Cześć wszystkim,
Nigdy w życiu nie byłam tak zagubiona jak teraz. Zanim go poznałam nie w głowie mi były związki, skończyłam liceum, po którym miałam konkretne plany, czyli studia, podczas nich praca i jak najszybciej za granicę przez różne programy itp. Zawsze dążyłam do swoich celów i je osiągałam dyscypliną, mój 1.5 roczny projekt zaprowadził mnie przed ambasadę USA, ale niestety przez nagły stan zdrowia nie mogłam wyjechać do USA.
Przejdę do konkretów, jesteśmy teraz na różnych etapach w życiu, ja studiuję informatykę, on już ma konkretny cel mierzy w lakiernika samochodowego, pracuje w mercedesie i się uczy konkretów, on jest z zamożniejszego domu niż ja, tam jedzą razem posiłki, mają dobre kontakty, swoje tradycje, ja natomiast jestem z biednej rodziny nie mam nawet w domu rodzinnym toalety i nigdy nie miałam własnego pokoju dopóki nie wyjechałam na studia. On namówił mnie żebym nie zrywała kontaktu z rodziną i nie zerwałam.
Poznaliśmy się w pracy w firmie produkcyjnej, ja dorabiałam na studia on jako mechanik też dorabiał. Pochodzimy oboje z województwa mazowieckiego, ja mam 20, on 23 lata (mój pierwszy chłopak, on trzy związki za sobą), ale ja miałam jechać na studia do Katowic, mimo wszystko to on zaproponował związek, a ja posłuchałam serca i się zgodziłam. Tak jesteśmy razem 1.5 roku. Nie wiedziałam, że tacy chłopacy jeszcze istnieją. Zanim go poznałam byłam bardzo chłodną osobą, zdyscyplinowaną, nieufną (nadal pewnie gdzieś jestem), nie było łatwo mnie "oswoić". On jest bardzo bystry, szybko się uczy, ma cele w życiu do których dąży, ja znalazłam mu jeszcze dodatkową pracę i pracuje 16h, ponieważ ma do dokończenia swoją inwestycję. Oprócz tego jest bardzo otwarty, radosny, rodzinny (nie jest maminsynkiem), ja nie byłam i nie chciałam zakładać rodziny, ale on to zmienił. Zawsze mogę na niego liczyć, nawet jeśli odrzucam jego pomoc to on się denerwuje bo mówi, że on też chcę mieć coś do powiedzenia w tym związku. Pyta się mnie czy niczego nie potrzebuję, pieniędzy (nigdy nie przyjmuje, też mu coś postawię, czy bilety do kina czy prezenty), jak mam czekać na pociąg czy coś zawsze proponuje czy nie wysłać mi pieniędzy żebym gdzieś poszła sobie poczekać kawiarni itp., daje mi od czasu do czasu kwiatki, dzwoni pierwszy, jak się na niego zdenerwuje i mówię żeby nie dzwonił to i tak dzwoni, niby małe rzeczy ale ważne. Czuje się przy nim bezpieczna, on zawsze jak mówi o przyszłości, rodzinie, planach podkreśla "MY”. Bywa nerwowy, ale nie fizycznie. Na początku związku bardzo się chwalił mną do rodziny z tego co słyszałam, że znalazł super dziewczynę, do mnie mówił, że nigdy z nikim nie miał takiej relacji, żeby się dogadywać. Na pierwszym roku studiów widywaliśmy się co dwa tygodnie na weekendy, ran u mnie był dwa tygodnie jak miał wolne. W wakacje widzieliśmy się często, nie wyjeżdżaliśmy bo on zaczął nową pracę i nie mógł wziąć wolnego, ale przed wakacjami jeździliśmy do paru miast polskich, na jakieś eventy. Ja w tym związku odpłynęłam, zawsze byłam wzorową uczennicą a tu nie najlepiej zaczęłam studia, miały być bardzo trudne i takie są. Po pierwszym roku miałam się przenieść do Warszawy (bo mój chłopak i ja tak myśleliśmy, rok na odległość a potem ja przeprowadzka do Warszawy, on mieszka obok i by było łatwiej), ale niestety trafiłam na profesora, u którego mam warunek do zaliczenia w tym 3 semestrze. Od początku studiów udzielałam korepetycji, żeby nie biedować, co drugi weekend widywałam się z moim chłopakiem, w tym roku studenckim on musiał dużo pracować i to ja do niego jeździłam pociągami, nie zajęłam się nauką, czego bardzo żałuję bo teraz mam same poprawki, aż 5 i walczę przez dwa miesiące od stycznia do 10 marca o przetrwanie, bardzo się boję, że mnie wyrzucą z tych studiów, a jak tak się stanie to na pewno z nim zerwę bo wziął sobie ambitną dziewczynę, a teraz ja jestem chodzącą porażką, bez pasji, bez znajomych. Na początku związku musiałam mu powiedzieć prawdę, że jestem z biednego domu i nie mam tak pieniędzy i może lepiej żeby sobie znalazł normalną dziewczynę, która będzie miała znajomych, pieniądze od rodziców na wyjazdy np. na ferie bo on teraz patrzy, że wszyscy gdzieś wyjeżdżają, a ja mu zrobiłam powtórkę jak rok temu, że ma poprawki. Teraz już wiem, że zawsze trzeba stawiać siebie i swoje potrzeby na pierwszym miejscu, żeby też ta druga osoba była szczęśliwa, bo tak teraz jestem jak nigdy zakompleksiona, bezużyteczna, idiotka, która próbuję ratować przynajmniej te studia, bo już naprawdę nie chce mi się żyć, nie mam celu, od początku studiów tutaj, czuje się samotna jak nigdy, nigdy nie miałam dobrej relacji z ojcem, mama mnie nie rozumie, dla niej to chłopak powinien za mną latać, jak wracam do domu to już się nie czuje jak “w domu”, w mieście, w którym studiuje tak samo, czy pojadę do chłopaka, gdzie rodzice, podobno bardzo mnie lubią i czasem jak on coś mi powie albo myślą, że coś zrobił to go ochrzanią, wszędzie jestem obca, nie mam swojego miejsca. Nawet jakbym z nim skończyła to myślę, że przeprowadzka do Warszawy byłaby dobrym pomysłem, może bym poznała jakiś ludzi, magisterkę chciałam robić tam zaocznie i pracować, ale teraz przez to co sobie zrobiłam wątpię, że to się spełni. Nie ma znajomych, bo na początku związku mówił, ze nie będziemy chodzić bez siebie na imprezy i nie chodziłam na spotkania studenckie, mam tylko jednego kolegę, ale mało go widuję. Chciałabym coś robić, chodzić na siłownie poznawać ludzi, jak już wyszłam z tego zaślepienia związkiem, ale teraz wygrzebuję się z tego bagna do którego się wpędziłam, kiedyś ambitna, pełno rzeczy na raz robiłam, czytałam dużo, uczyłam się nowych rzeczy, wszyscy mówią, że jest ze mną o czym rozmawiać bo interesował mnie świat, ale ja zawsze bałam się kogoś do niego wpuścić żeby ludzie nie stwierdzili, że jestem nudna i mnie odrzucili, kiedyś tak miałam z koleżankami, stare czasu szkolne. I to wpłynęło na to, że z dystansem wchodziłam związek, bo myślałam , że się mną znudzi po miesiącu i zostawi, ale on myślał o mnie poważnie teraz sam mói że przez co co narobiłam 'nie ma planów". Mój chłopak ma takie dawki motywacji “jak za rok będzie to samo, to bez sensu to wszystko”; “Nie pojedziemy na wakacje jak tego nie zdasz” (mieliśmy jechać w lipcu tego roku do Chorwacji), od stycznia widziałam się z nim raz bo się uczę, on na początku powiedział, że rozumie, że mam się uczyć, ale jakieś tam wyrzuty nadal ma. Niby mówi mi kocham cię codziennie pierwszy, na zakończenie telefonu, nie było dnia, żebyśmy ze sobą nie rozmawiali, jak chorowałam, zawsze się mną opiekował, kupił leki, nie spał razem ze mną, jak złamałam nogę tak samo mimo że nie prosiłam znalazł telefon do fizjoterapeuty mistrzów olimpijskich, dużo było takich przykładów opiekuńczości z jego strony. Ja też sama z siebie o niego dbałam jak mogłam, pamiętałam o rzeczach, które go interesują, kupiłam mu bilet na illegal zone, zarezerwowałam nocleg, zbierałam na droższe prezenty. Ale przy tym ile razy zrywałam raz o mój stan materialny, że mu nie sprostam, to on ,że o takie głupoty się nie zrywa i że on opłaci jakieś wyjazdy, a ja z kolei się na takie coś nie zgadzam, żeby za wszystko płacił. Zrywałam, o zazdrość o byłą dziewczynę nie o dwie poprzednie, z którymi on zerwał, tylko o taką która zerwała z nim i był po niej załamany przez 1.5 roku wiem, bo przeczytałam podczas jego nieobecności stare wiadomości z ludźmi i się załamałam, a on się na mnie porządnie zdenerwował i do dziś mówi, że bardzo źle że to zrobiłam, bo teraz rzeczywiście potrafię do nich wrócić i powiedzieć, że to ją bardziej kochał, bo dowiedziałam się, że tego nie robili, w dodatku jakaś piosenka mu się z nią kojarzy + film (przeczytałam to ze starych wiadomości on mi o niczym nie mówił), który ze mną pamiętam, że kiedyś oglądał. Niby mówi kocham cię, u niego czyny a nie słowa wygrywają, ale ja jestem z kolei bardzo wrażliwa i tych słów bardziej czasami potrzebuję bo to jest wszystko na odległość a on ostatnio (ciągle się kłócimy o moją sytuację) “jak będziesz w Warszawie to będą uczucia”, to się na niego wkurzyłam powiedziałam, żeby nie dzwonił, bo to pewnie ja najbardziej kochał, bo mi nigdy nie powiedział, że mnie najbardziej kochał, że dla niej mógłby góry przenosić, a dla mnie jest chłodny przez telefon, to on mi odpisał co za głupoty gadam to szok, a nigdy mi nic nie powiedział konkretnie tylko “głupoty” i tyle, że go to denerwuje, że mnie ciągle nie ma, że nie widzimy się już dwa miesiące, że się okaże że obleje te studia i nici z wakacji, że on nie może nigdzie wyjechać i odpocząć, a wszyscy wokół wyjeżdżają. Nic nie odpisałam, pierwszy raz nie rozmawiamy jeden dzień. A ja naprawdę już nie mam siły, skupiłam się na ratowaniu studiów i już nic dalej nie zamierzam bo czego się nie dotknę to się wali. Nie dzwonię do niego też chcę żeby sobie wszystko przemyślał. Dzwonię do mamy o radę, ale ona mówi że mam poprawiać te przedmioty i do niego nie dzwonić, niech sam zadzwoni i niech nie przesadza, że się nie widzicie, ale dla mojej mamy to normalne bo sama była w związku z moim tatą na odległość przez 8 lat, ale to inne czasy były. To ja się zachowuje jak dziecko (on też tak powiedział, moja mama), nie zasługuję na niego, on powinien znaleźć sobie kogoś na swoim poziomie, a nie mnie która jeszcze nic nie ma. Nie mam nikogo kto by mógł mi doradzić, przepraszam za chaos, ale jestem w rozsypce. Nie wiem czy zakończyć to raz na zawsze.
Uświadom sobie, że on z Tobą jest, bo chce być. Gdyby nie chciał, sam by zerwał, bo to nie jest idiota ani małe dziecko. Pytanie, czy Ty go kochasz i chcesz z nim być?
Co do studiów, to nie do końca rozumiem, uczysz się do jakiejś dodatkowej sesji po semestrze zimowym, czy może zostajesz jeszcze na letni, żeby coś poprawić? Tak czy inaczej, z tego co pamiętam, kluczowe dla przejścia na kolejny semestr jest nazbieranie x punktów, a nie zaliczenie konkretnego przedmiotu. Na tą chwilę najgorsze, co może się stać to to, że nie przeniesiesz się jeszcze do Warszawy, ale całkowite uwalenie studiów nie wchodzi w grę. Może się tak ułożyć, że jeszcze zostaniesz tam gdzie jesteś i to nie jest tragedia. Nie oznacza to też końca Twojeo związku.