Witajcie kochane,
potrzebuje trochę wsparcia, porad, może jakiegoś otrzeźwienia, ale bardzo nie radze sobie z moją obecną sytuacją życiową.
Ot w skrócie - byliśmy ze sobą 3 lata, od samego początku mieszkaliśmy razem, przez nasz związek przewinął się jego areszt, moja ciąża i poronienie. Nagle książę wyjechał do mnie z przerwą : "kochanie, potrzebuje przerwy żeby coś poczuć, bo coś się między nami wypaliło". OK, no przecież nic na siłe. Przerwa zamieniła sie w rozstanie, książę znalazł sobie nową księżniczkę dosyć szybko. Nie ukrywam że pierwszy miesiąc czy 2 to były najgorsze chwile mojego życia, ataki paniki, duszności, brak snu, 10 kg mniej, ulotniło się ze mnie życie a całkiem wesoła ze mnie osóbka. W tym wszystkim wspierała mnie JEGO mama. Później jakoś poszło. Pracujemy razem, także przez cały ten czas się widywaliśmy co było dla mnie ogromnie trudne. Cały czas mnie wspierał ze wszystkim co mi sie zepsuło, non stop ze sobą rozmawialiśmy, zrobił sobie ze mnie przyjaciółkę. Nadal ze sobą pracujemy, ostatnio kontakt nam się bardzo polepszył, wspólne zakupy, obiady w pracy i poza pracą, kolacje z nim i z jego mamą, wieczory przy kartach, zmierzało to w takim kierunku który by mnie bardzo ucieszył bo niestety - książę to miłość mojego życia i nie potrafię się z niego wyleczyć. Postawiłam ultimatum, albo ona albo ja, jak kochasz to wracaj tu i teraz albo nigdy. Przyszedł wyznał miłość, piękne słowa prawił jaka to ja jestem wspaniała - najlepsza rzecz jaka go w życiu spotkała, największe dobro, skarb etc. No i tu słuchajcie zaczynają się schody, ponieważ jego nowa księżniczka jest w ciąży. Nie kocha jej, niby nie chce z nią być, ale spróbuje ze względu na dziecko. Do tego wszystkiego żeby było bardziej kolorowo, książę zdradził swoją nową księżniczkę ze mną, dla mnie to 100 kroków w tył, zamiast chociaż jeden w przód.
Jak sobie z tym wszystkim poradzić ?