Cześć. Może i temat powszechnie znany ale chciałbym opisać swój problem i zapytać o poradę.
Z K poznaliśmy się około 2 lata temu. Od razu zaiskrzyło, mieliśmy się ku sobie. Często się spotykaliśmy w końcu staliśmy się parą. Wiadomo jak to na początku wszystko super pięknie, jednak z biegiem czasu coś zaczęło się psuć. Poznaliśmy się bliżej ( 2 mocna charaktery ) i kłóciliśmy się coraz częściej między innymi o seks a raczej jego brak ( co wynikało z jej strony. tutaj dodam że K jest chora i jej choroba może znacząco wpływac na libido.) Tematy innych kłótni były błache. Ze swojej strony próbowałem dojśc do jakiegoś kompromisu jdenak jeśli chodzi o nią to albo było tak jak chciała albo kłótnia była kontynuowana. Jeśli chodzi o moje błędy ? Na pewno byłem zbyt zaborczy tzn cały czas byłem przy niej nie dałem jej troche wolnej przestrzeni ale to widze dopiero teraz po jakimś czasie. Po kilku kolejnych nieporozumieniach i slowach K że ona tak na prawde już nie ma na to siły postanowiłem że najlepiej będzie jak się rozstaniemy. I tez tak się stało. Szczerze czułem się z tym w miare dobrze. Miałem spokojną głowe z nikim się nie kłóciłem, po prostu można powiedzieć że odetchnąłem pełną piersią. Po 2 tygodniach rozłąki ona postanowiła się do mnie odezwać. Niby z pozotu nic nie znaczący SMS . Po chwili rozmowy zaproponowała spotkanie. Zgodziłem się. Spacer troche rozmowy co u mnie co u niej i tyle. Myślałem że będzie chciała wrócić a się pomyliłem. Jak się okazało 2 dni poźniej moja pomyłka wcale nie była pomyłką. Napisała mi SMS, że kocha i że to spotkanie nie było dobrym pomysłem że lepiej jeśli ograniczymy kontakt bo będzie jej łatwiej jeśli nie będzie mnie widywać wiedząc, że nie może mnie dotknąć, przytulić pocałować . Przemyślałem sprawe i powiedziałem sobie że może przez ten czas rozłąki coś zrozumiała. Wróciliśmy do siebie. Sielanka nie trwała długo . Po 2 miesiącach kolejnych kłótni i nieporozumień podjeliśmy decyzje że to już koniec. Na początku było mi łatwo, wiedziałem że tak jest lepiej, że chyba do siebie nie pasujemy. Po miesiącu czasu zacząłem o niej myśleć ( może troche idealizować ). Postawnowiłem napisać i zaproponować spotkanie. Bez żadnych nadziei, propozycji powrotu itp. normalne przyjacielskie spotkanie. . Szczerze ? Jako przyjaciele super nam sie zawsze rozmawiało, gorzej w związku. Podczas spotkanie wyjasniliśmy sobie kilka kwestii pogadaliśmy pośmialiśmy się. Ona stwierdziła że chyba nie dojrzała do związku ( ja 23 ona 19 lat ) . Po spotkaniu wróciłem do domu i na prawde byłem zadowolony że w miarę się u niej układa. że jak to ona powiedziała ma dużo zajęć i przez to nie ma czasu myśleć i że jej to ułatwia wszystko jeśli chodzi o nasze rozstanie. Ani ja ani ona nie daliśmy sobie żadnych oznak chęci powrotu. Jednak dzień po spotkaniu coś we mnie pękło. Brakuje mi jej. Brakuje mi jej uśmiechu głosu dotyku wszystkiego.. Jednak jak sobie przypomne te wszystkie kłótnie, nieporozumienia, godziny tłumaczeń itp itd to sobie zadaje pytanie czy jest sens znów próbować ? Czy coś sie może zmienić i czy jesyem przygotowany na kolejna odrzucenie. Jedno jest pewne kocham ją, wiem że jej uczucie do mnie też było prawdziwe i nie wydaje mi się zeby w miesiąc tak po prostu wygasło (tym bardziej że mówiła że czasem myśli co u mnie ). I teraz pytanie do was, może bardziej doświadczonych : Walczyć czy odpuścić ?
Co mogę jeszcze dodać? Broń Boże nie chce jej oczerniać, złego słowa na nią nie powiem ale większość mojej rodziny twierdzi, że ona ma bardzo ciężki i uparty charakter. Na dodatek twierdzi tak też jej ojciec ( mówi że zawsze taka była , że nie nadaje się do pracy w grupie ).
Chciałbym ją mieć przy sobie a jednocześnie się boje, że znów nie wyjdzie i że to rozstanie prędzej czy pożniej nadejdzie.
Pozdrawiam