Moje szczęście czy szczęście dzieci - co wybrać? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Moje szczęście czy szczęście dzieci - co wybrać?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 ]

Temat: Moje szczęście czy szczęście dzieci - co wybrać?

Hej
Opowiem Wam pokrótce moją sytuację. Mając naście lat zakochałam się na zabój z wzajemnością. Mając nieco ponad dwadzieścia wyszłam za mąż, chwile potem urodziłam dziecko. Niedawno kolejne. W czym więc problem? W tym, że jestem mega nieszczęśliwa.. Nie przez męża, nie przez dzieci. Ale przez to, że jestem w miejscu i z ludźmi którymi nie chcę być.. i to prawie od 5 lat. Mąż jest rolnikiem.. taak wszyscy mi mówili: ''w co ty się pakujesz'' ale w kontekście tego, że myśleli, że będę musiała ciężko pracować. Tymczasem nie muszę. Mąż daje mi wolną rękę. Na pierwszy rzut oka niczego nam nie brakuje. Przeszkadza jednak wiejska mentalność, stereotypy, brak perspektyw, mieszkanie z rodzicami, bliski kontakt z liczną rodziną męża i cała wiejska sceneria, która może jest urocza ale tylko w letnie miesiące, w pozostałe brak ludzi/dzieci, szaruga i wszechobecne błoto wpędza w sidła depresji. Mamy pieniądze, ale duże ograniczenia co do wyjazdów. Nasze życie towarzyskie jest mocno przeciętne. Mieszkamy daleko od wszystkich, brak możliwości poznawania nowych osób, utrzymywania kontaktów. I wiele, wiele więcej.

Dlaczego więc się nie wyprowadzimy ktoś zapyta.. Jest kilka problemów, które każą mi to na poważnie rozważyć.
Życie w domu rodzinnym męża, choć w osobnej części, doprowadziło mnie do nerwicy i depresji. Przez większość czasu jestem sfrustrowana, wiele dni przepłakałam. Nie chcę się rozpisywać dlaczego, ale po prostu oberwało mi się za bycie młodą, niedoświadczoną dziewczyną z miasta. Nie jestem i nie będę taka jak oni by chcieli. Byłam testowana, poniżana, podważana na wiele sposobów - cichych czasami dosadnych, bo to jednak rodzina wydawać by się mogło na wysokim poziomie, większość wykształcona/podsiadająca własne firmy itp. W domu tym zawsze będzie rządzić teściowa, a ja nigdy nie będę czuć się tu jak u siebie. To do nich zawsze przyjeżdża rodzeństwo męża i wnukowie (choć tylko w teorii, bo często są wtedy u nas) - bardzo często i nie zawsze kiedy mamy na odwiedziny ochotę. Teściowa wie wszystko najlepiej i wszystko chciałaby mieć pod kontrolą. Jak to mówi ''zanim ty się obudzisz ja kładę się spać''. Niby wszystko jest ok, ale tu ktoś ci coś dokopie, tam  ci coś wytknie, znajdzie słaby punkt, wadę. W końcu takie najsłabsze ogniwo w rodzinie: najmłodsza, wiedziała jak się ''ustawić'' poleciała na pieniądze, samochód, niczego nie nauczona. Informacje z naszego domu rozchodzą się z prędkością światła - wszystko jest sensacją, za sprawą rodziców męża. Wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, co utrudnia nam też kontakt, bo okazuje się, że nie mamy już o czym gadać... Często postrzeganie nas w dużej mierze zależy od nastawienia rodziców/ innych członków rodziny. Jest w tym wiele intrygi, manipulacji, toksyczności. Problemem też jest bariera wiekowa..od 15-20 lat różnicy między mną a rodzeństwem męża i ich rodzinami.  Mogłabym jeszcze przytaczać wiele przykładów dlaczego tak źle się tu czuję. Jednak boję się wyprowadzić ze względu na to, że rodzice będą mieli do nas, a zwłaszcza do męża żal o to, że wyprowadziliśmy się od nich oraz, że mąż nie poświęci się w 100 % temu co odziedziczył - prowadzenia gospodarstwa i uprawiania ziemi. Boję się, że przez to dzieci stracą też kontakt z dziadkami i my w sumie też. Choć mąż nie planuje sprzedawać - w grę wchodzi dzierżawa bądź uprawianie tylko ziemi w wolnym czasie od pracy zawodowej.
Boję się też o kontakty z pozostałą rodziną męża. Bo choć jest jak jest to oczywiście zdarzają się pozytywne aspekty tejże rodziny. Choć nie znoszę tych rodzinnych spotkań, po których często muszę dojść do siebie to jak widzę tą przebijającą się rodzinność, liczne kuzynostwo, troska, miłość dziadków do wnuków, celebrowanie wspólnych świąt, urodzin to boję się, że jak wyprowadzimy się do miasta prawie 50 km stąd to nagle to wszystko się skończy. Najbardziej odczuje to chyba mąż i dzieci, a ja nie wiem czy chciałabym im to odbierać. Teraz zawsze jest wszystkim po drodze, bo mają do nas nie daleko i zawsze miło jest im się spotkać z dziadkami przy okazji.. a jak się wyprowadzimy? komuś będzie chciało się np. przyjeżdżać na urodziny męża czy naszych dzieci? czy będą chcieli zapraszać nas? może też będą mieli żal, że mąż odziedziczył wszystko i nagle po kilku latach postanawia się wyprowadzić i żyć inaczej. A nie wspominając, że pewnie wszyscy liczyli na to, że i my rodzicami na stare lata się zajmiemy. I jaką tu decyzję podjąć?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Moje szczęście czy szczęście dzieci - co wybrać?

Daniaa188, ten wątek jest naturalną kontynuacją Twojego poprzedniego tematu o relacji z teściami, w której sporo pisałaś o swojej sytuacji.
Na naszym forum obowiązuje zasada, że problemy jednej relacji/ rodziny, opisujemy w jednym wątku. Dlatego ten temat zamykam, a Ciebie proszę o kontynuowanie dyskusji w poprzednim temacie https://www.netkobiety.pl/viewtopic.php … 68&p=2 oraz o ponowne zapoznanie się z naszymi regułami.
Moderator IsaBella77

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

Posty [ 2 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Moje szczęście czy szczęście dzieci - co wybrać?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018