wieka napisał/a:A żaden rodzic nie widzi w sobie błędów wychowawczych. Choć widzi u innych 
A jak już to powinnaś pytać dorosłe dzieci, bo one to najlepiej widzą jakie błędy popełnili rodzice w ich wychowaniu.
Jak się będąc rodzicem popełnia tak zwany "błąd wychowawczy" (cokolwiek by to nie było) to raczej nie na zasadzie "oto teraz popełnię błąd wychowawczy" tylko raczej "chcę jak najlepiej" w grę wchodzi czyli popełniając to trudno zobaczyć, że się popełnia. 
Ja mam rozliczenie z dorosłym dzieckiem wykonane oraz zamknięte. Egzamin zdałam i nie powiem, uznaję to za jeden z sukcesów życiowych. Podobnie jak bbasia, to i owo ewidentnie spartoliłam, ale mogło to moje spartolenie mieć o wiele gorsze skutki niż miało. Uff, można odetchnąć z ulgą.
Każde dziecko to osobny człowiek, są różni tak samo jak różni są dorośli. O czym w zapale wychowywania i kształtowania łatwo zapomnieć.
Z tzw. dobrych rad - rodzicu, pamiętaj, że twoje dziecko może, o zgrozo, mieć czasem rację. Słuchaj, nie oceniaj pochopnie, spróbuj spojrzeć ze strony dziecka na coś tam, choćby i wizytę u cioci. Nie że się podporządkujesz woli dziecka, ale wejdź w jego buty na chwilę. I spojrzyj na siebie jego oczami, też pomocne.
Tak, duuuużo cierpliwości i moim zdaniem także zdrowego dystansu. I elastyczności.
Praktyczne przykłady... trochę trudno, bo zależy od wieku dziecka i masy innych rzeczy. Ogólnie - pozwalaj decydować o sobie i swoich sprawach na przykład. Pozwalaj na podejmowanie decyzji innych , niż ty byś podjęła w jakiejś sytuacji, jeśli rzecz jasna nie są absolutnie kretyńskie. Stopniowo zapominaj, ze jako rodzic "wiesz lepiej" i dawkuj swoje "wiem lepiej" ostrożnie oraz z umiarem, czyli nierzadko nieco wbrew sobie.
Czym się kierowałam - między innymi "nie rób drugiemu co tobie niemiłe", "zapomniał wół jak cielęciem był" też przydatne. Jeśli konsekwencje to sensowne czyli logicznie powiązane z niechcianym działaniem/zaniechaniem i adekwatne. U nas nie było kar, nagród ani nic z tych klimatów.