Co myślicie czy to jeszcze ma sens? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Co myślicie czy to jeszcze ma sens?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 33 ]

Temat: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?

Doradźcie coś bo już nie wiem co mam myśleć... trochę długi post
Mam 26 lat mąż 30, jesteśmy razem 10 lat, 5 lat po ślubie, mamy 2 miesięczne dziecko. Już od kilku lat nam sie nie układa ciągle kłótnie z byle powodu wyzwisk itd zauważyłam ze nie ma do mnie szacunku, nie czuje się kochana, ale ostatecznie godzimy się i ciągle próbujemy, myślałam że dziecko ustabilizuje to wszystko bo ciągle marzyłam o rodzinie jednak przeliczyłam się. Juz w trakcie ciazy mąż za wszystko mnie upominał i wyzywał np ze nie tak się odżywiam bo krzywdzę dziecko itd. Po porodzie około 3 tyg było super, mąż codziennie przyjeżdżał do szpitala jak wróciliśmy do domu to widać było że cieszy się, wszystko do momentu aż mały skończył około miesiąca i dostal alergii, wizyty po lekarzach, zmiany mlek leki, placze, kolki i marudzenia. On pracuje na różne zmiany ja jestem w domu z dzieckiem, ciagle ja się nim zajmuje bo on boi się że coś mu się stanie, popilnuje go jak śpi wieczorem a ja biorę szybki prysznic i tyle.. jak mały płacze to mąż ciągle mnie o wszystko obwinia, że to moja wina że ma alergie bo źle się odżywiałam w ciazy, moja wina że ma kolki bo źle go karmie i łyka powietrze i brzuch go boli.. coraz częściej sie kłócimy, częściej słyszę przykre słowa i wyzwiska, 2 miesiace po porodzie ciało niestety nie jest perfekcyjne i nie wygląda jak sprzed ciazy to slyszalam też że jestem za gruba, czy ten brzuch mi zejdzie bo fałda wisi itd... nie mam komu się wygadać bo wszystko poświęciłam dla niego i związku nie mam koleżanek a rodzinie nie chce zwierzać się ze swoich problemów. Już nerwowo nie wytrzymuje pomagam sobie tabletkami wyciszającymi, płacze więcej niż zwykle jak jestem sama z dzieckiem.. jestem klębkiem nerwów... nie wiem już co o tym myśleć i co mam zrobić..

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?
Aniaaa.2605 napisał/a:

Doradźcie coś bo już nie wiem co mam myśleć... trochę długi post
Mam 26 lat mąż 30, jesteśmy razem 10 lat, 5 lat po ślubie, mamy 2 miesięczne dziecko. Już od kilku lat nam sie nie układa ciągle kłótnie z byle powodu wyzwisk itd zauważyłam ze nie ma do mnie szacunku, nie czuje się kochana, ale ostatecznie godzimy się i ciągle próbujemy, myślałam że dziecko ustabilizuje to wszystko bo ciągle marzyłam o rodzinie jednak przeliczyłam się. Juz w trakcie ciazy mąż za wszystko mnie upominał i wyzywał np ze nie tak się odżywiam bo krzywdzę dziecko itd. Po porodzie około 3 tyg było super, mąż codziennie przyjeżdżał do szpitala jak wróciliśmy do domu to widać było że cieszy się, wszystko do momentu aż mały skończył około miesiąca i dostal alergii, wizyty po lekarzach, zmiany mlek leki, placze, kolki i marudzenia. On pracuje na różne zmiany ja jestem w domu z dzieckiem, ciagle ja się nim zajmuje bo on boi się że coś mu się stanie, popilnuje go jak śpi wieczorem a ja biorę szybki prysznic i tyle.. jak mały płacze to mąż ciągle mnie o wszystko obwinia, że to moja wina że ma alergie bo źle się odżywiałam w ciazy, moja wina że ma kolki bo źle go karmie i łyka powietrze i brzuch go boli.. coraz częściej sie kłócimy, częściej słyszę przykre słowa i wyzwiska, 2 miesiace po porodzie ciało niestety nie jest perfekcyjne i nie wygląda jak sprzed ciazy to slyszalam też że jestem za gruba, czy ten brzuch mi zejdzie bo fałda wisi itd... nie mam komu się wygadać bo wszystko poświęciłam dla niego i związku nie mam koleżanek a rodzinie nie chce zwierzać się ze swoich problemów. Już nerwowo nie wytrzymuje pomagam sobie tabletkami wyciszającymi, płacze więcej niż zwykle jak jestem sama z dzieckiem.. jestem klębkiem nerwów... nie wiem już co o tym myśleć i co mam zrobić..

Co poświęciłaś dla męża, czego nie można teraz "odkręcić"? Jesteś jakoś zabezpieczona finansowo, czy zdana na łaskę i niełaskę męża? To twoje pierwsze dziecka, więc chyba pracowałaś do ciąży?

Rodzinie nie musisz mówić co się dzieje w twoim związku, ale przecież możesz poprosić o pomoc przy dziecku gdy mąż nie czuje potrzeby cię wesprzeć. Znajdziesz wtedy choć chwilę by po prostu zadbać o siebie, wyjść do fryzjera, kosmetyczki, na kawę z koleżanką czy po prostu poćwiczyć aby ciało zaczęło wracać do formy sprzed ciąży. Nie rób tego dla męża, ale dla siebie bo dziś twoja samoocena leży i kwiczy. Kiedy zobaczysz w sobie zmiany na lepsze to wielce prawdopodobne, że zaczniesz z męzem rozmawiać jak z partnerem a nie jak z panem i władcą który jednym głupim tekstem potrafi cię zdołować i to robi. Nie oglądaj się na niego, tylko patrz co ty możesz zrobić dla siebie, bo czas kiedy "wszystko poświęcałaś dla niego" musi się bezpowrotnie skończyć. Sama widzisz że to była ślepa uliczka.

3

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?

No właśnie nie mogę poprosić o pomoc rodziny bo według męża tylko ja mam zajmować się dzieckiem, tylko ja mam je nosić uspokajać karmić itd. On wiecznie zmęczony bo mleko robi w nocy i idzie do pracy a ja nie mam prawa byc zmęczona i nic nie może mnie bolec bo jestem matka to inaczej... jestem ciągle z dzieckiem jak ma kolki jak alergia się nasila, jak płacze itd ciągle ze mną.. dla siebie mam max 10 min wieczorem na prysznic I to jak będzie płakał to muszę wracać żeby go uspokoić. Nie wychodzę nigdzie oprócz spaceru z dzieckiem, nikt mnie nie odwiedza spoza rodziny bo kto skoro nie mam koleżanek, już od dawna czuje się odizolowana. Nawet nie maluje się, ubieram się szybko w to co mam pod ręką bo po co jak i tak mąż mówi że siedzę w domu...

4

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?

Czy Ty serio zrobiłaś dziecko by nim rozwiązać problemy między Tobą a mężem? Współczuję tej istotce jej przyszłego życia...

5

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?

Nie, źle zrozumiano ta kwestie. Kocham dziecko nad życie zawsze marzyłam o rodzinie, od 5 lat ciągle mówiłam o tym mężowi, jednak on nie był gotowy jeszcze zaczekajmy jeszcze jest czas no i niby nadszedł ten czas, ja jestem szczęśliwa bo nic lepszego w życiu nie mogło mi się przytrafić jak to dzieciątko w dodatku synek jednak czuje ze to właśnie jemu nie pasuje cała ta nowa sytuacja niby już chciał a teraz mi mowi że wiedziałam na co się pisze bo on nie był gotowy, czyje się jakbym go zmusiła do tego gdzie tak nie było... jesteśmy po ślubie cywilnym też niby oboje tego chcieliśmy a 2 lata po ślubie usłyszałam że niby jak go zmusiłam do slubu ..

6

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?
Be. napisał/a:

Czy Ty serio zrobiłaś dziecko by nim rozwiązać problemy między Tobą a mężem? Współczuję tej istotce jej przyszłego życia...

Nie, źle zrozumiano ta kwestie. Kocham dziecko nad życie zawsze marzyłam o rodzinie, od 5 lat ciągle mówiłam o tym mężowi, jednak on nie był gotowy jeszcze zaczekajmy jeszcze jest czas no i niby nadszedł ten czas, ja jestem szczęśliwa bo nic lepszego w życiu nie mogło mi się przytrafić jak to dzieciątko w dodatku synek jednak czuje ze to właśnie jemu nie pasuje cała ta nowa sytuacja niby już chciał a teraz mi mowi że wiedziałam na co się pisze bo on nie był gotowy, czyje się jakbym go zmusiła do tego gdzie tak nie było... jesteśmy po ślubie cywilnym też niby oboje tego chcieliśmy a 2 lata po ślubie usłyszałam że niby jak go zmusiłam do slubu ..

7

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?
Salomonka napisał/a:
Aniaaa.2605 napisał/a:

Doradźcie coś bo już nie wiem co mam myśleć... trochę długi post
Mam 26 lat mąż 30, jesteśmy razem 10 lat, 5 lat po ślubie, mamy 2 miesięczne dziecko. Już od kilku lat nam sie nie układa ciągle kłótnie z byle powodu wyzwisk itd zauważyłam ze nie ma do mnie szacunku, nie czuje się kochana, ale ostatecznie godzimy się i ciągle próbujemy, myślałam że dziecko ustabilizuje to wszystko bo ciągle marzyłam o rodzinie jednak przeliczyłam się. Juz w trakcie ciazy mąż za wszystko mnie upominał i wyzywał np ze nie tak się odżywiam bo krzywdzę dziecko itd. Po porodzie około 3 tyg było super, mąż codziennie przyjeżdżał do szpitala jak wróciliśmy do domu to widać było że cieszy się, wszystko do momentu aż mały skończył około miesiąca i dostal alergii, wizyty po lekarzach, zmiany mlek leki, placze, kolki i marudzenia. On pracuje na różne zmiany ja jestem w domu z dzieckiem, ciagle ja się nim zajmuje bo on boi się że coś mu się stanie, popilnuje go jak śpi wieczorem a ja biorę szybki prysznic i tyle.. jak mały płacze to mąż ciągle mnie o wszystko obwinia, że to moja wina że ma alergie bo źle się odżywiałam w ciazy, moja wina że ma kolki bo źle go karmie i łyka powietrze i brzuch go boli.. coraz częściej sie kłócimy, częściej słyszę przykre słowa i wyzwiska, 2 miesiace po porodzie ciało niestety nie jest perfekcyjne i nie wygląda jak sprzed ciazy to slyszalam też że jestem za gruba, czy ten brzuch mi zejdzie bo fałda wisi itd... nie mam komu się wygadać bo wszystko poświęciłam dla niego i związku nie mam koleżanek a rodzinie nie chce zwierzać się ze swoich problemów. Już nerwowo nie wytrzymuje pomagam sobie tabletkami wyciszającymi, płacze więcej niż zwykle jak jestem sama z dzieckiem.. jestem klębkiem nerwów... nie wiem już co o tym myśleć i co mam zrobić..

Co poświęciłaś dla męża, czego nie można teraz "odkręcić"? Jesteś jakoś zabezpieczona finansowo, czy zdana na łaskę i niełaskę męża? To twoje pierwsze dziecka, więc chyba pracowałaś do ciąży?

Rodzinie nie musisz mówić co się dzieje w twoim związku, ale przecież możesz poprosić o pomoc przy dziecku gdy mąż nie czuje potrzeby cię wesprzeć. Znajdziesz wtedy choć chwilę by po prostu zadbać o siebie, wyjść do fryzjera, kosmetyczki, na kawę z koleżanką czy po prostu poćwiczyć aby ciało zaczęło wracać do formy sprzed ciąży. Nie rób tego dla męża, ale dla siebie bo dziś twoja samoocena leży i kwiczy. Kiedy zobaczysz w sobie zmiany na lepsze to wielce prawdopodobne, że zaczniesz z męzem rozmawiać jak z partnerem a nie jak z panem i władcą który jednym głupim tekstem potrafi cię zdołować i to robi. Nie oglądaj się na niego, tylko patrz co ty możesz zrobić dla siebie, bo czas kiedy "wszystko poświęcałaś dla niego" musi się bezpowrotnie skończyć. Sama widzisz że to była ślepa uliczka.

No właśnie nie mogę poprosić o pomoc rodziny bo według męża tylko ja mam zajmować się dzieckiem, tylko ja mam je nosić uspokajać karmić itd. On wiecznie zmęczony bo mleko robi w nocy i idzie do pracy a ja nie mam prawa byc zmęczona i nic nie może mnie bolec bo jestem matka to inaczej... jestem ciągle z dzieckiem jak ma kolki jak alergia się nasila, jak płacze itd ciągle ze mną.. dla siebie mam max 10 min wieczorem na prysznic I to jak będzie płakał to muszę wracać żeby go uspokoić. Nie wychodzę nigdzie oprócz spaceru z dzieckiem, nikt mnie nie odwiedza spoza rodziny bo kto skoro nie mam koleżanek, już od dawna czuje się odizolowana. Nawet nie maluje się, ubieram się szybko w to co mam pod ręką bo po co jak i tak mąż mówi że siedzę w domu...

8

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?
Aniaaa.2605 napisał/a:

Nie, źle zrozumiano ta kwestie. Kocham dziecko nad życie zawsze marzyłam o rodzinie, od 5 lat ciągle mówiłam o tym mężowi, jednak on nie był gotowy jeszcze zaczekajmy jeszcze jest czas no i niby nadszedł ten czas, ja jestem szczęśliwa bo nic lepszego w życiu nie mogło mi się przytrafić jak to dzieciątko w dodatku synek jednak czuje ze to właśnie jemu nie pasuje cała ta nowa sytuacja niby już chciał a teraz mi mowi że wiedziałam na co się pisze bo on nie był gotowy, czyje się jakbym go zmusiła do tego gdzie tak nie było... jesteśmy po ślubie cywilnym też niby oboje tego chcieliśmy a 2 lata po ślubie usłyszałam że niby jak go zmusiłam do slubu ..

Jak zwykle problemy z komunikacją smile Facet sygnalizował ci, że nie jest zachwycony małżeństwem z tobą, a ty naciskałas na dziecko? Następna która wymyśliła sobie, że jak się pojawi dziecko "to scementuje związek"? Sorry, ale naprawdę czasem nie rozumiem kobiet smile
Aniaaa, spójrz realnie na swoją sytuację. Co ci da użalanie się nad sobą? Niczego nie poprawisz obwinianiem męża, teraz musisz po prostu zacząć.. być inna. Nie czekaj na pozwolenie męża, aby wyjść z domu, nie jesteś jego własnością. Zadbaj o siebie bo płacz po kątach i zatruwanie się środkami uspokajającymi daleko cię nie zaprowadzi. Mąż się nie zmieni na twoje pobożne życzenie, jest jaki jest i taki był wcześniej, niczym cię nie zaskoczył. Teraz albo zaczniesz myśleć o sobie i po prostu doprowadzisz na spokojnie, metodycznie do równowagi sił w waszym małżeństwie, albo czeka was rozwód, co oczywiście jest ostatecznością.

9

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?
Salomonka napisał/a:
Aniaaa.2605 napisał/a:

Nie, źle zrozumiano ta kwestie. Kocham dziecko nad życie zawsze marzyłam o rodzinie, od 5 lat ciągle mówiłam o tym mężowi, jednak on nie był gotowy jeszcze zaczekajmy jeszcze jest czas no i niby nadszedł ten czas, ja jestem szczęśliwa bo nic lepszego w życiu nie mogło mi się przytrafić jak to dzieciątko w dodatku synek jednak czuje ze to właśnie jemu nie pasuje cała ta nowa sytuacja niby już chciał a teraz mi mowi że wiedziałam na co się pisze bo on nie był gotowy, czyje się jakbym go zmusiła do tego gdzie tak nie było... jesteśmy po ślubie cywilnym też niby oboje tego chcieliśmy a 2 lata po ślubie usłyszałam że niby jak go zmusiłam do slubu ..

Jak zwykle problemy z komunikacją smile Facet sygnalizował ci, że nie jest zachwycony małżeństwem z tobą, a ty naciskałas na dziecko? Następna która wymyśliła sobie, że jak się pojawi dziecko "to scementuje związek"? Sorry, ale naprawdę czasem nie rozumiem kobiet smile
Aniaaa, spójrz realnie na swoją sytuację. Co ci da użalanie się nad sobą? Niczego nie poprawisz obwinianiem męża, teraz musisz po prostu zacząć.. być inna. Nie czekaj na pozwolenie męża, aby wyjść z domu, nie jesteś jego własnością. Zadbaj o siebie bo płacz po kątach i zatruwanie się środkami uspokajającymi daleko cię nie zaprowadzi. Mąż się nie zmieni na twoje pobożne życzenie, jest jaki jest i taki był wcześniej, niczym cię nie zaskoczył. Teraz albo zaczniesz myśleć o sobie i po prostu doprowadzisz na spokojnie, metodycznie do równowagi sił w waszym małżeństwie, albo czeka was rozwód, co oczywiście jest ostatecznością.

No właśnie może to zabrzmi banalnie ale kiedyś taki nie był, bynajmniej do momentu skubu, wszystko było w miarę normalnie.. później zaczęło się psuć, nie cementowalam związku dzieckiem,  chcialam mieć z nim dziecko ciągle ludze się że on będzie taki jak kiedyś, naprawdę robię wszystko żeby było dobrze między nami a on nic z siebie nie daje, to zawsze ja wyciągam przysłowiową rękę na zgodę, ja obracam wszystko w zart żeby rozładować atmosferę, on z hele pierdoly potrafi nie odzywać się do mnie po tydzień nawet dłużej, jak przedstawiłam mu cała sytuację co czuje co moglibyśmy zmienić żeby było dobrze to była to "zmiana" na max 3 dni. Kiedyś tak się pokłóciliśmy że spakowałam się to nie pozwolił mi wyjsc z mieszkania

10

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?

A ja mam podstawowe pytanie: Dlaczego nie masz znajomych? Żadnych koleżanek? Kolegów? To jest bardzo niepokojące.
Poza tym: Czy ten mąż to jest całym Twoim światem i wyrocznią? Nie możesz myśleć samodzielnie? Widzę, że już coś w Tobie pękło, dlatego się tu zgłosiłaś, ale moje Droga, zapewniam Cię, że jeśli coś się nie zmieni, to będzie tylko gorzej. Skoro już mamy do czynienia z obwinianiem i wyzwiskami, to jest kiepsko. Szukaj pomocy na zewnątrz: rodzina, znajomi (dlaczego ich nie masz?! To jest wentyl bezpieczeństwa  w każdej sytuacji), psycholog itd. Skupiasz się na szczegółach, nie widzisz całości, a ta nie jest różowa, z tego co opisujesz.

Dbaj o siebie.

11

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?
Evergreen napisał/a:

A ja mam podstawowe pytanie: Dlaczego nie masz znajomych? Żadnych koleżanek? Kolegów? To jest bardzo niepokojące.
Poza tym: Czy ten mąż to jest całym Twoim światem i wyrocznią? Nie możesz myśleć samodzielnie? Widzę, że już coś w Tobie pękło, dlatego się tu zgłosiłaś, ale moje Droga, zapewniam Cię, że jeśli coś się nie zmieni, to będzie tylko gorzej. Skoro już mamy do czynienia z obwinianiem i wyzwiskami, to jest kiepsko. Szukaj pomocy na zewnątrz: rodzina, znajomi (dlaczego ich nie masz?! To jest wentyl bezpieczeństwa  w każdej sytuacji), psycholog itd. Skupiasz się na szczegółach, nie widzisz całości, a ta nie jest różowa, z tego co opisujesz.

Dbaj o siebie.

Nie mam znajomych, koleżanek,  przyjaciół itd bo od zawsze mi powtarzał ze nie są mi potrzebni, jedynie wykorzystają do czegoś i obrócą się że w nim mam wszystko że zawsze mnie wesprze doradzi w trudnych chwilach, jednak to było kiedyś teraz wszystko się zmieniło od kilku lat a ja ciągle czekam żeby było lepiej, wszystko próbuje ciągle naprawić. Kochałam go i myślę że wciąż kocham jednak przez jego nastawienie i to jak mnie traktuje ta miłość chyba pomału wygasa, zawsze on był na 1 miejscu własne potrzeby lekceważyłam, robiłam wszystko żeby on był zadowolony teraz jest maluszek więc wiadomo dziecko najważniejsze ale ciągle mam wrażenie że za mało robię żeby on był w końcu ze mnie zadowolony i żeby mnie zauważył przede wszystkim że staram się

12

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?

Wydaje mi się, że dopiero zaczynasz widzieć jaki jest Twój mąż. Wcześniej postanowiłaś widzieć w nim półboga i żyć jego życiem, a tak się nie da. Teraz dostrzegasz to, że jednak jest tylko zwyczajnym człowiekiem. Emocje opadły, ale pojawiły się nowe związane z dzieckiem i ciach. Żadna kobieta nie powinna żyć życiem faceta, a swoim.

13

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?
Aniaaa.2605 napisał/a:
Evergreen napisał/a:

A ja mam podstawowe pytanie: Dlaczego nie masz znajomych? Żadnych koleżanek? Kolegów? To jest bardzo niepokojące.
Poza tym: Czy ten mąż to jest całym Twoim światem i wyrocznią? Nie możesz myśleć samodzielnie? Widzę, że już coś w Tobie pękło, dlatego się tu zgłosiłaś, ale moje Droga, zapewniam Cię, że jeśli coś się nie zmieni, to będzie tylko gorzej. Skoro już mamy do czynienia z obwinianiem i wyzwiskami, to jest kiepsko. Szukaj pomocy na zewnątrz: rodzina, znajomi (dlaczego ich nie masz?! To jest wentyl bezpieczeństwa  w każdej sytuacji), psycholog itd. Skupiasz się na szczegółach, nie widzisz całości, a ta nie jest różowa, z tego co opisujesz.

Dbaj o siebie.

Nie mam znajomych, koleżanek,  przyjaciół itd bo od zawsze mi powtarzał ze nie są mi potrzebni, jedynie wykorzystają do czegoś i obrócą się że w nim mam wszystko że zawsze mnie wesprze doradzi w trudnych chwilach, jednak to było kiedyś teraz wszystko się zmieniło od kilku lat a ja ciągle czekam żeby było lepiej, wszystko próbuje ciągle naprawić. Kochałam go i myślę że wciąż kocham jednak przez jego nastawienie i to jak mnie traktuje ta miłość chyba pomału wygasa, zawsze on był na 1 miejscu własne potrzeby lekceważyłam, robiłam wszystko żeby on był zadowolony teraz jest maluszek więc wiadomo dziecko najważniejsze ale ciągle mam wrażenie że za mało robię żeby on był w końcu ze mnie zadowolony i żeby mnie zauważył przede wszystkim że staram się

O rany.... sad Jeszcze coś dopiszę później Aniaa, bo muszę lecieć. Załamałaś mnie hmm

14 Ostatnio edytowany przez Legat (2022-07-19 11:51:16)

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?

Od 16 roku życia w związku. Ło matko. Ludzie sami sobie krzywdę robią.

15 Ostatnio edytowany przez Be. (2022-07-19 12:45:19)

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?

No faktycznie długie bycie razem to największa tragedia jaka mogła kogoś spotkać.

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?

Porozmawiaj z nim szczerze i powiedz co czujesz, zapaytaj sie go czemu ma taki zly stosunek do ciebie...pewnie to nie pomoze ale bedziesz madrzejsza co jest przyczyna. Moze to on sobie nie radzi a moze ty cos zawalasz...wina/przyczyny zmian zachowan przewaznie jest po obu stronach.
Zamiast sie wylewac na forach czy u terapeltow lepiej porozmawiac o ile to mozliwe.

17

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?
Aniaaa.2605 napisał/a:
Evergreen napisał/a:

A ja mam podstawowe pytanie: Dlaczego nie masz znajomych? Żadnych koleżanek? Kolegów? To jest bardzo niepokojące.
Poza tym: Czy ten mąż to jest całym Twoim światem i wyrocznią? Nie możesz myśleć samodzielnie? Widzę, że już coś w Tobie pękło, dlatego się tu zgłosiłaś, ale moje Droga, zapewniam Cię, że jeśli coś się nie zmieni, to będzie tylko gorzej. Skoro już mamy do czynienia z obwinianiem i wyzwiskami, to jest kiepsko. Szukaj pomocy na zewnątrz: rodzina, znajomi (dlaczego ich nie masz?! To jest wentyl bezpieczeństwa  w każdej sytuacji), psycholog itd. Skupiasz się na szczegółach, nie widzisz całości, a ta nie jest różowa, z tego co opisujesz.

Dbaj o siebie.

Nie mam znajomych, koleżanek,  przyjaciół itd bo od zawsze mi powtarzał ze nie są mi potrzebni, jedynie wykorzystają do czegoś i obrócą się że w nim mam wszystko że zawsze mnie wesprze doradzi w trudnych chwilach, jednak to było kiedyś teraz wszystko się zmieniło od kilku lat a ja ciągle czekam żeby było lepiej, wszystko próbuje ciągle naprawić. Kochałam go i myślę że wciąż kocham jednak przez jego nastawienie i to jak mnie traktuje ta miłość chyba pomału wygasa, zawsze on był na 1 miejscu własne potrzeby lekceważyłam, robiłam wszystko żeby on był zadowolony teraz jest maluszek więc wiadomo dziecko najważniejsze ale ciągle mam wrażenie że za mało robię żeby on był w końcu ze mnie zadowolony i żeby mnie zauważył przede wszystkim że staram się

A robisz za dużo, sama nie pociągniesz tego wózka...
Czas najwyższy, żebyś odpuściła i zmieniła postrzeganie związku i zachowanie o 180st.

18

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?

Nie po obu stronach, edek, nie w tym wypadku. Dokucza jej że za gruba dwa miesiące po porodzie, to gdzie jej wina??? On jest niedojrzały, w rozmowie odwróci kota ogonem, jestem pewna. Ja bym się wyprowadziła, do rodziców, po co ukrywać, kiedyś i tak zauważą jakim jest bucem.

19 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-07-19 13:50:37)

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?
edek z krainy kredek napisał/a:

Porozmawiaj z nim szczerze i powiedz co czujesz, zapaytaj sie go czemu ma taki zly stosunek do ciebie...pewnie to nie pomoze ale bedziesz madrzejsza co jest przyczyna. Moze to on sobie nie radzi a moze ty cos zawalasz...wina/przyczyny zmian zachowan przewaznie jest po obu stronach.
Zamiast sie wylewac na forach czy u terapeltow lepiej porozmawiac o ile to mozliwe.

Nie widziałbym nic złego w terapii ale on się nie zgodzi bo mu ten układ mimo wszystko w jakiś chory sposób pasuje,dziewczyna na własną prośbę nie ma nikogo z kim może pogadać ,forum może i ma swoje wady ale może to początek i jakieś przełamanie oporów
Przecież Autorka już wie.
Myślisz że dowie się czegoś nowego oprócz nowej porcji zaprzeczeń i obwiniania z użaleniem się nad sobą,na wzajemną szczerość od niego trudno będzie liczyć ponieważ jak wcześniej pisałem , Be też
dziewczyna żyje nie swoim życiem, co pasuje mężowi,ma niby władzę absolutną i panuje za pomocą gderania trzymania w niezdecydowaniu,
korzysta z tego jemu pasuje że wszystko nie pasuje w żonie typ użalającego się marudy krytyka najmądrzejszy z całej wsi albo coś w ten deseń,dominujący ponad miarę ale tchórz w głębi 
Mąż jest "przymuszony" nie gotowy niezdecydowany stale i to jej wina
on nie chciał, ale się zgodził bo coś chciał a czegoś nie chciał ,niby się zgodził ale się nie zgadza w duchu
pomimo trzydziestki na karku to on też nie wygląda na dorosłego faceta
mówi jedno robi drugie potem mówi jeszcze co innego
Zabrania dyktuje rozkazuje tylko krytykuje i mu się nie podoba  to bardzo źle rokuje na przyszłość.
Autorka próbuje uległością ustępstwami teraz kontrolować sytuację zabiega o uznanie i dobre słowo - najlepsza droga do nerwicy z depresją .

20

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?
diana45 napisał/a:

Nie po obu stronach, edek, nie w tym wypadku. Dokucza jej że za gruba dwa miesiące po porodzie, to gdzie jej wina??? On jest niedojrzały, w rozmowie odwróci kota ogonem, jestem pewna. Ja bym się wyprowadziła, do rodziców, po co ukrywać, kiedyś i tak zauważą jakim jest bucem.

Jeśli chodzi o obracanie kota ogonem to niestety tak jest ciągle, co bym nie powiedziała to o jest niestety w tym wszystkim "ofiarą" mówię mu żeby przypilnował dziecka ja odpocznę trochę to on mówi że jaki to on zmęczony jest jeszcze w pracy był i co on zrobi jak dziecko się obudzi i będzie płakać..  ciągle tak jest ze wszystkim

21

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?
paslawek napisał/a:
edek z krainy kredek napisał/a:

Porozmawiaj z nim szczerze i powiedz co czujesz, zapaytaj sie go czemu ma taki zly stosunek do ciebie...pewnie to nie pomoze ale bedziesz madrzejsza co jest przyczyna. Moze to on sobie nie radzi a moze ty cos zawalasz...wina/przyczyny zmian zachowan przewaznie jest po obu stronach.
Zamiast sie wylewac na forach czy u terapeltow lepiej porozmawiac o ile to mozliwe.

Nie widziałbym nic złego w terapii ale on się nie zgodzi bo mu ten układ mimo wszystko w jakiś chory sposób pasuje,dziewczyna na własną prośbę nie ma nikogo z kim może pogadać ,forum może i ma swoje wady ale może to początek i jakieś przełamanie oporów
Przecież Autorka już wie.
Myślisz że dowie się czegoś nowego oprócz nowej porcji zaprzeczeń i obwiniania z użaleniem się nad sobą,na wzajemną szczerość od niego trudno będzie liczyć ponieważ jak wcześniej paniałem , Be też dziewczyna żyje nie swoim życiem co pasuje mężowi,ma niby władzę absolutną i panuje za pomocą gderania trzymania w niezdecydowaniu, korzysta z tego jemu pasuje że wszystko nie pasuje w żonie typ użalającego się marudy krytyka najmądrzejszy z całej wsi albo coś w ten deseń,dominujący ponad miarę ale tchórz w głębi 
Mąż jest "przymuszony" nie gotowy niezdecydowany stale i to jej wina
on nie chciał, ale się zgodził bo coś chciał a czegoś nie chciał ,niby się zgodził ale się nie zgadza w duchu
pomimo trzydziestki na karku to on też nie wygląda na dorosłego faceta
mówi jedno robi drugie potem mówi jeszcze co innego
Zabrania dyktuje rozkazuje tylko krytykuje i mu się nie podoba  to bardzo źle rokuje na przyszłość.
Autorka próbuje uległością ustępstwami teraz kontrolować sytuację zabiega o uznanie i dobre słowo - najlepsza droga do nerwicy z depresją .

W głębi duszy mimo że nie chciałabym myśleć tak o nim bo w końcu to m mąż i ojciec mojego dziecka ale to właśnie ten post dokładnie go opisuje tak niestety wygląda każda jego decyzja mam zrobić tak a później jednak nie rób tak a na koniec wychodzi twoja wina bo tak zrobiłaś... dokładnie we wszystkim

22

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?
Aniaaa.2605 napisał/a:
Evergreen napisał/a:

A ja mam podstawowe pytanie: Dlaczego nie masz znajomych? Żadnych koleżanek? Kolegów? To jest bardzo niepokojące.
Poza tym: Czy ten mąż to jest całym Twoim światem i wyrocznią? Nie możesz myśleć samodzielnie? Widzę, że już coś w Tobie pękło, dlatego się tu zgłosiłaś, ale moje Droga, zapewniam Cię, że jeśli coś się nie zmieni, to będzie tylko gorzej. Skoro już mamy do czynienia z obwinianiem i wyzwiskami, to jest kiepsko. Szukaj pomocy na zewnątrz: rodzina, znajomi (dlaczego ich nie masz?! To jest wentyl bezpieczeństwa  w każdej sytuacji), psycholog itd. Skupiasz się na szczegółach, nie widzisz całości, a ta nie jest różowa, z tego co opisujesz.

Dbaj o siebie.

Nie mam znajomych, koleżanek,  przyjaciół itd bo od zawsze mi powtarzał ze nie są mi potrzebni, jedynie wykorzystają do czegoś i obrócą się że w nim mam wszystko że zawsze mnie wesprze doradzi w trudnych chwilach, jednak to było kiedyś teraz wszystko się zmieniło od kilku lat a ja ciągle czekam żeby było lepiej, wszystko próbuje ciągle naprawić. Kochałam go i myślę że wciąż kocham jednak przez jego nastawienie i to jak mnie traktuje ta miłość chyba pomału wygasa, zawsze on był na 1 miejscu własne potrzeby lekceważyłam, robiłam wszystko żeby on był zadowolony teraz jest maluszek więc wiadomo dziecko najważniejsze ale ciągle mam wrażenie że za mało robię żeby on był w końcu ze mnie zadowolony i żeby mnie zauważył przede wszystkim że staram się

Aniaaa to jest dramat...
1. Jesteście razem od 16 roku życia. Legat ma rację, według mnie takie związki nie powinny się kontynuować w małżeństwie, bo zazwyczaj przychodzi taki moment, że człowiek się zastanawia, jak to byłoby z kimś innym, skoro miało się tylko jednego poważnego partnera. Ale to nie jest u Was takie istotne, bo to się zdarza.
2. NIKT nie może zakazać Ci kontaktu ze znajomymi, zmonopolizować sobie Ciebie, mieć Cię na wyłączność i demonizować przyjaciół i znajomych. NIKT! To co napisałaś jest bardzo złym objawem, mam nadzieję, że nie trafił Ci się egzemplarz, o którym właśnie myślę hmm
3. Nie czekaj, nie będzie lepiej sad
4. Przyszedł czas, abyś zadbała o własne potrzeby. Wiem, że to jest trudne, bo masz malutkie dziecko, ale NA BIEGU zwracaj się do rodziny o pomoc, przywracaj kontakty.
5. On nigdy nie będzie zadowolony, nie zauważy, nie doceni - skoro poniża Cię i wyzywa to znaczy, że MOŻE (pozwalasz mu na to) i będzie to robił coraz śmielej, i wie, że ma Cię w garści, bo nigdzie nie zwiejesz (no bo do kogo, skoro nikogo nie masz) - będzie tylko gorzej
6. Skoro wkładasz w tą rodzinę całą siebie, bo widzę jak się tutaj tłumaczysz (co i tak jest za dużo, bo on również powinien tyle samo wkładać), to nie daj się wbić w poczucie winy - to nie jest Twoja wina!

I teraz: może to radykalne dla Ciebie posunięcie (ja osobiście posunęłabym się znacznie dalej), ale może warto byłoby przenieść się na kilka dni chociaż do rodziców - jest to możliwe? To będzie ten czas, abyś Ty zobaczyła jak się z tym czujesz, a on zrozumiał (lub nie - a sądzę, że nic nie zrozumie, skoro zachowuje się tak, jak opisujesz), że tak dalej nie będzie jak jest obecnie, że się na to nie zgadzasz. Potem dopiero, MOŻE będzie opcja porozmawiania z nim, jeśli będziesz miała na to ochotę. I najważniejsze, nie daj się wbić w poczucie winy i to nie prawda, że wina leży "po środku" - nie daj sobie tego kitu wcisnąć (!)

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?

Skoro tak to po co sie meczyc zycie w matrixie mamy tylko jedno. Trzeba je wziazc we wlasne rece, pewnie bedzie ciezko jak diabli ale z czasem wroci radosc zycia.
Rozstan sie z nim i tyle, dziecko i tak zostanie przy matce a on bedzie placil alimenty jak zawsze znajda sie dobrzy ludzie ktorzy ci pomoga.

24

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?
Evergreen napisał/a:
Aniaaa.2605 napisał/a:
Evergreen napisał/a:

A ja mam podstawowe pytanie: Dlaczego nie masz znajomych? Żadnych koleżanek? Kolegów? To jest bardzo niepokojące.
Poza tym: Czy ten mąż to jest całym Twoim światem i wyrocznią? Nie możesz myśleć samodzielnie? Widzę, że już coś w Tobie pękło, dlatego się tu zgłosiłaś, ale moje Droga, zapewniam Cię, że jeśli coś się nie zmieni, to będzie tylko gorzej. Skoro już mamy do czynienia z obwinianiem i wyzwiskami, to jest kiepsko. Szukaj pomocy na zewnątrz: rodzina, znajomi (dlaczego ich nie masz?! To jest wentyl bezpieczeństwa  w każdej sytuacji), psycholog itd. Skupiasz się na szczegółach, nie widzisz całości, a ta nie jest różowa, z tego co opisujesz.

Dbaj o siebie.

Nie mam znajomych, koleżanek,  przyjaciół itd bo od zawsze mi powtarzał ze nie są mi potrzebni, jedynie wykorzystają do czegoś i obrócą się że w nim mam wszystko że zawsze mnie wesprze doradzi w trudnych chwilach, jednak to było kiedyś teraz wszystko się zmieniło od kilku lat a ja ciągle czekam żeby było lepiej, wszystko próbuje ciągle naprawić. Kochałam go i myślę że wciąż kocham jednak przez jego nastawienie i to jak mnie traktuje ta miłość chyba pomału wygasa, zawsze on był na 1 miejscu własne potrzeby lekceważyłam, robiłam wszystko żeby on był zadowolony teraz jest maluszek więc wiadomo dziecko najważniejsze ale ciągle mam wrażenie że za mało robię żeby on był w końcu ze mnie zadowolony i żeby mnie zauważył przede wszystkim że staram się

Aniaaa to jest dramat...
1. Jesteście razem od 16 roku życia. Legat ma rację, według mnie takie związki nie powinny się kontynuować w małżeństwie, bo zazwyczaj przychodzi taki moment, że człowiek się zastanawia, jak to byłoby z kimś innym, skoro miało się tylko jednego poważnego partnera. Ale to nie jest u Was takie istotne, bo to się zdarza.
2. NIKT nie może zakazać Ci kontaktu ze znajomymi, zmonopolizować sobie Ciebie, mieć Cię na wyłączność i demonizować przyjaciół i znajomych. NIKT! To co napisałaś jest bardzo złym objawem, mam nadzieję, że nie trafił Ci się egzemplarz, o którym właśnie myślę hmm
3. Nie czekaj, nie będzie lepiej sad
4. Przyszedł czas, abyś zadbała o własne potrzeby. Wiem, że to jest trudne, bo masz malutkie dziecko, ale NA BIEGU zwracaj się do rodziny o pomoc, przywracaj kontakty.
5. On nigdy nie będzie zadowolony, nie zauważy, nie doceni - skoro poniża Cię i wyzywa to znaczy, że MOŻE (pozwalasz mu na to) i będzie to robił coraz śmielej, i wie, że ma Cię w garści, bo nigdzie nie zwiejesz (no bo do kogo, skoro nikogo nie masz) - będzie tylko gorzej
6. Skoro wkładasz w tą rodzinę całą siebie, bo widzę jak się tutaj tłumaczysz (co i tak jest za dużo, bo on również powinien tyle samo wkładać), to nie daj się wbić w poczucie winy - to nie jest Twoja wina!

I teraz: może to radykalne dla Ciebie posunięcie (ja osobiście posunęłabym się znacznie dalej), ale może warto byłoby przenieść się na kilka dni chociaż do rodziców - jest to możliwe? To będzie ten czas, abyś Ty zobaczyła jak się z tym czujesz, a on zrozumiał (lub nie - a sądzę, że nic nie zrozumie, skoro zachowuje się tak, jak opisujesz), że tak dalej nie będzie jak jest obecnie, że się na to nie zgadzasz. Potem dopiero, MOŻE będzie opcja porozmawiania z nim, jeśli będziesz miała na to ochotę. I najważniejsze, nie daj się wbić w poczucie winy i to nie prawda, że wina leży "po środku" - nie daj sobie tego kitu wcisnąć (!)

Kocham swoje dziecko nad życie mimo dopiero tych dwóch miesięcy, nie chcę żeby źle to ktoś odebrał ale dopiero teraz jak o się pojawił zauważam wszystko "przejrzałam na oczy" jaki on potrafi być, coraz częściej używa takich wyzwisk że aż się wyć chce bo człowiek stara się ile może żeby było lepiej, mimo że siedzę całymi dniami z dzieckiem słucham z łamiącym się sercem jego placzu bo nie wiem jak mu pomoc to jak on przyjezdza z pracy biorę małego na ręce i mimo tego wszystkiego podaję mu obiad i "dotrzymuje" towarzystwa, zagaduje jak minął mu dzien jak było w pracy itd czasami jest tak że pogadamy normalnie a czasami tak że albo coś mu nie poszło w pracy, ktos go zdenerwował i "obrywa" się mi bo np nie tak spojrzałam ale wyszukuje bzdetów żeby zacząć już sprzeczkę np czemu maly płacze, nie nadajesz się na matkę przez ciebie płacze itd

25

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?
edek z krainy kredek napisał/a:

Skoro tak to po co sie meczyc zycie w matrixie mamy tylko jedno. Trzeba je wziazc we wlasne rece, pewnie bedzie ciezko jak diabli ale z czasem wroci radosc zycia.
Rozstan sie z nim i tyle, dziecko i tak zostanie przy matce a on bedzie placil alimenty jak zawsze znajda sie dobrzy ludzie ktorzy ci pomoga.

Edek ale jak?! Zobacz, że dziewczyna nie ma znajomych, jest odsuwana od rodziny, nie jest nawet SAMĄ SOBĄ, bo małżonek wykasowuje jej osobowość, poczucie wartości, nawet nie pozwala myśleć samodzielnie. Nie będzie to łatwe, ale może kroczek po kroczku, bo tak na hurrra, to dziewczyna nie da rady.

26

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?
Aniaaa.2605 napisał/a:
Evergreen napisał/a:
Aniaaa.2605 napisał/a:

Nie mam znajomych, koleżanek,  przyjaciół itd bo od zawsze mi powtarzał ze nie są mi potrzebni, jedynie wykorzystają do czegoś i obrócą się że w nim mam wszystko że zawsze mnie wesprze doradzi w trudnych chwilach, jednak to było kiedyś teraz wszystko się zmieniło od kilku lat a ja ciągle czekam żeby było lepiej, wszystko próbuje ciągle naprawić. Kochałam go i myślę że wciąż kocham jednak przez jego nastawienie i to jak mnie traktuje ta miłość chyba pomału wygasa, zawsze on był na 1 miejscu własne potrzeby lekceważyłam, robiłam wszystko żeby on był zadowolony teraz jest maluszek więc wiadomo dziecko najważniejsze ale ciągle mam wrażenie że za mało robię żeby on był w końcu ze mnie zadowolony i żeby mnie zauważył przede wszystkim że staram się

Aniaaa to jest dramat...
1. Jesteście razem od 16 roku życia. Legat ma rację, według mnie takie związki nie powinny się kontynuować w małżeństwie, bo zazwyczaj przychodzi taki moment, że człowiek się zastanawia, jak to byłoby z kimś innym, skoro miało się tylko jednego poważnego partnera. Ale to nie jest u Was takie istotne, bo to się zdarza.
2. NIKT nie może zakazać Ci kontaktu ze znajomymi, zmonopolizować sobie Ciebie, mieć Cię na wyłączność i demonizować przyjaciół i znajomych. NIKT! To co napisałaś jest bardzo złym objawem, mam nadzieję, że nie trafił Ci się egzemplarz, o którym właśnie myślę hmm
3. Nie czekaj, nie będzie lepiej sad
4. Przyszedł czas, abyś zadbała o własne potrzeby. Wiem, że to jest trudne, bo masz malutkie dziecko, ale NA BIEGU zwracaj się do rodziny o pomoc, przywracaj kontakty.
5. On nigdy nie będzie zadowolony, nie zauważy, nie doceni - skoro poniża Cię i wyzywa to znaczy, że MOŻE (pozwalasz mu na to) i będzie to robił coraz śmielej, i wie, że ma Cię w garści, bo nigdzie nie zwiejesz (no bo do kogo, skoro nikogo nie masz) - będzie tylko gorzej
6. Skoro wkładasz w tą rodzinę całą siebie, bo widzę jak się tutaj tłumaczysz (co i tak jest za dużo, bo on również powinien tyle samo wkładać), to nie daj się wbić w poczucie winy - to nie jest Twoja wina!

I teraz: może to radykalne dla Ciebie posunięcie (ja osobiście posunęłabym się znacznie dalej), ale może warto byłoby przenieść się na kilka dni chociaż do rodziców - jest to możliwe? To będzie ten czas, abyś Ty zobaczyła jak się z tym czujesz, a on zrozumiał (lub nie - a sądzę, że nic nie zrozumie, skoro zachowuje się tak, jak opisujesz), że tak dalej nie będzie jak jest obecnie, że się na to nie zgadzasz. Potem dopiero, MOŻE będzie opcja porozmawiania z nim, jeśli będziesz miała na to ochotę. I najważniejsze, nie daj się wbić w poczucie winy i to nie prawda, że wina leży "po środku" - nie daj sobie tego kitu wcisnąć (!)

Kocham swoje dziecko nad życie mimo dopiero tych dwóch miesięcy, nie chcę żeby źle to ktoś odebrał ale dopiero teraz jak o się pojawił zauważam wszystko "przejrzałam na oczy" jaki on potrafi być, coraz częściej używa takich wyzwisk że aż się wyć chce bo człowiek stara się ile może żeby było lepiej, mimo że siedzę całymi dniami z dzieckiem słucham z łamiącym się sercem jego placzu bo nie wiem jak mu pomoc to jak on przyjezdza z pracy biorę małego na ręce i mimo tego wszystkiego podaję mu obiad i "dotrzymuje" towarzystwa, zagaduje jak minął mu dzien jak było w pracy itd czasami jest tak że pogadamy normalnie a czasami tak że albo coś mu nie poszło w pracy, ktos go zdenerwował i "obrywa" się mi bo np nie tak spojrzałam ale wyszukuje bzdetów żeby zacząć już sprzeczkę np czemu maly płacze, nie nadajesz się na matkę przez ciebie płacze itd

Dziewczyno, proszę Cię, pakuj się... sad

27

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?
edek z krainy kredek napisał/a:

Skoro tak to po co sie meczyc zycie w matrixie mamy tylko jedno. Trzeba je wziazc we wlasne rece, pewnie bedzie ciezko jak diabli ale z czasem wroci radosc zycia.
Rozstan sie z nim i tyle, dziecko i tak zostanie przy matce a on bedzie placil alimenty jak zawsze znajda sie dobrzy ludzie ktorzy ci pomoga.

Sama wychowywałam się w rozbitej rodzinie. Moi rodzice wzięli rozwód jak miałam 11 lat. Obiecałam sobie ze moje dziecko będzie miało oboje rodziców, chcialabym żeby żeby było możliwe żeby w końcu nas zauważył i żebyśmy byli w koncu szczęśliwi

28 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-07-19 13:47:46)

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?

Jest jeszcze szansa bardzo bardzo niewielka, że mąż pod wpływem Autorki coś zmieni, walka nie nie da pozytywnego
metoda małych kroków w stronę większej życiowej i emocjonalnej samodzielności i niezależności Anny
teraz to ona wisi nieporadnie na mężu, który udaje herosa i mędrca, ma podane pod nos wszystko 
jeżeli jeszcze chcą być dobrowolnie razem to ktoś pierwszy ma wyjść z tego bagienka codzienności,uzależnienia na wielu poziomach
bo w tej chwili Anka boi się być samotną matką na lodzie, duszącą się w ciasnej, ciemnej piwnicy,przymierającą z głodu,a mąż struga "bohatera pana i władcę", ale prawdopodobnie też się boi obciachu i tego że drugiej takiej uległej, zależnej nie znajdzie,rozwód to też spore komplikacje wyprowadzka, przeprowadzka, prawnicy, nerwy, szarpanina, obawy przed nowym życiem i zmianami czyli sporo cech u obojga, jak w uzależniającym toksycznym układzie.
Za wszelka cenę Anno odnów kontakty i nawiąż nowe prze FB jakieś grupy w Twoim mieście
zdziczejesz w domu i wzmocnisz różne lęki ,które Cię trzymają w tym obłędzie, jak nie będziesz mieć kontaktu z innymi kobietami i w ogóle z ludźmi,
jak wyjdziesz z tego kieratu w świat to samo życie zaopiekuje się Tobą nie na hura powoli ale nie odkładaj tego na jutro
tylko pierwsze kroki należą do Ciebie nic samo nie przyjdzie i się nie stanie .
To na początek a potem się zobaczy nie ma co tak gnać w przyszłość do przodu i brać odpowiedzialności za resztę życia w jeden dzień.
nie bój się na przemoc są sposoby jeżeli mąż zacznie rzucać zadem

29 Ostatnio edytowany przez 123Sprawdzam (2022-07-19 13:54:26)

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?

Uważajcie trochę z tymi osądami, bo dziewczyna może mieć początki depresji poporodowej, a WTEDY właśnie otaczający świat może tak wyglądać jak w krzywym zwierciadle. Z całym szacunkiem do Ciebie Aniu, tylko się nie obrażaj, to parszywa depresja, która może ci przedstawiać otaczający Cię świat oraz męża właśnie w takim świetle, dlatego WARTO by było, żebyś Ty też zasięgnęła porady u specjalisty. Bardzo Cię o to proszę.

30

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?
123Sprawdzam napisał/a:

Uważajcie trochę z tymi osądami, bo dziewczyna może mieć początki depresji poporodowej, a WTEDY właśnie otaczający świat może tak wyglądać jak w krzywym zwierciadle. Z całym szacunkiem do Ciebie Aniu, tylko się nie obrażaj, to parszywa depresja, która może ci przedstawiać otaczający Cię świat oraz męża właśnie w takim świetle, dlatego WARTO by było, żebyś Ty też zasięgnęła porady u specjalisty. Bardzo Cię o to proszę.

Opisuje sytuację która nie trwa od porodu, poprostu po narodzinach dziecka wszystko się nasiliło bo tak jak wyżej było pisane mamy problemy zdrowotne z dzieckiem, dochodzą dodatkowe nerwy, nie obrażam się na nikogo oraz rozważam każda krytykę bądź radę. Jednak nie uważam żebym miała depresję bo nic na to nawet nie wskazuje a opisane sytuację w tych postach są już na porządku dziennym od dłuższego czasu tylko teraz w tych berwach i problemach ciągłych bo latamy od lekarza do lekarza mój mąż pokazuje swoją drugą twarz, już od dawna nie mam w nim wsparcia

31

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?
Aniaaa.2605 napisał/a:
123Sprawdzam napisał/a:

Uważajcie trochę z tymi osądami, bo dziewczyna może mieć początki depresji poporodowej, a WTEDY właśnie otaczający świat może tak wyglądać jak w krzywym zwierciadle. Z całym szacunkiem do Ciebie Aniu, tylko się nie obrażaj, to parszywa depresja, która może ci przedstawiać otaczający Cię świat oraz męża właśnie w takim świetle, dlatego WARTO by było, żebyś Ty też zasięgnęła porady u specjalisty. Bardzo Cię o to proszę.

Opisuje sytuację która nie trwa od porodu, poprostu po narodzinach dziecka wszystko się nasiliło bo tak jak wyżej było pisane mamy problemy zdrowotne z dzieckiem, dochodzą dodatkowe nerwy, nie obrażam się na nikogo oraz rozważam każda krytykę bądź radę. Jednak nie uważam żebym miała depresję bo nic na to nawet nie wskazuje a opisane sytuację w tych postach są już na porządku dziennym od dłuższego czasu tylko teraz w tych berwach i problemach ciągłych bo latamy od lekarza do lekarza mój mąż pokazuje swoją drugą twarz, już od dawna nie mam w nim wsparcia

Zrobisz jak chcesz i jak uważasz. To Twoje życie.

32

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?

Smutno się robi jak się czyta coś takiego.
Pierwszym i najważniejszym błędem było sprowadzanie na te świat dziecko,w sytuacji kiedy nie układało się wam.
Nie wiem czemu az tyle kobiet myśli ze dziecko naprawi sytuacje, nie spotkałem sie nigdy z czymś takim,zawsze jest dokładnie odwrotnie.
Twoj facet jest zwykłym dupkiem i nie przedstawia żadnej wartości jako mężczyzna.
chyba koleżka zapomniał ze dziecko jest również jego.
ze przebieranie/mycie/usypianie i całą reszta obowiązków również spoczywa na nim.
Juz nie mowie o oczywistościach, takich jak twoje prawo do odpoczynku czy czasu wolnego ale również w jego zasranym interesie jest to aby budował wież z dzieckiem.
Gdy przyjdzie jutro z pracy, to poinformuj go że ma sie opiekować dzieckiem,a ty w tym czasie idziesz na spacer,do kawiarni czy gdzie tam chcesz.
Poinformuj go, a nie pytaj o pozwolenie.
Nie jesteś więźniem, ani jego własnością.
Kolejnym przejawem jego durnoty jest krytykowanie twojej sylwetki, ledwie chwile po porodzie. Zwykły cham i prostak.
Co on sie spodziewał? Że na następny dzień po porodzie będziesz mieć płaski brzuch?
Zapamiętaj sobie że nie ma prawa Cie wyzwać.
Żadnego.
możesz dla spokoju sumienia zaproponować mu terapie.
A wcześniej powiedz mu to wszystko co tu opisałaś.
O tym jak żle i podle sie czujesz przez niego,o braku wsparcia i nieprzespanych nocach z nerwów.
Jeżeli nie zreflektuje sie to wystąp o rozwód.
Moze to go obudzi i zmotywuje do pracy nad sobą.
Twoim ogromnym problemem będzie izolacja w jaką wpakował Cie mąż,to kolejny sygnał ze mamy do czynienia z zakompleksionym chłopcem, który wie że jest żałosny,wiec żeby zona nie zobaczyło jaki facet może być,lub tez żeby inni ja nie uświadomili o tym w jak słabym położeniu sie znajduje,to postanowił ja odciąć od otoczenia i rodziny.Żałosny mały człowiek.
Ale pamiętaj o tym że są fundacje,domy samotnych matek.
Będziesz w stanie wyjść na prosta.
Początek będzie bardzo ciężki,ale najważniejsze jest to żebyś wróciła do pracy,miała swoje pieniądze i zaczęła myśleć wrecie o sobie.

33

Odp: Co myślicie czy to jeszcze ma sens?
Aniaaa.2605 napisał/a:

Doradźcie coś bo już nie wiem co mam myśleć... trochę długi post
Mam 26 lat mąż 30, jesteśmy razem 10 lat, 5 lat po ślubie, mamy 2 miesięczne dziecko. Już od kilku lat nam sie nie układa ciągle kłótnie z byle powodu wyzwisk itd zauważyłam ze nie ma do mnie szacunku, nie czuje się kochana, ale ostatecznie godzimy się i ciągle próbujemy, myślałam że dziecko ustabilizuje to wszystko bo ciągle marzyłam o rodzinie jednak przeliczyłam się. Juz w trakcie ciazy mąż za wszystko mnie upominał i wyzywał np ze nie tak się odżywiam bo krzywdzę dziecko itd. Po porodzie około 3 tyg było super, mąż codziennie przyjeżdżał do szpitala jak wróciliśmy do domu to widać było że cieszy się, wszystko do momentu aż mały skończył około miesiąca i dostal alergii, wizyty po lekarzach, zmiany mlek leki, placze, kolki i marudzenia. On pracuje na różne zmiany ja jestem w domu z dzieckiem, ciagle ja się nim zajmuje bo on boi się że coś mu się stanie, popilnuje go jak śpi wieczorem a ja biorę szybki prysznic i tyle.. jak mały płacze to mąż ciągle mnie o wszystko obwinia, że to moja wina że ma alergie bo źle się odżywiałam w ciazy, moja wina że ma kolki bo źle go karmie i łyka powietrze i brzuch go boli.. coraz częściej sie kłócimy, częściej słyszę przykre słowa i wyzwiska, 2 miesiace po porodzie ciało niestety nie jest perfekcyjne i nie wygląda jak sprzed ciazy to slyszalam też że jestem za gruba, czy ten brzuch mi zejdzie bo fałda wisi itd... nie mam komu się wygadać bo wszystko poświęciłam dla niego i związku nie mam koleżanek a rodzinie nie chce zwierzać się ze swoich problemów. Już nerwowo nie wytrzymuje pomagam sobie tabletkami wyciszającymi, płacze więcej niż zwykle jak jestem sama z dzieckiem.. jestem klębkiem nerwów... nie wiem już co o tym myśleć i co mam zrobić..


Odpowiadając na tytułowe pytanie, to myślę, że trwane w tym, co jest teraz większego sensu nie ma. Ale to i tak bez znaczenia, co myślę. Post wydaje mi się mega przejaskrawioną historią o złym mężu i ciemiężonej żonie, która kocha tę swoją życiową mordęgę z facetem, który jej nie kocha i nie szanuje, więc niewiele zmieni moje i kogokolwiek innego gadanie. Za to będą się tu ciagnąć opisy udręki autorki, przemocy jej partnera, przeplatane uzasadnieniami z d**y wziętymi w stylu „ale ja go kocham”.
Jak widać są kobiety, które czują się jak ryba w wodzie w złych związkach, bo mogą wtedy nieść swój krzyż i dopóty dopóki nie zrobią porządku z sobą, swoją samooceną i same nie zaczną dbać o siebie, siebie szanować, to będą się wiązać z dupkami, którzy będą nimi pomiatać.
Twoje życie autorko, wyśpisz się tak, jak sobie pościelisz.

Posty [ 33 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Co myślicie czy to jeszcze ma sens?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024