zagubiona w zyciu - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 21 ]

Temat: zagubiona w zyciu

Witam, bardzo proszę o porade, możecie mnie tez zlinczować... Z mężem jestem juz 17 lat, polowe mojego życia. Byl to mój pierwszy facet, związałam sie z nim po bardzo traumatycznym dla mnie przeżyciu. On jako jedna z nielicznych osob byl przy mnie i mnie wspierał. Bylam z nim z wdzięczności, byl moim przyjacielem, ale zawsze czulam ze go nie kocham. On byl osoba, ktora wyciągnęła mnie z dolka i prowadziła za rękę przez życie. Za to odwdzięczałam mu sie jak tylko potrafiłam, sypiałam z nim mimo ze pociągu do niego nie czulam nigdy. No i zaszłam w ciąże, urodziłam dziecko mając 19 lat. Bylo miedzy nami rożnie, bywały dobre chwile, ale zawsze brakowało mi czegoś. Zawsze grałam szczęśliwa zone. Po urodzeniu drugiego dziecka cos we mnie pękło, zaczęłam myslec o rozwodzie, zaczęłam dostrzegać ze to wszystko jest ,,na niby".Byliśmy na terapii małżeńskiej, ja przez lata leczylsm sie na depresje i chodziłam do psychologow. Ale ciągle łudziłam sie ze jak czegoś sie dorobimy, jak wybudujemy dom, jak zmienię prace itd to będzie lepiej. I bylo przez chwile, a gdy euforia opadała, od nowa bylo gorzej. Rok temu maz zachorowal, zaczęło brakować pieniędzy na kredyt, ja straciłam prace. Decyzja byla ciezka- wyjadę za granice i zarobię na przetrwanie. Miałam duzo czasu na przemyślenia. Dzis wiem ze chyba nie potrafie kochać, ze maz mnie strasznie denerwuje, ze nie pasujemy do siebie w ogole. Znalazłam prace, uwierzyłam w siebie, tylko jest kwestia dzieci, bo gdyby nie one juz dawno bym sie rozwiodła i ulozyla zycie za granica. Ale nie chce im niszczyć życia. Nie wiem co robic. Moj maź jest dobrym tata, w ogole to dobry człowiek, tylko bardziej jak brat czy kolega niż maz. Prosze, poradzcie cos

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: zagubiona w zyciu
żona_zła napisał/a:

Witam, bardzo proszę o porade, możecie mnie tez zlinczować... Z mężem jestem juz 17 lat, polowe mojego życia. Byl to mój pierwszy facet, związałam sie z nim po bardzo traumatycznym dla mnie przeżyciu. On jako jedna z nielicznych osob byl przy mnie i mnie wspierał. Bylam z nim z wdzięczności, byl moim przyjacielem, ale zawsze czulam ze go nie kocham. On byl osoba, ktora wyciągnęła mnie z dolka i prowadziła za rękę przez życie. Za to odwdzięczałam mu sie jak tylko potrafiłam, sypiałam z nim mimo ze pociągu do niego nie czulam nigdy. No i zaszłam w ciąże, urodziłam dziecko mając 19 lat. Bylo miedzy nami rożnie, bywały dobre chwile, ale zawsze brakowało mi czegoś. Zawsze grałam szczęśliwa zone. Po urodzeniu drugiego dziecka cos we mnie pękło, zaczęłam myslec o rozwodzie, zaczęłam dostrzegać ze to wszystko jest ,,na niby".Byliśmy na terapii małżeńskiej, ja przez lata leczylsm sie na depresje i chodziłam do psychologow. Ale ciągle łudziłam sie ze jak czegoś sie dorobimy, jak wybudujemy dom, jak zmienię prace itd to będzie lepiej. I bylo przez chwile, a gdy euforia opadała, od nowa bylo gorzej. Rok temu maz zachorowal, zaczęło brakować pieniędzy na kredyt, ja straciłam prace. Decyzja byla ciezka- wyjadę za granice i zarobię na przetrwanie. Miałam duzo czasu na przemyślenia. Dzis wiem ze chyba nie potrafie kochać, ze maz mnie strasznie denerwuje, ze nie pasujemy do siebie w ogole. Znalazłam prace, uwierzyłam w siebie, tylko jest kwestia dzieci, bo gdyby nie one juz dawno bym sie rozwiodła i ulozyla zycie za granica. Ale nie chce im niszczyć życia. Nie wiem co robic. Moj maź jest dobrym tata, w ogole to dobry człowiek, tylko bardziej jak brat czy kolega niż maz. Prosze, poradzcie cos

Smutna historia sad Przykro mi, że tak się potoczyły twoje DOTYCHCZASOWE losy.
Jeśli chcesz coś zmienić, to zrób to. Tylko dobrze, abyś wiedziała, czego chcesz od dalszej części swojego życia, jakimi ludźmi chcesz się otaczać, jakiego ewentualnie związku oczekujesz.
Samo zniechęcenie obecnym życiem i poczucie porażki to za mało, żeby zmieniać cokolwiek. Jedno, co warto zrobić to nie ukrywać przed kimś, kto związał z tobą swoje życie, jakie jest twoje postrzeganie jego, życia z nim, świata przy nim. Takie minimum uczciwości i lojalności, które w moim przeświadczeniu należy się komuś, kto jest z tobą i przy tobie.

3

Odp: zagubiona w zyciu

Ale ja jemu mówiłam o swoich rozterkach, kilka lat temu byliśmy juz o krok od rozwodu, no ale poszliśmy na terapię bo chcieliśmy to ratować. Tylko ze ja wtedy wiedziałam ze ta terapia nic mi nie dala, ale widziałam jego zaangażowanie i chciałam to naprawić. Tłumaczyłam sama sobie ze tak to musi byc, ze skoro tylko ja widze problem, a dzieci i on są szczęśliwi, to jakos to przetrwam. Ponadto bardzo bałam sie zostać sama, ze nie poradzę sobie w życiu i ze zwyklego tchórzostwa wolałam byc z nim. Tak, jestem tchórzem który nie potrafi pokierować swoim życiem. Teraz zaluje ze wtedy nie zrobiłam tego kroku, bo wtedy mimo wszystko bylo łatwiej. Rozmawiałam z pewna bliska nam osobą. Powiedziała mi ze dziwi sie ze dopiero teraz o tym zaczynam mowic, bo ona od zawsze widziała ze to małżeństwo jest po prostu zle. To jak sie odzywamy do siebie, jak traktujemy itd. My na dobra sprawę nie kłóciliśmy sie nigdy ze sobą, byly za to bardzo długie chwile milczenia, wiele cichych dni. Ja bałam sie powiedziec swoje zdanie, bo to on byl moim ,,wybawca" on z kolei chyba tez uciekal od prawdy. I tak żyliśmy obok siebie naście lat.

4

Odp: zagubiona w zyciu

Wyszłaś za mąż bez miłości, nie kochałaś męża i nie pokochasz nigdy. Dlaczego nie pozwolisz mu odejść i ułożyć sobie życia na nowo z kimś, kto go prawdziwie pokocha? Złóż pozew o rozwód, żyj i daj żyć innym.

5

Odp: zagubiona w zyciu

Tak, wiem jak to wyglada. I wlasnie paradoks w tym, ze ja boje sie go teraz zostawić wlasnie dlatego ze on kocha mnie. Przynajmniej tak mi sie wydaje. Nie chciałam mu niszczyć zycia, chociaż zdaje sobie sprawe z tego, jak bardzo go okłamałam i wykorzystalam.

6

Odp: zagubiona w zyciu
żona_zła napisał/a:

Ale ja jemu mówiłam o swoich rozterkach, kilka lat temu byliśmy juz o krok od rozwodu, no ale poszliśmy na terapię bo chcieliśmy to ratować. Tylko ze ja wtedy wiedziałam ze ta terapia nic mi nie dala, ale widziałam jego zaangażowanie i chciałam to naprawić. Tłumaczyłam sama sobie ze tak to musi byc, ze skoro tylko ja widze problem, a dzieci i on są szczęśliwi, to jakos to przetrwam. Ponadto bardzo bałam sie zostać sama, ze nie poradzę sobie w życiu i ze zwyklego tchórzostwa wolałam byc z nim. Tak, jestem tchórzem który nie potrafi pokierować swoim życiem. Teraz zaluje ze wtedy nie zrobiłam tego kroku, bo wtedy mimo wszystko bylo łatwiej. Rozmawiałam z pewna bliska nam osobą. Powiedziała mi ze dziwi sie ze dopiero teraz o tym zaczynam mowic, bo ona od zawsze widziała ze to małżeństwo jest po prostu zle. To jak sie odzywamy do siebie, jak traktujemy itd. My na dobra sprawę nie kłóciliśmy sie nigdy ze sobą, byly za to bardzo długie chwile milczenia, wiele cichych dni. Ja bałam sie powiedziec swoje zdanie, bo to on byl moim ,,wybawca" on z kolei chyba tez uciekal od prawdy. I tak żyliśmy obok siebie naście lat.

Nie wiem z jakiego „dołka” wyciągnął cię twój przyszły mąż, ale skoro przeszliście terapię, to on uzmysławia pewnie już sobie, że „zaopiekowanie się” dziewczyną, która ma za sobą ciężką historię, to z jednej strony łatwy łup, bo nie trzeba się tak natrudzić, jak przy kimś, kto nie szuka tylko ucieczki od dotychczasowego trudnego życia. Wybranie kogoś, kto „ucieka” jest ryzykowne, bo gdy zmieniają się okoliczności i uciekać już nie trzeba, to dotychczasowy uciekinier wchodzi na wyższy level i zaczyna więcej potrzebować.
A jak jeszcze ktoś zdążył w życiu przed ucieczką zakosztować w silnych emocjach, to później tym bardziej umiera w związku, w którym tych emocji partner nie daje.

7

Odp: zagubiona w zyciu
żona_zła napisał/a:

Tak, wiem jak to wyglada. I wlasnie paradoks w tym, ze ja boje sie go teraz zostawić wlasnie dlatego ze on kocha mnie. Przynajmniej tak mi sie wydaje. Nie chciałam mu niszczyć zycia, chociaż zdaje sobie sprawe z tego, jak bardzo go okłamałam i wykorzystalam.

Nie chcesz go zostawić, bo jest Ci z nim wygodnie, poza tym boisz się, że sama nie ułożysz sobie życia na nowo.
To myślenie czysto egoistyczne. Męża dobro w ogóle Cię nie interesuje, a szkoda.

8

Odp: zagubiona w zyciu

Bylam o krok od załamania nerwowego, w tamtych chwilach na sto procent nie bylam soba. Zadowalało mnie to, ze ktos jest przy mnie, a w zamian bylam w stanie oddać wszystko. Nasz zwiazek przed ślubem to byly ciągle wizyty w sądzie, w związku z tamtym wydarzeniem. Wtedy tez przymykałam oko na jego zachowanie, na wady, które z czasem zaczęły mi przeszkadzać. I w momencie gdy sie otrząsnęłam, gdy wyszłam z dolka zaczęłam myslec ze jestem z człowiekiem, z którym nie chce byc. Ale nie zrzucam na niego winy. Po prostu ja w tamtym momencie nie bylam świadoma co robię, a później jakos to poleciało. Przez lata starałam sie byc dobra zona, az w końcu zaczęłam miec dość udawania. I tak, bylam z nim tylko dlatego ze mysle o sobie i boje sie zmierzyć sama z życiem.

9 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-05-15 12:51:07)

Odp: zagubiona w zyciu

Dosyc juz zmarnowalas mu zycia ukrywaniem swoich prawdziwych odczuć
Nie wmawiaj sobie ze robisz to bo jemu zalezy
Tak. Jestes tchorzem ale i jestes nieuczciwa.
Tez sie dziwie ze terapia wspolna nie doprowadzila do rozwodu. I jedyne co mi przychodzi do glowy dlaczego tak bylo to Twoja nie do konca uczciwa postawa.
Jak Ci napisano: zyj i daj zyc jemu, nie trzymaj sobie tego malzenstwa jako wygodnego miejsca, ktore zawsze bedzie dla Ciebie otwarte.powiedzialaś A to B tez do Ciebie nalezy..a to B to powinien byc rozwod. Weź to kobieto na siebie, a nie wyręczaj się męzem..

10

Odp: zagubiona w zyciu

Dziękuję za odpowiedzi i uświadomienie mi pewnych rzeczy.  Doskonale zdaję sobie sprawe z tego, ze przez te lata okłamywałam wszystkie najbliższe mi osoby. Czasu nie cofne, nie naprawie tez błędów. Najwyzsza pora wziąć odpowiedzialność za swoje życie.

11

Odp: zagubiona w zyciu

Terapia nie dała efektów, bo Autorka nie była szczera.

12

Odp: zagubiona w zyciu
żona_zła napisał/a:

On jako jedna z nielicznych osob byl przy mnie i mnie wspierał.

Rok temu maz zachorowal, ... Dzis wiem ze chyba nie potrafie kochać, ze maz mnie strasznie denerwuje, ... Znalazłam prace, uwierzyłam w siebie,

Znaczy się mąż był przy Tobie przez 17 lat wspierał jak przyjaciel gdy przeżywałaś ciężkie chwile. A teraz gdy on zachorował gdy potrzebuje twojego wsparcia nagle on Cie denerwuje nagle nie kochasz ? Teraz gdy uwierzyłaś w siebie on chory nie jest dla Ciebie atrakcyjny ?

Kochanie zostawmy na bok. Ale nazwałaś męża przyjacielem jak brat. Jaka z Ciebie przyjaciółka siostra gdy opuszczasz go w trudnym momencie jego życia? 17 lat temu podjęłaś decyzję i teraz chcesz się z tej decyzji po prostu wymigać bo musisz coś dać od siebie a nie tylko brać od niego.

13

Odp: zagubiona w zyciu

Wlasnie o to chodzi ze wzielam na siebie odpowiedzialność za rodzine, wyjechałam za granice i nie pozwoliłam nam upaść. W tej chwili z męża zdrowiem jest ok. Przeszedł operacje, wrocil do pracy i jest dobrze. Pomagałam mu i wspierałam go. Mógł liczyć na mnie.

14

Odp: zagubiona w zyciu
żona_zła napisał/a:

Wlasnie o to chodzi ze wzielam na siebie odpowiedzialność za rodzine, wyjechałam za granice i nie pozwoliłam nam upaść. W tej chwili z męża zdrowiem jest ok. Przeszedł operacje, wrocil do pracy i jest dobrze. Pomagałam mu i wspierałam go. Mógł liczyć na mnie.

Sorki, ale mnie się wydaje, ze za tą granicą pojawił się brunet wieczorową porą i przyszedł pospiech do ustabilizowania swojego życia. Nie ma się co wstydzić, często tak bywa a jeśli jeszcze nie dziś to za chwile tak się stanie..
Samotność jest straszna i każdy szuka prędzej bratniej duszy ale.. tak uczciwie to powinnaś zostawić dzieci z mężem, płacić mu alimenty na nie i dać mu do przeczytania ten wątek..

15

Odp: zagubiona w zyciu

Jesteś nieszczęśliwa, zarazem Twój mąż też jest nieszczęśliwy bo to odbija się na nim.
Skoro wiesz, że nie jesteś w stanie pokochać swojego męża i być z nim szczęśliwa to rozwiedź się bo zmarnowałaś sobie i jemu 17 lat życia.

16

Odp: zagubiona w zyciu
żona_zła napisał/a:

Witam, bardzo proszę o porade, możecie mnie tez zlinczować... Z mężem jestem juz 17 lat, polowe mojego życia. Byl to mój pierwszy facet, związałam sie z nim po bardzo traumatycznym dla mnie przeżyciu. On jako jedna z nielicznych osob byl przy mnie i mnie wspierał. Bylam z nim z wdzięczności, byl moim przyjacielem, ale zawsze czulam ze go nie kocham. On byl osoba, ktora wyciągnęła mnie z dolka i prowadziła za rękę przez życie. Za to odwdzięczałam mu sie jak tylko potrafiłam, sypiałam z nim mimo ze pociągu do niego nie czulam nigdy. No i zaszłam w ciąże, urodziłam dziecko mając 19 lat. Bylo miedzy nami rożnie, bywały dobre chwile, ale zawsze brakowało mi czegoś. Zawsze grałam szczęśliwa zone. Po urodzeniu drugiego dziecka cos we mnie pękło, zaczęłam myslec o rozwodzie, zaczęłam dostrzegać ze to wszystko jest ,,na niby".Byliśmy na terapii małżeńskiej, ja przez lata leczylsm sie na depresje i chodziłam do psychologow. Ale ciągle łudziłam sie ze jak czegoś sie dorobimy, jak wybudujemy dom, jak zmienię prace itd to będzie lepiej. I bylo przez chwile, a gdy euforia opadała, od nowa bylo gorzej. Rok temu maz zachorowal, zaczęło brakować pieniędzy na kredyt, ja straciłam prace. Decyzja byla ciezka- wyjadę za granice i zarobię na przetrwanie. Miałam duzo czasu na przemyślenia. Dzis wiem ze chyba nie potrafie kochać, ze maz mnie strasznie denerwuje, ze nie pasujemy do siebie w ogole. Znalazłam prace, uwierzyłam w siebie, tylko jest kwestia dzieci, bo gdyby nie one juz dawno bym sie rozwiodła i ulozyla zycie za granica. Ale nie chce im niszczyć życia. Nie wiem co robic. Moj maź jest dobrym tata, w ogole to dobry człowiek, tylko bardziej jak brat czy kolega niż maz. Prosze, poradzcie cos


Pomógł Ci,kiedy tego potrzebowałaś,wyciągnął pomocną dłoń  i skoro wtedy postanowiłaś z nim być a nawet wzięliście ślub,macie dzieci,więc właśnie dla dobra tych dzieci (tymbardziej,że jak piszesz to dobry i tata i człowiek) nie możesz rozbijać własnego małżeństwa, bo właśnie bardzo skrzywdzisz wyłącznie same dzieci,one nie zrozumią niczego,a jedynie to,że widocznie coś zawiniły skoro tata z nimi nie mieszka. Przemyśl sobie wszystko za i przeciw,bo rozwód zawsze masz czas wziąć,tylko nie wiem czy to będzie dobre rozwiązanie właśnie ze względu na dzieci.Piszesz też, że go nie kochasz,czyli też i nigdy nie kochałaś,a wyszłaś za mąż za niego tak jakby z wdzięczności? z litości dla niego za okazaną sobie pomoc?  Bywa,że czasem miłość przychodzi po latach,ale musisz dać sobie szansę,bo skoro to dobry człowiek,nie możesz go krzywdzić,dzisiaj o dobrego męża nie jest łatwo.Przemyśl sobie to wszystko,ale na pierwszym miejscu zawsze stawiaj dobro dzieci.

17

Odp: zagubiona w zyciu
natolinka napisał/a:
żona_zła napisał/a:

Witam, bardzo proszę o porade, możecie mnie tez zlinczować... Z mężem jestem juz 17 lat, polowe mojego życia. Byl to mój pierwszy facet, związałam sie z nim po bardzo traumatycznym dla mnie przeżyciu. On jako jedna z nielicznych osob byl przy mnie i mnie wspierał. Bylam z nim z wdzięczności, byl moim przyjacielem, ale zawsze czulam ze go nie kocham. On byl osoba, ktora wyciągnęła mnie z dolka i prowadziła za rękę przez życie. Za to odwdzięczałam mu sie jak tylko potrafiłam, sypiałam z nim mimo ze pociągu do niego nie czulam nigdy. No i zaszłam w ciąże, urodziłam dziecko mając 19 lat. Bylo miedzy nami rożnie, bywały dobre chwile, ale zawsze brakowało mi czegoś. Zawsze grałam szczęśliwa zone. Po urodzeniu drugiego dziecka cos we mnie pękło, zaczęłam myslec o rozwodzie, zaczęłam dostrzegać ze to wszystko jest ,,na niby".Byliśmy na terapii małżeńskiej, ja przez lata leczylsm sie na depresje i chodziłam do psychologow. Ale ciągle łudziłam sie ze jak czegoś sie dorobimy, jak wybudujemy dom, jak zmienię prace itd to będzie lepiej. I bylo przez chwile, a gdy euforia opadała, od nowa bylo gorzej. Rok temu maz zachorowal, zaczęło brakować pieniędzy na kredyt, ja straciłam prace. Decyzja byla ciezka- wyjadę za granice i zarobię na przetrwanie. Miałam duzo czasu na przemyślenia. Dzis wiem ze chyba nie potrafie kochać, ze maz mnie strasznie denerwuje, ze nie pasujemy do siebie w ogole. Znalazłam prace, uwierzyłam w siebie, tylko jest kwestia dzieci, bo gdyby nie one juz dawno bym sie rozwiodła i ulozyla zycie za granica. Ale nie chce im niszczyć życia. Nie wiem co robic. Moj maź jest dobrym tata, w ogole to dobry człowiek, tylko bardziej jak brat czy kolega niż maz. Prosze, poradzcie cos


Pomógł Ci,kiedy tego potrzebowałaś,wyciągnął pomocną dłoń  i skoro wtedy postanowiłaś z nim być a nawet wzięliście ślub,macie dzieci,więc właśnie dla dobra tych dzieci (tymbardziej,że jak piszesz to dobry i tata i człowiek) nie możesz rozbijać własnego małżeństwa, bo właśnie bardzo skrzywdzisz wyłącznie same dzieci,one nie zrozumią niczego,a jedynie to,że widocznie coś zawiniły skoro tata z nimi nie mieszka. Przemyśl sobie wszystko za i przeciw,bo rozwód zawsze masz czas wziąć,tylko nie wiem czy to będzie dobre rozwiązanie właśnie ze względu na dzieci.Piszesz też, że go nie kochasz,czyli też i nigdy nie kochałaś,a wyszłaś za mąż za niego tak jakby z wdzięczności? z litości dla niego za okazaną sobie pomoc?  Bywa,że czasem miłość przychodzi po latach,ale musisz dać sobie szansę,bo skoro to dobry człowiek,nie możesz go krzywdzić,dzisiaj o dobrego męża nie jest łatwo.Przemyśl sobie to wszystko,ale na pierwszym miejscu zawsze stawiaj dobro dzieci.

Natolinko- na jakiej podstawie opowiadasz takie bzdury? Ten mąż to dobry ma być dla niej tak użytkowo, jak ścierka do podłogi, dobra, wszystko wchlonie? masz jakąś misję tutaj do spełnienia? Nie widzisz ludzi, tylko sztywne zasady, nie widzisz nic złego w takim malżeństwie? To świętsza jesteś od papieża..miłość przychodzi po latach? są ze sobą 17 lat..

18

Odp: zagubiona w zyciu

[/quote=takata]

żona_zła napisał/a:

....tak uczciwie to powinnaś zostawić dzieci z mężem, płacić mu alimenty na nie i dać mu do przeczytania ten wątek..

Zostawić dzieci? One mnie potrzebują i nie mogę im tego zrobić, nawet przez myśl mi cos takiego nie przeszlo. Muszę tylko uregulować sprawę mojego małżeństwa.

Co do tego, ze miłość przychodzi z czasem, to niestety w tym przypadku juz chyba nie. Kiedys, jakiś czas temu myślałam żeby zaproponować mężowi cos w stylu białego małżeństwa, ale kurcze, jestesmy mlodymi ludzmi. Wiem ze on ma potrzeby, ale ja mam juz dość zmuszania sie do tego. Pozwolić mu miec kochanke? Czy wlasnie rozwieść sie i dać żyć sobie i jemu?

19

Odp: zagubiona w zyciu

Twój post jest idealnym przykładem by nie wiązać się na sile bez miłości dla zasady bo kiedyś bańka pęknie . Masz wybor przed sobą . Nieszczęśliwa miłość no i życie bo obie musza współpracować ze sobą a tego tutaj nie ma . Tylko ze jest jeden problem który ciężko Ci będzie przeskoczyć a mianowicie rozbicie rodziny dla własnego szczęścia . Gdybym miał wybierać pomiędzy „ nowym życiem „ a codziennością i szarością bo to masz teraz to wybrałbym to pierwsze bo masz jedno życie i od Ciebie zależy jak chcesz je przeżyć . Uczucia nie da się od tak w siebie władować bo to niemożliwe a tutaj w obecnym związku nie ma na to szans . Myśl o sobie i rób tak by jak najmniej osób na tym ucierpiało . Powodzenia Ci życzę .

20

Odp: zagubiona w zyciu

Wiem co muszę zrobić, wiem również ze łatwo nie będzie, no ale życie latwe nie jest przeciez. Musze wreszcie sie ogarnąć i wziąć w garść, nie liczyc ze znow ktos to za mnie zrobi.


Dziekuje za wszystkie odpowiedzi.

21

Odp: zagubiona w zyciu

Przede wszystkim usiąść z mężem, powiedzieć mu prawdę i przeprosić. Następnie złożyć pozew o rozwód, potem o podział majątku.

Posty [ 21 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024