Witam, mam koleżankę i sąsiadkę w jednym. Od lat. Nigdy między nami nic nie było, poza koleżeństwem i tak jest najlepiej, to fajna kumpela.
No i ona ma 23 lata i jest atrakcyjną kobietą. Nigdy nie widziałem ją z facetem. Nie dawno spotkałem ją w sklepie, umówiliśmy się na piwo jak wiele razy w przeszłości dla zabicia nudów.
I w końcu ją o to zapytałem, jak to jest, że nigdy nie widać jej z facetem od tylu lat. No i wypaliła, że miałą i ma nadal jednego, i łącznie miała już kilku, dodała, że wszyscy żonaci.
Zdziwiłem się trochę. Zapytałem, czy nie boi się rozczarowania, że żonaty nie zostawi dla niej żony i wtedy ona powiedziała, że właśnie o to jej chodzi. Że ma 23 lata, chce się bawić i miała 2 chłopaków kiedyś wolnych to miesiącami się nie mogli od niej odczepić i latali z kwiatami, pisali wiadomości. Według niej z żonatymi odpada ten problem bo są dyskretni i jak jej nie pasuje Pan X to mówi mu, że to koniec i on to uszanuje. Jest to racjonalne, bo rzeczywiście żonaty nie będzie jej truł tyłka tylko odejdzie jak ona mu każe.
Nie jestem jakiś doświadczony, nie mam żony, nie popieram zdrady, jednak zawsze wydawało mi się, że kochanki to te które płaczą w poduszkę i marzą aby ten facet rozwiódł się z żoną, a nie że mają takie podejście, że żonaty siedzi cicho i można się pospotykać a potem w odstawkę.
Oczywiście zdaje sobie sprawę, że w 100% winnymi zdrady są Ci faceci a nie ona. Ona nie jest w żadnym związku, nikogo nie zdradza nikomu nie przysięgała, Ci faceci mogą jej odmówić.
Jednak ciekawi mnie czy takie przypadki są odosobnione? I moja wizja 99,9% kochanek płaczących za "ich" facetem aby się rozwiódł, jest nie poprawna i są takie które mają gdzieś żony, nie chcą rozwodu, chcą się tylko zabawić jakiś czas i iść dalej w życie i żonaty jest idealny bo nie truje tyłka.