Cześć, od 13 lat jestem w związku, nie mamy ślubu, mamy 5cio letniego syna. Rozstaliśmy się kiedyś podczas ciąży, na pół roku, on w tym czasie spotykał się z innymi. Postanowiliśmy do siebie wrócić, ale po powrocie on poznał jakaś pannę i zaczął mnie z nią zdradzać. A wiec na kolejne kilka miesięcy znowu się rozeszliśmy.
Ja w tym czasie wynajmowałam mieszkanie, on tam miał po rodzicach.
Później po porodzie powrot, wszystko było ok, fajnie, idealnie, dziecko zdrowo rosło, kupione mieszkanie, nam się bardzo dobrze układało. Przez 4 lata, bo wdał się w romans, który ostatecznie mu wybaczyłam po jakimś czasie. Minął rok, a w jego telefonie znalazłam dziwne smsy do kolegi o jakiejś dziewczynie, ze zerwali kontakt, ze była cienka i tak, oraz smsy z jakaś dziewczyna co tam, czy jest zła, obrażona, ale zapisana była męskim imieniem. Ja wiem, ze to oznacza jedno, ze dałam się zrobić w konia po raz kolejny, natomiast on twierdzi ze to nic nie było, ze do niczego między nimi nie doszło, takie tam. Bardzo mnie oczywiście kocha, mamy dom, który kupiliśmy całkiem niedawno i jesteśmy świeżo po przeprowadzce. Ja chciałam aby on się spakował i odszedł. Kocham Go, lecz nie mogę już tego znieść, poniżenia, kłamstw, chciałam aby odszedł. Abyśmy się rozeszli, jeśli kiedyś będziemy mieli być razem to będziemy, ale nie teraz, szkoda mi dziecka jest, ale wiem ze to jedyne rozsądne rozwiązanie. Natomiast on nie chce się wyprowadzić z tego domu, nikt na razie nie jest w nim zameldowany bo wprowadziliśmy się niedawno, kupiony jest niestety na jego matkę, bo podarowała nam wcześniejsze mieszkanie, a w zasadzie cześć pieniędzy na nie, i aby nie było ceregieli prawnym i podatkowych musieliśmy kupić na nią po sprzedaży mieszkania. I co ja mam zrobić???? Nie poczuwam się do tego aby zabierać rzeczy i się wyprowadzać z synem, bo to nie ja popełniłam błąd, poza tym nie chce stresu dla dziecka, on tez nie chce aby dziecko się wyprowadzało i nie chce się w ogóle rozstać ze mną. Ja najchętniej w tej sytuacji zabrałabym się i poszła, ale wiem, ze nie mogę bo mam tu syna i wiem ze on powinien odejść. Co zrobić, prowadzimy razem firmę, wspólny dom, jak to podzielić jak sprawić aby on odszedł….
Sama popełniałaś błąd za błędem, skoro tyle mu wybaczałaś, to po co masz się rozstawać i wracać jeszcze 10 razy, zaakceptuj te jego romanse albo definitywnie się z nim rozstań.
On się nie zmieni, dom nie jest Twój w najmniejszej części, więc odejdź, ale jak już to na zawsze.
Z jakiej racji on ma się wyprowadzić przecież to jego dom? Poza tym wybaczałas mu tyle razy więc jego zachowanie nie powinno Cię w tym momencie bulwersować ![]()
Sama popełniałaś błąd za błędem, skoro tyle mu wybaczałaś, to po co masz się rozstawać i wracać jeszcze 10 razy, zaakceptuj te jego romanse albo definitywnie się z nim rozstań.
On się nie zmieni, dom nie jest Twój w najmniejszej części, więc odejdź, ale jak już to na zawsze.
Wybaczyłam dwa razy. Przez wiele lat było dobrze, jeśli ktoś z Was nie był postawiony w podobnej sytuacji, to prosze Was abyście nie oceniali mnie tak z góry jako kogoś kto daje się robić na prawo i lewo. Ja na prawde wierzyłam w nasza miłość. Teraz jak napisałam, chce się rozejść, jednak sądziłam ze należy mi się cokolwiek po tylu upokorzeniach.
wieka napisał/a:Sama popełniałaś błąd za błędem, skoro tyle mu wybaczałaś, to po co masz się rozstawać i wracać jeszcze 10 razy, zaakceptuj te jego romanse albo definitywnie się z nim rozstań.
On się nie zmieni, dom nie jest Twój w najmniejszej części, więc odejdź, ale jak już to na zawsze.Wybaczyłam dwa razy. Przez wiele lat było dobrze, jeśli ktoś z Was nie był postawiony w podobnej sytuacji, to prosze Was abyście nie oceniali mnie tak z góry jako kogoś kto daje się robić na prawo i lewo. Ja na prawde wierzyłam w nasza miłość. Teraz jak napisałam, chce się rozejść, jednak sądziłam ze należy mi się cokolwiek po tylu upokorzeniach.
Co Ci się ma należeć, skoro to nie jest Twoje?
A to, że wybaczałaś to Twoja głupota.
Nic Ci się nie należy bo godzilas się na to co Cię spotykało. Myślisz że jego mamusia zostawi Ci mieszkanie za friko bo synuś lubi mieć inne na boku? To nie on Ciebie upokorzył tylko sama się upokorzyłas pozwalając na pomiatanie sobą. Odejdź przynajmniej raz z godnością i nie kontaktuj się więcej z nimi, niech Ci przeleją Twój wkład a tatus niech placi alimenty, czyli tak jak miało być na samym początku tego cyrku
Mamajadominika napisał/a:wieka napisał/a:Sama popełniałaś błąd za błędem, skoro tyle mu wybaczałaś, to po co masz się rozstawać i wracać jeszcze 10 razy, zaakceptuj te jego romanse albo definitywnie się z nim rozstań.
On się nie zmieni, dom nie jest Twój w najmniejszej części, więc odejdź, ale jak już to na zawsze.Wybaczyłam dwa razy. Przez wiele lat było dobrze, jeśli ktoś z Was nie był postawiony w podobnej sytuacji, to prosze Was abyście nie oceniali mnie tak z góry jako kogoś kto daje się robić na prawo i lewo. Ja na prawde wierzyłam w nasza miłość. Teraz jak napisałam, chce się rozejść, jednak sądziłam ze należy mi się cokolwiek po tylu upokorzeniach.
Co Ci się ma należeć, skoro to nie jest Twoje?
A to, że wybaczałaś to Twoja głupota.
Ani moje ani jego wedle prawa. Oboje wkładaliśmy w to pieniądze, a nie mogę znieść myśli, ze ja nie popełniając żadnego błędu, oprócz dawania mu szansy, jak to wyzej ujęłaś, muszę się wyprowadzać i wiązać jakos koniec z końcem i narażać siebie na jeszcze dodatkowy stres i swoje dziecko.
Nic Ci się nie należy bo godzilas się na to co Cię spotykało. Myślisz że jego mamusia zostawi Ci mieszkanie za friko bo synuś lubi mieć inne na boku? To nie on Ciebie upokorzył tylko sama się upokorzyłas pozwalając na pomiatanie sobą. Odejdź przynajmniej raz z godnością i nie kontaktuj się więcej z nimi, niech Ci przeleją Twój wkład a tatus niech placi alimenty, czyli tak jak miało być na samym początku tego cyrku
Tak, najgorsze jest to, ze mnie po prostu na ten moment nie jest stać aby odejść. Nie jest mnie stać na wynajem. I ciężko znieść mi fakt, ze przebywamy w tym samym domu. Jest mi żal mojego dziecka.
Lady Loka napisał/a:Mamajadominika napisał/a:Wybaczyłam dwa razy. Przez wiele lat było dobrze, jeśli ktoś z Was nie był postawiony w podobnej sytuacji, to prosze Was abyście nie oceniali mnie tak z góry jako kogoś kto daje się robić na prawo i lewo. Ja na prawde wierzyłam w nasza miłość. Teraz jak napisałam, chce się rozejść, jednak sądziłam ze należy mi się cokolwiek po tylu upokorzeniach.
Co Ci się ma należeć, skoro to nie jest Twoje?
A to, że wybaczałaś to Twoja głupota.Ani moje ani jego wedle prawa. Oboje wkładaliśmy w to pieniądze, a nie mogę znieść myśli, ze ja nie popełniając żadnego błędu, oprócz dawania mu szansy, jak to wyzej ujęłaś, muszę się wyprowadzać i wiązać jakos koniec z końcem i narażać siebie na jeszcze dodatkowy stres i swoje dziecko.
Jego matki. Więc bardziej jego niż Twoje.
Trzeba było myśleć wcześniej i przepisać na Was. Ale w sumie nawet jakby to mieszkanie było Wasze, to i tak musiałabyś go spłacić, a jak Ciebie na wynajem nie stać, to na spłatę tym bardziej.
Zostaje Ci praca i wyprowadzka.
10 2022-03-07 16:58:02 Ostatnio edytowany przez Kleoma (2022-03-07 16:58:34)
Nie masz żadnych oszczędności aby przetrwać na wynajmie pierwszych kilka miesięcy?
A potem możesz uzyskać alimenty, pójść do pracy, 500 +, jakieś finanse dla samotnych matek.
Alimenty można także mieć od dziadków dziecka jeśli ojciec wykaże, że nie posiada żadnego majątku.
Ponieważ to nie była pierwsza zdrada, kilka razy wybaczałaś to możesz się spodziewać następnych jeśli zostaniesz.
Głupoty w sprawie wkładania kasy w dom nawet nie teściowej to już nie komentuję.
Nie masz żadnych oszczędności aby przetrwać na wynajmie pierwszych kilka miesięcy?
A potem możesz uzyskać alimenty, pójść do pracy, 500 +, jakieś finanse dla samotnych matek.
Alimenty można także mieć od dziadków dziecka jeśli ojciec wykaże, że nie posiada żadnego majątku.
Ponieważ to nie była pierwsza zdrada, kilka razy wybaczałaś to możesz się spodziewać następnych jeśli zostaniesz.
Głupoty w sprawie wkładania kasy w dom nawet nie teściowej to już nie komentuję.
Oszczędności wpakowałam w dom. Teraz na tyle mnie nie stać aby wyłożyć pieniądze na kaucje i inne rzeczy.
Prowadzimy firmę, wiec te pieniądze w najbliższych tygodniach wpłyną. Nie chce się sadzić o alimenty, nie chciałam nigdy nic w taki sposób załatwiać, chce się rozejsc w zgodzie aby dziecku nie było ciężko. Dokładnie wiem, ze kolejnych zdrad mogę się spodziewać jeśli zostanę. Interesowało mnie zdanie osób nie związanych emocjonalnie z nami co do wyprowadzki, bo każda bliska mi osoba uważa, ze wkładając wspólne pieniądze w nieruchomość coś mi się należy jeśli to nie ja zdradziłam. Uzyskałam odpowiedz i dziękuje, teraz wiem, ze nie należy mi się nic.
Kleoma napisał/a:Nie masz żadnych oszczędności aby przetrwać na wynajmie pierwszych kilka miesięcy?
A potem możesz uzyskać alimenty, pójść do pracy, 500 +, jakieś finanse dla samotnych matek.
Alimenty można także mieć od dziadków dziecka jeśli ojciec wykaże, że nie posiada żadnego majątku.
Ponieważ to nie była pierwsza zdrada, kilka razy wybaczałaś to możesz się spodziewać następnych jeśli zostaniesz.
Głupoty w sprawie wkładania kasy w dom nawet nie teściowej to już nie komentuję.Oszczędności wpakowałam w dom. Teraz na tyle mnie nie stać aby wyłożyć pieniądze na kaucje i inne rzeczy.
Prowadzimy firmę, wiec te pieniądze w najbliższych tygodniach wpłyną. Nie chce się sadzić o alimenty, nie chciałam nigdy nic w taki sposób załatwiać, chce się rozejsc w zgodzie aby dziecku nie było ciężko. Dokładnie wiem, ze kolejnych zdrad mogę się spodziewać jeśli zostanę. Interesowało mnie zdanie osób nie związanych emocjonalnie z nami co do wyprowadzki, bo każda bliska mi osoba uważa, ze wkładając wspólne pieniądze w nieruchomość coś mi się należy jeśli to nie ja zdradziłam. Uzyskałam odpowiedz i dziękuje, teraz wiem, ze nie należy mi się nic.
Należy Ci się tyle, że on powinien Ci oddać kasę, którą włożyłaś w ten dom. Ale jak nie masz żadnych dowodów na to, że cokolwiek włożyłaś, to marne szanse.
Kleoma napisał/a:Nie masz żadnych oszczędności aby przetrwać na wynajmie pierwszych kilka miesięcy?
A potem możesz uzyskać alimenty, pójść do pracy, 500 +, jakieś finanse dla samotnych matek.
Alimenty można także mieć od dziadków dziecka jeśli ojciec wykaże, że nie posiada żadnego majątku.
Ponieważ to nie była pierwsza zdrada, kilka razy wybaczałaś to możesz się spodziewać następnych jeśli zostaniesz.
Głupoty w sprawie wkładania kasy w dom nawet nie teściowej to już nie komentuję.Oszczędności wpakowałam w dom. Teraz na tyle mnie nie stać aby wyłożyć pieniądze na kaucje i inne rzeczy.
Prowadzimy firmę, wiec te pieniądze w najbliższych tygodniach wpłyną. Nie chce się sadzić o alimenty, nie chciałam nigdy nic w taki sposób załatwiać, chce się rozejsc w zgodzie aby dziecku nie było ciężko. Dokładnie wiem, ze kolejnych zdrad mogę się spodziewać jeśli zostanę. Interesowało mnie zdanie osób nie związanych emocjonalnie z nami co do wyprowadzki, bo każda bliska mi osoba uważa, ze wkładając wspólne pieniądze w nieruchomość coś mi się należy jeśli to nie ja zdradziłam. Uzyskałam odpowiedz i dziękuje, teraz wiem, ze nie należy mi się nic.
Ale czemu masz się nie domagać alimentów na dziecko?
Wystąpienie o alimenty na dziecko od ojca to twój obowiązek aby dziecko miało jak najlepsze warunki życia.
Nie występując o alimenty a mając niezbyt wielkie własne środki finansowe krzywdzisz swoje dziecko odbierając mu to co mu się od biologicznego ojca należy.
Kleoma napisał/a:Nie masz żadnych oszczędności aby przetrwać na wynajmie pierwszych kilka miesięcy?
A potem możesz uzyskać alimenty, pójść do pracy, 500 +, jakieś finanse dla samotnych matek.
Alimenty można także mieć od dziadków dziecka jeśli ojciec wykaże, że nie posiada żadnego majątku.
Ponieważ to nie była pierwsza zdrada, kilka razy wybaczałaś to możesz się spodziewać następnych jeśli zostaniesz.
Głupoty w sprawie wkładania kasy w dom nawet nie teściowej to już nie komentuję.Oszczędności wpakowałam w dom. Teraz na tyle mnie nie stać aby wyłożyć pieniądze na kaucje i inne rzeczy.
Prowadzimy firmę, wiec te pieniądze w najbliższych tygodniach wpłyną. Nie chce się sadzić o alimenty, nie chciałam nigdy nic w taki sposób załatwiać, chce się rozejsc w zgodzie aby dziecku nie było ciężko. Dokładnie wiem, ze kolejnych zdrad mogę się spodziewać jeśli zostanę. Interesowało mnie zdanie osób nie związanych emocjonalnie z nami co do wyprowadzki, bo każda bliska mi osoba uważa, ze wkładając wspólne pieniądze w nieruchomość coś mi się należy jeśli to nie ja zdradziłam. Uzyskałam odpowiedz i dziękuje, teraz wiem, ze nie należy mi się nic.
Nawet gdybyś to ty zdradziła i odeszła to facet z jajami i honorem oddałby ci to co włożyłaś w dom jego matki.
Bo tak by było uczciwie, nie miałby wyrzutów sumienia, ze cię wykorzystał finansowo.
A może matka - właścicielka domu coś pomoże? w jakich jesteś z nią relacjach?
Mamajadominika napisał/a:Kleoma napisał/a:Nie masz żadnych oszczędności aby przetrwać na wynajmie pierwszych kilka miesięcy?
A potem możesz uzyskać alimenty, pójść do pracy, 500 +, jakieś finanse dla samotnych matek.
Alimenty można także mieć od dziadków dziecka jeśli ojciec wykaże, że nie posiada żadnego majątku.
Ponieważ to nie była pierwsza zdrada, kilka razy wybaczałaś to możesz się spodziewać następnych jeśli zostaniesz.
Głupoty w sprawie wkładania kasy w dom nawet nie teściowej to już nie komentuję.Oszczędności wpakowałam w dom. Teraz na tyle mnie nie stać aby wyłożyć pieniądze na kaucje i inne rzeczy.
Prowadzimy firmę, wiec te pieniądze w najbliższych tygodniach wpłyną. Nie chce się sadzić o alimenty, nie chciałam nigdy nic w taki sposób załatwiać, chce się rozejsc w zgodzie aby dziecku nie było ciężko. Dokładnie wiem, ze kolejnych zdrad mogę się spodziewać jeśli zostanę. Interesowało mnie zdanie osób nie związanych emocjonalnie z nami co do wyprowadzki, bo każda bliska mi osoba uważa, ze wkładając wspólne pieniądze w nieruchomość coś mi się należy jeśli to nie ja zdradziłam. Uzyskałam odpowiedz i dziękuje, teraz wiem, ze nie należy mi się nic.Nawet gdybyś to ty zdradziła i odeszła to facet z jajami i honorem oddałby ci to co włożyłaś w dom jego matki.
Bo tak by było uczciwie, nie miałby wyrzutów sumienia, ze cię wykorzystał finansowo.
A może matka - właścicielka domu coś pomoże? w jakich jesteś z nią relacjach?
W dobrych. Natomiast on spakował dziś kilka ciuchów po naszej rozmowie i powiedział, ze to on pójdzie i zostawia nam to wszystko co tu jest, a następnie się to sprzeda.
Wprowadza mnie w wielkie poczucie winy, bo mimo wczorajszego żalu i zapewnień o zmianie, dziś stwierdził, ze to co pisał było tylko żartami do kolegi. A pisał, ze ona zerwała kontakty, bo nie chciała być ta druga, ze nie żałuje, bo i tak była cienka.
Mówi, ze ja miał zapisana inaczej i usunął wszystko, bo się bal mojej reakcji, ze poznał jakaś koleżankę. Ja mu powiedziałam, ze mu nie wierze, ale ze jeśli tak uważa, to pojedzmy do tej kobiety i niech mi potwierdzi jego słowa. On zapierał się rękami i nogami, ze nie, bo wyjdzie na idiotę ze takie teksty pisał koledze, ze jak to będzie wyglądało.
Czuje się jakbym rozmawiała z dzieckiem, wymyślał jeszcze kilka innych rzeczy, ze to biznesowo wymienili się numerami, nie robiąc żadnych biznesów. Co za człowiek.
I w ostateczności przyjechał, zabrał się i poszedł, powiedział, ze będzie łożył na dziecko i dawał nam systematycznie pieniążki. Ja teraz czuje się strasznie, chciałabym usłyszeć prawde, a nie wiem kim ta kobieta jest aby się jej zapytać.
Wiem, ze to koniec, ze może powinnam odpuścić i nie doszukiwać się prawdy nawet, ale ja muszę ja znać.
Pierwsze dni, to była złość, teraz jestem załamana. On chce powrotu, chce ze mną być, mówi ze wszystko się zmieni. Ja tak bardzo chciałabym żeby to się nigdy jie wydarzylo. Tęsknie okropnie, brak mi wszystkiego, każdej wspólnej chwili, a robiliśmy razem wiele rzeczy, jak papużki nierozłączki.
Co nim kierowało??… wiem, ze nie mogę tego wybaczyć, nie mogę dać kolejnej szansy, bo to nic nie zmieni, związek lepszy nie będzie, a w głębi duszy tak bym chciała dać te kolejna szansa i wtulić się w niego tak by wszystkie zmartwienia zniknęły.
Wiem, ze to te etapy, ze to ten zły etap po zdradzie i rozstaniu, gdzie serce bierze górę nad rozumem, ale jak go przetrwać…
Jak szybko zmienia diametralnie zdanie, wczoraj a dzisiaj, to obrót o 180 st.
Na pewno nie możesz mu ufać, a bez zaufania psychicznie wykończysz się będąc z nim.
Powinnaś zadbać o siebie, bo teraz mieszkasz u jego matki i nie masz żadnego poczucia bezpieczeństwa, musisz się wyprowadzić i sama stanąć na nogi, to podstawa.
W pieszym poście pisałaś, że kupiliście miekaszanie, a później, że teściowa wam dała, tak czy tak, oblicz czy i ile włożylaś w ten interes swoich pieniądzy, nie wliczając tych na utrzymanie i niech on Ci je zwróci.
Sama widzisz co zrobiło takie uzależnienie się od faceta emocjonalnie i majątkowo. To teraz powinno być Twoim priorytetem, żeby się od niego uniezależnić.
Jak szybko zmienia diametralnie zdanie, wczoraj a dzisiaj, to obrót o 180 st.
Na pewno nie możesz mu ufać, a bez zaufania psychicznie wykończysz się będąc z nim.
Powinnaś zadbać o siebie, bo teraz mieszkasz u jego matki i nie masz żadnego poczucia bezpieczeństwa, musisz się wyprowadzić i sama stanąć na nogi, to podstawa.W pieszym poście pisałaś, że kupiliście miekaszanie, a później, że teściowa wam dała, tak czy tak, oblicz czy i ile włożylaś w ten interes swoich pieniądzy, nie wliczając tych na utrzymanie i niech on Ci je zwróci.
Sama widzisz co zrobiło takie uzależnienie się od faceta emocjonalnie i majątkowo. To teraz powinno być Twoim priorytetem, żeby się od niego uniezależnić.
Oj ja wiem, ja na prawde to wiem. Wiem, ze muszę teraz zadbać o siebie, o syna. Jednakże, jeśli coś się do kogoś czuje, to po prostu to nie jest dla mnie łatwe. Jest zal, smutek, jestem zawiedziona. Wiem, ze teraz to kwestia dogadania się w miarę możliwości, domyślam się, ze może mu coś nagle się „odwidzieć” i ja mogę zostać na lodzie. Wiem, ze emocje będą nami targać i wezmą pewnie górę w niektórych chwilach, i boje się ze na tym wszystkich ucierpi dziecko
Bezboleśnie się nie obędzie, ale nie masz innego wyjścia, możecie uzgodnić opiekę naprzemienną, czyli tydzień dzieckiem opiekujesz się Ty, tydzień on, bo ojciec powinien współuczestniczyć w wychowaniu szczególnie syna, a Ty też złapiesz oddech.
Zdradzającym ścierwom czy to z ptakiem czy z cyckami nie powinno się wybaczać, bo potem obrywasz za to podwójnie. Ale spokojnie, to polska przypadłość - brak uczenia się na własnych błędach.
Bezboleśnie się nie obędzie, ale nie masz innego wyjścia, możecie uzgodnić opiekę naprzemienną, czyli tydzień dzieckiem opiekujesz się Ty, tydzień on, bo ojciec powinien współuczestniczyć w wychowaniu szczególnie syna, a Ty też złapiesz oddech.
Nie potrafię nawet z nim porozmawiac. Nie umiem, sam fakt ze on jest gdzieś obok mnie jest paraliżujący, stres wtedy sięga zenitu. Jest mi tak ciężko. A tak na prawde wybaczając mu wcześniejsza zdradę cały czas miałam z tylu głowy to, ze to się może powtórzyć, ze to jest całkiem prawdopodobne, ale liczyłam na to, ze on się naprawdę zmienił.
Boli mnie ten brak prawdy, boli mnie to, ze on mówi, ze te wiadomosci pisał dla żartów. Czasem siedzę i sobie myśle, a co jeśli nie kłamie, co jeśli to nic takiego, to faktycznie żarty. Jednak wiem, ze to jego zamierzone działanie było aby zamieszać mi w głowie, abym się tak zastanawiała, żeby oszukać samego siebie, ze on nic nie zrobił. Nie mogę jeść, ledwie sypiam. Wydawało mi się w pierwsze dni, ze jestem silniejsza, ale ból spadł teraz na mnie okropny. Nie wyobrażam sobie życia u boku kogoś innego, to jest najgorsze, te wspólne lata i bardzo dobre wspomnienia mnie zagryzają teraz. Wykańcza mnie to psychicznie i fizycznie. Czuje, ze jestem już po prostu słaba i nie mogę znaleźć tej siły teraz, nie potrafię, najchętniej bym leżała i rozmyślała. Jest mi zle, muszę to wyrzucić tutaj z siebie, wypłakać to, wiem ze to kawał gnoja, ale nie rozumiem jak to się mogło stać… ja byłam dobra, nie byłam zaborcza, szanowałam go, co ja dostałam w zamian