Cześć dziewczyny. Pewnie widzialyscie podobny temat x razy. Jednakże pod każdym tematem kryje się inna historia. Oto moja. Nie wiem czego oczekuje. Czy rady, czy motywacji, czy po prostu chce się wyżalić.
Zacznijmy od tego ze studiuje medycynę. Odkąd pamietam zawsze o tym marzyłam. W końcu dostałam się w wieku 23 lat. Przedtem studiowałam weterynarię ponieważ nie dostałam się na lekarski, przez co byłam bardzo nieszczęśliwa. Uważałam wtedy ze jedyne co mnie może uszczęśliwić to ta nieszczęsna medycyna. Wierzyłam ze to mój cel w życiu.
I oto jestem- niepewna. Po 1 roku czuje ze się do tego nie nadaje. Ze brak mi zapału. Ze jestem gorsza od ludzi z roku. Nie mogę już zrezygnować bo rodzice by mnie chyba zabili. Poza tym i tak nie mam innego pomysłu na życie. Mam ochotę je skończyć...
nie wiem co robić dalej. Czy przemoc się i jakos skończyć te studia, a nuz znajdzie się ten mityczny sens?
Jejku jak w dzisiejszych czasach ludzie łatwo chcą się zabijać. To tylko studia. Nie czujesz tego, to w to nie idź dalej bo marnujesz tylko na to czas i pieniądze, a to Twoim rodzicom tym bardziej się nie spodoba (jeśli oni te studia finansują). Może idź po prostu do pracy i kiedyś sama zrozumiesz co chcesz robić w życiu. ![]()
Sprawa jest prosta: jeśli całkowicie nie czujesz klimatu i studia nie dają Ci żadnej satysfakcji, to zastanów się czy to ma sens? No, nie ma! Należy w życiu robić to, co nam sprawia satysfakcję
Jeśli wcześniej myślałaś inaczej, to najwidoczniej coś się mocno w TWoim życiu odmieniło. Marzenia czy aspoiracje się zmieniły? W takim razie zastanów się co Ciebie w życiu cieszy? Chcesz żyć samodzielnie, utrzymywać się na własną rękę?- czas poszukać pracy:)
spełnianie czyichś oczekiwań zawsze jest trudne
może warto przestać się porównywać z innymi, bo stoi się w miejscu a cel odjeżdza poza zasięg możliwości wyobrażenia sobie,
inni po prostu idą, działają
dochodzą do końca, i nawet jeśli nie będą lekarzami, czy kimś tam
nabywają coś, co daje im kolejny etap możliwości wyboru i decydowania o sobie
powodzenia
Rzuc te studia w diably!
Cześć dziewczyny. Pewnie widzialyscie podobny temat x razy. Jednakże pod każdym tematem kryje się inna historia. Oto moja. Nie wiem czego oczekuje. Czy rady, czy motywacji, czy po prostu chce się wyżalić.
Zacznijmy od tego ze studiuje medycynę. Odkąd pamietam zawsze o tym marzyłam. W końcu dostałam się w wieku 23 lat. Przedtem studiowałam weterynarię ponieważ nie dostałam się na lekarski, przez co byłam bardzo nieszczęśliwa. Uważałam wtedy ze jedyne co mnie może uszczęśliwić to ta nieszczęsna medycyna. Wierzyłam ze to mój cel w życiu.
I oto jestem- niepewna. Po 1 roku czuje ze się do tego nie nadaje. Ze brak mi zapału. Ze jestem gorsza od ludzi z roku. Nie mogę już zrezygnować bo rodzice by mnie chyba zabili. Poza tym i tak nie mam innego pomysłu na życie. Mam ochotę je skończyć...
nie wiem co robić dalej. Czy przemoc się i jakos skończyć te studia, a nuz znajdzie się ten mityczny sens?
Jak sama nie znajdziesz sensu w leczeniu ludzkich bebechów i flegmy, czy w obcinaniu nogi, to nikt za ciebie go nie znajdzie. ![]()
Pierwsze trzy lata studiów to tylko kucie podstaw i teorii, mało przyjemne i nie dające pojęcia o pracy lekarza.
Ale jest niezbędne do pracy. Później zaczynają się kliniki i jest już kontakt z chorymi.
I jeszcze jedno, ci co tak dobrze kują pamięciówkę, nie zawsze są dobrymi lekarzami w praktyce ![]()
Moze warto sobie przypomnieć jakie miałaś motywacje gdy chciałaś iść na medycynę. Moze wystarczy zmienić kierunek. A moze trzeba przewartościować swoje życie i zrobić sobie jakiś test psychologiczny, taki jakie robił doradca zawodowy w szkole, aby ustalić co chcesz robić w życiu.
Na marginesie: doradca z pewnością robił taki test przynajmniej raz, bo to jest obowiązek (moja córka miała 3 razy- na koniec podstawówki, w gimnazjum i liceum). Czasem ludzie upierają się na coś innego niż im wskazuje test i wtenczas taki może być skutek. Znam takie 2 przypadki.
W każdym razie studiowanie czegoś w czym się nie czujesz, czego i tak nie będziesz wykonywać jest bez sensu, jest stratą czasu i pieniędzy.
sama studiowałam medycynę i powiem ci coś.
na studia poszłam nie mając grama pasji do zawodu. po prostu w LO wystraszyłam się, że nie mam pomysłu na karierę ani żadnej dochodowej pasji i pewnie zostanę bez pracy, więc poszłam na lekarski, bo stwierdziłam, że dla lekarza zawsze znajdzie się gdzieś praca.
na pierwszym roku wszyscy mieli głowy pełne ideałów - widzieli siebie jako drów House'ów i innych bohaterów Grey's Anatomy. ja po prostu starałam się przetrwać.
po pięciu latach najwięksi zapaleńcy marzący o karierach kardio- i neurochirurgów zderzyli się z szarą rzeczywistością - niedofinansowaniem, opryskliwościa pacjentów, wysoką odpowiedzialnością której nie odzwierciedlają zarobki. ja znalazłam sobie niszę - pediatrię, którą bardzo ją polubiłam. uważam, że medycyna jest mega interdyscyplinarna i nie można się nią znudzić - w pracy spotykasz problemy naukowe, socjalne, emocjonalne. czasem ocierasz się niemal o zagadki kryminalne, czasem o dramat rodzinny. czasem windy wysiądą i musisz kombinować, jak przewieźć pacjenta wraz z łóżkiem na inne piętro. to mi się podoba!
a kiedy dziecko powie "ale pani doktor jest fajna" (zdarzyło mi się), to już w ogóle plus milion do powołania.
nie mówię, że na pewno jeszcze to pokochasz, ale jest szansa. trzymam za ciebie kciuki!
sama studiowałam medycynę i powiem ci coś.
na studia poszłam nie mając grama pasji do zawodu. po prostu w LO wystraszyłam się, że nie mam pomysłu na karierę ani żadnej dochodowej pasji i pewnie zostanę bez pracy, więc poszłam na lekarski, bo stwierdziłam, że dla lekarza zawsze znajdzie się gdzieś praca.
na pierwszym roku wszyscy mieli głowy pełne ideałów - widzieli siebie jako drów House'ów i innych bohaterów Grey's Anatomy. ja po prostu starałam się przetrwać.
po pięciu latach najwięksi zapaleńcy marzący o karierach kardio- i neurochirurgów zderzyli się z szarą rzeczywistością - niedofinansowaniem, opryskliwościa pacjentów, wysoką odpowiedzialnością której nie odzwierciedlają zarobki. ja znalazłam sobie niszę - pediatrię, którą bardzo ją polubiłam. uważam, że medycyna jest mega interdyscyplinarna i nie można się nią znudzić - w pracy spotykasz problemy naukowe, socjalne, emocjonalne. czasem ocierasz się niemal o zagadki kryminalne, czasem o dramat rodzinny. czasem windy wysiądą i musisz kombinować, jak przewieźć pacjenta wraz z łóżkiem na inne piętro. to mi się podoba!a kiedy dziecko powie "ale pani doktor jest fajna" (zdarzyło mi się), to już w ogóle plus milion do powołania.
nie mówię, że na pewno jeszcze to pokochasz, ale jest szansa. trzymam za ciebie kciuki!
O kurde. Napisałaś to tak, że teraz żałuję, że sama nie zostałam lekarzem ![]()
Zdziwiło mnie tylko to "wysoką odpowiedzialnością której nie odzwierciedlają zarobki". Kazdy wyobraża sobie lekarzy jako bogaczy (mówię o prywatnych praktykach), w końcu za 15-minutową wizytę biorą 200 zł.
A może aspiracje i w końcu "marzenie" zostało Ci s jakiś sposób narzucone, rodzice oczekiwali, że będziesz świetnie zarabiać, bycie lekarzem to taki prestiż i w ogóle? Tak było? Oby nie, a jeżeli nie, to może zmień kierunek medycyny? ![]()