Mam problem. Byłam z facetem 2 lata i wszystko zdawało się układać perfekcyjnie (uczyciowo)między nami ale niestety zostawił mnie w lutym. Zaczynajac od początku nie była to miłość od pierwszego wejrzenia ale było miedzynami niezaprzeczalne przyciąganie. Mnie odstraszał jego wiek (jest 20lat starszy) oraz fakt ze posiadał partnerkę i Małe dziecko. Jednak szybko przekonałam się że już go z partnerka nic nie łączy (słyszałam ich rozmowy, widziałam smsy plus przez zupełne zrządzenie losu wpadłam na nią i jej kochanka). Pomimo tego wszystkiego okazało się że on jest moją bratnią duszą. On się zdecydował i zaproponował wspólne mieszkanie, odmówiłam mu jednak bo zdawałam sobie sprawę ze ma rodzine i namawiałam go nawet na terapie związkową (o ja głupia). On możliwość naprawiania z nią związku odrzucił. Przez kolejne 1,5roku było nam jak w bajce pomimo ze on nadal z nią mieszkał (zaczął mieć problemy finansowe i nie było go już stać na wyprowadzkę). Jednak w pewnym momencie stracił prace dodatkowo wyszły jakieś nieprawidłowości w jego firmie i okazało się ze ma do zapłaty 300tys. zł kary do skarbówki.
On się załamał, ledwo funkcjonował, potrafił się cały tydzień nie odezwać słowem wiec byłam obok dbałam o niego i go wspierałam. Dodatkowo ciężko zachorował i spędził jakiś czas w szpitalu. Nie podawałam się ale on zaczął mnie odtrącać, nie odbierał ani tel ani SMS (w sumie od wszystkich ale ja teoretycznie byłam jego dziewczyna Wiec ode mnie powinien odbierać)
Zaproponowałam mu w końcu rozstanie (zachwywal się tak jakbym mu się wręcz narzucała). Odmówił powoedzial ze nie chce mnie tracić. Dłuższy czas później powiedział ze musi pozałatwia swoje sprawy i chce przejść przez kłopoty finansowe sam i że wróci jak je tylko rozwiąże. To było w lutym od tego razu zadzwonił 1 w maju był strasznie dziwny i prosił o to bym do niego dzwoniła, mówił ze sam będzie dzwonił Powiedział mi tez o postępach finansowych i zakończyliśmy rozmowe. Minęło już tyle miesięcy on nie odbiera ode mnie czy on jeszcze wróci? Bardzo go kocham wspierałam jak tylko mogłam proponowałam tez pomoc finansowa (odmówił).
Chciałabym wiedzieć na czym stoję nie ukrywam że bardzo przeżywam to rozstanie i niszczy mnie to psychicznie (stwierdzono depresje) i fizycznie. Miałam dom w jego ramionach. I pomimo tego ze nie mógł mi nic zapewnić materialnie to chciałam z nim tworzyć przyszłość. On zawsze starał się przychylić mi nieba na ile tylko mógł, bardzo się troszczył, martwił nie mógł znieść moich łez i myśle ze szczerze mnie kochał.
Co mogę zrobić żeby wrócił? Albo przynajmniej porozmawiał i powoedzial wprost ze odchodzi ja ciagle czekam bo obiecał wrócić. Myślicie ze da się coś z tym zrobić? I najważniejsze czy na pewno mnie kochał? Czy można zostawić osobę która się kocha? I czy można zostawić kogoś z przyczyn finansowych?
Macie jakieś doświadczenia?