden napisał/a:

Wygląda na trollowanie. Mam koleżankę, radiologa, w rok ogarnęła duński kursami, poliglotką nie jest. Taki warunek postawił pracodawca.

Bardzo mocno w to wątpię. Oczywiście jakieś podstawy mogła ogarnąć, ale żeby mówić poprawnie i z sensem to nie ma szans.

No proszę ! Przekonywałeś dotychczas, że nie jesteś w stanie mówić po duńsku a teraz zaczynasz wmawiać, że inni też tego nie potrafią. Trollujesz big_smile

31 Ostatnio edytowany przez Dobosz (2026-01-11 22:58:10)

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
AdamJeden napisał/a:
Dobosz napisał/a:
AdamJeden napisał/a:

Wygląda na trollowanie. Mam koleżankę, radiologa, w rok ogarnęła duński kursami, poliglotką nie jest. Taki warunek postawił pracodawca.

Bardzo mocno w to wątpię. Oczywiście jakieś podstawy mogła ogarnąć, ale żeby mówić poprawnie i z sensem to nie ma szans.

No proszę ! Przekonywałeś dotychczas, że nie jesteś w stanie mówić po duńsku a teraz zaczynasz wmawiać, że inni też tego nie potrafią. Trollujesz big_smile

Wstawiam fragment komedii którą Polacy znają najlepiej z Danii https://www.youtube.com/watch?v=gUciYWk8v4U  Życzę powodzenia w powtarzaniu tego słowo w słowo.

32

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

Nas chcesz przekonać, że duńskiego nie da się nauczyć czy samego siebie? smile

33

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

Wstawiam fragment komedii którą Polacy znają najlepiej z Danii https://www.youtube.com/watch?v=gUciYWk8v4U  Życzę powodzenia w powtarzaniu tego słowo w słowo.

Tak mnie zaciekawiłeś duńskim, że zajrzałam na strony piosenek dla dzieciaków.  https://www.youtube.com/watch?v=WfQ_3vJ … rt_radio=1

Gdybym była 4 lata w Danii, nie byłoby siły, żebym się nie nauczyła big_smile

Słyszałam, że duński jest ciężki do nauczenia dla Polaka, chociaż spróbuj smile

34 Ostatnio edytowany przez Dobosz (2026-01-12 11:27:01)

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Tamiraa napisał/a:

Wstawiam fragment komedii którą Polacy znają najlepiej z Danii https://www.youtube.com/watch?v=gUciYWk8v4U  Życzę powodzenia w powtarzaniu tego słowo w słowo.

Tak mnie zaciekawiłeś duńskim, że zajrzałam na strony piosenek dla dzieciaków.  https://www.youtube.com/watch?v=WfQ_3vJ … rt_radio=1

Gdybym była 4 lata w Danii, nie byłoby siły, żebym się nie nauczyła big_smile

Słyszałam, że duński jest ciężki do nauczenia dla Polaka, chociaż spróbuj smile

Źle to świadczy o języku kiedy nawet słuchasz piosenki dla dzieci i już masz słowa których nie wypowiesz normalnie jako dorosły. Serio nie widzisz tej nieintuicyjności wymowy widząc napisy ? Widać, że te zdania zlewają się jakby w jedno słowo i słysząc to nie widzisz końca danego słowa.

35

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Muqin napisał/a:

Nas chcesz przekonać, że duńskiego nie da się nauczyć czy samego siebie? smile

Ależ da się, po prostu są tam dźwięki które w polskim nie istnieją i wypowiedzenie ich w wieku dorosłym nigdy nie będzie poprawne, różnicy po między głoskami też twój mózg nie wychwyci. No i pewnych ruchów które Duńczycy naturalnie robią z tchawicą czy językiem podczas wypowiadania się za Chiny nie odwzorujesz przez co twój język nawet po mimo wielkich chęci będzie brzmiał po prostu fatalnie. Ja to widzę nawet po angielskim, tam też są trudne słowa i dźwięki które nie są dla mnie intuicyjne i też ich nigdy poprawnie w 100% nie wypowiem po mimo tego, że angielskiego używam przecież na co dzień i wydaje mi się po prostu prostszy, być może to też dlatego że od dziecka do tego języka w jakiś sposób jestem przyzwyczajony. Duńskiego specjalnie nie używam, tylko go słyszę, czasami widzę, mało z nim obcowałem, a jak już no to stworzył dla mnie pewne bariery nie do przeskoczenia. Słowa są trudne, to jest zupełnie inna wymowa, która w gruncie rzeczy nie wydaje mi się aż tak potrzebna, bo jeżeli angielski jest w 100% dla duńczyków zrozumiały no to tez uzywanie trudniejszego języka mija się z celem. Ogolnie nasze mózgi zawsze są trochę leniwe i wybierają najprostsze metody porozumiewania się. Jeżeli bym spotkał załóżmy Polaka, który urodził się w Danii, wychowywał się tutaj, rodziców miał Polaków, czyli teoretycznie znał 3 języki (polski, duński, angielski) no to też bym z nim gadał po Polsku, a nie po angielsku czy tym bardziej po duńsku.

36

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Muqin napisał/a:

Dobosz, napisałam Ci w ostatnim zdaniu - Ty masz barierę natury psychologicznej, czy tam psychologiczno/społecznej.
Tu w ogóle nie idzie o fonetykę taką czy inną, przeskok fonetyczny to rzecz do pokonania, jak rodowity to człek nie mówi, ale bez przesady. U większości Rosjan ich język ojczysty słychać w tle, Francuz mówiący po angielsku oraz Anglik po francusku to niemal przysłowiowi są i przykłady można by mnożyć.  Z tymi strunami głosowymi to można między bajki włożyć, słowo honoru. Miałam okazję poznać pana, który w ciągu 3 lat nauczył się biegle mówić po szwedzku. Tylko mówić, czytać po szwedzku nie umie ni w ząb. Jakim sposobem? Zwyczajnie musiał, prosty człek, budowlaniec, angielski na poziomie prawie zerowym, pojechał do Szwecji domy stawiać, jak wielu z rejonów polskiego strukturalnego bezrobocia czyli był w sytuacji  "nauczę się z nimi dogadywać albo wypad z rynku i wracam do polskiej nędzy". Fach znał, Szwedzi zatrudniać go chcieli, no ale..ale jednak jakoś się dogadać trzeba.
Ty możesz skutecznie funkcjonować nie znając duńskiego i tyle. Brak Ci - i to nie wina Twoja, ino sytuacji - skutecznej oraz silnej motywacji. To jedno. Normalne, na Twoim miejscu pewnie też bym jej nie miała.
Znane : ileś osób emigrowało do USA, utykało u rodziny w polskiej dzielnicy i przez następne kilkadziesiąt lat zdołało się angielskiego nie nauczyć praktycznie wcale. Toż samo z innymi grupami emigrantów, Włochami czy Chińczykami w USA. O hiszpańskojęzycznych nie wspominając.
Nie należysz do ludzi, którzy się języków obcych uczą, bo dla nich to fajna zabawa. Ok, takich to jest niewielka grupa, tak statystycznie i do tego to chyba trzeba mieć coś wrodzonego oprócz ogólnodostępnych woli i chęci.

Duńczycy Ci nie ułatwiają, bo tacy najwyraźniej są. Polacy mają zdecydowanie lepszy stosunek do cudzoziemców uczących się polskiego, tak jako nacja.

Masz z tym duńskim problem, ale nie w fonetyce on tkwi ino w czym innym i tyle. I wcale niemały to problem moim zdaniem,  żeby nie było.
Pytanie jak go rozwiązać.
Kursy języka dla cudzoziemców jakieś mają w tej Danii?
Telewizja po duńsku? Jacyś życzliwi znajomi Duńczycy  może by zechcieli współpracować? 
Wiesz, jeśli z tą dziewczyna jest na poważnie, jeśli zamierzacie w tej Danii zostać, jeśli być może kiedyś jakieś dzieci się pojawią, to jakoś się nauczyć powinieneś.
A jeśli nie aż tak poważnie to może sobie odpuść? Bo warunki wyjściowe masz typu "kłody pod nogi".


Ja będę się ciągle upierać, że to mimo wszystko w fonetyce tkwi problem, bo załóżmy teraz że to nie byłby duński a hiszpański czy włoski, czyli języki dosyć melodyjne, które prawie tak samo się czyta co pisze, a wymowa jest intuicyjna. Czy gdyby moja dziewczyna była hiszpanką albo włoszką to czy byłąby jakaś bariera która uniemożliwiałaby mi mówienie w tym języku ? No, nie bo większość słów byłaby dla mnie wypowiadalna po pierwszym usłyszeniu, oczywiście nie miałbym poprawnego akcentu, ale nie musiałbym manipulować ze strunami głosywmi, tchawicą czy gardłem żeyb w miarę poprawnie wypowiadać większość słów, a najlepszym dowodem na to może być fakt, że jestem w stanie normalnie zanucić piosenki po włosku lub hiszpańsku które usłyszałem, lub widząc ich tekst jestem w stanie je w miarę poprawnie przeczytać gdzie po duńsku byłoby to niemożliwe, a weź pod uwagę fakt, że ja z włoskim czy hiszpańskim mam niewiele wspólnego, a duński słyszę codziennie i tutaj pracuje i nadal jest to dla mnie problem. Ja jestem w stanie dużo zrozumieć pisanego duńskiego, ale mówiony to dla mnie zagadka, nawet czas spędzony tutaj mało zmienia.

37

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Dobosz napisał/a:

Ja będę się ciągle upierać, że to mimo wszystko w fonetyce tkwi problem, bo załóżmy teraz że to nie byłby duński a hiszpański czy włoski, czyli języki dosyć melodyjne, które prawie tak samo się czyta co pisze,


Hiszpański ma polska akcentuację, jak gdzieś czytałam.
Też tak buńczucznie myślałam, dopóki nie zaczęłam się uczyć czytać w jednym i w drugim języku. ;d

A co dopiero takie znaczki i wężyki jak arabski - nie tylko inna wymowa, akcent, ale też alfabet. A jednak są Polacy, którzy umieją czy to po arabski, chińsku czy japońsku, i vice versa, niekoniecznie idealnie, a Ty marudzisz na to że nie będziesz idealnie wymawiającym Duńczykiem...

38

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

Dobosz, problem to Ty z duńskim masz, ale w głowie. Serio. I nie z wymową tylko przede wszystkim z decyzją, czy się go chcesz nauczyć, czy nie za bardzo.

Racjonalizujesz tą fonetyką jak wściekły. smile
Angielski - pozwolę sobie zauważyć, melodyjny to nie jest. Ani w wersji brytyjskiej, ani w amerykańskiej a już australijska to w ogóle odlot. W angielskim nijakiej intuicyjnej wymowy nie ma. Znasz ten język zatem już zdołałeś skutecznie wyprzeć, że tak jest. A jest. Jakieś tam reguły są, są to w każdym języku, ale do spójności w tej sprawie to angielskiemu daleko, co i rusz jakiś wyjątek, tyle że znając język tego się już zwyczajnie nie zauważa.

To samo się czyta co pisze? No i weź się naucz francuskiego... dla polskiego ucha melodyjny to jest. Ale piszesz nie wiadomo ile, czytasz część tylko i zapamiętaj, kiedy czego nie czytać, a kiedy wręcz przeciwnie. I jeszcze niektóre się czyta inaczej zależnie od tego, koło czego występują, potrafią się jedne z drugimi łączyć, ale uwaga! nie zawsze tylko czasami, a h się nie czyta, za to pisze diabli wiedzą czemu. Włoski akurat Polakom wydaje się łatwy póki nie podejdą do uczenia się go serio. Hiszpański z przelicznymi wariantami i odmianami... łatwizna, gdy piosenkę zanucić. Zaczniesz się uczyć serio - auć! natkniesz się na przeliczne miny ukryte a perfidne. Nawet na poziomie podstawowym to czy wymówić "w" czy "b" bywa problemem bo intuicyjnie to dla Polaka dwa różne dźwięki, a w hiszpańskim jakby nie do końca wiadomo, co dla Polaków akurat bywa wcale nie takie łatwe. Czeski, słowacki, rosyjski, ukraiński - niby podobne, a jak się zaczniesz uczyć okazuje się, że podobieństwo potrafi solidnie przeszkadzać miast pomóc.  I tak dalej i tym podobnie, tak można o każdym języku.
Uroki języków bardziej dla nas egzotycznych też są rozliczne - bo to i pismo inne i fonetyka odlotowa czasem, a jeszcze tonalność dochodzi albo zapisuje się tylko spółgłoski (hebrajski) i weź się czytać naucz jak się samogłosek widząc tekst musisz domyślić. Chiński za to alfabetu w ogóle nie ma, dla odmiany japoński udatnie łączy znaki chińskie z japońskimi alfabetami i to aż trzema różnymi tworząc istną mieszankę piorunującą, bo i czytanie znaków ma takie "zależy w jakim słowie".  Dobra, popłynęłam odrobinkę... sorki smile

Wracając do tematu to gdybyś chciał rzeczywiście duńskiego się nauczyć to po 4 latach znałbyś go biegle w wersji biernej. Która, jak wiadomo, z używaniem strun głosowych nic wspólnego nie ma, biernie to się i osoba niemówiąca w ogóle może nauczyć. W takiej sytuacji, gdybyś język znał biernie, można by się zacząć zastanawiać nad problemami z fonetyką, choć bariera mówienia w obcym języku zwykle nie w fonetyce ma swoje źródło podstawowe.

39

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Muqin napisał/a:

Racjonalizujesz tą fonetyką jak wściekły.

Odpal tłumacza google, wklep tam kilka prostych zdań z życia codziennego i kliknij, żeby to odczytało po duńsku.



Przecież nawet nie jeden komik z Danii, Finlandii, Norwegii czy Islandii gnije z tych języków, że dla zdecydowanej większości ludzi są one niewymawialne.

40

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

Znowu znasz sie na wszystkim, Jack? Dawno to zrobiłam, tak dawno ze nie pamiętam kiedy dokładnie. Także odnośnie innych języków, w tym takich, o których istnieniu miałeś szansę nie słyszeć i nie tylko googli używałam, w naturze też mi się zdarzyło.  Nie twierdzę, że skandynawskie są super przyjazne. Węgierski też nie jest. Co to ma do problemu Dobosza?

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

Typowy polak zakolak. Sam się nie wysilić, kobietę wyśmieje i znajdzie wymówkę. Tak, tak struny głosowe. Cham jesteś i tyle.

42

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Muqin napisał/a:

Co to ma do problemu Dobosza?


Prawda jest taka, ze tam nikt nie wymaga nauczenia się języka regionalnego więc musu nie ma. Jak nie chce - nie musi. Wystarczy, ze po angielsku się dogada.

43

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

Udało ci się Jacuś nie zauważyć, ze ja to Doboszowi wcześniej napisałam?
Udało się. I masz babo placek,  niechcący właśnie się ze mną zgodziłeś, biedaku.
Dywagacje nt. fonetyki są zastępcze. A Dobosz zapewne już zniknął.

44

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Muqin napisał/a:

Udało ci się Jacuś nie zauważyć, ze ja to Doboszowi wcześniej napisałam?
Udało się. I masz babo placek,  niechcący właśnie się ze mną zgodziłeś, biedaku.
Dywagacje nt. fonetyki są zastępcze. A Dobosz zapewne już zniknął.


I dlatego tak tłumaczysz dlaczego tego języka nauczyć się musi/powinien, bo jednak.....nie musi?

Ok, pewnie.

45

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

Nie tłumaczę, ze musi tylko "walczę" z koncepcja, że fonetyka jest przyczyną. Nie za bardzo walczę, tak z odruchu bo temat ewidentnie z grupy moich zawodowych.

46

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

Nie każdy jest w stanie nauczyć się języka i tyle. Tak samo jak nie każdy może nauczyć się śpiewać.

Fonetyka to wymowa, czyli m.in ruch językiem, co w znacznej mierze jest uwarunkowaniem genetycznym. Jest też od metra wad wymowy związanych z dźwiękiem typu lambdacyzm, kappacyzm, betacyzm i przynajmniej kilkanaście innych. Wiele wad jest na granicy diagnozy. Po polsku jeszcze przejdą (bo język nauczony od dziecka przy najwyższej neuroplastyczności mózgu) i najwyżej ktoś będzie miał swoją specyfikę mówienia. Ale wystarczy poprzestawiać akcenty, dać nietypową kolejność głosek i liter i język wraz z mózgiem dostają pierdolca.

Może się doedukuj pani "zawodowa" zanim zaczniesz kogoś pouczać odnośnie możliwych problemów z wymową?

47

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

Kotuś, przeginasz, znowu sobie wygooglałeś i się mądrzysz. Śpiewać owszem, wielu nie może się nauczyć, bo słuch muzyczny jest do tego niezbędny. Do nauczenia się języka obcego słuch muzyczny  jest przydatny, ale nie niezbędny.
Dobosz pisał, że ma jakieś wady wymowy?
Tych, co naprawdę nie są w stanie się obcego języka nauczyć jest niewielu. Nauczyć się nie oznacza perfekcji. A problem Dobosza to nie fonetyka ino co innego. I na tyle. Jakoś dziś mi się nie chce śmiać z twoich odkryć.

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Muqin napisał/a:

Kotuś, przeginasz, znowu sobie wygooglałeś i się mądrzysz. Śpiewać owszem, wielu nie może się nauczyć, bo słuch muzyczny jest do tego niezbędny. Do nauczenia się języka obcego słuch muzyczny  jest przydatny, ale nie niezbędny.
Dobosz pisał, że ma jakieś wady wymowy?
Tych, co naprawdę nie są w stanie się obcego języka nauczyć jest niewielu. Nauczyć się nie oznacza perfekcji. A problem Dobosza to nie fonetyka ino co innego. I na tyle. Jakoś dziś mi się nie chce śmiać z twoich odkryć.

On sie zawsze madruje

49

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

Wiem, czasem mnie to bawi, a czasem nie smile

50

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Dobosz napisał/a:

Absolutnie nie. Z mojej perspetywy jest cała masa słów w języku duńskim których choćby nie wiem co, ale poprawnie nie wypowiem nigdy i do tego nawiązuje. To jest po prostu cecha tego języka, a nie indywidualnego talentu.

Oj tam, oj tam.. Nie musisz pięknie mówić i wierszy po duńsku pisać, ale nie możesz przeskoczyć tego, żeby się w prostych sprawach dogadać? Są ludzie którzy emigrują do rożnych krajów w nawet dość poważnym wieku i podstawy jakoś dają radę opanować. Wszystko zależy od motywacji, a ty przecież masz fajną dziewczynę z którą pewnie będziesz chciał w przyszlości założyć rodzinę i co? Z dziećmi  też po angielsku będziesz rozmawiał?

51

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Muqin napisał/a:

Dobosz pisał, że ma jakieś wady wymowy? .


Gdyby nie miał trudności z nauką języka to by tu nie dywagował o fonetyce. Są ludzie co potrafią i są tacy co nie potrafią. A skoro próbował i mu nie idzie - to najwyraźniej próbował i wyszło na to, że nie jest w stanie.

52

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Muqin napisał/a:

Dobosz, problem to Ty z duńskim masz, ale w głowie. Serio. I nie z wymową tylko przede wszystkim z decyzją, czy się go chcesz nauczyć, czy nie za bardzo.

Racjonalizujesz tą fonetyką jak wściekły. smile
Angielski - pozwolę sobie zauważyć, melodyjny to nie jest. Ani w wersji brytyjskiej, ani w amerykańskiej a już australijska to w ogóle odlot. W angielskim nijakiej intuicyjnej wymowy nie ma. Znasz ten język zatem już zdołałeś skutecznie wyprzeć, że tak jest. A jest. Jakieś tam reguły są, są to w każdym języku, ale do spójności w tej sprawie to angielskiemu daleko, co i rusz jakiś wyjątek, tyle że znając język tego się już zwyczajnie nie zauważa.

To samo się czyta co pisze? No i weź się naucz francuskiego... dla polskiego ucha melodyjny to jest. Ale piszesz nie wiadomo ile, czytasz część tylko i zapamiętaj, kiedy czego nie czytać, a kiedy wręcz przeciwnie. I jeszcze niektóre się czyta inaczej zależnie od tego, koło czego występują, potrafią się jedne z drugimi łączyć, ale uwaga! nie zawsze tylko czasami, a h się nie czyta, za to pisze diabli wiedzą czemu. Włoski akurat Polakom wydaje się łatwy póki nie podejdą do uczenia się go serio. Hiszpański z przelicznymi wariantami i odmianami... łatwizna, gdy piosenkę zanucić. Zaczniesz się uczyć serio - auć! natkniesz się na przeliczne miny ukryte a perfidne. Nawet na poziomie podstawowym to czy wymówić "w" czy "b" bywa problemem bo intuicyjnie to dla Polaka dwa różne dźwięki, a w hiszpańskim jakby nie do końca wiadomo, co dla Polaków akurat bywa wcale nie takie łatwe. Czeski, słowacki, rosyjski, ukraiński - niby podobne, a jak się zaczniesz uczyć okazuje się, że podobieństwo potrafi solidnie przeszkadzać miast pomóc.  I tak dalej i tym podobnie, tak można o każdym języku.
Uroki języków bardziej dla nas egzotycznych też są rozliczne - bo to i pismo inne i fonetyka odlotowa czasem, a jeszcze tonalność dochodzi albo zapisuje się tylko spółgłoski (hebrajski) i weź się czytać naucz jak się samogłosek widząc tekst musisz domyślić. Chiński za to alfabetu w ogóle nie ma, dla odmiany japoński udatnie łączy znaki chińskie z japońskimi alfabetami i to aż trzema różnymi tworząc istną mieszankę piorunującą, bo i czytanie znaków ma takie "zależy w jakim słowie".  Dobra, popłynęłam odrobinkę... sorki smile

Wracając do tematu to gdybyś chciał rzeczywiście duńskiego się nauczyć to po 4 latach znałbyś go biegle w wersji biernej. Która, jak wiadomo, z używaniem strun głosowych nic wspólnego nie ma, biernie to się i osoba niemówiąca w ogóle może nauczyć. W takiej sytuacji, gdybyś język znał biernie, można by się zacząć zastanawiać nad problemami z fonetyką, choć bariera mówienia w obcym języku zwykle nie w fonetyce ma swoje źródło podstawowe.

Ale chwila ty mnie teraz próbujesz przekonywać że włoski, rosyjski czy hiszpański to ten sam pozuom trudności w wymowie co duński xD ? No tak, każdy język ma swoje trupy w szafie tego nigdzie nie zanegowałem, tyle że w języku duńskim tym trupem w szafie jest kompletnie nieintuicyjna wymowa, słyszysz słówko po raz pierwszy i za chiny tego nie odtworzysz. W języku hiszpańskim czy włoskim nie musisz mieć zapalenia gardła i chrypki żeby poprawnie wymawiać włoskie słówka.

53

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Jack Sparrow napisał/a:
Muqin napisał/a:

Racjonalizujesz tą fonetyką jak wściekły.

Odpal tłumacza google, wklep tam kilka prostych zdań z życia codziennego i kliknij, żeby to odczytało po duńsku.



Przecież nawet nie jeden komik z Danii, Finlandii, Norwegii czy Islandii gnije z tych języków, że dla zdecydowanej większości ludzi są one niewymawialne.


Gdyby to zrobiła to jeszcze przez przypadek musiałaby przyznać mi rację, że póki sobie nie zrobisz operacji na strunach głosowych to nawet podstawowych zwrotów czy słów nie da się poprawnie wypowiedzieć.

54

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Typowy polak zakolak. Sam się nie wysilić, kobietę wyśmieje i znajdzie wymówkę. Tak, tak struny głosowe. Cham jesteś i tyle.


Następna ekspertka od wszystkiego. I nie wiem gdzie ja wyśmiewam kobietę, bo to że stwierdam oczywisty fakt, że fatalnie wypowiada polskie słówka to nie jest żadne wyśmiewanie tylko oczywiste stwierdzenie faktu.

55

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Salomonka napisał/a:
Dobosz napisał/a:

Absolutnie nie. Z mojej perspetywy jest cała masa słów w języku duńskim których choćby nie wiem co, ale poprawnie nie wypowiem nigdy i do tego nawiązuje. To jest po prostu cecha tego języka, a nie indywidualnego talentu.

Oj tam, oj tam.. Nie musisz pięknie mówić i wierszy po duńsku pisać, ale nie możesz przeskoczyć tego, żeby się w prostych sprawach dogadać? Są ludzie którzy emigrują do rożnych krajów w nawet dość poważnym wieku i podstawy jakoś dają radę opanować. Wszystko zależy od motywacji, a ty przecież masz fajną dziewczynę z którą pewnie będziesz chciał w przyszlości założyć rodzinę i co? Z dziećmi  też po angielsku będziesz rozmawiał?


Co to za durne pytanie po jakiemu będę rozmawiać ze swoimi dziećmi ? To chyba oczywiste, ze po polsku. To chyba tylko Polak może pomyśleć, żeby ze swoim dzieckiem rozmawiać w innym języku niż ojczystym. Jeszcze tego by brakowało, żeby dziecko nie znalo ojczystego języka rodzica.

56

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Samba napisał/a:
Dobosz napisał/a:

Ja będę się ciągle upierać, że to mimo wszystko w fonetyce tkwi problem, bo załóżmy teraz że to nie byłby duński a hiszpański czy włoski, czyli języki dosyć melodyjne, które prawie tak samo się czyta co pisze,


Hiszpański ma polska akcentuację, jak gdzieś czytałam.
Też tak buńczucznie myślałam, dopóki nie zaczęłam się uczyć czytać w jednym i w drugim języku. ;d

A co dopiero takie znaczki i wężyki jak arabski - nie tylko inna wymowa, akcent, ale też alfabet. A jednak są Polacy, którzy umieją czy to po arabski, chińsku czy japońsku, i vice versa, niekoniecznie idealnie, a Ty marudzisz na to że nie będziesz idealnie wymawiającym Duńczykiem...

Nie neguje że istnieją Polacy którzy nauczyli się egzotycznych języków, jednak brutalna prawda jest taka, że lwia większość liznęła jedynie te języki, uznali że zbyt są trudne i odpuściła, albo są i bardziej zawzięci, którzy starają się, próbują, ale po dłuższym czasie i tak kiepsko gadają. Tym którym sie udaje to jakiś promil w porównaniu do osób które próbowaly się nauczyć. I tak jeżeli mamy w ten sposób się bawić to tak duński jest pewnie łatwiejszy od chińskiego czy arabskiego. I co ta informacja zmienia ? Że nagle jest łatwy ? No nie, nadal jest trudny w wymowie.

57

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Dobosz napisał/a:

Cześć,
mam dylemat i chciałem zapytać, jak to wygląda u innych, szczególnie u osób w związkach mieszanych albo mieszkających za granicą.

Od ponad 4 lat mieszkam w Danii. Duńskiego nie znam jakoś bardzo dobrze, raczej podstawy. Na co dzień spokojnie wystarcza angielski – praca, sklepy, lekarz, sprawy urzędowe, wszystko da się ogarnąć. Przez te lata głównie na nim się opierałem.

Próbowałem uczyć się duńskiego, nawet byłem chwilę na kursie, ale szybko się zniechęciłem. Na piśmie jeszcze pół biedy, bo jak ktoś zna angielski albo niemiecki, to część słów da się skojarzyć. Problem zaczyna się przy mówieniu. Wymowa jest kompletnie nieintuicyjna, połowa liter znika, wszystko brzmi bardzo gardłowo. Do dziś mam sytuacje, że coś mówię po duńsku, a rozmowa i tak przechodzi na angielski, bo po prostu szybciej się dogadać.

Rok temu poznałem dziewczynę, Dunkę. Od początku rozmawiamy po angielsku i to działa bez problemów. Od około 3 miesięcy mieszkamy razem. Od kiedy mieszkamy razem, coraz częściej wraca temat, żebyśmy uczyli się nawzajem swoich języków.

Zabrałem ją też do siebie do Polski, bo w sumie Dania i Polska to prawie sąsiedzi, więc jak ma się trochę wolnego, to można dość często przyjeżdżać. Chciałem, żeby poznała moją rodzinę i zobaczyła, jak to wygląda u mnie na co dzień.

I tu wyszło, że język polski jest dla niej tak samo trudny, jak duński dla mnie, a może nawet trudniejszy. Dla mnie duński to głównie ta dziwna, gardłowa wymowa, a dla niej polski to z kolei te wszystkie sz, cz, rz, ś, ć.

Byliśmy w kilku bardziej ruchliwych miejscach, sporo ludzi, rozmowy dookoła. Po chwili powiedziała mi, że dla niej wszystko brzmi jak jedno ciągłe szeleszczenie i że nawet jeśli zna jakieś słowo, to nie potrafi go wyłapać z reszty dźwięków.

Byliśmy też razem w sklepie. Stałem normalnie obok, ale umówiliśmy się, że spróbuje po polsku ogarnąć zakupy, a ja w razie czego pomogę. Wyszła z tego trochę zestresowana, bo nie była pewna, czy dobrze zrozumiała kasjerkę – wszystko szybko, dużo końcówek, odmian, presja kolejki.

Była też sytuacja rodzinna, gdzie kilka osób rozmawiało naraz. Po paru minutach powiedziała mi, że jest strasznie zmęczona, bo zamiast rozmów słyszy raczej jeden duży szum.

Trzeba jej jednak oddać, że bardzo się stara. Na przykład w sylwestra z pamięci próbowała powiedzieć mi „szczęśliwego nowego roku” po polsku. Wyszło trochę krzywo, ale było naprawdę miłe. Na święta napisała mi też kartkę po polsku, z prostymi zdaniami i błędami, ale widać było, że bardzo się przyłożyła. Na urodziny też dorzuciła kilka polskich słów od siebie. Dla niej to nie jest „odklepanie”, tylko coś ważnego.

Różnica między nami jest taka, że ona się tym nie zniechęca. Próbuje i cieszy się z małych postępów. Trochę jednak oczekuje podobnego zaangażowania ode mnie. A ja mam z tym problem, bo szczerze mówiąc wolę mówić po angielsku – to jest język, który znamy oboje dobrze i bez napięcia. Jak ona mówi po polsku, to i tak wychodzi to średnio, jak ja po duńsku, to też nie jest lepiej.

No i tu mam pytanie. Czy w takim związku nauka języka partnera naprawdę jest konieczna? Czy wystarczy ogarniać podstawy i używać wspólnego języka, który działa? Gdzie jest granica między fajnym gestem a uczeniem się czegoś trochę na siłę?

Moja corka mieszka w Kanadzie, ma meza z Indonezji, mowia do siebie po angielsku, wiadomo, ze w Kanadzie takim jezykiem sie posluguja.
Ale on jest pojetny i niekiedy mnie zaskakuje nowymi slowkami i polskimi, i niemieckimi, bo ja mieszkam w Niemczech. Corka znowu tez sie stara uczyc ich jezyka.
Szczerze wolalabym, zeby on sie nauczyl czy niemieckiego, czy polskiego, bo mi kiepsko idzie angielski big_smile

58

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Dobosz napisał/a:
AdamJeden napisał/a:
Dobosz napisał/a:

Cześć,
mam dylemat i chciałem zapytać, jak to wygląda u innych, szczególnie u osób w związkach mieszanych albo mieszkających za granicą.

Od ponad 4 lat mieszkam w Danii. Duńskiego nie znam jakoś bardzo dobrze, raczej podstawy. Na co dzień spokojnie wystarcza angielski – praca, sklepy, lekarz, sprawy urzędowe, wszystko da się ogarnąć. Przez te lata głównie na nim się opierałem.

Próbowałem uczyć się duńskiego, nawet byłem chwilę na kursie, ale szybko się zniechęciłem. Na piśmie jeszcze pół biedy, bo jak ktoś zna angielski albo niemiecki, to część słów da się skojarzyć. Problem zaczyna się przy mówieniu. Wymowa jest kompletnie nieintuicyjna, połowa liter znika, wszystko brzmi bardzo gardłowo. Do dziś mam sytuacje, że coś mówię po duńsku, a rozmowa i tak przechodzi na angielski, bo po prostu szybciej się dogadać.

Rok temu poznałem dziewczynę, Dunkę. Od początku rozmawiamy po angielsku i to działa bez problemów. Od około 3 miesięcy mieszkamy razem. Od kiedy mieszkamy razem, coraz częściej wraca temat, żebyśmy uczyli się nawzajem swoich języków.

Zabrałem ją też do siebie do Polski, bo w sumie Dania i Polska to prawie sąsiedzi, więc jak ma się trochę wolnego, to można dość często przyjeżdżać. Chciałem, żeby poznała moją rodzinę i zobaczyła, jak to wygląda u mnie na co dzień.

I tu wyszło, że język polski jest dla niej tak samo trudny, jak duński dla mnie, a może nawet trudniejszy. Dla mnie duński to głównie ta dziwna, gardłowa wymowa, a dla niej polski to z kolei te wszystkie sz, cz, rz, ś, ć.

Byliśmy w kilku bardziej ruchliwych miejscach, sporo ludzi, rozmowy dookoła. Po chwili powiedziała mi, że dla niej wszystko brzmi jak jedno ciągłe szeleszczenie i że nawet jeśli zna jakieś słowo, to nie potrafi go wyłapać z reszty dźwięków.

Byliśmy też razem w sklepie. Stałem normalnie obok, ale umówiliśmy się, że spróbuje po polsku ogarnąć zakupy, a ja w razie czego pomogę. Wyszła z tego trochę zestresowana, bo nie była pewna, czy dobrze zrozumiała kasjerkę – wszystko szybko, dużo końcówek, odmian, presja kolejki.

Była też sytuacja rodzinna, gdzie kilka osób rozmawiało naraz. Po paru minutach powiedziała mi, że jest strasznie zmęczona, bo zamiast rozmów słyszy raczej jeden duży szum.

Trzeba jej jednak oddać, że bardzo się stara. Na przykład w sylwestra z pamięci próbowała powiedzieć mi „szczęśliwego nowego roku” po polsku. Wyszło trochę krzywo, ale było naprawdę miłe. Na święta napisała mi też kartkę po polsku, z prostymi zdaniami i błędami, ale widać było, że bardzo się przyłożyła. Na urodziny też dorzuciła kilka polskich słów od siebie. Dla niej to nie jest „odklepanie”, tylko coś ważnego.

Różnica między nami jest taka, że ona się tym nie zniechęca. Próbuje i cieszy się z małych postępów. Trochę jednak oczekuje podobnego zaangażowania ode mnie. A ja mam z tym problem, bo szczerze mówiąc wolę mówić po angielsku – to jest język, który znamy oboje dobrze i bez napięcia. Jak ona mówi po polsku, to i tak wychodzi to średnio, jak ja po duńsku, to też nie jest lepiej.

No i tu mam pytanie. Czy w takim związku nauka języka partnera naprawdę jest konieczna? Czy wystarczy ogarniać podstawy i używać wspólnego języka, który działa? Gdzie jest granica między fajnym gestem a uczeniem się czegoś trochę na siłę?

Jak chcecie się dobrze komunikować ze sobą to musicie znać języki partnerów, zwłaszcza jeśli mają być przyjazdy do Polski i rodziny w Polsce. To również oznaka dużego szacunku dla partnera.
Z drugiej strony nie wiadomo jak potoczą się losy związku. Może nie warto się wysilać ?
Jednak skoro ona się już teraz angażuje, to nie masz wyjścia, zwłaszcza że oboje na stałe przebywacie w Danii.


Znaczy wiesz jak już pisałem to nie wynika z mojej niechęci do nauki nowego języka, bo wiesz gdyby to był np język hiszpański albo włoski no to właściwie nei byłoby problemu bo te języki są proste w wymowie i dosyć melodyjne, natomiast języka duńskiego nie da się nauczyć bez mówienia trudnych słów z chrypką.

na poczatek nie musisz mowic z chrypka smile wazne zeby bylo zrozumiale, dialektu nie da sie nauczyc juz w zyciu doroslym.

59

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
AdamJeden napisał/a:
Dobosz napisał/a:
AdamJeden napisał/a:

Wygląda na trollowanie. Mam koleżankę, radiologa, w rok ogarnęła duński kursami, poliglotką nie jest. Taki warunek postawił pracodawca.

Bardzo mocno w to wątpię. Oczywiście jakieś podstawy mogła ogarnąć, ale żeby mówić poprawnie i z sensem to nie ma szans.

No proszę ! Przekonywałeś dotychczas, że nie jesteś w stanie mówić po duńsku a teraz zaczynasz wmawiać, że inni też tego nie potrafią. Trollujesz big_smile

No skad mozesz wiedziec, ze mowi, wszystko poprawnie? Znasz dunski? big_smile

60

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Gosiawie napisał/a:

No skad mozesz wiedziec, ze mowi, wszystko poprawnie? Znasz dunski? big_smile


Akurat w zawodach medycznych poznanie języka jest jednym z najczęstszych wymogów. W większości mi znanych wypadków wymaga się przynajmniej poziomu B2.

61

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Jack Sparrow napisał/a:
Gosiawie napisał/a:

No skad mozesz wiedziec, ze mowi, wszystko poprawnie? Znasz dunski? big_smile


Akurat w zawodach medycznych poznanie języka jest jednym z najczęstszych wymogów. W większości mi znanych wypadków wymaga się przynajmniej poziomu B2.

Nie o to mi chodzi, nawet jak ma poziom B2 , to nie znaczy, ze dunczyk nie rozpozna, ze to obcokrajowiec, tak jak ja, pewnie bym nie wiedziala czy zna bardzo dobrze czy gada, bo gada.

62

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Dobosz napisał/a:

Nie neguje że istnieją Polacy którzy nauczyli się egzotycznych języków, jednak brutalna prawda jest taka, że lwia większość liznęła jedynie te języki, uznali że zbyt są trudne i odpuściła, albo są i bardziej zawzięci, którzy starają się, próbują, ale po dłuższym czasie i tak kiepsko gadają. Tym którym sie udaje to jakiś promil w porównaniu do osób które próbowaly się nauczyć. I tak jeżeli mamy w ten sposób się bawić to tak duński jest pewnie łatwiejszy od chińskiego czy arabskiego. I co ta informacja zmienia ? Że nagle jest łatwy ? No nie, nadal jest trudny w wymowie.

No właśnie, są bardziej zawzięci, może kiepsko gadają, ale gadają. W trudniejszych językach niż duński jak się domyślam, bo tu przynajmniej litery masz łacińskie. Boisz się, że pomimo nauki i przez złą fonetykę nie będziesz w stanie się w ogóle dogadać?

63 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2026-01-13 22:45:23)

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

Moim zdaniem coś zmyślasz... Znam Polaków co mówią po duńsku, lepiej lub gorzej ale mówią, dali radę. Podobnie mam przyjaciólkę w Norwegii, mieszka tam 10 lat, pracuje i język ogarnia.

Tak na marginesie..

Jak można mieszkać w jakimś kraju i języka nie próbować poznać? Jak można mówić o jakiejkolwiek integracji? Tym bardziej w Danii, gdzie środowisko autochtonów jest mało przyjazne dla obcych.
A jeszcze to, że będziesz z dziećmi w Danii po polsku rozmawiał.. Pewnie będziesz, do czasu.

Znam rodzinę w Kalifornii, ona Amerykanka z pochodzenia Polka, on Polak, chyba już z 20 lat w USA, ale po angielsku "Kali pić, Kali jeść"...

Ich córka oczywiście zna polski, ale jak ojciec próbował jakoś na nią wpłynąć, to udawała że nie zna polskiego, a nawet kiedyś odszczeknęła się "naucz się angielskiego, jak chcesz mnie wychowywać".

Autorytet Dobosz, to miałam na myśli gdy zapytałam, czy po angielsku będziesz z dziećmi rozmawiał. Ojciec który nie rozumie co napisała nauczycielka w dzienniczku ucznia, autorytetu nie ma.


Powodzenia.

64

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę
Salomonka napisał/a:

Moim zdaniem coś zmyślasz... Znam Polaków co mówią po duńsku, lepiej lub gorzej ale mówią, dali radę. Podobnie mam przyjaciólkę w Norwegii, mieszka tam 10 lat, pracuje i język ogarnia.

Tak na marginesie..

Jak można mieszkać w jakimś kraju i języka nie próbować poznać? Jak można mówić o jakiejkolwiek integracji? Tym bardziej w Danii, gdzie środowisko autochtonów jest mało przyjazne dla obcych.
A jeszcze to, że będziesz z dziećmi w Danii po polsku rozmawiał.. Pewnie będziesz, do czasu.

Znam rodzinę w Kalifornii, ona Amerykanka z pochodzenia Polka, on Polak, chyba już z 20 lat w USA, ale po angielsku "Kali pić, Kali jeść"...

Ich córka oczywiście zna polski, ale jak ojciec próbował jakoś na nią wpłynąć, to udawała że nie zna polskiego, a nawet kiedyś odszczeknęła się "naucz się angielskiego, jak chcesz mnie wychowywać".

Autorytet Dobosz, to miałam na myśli gdy zapytałam, czy po angielsku będziesz z dziećmi rozmawiał. Ojciec który nie rozumie co napisała nauczycielka w dzienniczku ucznia, autorytetu nie ma.


Powodzenia.

A na podstawie czego wywnioskowałaś, że nie próbowałem i nadal nie próbuje poznać ? Raczej moje poprzednie wpisy udowadniały do tej pory coś zupełnie przeciwnego. I to nie jest tak, ze ja nic kompletnie nie umiem po duńsku. Jestem w stanie dużo słów/zdań zrozumieć, dużo jestem w stanie powtórzyć, ale jak słyszę mowę takich typowych rodowitych duńczyków między sobą to czuję się jakbym nie wiem gdzie był.


Nie ma takiej możliwości żeby moje dziecko udawało że nie zna polskiego. Nie wiem jak za normalne można uznać sytuację w ktorej rodzic gada do dziecka w innym języku niż ojczysty.

65

Odp: Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

A miałeś przykład powyżej. Ona Polka, on z Indonezji, a mieszkają w Kanadzie. Między sobą rozmawiają po angielsku, dziecko w kraju głównie anglojęzycznym i dla tego konkretnego dziecka językiem pierwszym będzie angielski, nie ma zmiłuj. Nawet dla rodziców Polaków, jeśli mieszkają za granicą, nauczenie dzieciaka polskiego jest pewnym wyzwaniem. Polski jest w rankingu "najtrudniejsze języki świata" w ścisłej czołówce, pierwsza dziesiątka, a języków na świecie jest ponad 7 tysięcy (bez dialektów).
Jeśli hipotetycznie będziecie mieli dzieci, Ty i Twoja dziewczyna  i będziecie mieszkali w Danii to dla waszego dziecka podstawowym językiem będzie duński. Bo w Danii będzie chodziło do przedszkola oraz szkoły, co jak dodać mamę - Dunkę da określony efekt. Może Ci się uda hipotetycznego dzieciaka jakoś tam polskiego nauczyć, ale bez gwarancji, bo skoro między sobą z dziewczyną rozmawiacie po angielsku to cóż, polszczyzna będzie dopiero trzecia w kolejce do nauczenia się.

Posty [ 1 do 65 z 78 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SEKS, SEKSUALNOŚĆ, PSYCHOLOGIA » Od 4 lat mieszkam w Danii i poznałem tam dziewczynę Dunkę

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024