Jestem rok po rozwodzie. Zostałam sama z niemowlakiem. Wynajmowaliśmy z mężem mieszkanie, po rozwodzie on wprowadził się do swojej nowej kobiety. Ja pracuję i normalnie stać by mnie było na wynajem, tylko kosztem zerowych oszczędności.
Moi rodzice mają dom, nie jest on może bardzo duży, ale w zupełności wystarczający, żebyśmy nie wchodzili sobie w drogę. Po rozwodzie zamieszkałam z nimi, zyskując tym samym możliwość opieki nad dzieckiem (rodzice na emeryturze) i powrotu do pracy.
W domu jest jedna kuchnia, ale z racji specyficznej diety, sama kupuję żywność i chemię. Wiadomo, dzielimy się niektórymi produktami i kosztami utrzymania. Mam 36 lat, mieszkam z rodzicami już 3 rok. Nie kłócimy się, nawet dogadujemy, nie ma wielkiego wtrącania, jest ok.
Od jakiegoś czasu pojawia mi się jednak myśl, czy nie powinnam się wyprowadzić. Mam trochę oszczędności, chociaż i tak musiałabym wziąć kredyt. Wspomniałam o tym rodzicom, lecz oni powiedzieli, że absolutnie nie muszę, ten dom będzie mój, kupowali go z myślą o mnie i po co mam tracić na czynsz i inne opłaty, jak mieszkając u nich mogę to sobie odłożyć. Dziecko jest w wieku przedszkolnym i nieraz korzystam z pomocy dziadków przy odebraniu dziecka.
Zastanawiam się tylko, czy to nie jest ten moment na wyprowadzkę. Podkreślam, u rodziców jest ok, nie czuję się w jakikolwiek sposób ograniczana, jednak czy to normalne, że w dalszym ciągu z nimi mieszkam?
Można mieszkać osobno i być osobą zależną psychicznie od rodziców.
Można mieszkać pod jednym dachem z rodzicami i być niezależną.
W Twoim przypadku to dla mnie nic dziwnego. Rodzice mogą Ci pomóc przy dziecku, Ty rodzicom, jak sami powiedzieli dom i tak będzie Twój, dogadujecie się, nie ma u Was atmosfery wzajemnych pretensji i kłótni - tylko się cieszyć, że ma się takich wyrozumiałych rodziców
wydajesz się być osobą bardzo ogarniętą, samodzielną, Twoje dziecko ma dziadków blisko. Oczywiście decyzja należy do Ciebie, ale zastanowiłabym się czy jest sens samej pchać się w kredyt, latać z językiem na brodzie od pracy do przedszkola a potem ciągać jeszcze dziadków do pomocy w razie choroby dziecka itp. Jeśli Wam jest dobrze, Ty i Twoje dziecko jesteście szczęśliwi - to nie warto na siłę nic zmieniać.
Moim zdaniem nie ma żadnego racjonalnego powodu, żebyś musiała się wyprowadzać. Obecna sytuacja jest, jaka jest, jeśli w domu są ku temu warunki, a przede wszystkim żadna ze stron nie ma z tym problemu, jest Ci z tym łatwiej, dziadkowie być może też czują się bardziej komfortowo, kiedy jest Was więcej i mają przy sobie wnuka (wnuczkę?), co bywa wielką radością, to po co to zmieniać na siłę?
Jeżeli okoliczności ulegną zmianie, wtedy pomyślisz co dalej, ale na ten moment chyba nie ma powodu, by się z tym gryźć.
Równocześnie jestem przekonana, że wiele kobiet będących w podobnej do Twojej sytuacji życiowej, wiele by dało za taki spokój bytu, dach nad głową i pomoc ze strony bliskich.
Jak jest dobrze to nie trza psuć.
Poczekaj z wyprowadzką aż dziecko podrośnie na tyle, że będzie mogło samo zostawać w domu, wychodzić do szkoły itp.
Bo na razie to masz idealne warunki skoro nie ma większych konfliktów a i pomoc jest.
Poza tym dziecko ma też męski wzorzec w postaci dziadka.
6 2019-12-17 08:04:34 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2019-12-17 08:05:19)
mozesz sie nie wyprowadzac
Jeśli się dogadujecie, to wręcz jest idealnie.
Znam przypadek, gdzie w jednym domu mieszka 4 pokoleniowa rodzina i to nie z musu. Prababka już w wieku, że potrzebuje ciągłej opieki, ale nie ma mowy o jakimś domu opieki dla niej. Grunt to miłość i zrozumienie.
Powodzenia.
8 2019-12-17 11:28:55 Ostatnio edytowany przez Ajko (2019-12-17 11:32:24)
Dla mnie mieszkanie z rodzicami gdy nie ma się partnerki, partnera jest najnormalniejsze na świecie. Bez względu na wiek. Jeśli rodzice są "normalni",niekontrolujący, nieosaczający, to nie widzę powodu by mieszkać samotnie. Opinia społeczna, szczególnie przy**jąca się do mężczyzn moim zdaniem jest bardzo krzywdząca i bez sensu, najczęściej głoszona przez ludzi będących w związkach. Zazwyczaj problem pojawia gdy jest partner, partnerka, ale to też nie zawsze, nie dla każdego. Uważam, że każdy powinien sobie układać życie po swojemu, a nie pod wpływem " co ludzie powiedzą?"
Dla mnie mieszkanie z rodzicami gdy nie ma się partnerki, partnera jest najnormalniejsze na świecie. Bez względu na wiek. Jeśli rodzice są "normalni",niekontrolujący, nieosaczający, to nie widzę powodu by mieszkać samotnie. Opinia społeczna, szczególnie przy**jąca się do mężczyzn moim zdaniem jest bardzo krzywdząca i bez sensu, najczęściej głoszona przez ludzi będących w związkach. Zazwyczaj problem pojawia gdy jest partner, partnerka, ale to też nie zawsze, nie dla każdego. Uważam, że każdy powinien sobie układać życie po swojemu, a nie pod wpływem " co ludzie powiedzą?"
jak najbardziej, jest za ![]()
to zależy od mentalności, granic, dogadania się i innych społecznie nie zawsze dostępnych spraw
a co nie którym ciężko to zrozumieć, a co dopiero doświadczyć ![]()
każda relacja to transakcja, więc jeśli chce się tylko brać albo tylko jest zabierane, będzie krzywda wcześniej czy później, jednak to nie jedyna opcja takich układów
Witaj. Tak naprawdę żadnego problemu z tym nie masz. Wszyscy domownicy są szczęśliwi w tej sytuacji. Twój dylemat to pokłosie lewackiej propagandy, dla ktorej silna rodzina to zagrozenie, tysięcy hollywoodzkich filmów wyszydzajacych dorosłych ludzi mieszkających w wielopokoleniowych rodzinach. Haseł: "kobiety na traktory", "kariera twoją drogą do spełnienia". Odcedź swoje pragnienia od manipulacji społecznej i masz odpowiedź - dobrą dla ciebie, nie dla bankierów.
Dziękuję za te wszystkie odpowiedzi.
Temat wydawał mi się błahy i niepotrzebny, ale faktycznie zdarzyło mi się czytać opinie, że w takim wieku mieszkając z rodzicami, to może tylko nieudacznik czy ciamajda. Zaczęłam się zatem zastanawiać, aczkolwiek w domu nikt na siebie nie warczy, nie przeszkadzamy sobie, a wieczorami nie czuję się przynajmniej samotna i mam do kogo usta otworzyć. Syn też jest zachwycony, że może z dziadkiem wykonywać typowo męskie zajęcia
ojciec nie poświęca mu zbyt wiele czasu.
Korzystam też z pomocy dziadków -jak zostaję dłużej w pracy, to nie muszę się martwić, co z dzieckiem. Wyjścia, czas na hobby - wszystko jest.
Nawet nie zazdroszczę koleżankom, które po pracy muszą pędzić do dziecka i nie mają czasu.
Jednocześnie pomagam jak mogę rodzicom w porządkach, zakupach itp. To wszystko faktycznie utwierdza mnie w przekonaniu, że nie warto tego zmieniać.
MonKam, jesteś w bardzo fajnej i komfortowej sytuacji. Dlaczego jeśli żadnej stronie to nie przeszkadza miałabyś z tego rezygnować? Nie warto słuchać durnych stereotypów.
Ja zostałam po rozwodzie sama na swoim mieszkaniu i o tyle, o ile mama pomagała mi z dzieckiem, o tyle byłam (za przeproszeniem) zajechana tym wszystkim. Praca do 18:30, a przecież trzeba ogarnąć dom, zakupy, dziecko no i siebie też przydało by się ogarnąć. Więc... Zazdroszczę ![]()
Jeśli jest Ci dobrze, to jest dobrze. Opinia nieokreślonych innych się nie liczy.
Czasem bardziej racjonalnie, nawet dla dorosłej osoby jest mieszkać z rodziną. To zależy od okoliczności, układów w tej rodzinie, indywidualnego komfortu.
Propaganda, że każdy wchodząc w dorosłe życie musi mieć własny kwadrat, nawet, gdy się tym zajeździ spłacając kredyt i zostanie bez pomocy przy dziecku, bo inaczej jest nieudacznikiem, komuś służy i to raczej nie samym zainteresowanym.
To proste: jeśli komuś życie z rodzicami ciąży, niech dąży do oderwania się. Jeśli nie ciąży, a pomaga, to po co to zmieniać. Ewentualnie za parę lat możesz pomyśleć o wyprowadzce, gdy będzie już łatwiej.
To wszystko faktycznie utwierdza mnie w przekonaniu, że nie warto tego zmieniać.
Jeśli sama wewnętrznie czujesz, że tak jest dobrze, to na pewno nie warto. Nie patrz na opinie innych, bo to jest Twoje życie, tych innych przypuszczalnie nie będzie, kiedy potrzebna Ci będzie pomoc. Poza tym naprawdę nie musisz nikomu niczego udowadniać.
Szczerze jakbym zostala samotna mama, to nie przeszkadzaloby mi mieszkanie z moimi rodzicami. Jesli oni tez uwazaja, ze tak jest lepiej to czemu nie, mysle ze tak jest komfortowo dla obydwu stron. Tobie jest lzej i z praca i dziecko zawsze ma z kim zostac, a dziadkowie moga nacieszyc sie wnukiem ![]()