żonaty - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 34 ]

Temat: żonaty

Witajcie. 

Jestem załamana, jestem głupia i naiwna. 

Przez ponad rok spotykałam się z żonatym facetem. Poznaliśmy się w pracy. Nigdy nie sądziłam, że dopuszczę się takiego czynu, ale jednak.... Zaczęło się od rozmów, on mi mówił o swoim życiu. Jak nie układa mu się z żoną.. Mówił że jej nie kocha, że go nie pociąga. Uważa tylko swoją rodzinę, że tylko ona się dla niej liczy. Nawet w święta zostawiła go samego. Mi zaś mówił, że jestem dla niego najważniejsza, że ze mną czuję się szczęśliwy. Pomagał mi dużo w pracy. Ja też jak umiałam pomagałam mu. Spędzaliśmy że sobą bardzo dużo czasu. W końcu powiedziałam mu, że jeśli mamy dalej to ciągnąć, chciałabym aby rozstał się z żoną. On to przeciagal, tłumaczył mi że z nim nie będę szczęśliwa, że nie chce mi zmarnować życia. Po czasie nasze kontakty uległy ochłodzeniu, chociaż dalej mówi że zawsze mi pomoże i mogę z nim pogadać. Ja głupia wierzyłam, że skoro mnie kocha to będzie że mną. Ja bardzo się zakochałam, nikt nigdy nie był dla mnie taki jak on. Chociaż ostatnio to się też zmieniło.. Mówiłam mu, co czuje. On też mówił że nie jest mu łatwo ale ze nasz związek nie ma przyszłości, że nie ma nic, że jest dla mnie za stary, że ludzie będą nas wytykać palcami. Mówił że ja jeszcze sobie życie ułożę a on jesr za stary aby zaczynać wszystko od nowa i że musi być jak jest mimo że kocha... Zanim się poznaliśmy kupił z żoną mieszksnie(w większej częście to ona wyłożyła kasę) mówi że te mieszkanie go cieszy że w końcu będzie miał coś swojego bo do tej pory mieszka na stancji..  Dodam że jest ode mnie starszy o 15 lat. Mam do siebie żal i to co zrobiłam, że weszłam w taka relacje i mam za swoje.. To wszystko przez to że szczerze pokochałam i serce zwyciężyło nad rozumem. Teraz jest mi ciężko, bo nadal go widuje w pracy. Bardzo mi go brak. Żyć mi się odechciewa. Może był ktoś z was w podobnej sytuacji? Ja nie umiem się po tym pozbierać i wiem że to moja wina bo byłam naiwna. Mam nawet myśli, żeby skończyć te beznadziejne życie....

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-12-16 19:20:07)

Odp: żonaty

https://www.netkobiety.pl/t122587.html

https://www.netkobiety.pl/t117541.html

3

Odp: żonaty

Klasyka. Wyglądają to, że szanowny Pan wykorzystal Twoja naiwność. Podstawowa zasada, nie wchodzi się w żadna relacje z żonatymi mężczyznami... Tylko służbowo. Niestety sama jesteś sobie winna. Wiem, że nie chcesz tego słyszeć, ale tak jest. Jedyne co możesz teraz zrobić, to wziąć się w garść i nie dać mu satysfakcji, że cierpisz. Idź do przodu, zajmij się sobą, możesz poszukać innej pracy, otocz się rodzina i przyjaciółmi. Twoje życie jest zbyt cenne, abyś marnowała je na kogoś takiego jak ten człowiek. Głowa do góry, nie poddawaj się smile

4

Odp: żonaty
Stella_ napisał/a:

Klasyka. Wyglądają to, że szanowny Pan wykorzystal Twoja naiwność. Podstawowa zasada, nie wchodzi się w żadna relacje z żonatymi mężczyznami... Tylko służbowo. Niestety sama jesteś sobie winna. Wiem, że nie chcesz tego słyszeć, ale tak jest. Jedyne co możesz teraz zrobić, to wziąć się w garść i nie dać mu satysfakcji, że cierpisz. Idź do przodu, zajmij się sobą, możesz poszukać innej pracy, otocz się rodzina i przyjaciółmi. Twoje życie jest zbyt cenne, abyś marnowała je na kogoś takiego jak ten człowiek. Głowa do góry, nie poddawaj się smile

Tak ja wiem, że sama jestem sobie winna i byłam zwyczajnie naiwna.  Po za tym nigdy nie sądziłam, że wdam się w taką relacje bo nie myślałam dobrze o ludziach co to wchodzą z butami w czyjeś życie, aż tu nagle sama jestem w takiej relacji. Serce zwyciężyło nad rozumem i mam za swoje..

5 Ostatnio edytowany przez prego (2020-12-16 20:39:01)

Odp: żonaty

Sprawę trzeba potraktować, jako cenne doświadczenie życiowe. Chyba nie za bardzo wysoką ceną okupione. Przekonałaś się na własnej skórze. Nie wchodzimy w bliskie relacje z żonkosiami, jakie by bajki o złych zonach nie opowiadali. Po drugie. Tam gdzie pracujemy, nie romansujemy, bo potem są takie rzeczy jak masz.

6 Ostatnio edytowany przez justa_pl (2020-12-17 20:06:01)

Odp: żonaty

A gdyby porzucił żonę, swoją rodzinę - być może dzieci, zburzył wszystko co z żoną zbudowali - dla Ciebie - mogłabyś z tym żyć, patrzeć na siebie w lustrze ?
Może to jednak dobre dla Ciebie że tak się stało - pójdziesz dalej swoją drogą bez wyrzutów sumienia, że rozwaliłaś komuś życie i że nikt nie płacze przez Ciebie.   To bardzo ważne w życiu.
Szczęście w nieszczęściu - jak się mówi.

Wiem, że w chwili obecnej to zadne dla Ciebie pocieszenie - ale dla polepszenia samopoczucia pomyśl o tym.

7

Odp: żonaty
justa_pl napisał/a:

A gdyby porzucił żonę, swoją rodzinę - być może dzieci, zburzył wszystko co z żoną zbudowali - dla Ciebie - mogłabyś z tym żyć, patrzeć na siebie w lustrze ?
Może to jednak dobre dla Ciebie że tak się stało - pójdziesz dalej swoją drogą bez wyrzutów sumienia, że rozwaliłaś komuś życie i że nikt nie płacze przez Ciebie.   To bardzo ważne w życiu.
Szczęście w nieszczęściu - jak się mówi.

Wiem, że w chwili obecnej to zadne dla Ciebie pocieszenie - ale dla polepszenia samopoczucia pomyśl o tym.

Oczywiście, że czułabym się strasznie. Sama też nie chciałabym znaleźć się w takiej sytuacji. Nikt by nie chciał. Ja wiem ze zrobiłam głupotę, ale to było silniejsze ode mnie. Naprawdę szczerze pokochałam a serce nie sługa...
Oni nie mają dzieci, wiem też że oni nie funkcjonują jak normalne małżeństwo czyli bliskość, czule słowa. Żyją ze sobą bo oboje nie chcieli być sami, mieli swoje lata, ale to nie jest to co powinno być. On jak mi mówi nie chce zaczynać wszystkiego od nowa, nie ma nawet mieszkania i całe życie żyję na stancji. Mówi, że w dużej mierze trzyma go te mieszkanie, że chce w końcu stabilności a ja znajdę kogoś młodego, kto o mnie zadba i będę szczęśliwa.
Nie chce rozbijać komuś związków, po prostu strasznie się czuję przez własną głupotę i nie umiem się pozbierać..

8 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2020-12-17 21:21:19)

Odp: żonaty
Adelajda27 napisał/a:
justa_pl napisał/a:

A gdyby porzucił żonę, swoją rodzinę - być może dzieci, zburzył wszystko co z żoną zbudowali - dla Ciebie - mogłabyś z tym żyć, patrzeć na siebie w lustrze ?
Może to jednak dobre dla Ciebie że tak się stało - pójdziesz dalej swoją drogą bez wyrzutów sumienia, że rozwaliłaś komuś życie i że nikt nie płacze przez Ciebie.   To bardzo ważne w życiu.
Szczęście w nieszczęściu - jak się mówi.

Wiem, że w chwili obecnej to zadne dla Ciebie pocieszenie - ale dla polepszenia samopoczucia pomyśl o tym.

Oczywiście, że czułabym się strasznie. Sama też nie chciałabym znaleźć się w takiej sytuacji. Nikt by nie chciał. Ja wiem ze zrobiłam głupotę, ale to było silniejsze ode mnie. Naprawdę szczerze pokochałam a serce nie sługa...
Oni nie mają dzieci, wiem też że oni nie funkcjonują jak normalne małżeństwo czyli bliskość, czule słowa. Żyją ze sobą bo oboje nie chcieli być sami, mieli swoje lata, ale to nie jest to co powinno być. On jak mi mówi nie chce zaczynać wszystkiego od nowa, nie ma nawet mieszkania i całe życie żyję na stancji. Mówi, że w dużej mierze trzyma go te mieszkanie, że chce w końcu stabilności a ja znajdę kogoś młodego, kto o mnie zadba i będę szczęśliwa.
Nie chce rozbijać komuś związków, po prostu strasznie się czuję przez własną głupotę i nie umiem się pozbierać..

Ty wiesz? A skąd wiesz? Niech zgadnę, bo on Ci to powiedział. A co mial powiedzieć? Ze z żoną jest bliskość czułość i uczucie ale również jest rutyna wiec szuka odmiany z Tobą? Poszłabyś wtedy na ten romans? No jasne ze nie. A tak czulas się jedyna, kochana wyjątkowa a  ta żona to tylko taki niechciany dodatek ale usankcjonowany prawnie. Poczytaj wątki zdradzanych kobiet tu na forum. 90% z nich pisze ze był seks, bliskość, buziaki na dzien dobry i dowidzenia, wspolne wyjazdy i zero rozmow o tym ze żyją obok siebie. A mimo to okazywało się ze na boku była kochanka. Bo nowa, bo inna, bo to ktoś dla kogo znudzony niewierny mógł być znowu adonisem, wybawcą, silnym ramieniem a nie starym , poczciwym przewidywalnym mężem w rozdeptanych kapciach.
Dziwi mnie ze nie jesteś tego świadoma. Obstawiam ze jestes tylko się sama przed sobą wypierasz by nie czuć się podle jako ta, ktora położyła łapę na szczęściu innej kobiety. Latwiej jest sobie wmawiać ze ona i tak nie była z nim szczęśliwa i nic wielkiego się nie stało ze weszłaś z butami  w to małżeństwo.
Pobudka moja droga. Zamiast się rozczulać nad tym zakończonym "love story" porządnie się wkurz na siebie i na niego i zdaj sobie sprawę że masz teraz szanse wyjść z gufnianego układu który krzywdził wszystkich. Poboli ale wkoncu przestanie.

9

Odp: żonaty
Adelajda27 napisał/a:

Witajcie. 

Jestem załamana, jestem głupia i naiwna. 

Przez ponad rok spotykałam się z żonatym facetem. Poznaliśmy się w pracy. Nigdy nie sądziłam, że dopuszczę się takiego czynu, ale jednak.... Zaczęło się od rozmów, on mi mówił o swoim życiu. Jak nie układa mu się z żoną.. Mówił że jej nie kocha, że go nie pociąga. Uważa tylko swoją rodzinę, że tylko ona się dla niej liczy. Nawet w święta zostawiła go samego. Mi zaś mówił, że jestem dla niego najważniejsza, że ze mną czuję się szczęśliwy. Pomagał mi dużo w pracy. Ja też jak umiałam pomagałam mu. Spędzaliśmy że sobą bardzo dużo czasu. W końcu powiedziałam mu, że jeśli mamy dalej to ciągnąć, chciałabym aby rozstał się z żoną. On to przeciagal, tłumaczył mi że z nim nie będę szczęśliwa, że nie chce mi zmarnować życia. Po czasie nasze kontakty uległy ochłodzeniu, chociaż dalej mówi że zawsze mi pomoże i mogę z nim pogadać. Ja głupia wierzyłam, że skoro mnie kocha to będzie że mną. Ja bardzo się zakochałam, nikt nigdy nie był dla mnie taki jak on. Chociaż ostatnio to się też zmieniło.. Mówiłam mu, co czuje. On też mówił że nie jest mu łatwo ale ze nasz związek nie ma przyszłości, że nie ma nic, że jest dla mnie za stary, że ludzie będą nas wytykać palcami. Mówił że ja jeszcze sobie życie ułożę a on jesr za stary aby zaczynać wszystko od nowa i że musi być jak jest mimo że kocha... Zanim się poznaliśmy kupił z żoną mieszksnie(w większej częście to ona wyłożyła kasę) mówi że te mieszkanie go cieszy że w końcu będzie miał coś swojego bo do tej pory mieszka na stancji..  Dodam że jest ode mnie starszy o 15 lat. Mam do siebie żal i to co zrobiłam, że weszłam w taka relacje i mam za swoje.. To wszystko przez to że szczerze pokochałam i serce zwyciężyło nad rozumem. Teraz jest mi ciężko, bo nadal go widuje w pracy. Bardzo mi go brak. Żyć mi się odechciewa. Może był ktoś z was w podobnej sytuacji? Ja nie umiem się po tym pozbierać i wiem że to moja wina bo byłam naiwna. Mam nawet myśli, żeby skończyć te beznadziejne życie....

Zaskakujące, że tak mu z żoną było nie po drodze, a jednak chwilę wcześniej kupili mieszkanie, a jednak nie chce dla Ciebie, swojej "miłości", od niej odejść, a jednak nagle stał się za stary, boi się, że będą Was wytykać palcami. Widzisz tu gdzieś szczerą miłość?

Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że mówił, że kocha, że jesteś najważniejsza, że tam nic go nie trzyma, bo wiedział, co chcesz usłyszeć, jednak słowa i rzeczywistość w takich przypadkach zwykle dzielą lata świetlne. Klasyka gatunku, a Ty okazałaś się być równie klasyczną (przepraszam za określenie, ale tylko ono jest tu właściwe) naiwną kochanką, która w to wszystko uwierzyła.

Na koniec pytanie: czego tak naprawdę od nas oczekujesz?

10

Odp: żonaty
feniks35 napisał/a:
Adelajda27 napisał/a:
justa_pl napisał/a:

A gdyby porzucił żonę, swoją rodzinę - być może dzieci, zburzył wszystko co z żoną zbudowali - dla Ciebie - mogłabyś z tym żyć, patrzeć na siebie w lustrze ?
Może to jednak dobre dla Ciebie że tak się stało - pójdziesz dalej swoją drogą bez wyrzutów sumienia, że rozwaliłaś komuś życie i że nikt nie płacze przez Ciebie.   To bardzo ważne w życiu.
Szczęście w nieszczęściu - jak się mówi.

Wiem, że w chwili obecnej to zadne dla Ciebie pocieszenie - ale dla polepszenia samopoczucia pomyśl o tym.

Oczywiście, że czułabym się strasznie. Sama też nie chciałabym znaleźć się w takiej sytuacji. Nikt by nie chciał. Ja wiem ze zrobiłam głupotę, ale to było silniejsze ode mnie. Naprawdę szczerze pokochałam a serce nie sługa...
Oni nie mają dzieci, wiem też że oni nie funkcjonują jak normalne małżeństwo czyli bliskość, czule słowa. Żyją ze sobą bo oboje nie chcieli być sami, mieli swoje lata, ale to nie jest to co powinno być. On jak mi mówi nie chce zaczynać wszystkiego od nowa, nie ma nawet mieszkania i całe życie żyję na stancji. Mówi, że w dużej mierze trzyma go te mieszkanie, że chce w końcu stabilności a ja znajdę kogoś młodego, kto o mnie zadba i będę szczęśliwa.
Nie chce rozbijać komuś związków, po prostu strasznie się czuję przez własną głupotę i nie umiem się pozbierać..

Ty wiesz? A skąd wiesz? Niech zgadnę, bo on Ci to powiedział. A co mial powiedzieć? Ze z żoną jest bliskość czułość i uczucie ale również jest rutyna wiec szuka odmiany z Tobą? Poszłabyś wtedy na ten romans? No jasne ze nie. A tak czulas się jedyna, kochana wyjątkowa a  ta żona to tylko taki niechciany dodatek ale usankcjonowany prawnie. Poczytaj wątki zdradzanych kobiet tu na forum. 90% z nich pisze ze był seks, bliskość, buziaki na dzien dobry i dowidzenia, wspolne wyjazdy i zero rozmow o tym ze żyją obok siebie. A mimo to okazywało się ze na boku była kochanka. Bo nowa, bo inna, bo to ktoś dla kogo znudzony niewierny mógł być znowu adonisem, wybawcą, silnym ramieniem a nie starym , poczciwym przewidywalnym mężem w rozdeptanych kapciach.
Dziwi mnie ze nie jesteś tego świadoma. Obstawiam ze jestes tylko się sama przed sobą wypierasz by nie czuć się podle jako ta, ktora położyła łapę na szczęściu innej kobiety. Latwiej jest sobie wmawiać ze ona i tak nie była z nim szczęśliwa i nic wielkiego się nie stało ze weszłaś z butami  w to małżeństwo.
Pobudka moja droga. Zamiast się rozczulać nad tym zakończonym "love story" porządnie się wkurz na siebie i na niego i zdaj sobie sprawę że masz teraz szanse wyjść z gufnianego układu który krzywdził wszystkich. Poboli ale wkoncu przestanie.

Wiem to na 100% nie tylko z jego opowieści. I nie myśl że, czuję się dobrze z tym co zrobiłam bo jakby nie było nie powinnam się dać w tą wciągnąć. Niestety serce nie sługa i opanowało rozum. Ona też nie zawsze była wobec niego fair. A jeśli chodzi o to abym się obudziła to już to zrobiłam. Widzę jak sytuacja wygląda. Po prostu ciężko jest wyleczyć się z tej miłości.

11 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2020-12-17 21:47:53)

Odp: żonaty
Adelajda27 napisał/a:
feniks35 napisał/a:
Adelajda27 napisał/a:

Oczywiście, że czułabym się strasznie. Sama też nie chciałabym znaleźć się w takiej sytuacji. Nikt by nie chciał. Ja wiem ze zrobiłam głupotę, ale to było silniejsze ode mnie. Naprawdę szczerze pokochałam a serce nie sługa...
Oni nie mają dzieci, wiem też że oni nie funkcjonują jak normalne małżeństwo czyli bliskość, czule słowa. Żyją ze sobą bo oboje nie chcieli być sami, mieli swoje lata, ale to nie jest to co powinno być. On jak mi mówi nie chce zaczynać wszystkiego od nowa, nie ma nawet mieszkania i całe życie żyję na stancji. Mówi, że w dużej mierze trzyma go te mieszkanie, że chce w końcu stabilności a ja znajdę kogoś młodego, kto o mnie zadba i będę szczęśliwa.
Nie chce rozbijać komuś związków, po prostu strasznie się czuję przez własną głupotę i nie umiem się pozbierać..

Ty wiesz? A skąd wiesz? Niech zgadnę, bo on Ci to powiedział. A co mial powiedzieć? Ze z żoną jest bliskość czułość i uczucie ale również jest rutyna wiec szuka odmiany z Tobą? Poszłabyś wtedy na ten romans? No jasne ze nie. A tak czulas się jedyna, kochana wyjątkowa a  ta żona to tylko taki niechciany dodatek ale usankcjonowany prawnie. Poczytaj wątki zdradzanych kobiet tu na forum. 90% z nich pisze ze był seks, bliskość, buziaki na dzien dobry i dowidzenia, wspolne wyjazdy i zero rozmow o tym ze żyją obok siebie. A mimo to okazywało się ze na boku była kochanka. Bo nowa, bo inna, bo to ktoś dla kogo znudzony niewierny mógł być znowu adonisem, wybawcą, silnym ramieniem a nie starym , poczciwym przewidywalnym mężem w rozdeptanych kapciach.
Dziwi mnie ze nie jesteś tego świadoma. Obstawiam ze jestes tylko się sama przed sobą wypierasz by nie czuć się podle jako ta, ktora położyła łapę na szczęściu innej kobiety. Latwiej jest sobie wmawiać ze ona i tak nie była z nim szczęśliwa i nic wielkiego się nie stało ze weszłaś z butami  w to małżeństwo.
Pobudka moja droga. Zamiast się rozczulać nad tym zakończonym "love story" porządnie się wkurz na siebie i na niego i zdaj sobie sprawę że masz teraz szanse wyjść z gufnianego układu który krzywdził wszystkich. Poboli ale wkoncu przestanie.

Wiem to na 100% nie tylko z jego opowieści. I nie myśl że, czuję się dobrze z tym co zrobiłam bo jakby nie było nie powinnam się dać w tą wciągnąć. Niestety serce nie sługa i opanowało rozum. Ona też nie zawsze była wobec niego fair. A jeśli chodzi o to abym się obudziła to już to zrobiłam. Widzę jak sytuacja wygląda. Po prostu ciężko jest wyleczyć się z tej miłości.

Dopoki nie wiesz tego od zony swojego "misia" to nie wiesz tak naprawdę nic o tym jak wygląda ich związek. To ze on może w pracy innym tez rozpowiadał ze  z żoną jest tylko z wygody nie oznacza ze w domu nie był slodkim i kochanym mężusiem. Niektórzy mężczyźni nie lubią poprostu obnosić się ze swoją uczuciowością względem małżonki. Mój dobry kumpel mówi o żonie per "stara" i często na nią narzeka ale jak ona dzwoni to zupełnie inaczej się odnosi. I nie, to nie jest tak ze on w stosunku do niej coś udaje, on poprostu czuje się bardziej komfortowo przywdziewając przed ludźmi maskę szorstkiego faceta. Ktoś kto go zna dobrze wie jednak ze dla tej "starej" w ogień by poszedł.

12

Odp: żonaty
Olinka napisał/a:
Adelajda27 napisał/a:

Witajcie. 

Jestem załamana, jestem głupia i naiwna. 

Przez ponad rok spotykałam się z żonatym facetem. Poznaliśmy się w pracy. Nigdy nie sądziłam, że dopuszczę się takiego czynu, ale jednak.... Zaczęło się od rozmów, on mi mówił o swoim życiu. Jak nie układa mu się z żoną.. Mówił że jej nie kocha, że go nie pociąga. Uważa tylko swoją rodzinę, że tylko ona się dla niej liczy. Nawet w święta zostawiła go samego. Mi zaś mówił, że jestem dla niego najważniejsza, że ze mną czuję się szczęśliwy. Pomagał mi dużo w pracy. Ja też jak umiałam pomagałam mu. Spędzaliśmy że sobą bardzo dużo czasu. W końcu powiedziałam mu, że jeśli mamy dalej to ciągnąć, chciałabym aby rozstał się z żoną. On to przeciagal, tłumaczył mi że z nim nie będę szczęśliwa, że nie chce mi zmarnować życia. Po czasie nasze kontakty uległy ochłodzeniu, chociaż dalej mówi że zawsze mi pomoże i mogę z nim pogadać. Ja głupia wierzyłam, że skoro mnie kocha to będzie że mną. Ja bardzo się zakochałam, nikt nigdy nie był dla mnie taki jak on. Chociaż ostatnio to się też zmieniło.. Mówiłam mu, co czuje. On też mówił że nie jest mu łatwo ale ze nasz związek nie ma przyszłości, że nie ma nic, że jest dla mnie za stary, że ludzie będą nas wytykać palcami. Mówił że ja jeszcze sobie życie ułożę a on jesr za stary aby zaczynać wszystko od nowa i że musi być jak jest mimo że kocha... Zanim się poznaliśmy kupił z żoną mieszksnie(w większej częście to ona wyłożyła kasę) mówi że te mieszkanie go cieszy że w końcu będzie miał coś swojego bo do tej pory mieszka na stancji..  Dodam że jest ode mnie starszy o 15 lat. Mam do siebie żal i to co zrobiłam, że weszłam w taka relacje i mam za swoje.. To wszystko przez to że szczerze pokochałam i serce zwyciężyło nad rozumem. Teraz jest mi ciężko, bo nadal go widuje w pracy. Bardzo mi go brak. Żyć mi się odechciewa. Może był ktoś z was w podobnej sytuacji? Ja nie umiem się po tym pozbierać i wiem że to moja wina bo byłam naiwna. Mam nawet myśli, żeby skończyć te beznadziejne życie....

Zaskakujące, że tak mu z żoną było nie po drodze, a jednak chwilę wcześniej kupili mieszkanie, a jednak nie chce dla Ciebie, swojej "miłości", od niej odejść, a jednak nagle stał się za stary, boi się, że będą Was wytykać palcami. Widzisz tu gdzieś szczerą miłość?

Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że mówił, że kocha, że jesteś najważniejsza, że tam nic go nie trzyma, bo wiedział, co chcesz usłyszeć, jednak słowa i rzeczywistość w takich przypadkach zwykle dzielą lata świetlne. Klasyka gatunku, a Ty okazałaś się być równie klasyczną (przepraszam za określenie, ale tylko ono jest tu właściwe) naiwną kochanką, która w to wszystko uwierzyła.

Na koniec pytanie: czego tak naprawdę od nas oczekujesz?

Nie wrzucaj każdej tego typu sytuacji do jednego worka. Zasłużyłam na krytykę to prawda, ale wkurza mnie takie stereotypowe myślenie naiwnej kochanki. Może i byłam naiwna, mój błąd. Ale nie wiesz jak to wszystko wyglądało. Nie zawsze jest to takie proste jak nam się wydaje. Ktoś kto nie był w takiej sytuacji nie wie jak to jest. Ja sama jeszcze zanim to wszystko zaszło myślałam w sumie podobnie jak Ty i sądziłam, że mi to nigdy się nie przydarzy.
Mam nauczkę na przyszłość, taka lekcja. Dużo mnie ona nauczyła. Naiwna widocznie byłam, bo on jednak wolał wygodne życie niż mnie to jednak słaba miłość z jego strony. Sama nie wiem co myśleć w tym temacie. Zła jestem na siebie, że w to zabrnęłam.
A czego oczekuje od was? W sumie to niczego. Po prostu chciałam się wygadać i tyle.

13

Odp: żonaty

Zaws,e mnie bawią te stwierdzenia, że serce nie sługa i stało się.
Nic się samo nie stało, dałaś przyzwolenie, świadomie w to weszłaś i świadomie ponosisz teraz tego konsekwencje.
Zawsze mamy wybór czy idziemy za swoim zauroczeniem czy nie. Czy rozwijamy relację czy nie. Nikt mu Cię siłą do łóżka nie wsadził grożąc pistoletem.

14

Odp: żonaty
Lady Loka napisał/a:

Zaws,e mnie bawią te stwierdzenia, że serce nie sługa i stało się.
Nic się samo nie stało, dałaś przyzwolenie, świadomie w to weszłaś i świadomie ponosisz teraz tego konsekwencje.
Zawsze mamy wybór czy idziemy za swoim zauroczeniem czy nie. Czy rozwijamy relację czy nie. Nikt mu Cię siłą do łóżka nie wsadził grożąc pistoletem.

A czy ja napisałam, że ktoś mnie do tego zmusił?? Uczucia wzięły górę i stało się jak się stało. Ja się wcale nie uniewinniam.drugi raz bym tego nie zrobiła.

15 Ostatnio edytowany przez TypowyCharlie (2020-12-17 22:12:14)

Odp: żonaty

Kolejna osoba której miłość mózg wyłączyła i stała się warzywkiem, pacynką która sama podjąć decyzji nie potrafi... Typ pewnie nic do Ciebie nie czuł, a jedynie szukał okazji, odskoczni, a że trafiłaś się naiwna Ty, to skorzystał. Tak bardzo Cię kochał że wybrał żonę która jest taka okropna, zła i podła, a w dodatku go nie pociąga. Znasz ją w ogóle czy tylko z opowiadań swojego lovelasa? Lady Loka dobrze prawi, było to uciąć na początku, a nie brnąć w to po trupach.

16

Odp: żonaty
Adelajda27 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Zaws,e mnie bawią te stwierdzenia, że serce nie sługa i stało się.
Nic się samo nie stało, dałaś przyzwolenie, świadomie w to weszłaś i świadomie ponosisz teraz tego konsekwencje.
Zawsze mamy wybór czy idziemy za swoim zauroczeniem czy nie. Czy rozwijamy relację czy nie. Nikt mu Cię siłą do łóżka nie wsadził grożąc pistoletem.

A czy ja napisałam, że ktoś mnie do tego zmusił?? Uczucia wzięły górę i stało się jak się stało. Ja się wcale nie uniewinniam.drugi raz bym tego nie zrobiła.

Ale ja właśnie o tym mówię, że uczucia wzięły górę.bo im na to pozwoliłaś.
Czego oczekujesz? Głaskania po głowie?

17

Odp: żonaty
Adelajda27 napisał/a:

Nie wrzucaj każdej tego typu sytuacji do jednego worka. Zasłużyłam na krytykę to prawda, ale wkurza mnie takie stereotypowe myślenie naiwnej kochanki. Może i byłam naiwna, mój błąd. Ale nie wiesz jak to wszystko wyglądało. Nie zawsze jest to takie proste jak nam się wydaje. Ktoś kto nie był w takiej sytuacji nie wie jak to jest. Ja sama jeszcze zanim to wszystko zaszło myślałam w sumie podobnie jak Ty i sądziłam, że mi to nigdy się nie przydarzy.
Mam nauczkę na przyszłość, taka lekcja. Dużo mnie ona nauczyła. Naiwna widocznie byłam, bo on jednak wolał wygodne życie niż mnie to jednak słaba miłość z jego strony. Sama nie wiem co myśleć w tym temacie. Zła jestem na siebie, że w to zabrnęłam.

A w czym niby Twoja sytuacja była tak inna od pozostałych? Co tak wyjątkowego Ciebie spotkało, czego nie spotkało innych kochanek, do których zdradzający mąż jednak nie chciał odejść od żony? Przecież nie oszukiwał Cię twierdząc, że jest stanu wolnego, świadomie weszłaś w ten związek, a teraz wyłącznie ponosisz konsekwencje podjętej decyzji. Tu naprawdę nie ma żadnych cudów, wystarczy myśleć przed, a nie po fakcie. Jeśli coś jest lub stało się skomplikowane, to masz to na własne życzenie. 

No cóż, mleko się rozlało, dostałaś lekcję, pora wyciągnąć z niej wnioski i więcej nie popełniać podobnych błędów.

P.S.
Swoją drogą, to w końcu jesteś naiwna czy nie? Bo sama sobie przeczysz. Najpierw się oburzasz, twierdząc, że wkurza Cię bycie nazywaną naiwną kochanką, by zaraz potwierdzić, i to dwukrotnie, że tak właśnie jest.

18

Odp: żonaty

To że źle zrobiłam to się przekonałam. Ktoś kto nie jest w takiej sytuacji nie wie jak to jest. A po za tym nie będę wszystkiego dokładnie opisywać tu na forum. Napisałam tylko po krotce o co chodzi.
Naiwna jestem bo nie powinnam wchodzić w takie relacje. Chodziło mi raczej, że nie każdy romans czy kochanka jest taki jak wasz stereotyp, który macie w głowach. Nie można nikogo z góry oceniać, bo tak naprawdę nie wiecie jak było. Nie wrzucajcie każdej sytuacji do jednego wora.
Ja mam nauczkę na przyszłość. Nikt nie musi mnie tu pocieszać czy głaskać po głowie. Wcale tego od was nie oczekuje.

19

Odp: żonaty

Ale Ty nie wiesz co mamy w głowach. Ja tam nie mam stereotypowego obrazu kochanki.

20

Odp: żonaty
Adelajda27 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Zaws,e mnie bawią te stwierdzenia, że serce nie sługa i stało się.
Nic się samo nie stało, dałaś przyzwolenie, świadomie w to weszłaś i świadomie ponosisz teraz tego konsekwencje.
Zawsze mamy wybór czy idziemy za swoim zauroczeniem czy nie. Czy rozwijamy relację czy nie. Nikt mu Cię siłą do łóżka nie wsadził grożąc pistoletem.

A czy ja napisałam, że ktoś mnie do tego zmusił?? Uczucia wzięły górę i stało się jak się stało. Ja się wcale nie uniewinniam.drugi raz bym tego nie zrobiła.

Szczerze to ja tego nie rozumiem. Jak można tak nad sobą nie panować? Co to znaczy uczucia wzięły górę? Jak czuję że się za bardzo angażuje tam gdzie nie powinnam to zimny prysznic i w tył zwrot! a nie pitu pitu bo może coś , bo może ktoś. Bez ściemniania samej sobie ze rzeczywistość jest inna.
Trzeba być odpowiedzialnym za swoje uczucia i emocje, już dziecko tego uczymy a Ty dorosła osoba, teoretycznie dojrzała zwala winę za własne błędy na organ zwany sercem. Weź się w garść i skoro sama w to wlazłaś mając świadomość ze to złe to ponieś tego konsekwencje. Nie ma że boli.

21

Odp: żonaty

Między emocją a uczuciem droga daleka. Między myślą a decyzją o działaniu - także. Używane nie tylko w tym wątku zwroty typu 'naiwna/głupia byłam", "to było silniejsze ode mnie", it.p. służą jednemu: usprawiedliwieniu się w swoich oczach. No może jeszcze zebraniu wsparcia (rozumianego jako potakiwanie, przytakiwanie, użalanie) od innych kochanek/kochanków.

Adelajdo27, chcesz rady. Przyjrzyj się sobie. Znajdź przyczyny, tkwiące w Tobie, nie w Twym eks kochanku, które były podłożem diametralnych zmian w Twym sposobie myślenia, które zburzyły (a może jedynie ujawniły prawdziwą) hierarchię wartości.

22

Odp: żonaty

Ja wcale się nie próbuje usprawiedliwić. Nie szukam tu też wsparcia. Chciałam po prostu się wygadać. Wiem, że zrobiłam nierozsądnie. Jestem tylko człowiekiem i popełniam błędy jak każdy. To moja lekcja, która dużo mnie nauczyła. Nie wierzę, ze każdy już jest taki idealny. Najlepiej jak każdy spojrzy na siebie. Błędy popełnia każdy, ale trzeba z tego wyciągać wnioski. Tu jest głównie moja wina, że w to zabrnęłam. Nikogo innego nie próbuje odwiniac  za to co się stało.

23 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2020-12-18 12:58:54)

Odp: żonaty

Droga Autorko, probujesz tu nam w jakis sposob przedstawic twoja historia jako inna, niz te, ktore sie tu ciagle powtarzaja: historie zdrady malzenskiej, gdzie zonaty facet poszedl w tango, a kobieta ma serce, ktore nie jest sluga :-)

Otoz ja nie mam zadnych stereotypow w glowie. Wiem, ze KAZDA historia zyciowa jest inna.
Ale w twojej nie ma NIC nadzwyczajnego. Nic a nic.
I to nie jest tak, ze nic na to nie moglas poradzic. To bzdura.
Flirt, zauroczenie sie, zakochanie i seks TRZEBA SWIADOMIE DOPUSCIC.

I jestem pewna, ze gdyby on paluszkiem kiwnal, zone dla ciebie zostawil, to bylabys od razu z nim.
Jego przy tej kobiecie tak naprawde nic nie trzyma. Nie maja dzieci. Ze mieszkanie? no prosze cie.....gdyby ciebie bardzo kochal, a zona bylaby faktycznie taka straszna, to juz dawno bylibyscie razem....

On ponawijal ci makaronu na uszy. A ty ciagle o tym, ze to jakas niepowtarzalna historia.
To jest historia zwyklego kolesia, ktory potrzebowal odskocznie emocjonalnej i cielesnej, bo mu zonka troche zmatwowiala.
Nie dopisuj do gowienka gornolotnej literatury.
I NIGDY juz nie czapiaj sie zonatych.

24

Odp: żonaty

Adelajdo, bardzo dokładnie i w skupieniu przeczytaj post Wielokropka, pięć razy go przeczytaj, a potem poważnie zastanów się co naprawdę popchnęło Cię do tego romansu.
To jest najlepsze wsparcie, jakie możesz na ten moment otrzymać, pod warunkiem, że zechcesz to zauważyć.

25

Odp: żonaty

Niepowtarzalna historia....
Naprawdę w was jest tyle jadu, aby tylko jeszcze bardziej zdołować. Wiem co zrobiłam, mam za swoje. A historii do końca nie znacie i nie wiecie co było, ale nie będę tu na forum wypisywać wszystkiego bo to nie to miejsce. Wyciągnęłam z tego wnioski. Nawet nie próbuje się usprawiedliwiać. W dużej mierze sama jestem sobie winna. Napewno drugi raz do czegoś takiego nie dopuszczę. Błędy popełnia każdy.
A jeśli jemu jest dobrze z żoną to zycze mu szczęścia. Każdy na nie zasługuje. Na pewno nic już nie będę próbować. Pocierpię i mam nadzieję, że kiedyś i mnie spotka szczęście. Czas leczy rany.

26 Ostatnio edytowany przez adiafora (2020-12-18 13:43:11)

Odp: żonaty

adelajda, jesteś ofiarą znudzonego ale sprytnego gościa.  Tacy zazwyczaj szukają naiwnych kobiet, ktore wierzą w te ich opowieści z krypty ;-) jaka to żona zła i w ogole...

Być może jakieś (z reguły zdradzone żony) będą próbowały wpędzić Cię w poczucie winy, że jesteś kochanką i próbujesz zabrać biednej żonie męża... Nie słuchaj tych bzdur. Nie jesteś nikomu nic winna. To on ma żonę, on powinien się pilnować, on jej coś obiecywał i on zdradził.  On jest złamas, bo oszukał żonę a Ciebie wykorzystał, a Ty jesteś łatwowierna.
Nie przejmuj się nim ani jego żoną. Pomyśl o sobie. Bo taki układ szczęścia nie przynosi. Owszem, zdarza się, że facet naprawdę się zakochuje, zostawia żonę i odchodzi do kochanki, i nawet mogą żyć dlugo i szczęśliwie. Ale w większości to tylko mydlenie oczu.  Facet poszaleje na boku a żony nigdy nie zamierza opuszczać, bo nie chce robić rewolucji w życiu z tego powodu :-)

27

Odp: żonaty
adiafora napisał/a:

adelajda, jesteś ofiarą znudzonego ale sprytnego gościa.  Tacy zazwyczaj szukają naiwnych kobiet, ktore wierzą w te ich opowieści z krypty ;-) jaka to żona zła i w ogole...

Być może jakieś (z reguły zdradzone żony) będą próbowały wpędzić Cię w poczucie winy, że jesteś kochanką i próbujesz zabrać biednej żonie męża... Nie słuchaj tych bzdur. Nie jesteś nikomu nic winna. To on ma żonę, on powinien się pilnować, on jej coś obiecywał i on zdradził.  On jest złamas, bo oszukał żonę a Ciebie wykorzystał a Ty jesteś łatwowierna.

Na pewno to i moja wina bo wiedziałam co robię. Ważne, że nigdy już przenigdy nie zabrne w takie relacje. Mam lekcje życia.

28

Odp: żonaty
Adelajda27 napisał/a:


Na pewno to i moja wina bo wiedziałam co robię. Ważne, że nigdy już przenigdy nie zabrne w takie relacje. Mam lekcje życia.

nie biczuj się, wiedziałaś czy nie wiedziałaś... Gdyby tak prosto i łatwo można było panować nad uczuciami i tym, w kim się zakochujemy to nie byłoby tylu złamanych serc i nieszczęśliwych historii :-) 
Pewnie, że dobrze byłoby abyś była mniej naiwna i łatwowierna. Każde doświadczenie czegoś nas uczy i jest po coś.

29

Odp: żonaty

wchodząc w ten rom,ans na pewno miałaś jakąś wizję. Wizję która się nie spełniła.
A skąd tę wizję wzięłaś? To pytanie do Ciebie czy były jakieś podstawy by taka wizję stworzyć.
bo jeśli była to wizja  że będziesz dzielić wspólne życie- to albo On Cię w tym utwierdzał, albo nie.
jeśli On nie miał taklich planów, a Ty tak- to się przeliczyłaś i masz nauczkę
jeśli opowiadał Ci , że zostawi żonę to Cię po prostu oszukał.
jeśli wyciuągałaś sama wnioski nie weryfikując ich u niego, nie pytając, nie rozmawiając, to tak, zgrzeszyłaś przeciwko swoim interesom i to b yło nierozsądne. Już wiesz, że trzeba pewne rzeczy w związkach rozjaśniać a nie tworzyć własne wizje

30

Odp: żonaty

Myślę, że nie ma sensu i w tej, i w innych sytuacjach ani samobiczowanie, ani wpędzanie w poczucie winy. Te zabiegi do niczego dobrego nie prowadzą, szkody za to mogą przynieść sporo. Czym innym jest, i do tego namawiałam i namawiam, przyjrzenie się sobie, swym potrzebom i wynikającym z nich decyzjom. Warto byś świadomym swych możliwości, ale też ograniczeń i słabości. Po co? Po to, by mieć rzeczywisty, nie wyidealizowany, obraz samego siebie. Znajomość samej siebie bardzo ułatwia życie.

31

Odp: żonaty

Moja największa słabością jest chyba zanizona samoocena. Mam sporo problemów osobisty, bliska mi osoba jest bardzo ciężko chora, mój były facet ciągle mnie okłamywał, wyzywal. Nie miałam w nim wsparcia, kiedy tego potrzebowałam. W moje urodziny wolał imprezować. Później poznałam owego Pana. Super się rozmawiało, mogłam się wygadać. Czułam się z nim jakbyśmy znali się od lat pomimo różnicy wieku. Szamowal mnie, traktował tak jak nikt inny.W sumie to żaden z którym byłam w związku nie był taki jak on. Nie chcę się jakoś usprawiedliwiać, ale chyba mnie to wszystko zaślepiło i przez swoją głupotę i naiwność cierpię 2 razy tyle.

32

Odp: żonaty

Kiepskie myślenie o sobie, ignorowanie i/lub deprecjonowanie swych zalet a podkreślanie i/lub wyolbrzymianie wad służy tworzeniu toksycznych relacji, nie tylko damsko-męskich. Na szczęście samoocena jest tym, co można zmienić. Owszem, wymaga to odrobiny (czasem znacznie więcej) wysiłku, by zweryfikować to, co mamy w swych głowach i pozbyć się wszystkich negatywnych opinii, które wypowiadane czasem w dobrej wierze, by nas "wychować", stały się kulą u nogi.


Zacznij (ale nie przestawaj) zauważać i doceniać swe pozytywne cechy. Nie znam Cię, ale nie wątpię, że masz ich dużo. Jakie? Załóż sobie notesik, w którym zapisywać będziesz swe zalety. zapisywanie jest potrzebne, by o nich nie zapomnieć po kilku dniach, by im nie zaprzeczać w kiepskim dniu, by - wreszcie - czytać sobie je kilka razy dziennie, do czasu, gdy uwierzysz w to, co sama o sobie napisałaś. Wiem z własnego doświadczenia, że to działa. Cuda. Zapisuj też sobie wszystkie dobre rzeczy, które Cię spotkały i... zacznij zauważać drobiazgi: to, że świeci słońce (jeśli jesteś jego amatorką), to, że ktoś się do Ciebie uśmiechnął (serdecznym ludziom śmieją się oczy), it.d. Kiedyś byłam zdziwioną, że jest tego tak dużo, zaczęłam te drobiazgi (także to, że obudziłam się) doceniać.


I, proszę, przestań o sobie myśleć/mówić/pisać, że jesteś głupia. Nie jesteś.

33 Ostatnio edytowany przez Olinka (2020-12-18 20:47:34)

Odp: żonaty

Jestem poniekąd głupia bo wdalam się w tak beznadziejna relacje. Szczerze to chyba nie umiem określić za duzo swoich zalet.  Może ja ich nie dostrzegam.  Staram się doceniać małe rzeczy, ale czasami są takie dni, że naprawdę chciałabym zniknąć. Siedzę i ryczę do poduszki. Od pewnego czasu nic mi się nie układa. W życiu prywatnym, zawodowym. Chodzę zdołowana. Mało mnie cieszy. Na większość spraw nie mam wpływu, ale na te ostatnią miałam. I jestem na siebie zła że się w to wpakowałam sama na własne życzenie. Jakby mało było problemów to i ta sytuacja mnie dobija. Wiem, że ludzie mają gorsze sytuację, ale ja chyba mam słaba psychikę. Momentami mam wrażenie, że nic dobrego mnie już nie czeka.

----------

Dodam też, że relacja z tym facetem sprawiła, że chociaż przez krótki moment byłam szczęśliwa. Za to teraz jestem nieszczęśliwa razy dwa.






-------------
Nie pisz, proszę, postów jeden pod drugim – łamiesz w ten sposób regulamin. Jeśli chcesz coś do swojej wypowiedzi dopisać, użyj funkcji "edytuj", która znajduje się po prawej stronie każdego z Twoich postów.
Z góry dziękuję i pozdrawiam, Olinka

34

Odp: żonaty

Poniekąd to każdy jest głupi, a raczej czasem każdy głupio (cokolwiek przez to słowo rozumieć) się zachowuje. Nie jesteś sama w tym klubie.


Masz teraz trudny czas. Do sytuacji epidemii, która trwa szmat czasu i do łatwych nie należy, doszło rozczarowanie panem, z którym wiązałaś spore nadzieje i który zaspokajał Twe potrzeby. Teraz nadszedł czas żałoby po marzeniach, planach, swym (i jego) wizerunku. Masz co opłakiwać i dobrze, że nie tamujesz tego; szkoda, że płaczesz w poduszkę, zamiast wypłakać się na czyimś ramieniu.

Jesteś zła na siebie. Hm... . Głodny człowiek szuka jedzenia, ten, który głodny jest od dawna przestaje zważać na normy, wartości, konwenanse. To nie jest pocieszenie, to opis rzeczywistości.

To, że nie dostrzegasz swych zalet, jest zrozumiałe, ale nie znaczy to, że ich nie masz. Przestań być największym i najsurowszym swym krytykiem. To, że kilka razy się spóźniłaś nie znaczy, że nie jesteś osobą punktualną. Pozwól, że pomogę. Tu na forum pokazałaś już kilka pozytywnych cech. Zauważyłam, że jesteś odważną (nie każdy - mimo lęku - decyduje się opisać swą historię), szczerą, umiesz przyznać się do błędów, świadomą siebie i - jednak - własnych potrzeb. Nadstawiaj uszu, by zanotować opinie innych o Tobie.

Posty [ 34 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024