Witajcie dziewczyny.
Temat zainspirowany jednym z ostatnich wątków, jednak skupiających się na czymś innym.
Jak to jest, że dość często słyszę że czujemy się często staro zaraz po 30stce? Kobiety. (Znam z autopsji i z obserwacji koleżanek).
.
Pytanie (moze dziwne) brzmi: czy to mija i potem się to ma gdzieś?
Czy też tak macie? Czy to fluktuuje w czasie?
Bedac w wieku 32 lat nie jestem nawet w połowie zycia, może nawet nie w jednej trzeciej. I mi się dziwnie to mocno włączyło ostatnimi laty, to uczucie, nieproporcjonalne. Próbuje to racjonalizować ale jest to trochę poza kontrolą.
Czy to nie powinno się włączać kurde później? Mając 30 czuję się już staro a życie może trwać i do 90? Biorąc to na logikę, to jest na maxa męczące że sie o tym myśli już tak wcześnie.
Może wpływa na to ten umowny moment zegara biologicznego podświadomie? Ale nie chciałam się skupiać jedynie na tym tutaj.
Zdaje sobie sprawę ze pewnie nie każda tak ma.
Pytanie do trochę starszych kobiet: jak z tym u was jest i było?