Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?

Strony 1 2 3 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 194 ]

1 Ostatnio edytowany przez Netania (2019-03-18 21:48:53)

Temat: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?

Witam,

Od niemal roku mam romans z żonatym facetem. Poznałam go 14 lat temu, jeszcze zanim poznałam swojego już ex-męża. Niesamowicie mi się podobał. Przystojny, elokwentny, pewny siebie. Uśmiechnięty, z takim specyficznym błyskiem w oku... Dwa lata temu natknęłam się na niego znowu. Dobrze nam się rozmawiało i rozmawia. Temat zawsze się znajdzie. Jest mi w jego towarzystwie po prostu przyjemnie, dobrze, spokojnie. W jego obecności mam to niesamowite poczucie bycia we właściwym miejscu. Nigdy wcześniej tego nie czułam...

W moim małżeństwie nie układało się dobrze. Nigdy.... byliśmy z moim ex jak z dwóch różnych planet. Mam z nim córkę. W tym roku rozwiodłam się. Jakiś tam wpływ miał też na to mój kochanek. To on uświadomił mi, że nie zasługuję na traktowanie jakiego dopuszczał się mój mąż.

Niestety mój kochanek ma żonę i też dziecko. Na początku mówił. że się nie rozwiedzie. Teraz, po prawie roku opowiada, że kiedyś się rozwiedzie, bo z obecną żoną jest mu źle. Jednak tkwi w tym małżeństwie dla dziecka. Przy czym nigdy nie obiecywał mi, że się rozwiedzie "dla mnie" - po to by ze mną być. Po prostu co jakiś czas przebąkuje o tym, że nie widzi swojej przyszłości ze swoją obecną żoną. Dopóki byłam zajęta własnym rozwodem, nie rozmyślałam zbyt wiele nad "naszą" przyszłością. Choć momentami zdarzało mi się fantazjować nad tym, co by było, gdyby to nie ona była jego żoną tylko ja... Dogadujemy się bardzo dobrze - przynajmniej na tym etapie znajomości. Seks - to jakiś kosmos. Nie mogę go porównać z niczym, czego doznałam do tej pory.
Jednocześnie wiem, że to, co nas łączy jest tylko na jakiś krótki czas. Ta relacja mnie smuci i męczy. Smuci, bo wszystko we mnie mi mówi, że  nigdy nie będziemy razem. Męczy - bo to kombinowanie i układanie spotkań, ukrywanie się - jest męczące. Mam dosyć, a jednocześnie dałabym sobie głowę odciąć by z nim być. I chcę z nim być i nie chcę z nim być - bo ani trochę nie zależy mi na tym, żeby dla mnie zostawiał swoją żonę. Jeśli chce - niech ją zostawi - bo podobno jest mu z nią źle, wiecznie się kłócą o wszystko, seks jest kilka razy do roku, bo ona woli spać w pokoju dziecka. Tyle wiem, co on mi powie. Widzę jego wady, ale i zalety. Diabelnie mi się podoba, tylko przy nim czuję się dobrze i kobieco...

Muszę to skończyć.
Proszę o rady ludzi, którzy byli uwikłani w takie związki i którym udało się z tego wyplątać i dalej normalnie żyć. Powiedzcie co teraz czujecie, jak długo radziliście sobie ze smutkiem, bólem, tęsknotą. Czy udało Wam się poznać kogoś wolnego, kto dał Wam miłość i radość, kto pozwolił Wam zapomnieć o kochanku/kochance...
Chciałabym wiedzieć co mnie czeka, gdy wreszcie mu powiem, że to koniec, i że nie chcę już dłużej tak żyć....

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?

Zawsze kochanek demonizuje żonę, by ona czuła się wyjątkowa. Wcale nie musi być jak Ci mówi. I rani i Ciebie i ją. Na czyimś nieszczęściu szczęścia nie zbudujesz. Trochę empatii do tej kobiety? Ona nic złego nie zrobiła...

Mężczyzna dopiero jak się zestarzeje i demon seksu go opuści, dostrzega w kobiecie człowieka.
Peter Ustinov

3

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
Netania napisał/a:

Niestety mój kochanek ma żonę i też dziecko. Na początku mówił. że się nie rozwiedzie. Teraz, po prawie roku opowiada, że kiedyś się rozwiedzie, bo z obecną żoną jest mu źle. Jednak tkwi w tym małżeństwie dla dziecka.

Byłam po drugiej stronie, to coś Tobie zdradzę. Zawsze tak gadamy drugiej stronie, a powód jest prosty, bo wyceniamy stałego partnera wyżej niż kochanka.
Dziecko to też tylko wymówka, bo nie jest jest przeszkodą w romansowaniu, ale nagle staje się dobrym powodem, żeby udawać niemożność odejścia od małżonka.
Jesteś dla niego zwykłą cichodajką.

4

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
Nie_samica napisał/a:

Zawsze kochanek demonizuje żonę, by ona czuła się wyjątkowa. Wcale nie musi być jak Ci mówi. I rani i Ciebie i ją. Na czyimś nieszczęściu szczęścia nie zbudujesz. Trochę empatii do tej kobiety? Ona nic złego nie zrobiła...

Nie chcę tego kontynuować. Proszę o rady tych, którzy byli kochankiem/kochanką i zdecydowali się przerwać romans. Chciałabym wiedzieć co mnie czeka i jak sobie z tym radzić. Chciałabym się dowiedzieć w jaki sposób radzili sobie z manipulacją kochanka/kochanki, co przeżywali. Rozwiodłam się nie po to, by tkwić w kolejnej poczekalni. Chcę wreszcie normalnie żyć. Osoba kochanka, do którego emocjonalnie się przywiązałam, a który z pewnością nie czuje do mnie tego, co ja do niego,wcale mi tego nie ułatwia.

5

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?

Ile Ty masz lat, iż nie wiesz, jak się zachować, co zrobić?
Miej trochę godności, żeby nie zadawałać się facetem z przeszłości, bo ma błysk w oku. Hahaha big_smile
Jak dziecko a nie dorosła baba.
Skąd się takie biorą?

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?

Jesli wiesz, ze on tego nie czuje co ty... Wiesz, tego nikt z nas nie powie, bo ty wiesz jak jest najlepiej. Ale musisz to wiedziec ty i to czuc. Byc na chwile sama i przywolac mysli jak wyglada prawdziwa milosc. Moim zdaniem gdyby cie kochal chcialby rozwodu wlasnie dla Ciebie. Zebys nie zostala taka przyjaciolka od rozwodu i bedzie ci pieprzyl farmazony, ze dzieki tobie zrozumial jak powinien zyc, ale niestety nie moze sie z toba zwiazac, bo potrzebuje czasu, przestrzeni, bla bla bla...

Zycie nie konczy sie na 1/2/3 a nawet 10 facetach. Osobiscie ogarniczylabym kontakt z nim, ucielabym seks, bo jesli ty sie angazujesz a on tylko ma przyjemnosc to bedziesz cierpiec....Pozyj sama dla siebie. Nie uzalezniaj sie od nikogo. Wiem, ze to trudne, ale tak naprawde latwe tylko musisz byc konkretna, wiedziec o co ci chodzi przede wszystkim. Jak juz wjedziesz na ten tor i poczujesz ten zew wolnosci, poczujesz ze jestes lekka, nie jestes uzalezniona od nikogo, to bedzie zajebiscie, zobaczysz sama.

Nie zamykaj sie na ludzi, umawiaj sie na kawy, kina, z bardziej zaufanymi rozmawiaj o swojej sytuacji. I daj sobie czas.

Trzymam kciuki za Ciebie smile



Netania napisał/a:
Nie_samica napisał/a:

Zawsze kochanek demonizuje żonę, by ona czuła się wyjątkowa. Wcale nie musi być jak Ci mówi. I rani i Ciebie i ją. Na czyimś nieszczęściu szczęścia nie zbudujesz. Trochę empatii do tej kobiety? Ona nic złego nie zrobiła...

Nie chcę tego kontynuować. Proszę o rady tych, którzy byli kochankiem/kochanką i zdecydowali się przerwać romans. Chciałabym wiedzieć co mnie czeka i jak sobie z tym radzić. Chciałabym się dowiedzieć w jaki sposób radzili sobie z manipulacją kochanka/kochanki, co przeżywali. Rozwiodłam się nie po to, by tkwić w kolejnej poczekalni. Chcę wreszcie normalnie żyć. Osoba kochanka, do którego emocjonalnie się przywiązałam, a który z pewnością nie czuje do mnie tego, co ja do niego,wcale mi tego nie ułatwia.

7 Ostatnio edytowany przez Netania (2019-03-18 22:29:16)

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
beyondthetime12 napisał/a:

Jesli wiesz, ze on tego nie czuje co ty... Wiesz, tego nikt z nas nie powie, bo ty wiesz jak jest najlepiej. Ale musisz to wiedziec ty i to czuc. Byc na chwile sama i przywolac mysli jak wyglada prawdziwa milosc. Moim zdaniem gdyby cie kochal chcialby rozwodu wlasnie dla Ciebie. Zebys nie zostala taka przyjaciolka od rozwodu i bedzie ci pieprzyl farmazony, ze dzieki tobie zrozumial jak powinien zyc, ale niestety nie moze sie z toba zwiazac, bo potrzebuje czasu, przestrzeni, bla bla bla...

Zycie nie konczy sie na 1/2/3 a nawet 10 facetach. Osobiscie ogarniczylabym kontakt z nim, ucielabym seks, bo jesli ty sie angazujesz a on tylko ma przyjemnosc to bedziesz cierpiec....Pozyj sama dla siebie. Nie uzalezniaj sie od nikogo. Wiem, ze to trudne, ale tak naprawde latwe tylko musisz byc konkretna, wiedziec o co ci chodzi przede wszystkim. Jak juz wjedziesz na ten tor i poczujesz ten zew wolnosci, poczujesz ze jestes lekka, nie jestes uzalezniona od nikogo, to bedzie zajebiscie, zobaczysz sama.

Nie zamykaj sie na ludzi, umawiaj sie na kawy, kina, z bardziej zaufanymi rozmawiaj o swojej sytuacji. I daj sobie czas.

Trzymam kciuki za Ciebie smile



Netania napisał/a:
Nie_samica napisał/a:

Zawsze kochanek demonizuje żonę, by ona czuła się wyjątkowa. Wcale nie musi być jak Ci mówi. I rani i Ciebie i ją. Na czyimś nieszczęściu szczęścia nie zbudujesz. Trochę empatii do tej kobiety? Ona nic złego nie zrobiła...

Nie chcę tego kontynuować. Proszę o rady tych, którzy byli kochankiem/kochanką i zdecydowali się przerwać romans. Chciałabym wiedzieć co mnie czeka i jak sobie z tym radzić. Chciałabym się dowiedzieć w jaki sposób radzili sobie z manipulacją kochanka/kochanki, co przeżywali. Rozwiodłam się nie po to, by tkwić w kolejnej poczekalni. Chcę wreszcie normalnie żyć. Osoba kochanka, do którego emocjonalnie się przywiązałam, a który z pewnością nie czuje do mnie tego, co ja do niego,wcale mi tego nie ułatwia.

Dziękuję za wsparcie i za dobre słowa. Chcę z nim porozmawiać, choć zupełnie nie wiem jak. Jestem okrutnie emocjonalna i nie chciałabym się przy tym pożegnaniu poryczeć, żeby wyjść z tej relacji z jakąś resztką własnej godności. Okropnie boli mnie to, że gość chyba traktuje mnie jak swoją zabawkę. A ja oddałam mu całe swoje serce. Zupełnie nie wiem, dlaczego tak robię... okropnie boję się samotności... a mam wrażenie że on rozumie mnie jak nikt. Codziennie dzwoni po kilka razy i jest mi wtedy zwyczajnie dobrze. Choć gdzieś z tyłu głowy tłucze mi się myśl, że to iluzja...

8

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?

Netanka, widzę ze założyłaś swój wątek:-) super, na pewno ktoś mądry coś dobrego napisze. Niestety nie ja bo sam jeszcze się nie uporalem i walczę codziennie. Będę podczytywać. A głupich tekstów typu „skad się takie biorą” nie słuchaj. Z „kątowni”;-)
Życzę Ci dużo siły, potrzeba jej całe morze aby przetrwać ale wierze ze z czasem będzie lepiej a niedlugo będziemy się z tego śmiać.

9 Ostatnio edytowany przez Netania (2019-03-18 23:02:13)

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
nowy_tu napisał/a:

Netanka, widzę ze założyłaś swój wątek:-) super, na pewno ktoś mądry coś dobrego napisze. Niestety nie ja bo sam jeszcze się nie uporalem i walczę codziennie. Będę podczytywać. A głupich tekstów typu „skad się takie biorą” nie słuchaj. Z „kątowni”;-)
Życzę Ci dużo siły, potrzeba jej całe morze aby przetrwać ale wierze ze z czasem będzie lepiej a niedlugo będziemy się z tego śmiać.

NOWY_TU - serdecznie dziękuję za Twoje dobre słowa! :* Sam wiesz, jak może być ciężko i smutno w takiej sytuacji. Aktualnie się miotam. Wiem, czuję, że jestem robiona w trąbę, a jednocześnie jestem tak spragniona jego obecności, że brak mi słów by to wyrazić. Nie wiem dlaczego tak jest. Dlaczego w każdym związku (choć wiele ich nie było) dawałam z siebie minimum 100% , a w zamian miałam wielkie nic. Może trzeba być zimną zołzą, żeby ktoś pokochał mnie i docenił? Nie rozumiem ludzi i życia, choć pewnie w wieku 37 lat już powinnam?
Dobrze, że jesteś Nowy_tu, dobrze wiedzieć, że jest ktoś kto rozumie bo przechodzi przez to samo... dziękuję.

P.S. trolli staram się nie karmić, jeszcze im zaszkodzi jedzenie ode mnie wink

10

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?

Ja jeszcze z romansu nie wyszedłem, więc nie wiem co potem.

Postaw kochankowi ultimatum. Albo ty albo żona. To uczciwe wobec siebie i jego. Być może aby być z nim, musisz od niego odejść.

11 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2019-03-19 01:32:53)

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
Hrefi napisał/a:

Ja jeszcze z romansu nie wyszedłem, więc nie wiem co potem.

Postaw kochankowi ultimatum. Albo ty albo żona. To uczciwe wobec siebie i jego. Być może aby być z nim, musisz od niego odejść.


Hrefi, myślisz, że jak mnie straci, to zmądrzeje i zmieni swoje życie? Kto wie.... mówi, że jestem jego "bratnią duszą" - no mówię Ci potrafimy przegadać całe godziny o czymkolwiek... seksualnie też jesteśmy dopasowani... z drugiej strony odnoszę wrażenie, że jemu jest po prostu wygodnie. Ma swoją bezpieczną przystań, codzienny kontakt z dzieckiem (może boi się, że córka się na niego wypnie, jak zostawi żonę?), a na boku jestem ja. Po co się określać, jak na razie można mieć to i to?
Jestem tym coraz bardziej zmęczona. Umęczona wręcz. Co to za frajda siedzieć z facetem tylko w sypialni? Frajda to też wyjść czasem z tej sypialni i pojechać na zakupy, pójść na spacer, publicznie pocałować, zjeść śniadanie na tarasie, pokłócić się o coś i pogodzić, zrobić mu herbatę i dać tabletki jak jest chory, pojechać do jego rodziców i przedstawić go swoim, wyprać mu gacie i pozwolić mu wyprać swoją kieckę. A w między czasie uprawiać ile wlezie tego seksu. Ale sam seks? Frajda na góra miesiąc. Potem chcesz więcej. Zaś drugiej stronie to najwyraźniej pasuje.
I to jest przykre. Bo jak chciał seksu dla seksu, to za 100-150 zł można mieć do wyboru, do koloru i bez żadnego angażowania się. Robienie sobie śmietnika z uczuć drugiej osoby to zwykłe wulgaryzm, zapakowane pięknie w "dobro dziecka" i "jak ona sobie beze mnie poradzi" a także "muszę odłożyć kasę na życie w pojedynkę".

Czasem się zastanawiam czy wynika to z perfidii tej drugiej strony, ze strachu, czy zwykłej bezmyślności?

Edit: Matko, córko co tu za święte adminy, że sobie delikatnie bluzgnąć nie można? Masakra tongue
Nie masakra, tylko regulamin forum. Który wyraźnie zabrania używania wulgaryzmów, to raz.
A dwa, to fakt, że edytowanego przez moderatora postu nie poprawiamy ponownie.
Jest jeszcze trzy. Za takie nieregulaminowe zachowanie, nagrodą jest ostrzeżenie

12

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?

Kochanek będzie Cię szanował, gdy pokażesz że nie godzisz się na życie w trójkącie. Postaw sprawę jasno: musi wybrać. Będzie ciężko, bo do tej pory akceptowałaś taki stan rzeczy, ale nie warto. Facet  który nie umie się określić jest po prostu wygodnym palantem. A Wasz związek to ułuda..... Pozwól sobie jeszcze byc szczęśliwą smile

13

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
Netania napisał/a:

Frajda to też wyjść czasem z tej sypialni i pojechać na zakupy, pójść na spacer, publicznie pocałować, zjeść śniadanie na tarasie, pokłócić się o coś i pogodzić, zrobić mu herbatę i dać tabletki jak jest chory, pojechać do jego rodziców i przedstawić go swoim, wyprać mu gacie i pozwolić mu wyprać swoją kieckę. A w między czasie uprawiać ile wlezie tego seksu.

To jest właśnie cluo sprawy (kwintesencja wspólnego życia). Zgadzam się z tym co napisał Hrefi, bez ultimatum i odcięcia od spotkań (seksu) się nie obejdzie. Musisz postawić wszystko na jedną kartę i powiedzieć sprawdzam. Należy pamiętać, że decyzja o opuszczeniu choćby najgorszej żony, kiedy jest dziecko to niezwykle trudna decyzja, więc ostrożny bym był w ferowaniu wyroków.

14

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?

Powiem Ci jak zakończy się ta historia. Jak będziesz próbowała odejść to będzie starał się Ciebie urabiać. Z Tobą się lepiej spędza czas, niczego nie oczekujesz nie wymagasz. Służysz do zaspokajania jego potrzeb. Typowy Egoista nastawiony na branie. Jeśli chcesz sprawdzić ile dla niego znaczysz oznajmij mu, że jesteś w nim zakochana i dłużej tak nie wytrzymasz. Wspomnij też , że myślałaś o Tym żeby uświadomić jego żonę. Gwarantuje Ci, że pierwszy odejdzie że strachu. I problem z głowy.

15

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?

Daj sobie spokój z tym romansem bo nic z tego nie będzie . Po pierwsze Tobie było zle z mężem to potrafiłas odejść a jemu skoro niby tez jest zle to czemu wciąż z nią jest . Proste . Dla wygody a ty jesteś tylko odskocznia . W te bajki o kłótniach i braku seksu wogole nie wierz bo to brednie byś poczuła się lepiej . Co ma Ci powiedzieć ze ma seks z żona dzień w dzień ? Zabiłby Cię tym i o tym wie . Postaw mu ultimatum i daj sobie jakiś czas a potem musisz odejść bo jak nic go nie ruszy to już nic nie zrobi . Pisze Ci z własnego doświadczenia i póki masz rok tylko za sobą to uciekaj bo im dłużej tym jest ciężej i boli jak w końcu się poddajesz .

16

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
Hrefi napisał/a:

Ja jeszcze z romansu nie wyszedłem, więc nie wiem co potem.

Postaw kochankowi ultimatum. Albo ty albo żona. To uczciwe wobec siebie i jego. Być może aby być z nim, musisz od niego odejść.



Bardzo mądre ostatnie zdanie .

17

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
Hrefi napisał/a:

Ja jeszcze z romansu nie wyszedłem, więc nie wiem co potem.

Postaw kochankowi ultimatum. Albo ty albo żona. To uczciwe wobec siebie i jego. Być może aby być z nim, musisz od niego odejść.



Ty z tym romansem jesteś umoczony i to grubo big_smile

18

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
Netania napisał/a:
Hrefi napisał/a:

Ja jeszcze z romansu nie wyszedłem, więc nie wiem co potem.

Postaw kochankowi ultimatum. Albo ty albo żona. To uczciwe wobec siebie i jego. Być może aby być z nim, musisz od niego odejść.


Hrefi, myślisz, że jak mnie straci, to zmądrzeje i zmieni swoje życie? Kto wie.... mówi, że jestem jego "bratnią duszą" - no mówię Ci potrafimy przegadać całe godziny o czymkolwiek... seksualnie też jesteśmy dopasowani... z drugiej strony odnoszę wrażenie, że jemu jest po prostu wygodnie. Ma swoją bezpieczną przystań, codzienny kontakt z dzieckiem (może boi się, że córka się na niego wypnie, jak zostawi żonę?), a na boku jestem ja. Po co się określać, jak na razie można mieć to i to?
Jestem tym coraz bardziej zmęczona. Umęczona wręcz. Co to za frajda siedzieć z facetem tylko w sypialni? Frajda to też wyjść czasem z tej sypialni i pojechać na zakupy, pójść na spacer, publicznie pocałować, zjeść śniadanie na tarasie, pokłócić się o coś i pogodzić, zrobić mu herbatę i dać tabletki jak jest chory, pojechać do jego rodziców i przedstawić go swoim, wyprać mu gacie i pozwolić mu wyprać swoją kieckę. A w między czasie uprawiać ile wlezie tego seksu. Ale sam seks? Frajda na góra miesiąc. Potem chcesz więcej. Zaś drugiej stronie to najwyraźniej pasuje.
I to jest przykre. Bo jak chciał seksu dla seksu, to za 100-150 zł można mieć do wyboru, do koloru i bez żadnego angażowania się. Robienie sobie śmietnika z uczuć drugiej osoby to zwykłe wulgaryzm, zapakowane pięknie w "dobro dziecka" i "jak ona sobie beze mnie poradzi" a także "muszę odłożyć kasę na życie w pojedynkę".

Czasem się zastanawiam czy wynika to z perfidii tej drugiej strony, ze strachu, czy zwykłej bezmyślności?

Edit: Matko, córko co tu za święte adminy, że sobie delikatnie bluzgnąć nie można? Masakra tongue


Bratnia dusza bla bla bla co jeszcze Ci powie . Może jak dwie połówki pomarańczy ? To niech zrobi coś w tym kierunku a nie tylko piepszy farmazony . Rok czas wystarczy by się poznać . Chcesz z nim żyć a nie obok niego . Mówię Ci szczerze postaw się mu i niech decyduje albo niech wraca tam gdzie ponoć mu zle z żona o wtedy zobaczysz czy tak naprawdę mu zle czy karmił Cię bajkami . Myśl o sobie bo on tez o sobie myśli ale jak narazie Ciebie tam nie ma .

19

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
Netania napisał/a:

Robienie sobie śmietnika z uczuć drugiej osoby to zwykłe wulgaryzm, zapakowane pięknie w "dobro dziecka" i "jak ona sobie beze mnie poradzi" a także "muszę odłożyć kasę na życie w pojedynkę".

Czasem się zastanawiam czy wynika to z perfidii tej drugiej strony, ze strachu, czy zwykłej bezmyślności?

Edit: Matko, córko co tu za święte adminy, że sobie delikatnie bluzgnąć nie można? Masakra tongue

A nie przyszło Ci na myśl , że nie każdy chce robić śmietnik z uczuć dziecka dla zaspokojenia swoich doraźnych potrzeb ?

Masz dużo tupetu żądać od niego, żeby zostawił dziecko i spełnił Twoje zachcianki.

A może ... nie chce zostać rogaczem jak Twój mąż smile

Duuuuuzo roszczeń i pretensji do wszystkich wokół Ciebie, ale jakoś omijasz temat Twojego dziecka i jego przyszłości w tym Twoim wymarzonym zwiazku.

20

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
Secondo1 napisał/a:
Netania napisał/a:

Robienie sobie śmietnika z uczuć drugiej osoby to zwykłe wulgaryzm, zapakowane pięknie w "dobro dziecka" i "jak ona sobie beze mnie poradzi" a także "muszę odłożyć kasę na życie w pojedynkę".

Czasem się zastanawiam czy wynika to z perfidii tej drugiej strony, ze strachu, czy zwykłej bezmyślności?

Edit: Matko, córko co tu za święte adminy, że sobie delikatnie bluzgnąć nie można? Masakra tongue

A nie przyszło Ci na myśl , że nie każdy chce robić śmietnik z uczuć dziecka dla zaspokojenia swoich doraźnych potrzeb ?

Masz dużo tupetu żądać od niego, żeby zostawił dziecko i spełnił Twoje zachcianki.

A może ... nie chce zostać rogaczem jak Twój mąż smile

Duuuuuzo roszczeń i pretensji do wszystkich wokół Ciebie, ale jakoś omijasz temat Twojego dziecka i jego przyszłości w tym Twoim wymarzonym zwiazku.


Trochę ostro pojechałeś ale myśle ze nie o to tutaj w tym poście chodziło . Moim zdaniem chodzi o to ze jak mężatka czy żonaty wchodzą w romans to jest dla nich bajeczka ale jak przychodzi co do czego to znajdują wymówki typu dzieci , kredyty itp tak nagle a na początku nikt nic nie wspominał .

21

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
Netania napisał/a:

Witam,

Od niemal roku mam romans z żonatym facetem. Poznałam go 14 lat temu, jeszcze zanim poznałam swojego już ex-męża. Niesamowicie mi się podobał. Przystojny, elokwentny, pewny siebie. Uśmiechnięty, z takim specyficznym błyskiem w oku... Dwa lata temu natknęłam się na niego znowu. Dobrze nam się rozmawiało i rozmawia. Temat zawsze się znajdzie. Jest mi w jego towarzystwie po prostu przyjemnie, dobrze, spokojnie. W jego obecności mam to niesamowite poczucie bycia we właściwym miejscu. Nigdy wcześniej tego nie czułam...

W moim małżeństwie nie układało się dobrze. Nigdy.... byliśmy z moim ex jak z dwóch różnych planet. Mam z nim córkę. W tym roku rozwiodłam się. Jakiś tam wpływ miał też na to mój kochanek. To on uświadomił mi, że nie zasługuję na traktowanie jakiego dopuszczał się mój mąż.

Niestety mój kochanek ma żonę i też dziecko. Na początku mówił. że się nie rozwiedzie. Teraz, po prawie roku opowiada, że kiedyś się rozwiedzie, bo z obecną żoną jest mu źle. Jednak tkwi w tym małżeństwie dla dziecka. Przy czym nigdy nie obiecywał mi, że się rozwiedzie "dla mnie" - po to by ze mną być. Po prostu co jakiś czas przebąkuje o tym, że nie widzi swojej przyszłości ze swoją obecną żoną. Dopóki byłam zajęta własnym rozwodem, nie rozmyślałam zbyt wiele nad "naszą" przyszłością. Choć momentami zdarzało mi się fantazjować nad tym, co by było, gdyby to nie ona była jego żoną tylko ja... Dogadujemy się bardzo dobrze - przynajmniej na tym etapie znajomości. Seks - to jakiś kosmos. Nie mogę go porównać z niczym, czego doznałam do tej pory.
Jednocześnie wiem, że to, co nas łączy jest tylko na jakiś krótki czas. Ta relacja mnie smuci i męczy. Smuci, bo wszystko we mnie mi mówi, że  nigdy nie będziemy razem. Męczy - bo to kombinowanie i układanie spotkań, ukrywanie się - jest męczące. Mam dosyć, a jednocześnie dałabym sobie głowę odciąć by z nim być. I chcę z nim być i nie chcę z nim być - bo ani trochę nie zależy mi na tym, żeby dla mnie zostawiał swoją żonę. Jeśli chce - niech ją zostawi - bo podobno jest mu z nią źle, wiecznie się kłócą o wszystko, seks jest kilka razy do roku, bo ona woli spać w pokoju dziecka. Tyle wiem, co on mi powie. Widzę jego wady, ale i zalety. Diabelnie mi się podoba, tylko przy nim czuję się dobrze i kobieco...

Muszę to skończyć.
Proszę o rady ludzi, którzy byli uwikłani w takie związki i którym udało się z tego wyplątać i dalej normalnie żyć. Powiedzcie co teraz czujecie, jak długo radziliście sobie ze smutkiem, bólem, tęsknotą. Czy udało Wam się poznać kogoś wolnego, kto dał Wam miłość i radość, kto pozwolił Wam zapomnieć o kochanku/kochance...
Chciałabym wiedzieć co mnie czeka, gdy wreszcie mu powiem, że to koniec, i że nie chcę już dłużej tak żyć....

Chyba każdy kto wchodzi w taka relację z powodu uczuć (a nie chęci zaspokojenia popędu) liczy na to, że drugą stroną kierują dokładnie takie same motywy. Czasem faktycznie tak jest a czasem to tylko opowiastki dla kochanki.
Jak będzie....będzie źle-ale przez chwilę, później poczujesz ulgę. Pozwól sobie na przeżycie żałoby po związku, choc po romansie jest to trudniejsze bo przed całym światem, który nie wiedział o waszej relacji musisz udawać, że nic się nie dzieje ( bo przecież tego nie było).Każdy przechodzi to zupełnie inaczej- jedni szaleja inni nie mają checi wychodzic z domu- Ty zrób tak jak Tobie wygodniej. Pewnie będziecie podchodzili to tego rozstania kilka razy jak większość i jeśli tak się stanie to potraktuj to jako czas na obserwacje zachowań- dostrzeżesz rzeczy, których wcześniej nie widziałaś i jeśli ten czas wykorzystasz na realną analizę to dostrzeżesz wiele rzeczy, które w realnym życiu by Ci przeszkadzały: m.in to, że facet zaczął się z Tobą spotykać nie planując, że kiedyś będziecie razem ( może się mylę, ale nie zrobił tego bo się zakochał tylko dla rozrywki) więc nie wiadomo kiedy szukałby rozrywki w związku z Tobą. Zobaczysz wiele a jeśli się tak stanie będzie Ci zdecydowanie łatwiej. Będą lepsze i gorsze dni, z czasem będzie więcej tych dobrych. Silna z Ciebie kobieta skoro potrafiłaś zakończyc swój poprzedni związek( choć pewnie liczyłaś, że Twój ukochany pójdzie Twoim śladem) dasz radę- my zawsze musimy dawać radę smile

22

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
noname1 napisał/a:
Netania napisał/a:

Witam,

Od niemal roku mam romans z żonatym facetem. Poznałam go 14 lat temu, jeszcze zanim poznałam swojego już ex-męża. Niesamowicie mi się podobał. Przystojny, elokwentny, pewny siebie. Uśmiechnięty, z takim specyficznym błyskiem w oku... Dwa lata temu natknęłam się na niego znowu. Dobrze nam się rozmawiało i rozmawia. Temat zawsze się znajdzie. Jest mi w jego towarzystwie po prostu przyjemnie, dobrze, spokojnie. W jego obecności mam to niesamowite poczucie bycia we właściwym miejscu. Nigdy wcześniej tego nie czułam...

W moim małżeństwie nie układało się dobrze. Nigdy.... byliśmy z moim ex jak z dwóch różnych planet. Mam z nim córkę. W tym roku rozwiodłam się. Jakiś tam wpływ miał też na to mój kochanek. To on uświadomił mi, że nie zasługuję na traktowanie jakiego dopuszczał się mój mąż.

Niestety mój kochanek ma żonę i też dziecko. Na początku mówił. że się nie rozwiedzie. Teraz, po prawie roku opowiada, że kiedyś się rozwiedzie, bo z obecną żoną jest mu źle. Jednak tkwi w tym małżeństwie dla dziecka. Przy czym nigdy nie obiecywał mi, że się rozwiedzie "dla mnie" - po to by ze mną być. Po prostu co jakiś czas przebąkuje o tym, że nie widzi swojej przyszłości ze swoją obecną żoną. Dopóki byłam zajęta własnym rozwodem, nie rozmyślałam zbyt wiele nad "naszą" przyszłością. Choć momentami zdarzało mi się fantazjować nad tym, co by było, gdyby to nie ona była jego żoną tylko ja... Dogadujemy się bardzo dobrze - przynajmniej na tym etapie znajomości. Seks - to jakiś kosmos. Nie mogę go porównać z niczym, czego doznałam do tej pory.
Jednocześnie wiem, że to, co nas łączy jest tylko na jakiś krótki czas. Ta relacja mnie smuci i męczy. Smuci, bo wszystko we mnie mi mówi, że  nigdy nie będziemy razem. Męczy - bo to kombinowanie i układanie spotkań, ukrywanie się - jest męczące. Mam dosyć, a jednocześnie dałabym sobie głowę odciąć by z nim być. I chcę z nim być i nie chcę z nim być - bo ani trochę nie zależy mi na tym, żeby dla mnie zostawiał swoją żonę. Jeśli chce - niech ją zostawi - bo podobno jest mu z nią źle, wiecznie się kłócą o wszystko, seks jest kilka razy do roku, bo ona woli spać w pokoju dziecka. Tyle wiem, co on mi powie. Widzę jego wady, ale i zalety. Diabelnie mi się podoba, tylko przy nim czuję się dobrze i kobieco...

Muszę to skończyć.
Proszę o rady ludzi, którzy byli uwikłani w takie związki i którym udało się z tego wyplątać i dalej normalnie żyć. Powiedzcie co teraz czujecie, jak długo radziliście sobie ze smutkiem, bólem, tęsknotą. Czy udało Wam się poznać kogoś wolnego, kto dał Wam miłość i radość, kto pozwolił Wam zapomnieć o kochanku/kochance...
Chciałabym wiedzieć co mnie czeka, gdy wreszcie mu powiem, że to koniec, i że nie chcę już dłużej tak żyć....

Chyba każdy kto wchodzi w taka relację z powodu uczuć (a nie chęci zaspokojenia popędu) liczy na to, że drugą stroną kierują dokładnie takie same motywy. Czasem faktycznie tak jest a czasem to tylko opowiastki dla kochanki.
Jak będzie....będzie źle-ale przez chwilę, później poczujesz ulgę. Pozwól sobie na przeżycie żałoby po związku, choc po romansie jest to trudniejsze bo przed całym światem, który nie wiedział o waszej relacji musisz udawać, że nic się nie dzieje ( bo przecież tego nie było).Każdy przechodzi to zupełnie inaczej- jedni szaleja inni nie mają checi wychodzic z domu- Ty zrób tak jak Tobie wygodniej. Pewnie będziecie podchodzili to tego rozstania kilka razy jak większość i jeśli tak się stanie to potraktuj to jako czas na obserwacje zachowań- dostrzeżesz rzeczy, których wcześniej nie widziałaś i jeśli ten czas wykorzystasz na realną analizę to dostrzeżesz wiele rzeczy, które w realnym życiu by Ci przeszkadzały: m.in to, że facet zaczął się z Tobą spotykać nie planując, że kiedyś będziecie razem ( może się mylę, ale nie zrobił tego bo się zakochał tylko dla rozrywki) więc nie wiadomo kiedy szukałby rozrywki w związku z Tobą. Zobaczysz wiele a jeśli się tak stanie będzie Ci zdecydowanie łatwiej. Będą lepsze i gorsze dni, z czasem będzie więcej tych dobrych. Silna z Ciebie kobieta skoro potrafiłaś zakończyc swój poprzedni związek( choć pewnie liczyłaś, że Twój ukochany pójdzie Twoim śladem) dasz radę- my zawsze musimy dawać radę smile


Chyba napisałaś to z własnego doświadczenia bo mądrze napisane . Szczególnie te analizy co słyszała i czego nie usłyszała od niego to jest bardzo dobrym pomysłem by otworzyć oczy . Sam tego doświadczyłem i podpisuje się pod tym co napisałaś . Jak mi ktoś kiedyś powiedział „ Jak się kogoś kocha to nie ma opcji i wymówek na to by być razem . Ludzie domy i kredyty zostawiają i uciekają na drugi koniec świata by tylko być razem . „

23

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?

Do Adminów - czy pisząc "po łacinie" wolno mi będzie wykropkować, żeby było i w miarę ładnie i żeby pełnoletni wiedzieli o co chodzi? Proszę o możliwość edycji swoich postów, czasem człowiek się pomyli i chce zmienić jakiś wyraz, po co od razu banowac takiego użytkownika? Nieładnie, przyznam szczerze. Proszę o możliwość edycji postów. Co wy tacy nerwowi?

24 Ostatnio edytowany przez Netania (2019-03-19 08:35:52)

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
Szary80 napisał/a:
Secondo1 napisał/a:
Netania napisał/a:

Robienie sobie śmietnika z uczuć drugiej osoby to zwykłe wulgaryzm, zapakowane pięknie w "dobro dziecka" i "jak ona sobie beze mnie poradzi" a także "muszę odłożyć kasę na życie w pojedynkę".

Czasem się zastanawiam czy wynika to z perfidii tej drugiej strony, ze strachu, czy zwykłej bezmyślności?

Edit: Matko, córko co tu za święte adminy, że sobie delikatnie bluzgnąć nie można? Masakra tongue

A nie przyszło Ci na myśl , że nie każdy chce robić śmietnik z uczuć dziecka dla zaspokojenia swoich doraźnych potrzeb ?

Masz dużo tupetu żądać od niego, żeby zostawił dziecko i spełnił Twoje zachcianki.

A może ... nie chce zostać rogaczem jak Twój mąż smile

Duuuuuzo roszczeń i pretensji do wszystkich wokół Ciebie, ale jakoś omijasz temat Twojego dziecka i jego przyszłości w tym Twoim wymarzonym zwiazku.


Trochę ostro pojechałeś ale myśle ze nie o to tutaj w tym poście chodziło . Moim zdaniem chodzi o to ze jak mężatka czy żonaty wchodzą w romans to jest dla nich bajeczka ale jak przychodzi co do czego to znajdują wymówki typu dzieci , kredyty itp tak nagle a na początku nikt nic nie wspominał .


Chcę
to
zakończyć.

Nigdy
niczego
od
niego
nie
żądałam

Więcej już tak nie robię, bo nie wiem czy wolno, a admiństwo nerwowe.
No więc - jak już pisałam powyżej, emocjonalne wciąganie drugiej strony w taki układ, to zwykłe skur...syństwo (ukłony do adminów, a tak btw kto by tam czytał regulaminy, liter tyle - a Wy w razie czego prostujecie ludzi wink pozdrawiam) podane na srebrnej tacy. Uczciwiej byłoby powiedzieć, że to ma być tylko bzykanie i tyle. Wtedy ta druga, bardziej kochliwa i emocjonalna strona szybciej się ogarnie. Tylko, że tu chodzi chyba o to, żeby się nie ogarniała jak najdłużej, a najlepiej nigdy. Po co fantazjować o tym, co by było gdyby, po co mamić wizją odwiedzenia kiedyś tam jego rodziny (która mieszka daleko), po co?


Mam uczucia. Całe mnóstwo. Śmiecenie w nich takimi tekstami jest zwyczajnie wredne. Jak tak można? 

Nigdy nie mogłam pojąć jak to jest, że pomimo mojego zaangażowania, dawania komuś całego swojego serca, po jakimś czasie trafiam na zwykły mur, czuję się po prostu emocjonalnie wykorzystana do cna. Tak jakby ktoś korzystał z tego, że mi zależy...

Zbieram siły na najsmutniejszą rozmowę w moim życiu. Jeśli się nie ogarnę i nie zawalczę wreszcie o siebie, zbyt  jeszcze będę cierpieć. To jest jakaś masakra - kiedy on jest obok, jest mi fantastycznie. Kiedy wychodzi - jakby ktoś mi gniótł serce w zaciśniętej dłoni.
Słyszę o ich wspólnych wakacjach, wyjeździe na święta, i cierpię.

Jego żony mi żal. Choć obie jesteśmy oszukiwane, to ja chociaż o tym wiem, mogę zareagować i nie jestem z nim niczym związana. Za to ona... nie chciałabym być na jej miejscu.

Jak to się skończy, oleję chyba wszystkie związki. Nie mam zdrowia do tego. To już lepiej być samej, niż się tak szarpać. W końcu i tak - jak to ktoś powiedział - rodzimy się i umieramy sami.

25

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?

Jak najbardziej możesz wykropkować wulgaryzm, lub zastąpić go wymownym słowem cenzuralnym wink
Jeśli chodzi o edycję postów - każdy użytkownik ma taką możliwość, zdaje się, że nie zrozumiałyśmy się do końca.
Chodzi o to, że jeśli moderator dokonuje edycji nieregulaminowych wyrażeń, to proszę o nieusuwanie tej edycji tylko po to, żeby ją na powrót zastąpić wulgaryzmem.
Nikt Cię przecież jeszcze nie zbanował, więc nie bardzo rozumiem ten lament.

A fakt, czy regulamin jest nerwowy, czy ładny, czy brzydki, czy jeszcze jaki tam w Twojej opinii - jest sprawą bezdyskusyjną.
Zasady to zasady. Rejestrując się na naszym forum deklarujesz ich przestrzeganie.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

26 Ostatnio edytowany przez Netania (2019-03-19 08:38:58)

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
IsaBella77 napisał/a:

Jak najbardziej możesz wykropkować wulgaryzm, lub zastąpić go wymownym słowem cenzuralnym wink
Jeśli chodzi o edycję postów - każdy użytkownik ma taką możliwość, zdaje się, że nie zrozumiałyśmy się do końca.
Chodzi o to, że jeśli moderator dokonuje edycji nieregulaminowych wyrażeń, to proszę o nieusuwanie tej edycji tylko po to, żeby ją na powrót zastąpić wulgaryzmem.
Nikt Cię przecież jeszcze nie zbanował, więc nie bardzo rozumiem ten lament.

A fakt, czy regulamin jest nerwowy, czy ładny, czy brzydki, czy jeszcze jaki tam w Twojej opinii - jest sprawą bezdyskusyjną.
Zasady to zasady. Rejestrując się na naszym forum deklarujesz ich przestrzeganie.


Bóg zapłać. Kłaniam się w pas i miłego dnia życzę wink To nie regulamin nerwowy tylko ludzie smile Zakładałam, że na forum nie wchodzą dzieciory ani słuchacze Radia Maryja, zatem jak se człowiek bluzgnie to świat się nie skończy...

BTW to:

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

JEST SUPER!( tak wiem, tak też nie wolno smile)

27

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?

Jeśli ktoś przestrzega Cię przed robieniem czegoś, za co czekają Cię określone konsekwencje, a mimo tego, Ty z uporem maniaka ciągle to powtarzasz, to jak myślisz co się wreszcie wydarzy ?
Po raz ostatni powtarzam - regulamin to regulamin i stosowanie się do niego jest bezdyskusyjną kwestią wzajemnego szacunku.
Oczywiście, że po uporczywym bluzganiu nie kończy się świat. Natomiast z całą pewnością kończy się pobyt bluzgającego forumowicza w naszym serwisie.
Żeby nie było, że nie uprzedzałam ...

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

28 Ostatnio edytowany przez Netania (2019-03-19 09:42:09)

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
Szary80 napisał/a:
Secondo1 napisał/a:
Netania napisał/a:

Robienie sobie śmietnika z uczuć drugiej osoby to zwykłe wulgaryzm, zapakowane pięknie w "dobro dziecka" i "jak ona sobie beze mnie poradzi" a także "muszę odłożyć kasę na życie w pojedynkę".

Czasem się zastanawiam czy wynika to z perfidii tej drugiej strony, ze strachu, czy zwykłej bezmyślności?

Edit: Matko, córko co tu za święte adminy, że sobie delikatnie bluzgnąć nie można? Masakra tongue

A nie przyszło Ci na myśl , że nie każdy chce robić śmietnik z uczuć dziecka dla zaspokojenia swoich doraźnych potrzeb ?

Masz dużo tupetu żądać od niego, żeby zostawił dziecko i spełnił Twoje zachcianki.

A może ... nie chce zostać rogaczem jak Twój mąż smile

Duuuuuzo roszczeń i pretensji do wszystkich wokół Ciebie, ale jakoś omijasz temat Twojego dziecka i jego przyszłości w tym Twoim wymarzonym zwiazku.


Trochę ostro pojechałeś ale myśle ze nie o to tutaj w tym poście chodziło . Moim zdaniem chodzi o to ze jak mężatka czy żonaty wchodzą w romans to jest dla nich bajeczka ale jak przychodzi co do czego to znajdują wymówki typu dzieci , kredyty itp tak nagle a na początku nikt nic nie wspominał .


A zatem - jak już pisałam powyżej, emocjonalne wciąganie drugiej strony w taki układ, to zwykłe świństwo podane na srebrnej tacy. Uczciwiej byłoby powiedzieć, że to ma być tylko bzykanie i tyle. Wtedy ta druga, bardziej kochliwa i emocjonalna strona szybciej się ogarnie. Tylko, że tu chodzi chyba o to, żeby się nie ogarniała jak najdłużej, a najlepiej nigdy. Po co fantazjować o tym, co by było gdyby, po co mamić wizją odwiedzenia kiedyś tam jego rodziny (która mieszka daleko), po co?

Mam uczucia. Całe mnóstwo. Śmiecenie w nich takimi tekstami jest zwyczajnie wredne. Jak tak można? 
Nigdy nie mogłam pojąć jak to jest, że pomimo mojego zaangażowania, dawania komuś całego swojego serca, po jakimś czasie trafiam na zwykły mur, czuję się po prostu emocjonalnie wykorzystana do cna. Tak jakby ktoś korzystał z tego, że mi zależy...
Zbieram siły na najsmutniejszą rozmowę w moim życiu. Jeśli się nie ogarnę i nie zawalczę wreszcie o siebie, zbyt  jeszcze będę cierpieć. To jest jakaś masakra - kiedy on jest obok, jest mi fantastycznie. Kiedy wychodzi - jakby ktoś mi gniótł serce w zaciśniętej dłoni.
Słyszę o ich wspólnych wakacjach, wyjeździe na święta, i cierpię.
Jego żony mi żal. Choć obie jesteśmy oszukiwane, to ja chociaż o tym wiem, mogę zareagować i nie jestem z nim niczym związana. Za to ona... nie chciałabym być na jej miejscu.
Jak to się skończy, oleję chyba wszystkie związki. Nie mam zdrowia do tego. To już lepiej być samej, niż się tak szarpać. W końcu i tak - jak to ktoś powiedział - rodzimy się i umieramy sami.

Trochę mi szkoda czasu i energii, które na to poświęciłam i nadal poświęcam. Mogłabym oddać je komuś innemu albo sobie. I zwyczajnie odpocząć.

EDIT:

A tak na marginesie - nigdy NICZEGO nie żądałam od tego faceta. Nigdy nie padły z moich ust słowa - >zostaw żonę, olej dziecko< - o jakim tupecie zatem piszesz? Jak już wspomniałam - jestem po rozwodzie, zatem od jakiegoś czasu nikogo nie zdradzam. Ten moment kiedy to niby byłam razem z moim -już-ex, to był moment. W moim związku seks nie istniał. Mąż był albo aseksualny, albo jakimś ukrytym gejem, nie wiem. Nigdy nie chciał poruszyć ze mną tego tematu. 14 lat małżeństwa, a seks tylko po to by zrobić dziecko. Jak już było dziecko to seks umarł. Czułam się bardzo oszukana. Po co taki związek? Bez bliskości i radości z bycia razem?

29

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?

Jak to się skończy? Źle. Dla kogoś na pewno. Gdyby chciał odszedłby od żony już dawno bo trochę w tym tkwicie, na tyle długo by motylki zdążyły odfrunąć. Będzie z Tobą o ile żona go wywali (jesteś kołem zapasowym). Albo skończy ten romans, zostanie z żoną i pewnie z czasem poszuka innej kobiety bądź też spróbuje nawiązać kontakt z Tobą. happy Endu nie będzie.  Masz szansę z tego wyjść ale musiałabyś uwierzyć w siebie, kopnąć zdradzacza w 4 literki, odciąć się od niego całkowicie (żadnych ckliwych pożegnań, smsków, życzeń na Święta itp.) ale na to trzeba siły, samozaparcia i odwagi. Najlepszy w mojej głowie scenariusz to "żona pakuje amanta ofiarowując Ci go w całości,  po jakimś czasie znajduje fajnego i uczcicwego (fajnego i uczciwego? zaraz, zaraz...ok nierealne) faceta.

30

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
Netania napisał/a:
Szary80 napisał/a:
Secondo1 napisał/a:

A nie przyszło Ci na myśl , że nie każdy chce robić śmietnik z uczuć dziecka dla zaspokojenia swoich doraźnych potrzeb ?

Masz dużo tupetu żądać od niego, żeby zostawił dziecko i spełnił Twoje zachcianki.

A może ... nie chce zostać rogaczem jak Twój mąż smile

Duuuuuzo roszczeń i pretensji do wszystkich wokół Ciebie, ale jakoś omijasz temat Twojego dziecka i jego przyszłości w tym Twoim wymarzonym zwiazku.


Trochę ostro pojechałeś ale myśle ze nie o to tutaj w tym poście chodziło . Moim zdaniem chodzi o to ze jak mężatka czy żonaty wchodzą w romans to jest dla nich bajeczka ale jak przychodzi co do czego to znajdują wymówki typu dzieci , kredyty itp tak nagle a na początku nikt nic nie wspominał .


Chcę
to
zakończyć.

Nigdy
niczego
od
niego
nie
żądałam

Więcej już tak nie robię, bo nie wiem czy wolno, a admiństwo nerwowe.
No więc - jak już pisałam powyżej, emocjonalne wciąganie drugiej strony w taki układ, to zwykłe skur...syństwo (ukłony do adminów, a tak btw kto by tam czytał regulaminy, liter tyle - a Wy w razie czego prostujecie ludzi wink pozdrawiam) podane na srebrnej tacy. Uczciwiej byłoby powiedzieć, że to ma być tylko bzykanie i tyle. Wtedy ta druga, bardziej kochliwa i emocjonalna strona szybciej się ogarnie. Tylko, że tu chodzi chyba o to, żeby się nie ogarniała jak najdłużej, a najlepiej nigdy. Po co fantazjować o tym, co by było gdyby, po co mamić wizją odwiedzenia kiedyś tam jego rodziny (która mieszka daleko), po co?


Mam uczucia. Całe mnóstwo. Śmiecenie w nich takimi tekstami jest zwyczajnie wredne. Jak tak można? 

Nigdy nie mogłam pojąć jak to jest, że pomimo mojego zaangażowania, dawania komuś całego swojego serca, po jakimś czasie trafiam na zwykły mur, czuję się po prostu emocjonalnie wykorzystana do cna. Tak jakby ktoś korzystał z tego, że mi zależy...

Zbieram siły na najsmutniejszą rozmowę w moim życiu. Jeśli się nie ogarnę i nie zawalczę wreszcie o siebie, zbyt  jeszcze będę cierpieć. To jest jakaś masakra - kiedy on jest obok, jest mi fantastycznie. Kiedy wychodzi - jakby ktoś mi gniótł serce w zaciśniętej dłoni.
Słyszę o ich wspólnych wakacjach, wyjeździe na święta, i cierpię.

Jego żony mi żal. Choć obie jesteśmy oszukiwane, to ja chociaż o tym wiem, mogę zareagować i nie jestem z nim niczym związana. Za to ona... nie chciałabym być na jej miejscu.

Jak to się skończy, oleję chyba wszystkie związki. Nie mam zdrowia do tego. To już lepiej być samej, niż się tak szarpać. W końcu i tak - jak to ktoś powiedział - rodzimy się i umieramy sami.

Tutaj się powstrzymam od tego co mam chciałam napisać, 37 letnia kobieta..., można być naiwnym ale nie głupim, wiedziałaś w co się pakujesz, wnioski wyciągnij sobie sama. Na pożegnanie polecam gadkę w stylu "tak Cie kocham i chociaż pęknie mi serce, i nigdy już nikogo nie pokocham to nie mogę być tą drugą, daj szczęście żonie, żegnaj o Ukochany! (tu rozkładasz ręce płacząc żałośnie i ostatni raz wtulasz się w jego ramiona) aaaa i koniecznie daj mu jakiś przedmiot na wieczną pamiątkę i nie zapomnij o kosmyku jego włosów by go wcisnąć w medalion..." Tkwisz w bagnie a smrodek będzie się za Tobą jeszcze długo ciągnął. Zawalcz o siebie, prostytutka ma chociaż zarobek a Ty? Łzy i rozpieprzone życie.
Ja Tobie naprawdę z całego serca życzę abyście byli razem. Serio, niech Cię kocha tak jak swoją żonę.

31

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
MonkaIska napisał/a:

Jak to się skończy? Źle. Dla kogoś na pewno. Gdyby chciał odszedłby od żony już dawno bo trochę w tym tkwicie, na tyle długo by motylki zdążyły odfrunąć. Będzie z Tobą o ile żona go wywali (jesteś kołem zapasowym). Albo skończy ten romans, zostanie z żoną i pewnie z czasem poszuka innej kobiety bądź też spróbuje nawiązać kontakt z Tobą. happy Endu nie będzie.  Masz szansę z tego wyjść ale musiałabyś uwierzyć w siebie, kopnąć zdradzacza w 4 literki, odciąć się od niego całkowicie (żadnych ckliwych pożegnań, smsków, życzeń na Święta itp.) ale na to trzeba siły, samozaparcia i odwagi. Najlepszy w mojej głowie scenariusz to "żona pakuje amanta ofiarowując Ci go w całości,  po jakimś czasie znajduje fajnego i uczcicwego (fajnego i uczciwego? zaraz, zaraz...ok nierealne) faceta.



Czy w słowach - "chcę to zakończyć", "nigdy niczego od niego nie żądałam" jest coś niezrozumiałego? Zatem ten najlepszy scenariusz niech nadal pozostanie w Twojej głowie.

Proszę o rady tych, którzy byli kochankami, opamiętali się i zakańczają ten etap w życiu, a nie tych którzy tego nie przeszli, bądź byli zdradzani, bo znają to  z zupełnie innej perspektywy, przechodzą przez coś innego. Wyraźnie określiłam to w temacie postu. Dżizas.

32

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
Nie_samica napisał/a:

Zawsze kochanek demonizuje żonę, by ona czuła się wyjątkowa. Wcale nie musi być jak Ci mówi. I rani i Ciebie i ją. Na czyimś nieszczęściu szczęścia nie zbudujesz. Trochę empatii do tej kobiety? Ona nic złego nie zrobiła...

Empatię do kobiety powinien mieć przede wszystkim jej mąż.
Mąż autorki w sumie też na to zasługuje, a przede wszystkim na szacunek.

33

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?

Natanio, w wątku nowego pisałaś o tym, że facet remontuje mieszkanie, w którym mieszka z żoną, z rodziną i z tego, co ci o tym opowiada widać, że jest szczęśliwy. Jak czujesz się ty, gdy on tak spontanicznie opisuje ci jakie zakłada kafelki i jak super będzie wyglądała jego chata po remoncie, to łatwo sobie wyobrazić. Jeśli ty będziesz remontowała swoje mieszkanie, to od a do z będziesz robiła to sama i za własną kasę.
Ten facet nie ma żadnego wyczucia, skoro opowiada ci o remoncie.
Dałam ci sposób na zakończenie znajomości z nim i napisałam zadzwoń do niego udając, że jesteś w tarapatach itd.
Ty odpisałaś, że mój pomysł nie wypaliłby, bo temu facetowi daleko byłoby do ratowania cię z tarapatów.
Smutna refleksja.
Napisałaś, że czujesz się jak pochwa stojąca na dwóch nogach. Chyba naprawdę czas, bys opuściła jego towarzystwo.
Rozumiem, że to co jeszcze trzyma cię przy nim, to fakt, że gdy go widzisz jesteś jak na haju i że będąc tak szczęśliwa na jego widok nie potrafilabys oznajmic mu, że to koniec. Ze czujesz się źle dopiero wtedy, gdy spotkanie dobiega końca i on wraca do domu.
Ciągle więc jesteś bardzo za tym facetem i przykra rozmowę odkładasz na później, dzisiaj jeszcze nie, ale jutro pogonie go na pewno.
Tylko co dalej?
No cóż może być dalej? Normalnie będzie. Przejdziesz przez wszystkie te nieprzyjemne stany psychiczne, emocjonalne, które muszą mieć miejsce gdy zrywa się znajomość z kimś na kim ci zależy. Wszyscy, którzy zmuszeni byli do takiego kroku przeżywają potem trudne chwile. Niestety ale wiele razy piplaczesz sobie w poduszkę, będziesz chodziła zdołowana, smutna, odrzuci cię od jedzenia albo odwrotnie, na nic nie będziesz miała ani sił, ani ochoty i różne myśli będą kłębiły ci się w głowie. On będzie pisał albo dzwonił, a ty będziesz szarpała się z uczuciami i będzie kusiło cię, by spotkać się z tym facetem i jeszcze raz porozmawiać z nim. Raz będziesz chciała zrobić to, a innym razem tanto. Będziesz męczyła się po prostu i to nawet bardzo. No niestety ale tak będzie.
Zapytałaś co będzie z tobą dalej po zerwaniu, to ja ci odpowiadam.
Lekko nie będzie.
Jednak czas będzie mijał, a życie potoczy się dalej i złe emocje powoli będą się wycofywały. Będziesz coraz bardziej pogodzona z tym wszystkim i spokojna.
Kiedy to się stanie? Nie wiadomo. Mówi się, że człowiek leczy się z jakiegoś związku mniej więcej przez połowę czasu z tego, ile czasu trwał dany związek. To oczywiście byłoby wielkim uproszczeniem, ale może o coś w tym jest?
Tak czy siak od pstryknięcia palcem na pewno ci nie przejdzie.
Życzę ci, żebyś potrafiła zebrać się w sobie na tyle, by kopnąć tego żonatego lowelasa.

Daj sobie szansę na to, by żyć w spokoju i potem znaleźć jakiegoś fajnego faceta, z którym możliwe będzie ułożenie sobie życia na co dzień.

34

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
Netania1 napisał/a:
MonkaIska napisał/a:

Jak to się skończy? Źle. Dla kogoś na pewno. Gdyby chciał odszedłby od żony już dawno bo trochę w tym tkwicie, na tyle długo by motylki zdążyły odfrunąć. Będzie z Tobą o ile żona go wywali (jesteś kołem zapasowym). Albo skończy ten romans, zostanie z żoną i pewnie z czasem poszuka innej kobiety bądź też spróbuje nawiązać kontakt z Tobą. happy Endu nie będzie.  Masz szansę z tego wyjść ale musiałabyś uwierzyć w siebie, kopnąć zdradzacza w 4 literki, odciąć się od niego całkowicie (żadnych ckliwych pożegnań, smsków, życzeń na Święta itp.) ale na to trzeba siły, samozaparcia i odwagi. Najlepszy w mojej głowie scenariusz to "żona pakuje amanta ofiarowując Ci go w całości,  po jakimś czasie znajduje fajnego i uczcicwego (fajnego i uczciwego? zaraz, zaraz...ok nierealne) faceta.



Czy w słowach - "chcę to zakończyć", "nigdy niczego od niego nie żądałam" jest coś niezrozumiałego? Zatem ten najlepszy scenariusz niech nadal pozostanie w Twojej głowie.

Proszę o rady tych, którzy byli kochankami, opamiętali się i zakańczają ten etap w życiu, a nie tych którzy tego nie przeszli, bądź byli zdradzani, bo znają to  z zupełnie innej perspektywy, przechodzą przez coś innego. Wyraźnie określiłam to w temacie postu. Dżizas.

Dżizas! Zdenerwowałaś się brawo! Czyli jakiś tam temperamencik w Tobie drzemie. Tylko zobacz póki co chcesz ale tylko w wątku, piszesz, ze chcesz zerwać i dalej....piszesz i lejesz łzy. Przeczytaj jeszcze raz tytuł, który sama napisałaś. Dżizas smile To jako niezdradzająca dodam ostatni post w tym wątku (skoro to tylko dla zdradzaczy, to uciekam) wpisz sobie datę odejścia w tym tytule, bo będziesz "będziesz chciała to zakończyć" i "niczego od niego nie będziesz żądała" jeszcze 2025 roku.

35

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
Netania napisał/a:
Szary80 napisał/a:
Secondo1 napisał/a:

A nie przyszło Ci na myśl , że nie każdy chce robić śmietnik z uczuć dziecka dla zaspokojenia swoich doraźnych potrzeb ?

Masz dużo tupetu żądać od niego, żeby zostawił dziecko i spełnił Twoje zachcianki.

A może ... nie chce zostać rogaczem jak Twój mąż smile

Duuuuuzo roszczeń i pretensji do wszystkich wokół Ciebie, ale jakoś omijasz temat Twojego dziecka i jego przyszłości w tym Twoim wymarzonym zwiazku.


Trochę ostro pojechałeś ale myśle ze nie o to tutaj w tym poście chodziło . Moim zdaniem chodzi o to ze jak mężatka czy żonaty wchodzą w romans to jest dla nich bajeczka ale jak przychodzi co do czego to znajdują wymówki typu dzieci , kredyty itp tak nagle a na początku nikt nic nie wspominał .


Chcę
to
zakończyć.

Nigdy
niczego
od
niego
nie
żądałam

Więcej już tak nie robię, bo nie wiem czy wolno, a admiństwo nerwowe.
No więc - jak już pisałam powyżej, emocjonalne wciąganie drugiej strony w taki układ, to zwykłe skur...syństwo (ukłony do adminów, a tak btw kto by tam czytał regulaminy, liter tyle - a Wy w razie czego prostujecie ludzi wink pozdrawiam) podane na srebrnej tacy. Uczciwiej byłoby powiedzieć, że to ma być tylko bzykanie i tyle. Wtedy ta druga, bardziej kochliwa i emocjonalna strona szybciej się ogarnie. Tylko, że tu chodzi chyba o to, żeby się nie ogarniała jak najdłużej, a najlepiej nigdy. Po co fantazjować o tym, co by było gdyby, po co mamić wizją odwiedzenia kiedyś tam jego rodziny (która mieszka daleko), po co?


Mam uczucia. Całe mnóstwo. Śmiecenie w nich takimi tekstami jest zwyczajnie wredne. Jak tak można? 

Nigdy nie mogłam pojąć jak to jest, że pomimo mojego zaangażowania, dawania komuś całego swojego serca, po jakimś czasie trafiam na zwykły mur, czuję się po prostu emocjonalnie wykorzystana do cna. Tak jakby ktoś korzystał z tego, że mi zależy...

Zbieram siły na najsmutniejszą rozmowę w moim życiu. Jeśli się nie ogarnę i nie zawalczę wreszcie o siebie, zbyt  jeszcze będę cierpieć. To jest jakaś masakra - kiedy on jest obok, jest mi fantastycznie. Kiedy wychodzi - jakby ktoś mi gniótł serce w zaciśniętej dłoni.
Słyszę o ich wspólnych wakacjach, wyjeździe na święta, i cierpię.

Jego żony mi żal. Choć obie jesteśmy oszukiwane, to ja chociaż o tym wiem, mogę zareagować i nie jestem z nim niczym związana. Za to ona... nie chciałabym być na jej miejscu.

Jak to się skończy, oleję chyba wszystkie związki. Nie mam zdrowia do tego. To już lepiej być samej, niż się tak szarpać. W końcu i tak - jak to ktoś powiedział - rodzimy się i umieramy sami.



To ja widzę ze Ty w tym tkwisz . Nie wiedziałem bo tutaj już sam nie wiem po nickach kto ma romans , kto miał a kto chce mieć . Nie wiem ile czasu w tym tkwisz ale ja po ponad 3 latach powiedziałem wkoncu dość bo miałem to samo co Ty . Tez nasłuchałem się o ich życiu i każde Święta czy cokolwiek byłem z boku dlatego walnąłem pięścią w stol . Nie było łatwo ale musiałem dla siebie . Skoro Ona niby nie mogła ze mną być bo to czy tamto to ja tez nie mogę być i tyle . Powiem Ci ze myślałem ze będzie gorzej ale nie jest zle . Nie szukam kontaktu i unikam miejsc gdzie mógłbym ja spotkać . Szczerze poprostu sram w to i tyle . Nie to nie a ja sobie i tak poradzę . Musisz zebrać się na odwagę i nie patrzeć na to co was łączy bo jak sama zauważyłaś On na to nie patrzy . Jak by tak zrobił teraz byś z nim pila poranna kawkę a tak dzień w dzień Ona z nim pije . Nadal . Zbieraj siły i ratuj to co Ci jeszcze zostało bo życie jest krótkie i dasz radę jeszcze kogoś sobie znaleść . Uwierz mi .

36

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?

Czytam i tak sobie myślę że Twój błąd nastąpił wówczas kiedy weszłaś w intymną relację ze swoim obecnym kochankiem wiedząc że ma żonę i rodzinę.Dałaś mu informację że to nie jest dla Ciebie jakąś przeszkodą w relacji, w romansie.Jesteś dużą dziewczyną i musiałaś wiedzieć że to Cię ustawia w pewnej pozycji a teraz no cóż chciałabyś pić również poranną kawę i wyjść z sypialni, uważasz że fakt iż oddałaś całe serce jemu jego zobowiązuje wobec Ciebie, a co z jego zobowiązaniami wobec rodziny tam też może serce krwawić bez względu co Ty na ten temat wiesz i uważasz, Pomyśl Netanio czy to co napisałaś w tytule to prawdziwa chęć bo jednak podejrzanie ochoczo podchwyciłaś to co Hrefi pisał a to trochę tak jakbyś słuchała swojego kochanka, szybko ulegasz takiej narracji a przyznasz że obiektywny głos to nie jest, moja opinia też może Ci się wydawać tendencyjna bo kochanką nie byłam i nie jestem ale jednak wysłuchaj różnych opinii

37

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
Szary80 napisał/a:
Netania napisał/a:
Szary80 napisał/a:

Trochę ostro pojechałeś ale myśle ze nie o to tutaj w tym poście chodziło . Moim zdaniem chodzi o to ze jak mężatka czy żonaty wchodzą w romans to jest dla nich bajeczka ale jak przychodzi co do czego to znajdują wymówki typu dzieci , kredyty itp tak nagle a na początku nikt nic nie wspominał .


Chcę
to
zakończyć.

Nigdy
niczego
od
niego
nie
żądałam

Więcej już tak nie robię, bo nie wiem czy wolno, a admiństwo nerwowe.
No więc - jak już pisałam powyżej, emocjonalne wciąganie drugiej strony w taki układ, to zwykłe skur...syństwo (ukłony do adminów, a tak btw kto by tam czytał regulaminy, liter tyle - a Wy w razie czego prostujecie ludzi wink pozdrawiam) podane na srebrnej tacy. Uczciwiej byłoby powiedzieć, że to ma być tylko bzykanie i tyle. Wtedy ta druga, bardziej kochliwa i emocjonalna strona szybciej się ogarnie. Tylko, że tu chodzi chyba o to, żeby się nie ogarniała jak najdłużej, a najlepiej nigdy. Po co fantazjować o tym, co by było gdyby, po co mamić wizją odwiedzenia kiedyś tam jego rodziny (która mieszka daleko), po co?


Mam uczucia. Całe mnóstwo. Śmiecenie w nich takimi tekstami jest zwyczajnie wredne. Jak tak można? 

Nigdy nie mogłam pojąć jak to jest, że pomimo mojego zaangażowania, dawania komuś całego swojego serca, po jakimś czasie trafiam na zwykły mur, czuję się po prostu emocjonalnie wykorzystana do cna. Tak jakby ktoś korzystał z tego, że mi zależy...

Zbieram siły na najsmutniejszą rozmowę w moim życiu. Jeśli się nie ogarnę i nie zawalczę wreszcie o siebie, zbyt  jeszcze będę cierpieć. To jest jakaś masakra - kiedy on jest obok, jest mi fantastycznie. Kiedy wychodzi - jakby ktoś mi gniótł serce w zaciśniętej dłoni.
Słyszę o ich wspólnych wakacjach, wyjeździe na święta, i cierpię.

Jego żony mi żal. Choć obie jesteśmy oszukiwane, to ja chociaż o tym wiem, mogę zareagować i nie jestem z nim niczym związana. Za to ona... nie chciałabym być na jej miejscu.

Jak to się skończy, oleję chyba wszystkie związki. Nie mam zdrowia do tego. To już lepiej być samej, niż się tak szarpać. W końcu i tak - jak to ktoś powiedział - rodzimy się i umieramy sami.



To ja widzę ze Ty w tym tkwisz . Nie wiedziałem bo tutaj już sam nie wiem po nickach kto ma romans , kto miał a kto chce mieć . Nie wiem ile czasu w tym tkwisz ale ja po ponad 3 latach powiedziałem wkoncu dość bo miałem to samo co Ty . Tez nasłuchałem się o ich życiu i każde Święta czy cokolwiek byłem z boku dlatego walnąłem pięścią w stol . Nie było łatwo ale musiałem dla siebie . Skoro Ona niby nie mogła ze mną być bo to czy tamto to ja tez nie mogę być i tyle . Powiem Ci ze myślałem ze będzie gorzej ale nie jest zle . Nie szukam kontaktu i unikam miejsc gdzie mógłbym ja spotkać . Szczerze poprostu sram w to i tyle . Nie to nie a ja sobie i tak poradzę . Musisz zebrać się na odwagę i nie patrzeć na to co was łączy bo jak sama zauważyłaś On na to nie patrzy . Jak by tak zrobił teraz byś z nim pila poranna kawkę a tak dzień w dzień Ona z nim pije . Nadal . Zbieraj siły i ratuj to co Ci jeszcze zostało bo życie jest krótkie i dasz radę jeszcze kogoś sobie znaleść . Uwierz mi .


Mieć romansu to chyba nikt nie chce. To się po prostu zdarza. Ja nigdy nie planowałam, co więcej nie mieściło się to w moich normach. Nigdy. A jednak, oszalałam chyba. Jestem jednak w punkcie, w którym muszę podjąć decyzję zakończenia czegoś co jest złe. Jeśli komuś związek się nie układa, to go po prostu kończy. Nie. On nie był powodem zakończenia mojego 14letniego małżeństwa. Co najwyżej katalizatorem.

Dziękuję wszystkim normalnym, dobrym ludziom za rady, których mi udzielili. Dziękuję :
Nowy ,
Ulle,
Nie-samica,
Szary80,
Beyondthetime12,
Hrefi,
Saba88,
Smutna32,
Noname1



Jestem gotowa to zakończyć. Jeśli nie dostanę bana, to powiem jak to się skończyło, co czuję. Ewentualnie założę nowy wątek.



MonkaIska - bardzo Ci współczuję. Na pewno nie jest Ci lekko żyć ze świadomością, że człowiek, którego miałaś za przyjaciela, ukochanego Cię zdradził. Nie wiem czemu z nim jesteś. (Swoją drogą naprawdę wierzysz, że jego zdrada była "tylko" emocjonalna?) Może jesteś od niego uzależniona finansowo, może emocjonalnie - ja tego nie wiem, to Twoja sprawa. Może skieruj jednak swoje frustracje i żale na swojego męża i jego kochankę a nie na mnie, bo to on Cię zdradził a nie ja. Gdzieś pisałaś, że żałujesz, że ona go sobie nie wzięła - to po co z nim jesteś. Kopnij w tyłek i po sprawie. Widzisz... nie takie to proste prawda? Ja w 2025 będę mgliście wspominać moją historię, a Ty pewnie wciąż będziesz żyć u boku człowieka, który Cię zawiódł, czego Ci nie życzę. Nie uraziłaś mnie, Twoje ironiczne uwagi i plucia jakoś mnie nie ruszyły - widać jednak przez nie, że ewidentnie sobie nie radzisz. Daj sobie pomóc - czasem dobrze jest przegadać to z kimś kto się na tym zna (psycholog?)

Nie wiem za co ten ban IsaBelle - powiedziałaś, że mam nie kląć więc przestałam. W innym wątku "mąż mi nie wierzy..." zwróciłam Ci tylko uwagę, że ta dziewczyna potrzebuje pomocy,być może fachowej a nie twoich głupuio-mądrych uwag typu "ile ty masz lat" Żenada IsaBell, że taki ktoś może moderować cokolwiek. Twój ban koło torby mi lata, także rób co uważasz.

Drodzy Państwo, admini i zwykli użytkownicy forum - po drugiej stronie monitora siedzi człowiek. Człowiek z uczuciami. Może wasza luźna uwaga typu "skąd się biorą tacy idioci", "ile ty masz lat", kogoś nie obejdzie, a może będzie - w przypadku naprawdę potrzebujących, skopanych przez świat i życie  ludzi - kroplą przepełniającą czarę goryczy? Trochę empatii, zrozumienia, zwykłej ludzkiej dobroci. To nie boli. I nic nie kosztuje.

38

Odp: Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?
AniazNeta napisał/a:
Szary80 napisał/a:
Netania napisał/a:

Chcę
to
zakończyć.

Nigdy
niczego
od
niego
nie
żądałam

Więcej już tak nie robię, bo nie wiem czy wolno, a admiństwo nerwowe.
No więc - jak już pisałam powyżej, emocjonalne wciąganie drugiej strony w taki układ, to zwykłe skur...syństwo (ukłony do adminów, a tak btw kto by tam czytał regulaminy, liter tyle - a Wy w razie czego prostujecie ludzi wink pozdrawiam) podane na srebrnej tacy. Uczciwiej byłoby powiedzieć, że to ma być tylko bzykanie i tyle. Wtedy ta druga, bardziej kochliwa i emocjonalna strona szybciej się ogarnie. Tylko, że tu chodzi chyba o to, żeby się nie ogarniała jak najdłużej, a najlepiej nigdy. Po co fantazjować o tym, co by było gdyby, po co mamić wizją odwiedzenia kiedyś tam jego rodziny (która mieszka daleko), po co?


Mam uczucia. Całe mnóstwo. Śmiecenie w nich takimi tekstami jest zwyczajnie wredne. Jak tak można? 

Nigdy nie mogłam pojąć jak to jest, że pomimo mojego zaangażowania, dawania komuś całego swojego serca, po jakimś czasie trafiam na zwykły mur, czuję się po prostu emocjonalnie wykorzystana do cna. Tak jakby ktoś korzystał z tego, że mi zależy...

Zbieram siły na najsmutniejszą rozmowę w moim życiu. Jeśli się nie ogarnę i nie zawalczę wreszcie o siebie, zbyt  jeszcze będę cierpieć. To jest jakaś masakra - kiedy on jest obok, jest mi fantastycznie. Kiedy wychodzi - jakby ktoś mi gniótł serce w zaciśniętej dłoni.
Słyszę o ich wspólnych wakacjach, wyjeździe na święta, i cierpię.

Jego żony mi żal. Choć obie jesteśmy oszukiwane, to ja chociaż o tym wiem, mogę zareagować i nie jestem z nim niczym związana. Za to ona... nie chciałabym być na jej miejscu.

Jak to się skończy, oleję chyba wszystkie związki. Nie mam zdrowia do tego. To już lepiej być samej, niż się tak szarpać. W końcu i tak - jak to ktoś powiedział - rodzimy się i umieramy sami.



To ja widzę ze Ty w tym tkwisz . Nie wiedziałem bo tutaj już sam nie wiem po nickach kto ma romans , kto miał a kto chce mieć . Nie wiem ile czasu w tym tkwisz ale ja po ponad 3 latach powiedziałem wkoncu dość bo miałem to samo co Ty . Tez nasłuchałem się o ich życiu i każde Święta czy cokolwiek byłem z boku dlatego walnąłem pięścią w stol . Nie było łatwo ale musiałem dla siebie . Skoro Ona niby nie mogła ze mną być bo to czy tamto to ja tez nie mogę być i tyle . Powiem Ci ze myślałem ze będzie gorzej ale nie jest zle . Nie szukam kontaktu i unikam miejsc gdzie mógłbym ja spotkać . Szczerze poprostu sram w to i tyle . Nie to nie a ja sobie i tak poradzę . Musisz zebrać się na odwagę i nie patrzeć na to co was łączy bo jak sama zauważyłaś On na to nie patrzy . Jak by tak zrobił teraz byś z nim pila poranna kawkę a tak dzień w dzień Ona z nim pije . Nadal . Zbieraj siły i ratuj to co Ci jeszcze zostało bo życie jest krótkie i dasz radę jeszcze kogoś sobie znaleść . Uwierz mi .


Mieć romansu to chyba nikt nie chce. To się po prostu zdarza. Ja nigdy nie planowałam, co więcej nie mieściło się to w moich normach. Nigdy. A jednak, oszalałam chyba. Jestem jednak w punkcie, w którym muszę podjąć decyzję zakończenia czegoś co jest złe. Jeśli komuś związek się nie układa, to go po prostu kończy. Nie. On nie był powodem zakończenia mojego 14letniego małżeństwa. Co najwyżej katalizatorem.

Dziękuję wszystkim normalnym, dobrym ludziom za rady, których mi udzielili. Dziękuję :
Nowy ,
Ulle,
Nie-samica,
Szary80,
Beyondthetime12,
Hrefi,
Saba88,
Smutna32,
Noname1



Jestem gotowa to zakończyć. Jeśli nie dostanę bana, to powiem jak to się skończyło, co czuję. Ewentualnie założę nowy wątek.



MonkaIska - bardzo Ci współczuję. Na pewno nie jest Ci lekko żyć ze świadomością, że człowiek, którego miałaś za przyjaciela, ukochanego Cię zdradził. Nie wiem czemu z nim jesteś. (Swoją drogą naprawdę wierzysz, że jego zdrada była "tylko" emocjonalna?) Może jesteś od niego uzależniona finansowo, może emocjonalnie - ja tego nie wiem, to Twoja sprawa. Może skieruj jednak swoje frustracje i żale na swojego męża i jego kochankę a nie na mnie, bo to on Cię zdradził a nie ja. Gdzieś pisałaś, że żałujesz, że ona go sobie nie wzięła - to po co z nim jesteś. Kopnij w tyłek i po sprawie. Widzisz... nie takie to proste prawda? Ja w 2025 będę mgliście wspominać moją historię, a Ty pewnie wciąż będziesz żyć u boku człowieka, który Cię zawiódł, czego Ci nie życzę. Nie uraziłaś mnie, Twoje ironiczne uwagi i plucia jakoś mnie nie ruszyły - widać jednak przez nie, że ewidentnie sobie nie radzisz. Daj sobie pomóc - czasem dobrze jest przegadać to z kimś kto się na tym zna (psycholog?)

Nie wiem za co ten ban IsaBelle - powiedziałaś, że mam nie kląć więc przestałam. W innym wątku "mąż mi nie wierzy..." zwróciłam Ci tylko uwagę, że ta dziewczyna potrzebuje pomocy,być może fachowej a nie twoich głupuio-mądrych uwag typu "ile ty masz lat" Żenada IsaBell, że taki ktoś może moderować cokolwiek. Twój ban koło torby mi lata, także rób co uważasz.

Drodzy Państwo, admini i zwykli użytkownicy forum - po drugiej stronie monitora siedzi człowiek. Człowiek z uczuciami. Może wasza luźna uwaga typu "skąd się biorą tacy idioci", "ile ty masz lat", kogoś nie obejdzie, a może będzie - w przypadku naprawdę potrzebujących, skopanych przez świat i życie  ludzi - kroplą przepełniającą czarę goryczy? Trochę empatii, zrozumienia, zwykłej ludzkiej dobroci. To nie boli. I nic nie kosztuje.



Masz mocne karty w tym co myślisz a mianowicie ze jak się komuś nie układa z tego co słyszysz to się coś w tym kierunku robi a nie tylko gada i mydlenie oczu . Zapytaj go ostatni raz co z wami i niech się jasno określi a potem sama będziesz wiedziała co robić . Będzie trochę ciężko bo nie da się tego o tak wyrzucić do kosza ale dasz radę . Powodzenia .

Posty [ 1 do 38 z 194 ]

Strony 1 2 3 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rok romansu, chcę i musze to przerwać.Kto z Was był w takiej sytuacji?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018