Moje Opowiadanie - "Dalia w krainie rzeczywistości" - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » Debiuty literackie - artykuły, opowiadania Netkobietek » Moje Opowiadanie - "Dalia w krainie rzeczywistości"

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 4 ]

1 Ostatnio edytowany przez NiesprawnaDiana (2020-06-06 11:14:34)

Temat: Moje Opowiadanie - "Dalia w krainie rzeczywistości"

Hej, jestem ciekawa co myślicie o moim opowiadaniu, jestem  ciekawa każdej opinii, ciut autobiograficzne, ale większość wątków jest fikcyjna.
---
Rozdział 1.


Nie wiem od czego zacząć, więc chyba zacznę, że nigdy nie spotkaliście osoby która by tak nie  pasowała do swego imienia. Jestem Dalia. I naprawdę nie wiem co  w mej  matce siedziało w głowie, że dała mi na imię nazwę puchatego różowego kwiatka. Owszem, pulchna jestem, ale  nie ma we mnie ani trochę słodyczy!
Dobra, wyzywam się na niewinnym imieniu gdyż od miesiąca chodzę  na przezmian zła, podejrzliwa oraz smutna, pomimo iż podjęłam dobrą decyzję i że teoretycznie  chyba zrobiłam najlepszą rzecz jaką po prostu mogłam zrobić. No, ale od początku.

Lat mam  prawie dwadzieścia pięć i mam na imię Dalia ale to już wiecie, natomiast nie wiece, że śpieszyło mi się na ten świat,  ja, intelektualistka ( kojarzycie ten mem? Nie?)  urodziłam się pod koniec sierpnia, ćwierć wieku temu i nie byłoby nic w tym dziwnego gdyby to nie było   cztery miesiące przed terminem, i nie obyło się to bez konsekwencji gdyż  przez to wcześniactwo i  towarzyszące mu niedotlenienie jestem po prostu fizycznie niepełnosprawna i tak już zostanie. Jednak naprawdę nie ma tragedii.
Dobra, dość tego siedzenia przed kompem. Trzeba wstać. Wstałam. Wzięłam moje niebieskie kule ozdobione różnymi dziecinnymi naklejkami.
Rozejrzałam się po moim  nowym, wiejskim pokoju. Boazeria faktycznie ma swój urok,  a że okryty jest nimi cały pokój to się będę musiała przyzwyczaić do widoku odeskowanego pomieszczenia no, ale podeszłam do lustra, opartego o jedną ze ścian, wielkie, prostokątne, jeszcze bez żadnej ramy, bo  nowy mąż matki przecież nie ma czasu na takie pierdoły, on w ogóle nie ma czasu na nic co dotyczy „naszej” rodziny, no ale co się dziwić,  gdy się nagle zostaje ojczymem, trójki całkiem wyrośniętych dzieciaków, w tym dwójki wciąż pod jego dachem.
Zerknęłam przed lustro, o ile w myślach sama próbowałam siebie uspokoić, że przecież zostały jeszcze jakieś trzy tygodnie, że mama nie musi być taka jak w styczniu, że przecież wcześniej nie była  taka świrnięta, ale po swojej twarzy, bladej i ściśniętej strachem widziałam, że sama nie wierzę w to co samej sobie mówię.
Od paru lat jeżdżę do ośrodka rehabilitacyjnego, na turnusy, w sumie zrobili kawał dobrej roboty bo znowu postawili mnie do kul na nowo, to tam zaczęłam chodzić też przy kijkach takich jak do nart, co prawda wciąż nie jestem w tym dość samodzielna, bo ktoś ciągle musi  obok mnie być, ale powoli dystans się  zwiększa i nie potrzeba być tak blisko jak kiedyś, ale rodzina  chyba myślała, że postępy to będą szły piorunem, ale nie tędy droga, wszystko wymaga czasu. Na ostatnim, styczniowym turnusie, ciągle słyszałam jaka to ja jestem zła, że mam minę jak idiotka, że mama wstydzi się mną przed koleżankami, że inni pacjenci, nawet w wieku mocno dziecięcym potrafią więcej, że skoro nie umiem chodzić bez asekuracji to po co ćwiczyć, że po cholerę rozpinam wszystkie trzy paski w butach gdy wystarczą dwa że powinnam umieć już więcej, to że przeszłam przeszłam przez całą salę rehabilitacyjną bez asekuracji zostało skomentowane, że za sztywno, to, że doszłam sama do pokoju gdy strzeliła na mnie focha bo idę za sztywno i ma wstyd przed wszystkimi ludźmi zostało skomentowane, że mam okropną minę, nalega na mnie na zmianę ośrodka, pomimo że sama mówi, że widzi postępy, ale to według niej za wolno, i ona nie ma do tego cierpliwości, plus inny ośrodek jest bliżej miasta to by miała bliżej na zakupy,  że nie powinnam przecież tak się złościć, że mogłabym to zrobić dla niej. Mego zdania nie chce słuchać, jej argumentem jest to, że nie powinnam mieć żadnych przerw pomiędzy zajęciami, że tam strasznie dużo bab pracuje, no i że główne zajęcia powinny trwać 120 minut a nie 90,  pomijając to, że kiedyś trwały 80, plus do tego jest też multum innych zajęć wypełniających cały dzień.  W styczniu czepiała się najwięcej i najbardziej pokazowo dlatego mi to tak weszło do głowy, nie rozumiem czy to przez menopauzę, czy  przez to, że rzuciła palenie, ale było straszne, w domu  też nie jest lepiej, przed każdym spacerem  z nią czuję ucisk w żołądku, bo zawsze mi mów, że idę, źle niepoprawnie i to czasami takim tonem, jakby się mnie brzydziła, powinnam się przyzwyczaić, bo słyszę to już od dzieciństwa i jak sama mówi to ma być motywacja, jednak tak mi strasznie zależy na postępach, że każde słowo krytyki boli mnie strasznie. I jeszcze to żalenie się  braciom ( o żaleniu się braciom,wiem od  tego młodszego, nie ma dnia bez słowa krytyki z jego ust w mą stronę) że mam trudny charakter, że chciałaby córki która pomaga w domu, jednocześnie na moje  chęci do pomocy odpowiada: „A w czym ty możesz mi pomóc?”  ale  ja też chyba jestem jakaś nadwrażliwa, bo mi się łzy nabrały do oczu. Niedobrze mi, nie wiem czemu. Nie mam też kogo innego wziąć jako opiekuna na turnus, a nie jestem na tyle samodzielna by sobie poradzić
Czemu  ja się do kroćset  się tak tym wszystkim przejmuję?! Usiadłam na  moim łóżku, wbijając wzrok w podłogę. Sama wiem, że nie jestem idealna, że faktycznie mam trudny charakter, może to faktycznie moja wina…?
Rozmyślania przerwał mi powiew wiatru na karku – ktoś otworzył drzwi. No, tak Daria, w końcu to też jej pokój. Daria ma siedemnaście lat , jest córką ojczyma i dzieli ze mną pokój, bo wybrała życie u mentalnie nieobecnego ojca, byłego górnika, który na wcześniejszej emeryturze  po prostu przeniósł się na wschód kraju, no ale się nie dziwię jej matka z czego mi wiadomo jest alkoholiczką, więc każdy dom jest dla niej lepszy niż tamten.
Naturalnie, nie umiem myśleć o niej jak o siostrze, ale to chyba naturalne, skoro nie wychowywałyśmy się razem, no i mieszkamy ze sobą dopiero od miesiąca, traktuje ją jako mało uciążliwą współlokatorkę, chociaż  casami mnie wkurza, że mamy dość  podobne imiona co czasami bywa źródłem pomyłek.

Daria od progu zainteresowała się mym stanem, nawet nie zamykając drzwi podeszła do mnie:
- Co się stało? - Zapytała, przykucając przede mną.
Wtedy złość  uderzyła mi do głowy, nie wiem czy bardziej na samą siebie, bo nie potrafię cieszyć się turnusem, który przecież tak uwielbiam, tylko rozpamiętuję nieporozumienia ze stycznia, to że nie umiem gadać o moich emocjach, czy to, że laska czepia się ewidentnie nie swoich spraw.
-Nic! - odburknęłam – Zostaw mnie w spokoju.
Na szczęście nastolatka nie była natarczywa i z nieco obrażoną miną po prostu wyszła. Od razu mnie  naszły wyrzuty sumienia, w głowie huczały słowa  o mym trudnym charakterze, a jednocześnie czułam się niesprawiedliwie traktowana. Po okołu dwudziestu minutach mi przeszło, z pulsującym jeszcze ciśnieniem w głowie po prostu podeszłam do lustra.
Życie jest niesprawiedliwe!
Daria, pomimo że jest młodsza to jest lepsza ode mnie w każdej dziedzinie, ona jakoś wie jak gadać z ludźmi, ma urok osobisty, ja często  jestem brana za chamkę, ona ma koci wdzięk, ja mam wdzięk słonia, ona ma piękne szare oczy w kształcie migdałów, a ja małe, okrągłe zielono-brązowe ślepia odcieniem przypominające butelkową zieleń. Ona ma długie, gęste  kasztanowe  logi, ja co prawda też gęste, ale w kolorze mysiego blondu, ona jest szczuplutka, a ja przy 148 cm warze 60 kg, no i jeszcze te  masywne ramiona, które  wcale nie są silne, więc to tylko tłuszcz, co prawda od pół roku się odchudzam i i spadłam z 70 kg do 60, ale dla mnie to wciąż za mało! No i jeszcze co miesiąc muszę się pozbywać owłosienia z twarzy!
Jejciu, jak ja się nad sobą użalam.
Zastanawiam  się czy to nie przez moją najnowszą sytuację z moim toksycznym przyjacielem  i przez to, że czuję się po prostu samotna.
No, ale  już dzisiaj nie chce mi się o tym gadać.
Trzeba być twardą.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Moje Opowiadanie - "Dalia w krainie rzeczywistości"
NiesprawnaDiana napisał/a:

Hej, jestem ciekawa co myślicie o moim opowiadaniu, jestem  ciekawa każdej opinii, ciut autobiograficzne, ale większość wątków jest fikcyjna.
---
Rozdział 1.


Nie wiem od czego zacząć, więc chyba zacznę, że nigdy nie spotkaliście osoby która by tak nie  pasowała do swego imienia. Jestem Dalia. I naprawdę nie wiem co  w mej  matce siedziało w głowie, że dała mi na imię nazwę puchatego różowego kwiatka. Owszem, pulchna jestem, ale  nie ma we mnie ani trochę słodyczy!
Dobra, wyzywam się na niewinnym imieniu gdyż od miesiąca chodzę  na przezmian zła, podejrzliwa oraz smutna, pomimo iż podjęłam dobrą decyzję i że teoretycznie  chyba zrobiłam najlepszą rzecz jaką po prostu mogłam zrobić. No, ale od początku.

Lat mam  prawie dwadzieścia pięć i mam na imię Dalia ale to już wiecie, natomiast nie wiece, że śpieszyło mi się na ten świat,  ja, intelektualistka ( kojarzycie ten mem? Nie?)  urodziłam się pod koniec sierpnia, ćwierć wieku temu i nie byłoby nic w tym dziwnego gdyby to nie było   cztery miesiące przed terminem, i nie obyło się to bez konsekwencji gdyż  przez to wcześniactwo i  towarzyszące mu niedotlenienie jestem po prostu fizycznie niepełnosprawna i tak już zostanie. Jednak naprawdę nie ma tragedii.
Dobra, dość tego siedzenia przed kompem. Trzeba wstać. Wstałam. Wzięłam moje niebieskie kule ozdobione różnymi dziecinnymi naklejkami.
Rozejrzałam się po moim  nowym, wiejskim pokoju. Boazeria faktycznie ma swój urok,  a że okryty jest nimi cały pokój to się będę musiała przyzwyczaić do widoku odeskowanego pomieszczenia no, ale podeszłam do lustra, opartego o jedną ze ścian, wielkie, prostokątne, jeszcze bez żadnej ramy, bo  nowy mąż matki przecież nie ma czasu na takie pierdoły, on w ogóle nie ma czasu na nic co dotyczy „naszej” rodziny, no ale co się dziwić,  gdy się nagle zostaje ojczymem, trójki całkiem wyrośniętych dzieciaków, w tym dwójki wciąż pod jego dachem.
Zerknęłam przed lustro, o ile w myślach sama próbowałam siebie uspokoić, że przecież zostały jeszcze jakieś trzy tygodnie, że mama nie musi być taka jak w styczniu, że przecież wcześniej nie była  taka świrnięta, ale po swojej twarzy, bladej i ściśniętej strachem widziałam, że sama nie wierzę w to co samej sobie mówię.
Od paru lat jeżdżę do ośrodka rehabilitacyjnego, na turnusy, w sumie zrobili kawał dobrej roboty bo znowu postawili mnie do kul na nowo, to tam zaczęłam chodzić też przy kijkach takich jak do nart, co prawda wciąż nie jestem w tym dość samodzielna, bo ktoś ciągle musi  obok mnie być, ale powoli dystans się  zwiększa i nie potrzeba być tak blisko jak kiedyś, ale rodzina  chyba myślała, że postępy to będą szły piorunem, ale nie tędy droga, wszystko wymaga czasu. Na ostatnim, styczniowym turnusie, ciągle słyszałam jaka to ja jestem zła, że mam minę jak idiotka, że mama wstydzi się mną przed koleżankami, że inni pacjenci, nawet w wieku mocno dziecięcym potrafią więcej, że skoro nie umiem chodzić bez asekuracji to po co ćwiczyć, że po cholerę rozpinam wszystkie trzy paski w butach gdy wystarczą dwa że powinnam umieć już więcej, to że przeszłam przeszłam przez całą salę rehabilitacyjną bez asekuracji zostało skomentowane, że za sztywno, to, że doszłam sama do pokoju gdy strzeliła na mnie focha bo idę za sztywno i ma wstyd przed wszystkimi ludźmi zostało skomentowane, że mam okropną minę, nalega na mnie na zmianę ośrodka, pomimo że sama mówi, że widzi postępy, ale to według niej za wolno, i ona nie ma do tego cierpliwości, plus inny ośrodek jest bliżej miasta to by miała bliżej na zakupy,  że nie powinnam przecież tak się złościć, że mogłabym to zrobić dla niej. Mego zdania nie chce słuchać, jej argumentem jest to, że nie powinnam mieć żadnych przerw pomiędzy zajęciami, że tam strasznie dużo bab pracuje, no i że główne zajęcia powinny trwać 120 minut a nie 90,  pomijając to, że kiedyś trwały 80, plus do tego jest też multum innych zajęć wypełniających cały dzień.  W styczniu czepiała się najwięcej i najbardziej pokazowo dlatego mi to tak weszło do głowy, nie rozumiem czy to przez menopauzę, czy  przez to, że rzuciła palenie, ale było straszne, w domu  też nie jest lepiej, przed każdym spacerem  z nią czuję ucisk w żołądku, bo zawsze mi mów, że idę, źle niepoprawnie i to czasami takim tonem, jakby się mnie brzydziła, powinnam się przyzwyczaić, bo słyszę to już od dzieciństwa i jak sama mówi to ma być motywacja, jednak tak mi strasznie zależy na postępach, że każde słowo krytyki boli mnie strasznie. I jeszcze to żalenie się  braciom ( o żaleniu się braciom,wiem od  tego młodszego, nie ma dnia bez słowa krytyki z jego ust w mą stronę) że mam trudny charakter, że chciałaby córki która pomaga w domu, jednocześnie na moje  chęci do pomocy odpowiada: „A w czym ty możesz mi pomóc?”  ale  ja też chyba jestem jakaś nadwrażliwa, bo mi się łzy nabrały do oczu. Niedobrze mi, nie wiem czemu. Nie mam też kogo innego wziąć jako opiekuna na turnus, a nie jestem na tyle samodzielna by sobie poradzić
Czemu  ja się do kroćset  się tak tym wszystkim przejmuję?! Usiadłam na  moim łóżku, wbijając wzrok w podłogę. Sama wiem, że nie jestem idealna, że faktycznie mam trudny charakter, może to faktycznie moja wina…?
Rozmyślania przerwał mi powiew wiatru na karku – ktoś otworzył drzwi. No, tak Daria, w końcu to też jej pokój. Daria ma siedemnaście lat , jest córką ojczyma i dzieli ze mną pokój, bo wybrała życie u mentalnie nieobecnego ojca, byłego górnika, który na wcześniejszej emeryturze  po prostu przeniósł się na wschód kraju, no ale się nie dziwię jej matka z czego mi wiadomo jest alkoholiczką, więc każdy dom jest dla niej lepszy niż tamten.
Naturalnie, nie umiem myśleć o niej jak o siostrze, ale to chyba naturalne, skoro nie wychowywałyśmy się razem, no i mieszkamy ze sobą dopiero od miesiąca, traktuje ją jako mało uciążliwą współlokatorkę, chociaż  casami mnie wkurza, że mamy dość  podobne imiona co czasami bywa źródłem pomyłek.

Daria od progu zainteresowała się mym stanem, nawet nie zamykając drzwi podeszła do mnie:
- Co się stało? - Zapytała, przykucając przede mną.
Wtedy złość  uderzyła mi do głowy, nie wiem czy bardziej na samą siebie, bo nie potrafię cieszyć się turnusem, który przecież tak uwielbiam, tylko rozpamiętuję nieporozumienia ze stycznia, to że nie umiem gadać o moich emocjach, czy to, że laska czepia się ewidentnie nie swoich spraw.
-Nic! - odburknęłam – Zostaw mnie w spokoju.
Na szczęście nastolatka nie była natarczywa i z nieco obrażoną miną po prostu wyszła. Od razu mnie  naszły wyrzuty sumienia, w głowie huczały słowa  o mym trudnym charakterze, a jednocześnie czułam się niesprawiedliwie traktowana. Po okołu dwudziestu minutach mi przeszło, z pulsującym jeszcze ciśnieniem w głowie po prostu podeszłam do lustra.
Życie jest niesprawiedliwe!
Daria, pomimo że jest młodsza to jest lepsza ode mnie w każdej dziedzinie, ona jakoś wie jak gadać z ludźmi, ma urok osobisty, ja często  jestem brana za chamkę, ona ma koci wdzięk, ja mam wdzięk słonia, ona ma piękne szare oczy w kształcie migdałów, a ja małe, okrągłe zielono-brązowe ślepia odcieniem przypominające butelkową zieleń. Ona ma długie, gęste  kasztanowe  logi, ja co prawda też gęste, ale w kolorze mysiego blondu, ona jest szczuplutka, a ja przy 148 cm warze 60 kg, no i jeszcze te  masywne ramiona, które  wcale nie są silne, więc to tylko tłuszcz, co prawda od pół roku się odchudzam i i spadłam z 70 kg do 60, ale dla mnie to wciąż za mało! No i jeszcze co miesiąc muszę się pozbywać owłosienia z twarzy!
Jejciu, jak ja się nad sobą użalam.
Zastanawiam  się czy to nie przez moją najnowszą sytuację z moim toksycznym przyjacielem  i przez to, że czuję się po prostu samotna.
No, ale  już dzisiaj nie chce mi się o tym gadać.
Trzeba być twardą.

Autorko, napisałaś ścianę tekstu, ciężko było mi przez nią przebrnąć.Masa błęów i interpunkcyjnych i ortograficznych,słowotok,ciężko ogarnąć,co właściwie chciałaś napisać.Raczej to wszystko zmyśliłaś,nie masz zajęcia, bo szkoły nieczynne.Może spróbuj popisać na anonimowych,tam uzyskasz poklask, ale nie tu.To nie twój poziom, ani target.

3

Odp: Moje Opowiadanie - "Dalia w krainie rzeczywistości"

Ciekawe, ale rzeczywiście lepiej by się czytało gdyby tekst nie był zlany w całość.
Wtedy wzrok lepiej odbiera i lepiej sie zapamiętuje smile

4

Odp: Moje Opowiadanie - "Dalia w krainie rzeczywistości"

Cześć, przeczytałam Twoje opowiadanie. Bardziej wydaje mi się kartką wyrwaną z pamiętnika, niż zmierzającą dokądś powieścią, ale może to się zmieni?

Kilka porad, dla lepszego odbioru tekstu:
- zawsze sprawdź interpunkcję i ortografię przed publikacją; jest teraz masa przydatnych aplikacji do poprawiania jakości tekstu
- pozbądź się wszystkich wtrąceń "dobra"oraz "no"
- pisz krótsze zdania, ponieważ to:

Na ostatnim, styczniowym turnusie, ciągle słyszałam jaka to ja jestem zła, że mam minę jak idiotka, że mama wstydzi się mną przed koleżankami, że inni pacjenci, nawet w wieku mocno dziecięcym potrafią więcej, że skoro nie umiem chodzić bez asekuracji to po co ćwiczyć, że po cholerę rozpinam wszystkie trzy paski w butach gdy wystarczą dwa że powinnam umieć już więcej, to że przeszłam przeszłam przez całą salę rehabilitacyjną bez asekuracji zostało skomentowane, że za sztywno, to, że doszłam sama do pokoju gdy strzeliła na mnie focha bo idę za sztywno i ma wstyd przed wszystkimi ludźmi zostało skomentowane, że mam okropną minę, nalega na mnie na zmianę ośrodka, pomimo że sama mówi, że widzi postępy, ale to według niej za wolno, i ona nie ma do tego cierpliwości, plus inny ośrodek jest bliżej miasta to by miała bliżej na zakupy,  że nie powinnam przecież tak się złościć, że mogłabym to zrobić dla niej.

ma 154 słowa.
- główna bohaterka opowiadania powinna mieć więcej niż jedną wybijającą się cechę; to, co sprawia, że opowiadania są ciekawe i szybko się je czyta, jest złożoność postaci, u której od razu widać wiele odcieni; zły bohater powinien mieć choćby jedną pozytywną cechę; dobry bohater co najmniej jedną negatywną - bo tacy są ludzie;
- super, że używasz opisu rzeczywistości (fizycznych przedmiotów, jak kul czy boazerii) do wprowadzenia nowych wątków, nowych tematów

Pisanie opowiadań autobiograficznych jest świetnym sposobem na oczyszczenie, można sobie wykreować taką rzeczywistość, jaką się chce, i na szczęście, nie trzeba nigdy dotrzeć do końca historii. Można wypróbować siebie w różnych scenariuszach, wylać żal, nabrać odwagi.

If you can be anything, be kind.

Posty [ 4 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » Debiuty literackie - artykuły, opowiadania Netkobietek » Moje Opowiadanie - "Dalia w krainie rzeczywistości"

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018