Hej, jakiś czas temu poznałam chłopaka - przez internet - ale jest fajny i normalny. Nadajemy na tych samych falach, świetnie się dogadujemy, na spotkaniach zdarza mi się płakać ze śmiechu. Chyba nigdy tak jeszcze z nikim nie miałam. Ja mam 27 lat, on 30 (to ma znaczenie w kwestii problemu). Więc ogólnie znajomość zapowiada się dobrze. Są tylko dwie sprawy, z których 1 bardziej mnie niepokoi. Znamy się niecałe 3 tyg, więc niedługo (jeszcze w związku nie jesteśmy), ale czuję, jakbym go znała dłużej i też jakoś tak wyszło, że w rozmowach poruszamy różne tematy.
1) on jest ateistą takim mocniejszym, ja osobą wierzącą (ale taką normalną, nie fanatyczką). Ale to by mi nie przeszkadzało, nie próbowałabym go nawracać ani nic. Szanuję, że on nie czuje, że jest Bóg i tyle. Nic na siłę, on też nie próbuje mi wpierać, że głupio robię itd. Zresztą mam przyjaciółkę wierzącą, która ma męża ateistę i wiem, że można to pogodzić. Gorszy jest 2 problem:
2) on raczej nie chce mieć dzieci. To jedynak, boi się odpowiedzialności, dzieci mu się kojarzą z uwiązaniem, zatraceniem siebie - rezygnacją z pasji itd. Pisał, że czuł, że dla rodziców był oczkiem w głowie, wszystko skupili na nim. Nie mieli pasji, nie wyjeżdżali nigdzie. Że świat kręcił się wokół niego. I że on by tak nie chciał. Ja mu napisałam, że ja kiedyś chciałabym mieć dziecko (teraz nie, ale może bliżej 30 bym o tym myślała). Rozumiem jego rozterki, ale też uważam, że dzieci wcale nie muszą oznaczać rezygnacji z siebie - dalej można mieć pasje, wszystko pogodzić. On na to odpisał, że jakby miał kiedyś partnerkę, to byłaby to kwestia do dyskusji.
Wiadomo, że takie rzeczy uzgadnia się już w związku, ale no my do związku dążymy. Generalnie nie było tak, że ucinał temat, dalej pisze do mnie bardzo dużo, nie zauważyłam czegoś takiego, że po moim wyznaniu nagle zaczął się oddalać. Widać, że się nakręcił trochę. Ja zresztą trochę też. Ale martwi mnie trochę myśl o przyszłości - czy to nie błąd angażować się w takiej sytuacji. Że za kilka lat powie mi, że definitywnie nie. Ale z drugiej strony szkoda mi tej znajomości, bo serio rzadko spotyka się kogoś, kto nadaje na tych samych falach. Czy to wszystko ma szansę się udać?
Każdy może za kilka lat powiedzieć definitywne nie (w każdej kwestii), poglądy się zmieniają i trzeba się z tym liczyć, nawet ktoś, kto teraz deklarowałby ogromne chęci posiadania dzieci nie jest gwarancją, że to się nie zmieni/ Dodatkowo on zostawia sprawę otwartą, co innego, jakby już teraz oświadczył, że nie wybraża sobie mieć dzieci kiedykolwiek. Moim zdaniem za wcześnie na tego typu rozważania i szkoda dobrze zapowiadającego się związku. Poznawaj go dalej, powodzenia!
Moze też nie móc mieć dzieci . I dlatego ma takie podejscie. I stawia sprawę jasno. Bo to się nie zmieni. Myslę ze to jest nie do przejscia. Masz rację. Radzę zmienić chłopaka albo zrezygnuj z posiadania dzieci. Coś ZA coś. Tutaj liczenie ze on zmieni zdanie jest irracjonalne.
3 tygodnie? Skupcie się na poznawaniu, seksie, zabawie, a nie jakieś tam dzieci. Równie dobrze za rok on może chcieć, a Ty nie.
Nie ma sensu wchodzic w relacje, jezeli juz teraz wiesz, ze w kwestii dzieci sie rozmijacie. To jest sprawa bardzo zero-jedynkowa i nie pogodzicie tego.
Wiare i ateizm mozna pogodzic, bo mozna sobie w tej kwestii nie wchodzic w droge, ale kwestii dzieci nie da sie osiagnac kompromisem.
Ale martwi mnie trochę myśl o przyszłości - czy to nie błąd angażować się w takiej sytuacji. Że za kilka lat powie mi, że definitywnie nie.
Autorko, wiele spraw można pogodzić- ateizm i wiarę, odmienne religie, ale jeżeli już teraz wiesz, że Ty dzieci chcesz, a on nie, to zacytowane powyżej Twoje słowa są tak wysoce prawdopodobne, że ja bym w to nie szła albo nie zwlekała z rozmowami na ten temat. Oczywiście rozmowy i deklaracje niczego nie gwarantują, ale minimalizują pewne ryzyka i stanowią pewną bazę do wielu kwestii "na potem". Troszkę jak z ustalaniem co dla kogo kryje się pod pojęciem zdrady, by potem nie usłyszeć "A ja nie wiedziałam/em, że Ciebie to tak zrani", a ty zostajesz z mętlikiem w głowie... "no bo nie wiedział" i czy mu teraz wybaczyć. Tym bardziej, że swoje lata już masz, a wizja posiadania dziecka jest dla Ciebie chyba naturalną. Moja daleka kuzynka aktualnie rozwodzi się z mężem, bo przez 7 lat wierzyła w jego "nie wiem czy chcę, ale nie mówię, że nie", "mamy jeszcze czas" i tak dalej i tak dalej. I po co? By w wieku 35 lat zostać rozwódką bez wymarzonego dziecka. Także uważam, że nie powinnaś bagatelizować takiego rozjazdu i się "świetnie bawić i tym cieszyć", skoro jest wam nie po drodze w tak istotnej kwestii.
7 2021-03-24 12:49:20 Ostatnio edytowany przez aniuu1 (2021-03-24 12:52:05)
To, że jego rodzice skupiali się tylko na nim i nie mieli swoich zainteresowań nie znaczy, że tak trzeba jak się ma dziecko. Moim zdaniem rodzice powinni pielęgnować swoje zainteresowania i dziecko może w jakiś sposób w tym uczestniczyć i korzystać z tego. Moim zdaniem nie jest dobrze, aby dawać swoim zachowaniem do zrozumienia dziecku, że jest centrum świata i jedynym co się liczy.
Może jak tak na to spojrzy to inaczej zacznie postrzegać kwestię dzieci.
Jeśli jednak zdecydowanie wykluczył by posiadanie dzieci to faktycznie raczej nie warto, bo nie pogodzicie waszych planów.
Hej, dziękuję Wam za odpowiedzi!
No właśnie u niego w domu było tak, że jego rodzice chcieli mieć jeszcze więcej dzieci, ale w wyniku komplikacji po porodzie już nie mogli. I chyba strasznie skupili się na nim, dużo od niego wymagali. Pod względem nauki itd. Przez co trochę się buntował. Teraz by chcieli wnuka i go dopytują o to hehe. U mnie w domu jest to samo, ale ja mam 2 rodzeństwa, więc zawsze ten nacisk jakoś rozkładał się i nie czułam aż takiego obciążenia. A on to obciążenie i nadmierne oczekiwania z dzieciństwa nadal odczuwa np. teraz w pracy, stresuje się bardzo itd. Więc widzę, że to wszystko mogło mieć na niego wpływ, tak jakby nie rozumiał, że można mieć też fajne i ciekawe życie, mając dzieci. Że dziecko nie oznacza końca jego szansy na szczęśliwe życie.
Generalnie to wiadomo, mam ochotę po prostu cieszyć się znajomością, poznawać się i nie myśleć o tym wszystkim. Bo w tym momencie sama bym dziecka jeszcze nie chciała. Może też za bardzo analizuję, przecież nie wiadomo, czy to on będzie moim mężem itd. Różnie bywa. Ale z drugiej strony boję się tego, że będę żałować. Nie wiem, co dla niego oznacza, że jakby miał partnerkę, to byłaby to sprawa do dyskusji. W sensie czy byłby skłonny na rozmowy, przemyślenia, kompromisy (kompromis to 1,5 dziecka haha). Czy teraz tak tylko pisze, żeby mnie nie odstraszyć na starcie.
Autorko, jedno ważne pytanie - po co szukasz partnera? Jeden najważniejszy powód?
Jeżeli jest to założenie rodziny to z tym panem tracisz czas.
Facet ma 30 lat i nie ma co liczyć na to, że jeszcze zmieni zdanie. Prędzej gdyby był niedojrzałym licealistą/studentem, który jeszcze nie zna życia.
Jest między Wami chemia, to początek znajomości i możesz patrzeć na niego przez różowe okulary, o ważnych kwestiach myśląc, że jakoś się to ułoży. Ale motyle opadną i zostaniesz z człowiekiem, z którym macie zupełnie odmienne wizje przyszłości.
Ja bym Ci radziła wycofać się z tej znajomości teraz, kiedy nie jesteś jeszcze mocno zaangażowana.
11 2021-03-25 18:58:37 Ostatnio edytowany przez blueangel (2021-03-25 19:02:50)
wiem, ze latwo powiedziec, gdy w gre wchodza uczucia, ale jesli jeszcze nie zdazylas sie zaangazowac to lepiej to zostaw i nie trac koncowki najlepszych lat na zwiazek bez przyszlosci i szanse poznania kogos z kim, te przyszlosc moglabys stworzyc. . to sa fundamentalne roznice. zwlaszcza, ze chodzi o dziecko/rodzine. zreszta nawet wiara/ateizm to zadkosc, ze sie uda. po pierwsze bd z ta wiara sama, po 2 to on cb od niej odciagnie, po 3 a jak jednak sie zradykalizuje, a bd mieli jednak te dziecko? bylam na grupie ateistycznej i tak czasem sie zdarza, chyba ze tez chcesz prowadzic potem wojne o komunie, uczeszczanie na religie,...