Jestem z chłopakiem już pewien czas, jednak on nigdy nie poznał moich rodziców, bo odkąd się wyprowadziłam z domu praktycznie nie mam z nimi kontaktu. Nigdy nie miałam wsparcia w rodzicach czy w dalszej rodzinie. Teraz są święta, a ja wczoraj wigilie spędziłam sama w wynajmowanym mieszkaniu. Powiedziałam o tym swojemu chłopakowi wczoraj koło południa i myślałam, ze przyjedzie do mnie choć na chwilkę bym nie była sama w tym dniu, a on jednak tego nie uczynił. Wygarnęłam mu to wczoraj wieczorem, ze się nie domyślił jak bardzo mi smutno w tym dniu, przepraszał i powiedział, ze nie chciał poruszać tematu świat, bo zawsze jak tylko pytał o moja rodzine to ja reagowałam płaczem.
Dziś kolejny dzień, a on ma w planach spędzić cały dzień na objazdach po całej rodzinie.... tez nie ma jak do mnie przyjechać, bo całe czas ma jeździć w odwiedziny z bratem i rodzicami.
Fakt, ze rok temu zapraszał mnie do siebie, ale ja nie chciałam, wiec może dlatego w tym roku już tego tematu nie poruszył. I fakt drugi, ze rzadko jest w domu rodzinnym, wiec rozumiem, ze chce spędzić ten czas z rodziną, gdy akurat każdy się zjechał, ale mi tak przykro.
Mimo, ze go mam czuje się strasznie samotna...stara się ze mną pisać na ile to jest możliwe, ale jednak to nie to samo. Mam wrażenie przez to, ze jemu nie zależy na tym związku aż tak bardzo. Ze rodzina jest dużo ważniejsza ode mnie.
Przesadzam? Przez to, ze nigdy nie miałam takiej rodzinnej atmosfery jak on chyba nie potrafię tego zrozumieć. Jestem zła, ze woli jeździć po wszystkich kuzynkach i ciotkach, a mi nie poświęci godziny.