Tygodnik Osobisty - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Tygodnik Osobisty

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

1 Ostatnio edytowany przez Herlina (2020-10-09 01:19:16)

Temat: Tygodnik Osobisty

Cześć! Poznajmy się, jestem Herlina.

Chciałabym, aby ten temat był moim "pamiętnikiem" w drodze, którą teraz idę. Mam pewien plan na życie, i konkretne kroki, które muszę wykonać, by zmienić wszystko o niemal 180 stopni. Chcę zapisywać co czuję w trakcie, jakie problemy spotykam, jak mi idzie, by mam nadzieję jednego dnia móc wrócić do tych momentów i być dumną z tego, kim się stałam i co osiągnęłam.

Mam 23 lata i pracuję jako kelnerka. Zawsze mimo trudności pozostawałam pozytywnie nastawiona do życia, aż do niedawna. Ponieważ niedawno zdałam sobie sprawę, że zmarnowałam sobie życie. Nie mam wykształcenia, umiejętności, planu, ani spieniężalnego hobby. Do tej pory ślizgałam się jakoś przez życie.
Teraz tak... nie było ono łatwe. Ja wiem, każdy ma swoją historię i każdemu było lub jest ciężko.

ETAP 1: GWAŁT I NARKOTYKI
Ciężko mi nawet to pisać, ja wiem, że to brzmi nierealnie i dziwnie mi się to samej czyta. Zostałam zgwałcona, brutalnie, w wieku 17 lat, przez dwóch kolegów. Na początku jakoś sobie z tym radziłam, udawałam, że nic się nie stało. Później wyjechałam na studia - prestiżowa uczelnia, kierunek inżynierski. Nawet nie zaczęłam się uczyć. Mieszkałam w maciupkim pokoju jednoosobowym, w paskudnej dzielnicy, w obleśnym mieszkanku, a piec przez połowę czasu nawet nie grzał. Czułam się bardzo samotna. Kilka miesięcy wcześniej zerwał ze mną chłopak, z którym byłam 3 lata... Wjechał alkohol, straszne ilości, wychodziłam sama na miasto, w końcu zawsze kogoś spotykałam lub poznawałam. Nocowałam ciągle u siostry i jej chłopaka, byway miesiące kiedy u siebie byłam 2 noce w miesiącu. Zaczęłam brać narkotyki, bywały sytuacje, że kupowałam 40 piguł i przerabiałam je w 2 tygodnie. W nocy śniły mi się potworne koszmary. Nie pamiętałam nawet miesiąca, w którym to się wydarzyło, jakbym miała amnezję. Znalazłam sobie sponsora który mi finansował moje używki, a na koniec rozchorowałam się na poważnie, zapalenie płuc, nieleczone i zapijane. Zerwałam ścięgno na imprezie i nie mogłam chodzić. Były momenty w którym nie jadłam 4 dni bo nie miałam siły wstać i czegoś sobie zrobić, albo nie mogłam jeść.

ETAP 2: ROK WOLNEGO I STABILNOŚĆ
Wtedy odezwał się ex, nagle po pół roku chciał wrócić. Złamał mi wcześniej potwornie serce i naprawdę, po tym czasie już go nie chciałam. Ale on naprawdę urządził kompletną histerię, jak ja na początku, i nie odpuszczał. Przyjeżdżał do mnie, namawiał, a ja po prostu pękłam. Nie wiedział o tym, co się działo. Z tygodnia na tydzień rzuciłam uczelnię, mieszkanie, alkohol, narkotyki, sponsora i wróciłam do rodziców. Chłopak był dla mnie naprawdę dobry w tym czasie. Już do naszego rozstania, z mojej inicjatywy, nie mam mu nic do zarzucenia. Dochodziłam do siebie po tym wszystkim. Została ze mnie zdjęta presja studiów, stwierdziłam, że zawaliłam ten rok, a następny świadomie zrobiłam sobie wolny. Właściwie, to się obijałam, dochodziłam do jakiegoś zdrowia psychicznego. Dorabiałam jako kelnerka, żyłam jak normalna osoba.

ETAP 3: ZAŁAMANIE NERWOWE I TERAPIA
Jednego dnia wszystko runęło jak domek z kart. Nagle podczas zwykłej kłótni rutynowej w związku, coś się stało. Jakbym dostała obuchem w łeb, świat zaczął wyglądać inaczej, przerażająco. W pół zdania przerwałam i nagle nie było dla mnie żadnego bezpiecznego miejsca. Potworny strach, chciałam jechać do szpitala psychiatrycznego, żeby mnie uśpili, żeby to jakoś przeżyć. A mój chłopak, zrozumiałam, nie był dla mnie kimś kto mógł pomóc. Był mi obcy.
Nigdy wcześniej ani później czegoś takiego nie przeżyłam. Dziś wiem, że była to reakcja Flight-or-Fight, której następstwem była silna derealizacja. Świat był ten sam, ale ja go już nie poznawałam. Miałam zaburzenia widzenia. Utrzymywało się to kilka miesięcy.
To spowodowało kilka rzeczy. Po pierwsze, rozstanie, ponieważ pojęłam, że nie kocham mojego partnera. Po drugie, poszłam na terapię.
Sama terapia nie pomogła mi aż tak, jak fakt zdecydowania się na nią, i zawalczenia o moje zdrowie psychiczne. Okazało się, że mam przewlekły zespół stresu pourazowego, spowodowanego nie tylko gwałtem, ale i nadużywaniem narkotyków - były sytuacje, kiedy wzywana była do mnie karetka. Zaczęłam rozumieć mechanizmy, świadomie dbałam o spokój, ucinałam wszelkie dramaty w swoim życiu, robiłam wszystko co należy. Wtedy, w ciągu kilku miesięcy, stałam się niemal zupełnie inną osobą.

ETAP 4: PEWNA SIEBIE JA, I MÓJ CZAS
Czułam się, jakby ktoś mi zapalił światło. Po terapii czułam się naprawdę nie tylko wartościową osobą, ale także dobrą, bardzo samoświadomą. Moje blizny przekształciłam w coś dobrego. Miałam wrażenie, że przez moje doświadczenia bardziej doceniam życie, niż moi rówieśnicy. Moje szczęście nie zależało od tego, co się działo, a ode mnie. Można powiedzieć, że byłam w zgodzie ze sobą.
Tym razem wiedziałam, czego chcę. Poprzednia uczelnia nie była dla mnie. Poszłam znowu na kierunek inżynierski, ale do szkoły ekonomicznej. Byłam bardzo ambitna, zabawowa, wszędzie było mnie pełno. Zbierałam same piątki,  działałam w samorządzie, zdobyłam przyjaciół i masę super-pozytywnych przeżyć. Czułam się, jakbym znalazła w końcu swoje miejsce. Rewelacyjnie zdałam sesję. Miałam przyjaciela, z przyjaciela stał się on moim chłopakiem. Zamieszkaliśmy razem.

ETAP 5: POBICIE I KOLEJNE DNO
Chłopak znał moją historię, z ominięciem sponsora. Dowiedział się, powiedziałam mu prawdę. Było ciężko, ale zdecydował się zostać. Zaczął być wtedy wobec mnie agresywny. Nie wynikało to z jego charakteru, naprawdę, to był bardzo dobry człowiek nawet z perspektywy tego, co się wydarzyło. Niestety to wydarzenie uaktywniło jego problemy psychiczne. Był kompletnie oderwany od rzeczywistości, ale to zbyt rozległy temat na teraz. Wyrzucił mnie z mieszkania w środku nocy, po tym jak mnie mocno poszarpał, woził po mieście, groził rozbiciem auta z nami w środku. Wyrzucał moje rzeczy na podłogę, wyzywał, wręcz brzydził mną. Moi rodzice zabrali mnie ok. 2, całą drogę w aucie płakałam. Po tym incydencie, tydzień później pojechałam odebrać resztę swoich rzeczy ze szwagrem, i był do rany przyłóż. Namówił mnie na pójście do terapeuty - nie dla nas, tego już nie było dla mnie, ale dla niego - bo on sobie nie radził. Mimo, że chciałam się odciąć to moje altruistyczne ja przemówiło i zgodziłam się. Zamiast tego podstępem zwabił mnie do domu, gdzie byłam przetrzymywana 18 godzin, bita, wyzywana. Groził mi, mojej rodzinie, machał nożem. Pluł na mnie, kopał, nogą dociskał moją głowę do ziemi. Udało mi się uciec.
Nie chce mi się nawet pisać tego, co było dalej. Przeżywałam koszmar, rozdarta, nie wiedząc, czy iść z tym na policję, czy nie. Wiedziałam, że on jest nieobliczalny, znał moje tajemnice. I tak powiedział komu się dało, mojej matce, szwagrowi.  Miałam nagrania na telefonie, obdukcję. Odesłałam telefon do firmy która odzyskała dane (Tak, roztrzaskał go). Paczkę zwrotną mam do dziś, nie otworzoną. Jego znajomi zadbali o niego, mieli mi oddać pieniądze za telefon. Targowali się ze mną... Rozumiecie, targowali się, wyszydzali, dostawałam telefony z ich śmiechami i wyzwiskami. Uważali, że mi przecież pomagają. A ja miałam go kryć, nie mówić jego matce, ojcu. Do teraz mnie to strasznie emocjonuje. W tym czasie nie jadłam praktycznie nic, nie żyłam.  Wciąż myślałam, czy iść na policję czy nie, wciąż płakałam. Bałam się go bardzo. Na policji ostatecznie byłam na konsultacji, sporządzono notatkę, ale tydzień później podpisałam oficjalne dokumenty, by zaniechać postępowania.
Do teraz nie wiem, czy słusznie postąpiłam. Czasem żałuję, a czasem nie.

ETAP 6: WALKA
Więc byłam znowu u moich rodziców, w wieku 21 lat. Po tej sytuacji dałam sobie kilka dni na to, by leżeć i cierpieć. Zmieniło się to w 2 tygodnie, ale nie pozwoliłam sobie na więcej. Chciałam wszystkim udowodnić, że nic mi nie jest i dam sobie radę, przede wszystkim sobie. Akurat gdy to się działo, była sesja. Jak pewnie się domyślacie, nie zdałam. Rodzice wyjechali do Włoch, a ja 2 tygodnie z nikim nie rozmawiałam, czytałam, biegałam, płakałam.
Życie ułożyło mi się dość szybko na nowo. Z rodzicami nie dałam rady mieszkać. Zamieszkałam z moimi najlepszymi przyjaciółmi, czyli siostrą i szwagrem. Wkręciłam się w ich paczkę przyjaciół, poznałam nowych, znalazłam pracę. Ale już nie było jak wcześniej. Sporo piłam znowu, wpadałam w dziwne stany, zawalałam sprawy i w pracy, i rodzinne. Znowu sprowadzałam do domu ludzi, na siebie kłopoty, siostra miała dość. Czułam, że tracę kontrolę ale nie potrzebowałam by ktoś mi mówił, że źle się zachowuje. Doskonale wiedziałam. Tak samo jak to, że muszę to przejść, taka kolej rzeczy. W grudniu poznałam kogoś.

ETAP 7: ZWIĄZKOWE FAUX PAS
W Lutym siostra z mężem kupili mieszkanie, a do mnie wprowadził się chłopak. Dla mnie się przeprowadził z innego województwa, zmienił pracę i tak dalej. Od początku nie umiałam mu zaufać, nie wierzyłam w intencje, nie dawał mi poczucia bezpieczeństwa. Coś tam mu powiedziałam z tego, co się działo, ale nigdy nie czułam, że mogę więcej. Tyle tylko, żeby rozumiał, dlaczego mam zachowania takie a nie inne. Po 3 miesiącach zaczął wychodzić z niego cham i prostak, straciłam pracę z powodu lockdownu i mieliśmy szansę spędzić dużo czasu razem. Chłopak - kompletna pomyłka. Po 6 miesiącach znajomości zaczął być agresywny, nie mogłam w to uwierzyć, że się znowu dzieje. Kazałam mu się wynosić. Po miesiącu był mi już kompletnie obojętny.

ETAP 8: CHOROBA
Od 2 lat zmagam się z objawami, część z nich przebadałam wcześniej, część niedawno. Diagnozy, co to jest, jeszcze nie mam. Mam natomiast stwierdzone kilka rzeczy i kilka chorób towarzyszących, jak np. tężyczka, anemia, insulinooporność, mioklonie pniowe, osłabienie mięśni i podwyższona kinaza kreatynowa (rozpad białek), parastezje, nietolerancja wysiku. Prawdopodobnie cierpię na jakąś chorobę metaboliczną, mam skierowanie do szpitala na badania, ale muszę przeczekać pandemię. Z ich powodu przeleżałam niemal cały lockdown.

ETAP 9: DOJRZAŁOŚĆ
Od wyprowadzki chłopaka mieszkam sama, z dziarskim kotem Rejentem którego przygarnęliśmy ze schroniska. Na to rozstanie zareagowałam bardzo spokojnie. Czułam, że coś się zmieniło we mnie. Zupełnie nie miałam chęci na żadne imprezy ani facetów. Kupiłam rower, jeździłam nad jezioro czytać. Odcięłam się od toksycznych znajomych, za to bardzo zacieśniłam relacje z bliskimi przyjaciółmi i rodziną, którym poświęcam w sumie większość wolnego czasu. Mimo, że byłam całe życie bałaganiarą, nagle w domu zaczęłam mieć wieczny porządek. Zaczęłam leczyć moje dolegliwości, brać leki, trenować. Mimo osłabienia mięśni i wytrzymałości, zmuszam się do biegania i treningów. Jest bardzo ciężko, ponieważ jest to przeciwko mojemu ciału, ale miesiąc temu przebiegłam półmaraton, zajmując w swojej grupie miejsce na podium. Gotuję sobie pyszności, jem bardzo zdrowo. Zasypiam bez problemu, śpię regularnie po 8 godzin.  Zupełnie sama utrzymuję siebie i dwupokojowe mieszkanie w centrum. Zasadziłam swoje rośliny i zioła, urządziłam dom, zaczęłam zbierać sprzęt domowy. Wszystkie sprawy załatwiam od razu, a w życiu na co dzień jestem spokojna. Czuję się, jakbym naprawdę była dorosła, w końcu doszła do jakiegoś momentu, kiedy ogarnęłam siebie i swoje emocje. Czuję się samowystarczalna, i znowu, wystarcza mi moja osoba do szczęścia. Równocześnie, kiedy doszłam do stabilności, zrozumiałam, że tak będzie wyglądać moje życie.

ETAP 10: PLAN
Nie zrozumcie mnie źle, jest mi generalnie dobrze, po prostu nie wyobrażam sobie robić tak do końca życia. Za miesiąc kończę 23 lata, i nie mam nic. Może chwilowo jest okej, ale ja chcę dążyć do czegoś. Moja praca, choć finansowo dobra, jest cholernie ciężka i bez szans na awans. Zrozumiałam to niedawno, i poczułam, że zmarnowałam życie. Ponieważ zamiast dążyć do czegoś, zmarnowałam czas na te wszystkie przepychanki. Część to moja wina i wybór, część nie, ale czuję się okropnie z tym, że moi rówieśnicy kończą studia, zakładają rodziny, a ja wciąż nie mam żadnych umiejętności. Uczyłam się zawsze z łatwością  i uważam, że stać mnie na wiele więcej.
Dlatego stworzyłam plan, i zamierzam zrobić wszystko, by się spełnił.

Pierwszą i najważniejszą zasadą jest - ŻADNYCH związków! Ewidentnie mam z nimi problem, coś robię nie tak, wybieram nie tak, przez związki traciłam sporo szans.  Najpierw muszę zadbać o siebie, swoje zdrowie psychiczne i fizyczne, zainwestować czas gdzie indziej, a dopiero potem szukać partnera.
Chcę zachować pracę jako kelnerka przez następne kilka miesięcy, bo choć jest bardzo ciężka, jestem w stanie dobrze zarobić, a od przyszłego miesiąca chcę rozpocząć kurs prawa jazdy. Po znajomości, od przyszłego miesiąca również rozpocznę szkolenie na agenta ubezpieczeń - proces papierkowy trwa. Będę pracować 7 dni w tygodniu - wyrabiając etat cztery dni w tygodniu w lokalu, a trzy przeznaczając na doradztwo.
Prawdopodobnie w sezonie zimowym będę mogła zmniejszyć ilość godzin i pracować w lokalu jedynie weekendowo.
Ciężka praca mi nie przeszkadza, a będę potrzebować pieniędzy na spłatę długów u rodziców z powodu lockdownu i kupić pierwsze auto. Z tego samego powodu szukam współlokatora, żeby obniżyć standard życia, ale oszczędzić niemało.
Siostra zaszła w ciążę, i domyślnie za około pół roku będę mogła zastąpić ją w jej miejscu pracy w banku, które nie wymaga wyższego wykształcenia. To, czy to się stanie, zależy od tego, jak będzie wyglądała praca jako agent. Możliwe, że będę nadal tak dorabiać, możliwe też, że nie będzie to opłacalne. Jest szansa też, że zarobki będą na tyle dobre, że się na to przerzucę całkowicie.
Za rok chcę rozpocząć zaocznie studia inżynierskie, programistykę. Pieniędzy będę potrzebować w sumie tylko na utrzymanie się, więc będę musiała zobaczyć, jakie mam opcje. Wybiorę najodpowiedniejszą,  by móc studiować. Od uczelni mieszkam już 200 metrów, więc mam niedaleko smile Już na poprzednich przerabiałam schematy blokowe, ja wiem, że to bardzo daleko do programowania, ale miałam do tego niesamowitą smykałkę i uważam, że się do tego nadaję. W tygodniu praca, po pracy i w weekendy nauka. Mam nadzieję, że uda mi się dodatkowe kursy robić z programowania oraz z j. angielskiego, który znam na poziomie B2/C1 i naprawdę niewiele potrzebuję, żeby pociągnąć to na maksa, a może otworzyć mi tyle możliwości.
Od przyszłego tygodnia zaczynam treningi i rehabilitację z prywatnym trenerem, a w przyszłym roku chcę domknąć temat mojego zdrowia.
W tym wszystkim, kiedy nadejdzie odpowiednia pora i pieniądze, będę chciała zacząć terapię. Taką prawdziwą, szczerą, i poukładać wszystko to, co mam w głowie i co mnie spotkało.

Wiem, że czeka mnie teraz ogrom pracy i będę musiała wykazać się ambitnością, pracowitością i wytrwaniem, ale jestem absolutnie przekonana, że jestem w stanie poświęcić się moim celom przez następne lata. Trzymajcie za mnie kciuki, będę pisać, jak mi idzie - a tymczasem, pierwsze wyzwanie za tydzień - ponieważ biorę udział w mistrzostwach świata w półmaratonie, a mój stan ostatnio nie zachwyca wink

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Tygodnik Osobisty

Witam znowu smile
Dziś były mistrzostwa świata na dystansie półmaratonu, Gdynia 2020.
Z powodu chorób, nie jestem zdolna do takich wyników jak inni, ale ciężko pracuję. Dziś wydarzył się mini-cud. Jestem diabelnie zawzięta i ostatni półmaraton przebiegłam z zatruciem pokarmowym, po drodze wymiotując, zupełnie odwodniona. Tym razem było zupełnie inaczej. Nie było idealnie, bo biegłam w mocnym deszczu przez cały czas, ale czułam się świetnie tego dnia, a czas zrobiłam lepszy od planowanego.... o 11 minut!! Nie mogłam sama w to uwierzyć, jak dobrze mi poszło. Cały półmaraton biegłam szybciej, niż jeszcze miesiąc temu biegałam 10km. Leki w końcu zaczynają działać.

Po udało mi się ogarnąć, i z bólem nóg i stawów udać się do przyjaciół na opijanie. Ale jako, że wszyscy jesteśmy już stare baby i dziady,  prawie nic nie zostało ostatecznie wypite (i dobrze!). W tym momencie, w swojej kategorii, ZAJMUJĘ 14 MIEJSCE NA ŚWIECIE!!! Wsród 8,5 tys. biegaczy! Oczywiście amatorów, jak ja.

Wydarzyło się coś jeszcze, poznałam kogoś, i mam straszny bałagan w głowie. Uważam, że jestem ładna, ale nie na miarę modelki. Natomiast on, to prawdziwy model, i to z fachu. Jednocześnie bardzo mi się podoba (kogo by nie pociągał model niczym z reklamy Calvina Cleina), i odpycha. Z doświadczenia wiem, że zazwyczaj tak ładni ludzie mają pewne nieprzychylne cechy, szczególnie mężczyźni. I często niewiele do zaoferowania jako osoba. Nie wiem, czego może ode mnie chcieć, ale przy nim czułam się jak mała bezradna dziewczynka, gotowa rzucić się na szyję i wyznawać miłość. Ostatni raz czułam się tak przy kimś 10 lat temu, jak poznawałam pierwszą miłość, z którą spędziłam 5 lat. Tym bardziej mnie to martwi, bo życie niestety tak nie wygląda, ja mam plany i cele do zrealizowania i brak czasu na jakieś relacje. Muszę się zastanowić, co jest dla mnie ważne. Zaprosił mnie na kawę, ale nie wiem, czy chcę. Nie jestem gotowa na związki, tym bardziej, że mnie potwornie onieśmiela i mogłabym wpaść jak śliwka w kompot.
Z resztą, czego on może ode mnie chcieć? I czy czułabym się z nim pewnie? Właśnie dlatego chyba zrezygnuję, nie chce mi się w to wszystko bawić, nie nadaję się do tego całego tarła związanego z nowo poznaną osobą, flirtów i tak dalej. Z drugiej strony, mój pierwszy też wydawał mi się fizycznym ideałem (bo był bardzo przystojnym mężczyzną - również fotografowanym swego czasu), a oprócz tego był kochanym, ciepłym chłopakiem, który nigdy nie spojrzał na inną i doskonale o tym wiedziałam.
Nie jestem osobą która patrzy na wygląd, byłam z kimś, kto fizycznie mnie odpychał, ale się zakochałam i znalazłam w nim atrakcyjne cechy. Seks mieliśmy najlepszy ze wszystkich. Wolałam tę przyjaźń, która była najpierw, i naturalny rozwój relacji. Mimo to, nie da się zanegować, że na każdego człowieka zadziała ich fizyczny ideał.

Czy można mieć jedno i drugie?

3

Odp: Tygodnik Osobisty

Herlino, czuję się w obowiązku zauważyć, że jesteśmy na forum - w miejscu, które z założenia służy dyskusji, czyli wymianie poglądów i komentarzy. Do prowadzenia pamiętnika czy bloga stworzono w sieci inne miejsca, przeznaczone dokładnie temu celowi. Tym samym jeśli nie zadajesz pytań, nie oczekujesz komentarzy, nie jesteś zainteresowana dyskusją, to Twój wątek nie bardzo wpisuje się w schemat Netkobiet i funkcję, do realizacji której nasze forum zostało stworzone. Uprzedzam, że jeśli formuła tego tematu nie zostanie zmieniona, może on zostać zamknięty.
Z pozdrowieniami, Olinka

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

4

Odp: Tygodnik Osobisty

Programowania można się nauczyć nie wydając pieniędzy. Trzeba tylko czasu i mnóstwa czasu.

Nie odrzucaj miłości z tego powodu że nie chesz związku. Można mieć kogoś bliskiego na luzie, bez zobowiązań początkowo.

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.

5

Odp: Tygodnik Osobisty

Olinka - ależ o to mi chodzi, chętnie wejdę w dyskusje, przyjmę rady, odpowiem i odpiszę. Nie ma zainteresowania moim tematem, ale na to już nic nie poradzę.
Gary - wiem, ale w badaniach rynkowych wychodzi, iż programiści bez studiów zarabiają średnio ok 30-40% mniej niż Ci z tytułem. Poza tym to jakaś taka moja wewnętrzna potrzeba, lubię się uczyć i chciałabym skończyć studia.
Na razie się z nim zobaczę na kawę, milion rzeczy może mnie odrzucić, tak samo jak zachęcić. Postanowiłam podejść do tego z dużym dystansem.

6

Odp: Tygodnik Osobisty
Herlina napisał/a:

Gary - wiem, ale w badaniach rynkowych wychodzi, iż programiści bez studiów zarabiają średnio ok 30-40% mniej niż Ci z tytułem. Poza tym to jakaś taka moja wewnętrzna potrzeba, lubię się uczyć i chciałabym skończyć studia.

     
Na razie stań się programistą, który zarabia 40% mniej. Jak będziesz pracować, to skończysz studia. Liczy się upływający czas, a na naukę programowania pewnie z pół roku trzeba poświęcić.



Na razie się z nim zobaczę na kawę, milion rzeczy może mnie odrzucić, tak samo jak zachęcić. Postanowiłam podejść do tego z dużym dystansem.

Rozumiem, że nie chcesz się zbliżać, aby nie być skrzywdzoną. Ale można kogoś mieć blisko a jednak zachować dużo wolności aby realizować swoje plany na życie.

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.

7

Odp: Tygodnik Osobisty

Dziś mój dzień był naprawdę szokujący.
Mama jest nauczycielką, chorowała, została skierowana na test. Wyszedł pozytywny. Nie tylko się z nią widziałam, ale zachorowała też moja siostra w ciąży, szwagier, a z nimi spędziłam już masę czasu, w tym świętowałam po biegu.

2 godziny temu się zaczęło, gorączka i ból gardła, dostałam już skierowanie na badania i kwarantannę.
Takie buty.

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Tygodnik Osobisty

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018