Toksyczna "przyjaciółka"?... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Toksyczna "przyjaciółka"?...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 ]

1 Ostatnio edytowany przez Jamijka (2021-09-05 17:59:10)

Temat: Toksyczna "przyjaciółka"?...

Witajcie,
Piszę, bo mam problem z obiektywnym ocenieniem sytuacji, która miała miejsce kilka dni temu. Mogę troszkę się rozpisać ale wg mnie jest to konieczne, żeby naświetlić sytuację.

Z J. znamy się z rok. Poznałyśmy się przez internet, za pośrednictwem social mediów. Dzieli nas 11 lat, ja mam 31, ona 20. Na każdym kroku jednak ona podkreślała swoją dojrzałość, dorosłość, itd. Wydawało się, że nadawałyśmy na tych samych falach. W lipcu doszło do naszego 1. spotkania na żywo, przyjechała do mnie na kilka dni, bo dzieli nas kilkaset km od siebie. W zasadzie to trochę się wprosiła ale ok. Zgodziłam się. Okazała się być bardzo głośną, bezpośrednią /żeby nie powiedzieć nietaktowną/ osobą. Mój mąż zrobił wielkie oczy jak zobaczył jej styl bycia ale przesadnie nie komentował. Stwierdził, że skoro mnie odpowiada jej usposobienie, to nie będzie się wtrącać. Były momenty gdzie bardzo działała mi na nerwy /zachwyty nad marką BMW, gadżeciarstwo, słowotok, krzykliwość/ ale wytrzymałam bez spiny do końca jej pobytu.

Po powrocie do siebie ona zakończyła swój 3 letni związek, była z facetem w dużej mierze ze względów materialnych, sama jej tłumaczyłam, że to nie jest fair, że obydwoje się męczą, że nie ma co tutaj w ogóle nawet myśleć o dzieciach i innych poważnych sprawach. Rozstanie przeszło spokojnie, bez płaczu, przeżywania, praktycznie od razu zaczęła polować na Tinderze na kolejnego faceta. Zaskoczyło mnie to ale ok... nie każdy musi tak przeżywać wszystko jak ja.

Po miesiącu zaczęła spotykać się z facetem 23 lata starszym od niej, w  wieku jej ojca. Zbaraniałam, powiedziałam szczerze co myślę, ale to jej sprawa i życie. Jej matka aż piała z radości /kolejny mój szok/. Niedługo później zapowiedziała się, że na początku września przyjeżdża do mojego miasta ze swoim nowym wybrankiem. Trochę pozwiedzać ale też oczywiście dla mnie. Niespecjalnie się ucieszyłam prawdę mówiąc. Męczyła mnie codziennymi telefonami, opowieściami co wyrabia w łóżku z nowym facetem, jaki on boski, cudny... Ulewało mi się. Dodatkowo do szału mnie doprowadzało to, że gadała ze mną w pracy i gdy przychodził np. klient i musiała kończyć, to albo bez słowa się rozłączała, albo odkładała tel i ja słuchałam jak obsługuje klienta. Odbierałam to jako kompletny brak szacunku do mnie, coraz częściej po prostu nie odbierałam, bo nie chciało mi się tego wysłuchiwać. Jakoś 2 tyg przed jej wrześniowym przyjazdem, zadzwoniła rozhisteryzowana, zaryczana, że to koniec, że ją wybranek oszukał i w ogóle dramat straszliwy się rozegrał. Jak zawsze wysłuchałam, doradziłam, uspokoiłam... Ona i tak zrobiła po swojemu i "dała szansę".

I przechodzimy do sedna. Tuż przed ich przyjazdem dowiedziałam się, że zostaję przyjęta na terapię dzienną /z powodu zaburzeń nerwicowych+jestem DDA/. Jest to mój 2. cykl i wiedziałam, że będę wykończona, uprzedziłam ją o tym fakcie. Oni mieli przyjechać we wtorek. Ja po 1. dniu na terapii w poniedziałek zaliczyłam atak paniki i spałam, więc nie dałam rady przygotować się na ich przyjazd /posprzątać, itd./, powiedziałam więc, że możemy się spotkać w środę. J. nie była zachwycona ale przystała na to. We wtorek po terapii wróciłam do domu, prasowałam i sprzątałam do 23 w nocy, chciałam, żeby było schludnie i miło jak mnie odwiedzi. W środę gdy się zobaczyłyśmy, była widocznie zdziwiona, że "tak ładnie wyglądam" /faktycznie dbam o siebie, po tym jak na ostatnim cyklu terapii usłyszałam, że się zaniedbuję/, poznałam tego jej faceta, spędziliśmy razem czas i podczas pożegnania, ona rzuciła tekstem, że może jutro wpadną do mnie na obiad. Trochę mnie wgięło ale zgodziłam się. W piątek było w planach, że na nockę do nich wpadnę pogadać, może coś obejrzeć.

To co się w czwartek rozegrało przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Ledwie wróciłam do domu po terapii, jak zawsze zmieciona z planszy, zaczęłam przygotowywać obiad, na dwa razy zresztą, bo najpierw dla męża, a później dla nich, bo mieli być na 16tą. Tuż przed 16tą dostałam wiadomość, że się spóźnią minimum godzinę. Finalnie przyjechali po 18tej. Ona ubrana mega wyzywająco, szpile, wymalowana jak na imprezę, głowa zadarta do sufitu, sztucznie zanosząca się śmiechem. Wlazła mi w tych buciorach do domu, pospieszała z tym obiadem, przy tym facecie rzuciła od czapy tekstem, że z nas to takie dwa kur...szcza ale ze mnie większe /taki haha żart/, szczyt żenady poczułam jak zaczęła rozprawiać o swoich byłych, seksie z nimi, o tym jak sobie cycki chce powiększyć. Boże, czułam się koszmarnie zażenowana. Poprosiłam ją, żeby zeszła z tematu i nie prowadziła takich dyskusji przy moim mężu /akurat jego nie było w tym czasie w domu, wpadł tylko na szybki obiad/. Wiedziała, że jestem zmęczona ale ze śmiechem chciała jeszcze kawki, jeszcze coś tam. Myślałam, że mnie szlag trafi ale postanowiłam sobie, że wytrzymam.
Pod koniec spotkania weszliśmy na temat social mediów, jak się tam spotkałyśmy i taka ogólna gadka wyszła. Ja wtedy jej powiedziałam, że uważam, że czasem niepotrzebnie za dużo o sobie mówi i może tym generować niebezpieczne sytuacje. Ona na to, że lubi szum wokół siebie i dramki. A ja nadal obstawałam przy swoim i mówiłam, że kiedyś już przypadkiem padł jej adres na live, i zażartowałam, że kiedyś pokaże rejestrację wybranka i będzie stalkowanie.
Niedługo później się zebrali, a godzinę później dostałam wiadomość od niej, że ją skompromitowałam w oczach R., ośmieszyłam, wygadałam takie rzeczy o tych lajwach, itd. Że czuła się jak pouczana przez nauczyciela. Zrobiłam wielkie oczy, powiedziałam, że to była zwykła rozmowa, że to ona sama się skompromitowała swoimi tekstami o ex, żeby sie zastanowiła nad sobą. Poczułam się jak skończona kretynka. Że latam wokół gówniary i jej wybranka, a ta jeszcze mnie strofuje i robi wyrzuty. Przepłakałam wieczór ale nawet nie dlatego, że było mi przykro, tylko na siebie byłam wściekła.
Napisałam też, że w piątek nie przyjadę.

W piątek rano napisała jak gdyby nigdy nic jak się czuje. Zbaraniałam i powiedziałam, że źle. Ona kompletnie nie czaiła o co mi chodzi. Była zdziwona, że jej szczerości nie doceniam i "strzelam fochy". Byłam po prostu zszokowana... Napisałam tylko, żeby się nad sobą zastanowiła.
Od tamtej pory jest cisza. Wczoraj wrócili do siebie, zero kontaktu.
Moja siostra jak to usłyszała, to stwierdziła, że ona tak się zachowała w czwartek, żeby pokazać, że jest "lepsza" ode mnie i poczuła konkurencję, mimo, że ja absolutnie do tego faceta nie zarywałam. Generalnie dla niej to byłby koniec znajomości i nawet nie mam co bawić się i tracić czasu na tłumaczenia, bo mam do czynienia z osobą z przerośniętym ego i bardzo poważnymi brakami w zakresie kultury osobistej.

Możecie mi powiedzieć jak ta cała sytuacja, relacja wygląda z Waszej perspektywy? Uważacie, że powinnam tu jeszcze coś wyjaśniać, tlumaczyć? Ja nadal zbieram szczękę z podłogi i uwierzyć nie mogę w to co się wydarzyło...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Toksyczna "przyjaciółka"?...

No a Ty nie potrafisz po prostu urwać z nią kontaktu, skoro tak bardzo Ci wszystko w niej przeszkadza?

Co tu niby toksycznego? Ona jest jaka jest, a Ty nic z tym nie robisz. Jak Ci przeszkadza, to przestań jej odpisywać, nie odbieraj, albo powiedz wprost, że nie chcesz mieć kontaktu i wyrąbane. Przecież nie z każdym musisz pisać.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

3

Odp: Toksyczna "przyjaciółka"?...
Lady Loka napisał/a:

No a Ty nie potrafisz po prostu urwać z nią kontaktu, skoro tak bardzo Ci wszystko w niej przeszkadza?

Co tu niby toksycznego? Ona jest jaka jest, a Ty nic z tym nie robisz. Jak Ci przeszkadza, to przestań jej odpisywać, nie odbieraj, albo powiedz wprost, że nie chcesz mieć kontaktu i wyrąbane. Przecież nie z każdym musisz pisać.

Acha... no w sumie... racja. yikes

4 Ostatnio edytowany przez Gary (2021-09-05 18:13:29)

Odp: Toksyczna "przyjaciółka"?...
Jamijka napisał/a:

... Na każdym kroku jednak ona podkreślała swoją dojrzałość, dorosłość, itd.

Mistrz nie ogłasza się mistrzem. Czerwona lampka.



W zasadzie to trochę się wprosiła ale ok. Zgodziłam się.

Czerwona lampka ... druga już.



żeby nie powiedzieć nietaktowną/ osobą. Mój mąż zrobił wielkie oczy jak zobaczył jej styl bycia ale przesadnie nie komentował.

Ty, mąż... trzecia, czwarta lampka ostrzegawcza.



... spotykać się z facetem 23 lata starszym od niej, .... Ulewało mi się. .... to albo bez słowa się rozłączała, albo odkładała tel i ja słuchałam jak obsługuje klienta. ... brak szacunku do mnie, .... zadzwoniła rozhisteryzowana, zaryczana, że to koniec, że ją wybranek oszukał i w ogóle dramat straszliwy się rozegrał. Jak zawsze wysłuchałam, doradziłam, uspokoiłam... Ona i tak zrobiła po swojemu i "dała szansę".

To bardzo moralne, że dajesz jej duchowe wsparcie.
I bardzo niemoralne, że krzywdzisz przy tym siebie.




... podczas pożegnania, ona rzuciła tekstem, że może jutro wpadną do mnie na obiad. Trochę mnie wgięło ale zgodziłam się.

Jakaś Ty miękka, uległa, i nieszczęśliwa.
Prawie było mi Cię żal, ale zaraz sobie przypomniałem, że to Ty się zachowujesz niemoralnie dając się tak traktować.
Karmisz pasożyta, siebie dajesz jako żywiciela.
Nie pomagasz pasożytowi.
Same grzechy.



... rzuciła od czapy tekstem, że z nas to takie dwa kur...szcza ale ze mnie większe /taki haha żart/, szczyt żenady poczułam jak zaczęła rozprawiać o swoich byłych, seksie z nimi, o tym jak sobie cycki chce powiększyć. Boże, czułam się koszmarnie zażenowana.

Ona taka jest i tak się zachowywała... nie powinnaś się dziwić. Była sobą po prostu.



Wiedziała, że jestem zmęczona ale ze śmiechem chciała jeszcze kawki, jeszcze coś tam.

No przecież zadeklarowałaś się do podjęcia ich w gości... Pierwsze danie, drugie danie, deser, kawa.



... dostałam wiadomość od niej, że ją skompromitowałam w oczach R., ośmieszyłam, wygadałam takie rzeczy o tych lajwach, itd. Że czuła się jak pouczana przez nauczyciela.

Faktycznie tak się czuła. Ona jedzie swoimi żartami, a Ty jakby jej matka ją strofujesz co można co nie można i jeszcze złośliwie jakby mówisz, że "miała live'a". A może jej facet nie wiedział, żę ona ma live'a? Uprzejma przyjaciółka doniosła...



Przepłakałam wieczór ale nawet nie dlatego, że było mi przykro, tylko na siebie byłam wściekła.

Źle postępujesz ze sobą faktycznie.



Moja siostra jak to usłyszała, to stwierdziła, że ona tak się zachowała w czwartek, żeby pokazać, że jest "lepsza" ode mnie i poczuła konkurencję, mimo, że ja absolutnie do tego faceta nie zarywałam.

Nie czaisz bazy. To tak jakbyś chciała udomowić żmiję. Żmija ugryzła Cię w rękę, a po chwili siedzi zadowolona. A twoja siostra mówi "żmija tak się zachowywała bo pewnie poczuła się odrzucona i chciała na siebie zwrócić uwagę".

No nie...

Żmija jest jaka jest, ugryzła i nie ma w tym większej filozofii. Żmija gryzie.

Tak samo twoja niby-przyjaciółka taki ma sposób bycia, tak się zachowuje, takie ma wartości i nie ma sensu dorabiać tutaj teorii.




Uważacie, że powinnam tu jeszcze coś wyjaśniać, tlumaczyć?

NIe tłumaczyć.
Nie zrywać.
Wygasić kontakt.
Nie dać sobą pomiatać.




Ja nadal zbieram szczękę z podłogi i uwierzyć nie mogę w to co się wydarzyło...

Tak -- jeśli komuś coś trzeba wyjaśnić, to Tobie. Bo nie wiesz jak się masz zachowywać.

Przykłady dwa:

1. jeśli ona dzwoni z pracy, a odkłada słuchawkę i słyszysz jak obsługuje klienta, to nie czekasz jak pies pod drzwiami, tylko się trzeba było rozłączyć

2. jeśli ona się do Ciebie wprasza, to mówisz, że nie planujesz takiego spotkania u siebie w domu

3. jeśli ona dzwoni, kiedy Ty nie masz ochoty, to nie odbieraj; oddzwaniaj wtedy kiedy ona nie może rozmawiać

Za każdym razem gdy ona postępuje źle musi być delikatnie karana.
To takie wychowanie jakby, o ile chcesz ją wychowywać.

Myślę, że twój mąż byłby dla Ciebie dobrym wsparciem, bo czai bazę i powie Ci jak by się on zachował w danej sytuacji. Mąż... pytaj męża.

Rozmowy z tą dziewczyną pewnie niewiele wniosą. Cokolwiek będziesz tłumaczyć, to ona nie zrozumie. Twoje postępowanie może ją nieco wyprostować -- coś jakby dawać jej pałką w głupią głowę. Coś jakby tej żmiji oswajanej pałką w łeb dać za każdym razem gdy będzie chciała ugryźć. Oduczy się.

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.
Odp: Toksyczna "przyjaciółka"?...
Jamijka napisał/a:

Tuż przed ich przyjazdem dowiedziałam się, że zostaję przyjęta na terapię dzienną /z powodu zaburzeń nerwicowych+jestem DDA/.

Czytałam i dziwiłam się, ale ten punkt akurat wiele wyjaśnia. Masz ewidentne problemy z obroną własnych granic i jeszcze wiele tu pracy przed tobą. Twoja znajoma też ma ewidentnie jakieś problemy, ale nie chce mi się tu nad nią zastanawiać.

Takie połamane osoby, często wchodzą w połamane związki, które też są połamane, ale potrafią czasem działać latami, bo skrzywienia partnerów i ich wypracowane w dzieciństwie strategie radzenia sobie z wrogim światem zazębiają się ze sobą, a to czego doświadczają ze strony partnera chociaż niezdrowe przypomina to do czego od dziecka są przyzwyczajeni, więc wydaje im się, że to coś normalnego. A tutaj masz podobną sytuację, tyle że nie w związku, a w "przyjaźni".

Daruj sobie tę znajomość, skończ terapię, a później spróbuj odpowiedzieć sobie  na pytania:
- co takiego dawała ci ta znajomość i dlaczego ciągnęło cię do tej akurat osoby,
- dlaczego godziłaś się na sytuacje, które wywoływały twój dyskomfort.

Musimy wiedzieć. Będziemy wiedzieć.
- David Hilbert

6

Odp: Toksyczna "przyjaciółka"?...

Dziękuję Gary za Twój post.
Mój mąż powiedział, tylko tyle, że dla niego to zawsze była wieśniara i tyle w temacie. Więc za dużo się nie dowiedziałam.
A ona właśnie do mnie napisała i przeprosiła za to co napisała /o tym niby kompromitowaniu w oczach jej mezczyzny/. Powiedziałam jej, że pogadamy przez tel, bo za dużo by pisać ale już nie dziś. Faktycznie chciałabym jej coś do głowy wbić ale zastanawiam się, czy jest w ogóle sens... Nie do końca też wiem jak to ubrać wszystko w słowa.

7

Odp: Toksyczna "przyjaciółka"?...
Mira Żmijewska napisał/a:

Daruj sobie tę znajomość, skończ terapię, a później spróbuj odpowiedzieć sobie  na pytania:
- co takiego dawała ci ta znajomość i dlaczego ciągnęło cię do tej akurat osoby,
- dlaczego godziłaś się na sytuacje, które wywoływały twój dyskomfort.

Co mi daje? Jest... Bardzo mi brakowało przyjaciółki i szukałam na siłę, teraz to widzę wyraźnie.
Dlaczego? Bo tak zostałam nauczona. Że nie można być niemiłym dla gości, choćby Ci sr...li na łeb. I też byłam po prostu zszokowana, serio. Rosła we mnie wściekłość ale no co miałam zrobić? Poza tym to nie pierwsza tak relacja gdzie się wchodzi mi na łeb.

8

Odp: Toksyczna "przyjaciółka"?...

Ludzie traktują cię tak, jak im na to pozwalasz. Ty zagryzałaś wargi żeby przyjmować w swoim własnym domu kogoś, kto ci nie pasuje, zachowuje się nieakceptowalnie dla ciebie i jeszcze zadajesz pytania, co kto o tym myśli?

Dlaczego mówisz "Tak" gdy myślisz "NIE'?

Wyznaczanie granic jest bardzo zdrową formą szanowania samej siebie. Właśnie mówienie że coś ci się nie podoba i tego nie akceptujesz sprawia, że uczysz ludzi szacunku do siebie. Jeśli siedzisz cicho jak mysz pod miotłą i pozwalasz, żeby ci miażdżono twoje poczucie godności właśnej na twoich oczach, to woda na młyn dla wszelkiej maści zachwianych emocjonalnie osob.

Nie jest twoim zadaniem uszczęśliwianie innych, nie po to się urodziłaś i nie po to żyjesz. Chyba z tą oczywistą prawdą masz jakieś problemy autorko i nad tym powinnaś starannie popracować.

A koleżanka wykorzystała cię jak umiała, pozwoliłaś na to więc masz co chciałaś. Czas iść po rozum do głowy i lepiej dobierać przyjaciół. Oczywiście gdy zrozumiesz jaki mechanizm zadziałał w tym opisanym przez ciebie przypadku, będzie ci w przyszłości łatwiej, dużo łatwiej.

9 Ostatnio edytowany przez Mira Żmijewska (2021-09-05 18:33:17)

Odp: Toksyczna "przyjaciółka"?...
Jamijka napisał/a:

Faktycznie chciałabym jej coś do głowy wbić ale zastanawiam się, czy jest w ogóle sens...

Nie ma sensu. Nie da się zmienić drugiego człowieka. To się przeważnie nie udaje rodzicom, bardzo rzadko kiedy udaje się w związku, a już obcej osoby na pewno nie zmienisz i nie pouczysz.
No chyba, że satysfakcję daje ci samo "zbawianie świata", bo niektórych pociąga taka niekończąca się zabawa.

Musimy wiedzieć. Będziemy wiedzieć.
- David Hilbert

10 Ostatnio edytowany przez aniuu1 (2021-09-05 18:40:43)

Odp: Toksyczna "przyjaciółka"?...

Dziwię się, że po pierwszym spotkaniu gdzie poznałaś ją na żywo i wcale ci się nie spodobała utrzymywałas z nią dalej tak intensywny kontakt. Zrobiłaś mnóstwo rzeczy na które wcale nie miałaś ochoty. Ja bym wtedy zaczela wygaszac ta znajomość i nie byłoby drugiego spotkania. A w tym momencie to radze zrobić coś przyjemnego dla siebie, nie rozmyslac o tym i sie juz do niej nie odzywać. Po co cos tlumaczyc i ratować kontakt jak jej nie lubicie? Bardzo dobrze, że sama się odsunęła.
Spróbuj być czasem niemiła. Kiedy ludzie widzą, że zawsze jesteś miła wiedzą jak tobą manipulować. Wystarczy, że sa mili i robią z tobą co chcą. Skorzystają i na koniec zamiast podziekować to jeszcze cię wyśmieją.

Everyone you meet is fighting a battle you know nothing about. Be kind. Always.

11

Odp: Toksyczna "przyjaciółka"?...

Ja wiem, że to jest mój problem że stawianiem granic. Po prostu za wszelką cenę chciałam być chyba potrzebna, lubiana, akceptowana. Zaprzeczać samej sobie, że coś mi nie pasuje, być uległa. Mam to szczęście, że mój mąż nie wykorzystuje tej mojej słabości, tutaj niestety trafiło na podatny grunt. No nic, powiem jej co mi nie leżało ale ona nie sądzę żeby to do siebie dopuściła i pewnie obróci kota ogonem. Nie chcę nawet tego robić ale czuję jakoś, że powinnam.

12

Odp: Toksyczna "przyjaciółka"?...

Mówicie, żeby wygasić znajomość. No ok ale jak? Naprawdę nie wiem.
A nie chce już pozwalać na takie zachowanie. Znosiłam je, bo gdy J. była w pojedynkę, nie było ono aż tak irytujące. Natomiast gdy na horyzoncie pojawiły się spodnie, to dosłownie patrzeć nie mogłam na to co ta dziewczyna wyczynia. Faktycznie trochę to z boku wyglądało jakby poczuła we mnie konkurentkę i chciała mi dosrac. Absurdalne, bo po 1. mam męża, po 2. to jej facet, a po 3. dla mnie za duża różnica wieku, gdzie jestem 10 lat starsza od niej.

13

Odp: Toksyczna "przyjaciółka"?...
Jamijka napisał/a:

Mój mąż powiedział, tylko tyle, że dla niego to zawsze była wieśniara i tyle w temacie. Więc za dużo się nie dowiedziałam.

No dobra... czyli mąż by skasował tę przyjaciółkę. Dla Ciebie jej zachowanie jest toksyczne. Ale jak ją skasujesz, to czegoś w życiu Ci zabraknie, prawda? I dlatego nie chcesz tej relacji wygasić?


A ona właśnie do mnie napisała i przeprosiła za to co napisała /o tym niby kompromitowaniu w oczach jej mezczyzny/.

To dobrze, że sama puknęła się w głowę...



Powiedziałam jej, że pogadamy przez tel, bo za dużo by pisać ale już nie dziś. Faktycznie chciałabym jej coś do głowy wbić ale zastanawiam się, czy jest w ogóle sens... Nie do końca też wiem jak to ubrać wszystko w słowa.

Nie pogadasz z nią. Żadne słowa do niej nie dotrą. To jakby tej żmiji tłumaczyć, że nie wolno kąsać, a potem żmija znowu chce ugryźć a Ty znowu się będziesz denerwować.

Jak chcesz jednak żmiję oswajać, to jak już się szykuje do ukąszenia, to trzeba dać w łeb. W końcu się nauczy.

Innymi słowy sztuka polega na tym, aby ona Tobie nie szkodziła.
Przypuszczam nawet, że Ty jesteś dla niej ważna, bo ona nie ma przyjaciółek.

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.

14

Odp: Toksyczna "przyjaciółka"?...
Gary napisał/a:
Jamijka napisał/a:

Mój mąż powiedział, tylko tyle, że dla niego to zawsze była wieśniara i tyle w temacie. Więc za dużo się nie dowiedziałam.

No dobra... czyli mąż by skasował tę przyjaciółkę. Dla Ciebie jej zachowanie jest toksyczne. Ale jak ją skasujesz, to czegoś w życiu Ci zabraknie, prawda? I dlatego nie chcesz tej relacji wygasić?


A ona właśnie do mnie napisała i przeprosiła za to co napisała /o tym niby kompromitowaniu w oczach jej mezczyzny/.

To dobrze, że sama puknęła się w głowę...



Powiedziałam jej, że pogadamy przez tel, bo za dużo by pisać ale już nie dziś. Faktycznie chciałabym jej coś do głowy wbić ale zastanawiam się, czy jest w ogóle sens... Nie do końca też wiem jak to ubrać wszystko w słowa.

Nie pogadasz z nią. Żadne słowa do niej nie dotrą. To jakby tej żmiji tłumaczyć, że nie wolno kąsać, a potem żmija znowu chce ugryźć a Ty znowu się będziesz denerwować.

Jak chcesz jednak żmiję oswajać, to jak już się szykuje do ukąszenia, to trzeba dać w łeb. W końcu się nauczy.

Innymi słowy sztuka polega na tym, aby ona Tobie nie szkodziła.
Przypuszczam nawet, że Ty jesteś dla niej ważna, bo ona nie ma przyjaciółek.

Nie ma przyjaciółek, masz rację. Będę chciała o tym pogadać na terapii, bo totalnie nie rozumiem sama siebie. Czemu boje się konfrontacji, powiedzenia co mi nie leży, mimo, że jej chamstwo jest ewidentne. Z moim mężem na ten temat nie ma rozmowy. To jest Wiesniara i koniec. Dla niego szkoda nawet słów na jej temat. Wstyd mi przed Wami, że ja, stara baba potrzebuje się radzić w takich sprawach. Wstyd...

15 Ostatnio edytowany przez Gary (2021-09-05 21:16:05)

Odp: Toksyczna "przyjaciółka"?...

Nie ma przyjaciółek, masz rację.

No właśnie. Ma Cię jedyną.


Czemu boje się konfrontacji, powiedzenia co mi nie leży, mimo, że jej chamstwo jest ewidentne.

Bo na wybuchnie złością, a i tak nic nie zmienisz.


Wstyd mi przed Wami, że ja, stara baba potrzebuje się radzić w takich sprawach. Wstyd...

Żaden wstyd. Relacje z ludźmi są skomplikowane.




Jeśli nie chcesz wygasić relacji aby mieć przyjaciółkę, to możesz przyjąć inną politykę:

1. przyjaciółka jest "wadliwa", akceptujesz ją taką jaka jest, godzisz się ignorować niedogodności w waszej relacji

2. bardzo, bardzo, bardzo pilnujesz, aby się NIE POŚWIĘCAĆ


Ktoś powie, że jesteś bardzo wyrachowana, i fałszywa wobec "przyjaciółki"... ale z drugiej strony to może być bardzo moralne, że postępując odpowiednio robisz coś dobrego dla Ciebie (czyli siebie) oraz dla niej. Może trochę będizesz ją widzieć "z góry", i może czasem dasz jej w łeb bez skrupułów.

Zauważ, że ona jak coś nabroi pod wpływem emocji, bo potem wraca do normy i zachowuje się jakby nic nie zawaliła.


Na przykład...


Jamijka napisał/a:

Okazała się być bardzo głośną, bezpośrednią /żeby nie powiedzieć nietaktowną/ osobą.

Jej nietaktowność ignoruj. Ona taka jest, inna nie będzie.
Mąż powiedział, że "wieśniara" -- zatem ok, niech będzie wieśniara.
Nietaktowna.
Okej. Niech sobie taka będzie.

Mężowi powiedz:    "ona jest do bani, nietaktowna, wieśniara, ale jak zniknie to mi czegoś zabraknie, więc będę z nią trzymać kontakt, aby mi było dobrze, a Ty mężu przymknij na to oko... nawet możesz wychodzić sobie do swojego hobby gdy ona się pojawia. Ja teraz zadbam o to, aby ona mi ani Tobie nie szkodziła. Musimy jednak przymknąć oko na jej wieśniactwo. "



Mój mąż zrobił wielkie oczy jak zobaczył jej styl bycia ale przesadnie nie komentował. Stwierdził, że skoro mnie odpowiada jej usposobienie, to nie będzie się wtrącać.

Ok. Mądry mąż, dobry dla Ciebie. 


Były momenty gdzie bardzo działała mi na nerwy /zachwyty nad marką BMW, gadżeciarstwo, słowotok, krzykliwość/ ale wytrzymałam bez spiny do końca jej pobytu.

Ok. Ignorować. Nie denerwować się.
W razie czego pomyśl sobie    "Ale ona głupia... ale cóż zrobić...".



praktycznie od razu zaczęła polować na Tinderze na kolejnego faceta. Zaskoczyło mnie to ale ok... nie każdy musi tak przeżywać wszystko jak ja.

Ok. dobrze że akceptujesz takie jej działanie.



Po miesiącu zaczęła spotykać się z facetem 23 lata starszym od niej, w  wieku jej ojca. Zbaraniałam, powiedziałam szczerze co myślę, ale to jej sprawa i życie.

Dobrze zrobiłaś. Mam nadzieję, że nie spowodowało to u Ciebie gorszego samopoczucia.



Jej matka aż piała z radości /kolejny mój szok/. Niedługo później zapowiedziała się, że na początku września przyjeżdża do mojego miasta ze swoim nowym wybrankiem. Trochę pozwiedzać ale też oczywiście dla mnie. Niespecjalnie się ucieszyłam prawdę mówiąc. Męczyła mnie codziennymi telefonami, opowieściami co wyrabia w łóżku z nowym facetem, jaki on boski, cudny... Ulewało mi się.

W takiej sytuacji w połowie rozmowy powiedz jej "Słuchaj! Cieszę się, że Ci dobrze, masz super seks, ale zmęczyłaś mnie już rozmową na dzisiaj. Muszę kończyć."
Jak ona tego nie zrozumie to rozłącz się.

Na drugi dzień pewnie będzie jak gdyby nic się nie stało.
Możesz przetestować.
Nie miej poczucia winy -- to właśnie pacnięcie żmiji w łeb.

Ona nie ma się komu wygadać, więc Tobie nawija.


Dodatkowo do szału mnie doprowadzało to, że gadała ze mną w pracy i gdy przychodził np. klient i musiała kończyć, to albo bez słowa się rozłączała, albo odkładała tel i ja słuchałam jak obsługuje klienta. Odbierałam to jako kompletny brak szacunku do mnie,

Żmija nie wie że źłe zrobiła że ukąsiła.
Tego nie da się wytłumaczyć. Ona jest w swoim mózgu, z Tobą rozmawia, jest jej dobrze, pojawia się klient, mózg jej się przestawia, już nie czai emocji, Ciebie.. tylko zajmuje się klientem i robi co jej mózg podpowiedział.


coraz częściej po prostu nie odbierałam, bo nie chciało mi się tego wysłuchiwać.

Niech zgadnę... Ona nie zaczaiła że jej unikasz, i nawet nie miała pretensji że nie odbierałaś?



Jakoś 2 tyg przed jej wrześniowym przyjazdem, zadzwoniła rozhisteryzowana, zaryczana, że to koniec, że ją wybranek oszukał i w ogóle dramat straszliwy się rozegrał. Jak zawsze wysłuchałam, doradziłam, uspokoiłam...

Dobrze że jej pozwoliłaś mówić, Ty też posłuchałaś jej historii jak przyjaciółka.
Ważne, abyś w wyniku tych rozmów nie czuła się nieszczęśliwa, wyczerpana.
Nie współczuj jej. Bo i tak nieźle, że Cię ma. 



I przechodzimy do sedna. Tuż przed ich przyjazdem dowiedziałam się, że zostaję przyjęta na terapię dzienną /z powodu zaburzeń nerwicowych+jestem DDA/. Jest to mój 2. cykl i wiedziałam, że będę wykończona, uprzedziłam ją o tym fakcie. Oni mieli przyjechać we wtorek. Ja po 1. dniu na terapii w poniedziałek zaliczyłam atak paniki i spałam, więc nie dałam rady przygotować się na ich przyjazd /posprzątać, itd./,

NIE sprzątać dla NIEJ. Nie przejmuj się już. Nie rób dla niej rzeczy, które nie chcesz robić. Ona i tak tego nie zauważy.


powiedziałam więc, że możemy się spotkać w środę. J. nie była zachwycona ale przystała na to.

Jak ją dobrze urobisz, to przystanie na dowolne twoje warunki... nawet jak się obrazi na początku.



We wtorek po terapii wróciłam do domu, prasowałam i sprzątałam do 23 w nocy, chciałam, żeby było schludnie i miło jak mnie odwiedzi.

Nie postępuj tak.



ona rzuciła tekstem, że może jutro wpadną do mnie na obiad. Trochę mnie wgięło ale zgodziłam się.

Nic dla niej nie rób.
W takiej sytuacji bym powiedział   "Yyyy? Ty do mnie na obiad? Ale ja nie ugotuję..."
Ona się zdziwi, tak jakby dostała pałką w łeb.
Jak ochłonie to powiedz    "Mogę zrobić kawę i herbatę, a Ty przyjdź z ciastkami. Obiadu nie robię."
Ona znowu dostanie pałką w łeb. Ale przyjdzie z tymi ciastkami i w dodatku zadowolona.


Ona ubrana mega wyzywająco, szpile, wymalowana jak na imprezę, głowa zadarta do sufitu, sztucznie zanosząca się śmiechem. Wlazła mi w tych buciorach do domu,

OK. Te rzeczy właśnie musisz w niej akceptować. Że ona jest taka jaka jest... Ona nie czai twoich emocji.



pospieszała z tym obiadem, ...

W takiej sytuacji zrozum że ona nie jest zbyt mądra i powiedz "Mi się nie spieszy i obiad będzie kiedy będzie...".
Ona dostanie pałką w łeb, ale się uspokoi po chwili złości.


przy tym facecie rzuciła od czapy tekstem, że z nas to takie dwa kur...szcza ale ze mnie większe /taki haha żart/, szczyt żenady

To w jej pojęciu był komplement.
Dla Ciebie żenada, a dla niej erotyczne napięcie. Musisz to zaakceptować.
Dlatego nie chodź z nią do obcych ludzi np. na sylwestra to zrobi bydło.



poczułam jak zaczęła rozprawiać o swoich byłych, seksie z nimi, o tym jak sobie cycki chce powiększyć. Boże, czułam się koszmarnie zażenowana.

Ale już nie czuj się zażenowana. To jej świat przecież.



Poprosiłam ją, żeby zeszła z tematu i nie prowadziła takich dyskusji przy moim mężu

Jej się nie da wytłumaczyć.

Tylko pałką w łeb. Możęsz np. odpalić sobie komputer i czytać ciekawe rzeczy, albo puścić TV, albo wyjść do kuchni zrobić sobie kawę.



Wiedziała, że jestem zmęczona ale ze śmiechem chciała jeszcze kawki, jeszcze coś tam.

Zgodnie z zasadą, że nei robisz dla niej NIC czego nie chcesz robić, to w tej sytuacji trzeba było powiedzieć "Wiesz gdzie jest czajnik i kawa. Tylko nie nabrudź mi w kuchni, a ja już potem włożę szklanki do zmywarki".
Ostro z nią.

Druga metoda -- kompletnie zignorować że chce kawy. Na zasadzie pomyśleć sobie  "Eeee... głupia jesteś i nietaktowna, nie chce mi się kawki Ci robić...".


Myślałam, że mnie szlag trafi ale postanowiłam sobie, że wytrzymam.

Po porstu nie rob czego nie chcesz.



Niedługo później się zebrali, a godzinę później dostałam wiadomość od niej, że ją skompromitowałam w oczach R.,

WSZSYTKIE jej złości ignoruj. Na zasadzie pomyśl sobie "Panie! Przebacz jej bo nie wie co czyni.", albo "Bosz... jakaś Ty jest durna...". 
Ona tę swoją złość przeżyje, a potem będzie znowu zadowolona i uśmiechnięta.

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.

16

Odp: Toksyczna "przyjaciółka"?...

Miałam kilka takich znajomości, gdzie z czasem zobaczyłam, że zupełnie mi z daną koleżanką nie po drodze a te osoby były miłe i chciały utrzymać kontakt. Przyznam, że po prostu przestałam wykazywać jakąkolwiek inicjatywę jesli chodzi o spotkania i rozmowy, przestałam mieć czas.

Everyone you meet is fighting a battle you know nothing about. Be kind. Always.

17

Odp: Toksyczna "przyjaciółka"?...
Jamijka napisał/a:

Wstyd mi przed Wami, że ja, stara baba potrzebuje się radzić w takich sprawach. Wstyd...

Nie ma co się wstydzić. Jedną z przeszkód w wychodzeniu z niezdrowych przyzwyczajeń jest właśnie niechęć do przyznania się do tego, że robimy coś źle i głupio. W efekcie robimy to dalej i staramy się unikać nawet myślenia na ten temat.

A wystarczy sobie powiedzieć coś w stylu:

Ale ja się nie wstydzę, że wczoraj byłam głupia.

żeby móc zacząć zmieniać swoje życie praktycznie z dnia na dzień smile

Musimy wiedzieć. Będziemy wiedzieć.
- David Hilbert

18 Ostatnio edytowany przez madoja (2021-09-06 08:41:23)

Odp: Toksyczna "przyjaciółka"?...

Nie rozumiem jaką przyjaciółka TY BYŁAŚ DLA NIEJ. Od początku jej nie znosiłaś (widać to po sposobie w jaki piszesz). Jeszcze gdybyś pisała że początki były świetne i to super dziewczyna, ale Ty od początku jej nienawidziłaś, piszesz o niej z pogardą i wyższością. Jesteś fałszywa i nie chciałabym takiej przyjaciółki jak Ty.

19

Odp: Toksyczna "przyjaciółka"?...

Porozmawiałam z nią, powiedziałam co mi nie pasowało... Usłyszałam, że ona nie uważa swojego zachowania za niekulturalne, tylko po prostu ma na pewne rzeczy wyj...ane i już. Ale uważa się za kobietę z klasą. Nie ciągnęłam tego, powiedziałam, że nasze zdania za mocno się różnią i nie ma sensu tej znajomości ciągnąć, bo źle się z tym czuje. Przyjęła to i zakonczylysmy ta relacje.

20

Odp: Toksyczna "przyjaciółka"?...
Jamijka napisał/a:

powiedziałam, że ... nie ma sensu tej znajomości ciągnąć, bo źle się z tym czuje.

Też dobry wybór, skoro znajomość nie jest korzystna dla Ciebie.

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.

21

Odp: Toksyczna "przyjaciółka"?...
Gary napisał/a:
Jamijka napisał/a:

powiedziałam, że ... nie ma sensu tej znajomości ciągnąć, bo źle się z tym czuje.

Też dobry wybór, skoro znajomość nie jest korzystna dla Ciebie.

Nie była korzystna, a kopać z koniem się nie chciałam. Pouczanie i "walenie po łbie" też nie jest w moim stylu, ani na mojej nerwy.

22

Odp: Toksyczna "przyjaciółka"?...

Nie tak wygląda wzajemna przyjaźń.
Przyjaźń daje wsparcie, zrozumienie, pomoc w trudnym okresie. Nie widzę, żebyś to od niej dostała.
Zbudowałaś sobie wyobrażenie jej osoby na podstawie tego co pisała w internecie. Prawdziwą ją poznałaś w realu. Ty jej odpowiadasz bo czerpie korzyści, dajesz wsparcie, pocieszasz, tłumaczysz więc    nadal będzie chciała utrzymać relację. To przyjaźń jednostronna, w Twoją stronę są roszczenia i poprawianie sobie samooceny Twoim kosztem.

23

Odp: Toksyczna "przyjaciółka"?...
Agnes76 napisał/a:

Nie tak wygląda wzajemna przyjaźń.
Przyjaźń daje wsparcie, zrozumienie, pomoc w trudnym okresie. Nie widzę, żebyś to od niej dostała.
Zbudowałaś sobie wyobrażenie jej osoby na podstawie tego co pisała w internecie. Prawdziwą ją poznałaś w realu. Ty jej odpowiadasz bo czerpie korzyści, dajesz wsparcie, pocieszasz, tłumaczysz więc    nadal będzie chciała utrzymać relację. To przyjaźń jednostronna, w Twoją stronę są roszczenia i poprawianie sobie samooceny Twoim kosztem.

Właśnie póki co wydaje się, że nie chce tego kontaktu utrzymywać. Zadziwiająco łatwo poszło... Ale dla mnie to dobrze. Czuję ulgę.

Posty [ 23 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Toksyczna "przyjaciółka"?...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021