Może zacznę od tego ze nie mam ani faceta ani znajomych, może dlatego tak bardzo liczę się ze zdaniem rodziców. Otóż oni zawsze naciskali na to bym skończyła dobra szkole i miała dobra prace. Studia tez mi wybrali bo nie miałam wtedy pomysłu na siebie. Kiedy je kończyłam naciskali bym szukała pracy. Pod presja szukałam po całej Polsce i pojechałam na rozmowę do miasta 500 km dalej. Rekruterzy się zdziwili ze tyle jechałam, pracy na szczęście nie dostałam, ale nie żałowałam, bo nie chciałam tam mieszkać.Niedługo później znalazłam coś blisko domu, praca to byla psychiczna męczarnia, popracowałam rok i kolejnej umowy mi nie przedłużyli. Rodzice znowu truli żebym składała odwołanie, walczyła o zostanie w tamtej firmie ale się nie udało. Znowu rozpoczęło się szukanie, trafiłam do słabej firmy która się zamknęła po 2 miesiącach. Kolejne desperackie szukanie, znalazłam 300 km od domu, wiec spakowalam walizkę i pojechałam w nieznane. Jestem tam nadal, na początku było ok, ale im dłużej tym gorzej. Zaproponowali mi inne, wyższe stanowisko, za namowa rodziców przyjęłam (teksty typu musisz sie rozwijać i co ty sobie wyobrażasz) i od tamtego czasu jest tylko gorzej, w sensie, nie śpię po nocach i wracam z pracy z płaczem. Nie potrafię tego zmienić, bo bez pracy i dobrych zarobków czuje się nic nie warta. Co radzicie?
Może zacznę od tego ze nie mam ani faceta ani znajomych, może dlatego tak bardzo liczę się ze zdaniem rodziców. Otóż oni zawsze naciskali na to bym skończyła dobra szkole i miała dobra prace. Studia tez mi wybrali bo nie miałam wtedy pomysłu na siebie. Kiedy je kończyłam naciskali bym szukała pracy. Pod presja szukałam po całej Polsce i pojechałam na rozmowę do miasta 500 km dalej. Rekruterzy się zdziwili ze tyle jechałam, pracy na szczęście nie dostałam, ale nie żałowałam, bo nie chciałam tam mieszkać.Niedługo później znalazłam coś blisko domu, praca to byla psychiczna męczarnia, popracowałam rok i kolejnej umowy mi nie przedłużyli. Rodzice znowu truli żebym składała odwołanie, walczyła o zostanie w tamtej firmie ale się nie udało. Znowu rozpoczęło się szukanie, trafiłam do słabej firmy która się zamknęła po 2 miesiącach. Kolejne desperackie szukanie, znalazłam 300 km od domu, wiec spakowalam walizkę i pojechałam w nieznane. Jestem tam nadal, na początku było ok, ale im dłużej tym gorzej. Zaproponowali mi inne, wyższe stanowisko, za namowa rodziców przyjęłam (teksty typu musisz sie rozwijać i co ty sobie wyobrażasz) i od tamtego czasu jest tylko gorzej, w sensie, nie śpię po nocach i wracam z pracy z płaczem. Nie potrafię tego zmienić, bo bez pracy i dobrych zarobków czuje się nic nie warta. Co radzicie?
A co Ty sobie właściwie wyobrażasz? Że rodzice będą Cię całe życie utrzymywać?
Jak Ci się praca nie podoba to ją zmień. W makdonaldzie rekrutacja jest cały czas.
Mam nadzieje że to trolling.
Cos kiepskie musiały być to studia, skoro realnie pierwsze miejsce pracy wyskoczyło ci 500km
choć jak patrze na te dzisiejsze pokolenie płatków śniegu, to jestem w stanie uwierzyć w ta historyjkę.
A tak w skrócie:
Witamy w dorosłości.
Laverne napisał/a:Może zacznę od tego ze nie mam ani faceta ani znajomych, może dlatego tak bardzo liczę się ze zdaniem rodziców. Otóż oni zawsze naciskali na to bym skończyła dobra szkole i miała dobra prace. Studia tez mi wybrali bo nie miałam wtedy pomysłu na siebie. Kiedy je kończyłam naciskali bym szukała pracy. Pod presja szukałam po całej Polsce i pojechałam na rozmowę do miasta 500 km dalej. Rekruterzy się zdziwili ze tyle jechałam, pracy na szczęście nie dostałam, ale nie żałowałam, bo nie chciałam tam mieszkać.Niedługo później znalazłam coś blisko domu, praca to byla psychiczna męczarnia, popracowałam rok i kolejnej umowy mi nie przedłużyli. Rodzice znowu truli żebym składała odwołanie, walczyła o zostanie w tamtej firmie ale się nie udało. Znowu rozpoczęło się szukanie, trafiłam do słabej firmy która się zamknęła po 2 miesiącach. Kolejne desperackie szukanie, znalazłam 300 km od domu, wiec spakowalam walizkę i pojechałam w nieznane. Jestem tam nadal, na początku było ok, ale im dłużej tym gorzej. Zaproponowali mi inne, wyższe stanowisko, za namowa rodziców przyjęłam (teksty typu musisz sie rozwijać i co ty sobie wyobrażasz) i od tamtego czasu jest tylko gorzej, w sensie, nie śpię po nocach i wracam z pracy z płaczem. Nie potrafię tego zmienić, bo bez pracy i dobrych zarobków czuje się nic nie warta. Co radzicie?
A co Ty sobie właściwie wyobrażasz? Że rodzice będą Cię całe życie utrzymywać?
Jak Ci się praca nie podoba to ją zmień. W makdonaldzie rekrutacja jest cały czas.
Oni mnie nie utrzymują od dawna. Nawet ja im czasami pożyczałam pieniądze ale to inna historia.
Mam nadzieje że to trolling.
Cos kiepskie musiały być to studia, skoro realnie pierwsze miejsce pracy wyskoczyło ci 500km
choć jak patrze na te dzisiejsze pokolenie płatków śniegu, to jestem w stanie uwierzyć w ta historyjkę.
A tak w skrócie:Witamy w dorosłości.
To nie było jedyne miejsce pracy na które składałam CV, po prostu stamtąd najpierw zadzwonili, tak ciężko było się domyśleć?
poza tym jestem z takiego rejonu, ze z reguły prawie wszędzie mam daleko.
Laverne napisał/a:(...) i od tamtego czasu jest tylko gorzej, w sensie, nie śpię po nocach i wracam z pracy z płaczem. Nie potrafię tego zmienić, bo bez pracy i dobrych zarobków czuje się nic nie warta. Co radzicie?
Wypadałoby przepracować fakt, że uzależniasz poczucie własnej wartości od czegoś z "zewnątrz". Stracisz to i co, i zostaniesz "nikim"? No nie...
Nie każdy jest stworzony do trudnych, wymagających, specjalistycznych stanowisk. Jeśli już teraz przepłacasz to płaczem, nieprzespanymi nocami to niczego dobrego nie wróży. Musisz dbać o siebie, swoje zdrowie psychiczne, zajeżdżając się w pracy tylko sobie szkodzisz.Pomiędzy McDonaldem a awansami w korpo (bo tak, istnieje świat poza korpo) istnieje cała masa zawodów, których nie przepłacisz zdrowiem, a z których wyżyjesz.
Rodzice chcą Twojego dobra, ale nie możesz być taka sterowna z zewnątrz, musisz wziąć życie we własne ręce, nie bać się własnych decyzji. Wzrastałaś w presji dobrych studiów, dobrej pracy, kariery więc masz trochę tym wyprany mózg zapewne, stąd to sterowanie poczucie własnej wartości z zewnątrz (praca, dobre zarobki, to Twoje słowa). Ja Tobie gratuluję spakowania walizki i przeniesienia 300 km od rodziców- brawo, to dorosłe ; ) Co masz na myśli pisząc, że im dłużej tym gorzej?
Raczej ta przeprowadzka była nieprzemyślana, bo wzięłam pierwsza lepsza prace, byle cokolwiek zarabiać i nie siedzieć na bezrobociu. Nie mam tutaj rodziny ani znajomych, wiec mnie tez tu oprócz pracy nic nie trzyma. I na początku przez jakiś rok było w porządku, ale potem to nowe stanowisko, na którym sobie nie radzę, stres i nieprzespane noce. Wiec uświadomiłam sobie ze siedzę tutaj tylko po to boje się spróbować czegos innego.
Laverne napisał/a:Wiec uświadomiłam sobie ze siedzę tutaj tylko po to boje się spróbować czegos innego.
To super, że masz tego świadomość, to już pół sukcesu ; ) I co dalej zamierzasz z tym robić? Z pracą, życiem, miejscem zamieszkania? Gdzie siebie w tym wszystkim widzisz? Gdzie TY!!! widzisz, nie rodzice.
Chciałabym wrócić do miasta gdzie wcześniej mieszkałam, ale tu znowu się obawiam, trafie z deszczu pod rynnę jeśli chodzi o prace.
Oni mnie nie utrzymują od dawna. Nawet ja im czasami pożyczałam pieniądze ale to inna historia.
A skąd "od dawna" masz pieniądze jeżeli każda praca jest nie taka albo nie potrafisz się w niej utrzymać i gdyby rodzice Cię nie zmuszali to siedziałabyś na bezrobociu?
Jak doradzony przez rodziców awans Ci nie pasuje to zmień pracę wg swoich upodobań. Tylko wtedy trzeba będzie wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje i nie będzie na kogo zwalić winy.
Laverne napisał/a:Oni mnie nie utrzymują od dawna. Nawet ja im czasami pożyczałam pieniądze ale to inna historia.
A skąd "od dawna" masz pieniądze jeżeli każda praca jest nie taka albo nie potrafisz się w niej utrzymać i gdyby rodzice Cię nie zmuszali to siedziałabyś na bezrobociu?
Jak doradzony przez rodziców awans Ci nie pasuje to zmień pracę wg swoich upodobań. Tylko wtedy trzeba będzie wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje i nie będzie na kogo zwalić winy.
Zawsze zarabiałam dość przyzwoite pieniadze, stad mam jakieś oszczędności. Poza tym nigdy nie byłam bezrobotna, bo brałam co popadnie, wiec miałam co miesiąc pensje. I nie zgodzę się z tym ze w zadnej pracy nie potrafię się utrzymać. Może w tej pierwszej pracy, ponieważ po roku nie przedłużyli mi umowy. Druga praca, firma się zamknęła, wiec wszyscy zostali bez pracy. Teraz jest trzecia praca, gdzie dostałam awans wiec nie zamierzają się mnie pozbywać przynajmniej na razie.
Aha i może zostałam zle zrozumiana ale to nie było tak ze rodzice mnie zmuszali do pracy, bo sama nie chciałam do niej iść. Oni po prostu płakali albo robili awantury kiedy nie miałam pracy dłużej niż kilka dni. Albo kazali pisać odwołania i błagać szefa o ponowne przyjęcie jak to było w przypadku pierwszej pracy. Dlatego brałam już co popadnie i stad mam pieniądze ale nie jestem do końca zadowolona z tego co robie.
Rodzice się wtrącają bo im na to pozwalasz. Ciagle piszesz „zrobiłam pod naciskiem rodziców” itp. Ulegasz im. Czas dorosnąć i brać życie w swoje ręce. Pracować i być niezależnym trzeba, ale w miarę możliwości robić to, co się lubi. Rodziców wysłuchać ale robić po swojemu. Wciąż nie mogę się nadziwić ze jest tylu dorosłych ludzi pod presja rodziców czy teściów… dramat
nie mam ani faceta
I nie będziesz miała, dopóki nie odseparujesz się psychicznie od rodziców.
Jesteś w innym mieście, daleko od rodziców, żyj SAMODZIELNIE! Sama sobie znajdź taką pracę, jaka będzie Ci się podobała. Nie rozmawiaj z rodzicami, nie słuchaj ich biadolenia. To TWOJE życie, nie ich.
Zawsze zarabiałam dość przyzwoite pieniadze, stad mam jakieś oszczędności. Poza tym nigdy nie byłam bezrobotna, bo brałam co popadnie, wiec miałam co miesiąc pensje. I nie zgodzę się z tym ze w zadnej pracy nie potrafię się utrzymać. Może w tej pierwszej pracy, ponieważ po roku nie przedłużyli mi umowy. Druga praca, firma się zamknęła, wiec wszyscy zostali bez pracy. Teraz jest trzecia praca, gdzie dostałam awans wiec nie zamierzają się mnie pozbywać przynajmniej na razie.
Nigdy nie miałaś czasu, by się normalnie rozejrzeć na rynku pracy.
Nie miałaś czasu na budowanie relacji.
A praca jak to praca, raz jest, a raz nie ma.
M!ri napisał/a:Laverne napisał/a:Oni mnie nie utrzymują od dawna. Nawet ja im czasami pożyczałam pieniądze ale to inna historia.
A skąd "od dawna" masz pieniądze jeżeli każda praca jest nie taka albo nie potrafisz się w niej utrzymać i gdyby rodzice Cię nie zmuszali to siedziałabyś na bezrobociu?
Jak doradzony przez rodziców awans Ci nie pasuje to zmień pracę wg swoich upodobań. Tylko wtedy trzeba będzie wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje i nie będzie na kogo zwalić winy.
Zawsze zarabiałam dość przyzwoite pieniadze, stad mam jakieś oszczędności. Poza tym nigdy nie byłam bezrobotna, bo brałam co popadnie, wiec miałam co miesiąc pensje. I nie zgodzę się z tym ze w zadnej pracy nie potrafię się utrzymać. Może w tej pierwszej pracy, ponieważ po roku nie przedłużyli mi umowy. Druga praca, firma się zamknęła, wiec wszyscy zostali bez pracy. Teraz jest trzecia praca, gdzie dostałam awans wiec nie zamierzają się mnie pozbywać przynajmniej na razie.
to jeżeli jest tak dobrze to dlaczego jest tak źle?
Nie mieszkasz z rodzicami, nie jesteś na ich garnuszku, jak się uprzesz nie musisz ich nawet wtajemniczać w Twoje życie zawodowe, więc w zasadzie w czym problem?
Sądzę że powinnaś w końcu brać odpowiedzialność za swoje decyzje i za swoje życie.
Zauważ że zawsze obwiniasz innych. Rodzice niedobrzy. Jedna praca niedobra. Druga praca słaba i upadła. Trzecia praca znów niedobra i płaczesz. Czy nie wydaje Ci się dziwne że wokół tyle niedobrych ludzi, a Ty jedna biedna sama, niesiona przez życie jak patyk na rzece?
Nie jesteś niesiona, sama podejmujesz te decyzje. A skoro w kolejnej pracy Ci się nie układa i nie dogadujesz się z pracodawcami / pracownikami, to przyczyna musi tkwić w Tobie.
16 2023-03-23 12:10:41 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2023-03-23 12:13:10)
Sądzę że powinnaś w końcu brać odpowiedzialność za swoje decyzje i za swoje życie.
Zauważ że zawsze obwiniasz innych. Rodzice niedobrzy. Jedna praca niedobra. Druga praca słaba i upadła. Trzecia praca znów niedobra i płaczesz. Czy nie wydaje Ci się dziwne że wokół tyle niedobrych ludzi, a Ty jedna biedna sama, niesiona przez życie jak patyk na rzece?
Nie jesteś niesiona, sama podejmujesz te decyzje. A skoro w kolejnej pracy Ci się nie układa i nie dogadujesz się z pracodawcami / pracownikami, to przyczyna musi tkwić w Tobie.
Ja tylko chcialbym zauwazyc, ze te zalozenia to tylko jedna z filozofii bycia (egzystencjalizm Sartre).
Malo tego, jest to jedna z najslabszych, popularnych filozofii bycia bo zawiera wewnetrzne niespojnosci, ktorych nie da sie rozwiazac.
Aby byc odpowiedzialnym za swoje zycie to musi istniec jakis wspolny dla wszystkich kodeks moralny wedlug ktorego ocenia sie "prawidlowosc" zachowania.
Sam jej autor opublikowal swoje pamietniki, ktore nazwal "mdlosci" bo jego zycie bylo tak puste i przeanalizowane ze somatycznie caly czas chcialo mu sie rzygac.
Wiec oczywiscie mozna sobie obrac powyzsza filozofie bycia za "jedyna sluszna" jesli komus takie zycie odpowiada.
Wiec to, ze Ty sobie wybralas (pewnie nieswiadomie) ta propagowana dzisiaj przez psychoterapeutyczne frazesy, nie daje Ci zadnego argumentu aby mowic komukolwiek, ze tak jest.
Aby byc odpowiedzialnym za swoje zycie to musi istniec jakis kodeks moralny wedlug ktorego ocenia sie "prawidlowosc" zachowania.
Istnieje taki kodeks i nazywa się "poczucie szczęścia".
JohnyBravo777 napisał/a:Aby byc odpowiedzialnym za swoje zycie to musi istniec jakis kodeks moralny wedlug ktorego ocenia sie "prawidlowosc" zachowania.
Istnieje taki kodeks i nazywa się "poczucie szczęścia".
To, ze imbecyl odnajduje poczucie szczescia w pustych frazesach i nie przejmowaniu sie niczym nie oznacza, ze ludzie dookola rowniez sa tym usatysfakcjonowani.
Sądzę że powinnaś w końcu brać odpowiedzialność za swoje decyzje i za swoje życie.
Zauważ że zawsze obwiniasz innych. Rodzice niedobrzy. Jedna praca niedobra. Druga praca słaba i upadła. Trzecia praca znów niedobra i płaczesz. Czy nie wydaje Ci się dziwne że wokół tyle niedobrych ludzi, a Ty jedna biedna sama, niesiona przez życie jak patyk na rzece?
Nie jesteś niesiona, sama podejmujesz te decyzje. A skoro w kolejnej pracy Ci się nie układa i nie dogadujesz się z pracodawcami / pracownikami, to przyczyna musi tkwić w Tobie.
A skąd możesz wiedzieć ze to moja wina skoro nie wiesz gdzie pracowałam i znasz sytuacji? Z tej mojej pierwszej pracy ludzie rezygnowali po kilku dniach i wiele osób dziwiło mi się, ze wytrzymałam tam az rok. W drugiej pracy pewnie byłabym dalej, gdyby nie to ze właściciel zamknął firmę (ale to tez pewnie moja wina;)) w trzeciej pracy mi się podobało i było dobrze przez ponad rok, dopiero po awansie się to zmieniło. I tutaj mogę dodać ze dowiedzialam się ze dostałam ten awans bo dziewczyna która wcześniej tu pracowała uciekła do innej firmy bo miała dość.
M!ri napisał/a:JohnyBravo777 napisał/a:Aby byc odpowiedzialnym za swoje zycie to musi istniec jakis kodeks moralny wedlug ktorego ocenia sie "prawidlowosc" zachowania.
Istnieje taki kodeks i nazywa się "poczucie szczęścia".
To, ze imbecyl odnajduje poczucie szczescia w pustych frazesach i nie przejmowaniu sie niczym nie oznacza, ze ludzie dookola rowniez sa tym usatysfakcjonowani.
Nikt im nie każe. Niech znajdą poczucie szczęścia w czymś innym. Np w zgrywaniu oświeconego filozofa na babskim forum.
JohnyBravo777 napisał/a:M!ri napisał/a:Istnieje taki kodeks i nazywa się "poczucie szczęścia".
To, ze imbecyl odnajduje poczucie szczescia w pustych frazesach i nie przejmowaniu sie niczym nie oznacza, ze ludzie dookola rowniez sa tym usatysfakcjonowani.
Nikt im nie każe. Niech znajdą poczucie szczęścia w czymś innym. Np w zgrywaniu oświeconego filozofa na babskim forum.
Nie wiem co jest w Tobie mniej atrakcyjne - plaska dupa czy plaski umysl.
I dziwisz sie, ze Cie ex zostawil? ![]()
Pamietaj, sama jestes za to odpowiedzialna.
M!ri napisał/a:JohnyBravo777 napisał/a:To, ze imbecyl odnajduje poczucie szczescia w pustych frazesach i nie przejmowaniu sie niczym nie oznacza, ze ludzie dookola rowniez sa tym usatysfakcjonowani.
Nikt im nie każe. Niech znajdą poczucie szczęścia w czymś innym. Np w zgrywaniu oświeconego filozofa na babskim forum.
Nie wiem co jest w Tobie mniej atrakcyjne - plaska dupa czy plaski umysl.
I dziwisz sie, ze Cie ex zostawil?
Pamietaj, sama jestes za to odpowiedzialna.
Zapewniam Cię, że moja dupa w żadnym miejscu nie jest płaska
Ex mnie zostawił? Nic o tym nie wiem. Albo jeszcze nie wiem
A podałbyś też numery najblizszego totka? Nie bądź egoistą, podziel się tą wiedzą.
23 2023-03-23 13:01:58 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2023-03-23 13:03:43)
JohnyBravo777 napisał/a:Nie wiem co jest w Tobie mniej atrakcyjne - plaska dupa czy plaski umysl.
Zapewniam Cię, że moja dupa w żadnym miejscu nie jest płaska
No to znamy odpowiedz ![]()
M!ri napisał/a:JohnyBravo777 napisał/a:Nie wiem co jest w Tobie mniej atrakcyjne - plaska dupa czy plaski umysl.
Zapewniam Cię, że moja dupa w żadnym miejscu nie jest płaska
No to znamy odpowiedz
![]()
Sądzę że powinnaś w końcu brać odpowiedzialność za swoje decyzje i za swoje życie.
Zauważ że zawsze obwiniasz innych. Rodzice niedobrzy. Jedna praca niedobra. Druga praca słaba i upadła. Trzecia praca znów niedobra i płaczesz. Czy nie wydaje Ci się dziwne że wokół tyle niedobrych ludzi, a Ty jedna biedna sama, niesiona przez życie jak patyk na rzece?
Nie jesteś niesiona, sama podejmujesz te decyzje. A skoro w kolejnej pracy Ci się nie układa i nie dogadujesz się z pracodawcami / pracownikami, to przyczyna musi tkwić w Tobie.
Niestety to jest norma, wśród pokolenia płatków śniegu.
Tacy wrażliwi, tak bardzo odczuwający świat.
Tacy delikatni.
Wszystko ich uraża i wszystko stresuje..
madoja napisał/a:Sądzę że powinnaś w końcu brać odpowiedzialność za swoje decyzje i za swoje życie.
Zauważ że zawsze obwiniasz innych. Rodzice niedobrzy. Jedna praca niedobra. Druga praca słaba i upadła. Trzecia praca znów niedobra i płaczesz. Czy nie wydaje Ci się dziwne że wokół tyle niedobrych ludzi, a Ty jedna biedna sama, niesiona przez życie jak patyk na rzece?
Nie jesteś niesiona, sama podejmujesz te decyzje. A skoro w kolejnej pracy Ci się nie układa i nie dogadujesz się z pracodawcami / pracownikami, to przyczyna musi tkwić w Tobie.Niestety to jest norma, wśród pokolenia płatków śniegu.
Tacy wrażliwi, tak bardzo odczuwający świat.
Tacy delikatni.
Wszystko ich uraża i wszystko stresuje..
Nie wiem na jakiej podstawie wysnuwasz wniosek, ze to moja wina skoro nie wiesz gdzie pracowałam i jaka tam była sytuacja. Napisałam tutaj tylko ogólny obraz sytuacji.
27 2023-03-23 16:34:36 Ostatnio edytowany przez stodwa (2023-03-23 16:35:03)
madoja napisał/a:Sądzę że powinnaś w końcu brać odpowiedzialność za swoje decyzje i za swoje życie.
Zauważ że zawsze obwiniasz innych. Rodzice niedobrzy. Jedna praca niedobra. Druga praca słaba i upadła. Trzecia praca znów niedobra i płaczesz. Czy nie wydaje Ci się dziwne że wokół tyle niedobrych ludzi, a Ty jedna biedna sama, niesiona przez życie jak patyk na rzece?
Nie jesteś niesiona, sama podejmujesz te decyzje. A skoro w kolejnej pracy Ci się nie układa i nie dogadujesz się z pracodawcami / pracownikami, to przyczyna musi tkwić w Tobie.Niestety to jest norma, wśród pokolenia płatków śniegu.
Tacy wrażliwi, tak bardzo odczuwający świat.
Tacy delikatni.
Wszystko ich uraża i wszystko stresuje..
Świat ewoluuje i ludzie razem z nim, powstają nowe nie znane problemy i nowe sposoby ich rozwiązywania, a rodzicie często zatrzymują się w rozwoju na etapie kiedy dziecko było w pierwszej klasie szkoły podstawowej.
Nie napisałaś czy już jesteś po czy przed 30 rż?
Nie wszyscy są stworzeni do wszystkiego i nie każde stanowisko jest odpowiednie dla każdej osoby.
Tej pracy, którą ja wykonuję, na pewno nie chciałby wykonywać każdy, i odwrotnie - sama nie chciałabym wykonywać pracy mojej koleżanki czy przyjaciółki.
Nie zawsze trzeba się kierować statusem czy dostępnością. Jedni potrzebują w pracy wyzwań, które dla innych będą źródłem stresu, z kolei inni potrzebują spokojnej pracy, która dla drugiego człowieka będzie nudna a przez to przyprawiająca o ból głowy.
Zastanów się co chcesz robić.
Studia wybrali Ci rodzice - z kontekstu wnioskuję, że nie jest to coś, co tygrysy lubią najbardziej.
Niemniej masz w ręku "papier" który wiele ułatwia. Szukaj czegoś odpowiedniego dla siebie.
Jeśli nie boisz się wyzwań i podejmowania decyzji to szukaj pracy która daje Ci takie możliwości. W przeciwnym razie szukaj czegoś, co wymaga rutynowego działania. Masz wtedy określone procedury i wystarczy je wypełniać by wykonać swoje zadania. Stres zredukowany do minimum.
Nawet coś takiego jak praca w sklepie daje wiele możliwości - inna będzie w kwiaciarni, inna w sklepie kosmetycznym a jeszcze inna w sklepie mięsnym.
Nikt z nas nie podpowie jaką pracę masz wybrać, bo nikt z nas nie wie co chciałabyś robić.
Nie musisz rzucać obecnej pracy by szukać innej. Możesz pracować i jednocześnie rozglądać się za czymś bardziej odpowiednim. Nawet jeśli chcesz wracać w rodzinne strony, to możesz zdalnie zapoznać się z ofertami na tamtym terenie. Jeśli masz możliwość dojazdu z rodzinnego domu do pracy to zakres poszukiwań możesz odpowiednio poszerzyć.
Poszukiwania mogą jakiś czas potrwać, więc dobrze uzbroić się w cierpliwość. To lepsze niż powrót bez przygotowania sobie nowego zatrudnienia, by na miejscu przyjąć pierwszą pracę jaka się trafi.
Wybieranie pracy tylko dlatego że do Ciebie zadzwonili pierwsi nie jest dobrym pomysłem, a rozsądniej jest zastanowić się, zanim złożymy ofertę, czy ta praca będzie nam odpowiadać.
Dobrze rozglądać się za lepszą pracą gdy pracujemy, bo nie czujemy przymusu brania jakiejkolwiek.
Nie wszyscy są stworzeni do wszystkiego i nie każde stanowisko jest odpowiednie dla każdej osoby.
Tej pracy, którą ja wykonuję, na pewno nie chciałby wykonywać każdy, i odwrotnie - sama nie chciałabym wykonywać pracy mojej koleżanki czy przyjaciółki.
Nie zawsze trzeba się kierować statusem czy dostępnością. Jedni potrzebują w pracy wyzwań, które dla innych będą źródłem stresu, z kolei inni potrzebują spokojnej pracy, która dla drugiego człowieka będzie nudna a przez to przyprawiająca o ból głowy.
Zastanów się co chcesz robić.
Studia wybrali Ci rodzice - z kontekstu wnioskuję, że nie jest to coś, co tygrysy lubią najbardziej.
Niemniej masz w ręku "papier" który wiele ułatwia. Szukaj czegoś odpowiedniego dla siebie.
Jeśli nie boisz się wyzwań i podejmowania decyzji to szukaj pracy która daje Ci takie możliwości. W przeciwnym razie szukaj czegoś, co wymaga rutynowego działania. Masz wtedy określone procedury i wystarczy je wypełniać by wykonać swoje zadania. Stres zredukowany do minimum.
Nawet coś takiego jak praca w sklepie daje wiele możliwości - inna będzie w kwiaciarni, inna w sklepie kosmetycznym a jeszcze inna w sklepie mięsnym.
Nikt z nas nie podpowie jaką pracę masz wybrać, bo nikt z nas nie wie co chciałabyś robić.
Nie musisz rzucać obecnej pracy by szukać innej. Możesz pracować i jednocześnie rozglądać się za czymś bardziej odpowiednim. Nawet jeśli chcesz wracać w rodzinne strony, to możesz zdalnie zapoznać się z ofertami na tamtym terenie. Jeśli masz możliwość dojazdu z rodzinnego domu do pracy to zakres poszukiwań możesz odpowiednio poszerzyć.
Poszukiwania mogą jakiś czas potrwać, więc dobrze uzbroić się w cierpliwość. To lepsze niż powrót bez przygotowania sobie nowego zatrudnienia, by na miejscu przyjąć pierwszą pracę jaka się trafi.
Wybieranie pracy tylko dlatego że do Ciebie zadzwonili pierwsi nie jest dobrym pomysłem, a rozsądniej jest zastanowić się, zanim złożymy ofertę, czy ta praca będzie nam odpowiadać.
Dobrze rozglądać się za lepszą pracą gdy pracujemy, bo nie czujemy przymusu brania jakiejkolwiek.
Skończyłam takie studia gdzie większość ofert pracy to praca z klientem/w obsłudze klienta. A dodam, ze jestem osoba, która nie lubi rozmawiać z ludźmi i nie umiem nawiązywać relacji za bardzo, ale to temat na osobny wątek. I ta pierwsza praca to była w dużej korporacji w obsłudze klienta, gdzie przez cały dzień siedziało się na słuchawce. Ale płacili dobrze, dlatego tam byłam, ale chodziłam tam na zasadzie „byle przeżyć”. No ale rodzice mówili mi ze wszędzie tak jest. Obecna praca była w porządku przez ponad rok bo to był trochę inny charakter pracy, ale po awansie okazało się, ze na tym nowym stanowisku będzie jednak kontakt z klientem. Stad przestało mi się to podobać.
Co sprawia Ci trudność i czego nie lubisz w pracy z ludźmi Laverne
Może coś podpowiem ![]()