Dziewczyny...
Właśnie się dowiedziałam, że mój narzeczony - o którym już tu pisałam - zakomunikowal mi ostatnio, że musimy ograniczyć uprawianie seksu. Nie wspominałam wcześniej, że on jest bardzo wierzący, ja niekoniecznie, ale dogadujemy się i nikt nikomu niczego nie narzucal..do tej pory.
Nasz seks był częsty, namiętny i bez żadnego skrępowania. Zdarzal się brak chęci, a dwa razy odmowa ze względu na spowiedź - dość dawno. Później nic, zero wzmianek o tym, że seks przedmalzenski to grzech i nagle bum.
Stwierdził, że się boi, ma lęki i prosi mnie o ograniczenie. Nie potrafił określić dokładnie co to znaczy, na jaki czas, o jaką częstotliwość. Z jednej strony go rozumiem, ale z drugiej nie wyobrażam sobie związku bez seksu i oczekiwania, kiedy zdecyduje, że chce go uprawiać, jak długie będą te przerwy. Kocham go bardzo, obiecałam sobie ostatnio, że mu zaufam, ale pierwsza moja reakcja to zapytanie, czy z innymi dziewczynami też by tak było oraz czy coś jest ze mną nie tak.
Obiecałam zaufanie, ale cholera boję się, że jak będzie wyposzczony, pójdzie gdzieś z kolegami, wypije kilka piwek, nawinie się jakaś laska i się stanie... Boję się, że jeśli do naszego seksu dojdzie, to ja będę tylko workiem na sperme, bo on już nie będzie mógł wytrzymać żeby zaspokoić siebie. Dodam, że do tej pory poświęcał mi mnóstwo uwagi i czułości w łóżku.
Boję się, że coś się zmieni między nami. Chcę z nim uprawiać seks i nie wyobrażam sobie że miałabym czekać na stosunek np. miesiąc... Nie chcę wyjść na egoistke, ale już w głowie mi siedzi, że to moja wina i rodzą się podejrzenia, które opisalam powyżej...moje poczucie kobiecości upada, wiem, że będzie mi ciężko - on twierdzi że jemu też, bo uwielbia się ze mną kochać...bardzo boję się, jak to będzie wyglądać. Przysięga, że mnie kocha, że mu się podobam, nie ma innej i nigdy mnie nie zdradzi, ale wiara jest dla niego bardzo ważna i prosi o zrozumienie.
Proszę o rady ![]()