Mój wyśniony Rycerz - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Mój wyśniony Rycerz

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 ]

1 Ostatnio edytowany przez Kakyuu (2020-06-20 17:01:59)

Temat: Mój wyśniony Rycerz

Byłam tutaj 10 lat temu. I te lata temu byli tutaj ze mną ludzie dzieki, którym podniosłam się na nogi i poszłam do przodu. Myślałam wtedy, że złapałam bogów za nogi, że po paśmie nieszczęść, moje życie w końcu się wyprostowało a ja gnam ku szczęściu i trzymając za rękę ukochaną osobę odchodzimy ku zachodzącemu słońcu. 10 lat potrafi zweryfikować wiele spraw, potrafi zmieniać ludzi lub po prostu pokazywać nam ich prawdziwą naturę. Jako mała dziewczynka wyśniłam ja sobie rycerza. Chyba większość z nas marzyła o idealnym mężczyźnie - szczerym, silnym, kochającym. Ciemnowłosy, niebieskie oczy, zarost. Mary nawet gdzieś podpowiadały mi imię. Gdzieś przez lata towarzyszył mi w snach, później w fantazjach. 10 lat temu poznałam A. , ciemnowłosy, jasne szare oczy. No cóż, nie można mieć wszystkiego. Pierwsze 3 lata były znośne. Nie było między nami wielkich motylków, po pierwszych kilku tygodniach uniesienia znalezieniem w końcu stabilizacji, emocje opadły i dopadła nas proza życia. Później pierwszy raz podniósł rękę. Bałam się. Bałam się odejść. Zaczęło się manipulowanie moim życiem, odcinanie mnie od przyjaciół, rodziny, psychiczne znęcanie się, gnojenie mnie nawet w towarzystwie.
- Dlaczego? Dlaczego pozwalasz się tak traktować, uciekaj, pomożemy - mówili wszyscy bliscy mi ludzie, którzy widzieli nasz związek. Ale ja się bałam. Mówiłam, że tak to między nami bywa, ale że jest dobrze, niech się nie martwią. "Jeśli odejdziesz, nigdy nikt Cię nie zechce" grało mi w głowie za każdym razem kiedy pakowałam ukradkiem swoje rzeczy. Tego bałam się najbardziej, że zostanę sama. Uciekałam więc w fantazje, w książki, w sny z których patrzyły na mnie łagodne niebieskie oczy, gdzie tuliły mnie ciepłe ramiona w których czułam się bezpieczna. 10 lat. Tyle wytrzymałam żyjąc snem i kochając nieistniejącą osobę. Ostatni rok mojego małżeństwa, do którego zostałam zmuszona - szybki ślub cywilny z urzędnikami za świadków ("Och, jak romantycznie, tak szybko chcą być razem" taaa...), który, nie jest szczytem marzeń młodej kobiety, był koszmarem.
Ostatnie miesiące żyłam jak robot. Praca, dom, sen. Nigdy nie pomyślałam o tym, żeby starać się z mężem o dziecko, on unikał seksu, nie miał ochoty na zbliżenia. Żyliśmy obok siebie, prowadząc wspólne gospodarstwo. Mówił, że kocha...ale nie szanował wcale. Kłótnie były codziennością, gdzieś w ferworze rzucanych słów padło "Stać mnie na rozwód" powiedziałam, więc odejdź, ale było mu za wygodnie. A ja się bałam. Głupia, powtarzałam za każdym razem kiedy płakałam przez niego w poduszkę. Jednak ślub, już małżeństwo, co pomyślą rodzice, znajomi, przecież zapewnialiśmy, że wszystko w porządku.
Już w zeszłym roku, starałam się wybywać z domu na jakieś szybkie fuchy, byleby pobyć sama, odprężyć się, odpocząć. Zajmowałam się zwierzakami. Z mężem prowadziliśmy stowarzyszenie, organizowaliśmy imprezy tematyczne dla dzieci i młodzieży, nawiązaliśmy wiele współprac w tym z bractwem rycerskim, które organizowało turniej na naszym terenie. Mąż się mocno zaangażował, ja uciekłam na tydzień do innego miasta i głaskałam koty za pieniądze wspomagając radą przez telefon, załatwiałam za nich masę spraw zdalnie. 2 dni przed turniejem miałam sen - który tak mocno wrył mi się w pamięć, że to aż przerażało. Każda rysa twarzy wyryła się w mojej pamięci, zapach był tak realny, że kiedy się obudziłam tęskniłam do niego całe popołudnie i pocałunek...pocałunek który sprawił, że obudziłam się z opuchniętymi wargami. I imię. Teraz tak wyraźne. Zadzwoniłam do przyjaciółki by zwierzyć się jej z tego co mi się śniło, żyłam tym kilka dni, nie potrafiłam wyrzucić tego z głowy. Zakochiwałam się w mężczyźnie z fantazji tak bardzo, że aż czułam motylki w brzuchu.
-Weź dziewczyno, żyj jawą a nie snem. Spisz to na kartce czy coś i spal, może wyjdzie z głowy. Co Ci z fantazji, które tylko będą Cię rozpraszały, poza tym pewnie brakuje Ci porządnego ruchania to i sny się robią bardziej pociągające - śmiała się w słuchawkę, a ja nadal tęskniłam, za tym cudownym uczuciem, które towarzyszyło mi zaraz po przebudzeniu kilka dni wcześniej. Zrobiłam jednak jak kazała, narysowałam go, dokładnie, zaznaczyłam błękit jego oczu, piękny zarost - wpatrywałam się w kartkę długo, tęsknie. Jednak ferwor zajęć jaki na mnie spadł sprawił, że zamiast zmiąć ją i wyrzucić położyłam na biurku u znajomych u których nocowałam i zapomniałam o niej.
Dokładnie rok później - kiedy zaczynała tworzyć się kolejna edycja turnieju i nie udało mi się wymiksować z realnej, osobistej pomocy - moje życie zatrzęsło się w posadach. Po pracy stawiłam się pod zamkiem, by moje łapki przydały się do czegoś podczas rozkładania sprzętu i stołów czy namiotów. Mój mąż jak zwykle mając na mnie totalnie wywalone przez kilka wcześniejszych dni i szukając pretekstu by narobić się jak najmniej, przyciągnął w krąg w którym staliśmy, ustalając plan działania kogoś kto dopiero dojechał.
-Poznaj M., będziecie dzisiaj razem pracować - kończąc wątek ze znajomym na dźwięk imienia drgnęłam, wyciągnęłam ręke i poczułam mrowienie kiedy nasze dłonie się spotkały. Uniosłam wzrok i moje oczy spotkały tak cholernie znajome spojrzenie, że aż ugięły się pode mną nogi. Przestraszyłam się. Losie dlaczego teraz? To on. M. z moich snów.
Uciekłam. Mimo, że cały dzień pracowaliśmy ramię w ramię, a ja czułam uścisk w żołądku za każdym razem kiedy się przypadkiem o siebie otarliśmy, starałam się zająć myśli czymś innym, szukałam zajęć jak najdalej on niego. W nocy nie zmrużyłam oka. Poszłam do pracy, mając w głowie świadomość, że popołudniu, kiedy wszystko się zacznie znów będe musiała na niego patrzeć, że najbliższe 3 dni spędzimy w swoim towarzystwie, a później zniknie z mojego życia. O bogowie, jak to bolało. Świadomość, że na wyciągnięcie ręki mam sen, że jest realny, że on naprawdę istnieje, a ja...mężatka, średnio urodziwa, z lekką nadwagą.
Piątkowy wieczór - turniejowe walki na miejskim rynku - starałam się odcinać od niego, spędzając wiele czasu z przyjacielem (jak wspominałam mój mąż miał na mnie totalnie wywalone, a osoby które nas wtedy poznały, myślały, że jesteśmy rodzeństwem, dlatego nosimy wspólne nazwisko), jednak mój wzrok nadal szukał go w tłumie. Po wszystkim kiedy wracaliśmy do obozu i wisiała nad nami wizja rozłożenia jego wielkiego namiotu, jakoś nie umiałam już walczyć, moja kłótnia z mężem tylko rozpaliła jakiś buntowniczy płomień w środku, z przyjemnością więc spędzałam czas w towarzystwie M. pomagając jak mogłam, żartując i rozmawiając jakbyśmy znali się od lat. Sobota spadła na nas natłokiem turystów i zadań specjalnych, mijaliśmy się więc tylko rzucając do siebie uśmiech czy jakąś śmieszną uwagę. Popołudniu czekały M. walki turniejowe. Kręciłam się w okolicy szranek, zerkając z podziwem na jego ruchy, na to jak wyglądał w zbroi, pomagałam innym zdjąć czy założyć hełm, rękawice lub podać butelkę wody. M. przyjechał z przyjaciółką siostry i jej mężem. To oni pomagali mu w przerwach. Niestety dopadła go kontuzja ( no taki sport ), mnie w środku ścisnęło ze strachu, on jednak wyszedł o własnych siłach, znajomy pomagał mu się rozebrać, a znajoma wyjęła ręcznik i otarła mu twarz. Nigdy nie czułam takiej zazdrości jak wtedy. Tak bardzo to ja chciałam zrobić tak prosty gest, zatroszczyć się o niego. Jednak mój buntowniczy płomień słabł, w kółko jak mantrę powtarzałam sobie - jesteś mężatką, jesteś mężatką, twój mąż też jest tutaj, to tylko chichot losu. Kiedy opadły kurze po wyjściu turystów i czekał nas już tylko zasłużony relaks - uczta rycerska - pokrzątałam się w tłumie i w końcu zmęczona opadłam na jedyne wolne miejsce przy stole zajęte dla mnie przez przyjaciela. Sięgnęłam po kielich i uniosłam wzrok spotykając nad świecą znajome spojrzenie. M. No jakże by inaczej, dziękuje. Poddałam się, przez mój umysł przelał się alkohol. Zburzył mury, zagłuszył strach, zaczęłam się bawić, Śmiać radośnie z jego żartów, łapać jego spojrzenie ponad kielichem. Zauważyłam w nim zainteresowanie i moje serce zaśpiewało. Całą noc bawiliśmy się w swoim towarzystwie, rozmawialiśmy, tańczyliśmy. Uczta niestety dobiegała końca. Przyjaciel powiedział, że ktoś zajął moją kandyjkę na której miałam spać we wspólnej sali, zła chciałam odejść by przespać się w samochodzie. Przepadłam przez linki wiaty która osłaniała nasze stoły pod gołym niebem i wtedy poczułam jak ktoś mnie łapie. Owiał mnie tak znajomy zapach, że do moich oczu napłynęły łzy. Znałam go tak dobrze. Tęskniłam do niego od roku. Bez słowa uniósł mnie w ramionach i zaniósł do swojego namiotu, Mój mąż nie zadał sobie trudu by zainteresować się dlaczego nie śpię ze wszystkimi. M. postawił mnie na trawie i zaczął szykować dla mnie posłanie, przyzwoicie - w drugim końcu namiotu. Przygasił latarnie i odwrócił się w moją stronę. Jeden krok, ciche westchnienie, długie spojrzenie i nasze usta się spotkały. Iskra. Pożar. Miłość. Wiele jęków i szeptów później opadłam na posłanie i zasnęłam. Była 7 rano. O 8 przebudziłam się i usiadłam przyglądając się mu jak śpi. Nie żałowałam niczego. Chciałam więcej. Chciałam wszystkiego co może mi dać. Ubrałam jego koszulkę, bo moja w nocnym ferworze leżała potargana gdzieś między jego rzeczami. Poszłam pod prysznic. Z żalem zmywałam ze swojej skóry jego zapach, dusiłam łzy wiedząc, że dzisiaj wyjeżdża. Moje nogi poniosły mnie z powrotem pod jego namiot. Ubierał zbroje. Mimo kontuzji chciał wsiąść udział w Turnieju róż ( Rycerze walczą o różę, które wręczają damom swojego serca), próbowałam go powstrzymać, ale jest upartą bestią. Poszłam więc go wspierać. Pod koniec turnieju złapała nas ogromna ulewa, która uniemożliwiła dotarcie do obozu, schroniliśmy się więc ze wszystkimi w małej sali zamku. Kontuzja odezwała się ze zdwojoną siłą, i gdacząc że jest uparty i lekkomyślny zaczęłam rozpinać paski jego zbroi by zdjąć to żelastwo z bolącego ramienia. Świat dookoła się zatrzymał. Wszyscy który byli dookoła nas przestali istnieć. Przykląkł przede mną i wtulił twarz w mój brzuch - z bólu jak tłumaczyłam później mężowi. Rozpinałam guziki ostatnich warstw i patrzyłam mu w oczy. W jego spojrzeniu zobaczyłam tak wiele. Smutek, ból, strach, prośbę, pożądanie, całe swoje życie. Kocham go - pomyślałam i zalała mnie fala ciepła i spełnienia. Z tym właśnie klęczącym przede mną rycerzem, chce spędzić resztę swojego życia, ale czy on również chce tego dla siebie? Bogowie, znalazłam. Po tylu latach znalazłam, swojego rycerza - dosłownie i w przenośni.
Grupowy obiad. Szukanie wciąż swojego wzroku. W końcu chwila sam na sam. Tak bardzo się bałam, że to już. Koniec. Czas na pożegnanie. Miałam swoją przygodę a teraz wracaj kobieto do swojego życia, z osobą, która ma Cię gdzieś. Skradłam mu szybki pocałunek, odwróciłam się i wyszłam w deszcz. Wybiegł za mną. "Od początku była tylko dla Ciebie" powiedział wyciągając w moim kierunku wygraną w turnieju różę. Przygarnął mnie do siebie, zamknął w ramionach i długo tulił całując moje włosy. Później wszystko potoczyło się bardzo szybko. Napisałam do niego wieczorem. Mieszka w innym mieście. Cały tydzień kryłam się z z wiadomościami, z wymienianymi czułościami. Umówiliśmy się na weekend, żeby porozmawiać. Przyjechałam do niego. Zamiast wspólnego spaceru i rozmowy, kochaliśmy się wiele godzin jakby nie mogąc się sobą nasycić.
-Na razie nie mogę dac Ci nic więcej...przepraszam. Jeśli nie potrafisz znieść tej myśli musimy skończyć to teraz - wyszeptałam stojąc przed lustrem w jego łazience.
-Nigdzie się nie wybieram, będę czekał na Ciebie tak długo jak będzie trzeba - przytulił mnie od tyłu i odszukał mój wzrok w naszym odbiciu. Decyzja podjęta, Rozwodzę się.
Ten okres był koszmarem. Jednak on stał przy moim boku, wspierając mnie w każdej decyzji i przejeżdżając te kilometry kiedy było naprawdę źle. Mąż się wyprowadził. Rozeszliśmy się a całe moje otoczenie westchnęło z ulgą. "Nareszcie", "Ile można było się jeszcze tak męczyć", "W końcu zasługujesz na szczęście", "Przepraszamy, że nie widzieliśmy".

Od tamtej chwili minął prawie rok. Dzisiaj mija 11 miesięcy. Ja jestem szaleńczo zakochana. Kochana ponad granice przyzwoitości. Rozkwitłam. Planuję, śmieję się, żyje, kocham. I dziękuję wszechświatowi za to, że pozwolił nam się spotkać.
Znalazłam swoje pamiętniki z lat dziewczęcych, by pokazać M. że o nim śniłam. Przewracałam strony, aż do momentu, kiedy moja ręka 16 lat temu skreśliła słowa - "Dobranoc M., gdziekolwiek teraz jesteś". Moja znajoma nie wyrzuciła mojego rysunku. Miała go gdzieś w papierach i kiedy spotkaliśmy się we trójkę krzyknęła i pobiegła do komody, wyjmując z niej podobiznę M. wyrysowaną ze snu. Popłakaliśmy się, On przez 10 lat nie szukał nikogo - miał przeczucie, że czeka na coś. Nie sypiał z nikim, nie miał przygód. Dla mnie było to nieprawdopodobne. A jednak.

Cieszę się, że los nas ze sobą połączył. Niektórzy stwierdzili, że może szukaliśmy się z poprzedniego życia, że nasza miłość była tak silna, że kazała nam się odnaleźć w kolejnym. Nie wiem. nigdy nie wierzyłam w takie rzeczy. Jednak to co dzieje się między nami jest wspaniałe i nieważne jak by do tego nie doszło, cieszę się, że się mamy.
Planujemy wspólne zamieszkanie od sierpnia. Moja głowa, zaczęła myśleć o rodzinie, o dzieciach. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak teraz.

Walczcie o swoje dziewczyny. Ryzykujcie. Czasami naprawdę warto.
Pozdrawiam,
Ka i jej Rycerz

Brak tęsknoty za kimkolwiek...rozbudza tęsknotę za tęsknotą...
                                   by moi xD
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Mój wyśniony Rycerz
Kakyuu napisał/a:

Popłakaliśmy się, On przez 10 lat nie szukał nikogo - miał przeczucie, że czeka na coś. Nie sypiał z nikim, nie miał przygód. Dla mnie było to nieprawdopodobne. A jednak.

Bardzo smutna historia, szkoda mi tego człowieka, tyle lat stracił i nikt mu tego nie zwróci. Gdyby trafił na młodszą partnerkę, która również czekała to można by mówić o happy endzie. Ale w życiu nie ma happy endów...

3

Odp: Mój wyśniony Rycerz
HardBreaker napisał/a:
Kakyuu napisał/a:

Popłakaliśmy się, On przez 10 lat nie szukał nikogo - miał przeczucie, że czeka na coś. Nie sypiał z nikim, nie miał przygód. Dla mnie było to nieprawdopodobne. A jednak.

Bardzo smutna historia, szkoda mi tego człowieka, tyle lat stracił i nikt mu tego nie zwróci. Gdyby trafił na młodszą partnerkę, która również czekała to można by mówić o happy endzie. Ale w życiu nie ma happy endów...

Moze lepiej niech Ci bedzie szkoda ludzi, ktorzy sa nie szczesliwi.
Nie tych, ktorzy dostali czego chca?

'To go back, you must go through yourself, and that way no man can show another.'

4

Odp: Mój wyśniony Rycerz

Wszystko niby fajnie,  no ale właśnie,  niby

Nie ma rewolucji, jeśli nie ma buntu.

5

Odp: Mój wyśniony Rycerz

Bardzo smutna historia, szkoda mi tego człowieka, tyle lat stracił i nikt mu tego nie zwróci. Gdyby trafił na młodszą partnerkę, która również czekała to można by mówić o happy endzie. Ale w życiu nie ma happy endów...

10 lat temu został bardzo skrzywdzony. Zraził się. Kilka lat zbierał do kupy, później stwierdził, że nie będzie szukał. Nic nie dzieje się bez przyczyny.
Mnie też było go szkoda, że tyle lat był sam. Teraz jednak jest szczęśliwy, sam powiedział, że warto było czekać.

Brak tęsknoty za kimkolwiek...rozbudza tęsknotę za tęsknotą...
                                   by moi xD

6 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-06-20 23:23:15)

Odp: Mój wyśniony Rycerz

Pani zrobila z siebie ofiarę że hej.. bo mąż mial szare oczy a nie niebieskie.
Ciekawe co o tym po rozstaniu napisze..

Sorry, egzaltacja level hard..:)

Dla mnie hit to slowa ze zmuszaniem do malzenstwa smile z urzędnikami za swiadków..

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

7

Odp: Mój wyśniony Rycerz

Kącik literacki?

8 Ostatnio edytowany przez adiafora (2020-06-21 00:14:31)

Odp: Mój wyśniony Rycerz

hmm, trochę brzmi jak jakiś harlequin. Wyśniony wymarzony facet, nawet imię takie, jak w zamowieniu ;-) ktory przez 10 lat seksu nie uprawiał, bo podświadomie czekał na swoją krolewnę... A potem płakał ze szczęścia, że warto było...
Nie dowierzam, bo dużo w tym egzaltacji i takiej babskiej fantazji, ale jeśli to prawda, to szczescia życzę. Cuda się zdarzają przecież :-)

9

Odp: Mój wyśniony Rycerz
Ela210 napisał/a:

Pani zrobila z siebie ofiarę że hej.. bo mąż mial szare oczy a nie niebieskie.
Ciekawe co o tym po rozstaniu napisze..

Sorry, egzaltacja level hard..:)

Dla mnie hit to slowa ze zmuszaniem do malzenstwa smile z urzędnikami za swiadków..

Nie bo oczy, tylko, ze bil.
Slub bez swiadkow jest do zrobienia.

Z kolei spotkanie faceta dokladnie ze snu i z tym samym imieniem. Nie wiem czy wierze w takie cos.

'To go back, you must go through yourself, and that way no man can show another.'

10

Odp: Mój wyśniony Rycerz

Jakos nigdy nie bylam fanka takiego egzaltowania milosci, mam wrazenie ze zamiast widziec czlowieka widzimy wtedy przede wszystkim swoje zachcianki. Czesto trudne do zrealizowania.

Posty [ 10 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Mój wyśniony Rycerz

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018