Salomonka napisał/a:Winter.Kween napisał/a:Lady Loka napisał/a:Winter, ale jakie ubezpieczenie? To Autorka musiałaby się wypowiedzieć, czy jej partner się ubezpieczył. I czy wpisał ją jako kogoś, kto z tego ubezpieczenia będzie mógł potem skorzystać. Bo inaczej to sayonara, dostanie jego rodzina, którą ona na ten moment nie jest.
Na ten moment jeżeli ona rzuci pracę, to on będzie musiał jej opłacać wszystko. Łącznie z ubezpieczeniem zdrowotnym. A potem jak będzie chciała szukać pracy, to będzie mieć problem z dziurą w życiorysie. Im dziura większa, tym trudniej.
Wiesz, tu nie chodzi o ostrożność tylko o zdrowy rozsądek. Ja nie chciałabym prosić partnera o kasę na podpaski.
Nigdy w zyciu nie prosilam nikogo o pieniadze na podpaski, a bylam kilka razu na utrzymaniu kogos. I nigdy nikt nie prosil mnie o kase na nic, a byl kilka razy na utrzymaniu moim.
Moj byly mial pin do mojej karty bankowej i sobie bral pieniadze. Z mezem trzymalam gotowke w domu, a teraz mamy konto wspolne.
Moj maz jest ubezpieczony w pracy i tam mozna wpisac nawet kolege. Tez mialam taka sytuacje i w razie mojej smierci kase dostalby moj przyjaciel poniewaz osobe wyroznialo sie w kazdej umowie o prace, jaka kiedykolwiek podpisalam. Nie wiem jak to jest w jego wypadku.
Poza tym, to male szanse na to, ze on umrze i tez z drugiej strony jak mowilam... To jest maly problem. W obcym kraju bez kasy i po smierci osoby?
Nie jest to koniec swiata.
Co do ubezpieczenia zdrowotnego, to nigdy mnie to nie zajmowalo. W krajach Europejskich to nie jest wielki problem, trafic do szpitala nawet bez ubezpieczenia. Z kolei isc do lekarza? Place gotowka.
To jest dla mnie ostroznosc, bo nie widze tych rzeczy jako koniecznosc. Nic takiego strasznego sie nie stanie.
Przeciez ona nie umrze czy nie stanie sie smierletnie chora, jezeli cos pojdzie zle.
Najwyzej zacznie od zera
Mowa tutaj o kilku miesiacach, a nie reszcie zycia.
Winter, ja ostatnio byłam w szpitalu, nic wielkiego wypadek. Pobyt dosłownie dwutygodniowy. Dostalam rachunek za leczenie szpitalne w wysokości 12.000€, ktore na szczęście pokrylo ubezpieczenie. Jednak w pierwszej kolejności rachunek dostaje delikwent. Dziękuję, zaczynać od "0" z takim rachunkiem do zapłacenia.
Moze zmienic kraj i nie zaplacic. Moja kolezanka wieksze dlugi miala w swoim kraju. Prawie siegajace miliona euro i zyje jak paczek w masle w chatce nad morzem w Szkocji.
Rozwiazanie zawsze jest, tylko zalezne od tego do czego ktos jest zdolny.
Jednak to jest takie gdybanie. Jak facet ma kase to moze zaplacic jej leczenie, to ze cos jej sie stanie w przeciagu kilku pierwszych miesiecy to male szanse.
Jak kto woli. Jezeli ktos lubi byc ostrozny to pewnie. Niech tak robi.
Szanse na to, ze cos pojdzie zle sa nie, az tak wielkie. Osobiscie wole patrzec na to co moze pojsc dobrze, a nie na to co moze pojsc zle.
Ciezko tutaj cos na serio doradzac, bo:
Nie wiemy jaki to kraj
Nie wiemy jaka to praca
Moze na przyklad, zawod autorki to cos bardzo branego i latwo znalezc prace. Moze kraj do ktorego jedzie jest bardzo wygodny.
Moze wrecz przeciwnie. Moze to jakies Chiny czy Brazylia, a autorka nie zna jezyka lub nie moze wykonywac pracy z domu.
Moze autorce nie przeszkadza zrobic sobie dluzsze wakacje, nawet roczne. Moze to dla niej tragedia?
Moze autorka radzi sobie swietnie w kazdej sytuacji kryzysowej? Moze panikuje i nie radzi sobie wcale.
Autorka wydawalo mi sie, ze ma dylemat bo lubi swoja prace. Co jest wyborem miedzy pasja, fajnym zajeciem, a zwiazkiem. To jest cos co tylko autorka moze wiedziec.
Po prostu mowie z innej troche perspektywy, bo taka ostrozna perspektywa jest bardzo znana w naszej Polskiej kulturze. Sama wiem jak mi doradzano w podobnej sytuacji. Bo moja sytuacja byla praktycznie taka sama jak autorki, powody inne troche do wyjazdu faceta.