Hej, chciałem opisać tutaj mój przypadek związany z brakiem seksu w związku. Mam 26 lat, moja partnerka również. Poznaliśmy się przez internet, mieszkamy od siebie 110km. Dosyć szybko po poznaniu się powiedziała mi, że nie lubi seksu. Ja byłem prawiczkiem, nigdy nie robiłem tego z kobietą, choć miałem okazję to powstrzymywałem się nie chcąc zrobić tego z przypadkową kobietą - przez to rozpadały się moje poprzednie związki... Ona z kolei była po jednym, 2 letnim związku. Jedyne co nim wiem to to, że uprawiali ze sobą seks wbrew jej woli, przez co ona później płakała i czuła się wykorzystana. Nigdy nie miała orgazmu, nigdy się nie masturbowała.
Nie przywiązywałem do tego dużej uwagi. w końcu miałem 25 lat i nigdy tego nie robiłem, z innymi czynnościami jakie zachodzą w związkach też miałem bardzo małe doświadczenie. Na początku przy naszych weekendowych spotkaniach, ja starałem się ja zadowolić ręka lub językiem, ona robiła to ręką. Do niczego jej nie zmuszałem, zdarzało się, że sama zdejmowała mi spodnie, żeby "zrobić mi dobrze"... Z tym, że ja nie potrafiłem doprowadzić jej do orgazmu mimo długich pieszczot.
W końcu po 3 miesiącach mi się udało, miała pierwszy w swoim życiu orgazm (było ok. południa), była szczęśliwa, ja chyba jeszcze bardziej. Tego samego dnia, wieczorem odbył się nasz pierwszy raz, a mój pierwszy w ogóle w życiu. Szczerze mówiąc był on z mojej strony ŻAŁOSNY. Żadnej gry wstępnej, przy wkładaniu ją bolało, bo pewnie było sucho (nie pamiętam). Nie wytrzymałem nawet 3 minut i koniec... Później próbowałem ją zadowolić ustami i rękami, ale już bez skutku. Była smutna, tak samo jak ja...
Później nadal zadowalaliśmy się rękoma (ja czasami robiłem to językiem, ona nie chciała, nie narzekałem), przez kolejne 2-3 msc tak to wyglądało. W międzyczasie chciała spróbować zrobić loda i zrobiła go pod prysznicem. Był to zarówno jej jak i mój pierwszy seks oralny (nigdy wcześniej nie doświadczyłem seksu oralnego ze strony kobiety). Dla mnie było mega, ona nie chciała mówić zbyt dużo, ale gdy chciałem żeby to powtórzyła jakiś czas później to nie chciała. Nie narzekałem.
Później było tylko gorzej. Ja zadowalałem ją, ona mnie nie. Ostatni raz kiedy, mówiąc kolokwialnie zwaliła mi konia to było ponad 3 miesiące temu, robiła to tylko pod prysznicem.
Związek ten trwa (albo już trwał...) 10 miesięcy. Przez ten okres uprawialiśmy seks tylko raz, oraz tylko raz ja doświadczyłem z jej strony seksu oralnego.
Zawsze mieliśmy problem by o tym porozmawiać, raczej o tym pisaliśmy. Były rozmowy, w których prosiłem ją, by postarała się coś zmienić, obiecała, że się postara, ale było tylko gorzej.
2 tygodnie temu powiedziałem jej, że chciałbym, aby odbył się nasz 2 raz. Zapytała, a co jeśli ona nie chce. Powiedziałem jej, że nic, bo ma takie prawo. Później chwile milczeliśmy, patrzyliśmy się na siebie aż mnie przeprosiła i się rozpłakała. Mówiła, że chyba do tego nie dorosła. Przytuliłem ją i powiedziałem, żeby się nie przejmowała, że i tak ją kocham i że sobie poradzimy, znajdziemy jakieś wyjście i stopniowo nauczymy się wszystkiego razem.
Tak w skrócie wyglądało nasze "życie seksualne". Nigdy jej do niczego nie zmuszałem, nigdy nic nie robiłem wbrew jej woli. Jeśli mówiła, że czegoś nie chce to tego nie robiłem.
Minęły 2 tygodnie od tego czasu, przedwczoraj mieliśmy mała "kłótnie" o totalną pierdołę. Napisałem "kłótnię", a nie kłótnię, ponieważ to zawsze wyglądało tak, że ona się na mnie wyżywała za coś totalnie nic nie znaczącego, a ja po prostu milczałem, bo nie chciałem się o to kłócić, ewentualnie pytałem dlaczego ma do mnie pretensje o coś tak błahego... (gramy razem w gry i np. potrafiła mi zrobić awanturę, że jej killa zabrałem, podczas gdy np. podczas gry z kolegą by się tylko zaśmiała)
Taka "Kłótnia" miała miejsce wieczorem, wyszedłem ze skype i się nie odzywaliśmy następny dzień, aż wieczorem dostałem wiadomość, że doszła do wniosku, że nasz związek nie ma sensu, że do siebie nie pasujemy, że ostatnie dni dużo o tym myślała, czytała historie różnych dziewczyn i doszła do wniosku, że ja jej po prostu nie pociągam.
Wysłała mi link do tego tematu i powiedziała, że to się w 90% zgadza...
netkobiety.pl/t71946. html (skasować spację przed html, bo nie mogę dodać linku jako nowy użytkownik)
Pękło coś we mnie, bo kocham ją nad życie i robiłem wszystko, aby było jej dobrze ze mną. Facet z tego tematu był nachalny, zmuszał ją do wszystkiego. Nigdy nie mówiła, że nie lubi jak ją dotykam. Sama chciała, żeby jej masował uda, tyłek, plecy. Czasem dotykałem jej piersi, ale nigdy nie mówiła, że tego nie lubi, jedynie, że nie sprawia jej to przyjemności i mogę sobie dotykać. Poczułem się jak śmieć
Myślałem, że nigdy się nie masturbowała, ale dopiero wczoraj, gdy ze mną chciała skończyć napisała mi, że robi to od pół roku i samej zawsze jest jej przyjemnie i że to ja jestem problemem.
Mówiła mi też, że nie lubi osób grubych (na początku naszej znajomości), że się nimi brzydzi. Ja mam ok. 10kg nadwagi, ale mówiła, że w moim przypadku to nie jest istotne, mówiła, że mnie kocha...
Cały czas myślałem, że to z nią jest problem bo nie odczuwa potrzeb seksualnych i że te moje dodatkowe kilogramy nie są aż tak ważne, więc nie robiłem z tym nic... Dopiero gdy mi powiedziała, że sama ze sobą jest zawsze zadowolona a ja jej nie pociągam to od razu jej powiedziałem, że biorę się za siebie, wykupiłem trenera personalnego, dietę i zamierzam z siebie to zrzucić, ale ona i tak uważa, że to nie ma sensu
Ja już nie wiem co mam myśleć, kocham ja bardzo mocno, zawsze mówiła, że czuje się przy mnie bezpiecznie, dobrze, że jej na mnie zależy a teraz pisze ze mną jakby już nas skreśliła...