Czy mam szansę pokochać męża na nowo - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 134 ]

Temat: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Witacie. Założyłam konto, by ktoś z zewnątrz mógł mi pomóc. Zmagam się z trudną decyzją - jestem młodą mężatka, mam 26 lat, jestem niecałe 2 lata po ślubie. Chyba nie kocham już męża, źle go wybrałam, bałam się zmian. To mój pierwszy i jedyny chłopak. Zawsze miałam powodzenie, jestem atrakcyjna i miła, skończyłam prawo i mam dobrą pracę. W liceum Michał mi zaimponował. Przystojny, mądry, dostał się na medycynę. Taki nieśmiały, zawsze odstawał od innych, ale też nie był odludkiem. Przetrwałam z nim całe jego studia wspierając go i teraz, jak miało być dobrze, to zaczyna się sypać. Zapisałam nas na terapię małżeńską. Poniżej spisałam swoje myśli by wiedzieć co przedstawić terapeucie. Pomyślałam, że podzielę się też tym tutaj - o ile ktoś będzie miał siłę to przeczytać - może udzieli mi wsparcia. Może ktoś był w podobnej sytuacji - czy da się żałować że się jest z osobą niecałe 2 lata po ślubie, a potem by się to zmieniło i już być szczęśliwym?

Nasz małżeństwo się rozpada.
Czuję że nie kocham już mojego męża.

Jesteśmy razem ponad 7 lat. W kwietniu będziemy 2 lata po ślubie. Jesteśmy dla siebie pierwszymi i jedynymi osobami, z którymi kiedykolwiek byliśmy  w związku. Mieliśmy kryzysy wcześniej i raz rozstaliśmy się na pół roku, ale wróciliśmy do siebie. Michał obiecał że się poprawi. Zasadniczo to powody rozstania były takie same jak tego kryzysu teraz.  Wierzyłam, że Michał dorośnie i nabierze pewności siebie. Jednocześnie to nigdy nie była wielka miłość z mojej strony, nigdy nie byłam bardzo zakochana. Powoli się w nim zakochałam, jednak wiedziałam, że się bardzo różnimy. O mój powrót do niego zawsze walczył on, prosił bym wróciła i obiecywał poprawę.

Teraz ja już  jednak straciłam nadzieję, że on się zmieni. Każda rzecz, która mi w nim przeszkadza, gdy się wydarzy, powoduje u mnie smutek i przygnębienie – od razu lawinowo przypomina mi się wszystko co mam mu do zarzucenia. Psuć tak naprawdę zaczęło się między nami gdzieś w okolicach sierpnia/września. Od ponad miesiąca już bardzo poważnie myślę o rozstaniu i jednocześnie bardzo tego nie chcę. Jednak nie wyobrażam sobie bym mogła być szczęśliwa i zaakceptować Michała takim jakim teraz jest. Kiedyś umiałam jakoś czymś sobie w głowie kompensować jego wady. Teraz przez to, co niedawno się wydarzyło – długi czas spędzony z moją rodziną i moimi przyjaciółmi – gdzie rozczarowywał mnie co chwila swoim zachowaniem i czułam że tak bardzo mnie nie rozumie i że do siebie nie pasujemy, już tak bardzo zwątpiłam w powodzenie naszego małżeństwa, że:
-chyba nabawiłam się depresji – nie mam siły nic robić, z trudem wstaję rano do pracy, jestem ciągle smutna i płaczliwa, nieustannie towarzyszy mi poczucie niepokoju i jestem skrajnie niezadowolona z mojego życia. Nie wyobrażam sobie już jak mogę być szczęśliwa z Michałem, a też nie chcę żyć bez niego – praktycznie nigdy nie byłam sama. Marzyłam o założeniu szybko rodziny, dzieciach, tymczasem teraz czuję, że jestem w związku z mężczyzną, z którym sama będę musiała być głową rodziny i nie chcę z nim mieć dzieci, bo w obecnym stanie naszego małżeństwa to byłoby sprowadzenie ich do piekła. Poza tym nie mam na nic siły i nie wiem jak mogłabym zatroszczyć się o dziecko, skoro nawet o siebie nie dbam. Jedyne co mi zaprząta głowę to myśl, czy powinnam się rozstać. Nie mogę spać i w pracy ciągle o tym też myślę.
-przez ciągłe czepianie się do Michała tylko mu obniżam jego samoocenę i samopoczucie. Oczekuję że się zmieni na bardziej pewnego siebie i zaradnego człowieka, ale nie pozwalam mu na to bo podkopuję jego samoocenę.

Utknęliśmy w patowej sytuacji.
Ja nie jestem w stanie zaakceptować tego, by mój mąż był narzekającym, wiecznie zbolałym pesymistą z trudnościami ze społecznymi interakcjami, nie dającym sobie rady w życiu. Dodatkowo łatwo denerwującym się i nie robiącym dla mnie nigdy nic romantycznego.
On nie chce taki być i obiecuje mi poprawę.
Po czym jednak się tak zachowuje.

Nie mogę powiedzieć, by nie miał żadnych zalet. Na pewno bardzo mnie kocha. Teraz jak mam taki zły okres to troszczy się o psa, sprząta, robi obiad. Codziennie rano robi mi kawę. Jest wobec mnie uczciwy. Wiem, że mnie nie zdradziłby. Ważna dla niego jest rodzina –tj. ja, nasz pies, pewnie kiedyś byłyby też ważne nasze dzieci. Jest mądry. Przystojny. Liczy się z moim zdaniem.

Ale

Ma jakieś blokady w psychice i bariery które nie pozwalają mu na przełamanie takiej blokady nieśmiałości i niepewności siebie w kontaktach z ludźmi.
Jego ulubione słowo to „nie wiem”. Nigdy nic nie wie w kwestiach gdzie trzeba podjąć decyzję, przedstawić swoje zdanie na jakiś temat.
Michał jest pesymistą i wszystko przedstawia w ciemnych barwach – to jak wygląda praca lekarza, że źle mu idzie nauka, narzeka na staż, na wszystko co związane z pracą.
Jego zachowanie nie daje mi nadziei przypuszczać, że poradzi sobie w życiu, że zakasa rękawy jak będzie trudno i poradzi sobie. Nigdy nie pracował. Przez całe liceum i studia nie poszedł ani na jeden dzień do żadnej pracy. Ja pracowałam całe wakacje zawsze od liceum. Nie lubi załatwiać oficjalnych spraw, jak gdzieś jesteśmy to ja muszę zawsze wszystko załatwiać. Nie radzi sobie w stresujących sytuacjach, jak jest jakiś konflikt to robi się agresywny.Nie czuję poczucia bezpieczeństwa w naszym związku.
Mam wielkie obawy co różnić w naszym światopoglądzie.
Nie jest osobą rodzinną, nie zależy mu na kontakcie ze swoją rodziną.
Nie jest empatyczny i życzliwy dla ludzi, jest samolubny. Smutno mi gdy Michał kogoś osądza po pozorach, a zdarza się to bardzo często. Bardzo łatwo przychodzi mu krytyka innych.
Przestaliśmy ze sobą umieć rozmawiać, mam wrażenie że z każdym łatwiej mi rozmawiać niż z nim. Nie rozśmiesza mnie, czuje że nie mamy kompatybilne poczucie humoru. Nie umiem z niego wyciągnąć nic ciekawego żeby mi powiedział, nie może sobie przypomnieć żadnych wspomnień tak by o tym porozmawiać. Ja lubię śpiewać i się wygłupiać a on nie zaśpiewa nic nigdy i nie ma nigdy nastroju na żadne wygłupy.
Ciągle coś go boli albo jest chory. Naprawdę bez przerwy.
Nigdy nie robił dla mnie romantycznych rzeczy, nie podrywał mnie. Lubiliśmy się i jakoś tak się to przerodziło w związek. Brakuje mi czułych słów, gestów i poczucia, że się podobam mężowi.

Nie mam siły tyle inwestować w nasz związek dalej, nie otrzymując nic w zamian. Gotowałam, sprzątałam, zajmowałam się domem gdy on się dużo uczył cały nasz związek. Pracowałam w wakacje po nocach jako kelnerka, gdy on nie pracował. Kupowałam mu wszystkie jego ubrania i, bo on sam nie troczył się o swoją garderobę. Kupowałam mu rzeczy, które wiedziałam, że mu się spodobają, by sprawić mu przyjemność. Oglądałam filmy z nim takie jakie on lubi. Nigdy nie flirtowałam z żadnym innym mężczyzną w czasie naszego związku. To ja inicjowałam więcej razy po ślubie zbliżenia. Lubię się z jego znajomymi bardzo, jego rodzina mnie tez lubi. Jestem naprawdę sympatyczną osobą, która przez rozczarowanie mężem zmieniła się w płaczliwą czepialską zołzę.

Nie mam już siły być w takim destrukcyjnym dla mnie związku. Czuję, że nieszczęście i niepokój zjadają mnie od środka. Czuję, że zamiast mieć oparcie w mężu to mam w nim ciężar. Czuję, że zmieniam się przy nim w złą osobę.

On nie chce taki być i chce się strać. Ale tak jest od zawsze. Nie da się chyba tak zmienić. Kochałam go i przysłaniało mi to jego wady. Wydawało mi się że to ten jedyny, taki z wadami, ale mój Michaś. Tylko mój na zawsze. Jednak teraz nagromadziło się tak dużo rozczarowań, że nie czuję już wcale miłości.

Porównuję go, choć bym nie chciała, z innymi mężczyznami i okazuje się, że nie trzeba mieć tak jak ja, że można w związku mieć radość, a nie tylko marudzenie, ból i przygnębienie. Że facet może być wsparciem, motorem związku, proponować wyjścia, żartować, być w dobrym humorze i może myśleć o przyszłości i wiedzieć, że bycie mężem wymaga wydoroślenia. Michał tylko narzeka na swoje perspektywy. Czasem coś tam niby planuje ale to w takich odległych twierdzeniach „kiedyś może kupimy taki samochód, co?” „kiedyś wyjedziemy do Nowej Zelandii”. A ja nie mam siły czekać. Mieszkamy w mieszkaniu rodziców z jego bratem. Wiem, że jakakolwiek zmiana będzie wymagać inicjatywy ode mnie. To nie jest facet, który ogarnia życie sam. A ja jestem typem takiej kury domowej, kochanej żony, która by chciała zajmować się gromadą dzieci i domem, też bym chciała pracować, ale wiedząc, że mój mąż o nas się zatroszczy i zapewni nam byt. Potrzebuję czuć się zaopiekowana, kochana, doceniona i czuć się bezpiecznie. Nie czuję żadnej z tych rzeczy.

Chciałabym to uratować, bo mamy ślub, super przyjaciół, miliony wspólnych wspomnień i znamy się tak dobrze. Poza tym moja rodzina nie zaakceptuje rozwodu, będą mną bardzo zawiedzeni, są  też religijni bardzo.

Ale też jeśli mam się tak czuć całe życie to wolę to zakończyć teraz, po 7 latach niż później. Chcę wiedzieć czy mogę znów pokochać mojego męża.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Jak piszesz, na nowo pokochać
.To napisz, jak to było wtedy, gdy go kochalaś..

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

3 Ostatnio edytowany przez Poker (2019-01-10 18:33:14)

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Przeczytałem całe. Przykra sprawa.

Wydaje mi się (ale może mi się tylko wydaje, bo nie miałem okazji sprawdzić), że zawarcie małżeństwa w tak młodym wieku niesie ze sobą pewne ryzyko.
Gdy jeszcze na dodatek i najczęściej jest to ten pierwszy mężczyzna/kobieta.

Zaraz tu wejdą jakieś bardziej rozgarnięte osoby to Ci coś doradzą, więc ja zadam Ci pytania pomocnicze:

Czemu za niego wyszłaś? Widziały gały co brały.
Dzieci nie macie? Z tego co napisałaś tak wynika.
I co z przysięgą do grobowej deski? Już nieaktualna?

Am I bluffing? try me

4 Ostatnio edytowany przez Ambiwalentna_ (2019-01-10 18:46:05)

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Przed ślubem miałam momenty zwątpienia, widziałam jego wady. Tylko myślałam ze chyba każdy ma jakieś wątpliwości, a poza tym on ciagle mi obiecał ze się zmieni. I kochał mnie tak bardzo mocno. Ja tez go kochałam, pewnie nadal trochę kocham, ale nigdy tak mocno jak on mnie. Czas przygotowania do ślubu był ekscytujący, miły, jakoś tak myślałam nie wiem czemu, ze będzie lepiej. Przecież będzie lekarzem, nie może być niezaradnym lekarzem. Ale okazuje się, ze może. Nic się nie poprawia, a tylko pogarsza. On się naprawdę chciałby zmienić dla mnie. Ale nie umie, chyba jednak nie da się zmienić mimo chęci.

Boje się ze nikt mnie nie pokocha tak jak on.

Nie mamy dzieci. Ale już się staraliśmy o dziecko, ale teraz już przestajemy zanim sytuacja się nie poprawi albo pogorszy.

To kolejna rzecz- ja bardzo chce mieć już dzieci. Ale boje się ze będę tylko bardziej nieszczęśliwa, bo perspektywa rozstania się gdy będą dzieci jest dla mnie przerażająca.

5 Ostatnio edytowany przez Poker (2019-01-10 19:30:32)

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Jeszcze dodam do tego powyżej właściwie:

Ambiwalentna_ napisał/a:

Ale też jeśli mam się tak czuć całe życie to wolę to zakończyć teraz, po 7 latach niż później.

Rozumiem, że decyzja podjęta?

Ambiwalentna_ napisał/a:

Porównuję go, choć bym nie chciała, z innymi mężczyznami i okazuje się, że nie trzeba mieć tak jak ja, że można w związku mieć radość, a nie tylko marudzenie, ból i przygnębienie.

Na tym się akurat możesz przejechać - "Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma."

Ambiwalentna_ napisał/a:

Poza tym moja rodzina nie zaakceptuje rozwodu, będą mną bardzo zawiedzeni, są  też religijni bardzo.

No nie wiem, czy warto kierować się opinią innych i jej ulegać - "Bo nie wypada".

Ambiwalentna_ napisał/a:

Przed ślubem miałam momenty zwątpienia, widziałam jego wady. Tylko myślałam ze chyba każdy ma jakieś wątpliwości, a poza tym on ciagle mi obiecał ze się zmieni.

Ups, to słabo akurat.

Am I bluffing? try me

6 Ostatnio edytowany przez 1990rusałka (2019-01-10 19:28:34)

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Na miejscu tego meza bym wcale to nie wchodzila...Ale za pozno juz. Teraz go czeka usadzenie w rodzine z dziecmi i zycie bankomata i kasa,kasa,kasa, zaradnosc. Nie widze tu wspolczucia zadnego. Nie robil romantycznych rzeczy?Takie rzeczy obie strony moga robic i inicjowac:))

Ok doczytalam.Bylo troche jednak. Ale priorytet to zaradnosc, kariera, praca, kasa, usadzenie w dzieci,, nie maz jako czlowiek.Tak mysle. Popattz na niego jak na czliwieka.Takie zachowanie podkopuje samoocene, ja bym nie umiala wcale zyc z kims w takim zwiazku. Nie zdobylabym pewnosci siebie na pewno. Mozesz pomoc zdobyc pewnosc siebie bedac sama wsparciem,nie tylko wymagac....Albo znalezc sobie lekarza ze stazem 10lat i usadzac w zycie rodzinne, moze wtedy sie uda.

7

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Odnośnie pytania w tytule :nie wiem czy to możliwe w Waszej sytuacji, bo to mąż kochał bardziej. Na "nowo pokochać" gdy od poczatku kochało sie na pół gwizdka?
Nie oceniam Cie. Masz trudny dylemta. Terapia małżenska pomoże Wam w uświadomieniu sobie po co razem jesteście i czy coś może z tego jeszcze być.
Obawiam sie tak wogóle ,że zakochalas sie w wizji swojego męża, a nie w nim. W takim jakim on był, tylko w tym kim może bedzie. Tak sie czasem zdarza.
Myśle że bardziej interesuje kobiety niezaradny student medycyny niż zaradny mechanik samochodowy. I często jest to błąd, bo wykształcenie i prestiż nie rozbawią Cie przy śniadaniu i nie utulą kiedy Ci źle.
Wiem też że lekarze to średni materiał na meża- skupieni na pracy, zwykle realni do bólu, mało empatyczni. Ale wiem po sobie że zmiany są możliwe. Mój mąż sie otworzył na ludzi, wzmocnił pewnosc siebie ( z wiekiem,doswiadczeniem), ale nie oczekuje że bedzie wodzirejem.
Musisz być szczera w ocenie siebie, jego, Was. Może nie jest ideałem, ale ideały też rozczarowuja.

8

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Zauważylas, ile mialas wymagań do męza?
A twoje wady?
Czy jego wady wplynęły negatywnie na jakieś wasze malzenskie sprawy, czy tylko na twoje samopoczucie?
Bo wybacz, wygląda jakbyś nad nim z batem stala i go tresowala? A może On nie chciał wcale tym lekarzem zostać, a Ty chciałas by był?

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

9

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

P.S. Napewno jeśli macie być ze sobą z wygody to lepiej sie rozejść, niż z wyrachowania czy litości być razem.
Możliwe że oboje rozwinęlibyście skrzydła przy innych połówkach.
Może jego też coś w tym zwiazku blokuje i dlatego jest jaki jest?...

10 Ostatnio edytowany przez WysokaAnna (2019-01-10 20:27:03)

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Ambiwalentna, moim zdaniem kluczowe w tym co napisałaś jest to zdanie:

"Marzyłam o założeniu szybko rodziny, dzieciach, tymczasem teraz czuję, że jestem w związku z mężczyzną, z którym sama będę musiała być głową rodziny i nie chcę z nim mieć dzieci, bo w obecnym stanie naszego małżeństwa to byłoby sprowadzenie ich do piekła."

Jeżeli sama widzisz, że posiadanie z nim dzieci byłoby fatalnym pomysłem i wyrządzeniem dzieciom krzywdy, to czego oczekujesz po tym małżeństwie?

To jest brutalne, ale moim zdaniem jeżeli nie przerwiesz tego w miarę szybko, to za kilka lat najprawdopodobniej znajdziesz się w tym samym punkcie, tylko będąc o kilka lat starsza.

11

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Przeczytaj jeszcze raz, z jakich powodów nie rozstałaś się z mężem...
1. Macie wspólnych znajomych
2. Macie wspólne wspomnienia
3. Znacie się na wylot
4. Boisz się, że nikt inny Cię nie pokocha.

Sorry, ale... Nie kochasz go i prawdopodobnie nigdy nie kochałaś. Odejdź, zanim sobie zmarnujecie kolejne 7 lat życia.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

12

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Wszyscy rodzimy się z określonym temperamentem, który jest bazą naszej osobowości. To on odpowiada między innymi za szybkość reakcji, ruchliwość, podatność na zmęczenie, odporność na stresy, czy wrażliwość zmysłową. W jakimś tam stopniu czynniki zewnętrzne, czy naciski partnera wink mogą wymusić pewne modyfikacje naszego temperamentu, ale odnoszę nieodparte wrażenie, że Ty od męża nie oczekujesz drobnej modyfikacji w tym względzie, a kompletnej przemiany. Nie wiem, czy z wygody, strachu, czy też przyzwyczajenia (bo nie z miłości)  zdecydowałaś się na małżeństwo z tym człowiekiem, ale szczerze mówiąc nie widzę sensu dalszego trwania w tym układzie i unieszczęśliwiania siebie oraz współmałżonka. Kompletnie się nie dobraliście osobowościowo. Myślę, że w pewnym sensie szukasz partnera na którym będziesz mogła "zawisnąć " i który weźmie na siebie odpowiedzialność  za Twoje życie w tym również Twoje samopoczucie...

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

13 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-01-10 22:59:22)

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo
Ambiwalentna_ napisał/a:

Zapisałam nas na terapię małżeńską. Poniżej spisałam swoje myśli by wiedzieć co przedstawić terapeucie. Pomyślałam, że podzielę się też tym tutaj - o ile ktoś będzie miał siłę to przeczytać - może udzieli mi wsparcia. Może ktoś był w podobnej sytuacji - czy da się żałować że się jest z osobą niecałe 2 lata po ślubie, a potem by się to zmieniło i już być szczęśliwym?
.

Pytanie do Ciebie Autorko czego oczekujesz po terapii ,bo jeżeli oczekujesz że na terapii będziecie zajmować się  tylko Twoim mężem to najprawdopodobniej znowu się rozczarujesz .
Twoim głównym zadaniem na terapii będzie zajmowanie się Twoimi wadami,cechami charakteru, przekonaniami ,i oczekiwaniami,wyobrażeniami,złudzeniami to będzie Twoja działka a nie tylko to co Ci w mężu przeszkadza i zmienianie Go.
Akceptacja Samej siebie jest na pierwszym miejscu.
Terapia jest trudna i bywa bolesna wszystko jest jednak do przejścia i przeżycia ,momentami wciąga i fascynuje.
Ja Ciebie zachęcam do Tego ,bo mam jednak wrażenie pomimo Twoich wątpliwości że chcesz i że pójście na terapię nie będzie próbą udowodnienia sobie że to definitywny koniec i samousprawiedliwianiem decyzji o rozwodzie .
Jaki jest jego stosunek do terapii ?
Pozdrawiam

14 Ostatnio edytowany przez Excop (2019-01-10 21:25:44)

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Moim zdaniem, oboje podeszli zbyt poważnie do wzajemnej relacji. Wtedy, gdy zauroczenie przesłania niedobory u partnera.
Wydaje mi się, choć głowy przecież nie dam, że Autorce wywietrzało to zakochanie spowodowane prozą życia.. Tak, po prostu, codzienność zrobiła swoje.
Zwłaszcza, że według niej, jej mąż, to - parafrazując,  dno i wodorosty, jak się w ciągu tych dwóch lat, okazało.
Rozejść się. To, że on tak bardzo kocha, to już jego sprawa, skoro ona już tego nie czuje. Powroty tego rodzaju się zdarzają.
W komediach romantycznych tylko, niestety. sad

facet po przejściach

15

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Jesteście, jak już zauważono, kompletnie niedobraną parą. I tak było od początku zapewne - dlaczego Ty tego nie widziałaś, co więcej - wyszłaś za tego mężczyznę za mąż? nie pojmuję, zaiste. Sama sobie w dużej mierze jesteś winna - czułaś, że coś jest "nie tak" (jakbyć sobie wymarzyła), i spodziewałaś się cudownej przemiany męża, która nigdy nie nastąpiła (i nie nastąpi, niestety). On niby obiecywał, ale.... ileż można czekać i naiwnie wierzyć, że coś się stanie? Wiem, że spotkaliście się młodo i jesteście dla siebie pierwszymi partnerami. Choćby i samo to sugeruje, że związek skazany jest raczej na porażkę - w dzisiejszym świecie taki model rzadko kiedy się sprawdza. Myślę, że Wasz czas się zakończył. Ja bym się rozwiodła i przede wszystkim - pobyła sama z sobą jakiś dłuższy okres. Poznała siebie, odetchnęła i dopiero duuużo później wzięła się za ew. poszukiwania noewgo partnera. Naprawdę.

16

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Przede wszystkim szacun za twoją postawę. Jesteś bowiem bardzo rozsądna, mądra i obiektywną osoba. Wszystko tak pięknie i logicznie opisałaś, nie wybuelalas siebie, tylko starałas się jak najlepiej przedstawić swój problem. Widać, że jesteś bardzo zmartwiona i faktycznie żalezy ci na radach.
Dlatego napiszę do ciebie
Słusznie zauważyłaś, ze swoją krytyka i czepialstwem się niechcacy możesz podcinać skrzydła temu porządnemu człowiekowi, a jest to ostatnia rzecz, której byś chciała. Bo nie o wpędzanie męża w jeszcze większy dół ci przecież chodzi, prawda? Ty chciałabyś dla niego jak najlepiej, bo gdy on rozwinie skrzydła, to i ty z nim polecisz.
Tymczasem mimo szczerych chęci nie wychodzi ci to. I nic dziwnego, że ci nie wychodzi. Jesteś tylko młoda osóbką, która dopiero wchodzi w dorosłe życie, a przyszło ci wtaczać głaz pod górę niczym Syzyf. Nie dasz sobie z tym rady dziewczyno. Prędzej sama się wykonczysz, niż zmienisz człowieka. A zresztą już masz jakąś depresję, więc za rok dwa pewnie będziesz na prochach od psychiatry
Moje zdanie i rada zarazem. Przymierzaj się raczej do rozstania, bo z tym facetem czeka cie orka na ugorze. Są tacy ludzie, jak twój mąż, którym brakuje iskry, przypominają owce, które bezwolnie idą na rzeź. On zawsze będzie pesymistyczny, mało ambitny, niezaradny, nieporadny i będzie żył na zasadzie jakoś to będzie, a najpewniej będzie oczywiście źle. Nic nie obudzi go do prozy życia. W tym związku jesteś panem domu, a nie panią domu i to, co ty zorganizuje szybko będziecir mieli, jeśli nie wyrwiesz czegoś dla rodziny własnymi pazurami, to nie będziecie mieli nic. Typowy facet minimalista, len i nieudacznik, na dodatek sieje wokół siebie ferment i zaraza innych swoim pesymizmem. Jednocześnie jest on dobrym człowiekiem i chciałby się zmienic, ale to niemożliwe, bo on nawet nie wiedziałby co zmienić, jak to zmienić i co miałby począć ze sobą zmienionym. Patrzyłby do lusterka i widziałby swoją znajomą twarz, ale to nie byłby on? Rozumiesz o co mi chodzi? Musiałby przejść na jakiś inny poziom świadomości, a to niemożliwe.
Smutny wątek, biedna dziewczyna i biedny ten młody mężczyzna.
Z tej maki chleba nie będzie
Tylko potem bardzo na siebie uważaj i bądź mądra w wyborze kolejnego mężczyzny, bo dzisiaj trafić na porządnego faceta naprawdę nie jest łatwo.
Trzymam za ciebie kciuki.

17

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo
ulle napisał/a:

Przede wszystkim szacun za twoją postawę. Jesteś bowiem bardzo rozsądna, mądra i obiektywną osoba. Wszystko tak pięknie i logicznie opisałaś, nie wybuelalas siebie, tylko starałas się jak najlepiej przedstawić swój problem. Widać, że jesteś bardzo zmartwiona i faktycznie żalezy ci na radach.
Dlatego napiszę do ciebie
Słusznie zauważyłaś, ze swoją krytyka i czepialstwem się niechcacy możesz podcinać skrzydła temu porządnemu człowiekowi, a jest to ostatnia rzecz, której byś chciała. Bo nie o wpędzanie męża w jeszcze większy dół ci przecież chodzi, prawda? Ty chciałabyś dla niego jak najlepiej, bo gdy on rozwinie skrzydła, to i ty z nim polecisz.
Tymczasem mimo szczerych chęci nie wychodzi ci to. I nic dziwnego, że ci nie wychodzi. Jesteś tylko młoda osóbką, która dopiero wchodzi w dorosłe życie, a przyszło ci wtaczać głaz pod górę niczym Syzyf. Nie dasz sobie z tym rady dziewczyno. Prędzej sama się wykonczysz, niż zmienisz człowieka. A zresztą już masz jakąś depresję, więc za rok dwa pewnie będziesz na prochach od psychiatry
Moje zdanie i rada zarazem. Przymierzaj się raczej do rozstania, bo z tym facetem czeka cie orka na ugorze. Są tacy ludzie, jak twój mąż, którym brakuje iskry, przypominają owce, które bezwolnie idą na rzeź. On zawsze będzie pesymistyczny, mało ambitny, niezaradny, nieporadny i będzie żył na zasadzie jakoś to będzie, a najpewniej będzie oczywiście źle. Nic nie obudzi go do prozy życia. W tym związku jesteś panem domu, a nie panią domu i to, co ty zorganizuje szybko będziecir mieli, jeśli nie wyrwiesz czegoś dla rodziny własnymi pazurami, to nie będziecie mieli nic. Typowy facet minimalista, len i nieudacznik, na dodatek sieje wokół siebie ferment i zaraza innych swoim pesymizmem. Jednocześnie jest on dobrym człowiekiem i chciałby się zmienic, ale to niemożliwe, bo on nawet nie wiedziałby co zmienić, jak to zmienić i co miałby począć ze sobą zmienionym. Patrzyłby do lusterka i widziałby swoją znajomą twarz, ale to nie byłby on? Rozumiesz o co mi chodzi? Musiałby przejść na jakiś inny poziom świadomości, a to niemożliwe.
Smutny wątek, biedna dziewczyna i biedny ten młody mężczyzna.
Z tej maki chleba nie będzie
Tylko potem bardzo na siebie uważaj i bądź mądra w wyborze kolejnego mężczyzny, bo dzisiaj trafić na porządnego faceta naprawdę nie jest łatwo.
Trzymam za ciebie kciuki.

Taaak oczywiście- On się ma zmienić, bo ona tak chce..:D
O, to będzie ciekawa terapia- dla męża zwłaszcza..
Mam przeczucie, że On więcej wyniesie dla siebie z tego- a dla autorki to może być toczenie głazu- ale warto- bo życia szkoda. smile Tak że to dobra decyzja. Napisz za rok, autorko- będę wdzięczna

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

18

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo
Poker napisał/a:

Zaraz tu wejdą jakieś bardziej rozgarnięte osoby to Ci coś doradzą

Jest i ulle. Uważam, że bardzo dobry wpis. Widać spore doświadczenie. Z resztą nie pierwszy raz i rzetelną odpowiedź.

Natomiast #Ela210, czy możesz wyjaśnić o co Ci chodzi? Bo cytujesz jej wypowiedź, a mam wrażenie, że nie przeczytałaś tej wypowiedzi.

Am I bluffing? try me

19 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-01-10 23:02:37)

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo
Poker napisał/a:
Poker napisał/a:

Zaraz tu wejdą jakieś bardziej rozgarnięte osoby to Ci coś doradzą

Jest i ulle. Uważam, że bardzo dobry wpis. Widać spore doświadczenie. Z resztą nie pierwszy raz i rzetelną odpowiedź.

Natomiast #Ela210, czy możesz wyjaśnić o co Ci chodzi? Bo cytujesz jej wypowiedź, a mam wrażenie, że nie przeczytałaś tej wypowiedzi.

Przeczytałam
wg mnie mocno błędne wnioski, ale Ulle może mieć inne zdanie.
To małżeństwo to mocno toksyczny związek, w którym zdarzył się cud- toksyk się zmęczył- ustawianiem i naprawianiem męża.
U autorki nie widzę refleksji nad sobą, tylko niezadowolenie z męża. Nie wiem, czym Ona się zajmuje, i czy On też je takie  głazy wtoczył na plecy, jak Ona jemu.
Wyszła za mąż, bo chciała być Panią doktorową i ten cel z pomocą męża zrealizowała.
Jak ktoś napisał- z temperamentem się rodzimy.
Miłości tu nie widzę, ani przyszłości. wiem że się przykro czyta, przepraszam ..

PS  ten leń i minimalista zajmuje się domem, kawę do łóżka podaje i pracuje jako lekarz-- bo Pani ma depresję z powodu jego niedoskonałości... D  DZisas..

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

20 Ostatnio edytowany przez Poker (2019-01-10 23:14:39)

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Ok spoko - tyle ulle akurat nie pisała o terapii, stąd moje pytanie. Dzięki

Edit:

Ela210 napisał/a:

Przeczytałam
wg mnie mocno błędne wnioski, ale Ulle może mieć inne zdanie.
To małżeństwo to mocno toksyczny związek, w którym zdarzył się cud- toksyk się zmęczył- ustawianiem i naprawianiem męża.
U autorki nie widzę refleksji nad sobą, tylko niezadowolenie z męża. Nie wiem, czym Ona się zajmuje, i czy On też je takie  głazy wtoczył na plecy, jak Ona jemu.
Wyszła za mąż, bo chciała być Panią doktorową i ten cel z pomocą męża zrealizowała.
Jak ktoś napisał- z temperamentem się rodzimy.
Miłości tu nie widzę, ani przyszłości. wiem że się przykro czyta, przepraszam ..

PS  ten leń i minimalista zajmuje się domem, kawę do łóżka podaje i pracuje jako lekarz-- bo Pani ma depresję z powodu jego niedoskonałości... D  DZisas..

Też coś może być w tym co piszesz, dwa różne podejścia. Zostawmy autorkę z nimi.

Am I bluffing? try me

21

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Ela210, jak napisał poker, mamy dwa różne podejscia. Ja tej młodej dziewczyny nie odbieram jako domowa tyranke, która z normalnego zaradnego faceta zrobiła kluchę. Gdyby tak było, to ona zupełnie inaczej by to opisywała, a ja na pewno wyczytalabym to między wierszami.
Uwazam, że z tej maki chleba nie będzie, bo oni są jeszcze bardzo niedoświadczeni, nie znają życia i zwyczajnie nie dadzą sobie rady z tym wszystkim.
A najgorszą rzeczą, która się stała jest fakt, że ten facet w oczach swojej żony stracił autorytet, a na to by stracić ten autorytet długo i ciężko pracował, a ona była tego świadkiem. Jeśli facet nie imponuje kobiecie i ona przejmuje rolę męską w związku za faceta, to jest pozamiatane.
Żadnej terapii im nie proponuje, bo to bez sensu.

22

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Pożyczam od Wielokropka wink -  pozostaję przy swoim zdaniu

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

23 Ostatnio edytowany przez Ambiwalentna_ (2019-01-11 08:14:10)

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Dziękuje wszystkim za odpowiedzi. Napisaliście to co sama wiem w głębi duszy. Wiem, ze przez to ze straciłam już cierpliwość do jego niezaradności i ciagle go krytykuje to robię mu wiele krzywdy. Ja wiem ze tak jest i on wie, rozmawiamy o tym. Ulle, jest dokładnie tak jak piszesz, Michał stracił w moich oczach autorytet. Nie umiem go za nic podziwiać już. Czuje się jakbym byla w związku z jakimś moim sługa niewolnikiem a ja nie chce tak. Nie chce żeby on robił rzeczy wbrew sobie bo to widać.

Tylko właśnie jest ten aspekt tego ze on nie wyobraża sobie życia beze mnie. On walczy mimo tego co się dzieje, wczoraj jak wróciłam z pracy po napisaniu tego posta to zrobił kolacje przy świecach w domu. Teraz rano - wstał i zrobił kawę i kanapki. No jak ja mogę go zostawić jak on się tak stara sad

Ja nawet go pytałam czy nie uważa, ze nie pasujemy do siebie. Ze ja sie go czepiam o rzeczy, które jeśli wina wcale nie sa. Ze po prostu nie mogę zaakceptować go takim jakim jest. On uważa, ze u każdego bym znalazła coś o co bym się czepiała. A może to tak by było?

Ja z całej siły bym chciała by on mi mogł znów jakoś zacząć imponować. On mówi ze jak już się dostanie na rezydenture, będzie pracował, to na pewno już nie będzie taki marudny i będzie bardziej zadowolony z życia, bo w końcu będzie robił to co chce.

Ja mam teraz w życiu, patrząc z boku, wszystko co chciałam kiedykolwiek.

A w środku zjada mnie okropne nieszczęście. Najłatwiejsza droga byłoby po prostu pokochać Michała jakoś na nowo, to jest to co naprawdę bym chciała zrobić.

Trudno mi z nim być teraz i nie jestem szczęśliwa, ale tez nie wyobrażam sobie mojego życia jako singielki. Ja nigdy tak naprawdę sama nie mieszkałam. Nie chodziłam na randki. Nie chce tego wcale.

Chce być w tym miejscu gdzie teraz tylko chce kochać męża.

Czy naprawdę nie mam z nim szans na szczęście?

PS ella Michał nie zajmuje się domem, tylko ostatnio jakoś dwa miesiące gdy ja naprawdę mam chyba stany depresyjne i na nic siły to zaczyna robić rzeczy sam. Tak to zawsze mi pomagal i robił to o co go prosiłam, ale gotowanie i sprzątanie to moja działka była. On się uczył.

PS2: właśnie jeszcze mała nadzieje pokładam w tym, ze mam depresje. Nie wiem co było pierwsze, czy moje niezadowolenie które mnie w nią wpędziło, czy ona przyszła tak z nikad. Może jakbym się z tego wyleczyła to bym mogła bardziej docenić Michała i jakoś uwolnić trochę miłości? Może przez nią mam takie zamrożone serce? Fakt, Michał nie ma wielu cech które są dla mnie ważne, ale tez mogę na nim polegać, nie zdradzi mnie, nie skrzywdzi. Kocha ponad wszystko.

24 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-01-11 09:17:13)

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Myślę, że jest nadzieja, tylko ty musiałabyś wiele rzeczy sobie przewartościowac, zaakceptować i pogodzić się z nimi. Przestać myśleć, że u innych w ogródku trawa jest bardziej zielona niż w twoim.
Twój mąż ma wiele cennych zalet i jeśli potrafilabys postawić je wyżej od jego niewątpliwych wad, wtedy inaczej byś na niego patrzyła.
Ogromna baza, na której mogłabyś budować jest miłość z jego strony i to że jest porządnym człowiekiem
Kto wie czy nie będzie wspaniałym lekarzem, skoro jest taki uczuciowy i empatyczny. Nigdy nie wiadomo w jakim kierunku ktoś się nie rozwinie.
Musiałabyś pogodzić się z tym, że zawsze będziesz ta bardziej zaradna, bardziej operatywna i energiczną, że będziesz takim motorem rozwojowym dla waszej rodziny.
To żadna ujma dla kobiety, ale musiałabyś nauczyć się to w sobie cenić. To daloby ci dużo wolności w zyciu.
Gdybyś miała dziecko, to przy takim mężu miałabyś 100% pewności, że dziecko będzie kochane i zaopiekowane oraz akceptowane przez męża w każdym detalu. To ogromny komfort dla kobiety.
Jeśli zostawisz dobrego człowieka, to tak naprawdę potem, po latach możesz tego bardzo żałować, ponieważ nie wiadomo czy nie natniesz się na jakiegoś wprawdzie zaradnego ale czuba. To dopiero jest tragedia.
Wydaje mi się, że kluczem do tego, byś na nowo pokochała męża byłoby całkowite przewartościowanie sobie różnych rzeczy.

25

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo
ulle napisał/a:

Myślę, że jest nadzieja, tylko ty musiałabyś wiele rzeczy sobie przewartościowac, zaakceptować i pogodzić się z nimi. Przestać myśleć, że u innych w ogródku trawa jest bardziej zielona niż w twoim.
Twój mąż ma wiele cennych zalet i jeśli potrafilabys postawić je wyżej od jego niewątpliwych wad, wtedy inaczej byś na niego patrzyła.
Ogromna baza, na której mogłabyś budować jest miłość z jego strony i to że jest porządnym człowiekiem
Kto wie czy nie będzie wspaniałym lekarzem, skoro jest taki uczuciowy i empatyczny. Nigdy nie wiadomo w jakim kierunku ktoś się nie rozwinie.
Musiałabyś pogodzić się z tym, że zawsze będziesz ta bardziej zaradna, bardziej operatywna i energiczną, że będziesz takim motorem rozwojowym dla waszej rodziny.
To żadna ujma dla kobiety, ale musiałabyś nauczyć się to w sobie cenić. To daloby ci dużo wolności w zyciu.
Gdybyś miała dziecko, to przy takim mężu miałabyś 100% pewności, że dziecko będzie kochane i zaopiekowane oraz akceptowane przez męża w każdym detalu. To ogromny komfort dla kobiety.
Jeśli zostawisz dobrego człowieka, to tak naprawdę potem, po latach możesz tego bardzo żałować, ponieważ nie wiadomo czy nie natniesz się na jakiegoś wprawdzie zaradnego ale czuba. To dopiero jest tragedia.
Wydaje mi się, że kluczem do tego, byś na nowo pokochała męża byłoby całkowite przewartościowanie sobie różnych rzeczy.

Pięknie napisane, Ulle, ale dla młodej kobiety, po dwóch latach zaledwie, zmienić spojrzenie na męża, a tym bardziej, na siebie, będzie bardzo trudno. O ile, w ogóle, będzie to możliwe.

facet po przejściach

26

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo
ulle napisał/a:

Jeśli zostawisz dobrego człowieka, to tak naprawdę potem, po latach możesz tego bardzo żałować, ponieważ nie wiadomo czy nie natniesz się na jakiegoś wprawdzie zaradnego ale czuba. To dopiero jest tragedia.
Wydaje mi się, że kluczem do tego, byś na nowo pokochała męża byłoby całkowite przewartościowanie sobie różnych rzeczy.

Obawiam się, że do takiego prawdziwego i z pełnym przekonaniem przewartościowania "niedoborów"partnera, autorka wątku potrzebowałaby właśnie związku z takim czubem... wink Co nie zmienia faktu, że czasami nie da się kogoś pokochać, nawet jeżeli obiektywnie patrząc, jest  on dobrym człowiekiem....

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"
Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Autorko, ale tak szczerze, co się wydarzyło, że nagle wszystko Ci w tym mężu przeszkadza? Porównujesz go z innymi facetami, popadasz w depresję, jesteś nieszczęśliwa, tak nagle?
Wiadomo, że studiując medycynę, Twój mąż miał dużo nauki, przecież sama studiowałaś prawo ( może nadal studiujesz), więc wiesz ile wymaga to czasu.
Nie wierzę w to, że miłość przysłoniła Ci wady, o których wspominasz. Mogłaś nie zwracać uwagi na jego może głupi śmiech, albo sposób jedzenia, a nie te rzeczy, które są jego charakterem. On taki jest i tego nie zmienisz. Musiało wydarzyć się coś, co zmieniło Twoje podejście.

Ulle, piszesz, że jeśli zostawi dobrego człowieka, to będzie tego później żałować. Żałować będzie, jak zostanie z człowiekiem, którego nie kocha.
Myślę, że Autorka jest zdecydowana na odejście, tylko szuka potwierdzenia swoich tez.

28

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Niestety,  za dobroć się nie kocha..Ale jednak ostrożnie, może zacznijcie od tej terapii, obojgu wam się przyda, bo ona nie bedzie po to, by się pokochac na nowo, tylko by wszystko wyrażniej zobaczyć.
Piszecie, ze autorka ma dobrego męża i musialaby czuba spotkać, by go docenić?
No niestety, może taki ostrzejszy facet byłby dla niej bardziej odpowiedni i wcale nie byłby to zły związek.
W depresję popada się nie bez powodu.
Oboje zasługują na szczęście..
Trudna sprawa..Nie piszcie jednak, ze to pewne, że mąż jej nie zdradzi, bo jeśli oni bedą niedobrani on w koncu spotka taką, co go doceni i pójdzie lawina..
Więc dzwony alarm biją i nie ma co zamiatać tego,pod dywan..Młodzi, bez dzieci, ona racjonalna.Proponuję upierać się przy tej terapii,

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

29

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

A terapia jakoś cudownie sprawi, że ona nagle go pokocha...?

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

30

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Przestańcie - ten związek już nie ma szans na bycie związkiem marzeń (dla nich obojga). Widać, że i chłopak też jest nieszczęśliwy. Są jeszcze młodzi. Powinni się rozstać i dać sobie szanse na nowe ułożenie życia z innymi osobami za jakiś czas. Amen. wink

31

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo
Cyngli napisał/a:

A terapia jakoś cudownie sprawi, że ona nagle go pokocha...?

Nie Cyngli,, Ale może sprawić, że rozstaną się w świadoności swoich potrzeb i bez bólu.
I wtedy oboje wejdą w związki bez powtarzania starych błędow.
A jesli już zadecydują o życiu razem, to będzie to prawdziwy fundament, a nie coś, co im się bedzie w kryzysach walić..

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

32 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-01-11 10:42:25)

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo
Ela210 napisał/a:
Cyngli napisał/a:

A terapia jakoś cudownie sprawi, że ona nagle go pokocha...?

Nie Cyngli,, Ale może sprawić, że rozstaną się w świadoności swoich potrzeb i bez bólu.
I wtedy oboje wejdą w związki bez powtarzania starych błędow.
A jesli już zadecydują o życiu razem, to będzie to prawdziwy fundament, a nie coś, co im się bedzie w kryzysach walić..

Jak na mój gust, to Autorka ma świadomość swoich potrzeb. I tylko swoich.

7 lat straconych, może już wystarczy...

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

33 Ostatnio edytowany przez 1990rusałka (2019-01-11 10:56:17)

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Nie pojme co niektorzy widza w takich. Wieczne wymagania, pretensje, odpowiedzialnosc za wszystko, zaradnosc, praca, do tego musi byc zadowolony, wykonywac obowiazki domowe, wyglupiac sie, organizowac romantyczne gesty, nie moze byc chory ani narzekac.... i jeszcze usadzic w dzieci (koniecznie liczba mnoga) przeciez ty wymagasz od normalnego chlopaka zeby byl jakims bogiem, ja bym wysiadla psychicznie po paru tygodniach zycia z kims takim kto potrafi tylko wymagac i oczekiwac tylu rzeczy ale nigdy nie akceptuje takiej jaka jestem. Odejdz, uwolnisz go. Nie wiem po co wracal do ciebie po co sie staral.

34

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Autorko, ale tak szczerze, co się wydarzyło, że nagle wszystko Ci w tym mężu przeszkadza? Porównujesz go z innymi facetami, popadasz w depresję, jesteś nieszczęśliwa, tak nagle?
Wiadomo, że studiując medycynę, Twój mąż miał dużo nauki, przecież sama studiowałaś prawo ( może nadal studiujesz), więc wiesz ile wymaga to czasu.
Nie wierzę w to, że miłość przysłoniła Ci wady, o których wspominasz. Mogłaś nie zwracać uwagi na jego może głupi śmiech, albo sposób jedzenia, a nie te rzeczy, które są jego charakterem. On taki jest i tego nie zmienisz. Musiało wydarzyć się coś, co zmieniło Twoje podejście.

Ulle, piszesz, że jeśli zostawi dobrego człowieka, to będzie tego później żałować. Żałować będzie, jak zostanie z człowiekiem, którego nie kocha.
Myślę, że Autorka jest zdecydowana na odejście, tylko szuka potwierdzenia swoich tez.

Cóż, ja jednak go kochałam. Nigdy się nie zakochałam szaleńczo, pokochałam go z tymi jego wadami, ale zawsze je widziałam. To była taka trudna miłość. Zostawiłam go w liceum po 6 miesiącach związku, przed studiami. Pisał do mnie, prosił bym wróciła. Zgodziłam się z nim spotkać. Jak szliśmy na spotkanie, to on po drodze spotkał moje rodzeństwo i zobaczyłam ich we troje razem. To rozmiękczyło moje serce. Wróciłam do niego. 

Po 2 roku studiów znów go zostawiłam. 3 miesiące mieszkam u koleżanki, a potem wyjechałam do USA na 3 miesiące. Miałam tam możliwości "wyszaleć się". Ale nie zrobiłam tego. Nie myślałam o powrocie do Michała na początku, ale poznawałam tam wielu chłopaków i żaden nie był taki, że chciałabym z nim się związać. A przygodne rzeczy to coś, przed czymś mam jakąś wewnętrzną blokadę. Nie ze względów religijnych, czy dlatego że uważam że to złe. Nie uważam tak wcale, tylko tego nie chcę jak już jest okazja. A on do mnie pisał, ja już tęskniłam za związkiem. Zaczęliśmy rozmawiać na skype, jak go widziałam to czułam że jednak go kocham, trudno, każdy ma wady, myślałam. Już pod koniec wyjazdy chyba byłam zdecydowana do niego wrócić, kupiłam mu dużo prezentów. Nie chciałam znów zamieszkać z nim od razu (mieszkaliśmy razem zawsze od początku studiów), ale już nie mogłam mieszkać u tej koleżanki  i nie miałam gdzie mieszkać, więc wróciłam do niego.

Pomyślałam że to znak. Rozstałam się z nim, ale nikogo nie mogłam pokochać. Czyli to on mi jest pisany. I niedługo się zaręczyliśmy, potem przygotowania do ślubu. To było radosne, choć w sumie wszystko sama załatwiałam.

Jak ktoś ma siłę czytać, to chyba najlepiej będzie jak Wam wkleję list jaki mu napisałam 22 października. Wtedy on nie chciał iść na terapię. Obiecał poprawę. Dałam mu kolejną szansę, tak naprawdę wcale nie chciałam się rozstać.

Co się wydarzyło w międzyczasie? Co się stało takiego, że już prawie straciłam nadzieję? Byliśmy na moim wymarzonym koncercie (Paula MacCarney'a) wakacjach z moimi rodzicami i były święta Bożego Narodzenia.

Na koncercie mnie tak strasznie rozczarował. Straszna bzdura, pomyślicie. Jak kocham Beatelsów, śpiewana była piosenka "Hey Jude" na głosy - te "na na na na" - najpierw kobiety, potem faceci. Wzięłam go za rękę, chciałam byśmy to razem zrobili, bo to spełnienie moich marzeń, wszyscy wokół śpiewają. Trzymam go za rękę, patrzę w oczy. A on nie chciał zaśpiewać głupiego "na na na" w tłumie ludzi. Dla mnie to było jak taki cios prosto w serce.   

Na wakacjach nie szukał porozumienia z moimi rodzicami. Był dal nich miły, ale nie rozmawiał dopóki ktoś go o coś nie zapytał.

Na świętach w porównaniu do mojego taty, do brata, do innych mężczyzn z rodziny - no on wypada jak takie dziecko do opieki, nie facet - ciągle ma katar, jest zmęczony, nie odzywa się, ma zły humor. Mój brat też studiuje medycynę, a jakoś ma energię, w domu pomagał w przygotowaniu do świat, dorabia na studiach dając korki, inicjuje spotkania. Michała musiałam prosić by pomógł, sam nie wykazywał inicjatywy. Tata z bratem szli wieszać lampki choinkowe na zewnątrz, dla mnie naturalne było to by Michał zaproponował pomoc. Ale nie zrobił tego, mówiłam mu że może im pomógłby, a on mówił że ee no chyba jakby chcieli pomocy to by powiedzieli. Na spotkaniach ze znajomymi też był taki wycofany i teraz już na tych wszystkich wydarzeniach gdzie byliśmy, ja się czułam, że nie mogę być taka do końca spokojna, bo on nie czuje się komfortowo.

A tu ten list.

Michał,
znajduję się w bardzo trudnym momencie – tracę wiarę że mogę być szczęśliwa w naszym małżeństwie. Od początku naszego związku wiedziałam, że posiadasz pewne cechy, które mi przeszkadzają i z którymi nie mogę się pogodzić. Doprowadziły one do naszych rozstań. Wracaliśmy do siebie, bo obiecałeś zmianę i poprawę – a ja Ciebie kochałam i ufałam, że tak właśnie będzie. Nie mam już dłużej cierpliwości czekać na poprawę w nieokreślonej przyszłości. Czuję, że powoli moja miłość do Ciebie się wypala – nadal Ciebie kocham i chcę z Tobą być, ale co raz rzadziej zdarza mi się w Tobie dostrzegać osobę, którą mogę podziwiać, szanować – a co raz częściej kogoś, kto zachowuje się w sposób dla mnie nie do przyjęcia – czasem nie do przyjęcia jako postać mojego męża, a czasem nie do przyjęcia jako osoba – wtedy, gdy obierasz taki pogardliwy pogląd na ludzi, gdy osądzasz kogoś po pozorach, źle komuś życzysz – wtedy gdy właśnie czuję, że nie jesteś człowiekiem o dobrem sercu.
Stoimy przed ważnymi życiowymi zmianami. Zanim nadejdą – kupno mieszkania, dziecko – myślę, że musimy coś zmienić w naszym związku. Jedna z nich, kluczowa, już miała miejsce – wzięliśmy ślub. Jest to dla mnie bardzo ważna rzecz i nie czułam, że robię to pochopnie. Co raz częściej jednak myślę, że to było za szybko. Ostatnio czuję, że nie dorosłeś do roli męża i jest mi z tego powodu bardzo źle.
Z jednej strony wydaje mi się, że Ty sam nie dostrzegasz nic złego w pewnych rzeczach, które mnie rażą – to jest najgorsze, bo są to rzeczy, których nie zmieniasz. Pewnie dużo z nich wynika z braku dobrego wzorca w Twoim życiu i nie jest to Twoja wina, że takiego nie miałeś. Ale mógłbyś spróbować zauważać u innych dobre cechy i spróbować je przyswoić. Wierzę, że jesteś w stanie dostrzec w otoczeniu, u swoich kolegów, czy u współpracowników, cechy, których Ci brakuje, a które są dobre. Wiem, że nie cierpisz jak ja Ciebie z kimś porównuję – ale niestety ja to robię niezależnie od mojej woli, mogę Tobie tylko o tym nie mówić, co nie sprawi, że nie będzie mi przykro – gdy widzę, że ktoś w Twoim wieku lub młodszy mówi rzeczy, których od Ciebie nigdy nie słyszałam, a bardzo pragnę usłyszeć. Mówienie w rozmowach o przyszłości w jasnych barwach, stawianie siebie w pozycji głowy rodziny, mówienie o dzieciach, chwalenie swojej kobiety, a nawet takie zachowania wynikające z dobrego wychowania – dziękowanie ludziom za zaproszenie, powiedzenie komuś czegoś miłego, proponowanie gościom napojów czy jedzenia, wychodzenie z propozycją zapłacenia za coś, gdy wymagają tego okoliczności, zaproponowanie, że zaniesiesz coś ciężkiego jak dziewczyna to niesie (nie ja, bo o mnie już się tego nauczyłeś) – brakuje Tobie takiego taktu – niektóre z tych rzeczy to są takie podstawowe cechy, które powinieneś mieć wpojone już od dziecka.
Są też rzeczy bardziej namacalne i konkretne. Nad którymi pracujesz – częste narzekanie na wszystko, w tym na swoje samopoczucie. Tu znów – to nie Twoja wina, że Ciebie coś boli, ale z racji na częstotliwość tego zachowania – mnie to denerwuje – zwłaszcza, że Twoje bóle często psują nam jakieś wyjścia. Na to nie znajduję dobrego rozwiązania i jest to coś z czym mogę żyć, o ile nie będzie to szło w komplecie z narzekaniami na każdy aspekt życia, pracę, ludzi i takie ogólnie pesymistyczne podejście – a na razie tak niestety jest.
Kolejna rzecz - brak romantyzmu i starania się o mnie – pierwsza rzecz, która mi zaczęła w tobie przeszkadzać. Nadal nie włożyłeś za dużo wysiłku w rozwój siebie w tej kwestii, ale jest dużo lepiej.. Niemniej nie tak jak bym chciała by było. Bo chciałabym raz na jakiś czas być przez Ciebie zaskoczona jakąś romantyczną rzeczą, poczuć się adorowana  – czy to tym, że mnie zabierzesz do restauracji, do kina, teatru, na wycieczkę, kupisz mi coś czego sobie nie zażyczyłam. Zwłaszcza z ważnej okazji – wtedy to może nie będzie tak zaskakujące, ale fajnie by było czasem nie wiedzieć co będziemy robić, a nie samej planować sobie atrakcje – albo, co też się zdarzało – być zaskoczoną w sposób taki, że nic nie przygotowałeś. W tym aspekcie też na marginesie dodam o problemie z tym, że nie czuję, żebym ciebie dalej pociągała fizycznie – znów może nie Twoja wina, tylko tabletek, niemniej nadal to wpływa na moje samopoczucie i samoocenę i też na obraz Ciebie.
No i na koniec – rzecz do której po części można by sprowadzić każdą z wymienionych, przeszkadzających mi rzeczy – bo one mają w niej źródło – brak pewności siebie. Nie wierzysz w siebie, co widać w tym jak zachowujesz się wśród ludzi,  jak niepewnie się wypowiadasz, jaki problem sprawiają Tobie rozmowy z obcymi ludźmi, jak reagujesz na krytykę oraz też jak łatwo Ci przychodzi krytykowanie innych – w taki zły bardzo sposób podbudowujesz swoją pewność siebie. Dla mnie to jest problem, o którym Ci mówię, często w połączeniu z innymi, za każdym niemal razem jak Ciebie takiego widzę – w domu taki nie jesteś- czyli w praktyce każde nasze wyjście kończy się moim niezadowoleniem i czepianiem się – co burzy Twoją i tak słabą samoocenę i tylko pogarsza sprawę. Jest to takie błędne koło, z którego chyba nie jesteśmy się w stanie wydostać samodzielnie, bo nie da się byś z dnia na dzień stał się pewny siebie. Masz problemy, które były już zanim się pojawiłam w Twoim życiu, które tylko ja pogarszam, bo często Ciebie krytykuję, pogarsza też to że się czujesz gorszy od swoich znajomych, przez gorsze wyniki w nauce –niepotrzebnie bo i tak jesteś lepszy od wielu innych ludzi. Ale starasz się i Ci nie wychodzi i to źle bardzo na Ciebie działa– choć może już samo to, że w siebie nie wierzysz doprowadza do takiego rezultatu.
Dlatego myślę, że powinniśmy podjąć kroki nad zasięgnięciem pomocy – bo moje prośby i Twoje starania nie przynoszą rezultatu. Myślę, że powinniśmy udać się na terapię małżeńską, a Ty być może dodatkowo na terapię też sam, by popracować nad zbudowaniem adekwatnej pewności siebie do tego kim jesteś. A jesteś mądrym, wykształconym, przystojnym mężczyzną, lekarzem, z fajną żoną, super psem i bardzo dobrymi perspektywami na życie. A przez Twoją niską samoocenę ja nie doceniam Ciebie tak jak powinnam i czuję czasem, że mogłabym mieć lepszego męża. Jednak tak naprawdę to mam super męża, który tylko przez to, że sam ma zakrzywiony obraz siebie, to mi też taki przedstawia. Gdy ciągle coś Ci nie wychodzi, ciagle widzę Ciebie ciągle w złym humorze, niemiłego, niepewnego siebie– w kontraście do ludzi wcale od ciebie nie lepszych, ale wierzących w siebie, to zaczynam czuć, że jesteś gorszy, jest mi smutno, czepiam się, pogarszam Ci humor… I tak może być ciągle i bez końca, aż w końcu któremuś z nas zabraknie cierpliwości i zniszczymy to co nas łączy. Mi trochę już brakuje tej cierpliwości, a bardzo nie chcę tego zniszczyć, ale też chcę być szczęśliwa.
Tylko żebym był szczęśliwa potrzebuję męża, który będzie dla mnie wsparciem, opoką, męża na którym mogę polegać, któremu mogę zaufać, że załatwi dobrze jakiś ważne i czasem nieprzyjemne sprawy, z którymi zmagają się dorośli, dla którego będę się chciała starać robić miłe rzeczy, bo będę wiedziała, że on też się stara takie robić dla mnie, którego będę podziwiać, bo  jest dobrym człowiekiem, mówi mądrze i który będzie się umiał zachować w towarzystwie. Nie musisz stawać się super wygadaną ekstrawertyczną osobą, bo nie jesteś taki i nie takiego Ciebie kocham. Wystarczy, że nie będzie Ci sprawiała problemów taka normalna swobodna rozmowa. Wystarczy, że nie będziesz narzekał nieustannie na perspektywy naszego życia. Że będę widziała, że chcesz by żyło nam się lepiej, że chcesz pracować, że chcesz być dobrym lekarzem, mężem, ojcem. Że jesteś gotowy do tych ról i wiesz, że wiążą się one z utrudnieniem życia – będziemy mieli mniej czasu na odpoczynek i dla siebie. Na razie obawiam się, że urodzi nam się dziecko, a Ty będziesz ciągle narzekał na pracę, zmęczenie, zarobki i nie będę miała w Tobie oparcia. Bardzo nie chce by tak wyglądało nasze życie. Proszę Michał daj mi odczuć, że jesteś zdolny do przyjęcia na siebie takich dorosłych ról. Nie dawaj mi odczuć, że jestem jedynym co się udało w Twoim życiu –to najgorsze co mogę usłyszeć.
Moja konkluzja jest więc taka – musimy postarać się popracować nad naszym związkiem. Wydaje mi się, że dobrze żebyśmy zasięgnęli pomocy specjalisty, bo sami już wielokrotnie próbowaliśmy. Bez zmian – głównie wymagających tego, byś podbudował swoją samoocenę - nasz związek nie przetrwa, bo ja nie dam rady i nie chcę być głową naszej rodziny.

35 Ostatnio edytowany przez krolowachlodu87 (2019-01-11 11:27:39)

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

ok też nie lubie marud ale póki co się wstrzymaj bo depresja może być spowodowana nieprawidłowym funkcjonowaniem organizmu, nie koniecznie mąż maruda mógł cię w nią wpędzić. Równie dobrze może to być inna rzeczy np anemia. Wylecz się a potem przemyśl to jeszcze raz. To nie jest moment na podejmowanie decyzji.

Ok doczytałam ostatni post z listem.... Nie chciał śpiewać nanana.... I nie wychodzi z propozycją pomocy podczas świąt nie w swoim domu - tak jest nieśmiały.... Potrzebuje jasnych komunikatów i próśb. Skoro to akceptujesz to może warto pogadać z bardziej otwartymi rodzicami i rodzeństwem aby angażowali go w pomoc? Bo po pierwsze oni są u siebie i czują się swobodnie a po drugie on jest nieśmiały?
Czepiasz się

36

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Być może mąż ma taki model wyniesiony z domu- spełniać wymagania innych.
Może autorka ma taki model: wymagać od mężczyzny..I w tym podstawowym zakresie mocno się przyciągnęli..a niekoniecznie w tym byliby szczęśliwi przynajmniej ona, bo jest bardziej świadoma tego, czego nie chce..już, może na terapii uświadomi sobie inne rzeczy.. I mąż też.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

37

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo
Ambiwalentna_ napisał/a:

Na koncercie mnie tak strasznie rozczarował. Straszna bzdura, pomyślicie. Jak kocham Beatelsów, śpiewana była piosenka "Hey Jude" na głosy - te "na na na na" - najpierw kobiety, potem faceci. Wzięłam go za rękę, chciałam byśmy to razem zrobili, bo to spełnienie moich marzeń, wszyscy wokół śpiewają. Trzymam go za rękę, patrzę w oczy. A on nie chciał zaśpiewać głupiego "na na na" w tłumie ludzi. Dla mnie to było jak taki cios prosto w serce.

Sorry, ale... Nie wierzę już ani trochę w prawdziwość tej historii.
I prawie ze śmiechu umarłam - rozczarował tak strasznie, bo... Nie zaśpiewał. Boże...

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

38 Ostatnio edytowany przez Poker (2019-01-11 11:34:38)

Odp: Czy mam szansę pokochać męża na nowo
Ambiwalentna_ napisał/a:

Nie mogę powiedzieć, by nie miał żadnych zalet. Na pewno bardzo mnie kocha. Teraz jak mam taki zły okres to troszczy się o psa, sprząta, robi obiad. Codziennie rano robi mi kawę. Jest wobec mnie uczciwy. Wiem, że mnie nie zdradziłby. Ważna dla niego jest rodzina –tj. ja, nasz pies, pewnie kiedyś byłyby też ważne nasze dzieci. Jest mądry. Przystojny. Liczy się z moim zdaniem.

Ale

Ja to widzę, również tak - a pozwolę sobie wkleić wypowiedź ulle, z innego tematu:

ulle napisał/a:

Myślę, że z jednej strony, gdzieś tam z tyłu głowy wiesz doskonale o tym, że odrzucając te dziewczynę popełnisz błąd, bo szkoda ci skreślac fajna dziewczynę, ale z drugiej strony nie jesteś jeszcze gotowy na małżeństwo i wszystko, co się tym wiąże. W teorii to ty owszem bardzo chętnie, ale gorzej w praktyce. Czujesz, że czas mija i widzisz te wpatrzone w ciebie i pytające spojrzenia ludzi, tej dziewczyny i czujesz pod skórą, że pewien etap twojego życia, wypadałoby, żeby już się zakończył. Podejrzewam, że gdyby stało się tak, że twoja dziewczyna kręci coś na boku, to nagle zaczęłoby ci na niej bardzo zależeć i czulbys wszystkie skrajne emocje, których najwyraźniej brakuje ci. Mówiąc prościej i dobitniej- jest ci po prostu stanowczo za dobrze i w tyłku ci się przewróciło. Dziewczyna sprawia, że czujesz się przy niej aż do znudzenia bezpieczny, wiesz że ona nie wywinie ci żadnego numeru i rzeczywiście może być dobra partnerka na dalsze życie, ale ty chciałbyś jeszcze "pozyc". Dicenisz te dziewczynę dopiero wtedy, gdy ja stracisz i wiesz o tym doskonale dlatego tak się teraz ze sobą meczysz, bo prawdę mówiąc trzeba być głupcem, żeby w dzisiejszych czasach odrzucać dobrą dziewczynę i w dodatku sprawdzonego przyjaciela.
Brakuje ci więc emocji, wrażeń, ponieważ masz po prostu za dobrze.

Przerób sobie na mężczyzne + brak ślubu. Dostrzegam analogię.

____________________________________

Ambiwalentna_ napisał/a:

Ja z całej siły bym chciała by on mi mogł znów jakoś zacząć imponować. On mówi ze jak już się dostanie na rezydenture, będzie pracował, to na pewno już nie będzie taki marudny i będzie bardziej zadowolony z życia, bo w końcu będzie robił to co chce.

Akurat mam kontakt z ludźmi z 5,6 roku medycyny oraz już z stażystką. Ci ludzie mają bardzo ciężkie studia (przej*****), więc możliwe. Ci ludzie przechodzą katorgę z tymi zaliczeniami, egzaminami, dyżurami, praktykami, nauką itd. później staż za stosunkowo niskie wynagrodzenie w porównaniu do włożonego ogromnego wysiłku. Na pewno mu jest ciężko, a mimo to stara się. I nie bronię go.

____________________________________

A to z kolei standardowe "obawy" w takiej sytuacji:

Ambiwalentna_ napisał/a:

Boje się ze nikt mnie nie pokocha tak jak on.

Ambiwalentna_ napisał/a:

Trudno mi z nim być teraz i nie jestem szczęśliwa, ale tez nie wyobrażam sobie mojego życia jako singielki. Ja nigdy tak naprawdę sama nie mieszkałam. Nie chodziłam na randki. Nie chce tego wcale.

Edit:

Szkoda, że wcześniej nie wspomniałaś o tym liście. Akurat nie mam czasu przeczytać już teraz, ale 1 okiem widziałem w czym rzecz, no i słabo.

Am I bluffing? try me

Posty [ 1 do 38 z 134 ]

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy mam szansę pokochać męża na nowo

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018