Witam!
Chciałam podzielić się swoją historią i zapytać o jakieś dobre rady bo jestem już bezsilna, nie wiem co robić.
Jestem w związku od 5 lat. Niestety już na samym początku wkradło się u partnera ukrywanie prawdy jeśli chodzi o spożywanie alkoholu. Niejednokrotnie przylapywalam go na kłamstwie typu „nie piłem” kiedy był wypity. Zawsze wtedy się obrażałam, zloscilam i po kilku takich sytuacjach chciałam odejść. Niestety zawsze dawałam się zmanipulować i dawałam się przekonać jego pustym słowom ze więcej tak nie zrobi, ze to się już więcej nie powtórzy. Od sierpnia 2019 mieszkamy razem już na stałe, wcześniej można powiedzieć był to związek na odległość. Niejednokrotnie miały miejsce sytuacje ze mój parter upijał się sam w domu do nieprzytomności. O każdym takim wybryku zawsze informowałam jego mamę gdyż zauważyłam ze mój chłopak ma już problem, to nie jest normalne zachowanie i jego rodzice powinni o tym wiedzieć. Za każdym razem słyszałam od niego ze się zmieni itd, ostatnio nawet obiecywał ze zacznie się leczyć, porozmawia z kimś. Nic się nie zmieniło. Powiedziałam do niego ze jak sytuacja powtórzy się jeszcze raz to wychodzę z mieszkania i więcej mnie nie zobaczy, ze ja już mam tego dosyć, psychicznie nie daje rady, a on sam tez musi zauważyć ze to co robi nie jest normalne. W naszym związku nie ma zaufania, przez to ze niejednokrotnie mnie okłamywał, co prawda te kłamstwa zawsze sprowadzają się do jednego. Ja już jestem zeschizowana, przeszukuje jego rzeczy, jak wraca do domu to wydaje mi się ze coś pił itd. W tamtym tygodniu wrócił z pracy i znalazłam w jego kosmetyczce 200ml wódki. Na pytanie czy był w alkoholowym albo czy coś pił oczywiście odpowiedział ze nie. W końcu domyślił się ze widziałam ta butelkę i wywiązała się kłótnia. Powiedziałam ze się wyprowadzam, nie mogę dłużej tak, z kimś takim...
I teraz mój problem... bo odkąd się wyprowadziłam on ciagle pije, przyjechał do rodziców i dalej pije. Prawie nie mam z nim kontaktu (a zawsze tak było jak był pijany).
Kocham go i strasznie boli mnie to ze nie potrafię mu pomoc, nie wiem co mam robić. Chciałam żeby sobie przemyślał trochę co się dzieje, co on robi. Ale on czas beze mnie wykorzystuje na picie - oczywiście żeby nie myśleć, tzw Zapijanie smutków.
Proszę, doradźcie co mogę zrobić w takiej sytuacji, co powinnam, czego nie. Jak mu pomoc
Nie chce się zmienić, jemu jest dobrze jak jest i nic tego nie zmieni, a szczególnie nie. Niestety znam ten typ, byłam w takim związku. On widzi i wie doskonale że może ci bajki opowiadać a ty i tak nie odejdziesz: 1) wiele razy tak mówiłaś i nie byłaś konsekwentna 2) zamieszkałaś z nim i po co? Masz ten sam obraz od 5 lat a mimo to sama świadomie i na własne życzenie pchasz sie dalej w to bagno
3 2020-05-03 22:00:26 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-05-03 22:45:00)
Witam!
Chciałam podzielić się swoją historią i zapytać o jakieś dobre rady bo jestem już bezsilna, nie wiem co robić.
Jestem w związku od 5 lat. Niestety już na samym początku wkradło się u partnera ukrywanie prawdy jeśli chodzi o spożywanie alkoholu. Niejednokrotnie przylapywalam go na kłamstwie typu „nie piłem” kiedy był wypity. Zawsze wtedy się obrażałam, zloscilam i po kilku takich sytuacjach chciałam odejść. Niestety zawsze dawałam się zmanipulować i dawałam się przekonać jego pustym słowom ze więcej tak nie zrobi, ze to się już więcej nie powtórzy. Od sierpnia 2019 mieszkamy razem już na stałe, wcześniej można powiedzieć był to związek na odległość. Niejednokrotnie miały miejsce sytuacje ze mój parter upijał się sam w domu do nieprzytomności. O każdym takim wybryku zawsze informowałam jego mamę gdyż zauważyłam ze mój chłopak ma już problem, to nie jest normalne zachowanie i jego rodzice powinni o tym wiedzieć. Za każdym razem słyszałam od niego ze się zmieni itd, ostatnio nawet obiecywał ze zacznie się leczyć, porozmawia z kimś. Nic się nie zmieniło. Powiedziałam do niego ze jak sytuacja powtórzy się jeszcze raz to wychodzę z mieszkania i więcej mnie nie zobaczy, ze ja już mam tego dosyć, psychicznie nie daje rady, a on sam tez musi zauważyć ze to co robi nie jest normalne. W naszym związku nie ma zaufania, przez to ze niejednokrotnie mnie okłamywał, co prawda te kłamstwa zawsze sprowadzają się do jednego. Ja już jestem zeschizowana, przeszukuje jego rzeczy, jak wraca do domu to wydaje mi się ze coś pił itd. W tamtym tygodniu wrócił z pracy i znalazłam w jego kosmetyczce 200ml wódki. Na pytanie czy był w alkoholowym albo czy coś pił oczywiście odpowiedział ze nie. W końcu domyślił się ze widziałam ta butelkę i wywiązała się kłótnia. Powiedziałam ze się wyprowadzam, nie mogę dłużej tak, z kimś takim...
I teraz mój problem... bo odkąd się wyprowadziłam on ciagle pije, przyjechał do rodziców i dalej pije. Prawie nie mam z nim kontaktu (a zawsze tak było jak był pijany).
Kocham go i strasznie boli mnie to ze nie potrafię mu pomoc, nie wiem co mam robić. Chciałam żeby sobie przemyślał trochę co się dzieje, co on robi. Ale on czas beze mnie wykorzystuje na picie - oczywiście żeby nie myśleć, tzw Zapijanie smutków.
Proszę, doradźcie co mogę zrobić w takiej sytuacji, co powinnam, czego nie. Jak mu pomoc
Już nic nie możesz zrobić Llalunialalunia.
Zrobiłaś co byłaś w stanie zasugerowałaś leczenie i zasygnalizowałaś ,że z jego piciem dzieje się źle.
Dałaś wyraz temu co Ciebie niepokoi i przeszkadza Ci i czego nie jesteś w stanie zaakceptować,Kłamstwa i alkoholizm to komplet nierozłączny.Wbrew pozorom to wolny człowiek choć chory lub uzależniony jak kto woli.Nie będzie pił "normalnie" a jak nie zaprzestanie to może umrzeć, mieć wypadek, oszaleć ,popełnić samobójstwo. rozchorować się na serce,wątrobę itp.On to wie, ale - nie chce wiedzieć.
Uzależnienie od alkoholu to właściwie zespół uzależnienia, a jednymi z elementów są notoryczne zakłamywanie,zaprzeczanie,racjonalizowanie szukanie usprawiedliwień ,pretekstów,powodów,wypieranie problemu z piciem i utratą brakiem kontroli,panowania nad nim,związane jest z obsesją picia,momentami bardzo silnym przymusem doznania ulgi ,przyjemności, ponad wszystko co nawet sam uważa za ważne w życiu i dla niego.Przyczyną uzależnień są chore emocje, poddane nałogowej ich regulacji, gdzie alkohol jest też stymulatorem - w bardzo destrukcyjny, szkodliwy sposób, ze strasznym skutkiem dla osoby uzależnionej.
Już nic nie pomożesz smutna prawda, jesteś bezsilna .Zdaje sobie sprawę jak może być Ci ciężko się z tym pogodzić
Jedyne co to jak chłopak się porządnie dopije wtedy jak straci coś ,przestraszy się ,narozrabia poczuje konsekwencje picia i zagrożenie życia, zdrowia, sięgając jakiegoś swojego dna to może mieć przebłysk i odruch ratowania siebie.Bardzo rzadko ktokolwiek odstawia alkohol pod wpływem natchnienia,przemyśleń,refleksji.
Pomóc mogą mu tylko tacy jak on np Anonimowi Alkoholicy lub psychiatra,psychoterapia na odwyku, jedno tylko jest potrzebne minimalna nawet chęć zaprzestania picia dobrowolna nie na pokaz i nie z przymusu.
Sobie jednak możesz pomóc wyjść z współuzależnienia od niego i życia jego piciem, dla siebie i własnego zdrowia, udaj się po pomoc.
Jeżeli chcesz to za jakiś czas przy pomocy specjalistów możesz spróbować interwencji ale sama nic już nie zdziałasz,on zna wiele sposobów na Ciebie jak poradzić sobie z Tobą i Ciebie wykiwać .On nie ma motywacji żeby przestać nie dopił się jeszcze.
Nie musisz czekać i patrzyć na to co on robi ze swoim życiem - rozchorujesz się i dasz się pociągnąć na dno razem z nim jak nie odpuścisz i nie zajmiesz się sobą .
Nie chce się zmienić, jemu jest dobrze jak jest i nic tego nie zmieni,
Nie zawsze chcieć, znaczy móc. Z całą pewnością, nie jest mu z tym dobrze.
Ale to też nie znaczy, że Autorka, ma sama sobie przez to zniszczyć życie, by na siłę pomagać komuś, kto z tej pomocy nie umie skorzystać
Nic więcej nie możesz zrobić. Jeśli czujesz się na siłach, możesz ewentualnie zaproponować mu, że jeśli pójdzie na leczenie, to będziesz go wspierała, ale nie wracaj do niego absolutnie.
Musisz być konsekwentna.
Podjęliśmy decyzje ze się rozstajemy. Jednak nie jest to takie łatwe, bo musimy przez jakiś czas, dopóki jakoś sobie nie ogarniemy życia, mieszkać razem. Boje się, że się poddam mu i po raz kolejny wybaczę... wiem, że nie mogę. Ale mimo wszystko mam do niego słabość. I choć powiedziałam mu żeby nie robił sobie nadziei i że może liczyć na moje wsparcie jak zdecyduje się leczyć to ciągle mam wątpliwości...