Od polskiego jedzenia? Bo ja chyba tak. Wiecie jak się mieszka od narodzin w Polsce i przez 21 lat życia nie ma się zbytnio porównania do innej kuchni to wtedy się je co matka pod nos postawi w dziecinstwie albo co się później samemu ugotuje... wyjechalam do Anglii i przez pierwsze pół roku jadłam tylko polskie potrawy, kupowałam w polskich sklepach po części dlatego,że uczyłam się jeszcze języka i nie byłam zbyt pewna siebie,więc większość czasu spędzałam z Polakami... dopiero jak już zaczęłam mówić i wszystko dobrze rozumieć po angielsku to zaczęłam powoli porzucać polskie tradycje w tym właśnie polska kuchnie, miał też wpływ na to mój ex ojciec córki, a następnie moi drudzy ex i ,kumpele, znajomi po prostu zawuwazylam w porównaniu do jedzenia innych kuchni, że polskie jedzenie ma za mało przypraw albo, ze sa one zbyt lagodne w smaku. No pisze o tym,bo niedawno zamowilam z polskiej restauracji zupe i ona po prostu byla zbyt lagodna w smaku, tak jakby ktos dał tylko sól i pieprz
. Kiedyś mnie to smakowalo, a teraz jak mam porownanie z innymi potrawami to jest za mdle np potrawy innych krajow daja duzo przypraw curry, kurkuma, chilli, że to ma duzo smaku,a jak raz na jakis czas wezme zjem cos z polskiego dania to tak jakby bylo niedoprawione... tez tak macie? Pytam osob mieszkajacych za granica
1 2025-09-19 20:09:00 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-09-19 20:12:43)
A moze po prostu w UK w polskich restauracjach tak źle te dania doprawiają?
Ja w każdym razie używam sporej ilości przypraw i ostatnie, co można powiedziec o moich daniach, to to, że brakuje im smaku. Przy czym nie mam tu na myśli ostrości, bo to co "robią" przyprawy, to nadają jedzeniu wyrazistości, a wyrazistość to przecież nie jest synonim pikantności.
Przy okazji przypomniała mi się pewna sytuacja. Kiedy w Ukrainie wybuchła wojna, to mnóstwo Polaków przyjmowało pod swoje dachy ukraińskich uchodźców. Moja znajoma też gościła kilkuosobową rodzinę. Codziennie dla nich gotowała, ale oni nie bardzo chcieli to jeść, najczęściej sięgając po sam chleb z masłem. Dania były różne, a mimo to historia się powtarzała. Sytuacja stała się kłopotliwa, a znajoma zachodziła w głowę, co jest nie tak? W końcu poprosiła Ukrainkę, żeby to ona dla odmiany przygotowała obiad. Okazało się, że to było dobre posunięcie, bo wszystko stało się jasne. Obiad tej Ukrainki był bez smaku, jałowy, a znajoma dość mocno wszystko doprawiała. Jednym słowem, jej kuchnia miałą dla nich zbyt dużo przypraw, dlatego im nie smakowało.
Mimo wszystko uważam, że w tych okolicznościach takie wybrzydzanie było dużym nietaktem.
3 2026-02-05 10:10:54 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2026-02-05 10:11:10)
Przy okazji przypomniała mi się pewna sytuacja. Kiedy w Ukrainie wybuchła wojna, to mnóstwo Polaków przyjmowało pod swoje dachy ukraińskich uchodźców. Moja znajoma też gościła kilkuosobową rodzinę. Codziennie dla nich gotowała, ale oni nie bardzo chcieli to jeść, najczęściej sięgając po sam chleb z masłem. Dania były różne, a mimo to historia się powtarzała. Sytuacja stała się kłopotliwa, a znajoma zachodziła w głowę, co jest nie tak? W końcu poprosiła Ukrainkę, żeby to ona dla odmiany przygotowała obiad. Okazało się, że to było dobre posunięcie, bo wszystko stało się jasne. Obiad tej Ukrainki był bez smaku, jałowy, a znajoma dość mocno wszystko doprawiała. Jednym słowem, jej kuchnia miałą dla nich zbyt dużo przypraw, dlatego im nie smakowało.
Mimo wszystko uważam, że w tych okolicznościach takie wybrzydzanie było dużym nietaktem.
Tak, wtedy mnóstwo Polaków pomagało i okazywało serce nie zastanawiając się zbytnio. Nie chcę się rozpisywać, a wracając do sytuacji z obiadem to rzeczywiście jakby cierpieli głód, zjedliby wszystko i byliby wdzięczni za oferowane im jedzenie.