Znów tu do Was piszę bo łapie doła. Mieszkam ze swoim facetem już prawie dwa lata. Wszystko mi się ułożyło i jesteśmy już na innym etapie. To co mi się nie udało poukładać idzie w dobrym kierunku, nie wszystko ale większość. Między nami jest bardzo dobrze chociaż czasem różne rzeczy widzimy inaczej ale to nie powoduje żadnych kłótni czy sprzeczek. Z Jego strony taka dziecinada.
Moja córka od samego początku zawsze chciała wszystko z nim robić i wszędzie z nim chodzić a On ją zabierał. Czy to idą na rower, na basen, karmić kaczki w parku, czy jadą gdzieś dalej, czy po prostu do sklepu, ona zawsze jest przy nim. Nawet przydarzyło się, że pojechali razem kompletnie bez przygotowania, nic ze sobą nie zabrali, na dwa dni. To nie było planowane ale tak wyszło. Córce bardzo się podobało i powiedziała, że będzie zawsze z tatą tam jeździła. On też prowadzi ją rano do przedszkola i najczęściej odbiera.
Na początku myślałam, że trochę jej przejdzie, a później, że ją za bardzo rozpuści ale nic takiego nie ma miejsca a cała sytuacja się pogłębiła. Po rozmowie z nim trochę się zmieniło i córka nieraz potrafi mi przysłodzić. Teraz, jak ma iść do szkoły w tym roku, założył jej zeszyty i uczy ją pisać i liczyć. Ona jest szczęśliwa, że może pokazać, że już trochę umie i może coś zrobić dla swojego taty. Najczęściej sama przypomina żeby ułożył jej słupki w zeszycie. Moja córka zawsze była za nim, co widać na każdym kroku i On jest najważniejszą osobą w jej życiu.
Napisałam to wszystko żeby pokazać jak trudna zrobiła się sytuacja.
Jestem emocjonalna i bardzo długo wszystko przeżywam co strasznie mnie dołuje.
Teraz na tym etapie naszego związku muszę porozmawiać z córką o tym jej biologicznym choć do końca nie byłam przekonana do tego ale tak dowiedziałam się ze wszystkich materiałów do których dotarłam. A szukałam gdzie tylko mogłam. Każda sytuacja jest inna i moja córka nigdy biologicznego nie widziała i nikogo z tamtej strony, nie ma żadnych zdjęć i nigdy nie było żadnej rozmowy, żadnego kontaktu.
NIC kompletnie nic. Zniknął zanim się urodziła. Pamięta tylko moich rodziców i moją siostrę.
Miałam już dwa podejścia. Zawsze jak rozmawiam z córką i naprowadzam ją na ten temat przypominając jej jak mieszkałyśmy same, u moich rodziców i taty jeszcze nie było z nami, to ona mi odpowiada, że tata nie mógł nas znaleźć albo, że nie wiedział gdzie jesteśmy.
Czy można przyjąć że rozumie całą sytuację i zdaje sobie z tego sprawę, że ma nowego tatę?
Czy to wystarczy ?
Nic nie mogę tu zepsuć a kosztuje mnie to ogrom nerwów bo emocje biorą górę i mnie zżerają. Teraz to najważniejsza rzecz i o niczym innym nie mogę myśleć. Po prostu dół.
Czy rozmawialibyście o tym z partnerem ?
PS
Wiem że są to bardzo osobiste sprawy i jak ktoś nie chce tutaj napisać to może do mnie bezpośrednio.
Może zagląda tu ktoś co ma za sobą takie rozmowy z własnym dzieckiem.
N Z