Opowiadanie zapożyczone
Od sesji, od której to wszystko się zaczęło, minął ponad tydzień. W tym czasie nie było dnia, w którym Ola nie wspominałaby swojej wizyty w studio. Naprawdę nie planowała tego, co się stało. Związek z Łukaszem traktowała poważnie – może nie był idealny, ale kto jest. Dlatego też chciała dać mu szczególny, osobisty prezent. Tymczasem skończyło się na tym, że fotograf ją przeleciał, a ona nie tylko nie może o tym zapomnieć, ale wręcz ma ochotę znów to poczuć.
Tę prymitywną, pierwotną żądzę, która sprawiła, że zapomniałą o Łukaszu, o własnych hamulcach, przyzwoitości. Po prostu chciała być wyruchana, a on… on zrobił to właśnie tak, jak tego zapragnęła.
Nie pytał, tylko rozkazywał. Nie wahał się, tylko brał. Gdy się opierała, napierał mocniej. Gdy wreszcie uległa, wykorzystał ją całą. Bez skrupułów, litości. Była wtedy gotowa zrobić wszystko, tak jak chciał. Nawet wbrew sobie… zwłaszcza wbrew sobie. To było najbardziej podniecające. Gdy spuścił się w jej ustach, gdy kazał jej połknąć… Mmmm… znowu zrobiła się mokra…
Ola aż podskoczyła, kiedy telefon na jej biurku zawibrował. Znowu odpłynęła, znowu podnieciła się, myśląc o tamtym dniu. Znowu miała ochotę się dotknąć.
Telefon znów zawibrował.
Niezapisany numer.
– Halo?
– Cześć, mam już twoje zdjęcia, wpadniesz może do studia któregoś dnia?
Źrenice Oli nagle się powiększają, a serce bije jak szalone.
– Cześć – próbuje zapanować nad drżeniem głosu, ale nie wychodzi jej to najlepiej. – a nie możesz ich podesłać?
– Mogę, ale wiesz, zrobiłem trochę więcej odbitek, niż się umawialiśmy i pomyślałem, że będziesz chciała je zobaczyć – odpowiadam swobodnie.
– Aha… no tak…
– Poza tym, wiesz, chciałem ci opowiedzieć o tych kadrach, bo to była bardzo udana sesja.
Milczenie Oli trwa dłuższą chwilę. „Udana sesja”… a ona nawet teraz ma mokro w majtkach.
– Tak, była… – odpowiada odruchowo, a potem sama w myślach karci się za debilną odpowiedź.
– No właśnie, więc dasz radę… powiedzmy… jutro po piętnastej? Będę miał wtedy już spokój i będę mógł ci poświęcić całą uwagę.
„Ciekawe, czy w słyszy, jak wali mi serce?”, zastanawia się Ola. W jej głowie trwa szalona gonitwa. Po tym wszystkim obiecała sobie, że to się nigdy nie powtórzy, że to była jedna, jedyna taka sytuacja i na tym koniec. Że już nigdy tam nie pójdzie. A teraz w jej podbrzuszu latały motyle na haju, a ona aż zaciskała mocniej uda.
– Halo? Jesteś tam?
– Tak, tak jestem, przepraszam… – Ola próbuje pozbierać myśli. – Tak, przyjdę jutro.
– Super, już nie mogę się doczekać twojej drugiej wizyty. Do zobaczenia
– Do zobaczenia – rozmowa trwała może dwie minuty, ale Ola jeszcze przez dobry kwadrans boi się wstać z fotela, bo tak drżą jej nogi.
Jest na siebie zła, wściekła, że tak łatwo wyrzuciła postanowienia do kosza. Ale z drugiej strony, przecież do niczego nie musi dojść, po prostu pójdzie tam, weźmie zdjęcia, podziękuje i wyjdzie. To, że tam będzie, nie oznacza, że znów coś się wydarzy.
Jednocześnie gdzieś bardzo głęboko w sobie, w ciasnym, gorącym i mokrym miejscu czuła delikatne, ciche pulsowanie. Nie milkło, nie dawało się zagłuszyć. Narastało, czekając w napięciu aż będzie mogło przejąć kontrolę. Ola mogła się przekonywać, oszukiwać, ale nie była głupia. Czuła się, jakby była zamknięta w klatce z wygłodniałą lwicą, która szykuje się do skoku. Problem w tym, że klatką było jej własne ciało.
Następnego dnia długo zastanawiała się, jak się ubrać. W głowie analizowała kolejne scenariusze spotkania, czując coraz większe napięcie. Stres… czy jednak… podniecenie? Pół szafy leżało już wywalone na łóżku lub podłodze, a wygłodniała lwica podkradała się do niej coraz bliżej, coraz mocniej wpływając na zdrowy rozsądek, coraz bardziej go wyciszając.
Ola spóźnia się tylko kilka minut. Znów słyszę ciche, nerwowe pukanie, a później otwiera drzwi. Uśmiecham się na jej widok, bo trudno zareagować inaczej. Wchodzi do studia w białej koszuli z drobnym kwiatowym printem. Takim samym, jaki zdobi czarną spódniczkę, która sięga ledwie do połowy jej ud.
–Hej, super, że już jesteś – mówię neutralnie, spokojnie, ale trudno oderwać od niej wzrok
– Cześć… – Ola nerwowo odgarnia niesforny kosmyk i wygląda, jakby nie do końca wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Nasze spojrzenia spotykają się na moment, ale szybko spuszcza oczy, jakby spłoszona.
– Chodź, mam tutaj twoje zdjęcia – podchodzę do stołu i przeglądam kilka małych teczek. W końcu odnajduję właściwą i wyciągam z niej gruby plik odbitek.
Ola podchodzi do stołu, stając bezpiecznie po przeciwnej stronie. Układam zdjęcia przed nią i daję jej czas na oglądanie.
Wyszły naprawdę dobrze…
Ola przez chwilę tylko patrzyła na plik zdjęć lezący przed nią. Nie sięgała po nie od razu. Jakby potrzebowała czasu na zebranie myśli. W końcu uniosła pierwsze.
Na początku było… bezpiecznie.
Światło. Ceglana ściana. Ona przy oknie — trochę spięta, jeszcze niepewna. Ramiona lekko uniesione, dłonie złączone zbyt mocno.
Pamiętała ten moment. Pierwsze minuty. Ten głupi stres, który wydawał się wtedy taki ważny.
Przewróciła zdjęcie. Kolejne. Kolejne
Każde następne wyglądało coraz lepiej, nawet ona potrafiła do dostrzec.
Ciało zaczynało się układać. Linia biodra była wyraźniejsza, talia miękko przechodziła w ramię. Włosy opadały naturalniej.
– Widzisz? – drgnęła nerwowo, słysząc mnie obok siebie – Tu już zaczęłaś „łapać” światło.
Nie odpowiedziała.
Patrzyła dalej.
Następne kadry, przy parawanie.
Cienie i światło grające na skórze.
Materiał przesuwający się po ciele.
To była ona.
A jednocześnie… ktoś inny. Nie wiedziała dokładnie, o co chodziło.
Z każdym kolejnym zdjęciem coś się zmieniało.
Nie tylko poza.
Nie tylko światło.
W końcu zauważyła… Spojrzenie.
Na początku uciekało.
Potem zatrzymywało się dłużej.
A potem…
Zaczęła patrzeć wprost. To były jej oczy. Te same, które codziennie widziała w lustrze, ale… ale było w nich coś innego.
Ola przełknęła ślinę.
Zdjęcia były coraz bliższe. Bardziej intymne… Detal dłoni na biodrze… Zbliżenie na usta, lekko rozchylone, wyraźnie wilgotne.
Szyja, napięta przy oddechu.
Czuła, jak w jej wnętrzu znów budzi się to dziwne, niepokojące i obezwładniające podniecenie.
– To jest dobry moment – mówię, kładąc dłoń na jej ręce. Spięła się, ale nie uciekła – Tu już przestałaś pozować.
Przełknęła ślinę. Pamiętała ten moment, pamiętała uczucie. Wtedy była już gotowa, choć jeszcze nie zdawała sobie z tego sprawy.
Tu już nie było ustawiania, grania. Było coś innego, bardziej naturalnego i instynktownego.
Kładę dłoń na jej biodrze, gdy przegląda kolejne zdjęcia. Nie odtrąca jej. Nie odsuwa się, gdy staję bliżej, pochylając się z nią nad zdjęciami.
Przesunęła kolejne.
Następne…
Jej oczy otwierają się szeroko i aż wstrzymuje na moment oddech.
Kadr jest zupełnie inny, mniej dopracowany. Jakby ktoś źle ustawił się do samowyzwalacza. Trochę tak było.
Na zdjęciu Ola klęczy nago na kanapie. Mocno zapiera się ramionami, opadające włosy zasłaniają znaczą część twarzy, ale nie ma wątpliwości, kogo przedstawia zdjęcie i w jakiej sytuacji.
Lekko drżąc sięga po kolejne. Na tym odgarnęła włosy, skręciła głowę, a jej twarz to obraz ekstazy.
Kolejne… Ola klęczy na podłodze, stoję przed nią, trzymając za głowę. Jej wargi ciasno otulają penisa, którego ssie.
Zatrzymała się.
– To… – zaczęła cicho – to już było po sesji…
– Tak, przez przypadek musiałem zostawić włączony aparat, kiedy go odkładałem
– I zrobiłeś zdjęcia?
Milczę przez chwilę. Jej ciało jest napięte, czuję to wyraźnie, bo powoli przesuwam dłonią po jej biodrze.
– W zasadzie, to film… – mówię w końcu cicho. – spójrz…
Wolną ręką sięgam do laptopa i otwieram go. Po chwili odpalam film. Wszystko się nagrało. Widać, jak Ola wstaje z podłogi, rozbiera się i kładzie na kanapie. Jak wchodzę na nią, jak po chwili nasze ciała zaczynają współpracować. W głośnikach słychać jej głośne jęki…
Ola nie oderwała wzroku od filmu. Ja przesuwam się bardziej za nią, moje dłonie zaczynają błądzić po jej biodrach i brzuchu. Wtedy jakby przytomnieje i próbuje się odsunąć, ale mój chwyt jest mocniejszy. Zatrzymuję ją przed sobą w miejscu.
– Nie ruszaj się… – mówię chłodno. – oglądaj…
Jest napięta, aż lekko drży. Napieram wtedy na nią od tyłu. Na jej pośladki naciska nabrzmiały penis skryty w spodniach. Przez chwilę nie reaguje, jakby się zawiesiła, zastanawiała, ale w końcu ulega, czuję to wyraźnie, choć nie wypowiada ani słowa. Jej biodra odpowiadają, wypina swoje pośladki i porusza nimi na boki z cichym, ledwie słyszalnym pomrukiem.
Ocieramy się tak przez dłuższą chwilę. Moje biodra poruszają się, jakbym już był w niej. Na ekranie zmieniamy pozycję. Unoszę się, a Ola obraca się i wypina, posłuszna moim życzeniom.
Po chwili obracam ją, tak, że teraz patrzy na wiszące na ścianie lustro. Stojąc za nią, przesuwam dłońmi po jej ciele, po brzuchu, piersiach, biodrach. Nie przeszkadza mi, wyciąga ramiona do tyłu i przyciąga moje biodra bliżej siebie.
– Widzisz… – mówię przy jej uchu. – to prawdziwa ty…
Moja dłoń wsuwa się pod spódniczkę… między uda… pod majtki…
– Jak mógłbym się oprzeć?
Jest już gorąca, wilgotna. W odbiciu widać, jak moja dłoń porusza się powoli pod spódniczką. Drugą ręką sięgam do guzików koszuli, które jeden po drugim ustępują zwinnym palcom. Studio wybrzmiewa jękami płynącymi z komputera i tymi, których Ola nie próbuje powstrzymać. Cały czas poruszam miarowo biodrami, naciskając na jej pośladki. Ola patrzy na siebie, na to, co robi z nią obcy facet. Na swoje ciało, które wymknęło się spod kontroli.
– Nie… nie jestem taka…
– Jesteś Suczko… – odpowiadam i pochylam się nad nią. Gdy zwraca głowę w moją stronę, całuję jej usta. Zachłannie i od razu głęboko. Języki się splatają, smakuje słodko, oszałamiająco.
– Chodź na kanapę – mówię cicho, a ona nie protestuje. Przechodzi do kanapy i wchodzi na nią kolanami, opierając łokcie na oparciu. Idę za nią, ale przystaję obok. Ustawiam statyw i montuję na nim aparat. Wtedy Ola orientuje się, co zamierzam.
– Nie chcę… – zaczyna
– Spokojnie, jeśli ci się nie spodoba, to wszystko skasujemy
Nie czekam na odpowiedź, tylko podchodzę do niej od tyłu. Obmacuję jej wypięte pośladki, podwijając do góry spódniczkę. Chwytam i zsuwam majtki, przyklękając za nią. Jęczy głośno, gdy czuje mój język przesuwający się po łonie. Liżę ją, powoli, miarowo masując pośladki. Ola lekko porusza biodrami, nie mogą powstrzymać jęków i westchnień. Nie chodzi o same pieszczoty, ale też o całą sytuację, pozycję, którą widzi w lustrze. Jakby patrzyła na kogoś innego, jakby oglądała porno. Klęczy na kanapie, wypinając tyłek, a właściwie obcy facet ją wylizuje. Język przesuwa się po wrażliwych wargach, wsuwa między nie, drażni i rozpala. W pewnej chwili przesuwam się wyżej, rozciągam jej pośladki i język przesuwa się po drugiej dziurce. Pod wrażeniem Ola aż cofa biodra, ale po chwili znów się wypina, pozwalając na dalszą zabawę. Mała czerwona dioda na aparacie cały czas świeci…
W końcu wstaję, ustawiając się za nią. Ola patrzy na mnie przez ramię i kusząco porusza biodrami. Wszelkie wątpliwości już znikły, teraz liczy się tylko przyjemność. Świat skurczył się do tego studia, do jej ciała, które domagało się spełnienia.
Rozpinam spodnie i wyciągam sztywnego, grubego penisa. Trzymając go w dłoni, przesuwam główką po jej wyeksponowanym łonie. Drażnię ją. Gdy naciska biodrami, ja się cofam.
– Błagam… weź mnie…
Z uśmiechem satysfakcji spełniam tą prośbę. Trzymając pewnie jej biodra, wykonuję mocne pchnięcie. Znów czuję opór, ale znacznie mniejszy niż za pierwszym razem. Ola jest już rozpalona, jej szparka ocieka sokami, czekając na penisa, który ją wypełni. Zaczynam pchać, a każde uderzenie moich bioder o wypięte pośladki wywołuje cichy krzyk. Pulsujący kutas wciska się w nią w całości, dociekając głęboko i drażniąc tą ukrytą, mroczną część Oli. Tę, która teraz wzięła we władanie jej ciało.
– Mocniej! – sapie gardłowo.
– Pieprz mnie!
Nasze ciała przyśpieszają, pchnięcia są agresywniejsze, ostrzejsze. Ale to jeszcze nie koniec. W pewnej chwili sięgam kciukiem między podrygujące pośladki i wciskam go w ciasną dziurkę. Mięśnie opierają się, ale tylko przez moment. Ola piszczy, a jej ciało przeszywa mocny dreszcz. Nagła penetracja drugiego otworu wywołuje eksplozję w jej wnętrzu. Orgazm jest długi i intensywny, a kolejne ruchy tylko potęgują doznania. Czuję wyraźnie, jak cała się zaciska wokół mojego penisa i palca.
– Mmmm… widzę, że Ci się spodobało… – mówię i wymierzam jej mocnego klapsa.
Dziewczyna klęczy przede mną ze spuszczoną głową. Oddycha głęboko, próbując dojść do siebie. Dopiero po chwili unosi się i odgarnia włosy. Odwraca się do mnie, chwytając koszulkę i przyciągając. Tym razem to ona inicjuje pocałunek. Liżemy się zachłannie, lubieżnie. W końcu chwytam ją za włosy i odciągam. Grymas na twarzy pokazuje, że aż zabolało.
– Wypinaj dupę – patrzymy sobie w oczy z bardzo bliska. Jej oczy lśnią drapieżnym blaskiem. Tylko że przed sobą ma samca alfa. Posłusznie opada na kanapę, opierając się na łokciach i mocniej rozsuwa uda.
Zza kanapy wyciągam niewielką butelkę. Wychodzę z Oli i nakładam na palce nieco lubrykantu. Najpierw rozprowadzam go po penisie, później kolejną porcję rozsmarowuję między pośladkami Oli.
Spęczniała główka naciska na zaciśniętą dziurkę. Czuję, jak dziewczyna przede mną zastyga nieruchomo, gdy wreszcie wciska się do jej wnętrza. Napieram powoli, ostrożnie, a Ola wyraźnie czuje każdy pulsujący centymetr rozciągający jej odbyt.
– Mmm… ale jesteś ciasna…
– A Ty jesteś ogromny… Ohhh.... powoli…
Momentalnie czuję, jak się spina i blokuje, choć penis jedynie do połowy znalazł się w jej wnętrzu. Zatrzymuję się wtedy i kciukiem lekko pocieram rozciągniętą dziurkę. Zaczynam kołysać biodrami, Ola dołącza. Porusza się lekko na kolanach, a początkowy ból znika pod naporem przyjemności.
Zamyka oczy.
Przyszła tu, by odebrać zdjęcia i wyjść…
Teraz klęczy i przeżywa swój pierwszy anal.
Gruby, pulsujący kutas drąży jej tyłek.
Aż zagryza zęby… to takie… nieprzyzwoite… wyuzdane…
Daje dupy jak zwykła szmata…
Jak zdzira…
Jak kurwa…
Drugi orgazm przychodzi niespodziewanie, rozkosz rozlewa się, jakby nagle pękła jakaś tama w jej wnętrzu. Stłumiony, przeciągły jęk wydobywa się z ochrypniętego gardła. Penis w jej dziurce pulsuje mocno i drga, gdy kończę chwilę po niej. Napieram kilka razy, wystrzeliwując zawartość jąder do jej tyłka.
Dopiero wtedy wyciągam z niej kutasa i siada na kanapie. Ola przez długą chwilę się nie porusza, słyszę tylko jej oddech.
W końcu unosi się…
Powoli…
Ostrożnie…
Jakby nie była pewna swoich ruchów.
Odgarnia włosy i okrywa szczelniej koszulą. Jakby nagle poczuła wstyd i chciała odzyskać nieco przyzwoitości. Znajduje na podłodze zwinięte majtki i wciąga je na siebie. Powoli wstaje, zbiera swoje rzeczy, jakby szybko chciała stąd zniknąć. Gdy kończy, zatrzymuje się jednak, odwraca się do mnie.
– Następnym razem… najpierw zapytaj.
– Wtedy nie byłoby Ci tak dobrze.
Milczy, wie, że mam rację. Chwilę później drzwi zamykają się za nią.
Do domu wraca autobusem. Letnie słońce nieco razi oczy, ale klimatyzacja daje przyjemny chłód. Wokół dzieje się normalne życie, w jej wnętrzu szaleją emocje.
Znów to zrobiła…
Znów dała się zerżnąć…
Podobało jej się jeszcze bardziej…
Poczuła wilgoć w majtkach. Nasienie powoli z niej wypływa. Przygryzła wargę, kusi ją, żeby zebrać je palcem i poczuć na języku.
Gdy wieczorem leży z komputerem w łóżku, przychodzi powiadomienie o nowym mailu. Krótka wiadomość „Myślę, że Ci się spodoba”.
Klika w link i pobiera plik z dropboxa.
Film…
Porno…
Jej porno…
Oglądając dochodzi po raz kolejny